Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : rzeka

Niezwykłości przyrody regionu - rzeka Drwęca

sczachor

13442227_10208638667757489_894272419907717648_n

Wiele lat temu, jak działała jeszcze linia kolejowa Brodnica-Iława, uwielbiałem jeździć pociągiem tą trasą. Mogłem podziwiać z okiem dolinę rzeki Drwęcy. Piękną, meandrującą rzekę i mozaikowane zbocza. Cóż fascynującego w „krzywej” rzece? Chociażby to, że takich naturalnie płynących, „żywych” rzek zostało już niewiele. Nieustanne procesy podmywania brzegów i usypywania piasku w innym miejscu. Nadbrzeżne łąki i wiosenne zbiorniki okresowe z bogatą fauną. Po prostu unikalne siedlisko życia niezwykłych gatunków roślin i zwierząt. Przejeżdżałem pociągiem i cięgle pojawiała się pokusa, by przyjechać to z badaniami hydrobiologicznymi.

Przy okazji koncertów letnich Zespołu Kameralnego Pro Musica Antiqua miałem wreszcie okazję odwiedzić Kurzętnik. I ponownie podziwiać uroki przyrody. Zabrakło tylko czasu na eksploracje przyrodnicze.... Miejsce urocze  kulturowo i przyrodniczo - chce się tam wrócić na dłużej.

Tak jak Puszcza Białowieska jest kolebką ochrony żubra, tak obecnie Drwęca staje się kolebką reintrodukcji jesiotra bałtyckiego (zobacz też, co się stało z ostatnimi jesiotrami). Ryba ta kiedyś pospolicie występowała w naszych wodach, np. w Wiśle. W XIX wieku większość kawioru, konsumowanego w Moskwie, pochodziła właśnie z wiślańskich jesiotrów. Jesiotr u nas wyginął. A teraz naukowcy zarybiają Drwęcę w nadziei, ze wytrwałym wysiłkiem uda się ten gatunek przywrócić naturze. Dlaczego wybrana została Drwęca? Bo zapora we Włocławku uniemożliwia migrację ryb w górę rzeki.

Wspominałem wiosenne rozlewiska na nadrzecznych łąkach. Prawdopodobnie spotkać można tam przekopnicę wiosenną. Czyli znanego z rymowanek dziecięcych raka nieboraka. Nieborak - nie dlatego, że jest nieporadny, ale że pojawia się nagle tam, gdzie go nie było. Niczym spada z nieba. Nieborak to rak z nieba spadający. Fauna wiosenna szybko się rozwija, stąd wrażenie nagłego pojawu. Jest tam wiele gatunków chruścików. Dlatego chciałbym kiedyś sprawdzić, co żyje w rzece Drwęcy. Być może udałoby się przy okazji spotkać hildebrandię - słodkowodnego, epifitycznego krasnorosta, który zabarwia kamienie „na rudo”. W woj. warmińsko-mazurskim wykazanych jest niewiele stanowisk. Ale jest częstszy niż podają dane literaturowe. Po prostu brak jest adekwatnych badań naukowych.

Kolejną domniemaną niezwykłością rzeki Drwęcy jest ważka trzepla zielona (Ophiogomphus cecilia), gatunek monitoringowy (czytaj więcej). A także małż skójka gruboskorupowa (Unio crassus) (czytaj więcej).

Zbliża się noc świętojańska. Warto więć wspomnieć jeszcze o jednym gatunku - nasięźrzale, owym poszukiwanym kwiecie paproci. Być może rośnie na wilgotnych, naddrwęcańskich łąkach. Roślina chroniona, więc zrywać nie wolno. Ale popatrzeć jak najbardziej. I wspominać dawne kultury, wierzenia i sposoby patrzenia na przyrodę.

Przyroda doliny Drwęcy wymaga odkrycia. Polecam kameralny kontakt z tymi niezwykłościami. By zasiąść i w dźwiękach przyrody, zapachach i obrazach, słuchać muzyki. Tych przyrodniczych dźwięków przyrody jak i przypominać sobie muzykę kameralną, wybrzmiałą w zabytkach Warmii i Mazur, np. w zabytkowym kościele w Kurzętniku, u podnóża ruin zamku. Posłuchać kameralnej muzyki Pro Musica Antiqua i przypominać sobie te chwile w pięknych okolicznościach przyrody jeszcze do końca nie odkrytej.

13466248_10208638663237376_7288311140342461639_n

Rude i żywe kamienie z rzek Warmii i Mazur

sczachor

hildebrancjaCzy kamienie mogą być żywe? Zasadniczo nie, ale biolog zawsze znajdzie jakieś ale. Skoro są na Warmii "gadające dachówki" to dlaczego nie miałoby być żywych i kolorowych kamieni? Co prawda nie same kamienie żyją ale porastające je glony (krasnorost, w starszych publikacja pisany jako Hildebrandtia rivularis , w nowszych -  Hildebrandia rivularis). Tyle tylko, że plecha jest skorupiasta i wydaje się, że to taki łaciato-kolorowy, fioletowo-bordowy kamień. Więc w przenośni można powiedzieć, że to żywe kamienie. Spotkać je można w Krutyni, Łynie, Pasłęce, Kirsnie, rzece Ełk (i być może jeszcze gdzieś – wymieniam tylko miejsca, gdzie sam widziałem i stwierdziłem obecność tego gatunku).

W czasie letniego maratonu malarskiego Malality (działo się to w Pałacu Młodzieży w Olsztynie), znany olsztyńskim artysta Zbigniew Urbalewicz namalował obraz. Zatytułował go „kamienie”. Jak wyjaśnił, inspiracją były kamienie w rzece Krutyni. Artysta dostrzegł w nich piękno. Przyrodnik widzi coś więcej – organizmy żywe: krasnorosty o poetyckiej nazwie Hildebrandtia rivularis. Polskiej nazwy nie mają, na razie. Może trzeba te „kamienie” nazwać, np. hildebrancja rzeczna?

Krasnorosty znamy z mórz i oceanów lub z podręczników szkolnych i encyklopedii przyrodniczych. Hildebrandia rivularis to jedyny słodkowodny krasnorost (Rhodophyta) w naszych wodach [korekta - słodkowodnych jest więcej, np. żabirośl, wtedy gdy pisałem nie wiedziałem o tym. - S.Cz. 1.06.2016]. Ale zazwyczaj go nie dostrzegamy – kamień to kamień. Najbardziej znane są te z rzeki Krutyni (turyści zabierali na pamiątkę, co zagrażało temu gatunkowi i trzeba było wprowadzić specjalny program ochrony), ale są bardzo charakterystyczne dla całego naszego regionu. Jeśli spotkasz w rzece, to ciesz się widokiem i zrób zdjęcie. Ale nie zabieraj do domu.

Ten niewielki glon zasiedla wody bieżące i porasta kamienie, nadając im charakterystyczny czerwono-fioletowawe (czerwonobrunatne, rudawe) zabarwienie. Hildebrandia należy do glonów epifitycznych (porastających inne powierzchnie). Swoją charakterystyczną barwę krasnorosty zawdzięczają barwnikom: fikoerytrynie i fykocyjaninie. Ten ostatni barwnik ma właściwości fluorescencyjne.

Hildebrandia rivularis  to glon występujący w czystych wodach i w słabo przekształconych przez człowieka małych i średniej wielkości rzekach. Możemy więc uznać go za wskaźnik dobrej jakości ekosystemów wodnych. Dawniej spotkać można go było także w zacienionym litoralu czystych jezior. Najwyraźniej jeziora zbyt mocno zniszczyliśmy. Nasi przodkowie oglądali je w jeziorach. My już niestety nie.

Krasnorost Hildebrandia rivularis stanowi główną atrakcję rzeki Krutyni. Dawniej wielu turystów zabierało te niezwykłe kamienie na pamiątkę, przy okazji niszcząc zagrożony gatunek. Zakazy kierowane do krutyńskich flisaków nie skutkowały. Licząc na przypodobanie się niemieckim klientom z chęcią wyławiali je z rzeki i rozdawali turystom. Niezbyt chlubny proceder udało się powstrzymać przez wydrukowanie ulotek w języku niemieckim i adresując je do zdyscyplinowanych i praworządnych Niemców. Nie wolno to nie wolno. Trzeba coś zostawić przyszłym pokoleniom (i nie o stery śmieci mi chodzi!).

Znacznie liczniej tego krasnorosta spotykałem w środkowej Łynie, na obszarze rezerwatu Las Warmiński. Ale tam turystów niewielu. Nielicznie glon ten spotykałem w Łynie na wysokości Rusi, Bartąga a nawet w samym Olsztynie. Spotykałem także w rzece Kirsnie (dopływ Łyny) w obszarze Natura 2000 Swajnie oraz w rzece Ełk. Można więc sądzić, że ten niezwykły krasnorost występuje w wielu innych rzeczkach Warmii i Mazurach. A może nawet jeszcze w jakimś jeziorze. Miejcie więc oczy szeroko otwarte i wypatrujcie tych naszych niezwykłości warmińsko-mazurskich – żywych kamieni z rzek i jezior.

Zobacz także:

  1. http://czachorowski.blox.pl/2010/01/Hildebrandtia-rivularis.html
  2. http://www.przyroda.mazury.pl/index.php?page=nature&id=149
  3. http://ro.com.pl/kamienie-ktore-zyja-hildebrancja-rzeczna/01114083

Co szczerzy szczeżuja, skoro zębów nie ma? I co wspólnego ma szczeżuja z pokrzywą?

sczachor

Już od Adama – symbolicznie rzecz ujmując – nazywamy rzeczy wokół nas. Zapewne odkąd człowiek nauczył się mówić (a nie tylko wydawać dźwięki). Spotykamy rośliny i zwierzęta i je nazywamy. Po swojemu, tak jak się nam wydaje. Albo przejmujemy nazwę od innych, od przodków lub tubylców, gdy się osiedlamy w nowym środowisku. I tylko czasem się zastanawiamy, czy nazwa jest adekwatna.

Wszystko zależy od kontekstu, a ten się zmienia to i nazwy wydają się niezrozumiałe lub opacznie interpretowane. Zastanówmy się więc skąd się wzięła nazwa dla szczeżui pospolitej (Anodonta anatina), naszego słodkowodnego małża. Dlaczego szczeżuja ma taką nazwę? Czy się szczerzy i czym? Jeśli spojrzeć na małża, żyjącego w rzece czy jeziorze, gdy otwarty ma syfon i filtruje (dolne zdjęcie), to rzeczywiście wydawać by się mogło, że szczerzy do nas jakiś zęby. Syfon wlotowy, wygląda jak gęba z zębami, jakby rzeczywiście szczerzyła zęby.

Ale wiemy przecież już ze szkoły (teraz wszyscy chodzi do szkoły, chcą czy nie chcą), że mięczaki, a w każdym razie małże z rodziny skójkowatych, zębów nie mają (otwór gębowy zaopatrzony jest w dwie pary orzęsionycy płatów przygębowych, wspomagających przesuwanie pokarmu - i te orzęsione płaty mogłyby od biedy uchodzić za otwór gębowy z małymu "zębami"). Może nasi przodkowie nie mieli szerszej wiedzy biologicznej i nazwali szczeżuję tak jak się wydawało i tak, jaką wiedze o świecie mieli?

Szczerzyć pochodzi prawdopodobnie od szczerby, szczerzyć zwykle pojawia się w odniesieniu do zębów: obnażać, odsłaniać, pokazywać (np. w uśmiechu lub złości, mizdrzyć się, podlizywać itd.). Zwierzę pewnie szczerzy żeby, aby odstraszyć lub przestraszyć. W każdym razie nic dobrego to nie wróży. Człowiek może szczerzyć zęby w uśmiechu, choć i w złości także. Więc na dwoje babka wróżyła – sympatia lub antypatia.

A szczeżuja? Gdyby od szczerzenia wzięła nazwę to by była szczerzuja? Chyba, że nastąpiły zmiany w ortografii, tak jak w przypadku chruścików, które po reformie ortograficznej w drugiej połowie XX wieku zaczęto pisać przez u otwarte – chruściki (owady wodne z rzędu Trichoptera). Pierwotna pisownia pozostała jedynie w nazwie porostu – chróścik. Albo inny przykład, wieś Bożewo z północnego Mazowsza. Dawniej pisano jako Borzewo, bo nazwa pochodziła od boru lub imienia Borek. W czasie zaboru rosyjskiego cyrylicą pisano Божево. Po odzyskaniu niepodległości zapisano już w alfabecie łacińskim jako Bożewo. Widać zapomniano pierwotną nazwę a kojarzyło się z Bogiem a nie borem. Może więc jak Borzewo zmieniło się Bożewo, lub chróścik w chruścika, tak i szczerzuja zmieniła się w szczeżuję? Analizy etnograficzno-lingwistyczne są jak analiza DNA - docieka przeszłości i funkcji.

A może od żucia szcze-żuja? Ale tym bardziej małże nie przeżuwają, są filtratorami.

Pora więc coś więcej o szczeżui pospolitej napisać. Jest to gatunek małża, po łacinie zwany Anodonta anatina, z rodziny skójkowatych (Unionidae). Szczeżuja pospolita, jak sama nazwa wskazuje jest (w przynajmniej była w czasach, gdy jej nazwę przydawano), szeroko rozprzestrzeniony w zachodniej Palearktyce. Żyje w wodach bieżących (rzeki, kanały, rowy melioracyjne) i stojących (jeziora, stawy). Jest stosunkowo dużym gatunkiem, bo muszla osiąga długość do 10 cm. Większe od niej są dwa inne gatunki (w tym jeden obcy, niedawno się u nas pojawił w Jeziorach Konińskich). Szczeżuja zagrzebuje się częściowo w mule (tylko częściowo wystaje z dnia), a porusza się przy pomocy organu zwanego nogą. Odżywia się odfiltrowując (odcedzając) pokarm z wody. Pokarm stanowią drobne jednokomórkowe organizmy wodne (fitoplankton i zooplankton) oraz seston. W Polsce szczeżuja jest gatunkiem pospolitym, niepodlegającym ochronie gatunkowej i siedliskowej, cennym przyrodniczo i łatwym do monitorowania.

Na równi ze skójkami szczeżuja pospolita stała się jednak małżem coraz rzadziej spotykanym, gdyż wymaga czystej wody. Tak więc w nazwie pospolita w naturze pospolita już za bardzo nie jest. Nazwy mogą mylić i się … dezaktualizować.

Wróćmy jednak do pochodzenia nazwy tego małża. W słowniku etymologicznym Aleksandra Brϋckera znalazłem starsze nazwy: szczeżuła, szczeszuja, szeszelinki, czasołki, czasula (o rybiej łusce, czaszce orzecha czy żołędzi) i w końcu czeżuja i czeszuja. Czyżby szczeżuja nazwę swoją wzięła od czesania? Grzebienie z niej robiono? Chyba o inne czesanie chodzi – czesanie, czochranie (czuchranie), czosanie. Więcej się dowiemy, gdy przypomnimy sobie dawne czynności z czesaniem wełny, drapaniem, czesaniem, ocieraniem. I pewnie muszla szczeżui nie do czesania wełny ale raczej do czesania czyli odzierania z paździerzy lnu lub prędzej pokrzywy czy konopi. Bo i pokrzywa nad wodą i szczeszuja-czeszuja w wodzie, przy brzegu, lub pusta muszla nad woda. Bo pokrzywa była kiedyś rośliną włóknistą.

A że nie są to czcze wymysły to cytat ze strony surwiwaklowej, przytaczającej dane techniki: „Plemię Ajnów z Sachalinu tak robiło włókna z pokrzywy: Późną jesienią zbierali łodygi pokrzywy, kładli je na leżącym pniu i krawędzią muszli oddzierali włókno i części zdrewniałe. Następnie włókna przemywali i suszyli rozwieszone. Potem było już tylko skręcanie sznurków albo przędzenie nici” (http://www.survival.strefa.pl/u/sz_pokrzywa.htm)

A czemu nie muszla skójki? Bo są mniejsze i mniej wygodnie układają się w dłoni. Muszla szczeżui jest większa i chyba wygodniejsza jako narzędzie prostej pracy, do uchwycenia w dłoni. Słowianie dawniej żyli nad wodami. W zasięgu ręki była pokrzywa (jak i inna roślina włóknista – wierzbówka) oraz muszle małży w rzece. Stąd może i nazwa od czesania się wzięła, od czesania włokiem przy wyrabianiu sznurka z pokrzywy lub włokiem do przędzenia i tkania płótna.

To nie wszystko o szczeżui i słodkowodnych małżach. W kolejnej opowieści będzie o zjadaniu szczeżui, wyrabianiu guzików i dziwnych pasożytach co się larwami małży okazały. c.d.n (czytaj dalej)

Anabolia z Mostu Smętka (nad Łyną w Olsztynie)

sczachor

Chruścik zamieszczony na zdjęciu powyżej został uwieczniony drugiego grudnia 2013 r. przez Mateusza Sowińskiego (zobacz jego blog z owadami). Chruścik siedział na Moście Smętka, nad Łyną w Olsztynie. Jeszcze nie było śniegu.

O ile dobrze rozpoznaję jest to Anabolia laevis z rodziny bagnikowatych (Limnephlidae). Imagines pojawiają się jesienią. Początek grudnia to koniec okresu ich lotu. Co chruściki robią tak późno jesienią? Nie za późno na amory? Wcale nie, dla larw żyjących w rzece dopiero późną jesienną pojawia się obfita baza pokarmowa (zobacz wpis o zimowym życiu w wodach płynących). Ale są i takie chruściki, które kopulują na śniegu, np. z rodzaju Chaetopteryx (u nas występuje Chaetopteryx villosa) – przystosowane są do zimna, nawet mają skrócone skrzydła - nie muszą zbyt aktywnie latać. Takie gatunki biolodzy nazywają chionofilami.

Podobny wygląd jak i porę lotu ma również Anabolia brevipennis – z tym, że larwy zasiedlają nie rzeki i litoral jezior ale małe, śródleśne zbiorniki okresowe, które pojawiają się dopiero wczesną wiosną. A jest ich w olsztyńskim Lesie Miejskim sporo.

Jak przetrwać zimę? Być może najwygodniej w stadium jaja. minimalne funkcje życiowe – łatwo przetrwać do sprzyjających warunków życia. Ale jajo ma jedną wadę – nie jest ruchliwe. Musi być złożone tam, gdzie jest pokarm i właściwe siedlisko dla larwy. W niektórych przypadkach jest to trudne. Na przykład dla chruścików, których larwy żyją w wiosennych zbiornikach okresowych. Cykl życiowy stadium larwalnego kończy się w maju lub najpóźniej w czerwcu (bo zbiornik wysycha). Imagines pojawiają się latem. Wody nie ma. Gdzie złożyć jaja? Jak rozpoznać miejsce, że tam będzie za kilka miesięcy zbiornik wodny? Najczęściej takie dorosłe chruściki chronią się pod korą drzew lub w dziuplach i czekają właściwej pory. Czasem jaja składają jesienią, na liściach nadbrzeżnych drzew. Aby wylęgająca się larwa wpadła wprost do wody. A czasem po prostu spędzają zimę w stadium owada dorosłego i dopiero wczesną wiosną składają jaja. Tam gdzie trzeba.

Zimę można spędzić aktywnie, w stadium larwy. Tak jak to robi wiele gatunków, w tym Anabolia laevis.  Można się odżywiać, bo pożywienia w wodzie jest sporo. Niektóre gatunki, zasiedlające małe zbiorniki mogą nawet zamarznąć i przetrwać w lodzie. Kiedy on się rozpuści – wracają do czynności życiowych. Zanim jeszcze wylęgną się konkurencji.

Anabolia z Mostu Smętka. Brzmi urokliwie i tajemniczo. I w sam raz na Dzień Chruścika. Który jak co roku przypada na 11 grudnia.  

Chruściki rzeki Wadąg z dygresją o ocenie błędu w badaniach hydrobiologicznych

sczachor

Z rzeką Wadąg "zapoznałem" się w okresie moich studiów, w czasie spacerów po Lesie Miejskim. Na początku lat osiemdziesiątych XX. w. szukałem tam chruścików i innych owadów, jako student działający w Kole Naukowym Biologów. Już nie pamiętam, co udało się zaobserwować. Później, w czasie zimowych wycieczek na nartach biegowych, próbowaliśmy urządzić sobie skocznię nad brzegiem rzeki… i skakaliśmy z wykorzystaniem nart biegowych. Z możliwym do przewidzenia skutkiem... Skoków narciarskich mi się odechciało, ale zamiłowanie do przyrody i środowisk wodnych pozostało.

Spacery przyrodnicze po Lesie Miejskim skupiły się na podglądaniu małych zbiorników okresowych i żyjących tam bezkręgowców. To wtedy odkryłem tam dziwogłówkę wiosenną, reliktowego skorupiaka, oraz przepiękne chruściki (Glyphotaelius pellicidus, Limnephilus stigma, Limnephilus flavicornis, Anabolia brevipennis itd.). Później wracałem do tych zbiorników w trakcie badań naukowych wraz z magistrantami. O rzece Wadąg zapomniałem. Pobliska Łyna wydawła się piękniejsza i ciekawsza hydropbiologicznie.

Niedawno rzeka Wadąg zaczęła zaprzątać mi więcej uwagi, za sprawą Facebooka i umieszczanych tam przez różne osóby zdjęć z wycieczek. Siegnałęm więc do mojej bazy danych w poszukiwaniu chruścików. W sumie udokumentowane jest występowanie 27 gatunków chruścików (Trichoptera) w rzece Wadąg. Pojedynczy rekord (pojedyncza informacja w bazie danych) pochodzi z 1994 roku, potem z lat 2009-2011, zebrane przez różne osoby: magistrantkę z Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska UWM w Olsztynie, mojego doktoranta i pracownioków WIOŚ.

Jedna rzeka a kilka obrazów (chciałoby się powiedzieć - wcieleń). Dane pochodzą z różnych stanowisk, a więc i rzeka siedliskowo różna jest w tych miejscach. Nie dziwią więc odmienności w składzie gatunkowym. Tłumaczyć je można różnicami siedliskowymi: różną głębokością i szerokością koryta, prędkością nurtu, charakterem dnia i roślinności, charakterystyką brzegu. Ale jest i innym problem, o którym za chwilę, nawiązujący do opracowywanej metodyki i standaryzacji oceny jakości ekologicznej wód Polski i Europy.

W rzece Wadąg w Rzecku stwierdzono występowanie: Hydropsyche angustipennis, Neureclipsis bimaculata, Limnephilus nigriceps. Dwa pierwsze gatunki wskazywałyby na odcinek rzeki poniżej wypływu z jeziora (lub innego stagnujacego zabagnienia), raczej o wolnym nurcie, z relatywnie dużą ilością materii organicznej i planktonu unoszonego w wodzie. Trzeci gatunek to rozdrabniach typowy dla płytkich rzek o wolnym nurcie i brzegu zadrzewionym (zasiedla także śródlesne jeziora).

Rzeka Wadąg badana w Tumianach (dwa stanowiska) jest już liczniejsza w gatunki: Anabolia leavis, Ceraclea dissimilis, Ceraclea exisa, Hydropsyche angustipennis, Limnephilus decipiens, Limnephilus politus, Molanna angustata, Mystacides longicornis, Neureclipsis bimaculata, Oecetis lacustris, Oecetis testacea, Orthotrichia sp. Filtratorzy podobni jak na stanowisku w Rzecku, ale liczniejsze inne grupy trofczne. Na uwagę zasługuje obecność dwóch gatunków z rodzaju Ceraclea – chruścików odżywiających się gąbkami. Jest i gatunek jeziorny – Molanna angustata (ale w wolno płynących rzekach o dnie piaszczystym to typowe). Podkreślić należy obecność także dwóch gatunków z rodzaju Oecetis, w tym jeden stosunkowo rzadki (O. testacea). Ten odcinek rzeki Wadąg wydaje się cenny pod względnem bioróżnorodności.

W rzece Wadąg na wysokości Kieźlin stwierdzono występowanie: Brachycentrus subnubilus, Cheumatopsyche lepida, Hydropsyche angustipennis, H. pellucidula, Mystacides azureus, Polycentropus flavomaculatus, Psychomyia pusilla. Skład gatunkowy jest zupełnie inny – tylko jeden gatunek się powtarza.

Na stanowiskach, zanotowanych jako Olsztyn (ale w sumie to ten sam odcinek, co „Kieźliny") zanotowano następujace gatunki: Anabolia laevis, Ceraclea nigronervosa, Halesus digitatus, Hydropsyche pellucidula, Hydroptila sp., Limnephilus flavicornis, Limnephilus lunatus, L. rhombicus, Neureclipis bimabulata, Oecetis sp., Polycentropus irroratus. W porównaniu do odcinka „Kieźliny” tylko nieliczne gatunki się powtarzają, nie mówiąc o odcinkach z Rzecka czy Tumian. Tłumaczyć to spokonie można różnicami siedliskowymi lub innym fenologicznie terminem poboru prób. Ale dlaczego na krótkim odcinki Kieźliny-Olsztyn obraz fauny jest inny? Mozajkowaty charakter siedlisk? Inny wybór miejsc do poboru prób? Inny sposób lub termin? Jak takie różnice miałyby uwzględnić standardowe metody monitoringu, aby umożliwić obiektywne wyciąganie wniosków o stanie ekologicznym rzek? Przecież w jakimś stopniu badania byłbyby niepowtarzalne (jednostkowe, unikalne)! Metoda naukowa wymaga powtarzalności i uniwersalności.

Ale jest jeszcze większa niespodzianka, jaką spostrzegłem przy przeglądaniu danych z rzeki Wadąg. W jednym przypadku próby pobierano w tym samym miejscu i tego samego dnia: 26 maja 2009, rzeka Wadag w Olsztynie (na granicy miasta). Jedna próba pobrana została przez doktoranta, inna przez pracowników WIOŚ. Dla obu prób wspólne są tylko dwa gatunki: Anabolia laevis i  Halesus digitatus. W próbach doktoranta były ponadto: Limnephilus flavicornis, Limnephilus lunatus, Oecetis sp., Hydropsyche pellucidula. Natomiast w próbie z WIOŚ: Polycentropus irroratus, Hydroptila sp., Neuceclipsis bimaculata, Ceraclea nigronervosa. Po składzie gatunkowym rysuje się zupełny inny obraz rzeki (inne byłyby wnioski, wyciągane  na potrzeby monitoringu).

Rodzi się więc pytanie o ocenę błędu w badaniach hydrobiologicznych. Z czego wynika i jak go oszacować? Przecież idzie o monitoring wód i wyciąganie wniosków o stanie ekosystemu. Na ile jest to przypadek a na ile powodem były różne wybory mikrosiedlisk, sposób machania czerpakiem, potem wybierania oraz ewentualne błędy w oznaczaniu. I jak dobrać metody analizy, aby wszystkie te błędy wyeliminować, aby stosowane metody w pełni były obiektywne a wyniki powtarzalne?

Trzeba będzie się wybrać nad rzekę Wadąg na wycieczkę i spróbować rozwikłać tę zagadkę. Ponadto będę musiał na różne sposoby przeanalizować bogaty materiał, jaki zgromadziłem z rzek całej Polski. Czuję się jak Sherlock Holmes, rozwiązujący zagadki krymilane. Mając informacje o występujących tam gatunkach teraz trzeba sprawdzić czy wnioski z analizy składu gatunkowego pokrywają się z siedliskiem i stanem faktycznym. Hipotezy trzeba weryfikować, a teorię poprawiać. Dobry model teoretyczny umożliwi wyjaśnienie wszelkich chruścikowych zagadek i z pozoru niepowiązanych przypadków i odmienności.

Badania naukowe są równie frapujące co poszukiwania detektywistyczne czy działaność dziennikarstwa śledczego. Rozwiązywanie tajemnic przyrody jest zajmujące i intrygujące. Wymaga dociekliwości, spostrzegawczości i logicznego myślenia.

Gdyby jednak naukowcy ciekawiej opisywali swoje badania i odkrycia, może wtedy literatura naukowa i popularnonaukowa cieszyłaby się równie wielką poczytnością co kryminały? Nawet w czasie wakacyjnego i rozleniwionego wypoczynku.

Na zdjęciu wyżej - postać dorosła chruścika Halesus sp., z rzeki Łyny koło mostów kolejowych, zrobione jesienią kilka lat temu. Nad rzeką Wadąg takiego chruścika można również spotkać. Wycieczki wzdłuż rzeki - jeśli tylko potrafi się odczytywać informacje przyrodnicze, mogą okazać się równie ekscytujące, co wycieczki dr Watsona z Sherlockiem Holmesem :).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci