Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : spoleczenstwo-XXI-wieku

Rozszerzona rzeczywistość i papier ekologiczny

sczachor

Rzeczywistość rozszerzona to coś co pojawia się za sprawą małego sprzętu elektronicznego i mobilnego internetu (wystarczy smartfon a nie okulary googla). Prawie jak dodatkowy, ukryty wymiar. Taki hipertekst z linkami głębiej, dalej, obok.

Formy mieszane coraz bardziej przenikają do prasy codziennej i na uliczne plakaty. Nie trzeba wszystkiego pisać (w jednym miejscu). Mamy w kieszeni odpowiednie czytniki do rzeczywistości rozszerzonej: smartfony i tablety. Czasem wystarczy najechać kamerką z telefonu komórkowego na budynek, który widzimy…. By za chwilę przeczytać co to jest, poznać historię itd. Tak, jak kliknąć na publikowane słowo w tekście (hiperlink).

Gazety także się zmieniają. Papier, który jest jednocześnie…. filmem I to bez chodzenia do kila, włączania telewizora czy komputera? A dla czego nie. Coraz czescie widzmy tajemnicze kwadraciki (QR Code), dzięki którymi łatwo możemy przenieść się w rozszerzoną rzeczywistość: przeczytać więcej, zobaczyć zdjęcia, filmiki itd.

Gazeta Olsztyńska też zamieszcza (kiedyś częściej) specjalnie oznakowane zdjęcie (z niebieska literką A). Jeśli na nie najechać smartfonem – zdjęcie ożywa i zmienia się w filmik. Oczywiście tylko na naszym czytniku. Od dawna kusiło mnie aby to wypróbować. Niestety kupiłem sobie tablet, a jak się okazało program Aurasma (wykorzystywany w Gazecie) na tabletach źle działa (podobno dobrze na smartfoach).

Ale kilka dni temu wyszedł nowy (w zmienionej szacie i formie) numer Tygodnika Powszechnego. Zainstalowałem wykorzystywany przez Tygodnik program Actable... i zadziałało. Wow! Papier przemówił. I ja wreszcie zobaczyłem rzeczywistość rozszerzoną.

Ale to nie tylko ciekawość i frajda z gadżetu. Teraz wiem jak będzie wyglądał plakat uliczny i plakat naukowy z rozszerzoną rzeczywistością. Chcę nie tylko oglądać ale i wykorzystywać. I zdobytą wiedzę szybko przekazać studentom. Niech będą liderami a nie cywilizacyjnymi maruderami.

A Tygodnik Powszechny zaskoczył mnie nie tylko rzeczywistością rozszerzoną. Pozytywnie zaskoczył mnie także papierem, na którym jest drukowany. Bo to papier przyjazny środowisku. Opiniotwórczy tygodnik kształtuje także postawy konsumenckie.

„Decyzję by nowy format drukować na papierze gazetowym podjęliśmy świadomie, także z myślą o środowisku naturalnym. Drukujemy Tygodnik Powszechny (wnętrze) na papierze gazetowym, o gramaturze 45. Jest to papier ekologiczny [w sensie przyjazny dla środowisk s.Cz.]. Tylko papiery gazetowe o gramaturze 40-65 gram podlegają w całości recyklingowi. Jest to papier niepowlekany lakierem ani komponentem zapachowym, w całości podlegający oczyszczeniu. Papiernie skupują go, czyszczą z farby uzyskując pulpę, mieszają ją z wodą i związkami chemicznymi, które powodują odłączenie się farby drukarskiej od włókien celulozy. Po kolejnym oczyszczeniu, przez napowietrzanie, pulpa uzupełniana jest nową mieszaniną włókien celulozy oraz substancjami wzmacniającymi. By papier mógł spełniać kryteria ekologiczne wzbogacenie nie może przekroczyć progu 30% dodania nowej celulozy do masy oczyszczonej, pozyskanej ze starego papieru, pulpy. Drukując na papierze gazetowym chronimy lasy, to oczywiste. Ponadto zmycie farby z papieru gazetowego jest niepomiernie tańsze niż z papierów powlekanych i zapachowych; kosztuje mniej energii i wymaga mniej chemikaliów."

Europejskie regulacje dotyczące papieru gazetowego (makulaturowego): http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2012:202:0026:0037:PL:PDF

Kiedyś gazety czytaliśmy z ołówkiem lub palcem, przesuwanym po tekście, by wątku nie zgubić, ewentualnie z lupą - by widzieć litery. Teraz coraz częściej czytamy z tabletem i smartfonem. Dwa w jednym. Może taka rzeczywistość rozszerzona będzie lepsza w odbiorze niż czytania wszystkiego  na ekranie laptopa? Świat się zmienia. A może on po prostu ewoluuje. Bo przecież ewolucja nie dotyczy tylko materii biologicznej ale i kulturowej?

O potrzebie bohaterów. W nauce.

sczachor

Kiedy łączy nas coś z osobą sławną, to automatycznie podnosi to naszą samoocenę. Dlatego szukamy takiej łączności i ja kreujemy, stawiamy się w gronie znajomych, fanów itd. Kiedyś było tak z bohaterem i wodzem – pragnęliśmy być blisko… i po właściwej stronie. Teraz jest tak z celebrytą – bohaterem medialnej wioski.

Niska samoocena powoduje większą chęć do „wygrzewania się” w wielkości bohaterów lub celebrytów. Badania psychologów (i nie tylko) wskazują, że są pewne cechy charakteru, które ułatwiają zdobycie sławy. Nie zapominamy jednak o przypadku i sprzyjającej okoliczności. Bo to właśnie okoliczności sprawiają, że jesteśmy bohaterami lub menelami, przestępcami. W sprzyjających okolicznościach jesteśmy bohaterami powstania lub wojny, a innych zostajemy chuliganami... Kontekst, miejsce i czas zmieniają wszystko. Z jednego drzewa krzyż i łopata.

A jakie cechy charakteru ułatwiają zdobycie sławy? Jest to bez wątpienia indywidualna chęć dążenia do osiągnięcia sukcesów. Jakichkolwiek. Często przypadek decyduje, co osoba w swoim otoczeniu uzna za sukces. To dążenie do sukcesów chyba częściej występuje u mężczyzn (sprawny wojownik, sprawny myśliwy). Drugą sprzyjającą cechą jest tendencja do podejmowania ryzyka, skłonność do wkraczania na nowe, nieodkryte terytoria. Wypisz wymaluj – bohater: ryzykuje i ma motywację. I tu również ewolucyjnie możemy wskazać, że łowcy i myśliwi – a więc mężczyźni – o takich cechach kiedyś odnosili sukcesy. Więc takie cechy charakteru preferował kiedyś dobór naturalny.. lub kultura. I w końcu trzecia cecha, ułatwiająca zostanie bohaterem (lub celebrytą) - wrażliwość sytuacji, ocenianie sytuacji, refleks społeczny i środowiskowy), zdolność do improwizowanego planowania.

Te wymiennie cechy niezwykle ważne są w nauce i innowacyjności. Owszem, powyższe cechy mogą sprowadzić także na złą drogę i na margines. W cechy bohatera i celebryty wpisane jest ryzyko porażki… Czy my takie postawy, wyżej wymienione, preferujemy? Czy sprzyjamy bohaterom i naukowym celebrytom? Czy raczej preferujemy przeciętnych karierowiczów i kujonów? Postawy – nie wychylać się, lub cisze jedziesz, dalsze budziesz? Bezpiecznie do celu, bez ryzyka ale po stanowiska i zaszczyty? Kogo stawiamy za wzór młodym adeptom nauki, stawiamy świadomie i nieświadomie?

Nie dobór naturalny ale kultura pracy, kultura środowiska decydują o "kreowaniu", wychowywaniu bohaterów w nauce, zdolnych do ryzyka, często ponoszących porażki ale i czasem odnoszących sukcesy. Sukcesy, w których i my się wygrzewamy. Sukcesy, z których i my czerpiemy satysfakcję i dobre samopoczucie.

Zatem czy warto podejmować ryzykowne badania czy lepiej iść utartymi koleinami... po bezpieczne stopnie naukowe i stanowiska?

Pokolenie Ja i narcyzm konsumpcji

sczachor

Próbujemy się nazywać i identyfikować na różne sposoby. Nazywamy (i dzielimy się na) narody, zawody, ale i kolejne pokolenia. Obecnie chyba dominuje - przynajmniej wśród młodych - pokolenie "Ja". Poczucie własnej wartości i dawniej czasem osiągane było przez gnojenie studentów. Lub „kotów” w wojsku, lub jako fala w szkole. Lub hejtowanie w sieci. Grupowe znęcanie się nad ofiarą dawało i daje niektórym poczucie więzi i identyfikacji.

Obecnie wyrosło nam pokolenie Ja – pokolenie w którym wzrosła liczba odniesień do samego siebie, a spadła liczba odniesień i identyfikacji kolektywnych. To skutek (albo jednocześnie i przyczyna) globalizacji. Homogenna globalna wioska ze znacznie łatwiejszym przeżyciem jednostki tę jednostkę i Ja mocniej preferuje. Kiedyś przeżycie warunkowane było życiem we wspólnocie. Czy to plemię, czy rodzina, czy wioska. Tylko we wspólnocie można było przeżyć, fizycznie i psychcznie. Nawet pustelnik żył w relacji ze wspólnotą (do pustelnika wspólnota udawała się po rady i przemyślenia).  Globalna wspólnota jest jeszcze większa. Jedno plemię liczące kilkaset osób, nawet kilka tysięcy - nie byłoby w stanie utrzymać całej naszej konsumpcji i produkcji komputerów, telefonii mobilnej, podróży samolotami, krewetek itd. Czyli z jednej strony rozrasta się nasza kolektywna wspólnota do rozmiarów globalnych (łączą się do niedawna osobne zbiorowości), z drugiej rozpadają się lokalne małe wspólnoty i jesteśmy w stanie życie w pojedynkę... w globalnej wiosce. Integracja na jednym poziomie (globalnym, planetarnym) łączy się z dezintegracją na innym poziomie (np. rodziny). W sumie wychodzi na to samo ale jest zupełnie inaczej.

W konsekwencji obserwujemy społeczny wzrost indywidualizmu, wzrost kulturowego znaczenia "ja" i koncetrowanie się na "ja". Ja -  moje potrzeby są najważniejsze, ważniejsze niż grupa, niż społeczność. Pokolenie Ja dotknięte jest epidemią narcyzmu. Stąd m.in. pęd do bycia celebrytą (sławnym) choć przez 5 minut. Bo wszystko jest możliwe do osiągnięcia a sława (i szacunek) lokalnej społeczności zamienia się w poczucie sławy medialnej i globalnej, rotacyjnie po 5 minut dla każdego.

Narcyzm jest źródłem nadmiernej konsumpcji i nadmiernej pewności siebie, co skutkuje m.in. kryzysem ekonomicznym i ekologicznym. Konsumować, „bo jestem tego wart”. Pokolenie Ja powtarza nieustannie mantrę kulturową - „wszystko jest możliwe, wszystko mogę osiągnąć”. Ale wyrastanie w takim przeświadczeniu powoduje wzrost frustracji, depresji, większego niepokoju. Bo nie wszystko jest jednak możliwe. W takim rozumowaniu nie ma miejsca na „siły wyższe”, na przypadek, na niemożność fizyczną. Dlatego tak mocno przeżywamy klęski przyrodnicze, ulewy, powodzie, pożary, choroby, wypadki losowe i komunikacyjne. Od razu szukamy winnych. Bo przecież "wszystko jest możliwe" (dla Ja), a jeśli się nie udaje, to na pewno ktoś zawinił! Trzeba go znaleźć i ukarać. I wtedy znowu wszystko będzie możliwe. Ratujemy wizerunek kulturowego "wszystko jest możliwe dla mnie" poprzez zbiorowe palenie czarownic - szukanie kozła ofiarnego do rytualnego zlinczowania.

Pokolenie Ja jest narcystyczne, nastawione na "bycie sobą" i jest paradoksalnie bardziej przygnębione, zalęknione, zestresowane. Tak twierdzą socjolodzy. Indywidualizm prowadzi do izolacji. Jeśli czujemy się odizolowani to czujemy się źle. Dawne pokolenia miały większe poczucie przynależności. Mogły na sobie polegać. Pokolenie Ja to indywidualizm i samotność. Samotność w sieci. Poczucie przynależności pozwala znosić wiele niedogodności. Tym tłumaczyć można fenomen dyktatur, ZSRR czy Korei Północnej.

Narcyzm powoduje dużą konsumpcję, co pociąga za sobą nadmierne zużycie surowców i ogromną produkcję odpadów. Narcyzm niszczy nie tylko jednostki ale i środowisko. Żeby chronić środowisko (zostawić je dla przyszłych pokoleń), trzeba chronić duchowość człowieka. A ta duchowość wymaga wspólnotowości i poczucia przynależności. Przynależności opartej na wspólnych wartościach a nie wspólnym wrogu. Minimalizm, dobrowolna prostota czy franciszkańska asceza stają się coraz bardziej poszukiwanymi stylami życia, alternatywnymi dla konsumpcyjnego Ja. Nie da się ochronić przyrody nie chroniąc człowieka. I vice versa.

Być może najgorszy jest cywilizacyjnie i indywidualnie moment przejściowy, transformacji: kiedy nie ma jeszcze zbudowanej wspólnoty globalnej (identyfikacji ze znacznie większą społecznością już funkcjonującą w gospodarce) a już rozpadły się dawne spólnoty lokalne. Straciliśmy więzi lokalne poprzez zmianę stylu życia a jeszcze nie ugruntowało się poczucie przynależności np. europejskiej (dla mieszkańców Unii Europejskiej). W tym rozpadzie jeszcze próbujemy dzielić się na narody (wzrost nacjonalizmów) ale już gospodarczo i kulturowo funkcjonujemy w społeczeństwie globalnym, gdzie członkami wspólnoty są inni, do tej pory w identyfikacji narodowej utożsamiani jako "obcy". Być może pokolenie Ja jest bardzo przejściowym elementem transformacji kulturowej i swoistej kompartymentacji struktur.

Mobilna interaktywność na wykładach

sczachor

W epoce powszechnie dostępnego internetu i licznych urządzeń mobilnych oraz sytuacji dużych zasobów informacji, dostępnych szybko i łatwo w internecie, tradycyjne wykłady akademickie tracą sens. W zasadzie tylko część - bo już nie ma sensu proste przekazywanie informacji i wiadomości. Owszem, główną wartością będzie pokazywanie logicznego myślenia, uczenie interpretacji i selekcji informacji, wartościowania, motywowanie i pokazywanie sensu. Nic nie zastąpi spotkania z człowiekiem pełnym pasji i z dużym doświadczeniem. Nawet najlepsze technologie cyfrowe.

A co z prezentacją multimedialną? Na sali jest już pokolenie cyfrowo myślące i wielozadaniowe, mogą i lubią robić wiele rzeczy na raz. Szum na sali nie oznacza, że są niegrzeczni i nie uwazają. Gdy widzę laptopy i tablety na sali wykładowej, to zastanawiam się czy oni notują? I jak? Robią zdjęcia, zapisują? I jak ułatwić notowanie studentom?

Długo myślałem jak połączyć internet z prezentacją multimedialną, aby to co potrzebują, dodatkowego objaśnienia, szybko i sprawnie mogli poszukać w internecie. Pojedyncze słowa, trudne terminy mogą sobie samodzielnie googlować. Ale jak doprowadzić do dialogu? I chyba coś wreszcie wymyśliłem. Podawanie adresu url jest mało funkcjonalne, dużo literek i znaków, łatwo o pomyłkę. Ale może rozwiązaniem jest QR Code?

Spróbuję tak to przygotować i sprawdzę czy działa. Na razie nie wiem, czy smartfonem można odczytać kod z ekranu. Ale od czego jest eksperymentowanie? Na dodatek wspólnie ze studentami. Może i oni coś mądrego i znacznie efektywniejszego podpowiedzą. Oni są cyfrowymi tubylcami, ja tylko cyfrowym imigrantem.

Wszyscy jesteśmy twórcami !

sczachor

Są chwile, gdy nie można milczeć, nawet jeśli nie jest to wygodne. Prawo autorskie musi ulec zmianie, sensownej zmianie. Zmianie musi ulec sposób oceniania naukowców, aby zamiast korporacyjnego wyścigu parametryzacyjnego więcej inwestowali w realną innowacyjność i kapitał społeczny. O tym będzie w kolejnym wpisie (nawiązującym także do biomonitoringu, faunistyki i wiedzy o środowisku). A tymczasem nagłaśniam to, co warte jest upowszechnienia.

"• Wszyscy jesteśmy Twórcami. Mówiąc wszyscy, nie mamy na myśli niżej podpisanych (....) lecz wszystkich użytkowników Sieci;

• Prawo autorskie reguluje nie tylko sferę kultury – powinno służyć naukowcom i badaczom, nauczycielom i uczestnikom systemu edukacyjnego, przedsiębiorcom działającym w najróżniejszych sektorach rynku.

• Kultura i dziedzictwo są nie tylko kapitałem obrotowym przedsiębiorców przemysłów kreatywnych, ale także dobrem wspólnym – podstawą naszej wspólnej tożsamości i zasobem, z pomocą którego tworzymy nową kulturę.

• “To co powstaje za publiczne pieniądze jest własnością publiczną”. Twórczość i wiedza finansowane z naszych podatków nie mogą służyć wyłącznie interesom prywatnym – lecz być także dobrem wspólnym służącym nam wszystkim.

• Prawo, a w szczególności prawo autorskie, nie może stać się narzędziem blokującym obieg kultury i wiedzy, dostęp do informacji czy swobodę wypowiedzi;

• Priorytetem państwa powinna być reforma systemu prawa autorskiego, walka z komercyjnym paserstwem oraz wspieranie rozwiązań zapewniających legalny dostęp, w rozsądnej cenie, do zasobów kultury i wiedzy przez Sieć;

Internet nie jest zagrożeniem, lecz niespotykaną dotąd szansą rozwoju kultury i wiedzy. "

Cały tekst: http://centrumcyfrowe.pl/list-otwarty-do-macieja-strzembosza/

Malowane baby czyli w poszukiwaniu identyfikacji regionalnej

sczachor

Happening artystyczny pt. "Baba z Olsztyna czyli Olsztyn Babą stoi" to nie tylko uliczna zabawa i lansowanie pamiątki lokalnej. To fragment poszukiwania identyfikacji regionalnej wśród ludności napływowej w byłych Prusach Wschodnich. A także szersze zjawisko globlokalizmu integrującej się Europy.

Skończyłem właśnie czytać jedną z kolejnych książek, podejmujących problem wrastania w region i poszukiwania własnej tożsamości: Andrzeja Saksona "Od Kłajpedy do Olsztyna. Mieszkańcy byłych Prus Wschodnich: Kraj Kłajpedzki, Obwód Kaliningradzki, Warmia i Mazury". Artystyczny happening był znakomitą ilustracją treści przeczytanej książki.

Niezależnie od tego wątku poszukiwania identyfikacji, zakorzeniania się w regionie, wspomniany happening dobrze oddaje kulturotwórczą rolę uniwersytetu. To kolejny udany przykład kreaowania artystycznej przestrzeni publicznej, poszukiwania coraz to nowych form bycia ze sobą razem... na ulicy. Olsztyn coraz bardziej jawi się jako miasto nauki i sztuki.

Telewizja, książka i podglądanie przez dziurkę od klucza

sczachor

„Telewizja pokazuje nam własną wersję wydarzeń, nawet własną wizję świata, polityki, historii. Problem w tym, że zaczyna to być jedyna wersja wydarzeń (i tym samym historii dziejącej się współcześnie) jaką zna tzw. człowiek z ulicy, anonimowy członek społeczeństwa masowego”

Ryszard Kapuściński

Telewizja (ale wcześniej książka i radio) daje poczucie uczestnictwa, ale bez odpowiedzialności. Jestem tam gdzie jest audycja (nawet w fabule) ale za nic nie odpowiadam. Jestem tylko biernym uczestnikiem. Mogę pokrzyczeć, komentować, ale nikt tego nie usłyszy i nie zareaguje.

Podobnie w Internecie, mogę stać się ważnym klakierem lub opluwaczem - ja przeciw komuś ważnemu (bohater ratujący cały świat, jak w bajce czy grze - zawsze można wcisnąć reset, bo ma się wiele "życ"). Ale to wszystko bez odpowiedzialności, bo niby jestem publicznie, ale mogę puszczać bąki (i tak nikt tego nie widzi), leżeć rozwalony na wersalce, za nic nie odpowiadam – uczestnictwo przez dziurkę od klucza to bardziej uczestnictwo podglądacza niż obywatela-uczestnika.

Umberto Eco i urodziny Wikipedii

sczachor

"Jestem nałogowym użytkownikiem Wikipedii, również z uwagi na mój artretyzm. Im bardziej bolą mnie plecy, tym trudniej jest mi wstać żeby sprawdzić Enciclopedia Italiana. Jeśli jestem więc w stanie sprawdzić czyjąś datę urodzenia w Wikipedii, to tym lepiej.

Jestem też użytkownikiem samochodu, i pewnie nie mógłbym bez niego żyć, ale nie stoi to na przeszkodzie, bym mówił o wadach samochodów i problemach z nimi związanych.

Kiedyś postawiłem linię rozdzielającą rzeczy dobre dla „biednych” i rzeczy dobre dla „bogatych” gdzie bogactwo i bieda nie mają związku z pieniędzmi, lecz z pewnego rodzaju ewolucją kulturową... Człowiek, który ukończył uczelnię wyższą jest bogaty, zaś analfabeta – biedny. Idąc tym tokiem myślenia, możemy znaleźć biednych przedsiębiorców i bogatych urzędników.

Telewizja jest w tym kontekście dobra dla biednych i niedobra dla bogatych. Uczy biednych mówić po włosku, jest błogosławieństwem dla starych kobiet, które siedzą same w domu. Z drugiej jednak strony może skrzywdzić bogatych, gdyż nie pozwala im wyjść z domu i zobaczyć piękniejsze rzeczy na przykład w kinie; zawęża ich myślenie."

(...) "Bogaci to ludzie dorośli, mogący porównywać informacje. Jeśli patrzę na włoskojęzyczną Wikipedię i nie jestem pewien, że zawarte w niej wiadomości są prawdziwe, sprawdzam je w wersji angielskojęzycznej, potem w następnych źródłach i jeśli wszystkie trzy potwierdzają, że dana osoba zmarła w roku 371 n.e., wtedy zaczynam wierzyć.

Człowiek biedny bierze pierwszą podaną mu informację i na tym szukanie się kończy. Wikipedię, tak samo, jak i resztę Internetu, dotyka problem filtrowania wiadomości. Wikipedia utrzymuje na swoich stronach zarówno informacje prawdziwe, jak i fałszywe, lecz ludzie bogaci znają techniki filtrowania informacji przynajmniej w dziedzinach, które wiedzą, jak sprawdzić. Jeśli mam za zadanie wyszukać informacje dotyczące Platona, nie mam żadnego problemu ze wskazaniem, które strony internetowe pisali szaleńcy, lecz jeśli szukam informacji o komórkach macierzystych, nie jest pewne, czy byłbym w stanie odrzucić strony zawierające nieprawdę."

całość tu (na Wikinews): Będziemy mieli w kulturze sytuację podobną do średniowiecznej – wywiad z Umberto Eco

Pani Henryka Krzywonos na dzień bloga

sczachor

Podobno dzisiaj jest dzień bloga. Wypadałoby polecić 5 innych blogów. Temat wymagałby głębszej refleksji. Noszę się z napisaniem czegoś o wikipedyzacji i zguglowaniu prasy codziennej jako wyrazie zmian cywilizacyjnych. Pilne zadania w pracy uniemożliwiają staranne spisanie kłębiących się myśli - nadrobię to w terminie późniejszym.

Blogowanie przybiera coraz to inną formę, już nie tylko słowną, ale i z uwzględnieniem innych multimediów. Nie tylko słowo pisane ale i obrazy czy nawet krótkie filmiki. Te nowe formy całkowicie zmieniają nasz sposób wypowiadania się. Ale nie wystarczy pisać czy mówić. Ważne jest to, co ma się do powiedzenia i czy jest się słuchanym.

Na dzisiaj polecam spontaniczną wypowiedź pani Henryki Krzywonos (blogi mogą być pisane, fotografowane, nakręcane itd.). Słowa Pani Henryki wypowiedziane były prostym językiem, w niesprzyjającej atmosferze, pośród gwizdów, a przecież trafne. To zaledwie kilka godzin temu a już upowszechnione właśnie na blogach i portalach społecznościowych. Pani Henryka jest po prostu słuchana, czytana, oglądana. Nie forma więc z ą i ę a to, czy ma się coś istotnego do powiedzenia jest ważna.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci