Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : recykling

55 malowanych dachówek w Oranżerii Kultury czyli synergia

sczachor

dachowkaodwagiTytułowych 55 dachówek zostało pomalowanych drugiego września 2017 r. (coś na sympatyczne rozpoczęcie roku szkolnego) w Oranżerii Kultury w Lidzbarku Warmińskim. Stare dachówki pochodziły z różnych domów w Lidzbarku. Ale to dopiero początek przygody z dachówkami.

Głównym tematem spotkania była różnorodność biologiczna w ogrodzie. Dlatego malowaliśmy kwiaty, owady, ptaki. Czyli wszystko to, co w ogrodzie można spotkać. Malowaniu towarzyszyły opowieści. Ale więcej było malowania niż rozmów o bioróżnorodności. Poczucie sprawstwa (mogę pływać na świat i są od razu widoczne efekty) wciąga i mocno angażuje. Uczestnicy w większości przyszli rodzinnie. Rodzice przyprowadzili dzieci ale sami się mocno zaangażowali w rozwijanie dawno zapomnianych pasji (zobacz więcej zdjęć z malowania w Oranżerii Kultury ).

Każdy może malować. Bo głównym celem jest spotkać się w przestrzeni publicznej i być razem. Kiedyś spotykaliśmy się by drzeć pierze, łuskać fasolę czy szatkować kapustę. Teraz nie mamy takich agrarnych możliwości więc wymyślamy nowe. Bo człowiek jest istotą społeczną. Malowaliśmy na starych już nie potrzebnych dachówkach. Cel dwojaki: aby w tle pokazać, że nie ma rzeczy niepotrzebnych i nie tylko recykling ale i reusing ma sens. W tym przypadku to nawet upcykling. A po drugie, w nawiązaniu do surowca z odzysku, wyrzuconego… pokazać, że nie ma ludzi zbędnych i niepotrzebnych. I rzeczom i ludziom niechcianym można nadać nowy sens. A może raczej go odszukać. I można o tym wzniośle i uczenie mówić. A można działać i uczestniczyć, zamiast słuchać przeżywać i doświadczać.

Przy okazji takie wspólne, rodzinne malowanie to ośmielenie do sztuki. Głównie dorosłych, bo dzieci szybciej i łatwiej się angażują. Są bardziej otwarte i odważne. Ale jak wynikało z rozmów i wpisów do pamiątkowej kroniki, dorośli odkryli w sobie dawno zapomnianą radość z malowania. I że potrafią, że jest to przyjemne. Radość widoczna była w oczach i artykułowanych wypowiedziach. Jest sens się spotykać – malowanie jest tylko pretekstem do rozmów o świecie i o wartościach. Dzieci są bardziej śmiałe w eksperymentowaniu, bez skrępowania, „marnują” dużo farby. Dorośli bardziej przewidują przyszłość, stąd oszczędniej używają farb. Nie chcą, by się marnowało. Wiedzą, że wszystko kosztuje czas i pieniądze.

Dzieci nie mają takich oporów. Eksperymentują, malując nawet palcami. Są odważniejsze i nie boją się, że coś zepsują. A nadmiar farby brudzi nie tylko ceratę, ale i ubrania. Praca z dziećmi jest trudniejsza. Wróciłem z poplamionymi spodniami i koszulą. Na pewno nie tylko ja...

Fajnie mieć dzieci, przy których można się otworzyć. Dorośli w pojedynkę może mniej śmiało by przyszli. Dziecko jest swoistym alibi, dodaje odwagi, łatwiej się wycofać, gdyby atmosfera była mniej przyjazna (ja tylko przyprowadziłam dziecko na zajęcia …). Dzieci ośmielają dorosłych w otwarciu się i spróbowaniu tego, czego się dawno nie robiło. I pomagają odkrywać przyjemność z malowania i odkrywania swoich talentów. Wniosek taki, że edukacja pozaformalna w grupach różnowiekowych i pokoleniowych ma sens.

W przestrzeni publicznej maluję już od dawna. Sztuka jest tylko środkiem – celem jest spotkanie w przestrzeni publiczne i rozmowy z wykorzystaniem różnych kanałów. O głębszym sensie takich warsztatów lub nietypowych wykładów pisałem już wielokrotnie i prezentowałem na Festiwalu Filozofii. Zacząłem malowanie na butelkach (z recyklingu, znalezionych w lesie i jeziorze). Ale farby do szkła dłużej schną. Dobrze się pracuje z dorosłymi lecz z dziećmi jest to trudniejsze (więcej wybrudzonych ubrań, rąk i twarzy). Od kilku lat maluję na kamieniach i starych dachówkach. Farby akrylowe szybciej schną, co jest ważne w przypadku udziału dzieci. Mniej się brudza i łatwiej wyczyścić ze skóry i ubrania.

W tym roku malowanie kamieni nabrało wymiaru społecznego. Na przykład Kamienie z Morąga są społecznie zaangażowane.

A co się stanie z 55 dachówkami z Oranżerii Kultury? Zostaną polakierowane i wystawione. Albo w formie daszku albo zostaną poumieszczane między kwiatami w ogrodach. Będzie okazja na kolejne spotkanie, tym razem autorzy przybędą na wernisaż. Z liczną publicznością. Być może dachówki lidzbarskie posłużą do zainscenizowania gry terenowej z ukrytym, tajemniczym przekazem (zobacz Molariusz na Nocy Naukowców). Się okaże.

Wspomniałem w tytule o synergii. Spotkanie ludzi otwartych i dyskutujących (nie tylko werbalnie) tworzy nową wartość. Coś dodanego, coś co jest więcej niż sumą pojedynczych pomysłów. Ludwik Fleck pisała o tym jako kolektywie myślowym (odnosił do nauki). Sam pomysł malowania kamieni z naciskiem na edukację nie tylko przyrodniczą jest efektem synergii, powstałej na wielu spotkaniach. Tak i teraz wykorzystanie dachówek w Oranżerii Kultury dojrzewa, jako efekt synergii. Niebawem zobaczymy co się z tego wylęgnie. Na pewno coś społecznie wartościowego i pięknego.

wpisydachowkowe

Dachówki, butelki i sprzątanie świata 2016

sczachor

butelki_z_daliamiTegoroczne Sprzątanie Świata – Polska 2016 odbędzie się w dniach 16-18 września. To już 23. edycja tej akcji, tym razem przebiega ona pod hasłem „Podaj dalej... drugie życie odpadów".  Głównym przesłaniem akcji jest:

  • promowanie poszanowania zasobów i efektywnej segregacji,
  • unikanie odpadów – szacunek do przedmiotu,
  • uświadomienie Polaków o ich wpływie na środowisko i ilość wytwarzanych odpadów podczas codziennych czynności.

„Daj drugie życie przedmiotom, nie wyrzucaj ich pochopnie do kosza! Zrób wszystko, by odpad za szybko nie trafił na wysypisko!”

Malowanie zbędnych już butelek i słoików (śmieci?) jest całorocznym realizowaniem wyżej wspomnianego hasła. Podobnie z malowaniem dachówek – zamiast wyrzucać można nadać in inny sens, inną wartość. Mogą być jeszcze potrzebne. Butelkowy i dachówkowy upcykling to inne, praktyczne spojrzenie na świat. Zamiast nadmiernej konsumpcji… bycie ze sobą razem. Wspólne malowanie w przestrzeni publicznej to tworzenie relacji międzyludzkich zamiast tworzenia śmieci pokonsumpcyjnych.

Malowanie butelek i dachówek, pozornie prostych i banalnych czynności, niesie w sobie ukrytą, głębszą treść filozoficzną (o której pisałem już wielokrotnie). Sprzątanie Świata jest dobrą okazją przypomnieć tę treść. Na dodatek głównym motywem malowania jest lokalna różnorodność biologiczna. Taka przyrodnicza edukacja pozaformalna i nieformalna. Jest o czym porozmawiać w czasie malowania… i w czasie wystaw. Efekty są, na przykład widoczne w książkach beletrystycznych i na autobusowych przystankach. Rozchodzi się po świecie bez zbędnego napuszenia (tak realizowana edukacja pozaformalna jest po prostu skuteczna).

Malowane dachówki można będzie obejrzeć w czasie zbliżającej się Europejskiej Nocy Naukowców, 30 września: Noc Naukowców i bioróżnorodność na dachówkach malowana. Z kolei butelki i słoiki malowane w czasie Olsztyńskiej Wystawy Dalii (Plener z daliami) pokażemy m.in. w czasie Nocy Biologów 2017 (styczeń). Zapraszam na wystawy, zapraszam do wspólnego malowania. A w czasie zbliżającego się weekendu gorąco namawiam do Sprzątania Świata. „Co roku w do akcji przyłącza się kilka milionów wolontariuszy - dołącz i Ty! Specjalnie dla Ciebie inicjatorka akcji, Mira Stanisławska-Meysztowicz wystosowała zaproszenie (zobacz też tegoroczne hasło).

Czynić świat piękniejszym i pełnym sensu… to takie proste. A jednocześnie takie trudne. We wspólnocie łatwiej. Więc zrób to z kimś. A jak dostrzeżesz piękno w znalezionych śmieciach, zabierz ze sobą i wykorzystaj w artystycznym upcyklingu. Okazji będzie wiele. Przyjdź ze swoją butelką, słoikiem czy czymś innym, i na wspólnym spotkaniu, w czasie rozmowy o przyrodzie i o ludziach, nadamy jej nową wartość. Bo nie ma rzeczy ni ludzi niepotrzebnych...

Bioróżnorodność malowana na szkle

sczachor

10369134_10203172691951510_1389613659669094325_nPopularyzacja nauki nie jedną ma ... formę. Trzymanie się utartych schematów nie jest dobre. Dlatego ciągle próbuje czegoś nowego. Treść ta sama, ale forma różna. Na zbliżające się Olsztyńskie Dni Nauki przygotowałem dwie propozycje, tematycznie uzupełniające się. Dotyczą regionalnej różnorodności biologicznej na poziomie genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym oraz łączności kultury i przyrody. Owa łączność i wzajemne uwarunkowanie łączy się nie tylko w treści ale i formie.

Pierwsza propozycja to warsztaty malowania na szkle (butelki i słoiki). Szkło nie jest przypadkowe - to odpady cywilizacji nadmiernej konsumpcji. Niepotrzebne słoiki i butelki - jednorazowe opakowania, które wyrzucamy do śmieci. Surowiec pochodzi wiec z recyklingu i jest dyskretna promocją segregacji odpadów. Czyli styl życia i zasada 3 razy U: Unikaj kupowania rzeczy zbędnych, Użyj jeszcze raz, Utylizuj. Jednym słowem taka drobna w formie filozofia praktyczna. Malowaniu towarzyszyć będą opowieści (niczym traktat o łuskaniu fasoli) o różnorodności biologicznej Warmii i Mazur, w ramach międzynarodowej Dekady Bioróżnorodności (2011-2020), ogłoszonej przez ONZ. Motywami do malowania będą gatunki roślin, grzybów i zwierząt naszego regionu. Wyjaśnione będzie pojęcie recyklingu i reusingu oraz wpływu stylu życia i konsumpcji na stan przyrody i bioróżnorodności regionu. Poruszony będzie problem rękodzieła jako stylu życia i ochrony dziedzictwa kulturowego regionu. W czasie wspólnego malowania nauka (biologia) przedstawiana będzie jako pasja, która budzi emocje i fascynację. Warsztaty przeznaczone są na wspólną, rodzinną zabawę i dyskusję z naukowcem.

Wspólne malowanie ma ten walor, że można milczeć. I pytać lub dyskutować tylko wtedy, gdy ma się ochotę i potrzebę wewnętrzną. Cisza nie przeszkadza. A malowaniu towarzyszyć będzie wystawa pt. "Krajobrazy Warmii i Mazur - dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu " (zobacz więcej lub czytaj tu). Wystawa nietypowa, bo połączona z rzeczywistością cyfrową. Wystarczy przyjść z mobilnym internetem (smartfon, tablet), najechać na QR Code (taki kwadracik z plamkami) i przeczytać na dany temat więcej (teksty wcześniej przygotowane i zamieszczone na blogu).

Czy taka forma jest skuteczna? Okazuje się, że tak (zobacz przykład). Już kilka razy w różnych miejscach malowałem z fascynującymi ludźmi. Niektórzy swoje inspiracje uwidaczniają ku wspólnej uciesze. Wspólne malowanie jest sympatycznym spotkaniem ludzi i przyjemnego spędzania czasu razem. Ostatnio malowaliśmy na olsztyńskiej Starówce, na plenerze w Tumianach i w barczewskiej Synagodze (z tym spotkań zamieszczam zdjęcia w tym wpisie).

Więc weź z domu pusty słoik czy butelkę, umyj, zdejmij etykietę i przyjdź... malować wspólnie bioróżnorodność Warmii i Mazur. Miejsce i farby zawsze się znajdą. 1492346_871037109574815_8156678307106287055_o

10403266_10203172693631552_4842821373894299659_n10312484_10203891617964211_1903718305112045120_n

 

 

Warmińskie krajobrazy czyli chwasty i robale w barczewskiej synagodze

sczachor

Są różne sposoby organizowania spotkań z referatami, wykładami, prelekcjami czy dyskusjami panelowymi. Czasem na takich spotkaniach więcej jest rytuału niż treści. Na oficjalnym spotkaniu trzeba mówić. Cisza jest przestępstwem. Cisza niepokoi. Trzeba ją zabić gadaniną. Czasem jest więc to gadanie dla wypełniania pustki. Ma być mównica, stóp prezydialny, laptop, rzutnik multimedialny i ekran. Czasem nie bardzo wiadomo po co, ale jest. Bo taki jest rytuał. Naśladujemy formę a nie treść.

Dlatego w ostatnim czasie poszukuję czegoś innego. Aby stworzyć dobre warunki do autentycznej dyskusji a nie naśladować pusty rytuał. Cudnie się dyskutuje o historii, filozofii czy ekologii przy… lepieniu garnków. Albo malowaniu starych butelek. Sytuacja jest taka, że nie ma prezydium, nie ma ważnej i najważniejszej osoby, nie ma rzutnika i ekranu. Są ludzie przy stole. I coś robią. Dogodna sytuacja do rzeczywistego dialogu, bez tremy, bez obawy. Cisza nie boli, nie trzeba jej mordować czczą paplaniną. Nie trzeba się spinać na uczoną mowę. Liczy się treść a nie forma.

Dlatego właśnie zapraszam na warsztaty z malowania na szkle, ale i nie tylko. W Barczewie, w Galerii Synagoga. Można dołączyć o dowolnej porze. Będzie to dopiero 4. września (2014 r.) ale już teraz można dołączyć z przygotowaniami i przemyśleniami na Facebooku: https://www.facebook.com/events/609829592466724/

Dla każdego jest miejsce, choćby nie umiał malować lub czuł, że "nie ma talentu". Bo najważniejsze jest spotkanie i dialog. Otwarcie na słuchani i poznanie. Jak i chęć opowiedzenia swoich historii, przemyśleć, postawienie pytań. Malowanie jest tworzeniem jedynie dogodnej sytuacji. Prócz malowania będzie (wcześniejsze) pieczenie ciasta, robienie nalewek i konfitur, robienie kanapek, rozmowy, śpiewanie, a nawet tańce, jak kogoś najdzie ochota. Śpiew, opowieść, taniec są formami dialogu, formami komunikacji. Wyrażają nie tylko treść ale i emocje.

Chwasty i robale to określenia pejoratywne, związane z patrzeniem na szybki zysk i korzyść indywidualną. Bo „chwasty” i „robale” są zbędne, pozornie zawadzają, szkodzą, zabierają przestrzeń życiową. Więc je wyplewić, rozdeptać, usunąć, ziemię oczyścić. Podobnie traktujemy ludzi, całe społeczności i kultury: usunąć, oczyścić…. Aluzja jest zamierzona. Podobieństwa między ekosystemem a społecznością nie są przypadkowe. Są dyskretne i nie nachalne. Kto chce, ten dostrzeże. 

Gdy usuwane są "chwasty", to i w ekologicznym i społecznym aspekcie to wielka strata… niezbędnej i ożywczej różnorodności. Pola bez "chwastów" jałowieją, kultury bez „robali” usychają… Utrata bioróżnorodności w skali ekosystemu, krajobrazu czy biosfery kończy się klęskami ekologicznym, biedą i upadkiem cywilizacyjnym (przykładów w historii aż nadto). Dlatego tak dużo wysiłku ludzkość czyni by chronić bioróżnorodność. Trwa międzynarodowa Dekada Bioróżnorodności (2011-2020), proklamowana przez ONZ.

Obiektywnie rzecz ujmując nie ma "chwastów", "szkodników" i robali, jest bogactwo roślin i owadów. Bogactwo ekosystemów. Bo te chwasty i robale mogą być podstawą rozwoju regionalnego, opartego o szeroko rozumianą biogospodarkę. Różnorodność biologiczna jest bogactwem naszego regionu, odkrywanym i kreowanym dziedzictwem, a jednocześnie markowym produktem turystycznym. Może być, jeśli to wspólnie odkryjemy. Na przykład na Warmii, na przykład w Barczewie.

Malowanie na szkle jest okazją do rozmów w przestrzeni publicznej i do głębszych przemyśleń. Sztuka łączy się z nauką, humanistyka z biologią a rozważania teoretyczne z praktycznym zastosowaniem. To jest tworzenie klimatu slow life i cittaslow (zasadnicza i gruntowna zmiana filozofii życia). Malowanie na szkle jest relaksem ale jest i próbą uchwycenia dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego regionu.

Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Podstawowym surowcem w tym malowaniu są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji (stare butelki, słoiki, gąsiorki do wina). Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom.

Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań.

No więc rozejrzyj się, poszukaj w piwnicy, na strychu, śmietniku lub w lesie, przy drodze czy jeziorze jakiejś butelki czy słoika. Może być kamyk lub muszla rodzimego mięczaka. Umyj, zdejmij etykietę i wraz z historią przynieś.

Żeby nam się lepiej pracowało, to można przynieść własne ciasto upieczone, lub kanapki zrobione, lub ziółka zebrane na herbatkę lub nalewkę do pokosztowania lub wino domowe, może słoiczek powideł do zjedzenia z chlebem, albo ogórki kiszone. Albo co tam kto ma (chleb samodzielnie upieczony lub opowieść ze świata dalekiego). Już teraz rozejrzyj się za chwastami polnymi, leśnymi, nadwodnymi. Zrób zdjęcie i postaraj się rozpoznać gatunek. Zdjęcie będzie inspiracją do malowania. Podobnie z owadami. A może uda się coś więcej o nich dowiedzieć? O ich kulturowym i przyrodniczym znaczeniu. Może cos o usługach ekostystemowych?

Będziemy rozmawiać jak by łuskaniu fasoli, darciu pierza, międleniu lnu czy kiszeniu kapusty. Będziemy opowiadać, by mówiąc o szczególe, tak jak w chasydzkiej opowieści powiedzieć o sprawach ważnych, ogólnych, uniwersalnych. O przyrodzie, o kulturze o ludziach. O lokalnej tożsamości, o poczuciu wrastania w lokalność.

Kiedyś ludzie przy pracy śpiewali. Może i nam się uda. Opowiadali historie. Będziemy opowiadali. Ba, nawet tańczono. A wspólnie namalujemy bioróżnorodność warmińskich krajobrazów, chwasty przydrożne, owady wszelakie i inne żywe stworzenia z naszej krainy.

Ale z pewnością wydarzy się coś głębszego, mniej uchwytnego. To trzeba poczuć i przeżyć. Nie ma rzeczy niepotrzebnych, nie ma ludzi zbędnych. Trzeba tylko zobaczyć ten istotny kontekst. Kontekst zmienia wiele.

Mazurska łąka na szkle malowana

sczachor

Trochę sobie pomalowałem w czasie urlopu. Tradycyjnie na szkle, z motywami rodzimej bioróżnorodności. Coś z tymi butelkami i słoikami trzeba zrobić. Tradycyjnie rozdaję… ale chyba będą także dwie małe wystawy w najbliższym czasie (a potem coś jesienią w czasie Olsztyńskich Dni Nauki).

Różnorodność biologiczna jest bogactwem naszego regionu, odkrywanym i kreowanym dziedzictwem a jednocześnie markowym produktem turystycznym. Malowanie na szkle jest okazją do rozmów w przestrzeni publicznej i do głębszych przemyśleń. Sztuka łączy się z nauką, humanistyka z biologią a rozważania teoretyczne z praktycznym zastosowaniem. To praktyczne tworzenie klimatu slow life i cittaslow (zasadnicza zmiana filozofii życia).

Malowanie na szkle jest relaksem ale jest i próbą uchwycenia dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego regionu. Nauka i sztuka zachwycają się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Podstawowym surowcem w tym malowaniu są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji (puste opakowania słoiki, butelki, przygotowane do wyrzucenia na śmieci lub już wyrzucone w krzaki lub do rzeki).

Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także.

Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań.

Już niedługo będzie wystawa w barczewskiej Synagodze (galeria sztuki) oraz warsztaty w Tumianach. A także mini wystawa w Mrągowie oraz wykorzystanie do zajęć hotriterapeutycznych pt. „mazurska łąka”. Na zdjęciu moje malowanki, przygotowane na tę mrągowską wystawę.

Mazurska Łąka – to pomysł na zwrócenie uwagi na bioróżnorodność i wartość „zaniedbanych” sadów i łąk. A jak to na łące, jest rumianek (lub maruna, bo przecież moje malowanie nie jest idealne i w tych samych obrazach dopatrzyć się można różnych gatunków roślin i zwierząt), cykoria podróżnik, chaber polny (same „chwasty”, co mają dużą wartość i przyrodniczą i kulturową). Jest czerwończyk dukacik (którego widziałem w starym sadzie w Pieckach, przy Muzeum Regionalnym im. Walentyny Dermackiej z Sappiehów) i ćma czyli motyl nocny - sadzanka rumienica (Phragmatobia fuliginosa), jest majka lekarska (z kantarydyną co jest i trucizną i lekarstwem jednocześnie – wszystko zależy od proporcji). Żeby mogły pojawiać się owady w obfitości, zarówno te żerujące na roślinach (np. gąsienice motyli) jak i te odżywiające się nektarem i pyłkiem kwiatowym, muszą być na łące kwitnące „chwasty”. Im większe bogactwo gatunkowe roślin, tym większe bogactwo gatunkowe owadów. Ale jest i mucha Lucilia caesar, z rodziny plujkowatych, larwy uprzątają to, co na łące niepotrzebnego (padlina, gnijące resztki). Jest i pałka wodna i chruściki. Bo łąki na Mazurach z wodą sąsiadują. Kontekst jest ważny nie tylko w filozofii ale i ekologii.

A jeszcze historia tych butelek i słoików. Jedne już lat kilkadziesiąt mają. Wygrzebane z piwnic i strychów. Inne zupełnie nowiutkie... a już śmieciem się stały. Przywrócone do życia z odkrytą, domalowana nową wartością. By służyć rozważaniom i dyskusjom. Zarówno w trakcie malowania jak i w czasie użytkowania.

Prowincjonalne słoiki czyli biedronka i podryj dębowiec

sczachor

"Słoiki" - tak mówią w wielkim mieście na przyjezdnych. Tych z prowincji, co to do domu po wałówkę jeżdżą i w słoikach przywożą. W tych słoikach da się zauważyć drenowanie prowincji z kapitału społecznego (za lepszą pracą, szansami i karierą) jak i z surowców. Z prowincji słoiki jadą wypełnione maminym jedzonkiem, wracają puste...

Dla mnie - jak już wielokrotnie podkreślałem - prowincja brzmi dumnie. W tym kontekście słoiki również. Maluję na tym, co ma być wyrzucone, zbędne, niepotrzebne. W podtekście jest kulturowy recykling i przywracanie wartości rzeczom pozornie mało wartościowym. Dostrzeganie i wydobywanie piękna z tego, co dla innych bezwartościowe, zbędne i godne lekceważącej pogardy...

We wtorek te wyżej ukazane słoiki trafią w dobre ręce. Aby wędrowały i opowiadały o prowincji, o dobrym jedzeniu na prowincji i niebanalnym życiu. Słoiki po majonezie Kętrzyńskim. Zwykłe? Niezwykłe! Mające wiele do powiedzenia. Przystaw ucho jak do muszli ślimaka morskiego i posłuchaj... opowieści o prowincjonalnym życiu.

Na jednym namalowałem biedronkę siedmiokropkę. Taką pospolitą bożą krówkę (czytaj więcej) . Na drugim też chrząszcz - podryj dębowiec (Attelabus nitens) z rodziny ryjkowcowatych. Podryj należy do grupy tutkarzy, u których występuje ciekawy instynkt macierzyński (jak u rodziców "słoików") - samica skręcają z liścia swoistą tutkę, w której chroni  jaja o potem przebywa larwa. Podryj dębowiec żyje na dębach, szczególnie często spotkać można go na odroślach pni dębowych.

Niech więc jedzie biedronka z podryjem w daleki świat, opowiadać o prowincjonalnym życiu na Warmii i Mazurach.

Rumianki z chruścikami, czyli zegar biologiczny w Synagodze w Barczewie

sczachor

8 czerwca 2013 r. w Synagodze w Barczewie (Galeria Sztuki „Synagoga”, prowadzona przez członków Stowarzyszenia „Pojezierze” http://synagogawbarczewie.pl/) organizuje koncert na rzecz niepełnosprawnych dzieci z powiatu olsztyńskiego połączony z aukcją zegarków przekazanych od aktorów, polityków, profesorów. Z prośbą o zegarek zwrócono się i do mnie. Mój zegarek marny, wysłużony, porysowany. Zamiast tradycyjnego czasomierza, przeznaczyłem swój malowany zegarek biologiczno-recyklingowy.

Butelka malowana w rumianki i chruściki to mój zegar biologiczny. Rumianki nawiązują do prowincji, gdzie czas płynie inaczej. Zdawałoby się wolniej. Ale za to pełniej i dogłębniej. W zabieganym świecie tęsknimy za wolnym życiem na prowincji. Powolnym, w poczuciu upływającego czasu, i wolnym od zniewalającego wyścigu szczurów. Chruściki fruwające nad rumiankami to owady wodne, którymi się zajmuję naukowo od lat. Chruściki (Trichoptera) są owadami z przeobrażeniem zupełnym. Tak jak motyle. Są ilustracją zegara biologicznego. Gdy przyjdzie czas, larwa przeobraża się w owada doskonałego (tak samo z gąsienicy – poprzez poczwarkę – wylęga się piękny motyl). Zegar biologiczny wyczuwa upływ czasu a przeobrażenie jest jak bicie zegara z kurantem. Albo z kukułką. Zegar biologiczny nie ma trybików i sprężyn. I czasem działa w zmiennym rytmie. Ale działa. Model organizmu żywego jest lepszym niż model zegara (maszyny) do opisu świata wokół nas, od atomów po galaktyki. To wyraz swoistej filozofii przyrody, dyskretnie ukrytej w malowanej butelce. Zielone szkło butelki wiąże się z nadzieją. Nadzieją na lepsze życie dla niepełnosprawnych dzieci.

Maluję butelki wyrzucone, pozornie niepotrzebne, zbędne (tak jak ludzie pozornie zbędni). Przywracam farbami im wartość, pozwalając dostrzec to, co w butelkach jest piękne i bez malowania. To swoisty recykling. Bo i życie jest kwintesencją recyklingu.

W końcu butelka może być posłańcem wiadomości – kartka schowana do środka a butelka wyrzucona do morza, płynie ze swoim listem-przesłaniem. Niech i koncert na rzecz niepełnosprawnych dzieci z powiatu olsztyńskiego będzie taką butelką z przesłaniem, rzuconą w ocean dobrych ludzi i ludzkiej dobroci.

Może ktoś tę butelkę zobaczy i przekaże mi, gdzie i kiedy ją widział? Dokąd zawędruje?

Koniec świata, skarpeciaki i ekorozwój

sczachor

Koniec świata jednak będzie. On już nadchodzi! Ale nie będzie to 21 grudnia 2012 roku. Zwiastunem końca świata są skarpeciaki - lalki szyte ręcznie z "odpadów". A co do tego końca mają skarpeciaki, ułożone na kanapie? Zatem po kolei....

W wieku XIX przeżyliśmy pierwszą wielką współczesną rewolucję technologiczno-przemysłową. Był to wiek węgla, pary i kolei żelaznych. Za sprawą węgla kamiennego przemysł zaczął produkować więcej i więcej. Za sprawą kolei żelaznych ludzie ruszyli w świat na skalę do tej pory niewyobrażalną (globalna mobilność). Był to koniec świata... poprzedniego i narodziny zupełnie nowego. Narodziły się miasta jako wielkie skupiska ludzi. Fabryki i węgiel zmuszały do koncentracji w jednym miejscu i do produkcji taśmowej. Dużo, tanio i szybko.

W wieku XX była druga wielka rewolucja i kolejny koniec świata oraz narodziny nowego. Silnik spalinowy, ropa naftowa i elektryczność znacząco zwiększyły konsumpcję. Zwiększone wydobycie surowców, jeszcze większa produkcja i rozrost przedmieść - bo pracownik mógł do fabryki dojechać własnym samochodem. Epoka rosnącego konsupcjonizmu. Rozwój realizowany był w opraciu o rosnącą konsumpcję towarów jednorazowego użytku (jednorazowe - aby więcej konsumować!). Żeby zapewnić pracę trzeba zwiększyć konsumpcję. A przecież koszty wytwarzania i tempo produkowania stale rosną. Ile można mieć pralek, samochodów i wszystko-mogących-niezbędników-kuchennych? Ciągłe przyspieszanie zużycia energii, surowców i zwiększanie ilości odpadów... A my zapracowani nie mamy czasu na życie społeczne. To musi skończyć się globalną kraksą prędzej czy później.

I właśnie ten świat na naszych oczach się kończy w konwulsjach cyklicznych kryzysów. Nie możemy się tak dalej rozwijać bo po prostu brakuje surowców, rośnie bezrobocie i góry śmieci. Rozwój przez rosnącą konsumocję staje sie niemożliwy, nawet jeśli zwiększamy jednorazowość wszystkiego, nawet pralek i samochodów. I z takiego końca świata ja się bardzo cieszę. Kryzys przyspiesza agonię chorego organizmu... ale i ułatwia narodziny nowej rewolucji przemysłowej.

Od jakiegoś czasu rodzi się zupełnie nowy świat i nowa cywilizacja. Wyrazem tych zmian jest internet (ułatwiający komunikację międzyludzką) oraz rozwój gospodarki w oparciu o odnawialne źródła energii. Rodzi się namacalny ekorozwój.

A co ze skarpeciakami? Są przykładem zmian, jakie się dokonują. Zamiast kultury masowej i jednorazowej, zautomatyzowanej konsumpcji, powrót do rękodzieła i unikalnej, trwałej produkcji. Skarpeciaki są przykładem reusingu - powtórnego wykorzystania produktów. To co "zbędne" nie jest wyrzucane ale przetwarzane. I to w oparciu o unikalne rękodzieło.

Skarpeciaki są symbolem zorientowania na relacje międzyludzkie. Są przykładem pracy wolontariuszy, aktywności charytatywnej, zmierzającej do ratowania ludzi pozornie "wyrzuconych", "wadliwych". Są symbolem przywracania wartości zarówno rzeczom jak i ludziom. Symbolem koncentrowania się na wartości rzeczy a nie ich cenie. To odwrót od finansjalizacji i powrót do relacji w kontaktach międzyludzkich. Mamy powód, aby być częściej ze sobą zupełnie niekomercyjnie...

W środku siedzi skarpeciak-profesorek. Patrzy, jak piszę na klawiaturze. Sprawdza czy dobrze :). Jacek i Agatka od jakiegoś czasu są w szkole (SP6 w Olsztynie). Uczestniczą w procesie dydaktycznym. Są symbolem praktycznego ekorozwoju... końca świata jednorazowej konsumpcji i finansjalizacji są symbolem narodzacego się świata, bazującego na przywracaniu pogłębionych relacji międzyludzkich, na rękodziele i twórczości. Każdy skarpeciak jest unikalny. Tak jak każdy człowiek. I na uszycie trzeba wiele czasu oraz starań.

W okresie przedświątecznym, nawet w prowincjonalnym Olsztynie, narasta moda na rękodzieło (nie tylko w formie skarpeciaków) i na społeczne bycie ze sobą. Także w formie odzyskiwania przestrzeni miejskiej.

Idzie lepsze nowe, powoli ale idzie

sczachor

Wczoraj z miłym zdziwieniem zobaczyłem w hallu Collegium Biologiae pojemnik do recyklingu (zużyte baterie). Powoli i do nas docierają proste ale dobre standardy. Chciałoby się więcej, przynajmniej w każdym budynku (jeśli nie na piętrze) pojemnika na papier (jest przy smietniku, na zewnątrz czyli daleko), szkło i plastik. Ale może i tego się doczeklamy?

Moje styczniowe okno

sczachor

Wykradane chwile w nawale pracy zawodowej i ulubione malowanie. Styczeń okazał się nadwyraz "zajęty" przez pilne prace o charakterze sprawozdawczo-programowym. Trzeba pisać, liczyć i znowu pisać. Trudno wygospodarować czas na malowanie, na które czekałem przez kilka miesięcy. Przyjdzie znowu schować słoiczki i farby i czekać do Świąt Wielkiej Nocy lub wakacji...

Zastanawiające jest ile produkujemy odpadów szklanych. Nie da się tego wszystkiego pomalować! Nie da się przywrócić do obiegu. Pozostaje tylko próbować ograniczyć konsumpcję rzeczy jednorazowego użytku, jednorazowego opakowania. Bo w moim malowaniu jest ukryte przesłanie, dotyczące stylu życia, reusingu i recyklingu oraz ochrony bioróżnorodności. Stąd motywy entomologiczno-botanoczne. Stąd zbieranie w lesie, wybieranie z domowego kosza, rozdawanie przyjaciołom i znajomym.

Życie długie... jeszcze zostało do pomalowania i rozdania mnóstwo opakowań szklanych: butelek, słoików, niepotrzebnych szklanek... Jeszcze wiele butek pozostało do wyzbierania w lesie i nad jeziorem. Rok zapowiada się pracowicie.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci