Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : miasto

Innowacyjność, zaufanie społeczne i usychające drzewa w mieście

sczachor

Co ma zaufanie społeczne do usychających drzew w mieście? Ilustruje to powyższy obrazek z dawno zakończonej inwestycji na Placu Konsulatu. Niby wszystko ładnie, pięknie i nowocześnie, a jednak coś jest nie tak. Diabeł tkwi w szczegółach. Spróbujmy się zastanowić skąd ten diabeł się bierze. Będę dowodzić, że z braku zaufania i wynikającej z tego nieumiejętności dialogowania (komunikacji międzyludzkiej).

Może najpierw wyjaśnię co z tą inwestycją jest nie tak. Duża powierzchnia wyłożona granitem i polbrukiem tudzież ulicznym asfaltem. Dla gleby z drzewami zostawiono niewielką przestrzeń. Na dodatek ta zieleń odgrodzona jest wysokim murkiem. Nawet jak popada, to woda z placu nie zasili gleby, spłynie kanalizacją. Z jednej strony to rosnące obciążenie dla systemu kanalizacyjnego, z drugiej brak wody dla zieleni (trzeba podlewać, ale administracja o tym zapomina).

Ostatnio sporo w Olsztynie pada, ale proszę zwrócić uwagę na wysuszoną polepę pod drzewem i resztki rachitycznej zieleni. Dużo pada, a zieleń i tak usycha. Paradoks wynikający z błędów w realizacji inwestycji (braku wyobraźni od projektanta to szarego wykonawcy). Woda zamiast podlewać roślinność i zasilać wody powierzchniowe - spływa kanalizacją. Marnotrawstwo i rosnące zagrożenie podtopieniami. Bo im więcej miasta w taki sposób wybetonujemy, tym większe obciążenie dla systemu kanalizacji burzowej. Czyli drzewa będą usychać przy równoczesnym zalewaniu chodników, piwnic i samochodów? Skąd takie niefunkcjonalne projekty?

Dobrze ilustrują ten problem cytaty z wywiadu z prof. Hausnerem.

„Innowacyjność nie powstanie za sprawą działań administracyjnych. Nawet najbardziej sprawna władza publiczna nie może nakazać gospodarce innowacyjności”

„Innowacyjność to wykorzystanie zasobów, w tym wiedzy, do wytwarzania wartości dodanej”

Indywidualnie, klanowo, jesteśmy zaradni, ale nie jako zbiorowość, wspólnota. Dlaczego? Bo nie mamy zaufania do nikogo poza najbliższym otoczeniem. (...)Cechy naszej administracji to: zaściankowość, widzenie tylko swojego odcinka, nieufność i zabieganie o swoje.”

Prof. Jerzy Hausner (Tygodnik Powszechny z dnia 28 lipca 2013 r.)

Im więcej nieufności, tym mniej dialogu i komunikacji. W konsekwencji nie dostrzegamy ważnych elementów, które po zakończeniu inwestycji mocno doskwierają a nie ma ich jak poprawić. W przypadku Placu Konsulatu, po interwencjach społecznych postawiono ławki. Ale tych betonowych murków nie ma jak naprawić. I drzewa będą usychały. Prędzej czy później.

To zapatrzenie na siebie, brak zaufania – za wyjątkiem swojego klanu – pozbawia nas innowacyjności i spycha w drogie i niefunkcjonalne inwestycje. Żeby projekty inwestycji miejskich były lepsze, potrzeba więcej dialogu i zaufania. To drugie buduje się bardzo powoli. Trzeba wytrwałości. Ale po pierwsze trzeba wizji i budowania przestrzeni przyjaznej kontaktom międzyludzkim. Kapitału ludzkiego niby nie widać… ale skutki braku tego kapitału już są bardzo widoczne.

Za dialog wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni. Budujmy zaufanie a nie podsycajmy nieufność, m.in. przez mnożące się teorie spiskowe.

Spór o miasto deszczem wywołany

sczachor

Spór, jaki ostatnio rozgorzał w olsztyńskich mediach o przyczynę podtopień, jest krótkotrwały i pełen emocji. Ale jest jednocześnie wywołany długotrwałym sporem o wizję miasta ogrodu. To długa dyskusja nad wizją miasta i inwestycjami. I ona szybko nie przeminie. Jeden deszcz i przypadek podsycił i ujawnił drzemiące od dawna emocje.

Symbolicznie w mediach moje wypowiedzi przeciwstawiane są opinii prezydenta Olsztyna - Piotra Grzymowicza. Czy za powodzie winne jest betonowanie miasta czy nie całkiem sprawna kanalizacja burzowa? Rzeczywistość jest tak złożona i wielowymiarowa, że pewnie jedno i drugie jest prawdziwe. Po wpisie na moim blogu najpierw odezwała się Gazeta Olsztyńska, potem TVP, potem przedrukowali na olsztyńskim portalu a na koniec (?) zadzwonili z Gazety Wyborczej. Pewnie dzisiaj jest w gazecie. Ale to są krótkie wypowiedzi. Szum medialny szybko przeminie, a problem pozostanie.

Problem z podtopieniami będzie się nasilał, bo jest kilka przyczyn. Po pierwsze konserwacja kanalizacji burzowej, po drugie zmniejszanie się powierzchni chłonnych dla wody w mieście w wyniku normalnej zabudowy i błędów w planowaniu, w końcu przyczyną są intensywniejsze opady, spowodowane zmianami klimatycznymi. Nie ma jednej, nawet dużej inwestycji, która by problem rozwiązła. Potrzebne są działania systematyczne i rozproszone. Tak jak z myciem rąk przed jedzeniem, które wielu chorobom zapobiega.

Bo nie ma bezpośredniego związku z zabetonowanie trawnika na ul. Wojska Polskiego a podtopieniami na Jarotach - zbyt duża odległość. Tak jak nie ma związku z tym, że Jaś rąk nie umył a  Kasia zachorowała. Jest jednak ogólny związek z brakiem higieny i chorobami "brudnych rąk".

Jest wiele inwestycji w Olsztynie, które zwiększają ilość powierzchni nieprzepuszczalnych dla wody. Pisałem o tym wielokrotnie i dlatego najpewniej olsztyńskie media do mnie wydzwaniamy. Podam może dwa kolejne przykłady. Na rogu Iwaszkiewicza i Tuwima powstał duży hipermarket, w miejscu terenów zielonych. To nie tylko powierzchnia sklepu, ale i duży parking. Parking wyłożony polbrukiem. A przecież wystarczyło zastosować powierzchnię ażurową - ta sama funkcja ale z częściową przepuszczalnością powierzchni. Żeby było śmieszniej ażurową kratownicę położono... jako chodnik dla pieszych (strasznie niewygodne, powierzchnia symboliczna i niewielka). Czy jeden parking spowoduje podtopienia? Nie, on tylko pogarsza ogólną sytuację. Czy od jednego papierosa dostaniemy raka płuc? Ale codziennie wieloletni palacz może tak stawiać pytanie i udawać, że problemu nie ma, ze palenie w ogóle nie szkodzi.

Drugi przykład - ulica Iwaszkiewicza. W naturalnym zagłębieniu, na trawniku z bajorkiem postawiono domy tzw. Trzy Wieże. Ubytek powierzchni wchłaniającej wodę. Ale dla wybudowanego tam sklepu wielkopowierzchniowego po drugiej stronie ulicy, w miejscu planowanego od ponad dekady parku, wybudowano polbrukowy parking. I znowu przybywa powierzchni betonowych (ubywa zieleni tak pożądanej przez mieszkańców!), po których woda spływa i gdzieś się musi gromadzić. A wystarczyło tylko zastosować kratownice ażurowe i uciążliwość byłaby mniejsza. Chodnika dla pieszych oczywiście do tej pory nie ma... Taka to inwestycja.

Trzeci bliski przykład, Aleja Warszawska, asfaltową jezdnię poszerzono na buspasy a na rozległym terenie zielonym budowany jest wielki apartamentowiec. Znowu ubywa terenów zielonych a przybywa nieprzepuszczalnego "betonu". Nie da się zbyt długo zamiatać pod dywan - prędzej czy później widać będzie górkę i śmieci przypadkowo rozsypią się po całym pokoju. W najmniej oczekiwanym momencie.

Miasto musi się rozwijać i nie protestuję przeciw inwestycjom jako takim. Ale wskazuję na fakt, ze brakuje inwestycji i działań kompensujących te negatywne hydrologicznie skutki. Przy takim trendzie nie trzeba być prorokiem by przepowiadać coraz częstsze podtopienia. Bo system kanalizacji musi odbierać coraz więcej wody z coraz większej powierzchni. Przy przeciążeniu nawet drobne kłopoty z piaskiem czy śmieciami w kanalizacji kończyć będą się zalaniami.

Na dodatek w związku z ociepleniem klimatu w ciągu wielu lat możemy spodziewać się intensywniejszych opadów niż kiedyś. Tak więc obiektywna, zewnętrzna sytuacja wskazuje, że powinniśmy wyprzedzająco i roztropnie działać. Chodzi więc nie tylko o niepogarszanie dotychczasowej struktury ale wyprzedzające przygotowanie się na coraz intensywniejsze opady. Stara sieć kanalizacyjna nie jest na to przygotowana i nie ma szansy na odkopanie całego miasta i położenie nowej, znacznie bardziej przepustowej kanalizacji. Sposoby zaradzenia są już znane i na świecie stosowane, nie trzeba więc odkrywać Ameryki na nowo. To, o czym piszę nie jest nauką (odkrywanie nieznanego) a jedynie popularyzacją istniejącej już wiedzy.

Przykład i porównanie

Zanim przypomnę znane już na świecie fakty, posłużę się przykładem. Proszę przypomnieć sobie albo niedzielną mszę świętą w kościele albo jakiś seans w kinie czy teatrze. Jak to jest, że gdy wchodzimy do kościoła, kina, teatru to tłoku przy wejściu nie ma. Ale jak wychodzimy to ścisk i tłok już jest? Przecież tyle samo ludzi i te same drzwi? Różnica polega w czasie - na ogół wchodzący przychodzą w różnym czasie i moment wchodzenia jest rozciągnięty na dłuższy okres. Ta sama liczba ludzi, gdy próbuje wyjść w jednym momencie, powoduje tłok i zator. Czy mamy mówić, że wyjście za małe i należy poszerzyć? Jeśli są dodatkowe wyjścia - to są otwierane. A jak nie ma? To wystarczy, gdy część osób opóźni nieco swoje wstawanie z ławek czy kinowych foteli. Na tym polega retencja w odniesieniu do wody. A co, jeśli na skutek zmian klimaty w pomieszczeniu znajduje się więcej wody-ludzi niż zwykle? Każde dodatkowe, nawet małe, wyjście awaryjne jest przydatne.

Jakie są potrzebne działania w mieście?

Zamiast zmniejszania ilości powierzchni przepuszczalnych dla wody trzeba zwiększać powierzchnię chłonną. To są trawniki (jak na fotografii górnej), to są ażurowe parkingi itd. Na to nie trzeba większych nakładów tylko wiedzy i wyobraźni. Ale są i nowe rozwiązania tak jak zielone dachy (niższa fotografia) - nie tylko upiększają miasto ale i zwiększają retencję wody. Takie powinny być już na wszystkich nowych inwestycjach, zwłaszcza tych wielkopowierzchniowych (nieznacznie zwiększą koszty budowy). Na dodatek odfiltrowują z powietrza pyły (szkodliwe dla zdrowia ludzi w mieście).

W końcu można część wody z dachu, spływającej rynnami, odprowadzać przynajmniej w części od razu do gruntu lub małych, podziemnych i przesiąkliwych zbiorników wodnych. Wszystkie takie liczne i rozproszone powierzchniowo działania powodują, że po każdym deszczu mniej wody trafia do kanalizacji burzowej oraz spływa ona wolniej, w dłuższym okresie, co ułatwia odprowadzenie kanalizacją z miasta.

Potrzebne są też natułane zbiorniki retencyjne w postaci szerokiej, nie zabudowanej doliny zalewowej rzek. Bo jeśli całą wodę i to w krótkim czasie odprowadzimy z dużego miasta... to pojawi się problem fali powodziowej poniżej miasta dla innych miejscowości i terenów. Nie żyjemy w próżni. Takie tereny zielone jak dawne Jezioro Płocidugi na przeciw Brzezin i tereny zalewowe powyżej Olsztyna są naturalnymi, potencjalnymi zbiornikami retencyjnymi dla dużej wody, która od Rusi i Bartąga ewentualnie mogłaby do nas się zbliżać (po jakiejś intensywnej ulewie). Niech tam ta woda w części się czasowo zgromadzi... to Łyna w mieście nie wyleje.

Planowanie inwestycji w mieście to nie łatwej zadanie. Trzeba o wielu rzeczach wyprzedzająco pomyśleć. A dyskusja wokół ostatnich podtopień jest tylko częścią debaty o kształt miasta, od dłuższego czasu trwającej. Miasto dla ludzi czy parking dla samochodów lub poletko dla inwestorów?

Dlaczego chodzę pieszo i pod blokiem nie mam samochodu?

sczachor

Dlaczego chodzę pieszo i pod moim blokiem nie mam samochodu na trawniku lub chodniku? Bo w mieście coraz dotkliwszy jest problem przestrzeni, zwłaszcza zanikania przestrzeni publicznej (wspólnej). Jak mógłbym innych namawiać do rezygnacji, sam się rozbijając limuzyną? Namawiać do zamiany samochodu na rower, żeby inni mi zrobili miejsce dla mojej wygody? Nie byłbym wiarygodnym. Zmienianie świata na lepsze najlepiej zaczynać od siebie. Chcę sam na sobie sprawdzić, czy można, żeby potem i innych namawiać.

Ekorozwój to także wspólne użytkowanie dóbr trwałego użytku. W mieście samochody głównie stoją, 8 godzin tu,12 godzin tam. A ulicach ciasno, chodniki zastawione autami, pod blokami rozjechane trawniki. Trudno przejść i w oczy kole brzydota. Samochód w mieście to w dużym stopniu środek do zaspokajania ambicji, ”mania”. Konsumpcja to przede wszystkim aspekt psychologiczny i społeczny. Chcemy być ważni a jeszcze w naszej mentalności samochód jest wyznacznikiem statusu społecznego.

Owszem, brak samochodu często wydłuża moją podróż. Ale sporo zyskuję: nowe znajomości, głębsze relacje z ludźmi, czas dla siebie a nie wyścigu szczurów. Bo korzystając z transportu publicznego lub życzliwości innych mam więcej okazji do relacji społecznych. Dłuższa podróż? To więcej czasu na przemyślenia. Mniej znaczy więcej. Mniej jednego więcej czegoś innego. Być może nawet ważniejszego...

Coraz bardziej uwodzi mnie filozofia życia skromnego. Skromność i umiarkowanie w konsumpcji nie z biedy ale rozsądku. Społecznego i "ekologicznego". Uwodzi mnie filozofia umiarkowanej konsumpcji. Podobnie z uwalnianiem wiedzy na wolnej licencji - nie warto wszystkiego opatentowywać. Dzielenie się światem jest przyjemniejsze niż "grodzenie pastwisk" i zawłaszczanie wszystkiego co się da. Poranne słoneczko cieszy, tak jak wieczorny zapach lip. Czy trzeba mieć to na wyłączną własność, by czuć radość i cieszyć się pięknem? Mniej znaczy więcej.

ps. prawo jazdy miałem już na początku lat 80. XX wieku...

Prywata i egoizm bierze się z samotności

sczachor

Prywata bierze się z samotności, z poczucia braku wspólnotowości, braku poczucia przynależności. Skoro jestem sam, jestem porzucony, osamotniony, to przynajmniej zadbam o siebie, swój majątek. Swój domniemamy prestiż mierzony pieniędzmi i drogimi gadżetami. Pieniądze będą wyrazem uznania społecznego i więzi społecznych, surogatem i substytutem tych więzi. To motywy chciwej baby z Radomia i eksponowanych stołków (władza jako łup a nie zobowiązanie wobec wspólnoty i realizacji zadania).

Poczucie więzi można mieć za darmo. Wystarczy zainwestować czas dla innych a nie czas na "chapanie" i zagarnienie pod siebie. Miłości nie da się kupić. Ani przyjaźni nie da się kupić. Na jedną i na drugą trzeba zapracować kontaktami społecznymi nasyconymi empatią.

Dla budowania wspólnotowości potrzebna jest przestrzeń. Budując miasta trzeba myśleć o takiej przestrzeni. Nawet o zwykłym pokoju socjalnym dla studentów. Bo w budynkach UWM nie ma takiej niekomercyjnej przestrzeni. Studenci siedzą na schodach. A jak mają czas między zajęciami, to nie mają gdzie pobyć ze sobą. Wiosną przynajmniej są trawniki. Tylko trzeba się odważyć, aby wyjść i usiąść na trawie. Posiedzieć z innymi i patrzeć na świat. I patrzeć czy inni patrzą.

zobacz też: http://www.youtube.com/watch?v=I80ptBHFWMI&feature=share&list=UU6iiel6dILg2nBD8kVeXtFw

Olsztyn rowerzystów - co jest nowoczesnością w mieście?

sczachor

Nowoczesność ze swej istoty wyprzedza współczesną codzienność. W tej drugiej najczęściej tkwi przeszłość i dawne mniemanie o nowoczesności. W wielu dyskusjach o rozwoju Olsztyna pada słowo nowoczesność i wiek XXI. Ale różnie jest rozumiane. Dla niektórych nowoczesność kojarzy się z wysokimi drapaczami chmur i samochodami... bo tak było w połowie XX wieku. Nowoczesność bardzo powoli przenika do świadomości społecznej i codziennej praktyki. A kiedy już się utwrawli... co innego jest nowoczesnością. Przemijanie. Kto stoi w miejscu, ten się cofa.

Z czego wynika nowoczesność we współczesnym mieście? Samochód nie jest już nowinką ani symbolem bogactwa. Nie tęsknimy już za bardzo za kanciastym plastikiem i masową konsumpcją. Nie jesteśmy już na dorobku. Coraz bardziej myślimy o jakości życia a nie o stopie życiowej, mierzonej wzrostem PKB i ilością konsumpcji (i w konsekwencji ilością odpadów). Niegdysiejsze nowinki przejady się nam kompletnie. Symbolem nowoczesności nie jest już magnetowid czy antena satelitarna, ani nawet samochód. Bo w przypadku transportu miejskiego i podmiejskiego wzrost liczby samochodów zaskutkował... wolniejszą jazdą. Średnia szybkość poruszania się systematycznie spada. Poszerzanie ulic nic nie pomaga, co wielokrotnie przećwiczono w miastach amerykańskich.

W czasie urlopu byłem nad polskim morzem. Pojechałem koleją. Zaskoczony byłem tłumami na dworcu we Władysławowie i na Helu... mimo, że pociągów było bardzo dużo (często kursowały). I z okien pociągu widziałem kilometrowe korki na drogach. Przy takim ruchu tylko transport zbiorowy jest w stanie sprawnie przewozić ludzi (samochód staje się niezwykle powolny). Wynika to z praw fizyki. W dużych miastach rozwija się metro, szybka kolej miejska i .... ścieżki rowerowe. Bo to i sprawniej, szybciej i zdrowiej.

Rower chyba jeszcze w naszej świadomości jest synonimem "zacofania" i "biedy". Tak jak dla naszych dziaków ciemny chleb. Dla nas ciemny chleb jest już oznaką zdrowego stylu życia. Rower także. Wystarczy spojrzeć na coraz bardziej widoczną w Polsce chorobę cywilizacyjną: otyłość. Samochodowa nowoczesność zabrała nam ruch i wysiłek fizyczny z negatywnymi skutkami. Zbyt dużo czasu spędzamy w korkach, siedząc w samochodzie.

Nic dziewnego, że w nowoczesnych społeczeństwach jest moda na rowery i renesans tego środka transportu. Nawet w Olsztynie gołym okiem widoć coroczny przyrost jeżdżących na rowerach, rekreacyjnie i do pracy. Jest i zdrowiej i szybciej. A jak się zastanowić to nowocześniej.

W tym roku Gazeta Wyborcza (Olsztyn) zaprasza do udziału w drugiej edycji akcji "Olsztyn rowerzystów" . Finał akcji zaplanowano na sobotę 25 sierpnia 2012 r. Chętni do swoistego zamanifestowania obecności i potrzeb rowerowych w Olsztynie zbierać się będą między godz. 9.45 a 10.00 w trzech punktach: 1. przy Zespole Szkoł Samochodowych na al. Wojska Polskiego, 2. pod ratuszem, 3. przy pętli autobusowej na Likusach. Rowerzyści następnie pojadą nad jez. Długie. O szczegółach akcji Gazeta będzie informowała od początku przyszłego tygodnia.

W trakcie tegorocznej akcji dwa główne postulaty rowerzystów to: 1. konserwacja już istniejącego systemu tras rowerowych w Lesie Miejskim oraz 2. realizacja gotowego już projektu nowych tras we wschodniej części Lasu Miejskiego.

A na zdjęciu tegoroczny obrazek z Sopotu. Po wyjściu z dworca PKP od razu trafić można na informację turystyczną i... rower miejski. Oby tak przyjaźnie dla turysty było i w Olsztynie jak najszybciej!

ps. Ja oczywiście wezmę aktywny udział w akcji Gazety. Przecież nie jestem "zacofany" :).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci