Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : renaturyzacja

Co żyje w rzece Kortówce?

sczachor

Kilka dni temu zadzwonił do mnie pan redaktor z Gazety Olsztyńskiej i zapytał dlaczego w Kortówce brzydko pachnie woda. Przez telefon trudno jest poprawnie i wiarygodnie zdiagnozować sytuację przyrodniczą. Prawdopodobnie to efekt działającego eksperymentu kortowskiego (rura Olszewskiego), czyli odprowadzania wód hypolimnionu z Jeziora Kortowskiego celem jego oczyszczenia (rekultywacji). Już wyjaśniam, hypolimnion to głębsza część wód jeziora, zazwyczaj ciemna (bo nie dochodzi tu światło) i w przypadku jezior zanieczyszczonych (zeutrofizowanych) z ubogą ilością tlenu lub pozbawiona tlenu.

Przez Jezioro Kortowskie przepływa woda - wpadają do niego strumienie i rzeka Kortówka. Wypływa natomiast rzeka Kortówka. Ale wypływa woda powierzchniowa (stosunkowo czysta, natleniona). Pomysł prof. Olszewskiego polegał na umieszczeniu rury i na zasadzie działania lewara, odprowadzona jest woda z głębszych partii jeziora. Czyli woda najbardziej "zanieczyszczona". To ona właśnie może mieć brzydki zapach. Sam kilkakrotnie spacerując nad Kortówką wyczuwałem tą niezbyt sympatyczną woń.

Pan redaktor zapytał, czy to szkodzi rzece i faunie tam żyjącej. Trochę pewnie tak. Ale można wnioskować, że woda szybko się natlenia. Z kolei wiele małych zwierząt bierze udział w samooczyszczaniu (najprościej: odfiltrowują i zjadają to, co w wodzie płynie). Sądząc po wodnych bezkręgowcach rzeka Kortówka jest typowa i niezbyt zanieczyszczona, jak na rzekę miejską i wypływającą z jeziora. Nad wykorzystaniem chruścików w bioindykacji stanu polskich i europejskich rzek właśnie pracuję, współpracując z wieloma ośrodkami - bo jest to zadanie zespołowe i wymagające wielu porównawczych danych.

Mogę wypowiedzieć się w sprawie chruścików. Otóż w 2011 roku, w rzece Kortówce na wysokości Brzezin, a więc w dolnym jej biegu, spory kawałek od wypływu z Jez. Kortowskiego, stwierdzono występowanie następujących gatunków chruścików: Limnephilus politus, Molana angustata, Oecetis lacustris, Oecetis furva, Athripsodes aterrimus, Lype reducta, Mystacides sp. Cóż z tego wynika? I jak przełożyć z "chruścikowego" na nasze? Że jest to przeciętny zestaw gatunków małej, wolnopynącej rzeki naszego regionu, z udziałem gatunków wód stojących i lekko zeutrofizowanych, z niewielkim udziałem gatunków wód bieżacych. Ciekawostką jest obecność Oecetis lacustris. Nie jest to pełen zestaw gatunkowy (jedna standardowa próba w maju), bowiem na terenie miasteczka akademickiego dość pospolicie występuje Anabolia laevis, typowy gatunek odcinków zadrzewionych, zarówno rzek jak i jezior.

Badania chruścików rzeki Kortówki (całej, a więc i powyżej Jez. Kortowskiego) dr. Lecha Pietrzaka z roku 2001 i 2002, wykazały obecność blisko 30 gatunków. Poza już wymienionymi także typowi mieszkańcy średnio czystych, małych i wolno płynących rzeczek.

Ale najciekawsze, że w rzece Łynie już poniżej wpływu Kortówki żyją takie niezwykłe i rzadkie chruściki jak niprzyrówka rzeczna (Leptocerus interruptus). Tak więc eksperyment kortowski i rekultywacja Jeziora Kortowskiego metodą Olszewskiego nie przynosi wyraźnych, negatywnych skutków rzece Kortówce i rzece Łynie. Negatywny efekt odprowadzania wód hypolimnionu dość szybko ulega wyeliminowaniu przez naturalne procesy przyrodniczne, w tym aktywność samych bezkręgowców, o chruścikach nie zapominając.

Oczywiście, gdyby Jezioro Kortowskie było czyste to i sama Kortówka na całym jej biegu byłaby przyjemna w zapachu, a żyjące tam bezkręgowce byłyby bardziej typowe dla dawnych, dobrych, "bezczłowieczych" czasów. Jedyna rada to wyeliminować źródła zanieczyszczeń i eutrofizacji Jeziora Kortowskiego. Bowiem zapobieganie jest zawsze tańsze i lepsze niż leczenie skutków.

O tym jak Jezioro Płucidugi zalało drogę do pracy

sczachor

Dawno temu było tu jezioro, Płuciduga Mała zwane. Stanowiło w dawnych czasach militarny element ochrony Olsztyna od południowej strony, wraz z rzeką Łyną, Płocidugą Dużą i Jeziorem Kortowskim i przepływającą Kortówką. Potem jezioro zostało osuszone (taj kak poblisku Fajferek) - zepewne w celu pozyskania łąk lub ułatwienia przejazdu. Od jakiegoś czasu jezioro się renaturyzuje, a to za sprawą niszczejącego systemu melioracyjnego.

Od kilku lat, chodząc na skróty do pracy, razem z licznymi studentami, obserwuję jak jeziorko powoli wypełnia się wodą, a przyroda wraca w dawne miejsce. Czesem służby miejskie podsypały ścieżkę piaskiem, czasem położyły stare płytki chodnikowe (aby błota nie było), czasem wykaszały "zielsko", aby wygodne przejście było. Sporo śmieci zostawiają przygodni pijaczkowie, "psiarze" oraz mieszkańcy. Ale i na to była rada w postaci okresowych akcji sprzątania swojego kawałka świata.

Latoś (jak mawiali starsi ludzie na Mazowszu) w deszcze obrodziło to i poziom wody się w Płucidudze podniósł tak, że zalało dokumentnie fragment ścieżki. Najpewniej dzikie kaczki, żaby i owady wodne się cieszą. Będę musiał zmienić trasę porannego spaceru do pracy, a potem w drodze powrotnej do domu. Mniej będzie okazji do codziennej obserwacji przyrody... Chyba, że władze miejskie dostrzegą i ten fragment dzikiej przyrody i zagospodarują go jako teren zielony dla mieszkańców. Naprawiona ścieżka, może nawet jakieś ławeczki i kosze na śmieci? Tak sobie marzę... że tym razem nie zasypią i w betonywy plac nie zamienią, drzew nie powycinają... Może więc lepiej o tej zalanej ścieżce głośno nie wspominać - lepiej niech "betonowcy" i "antydrzewiarze" nie próbują swoimi metodami "naprawiać" tego dzikiego w mieście kawałka przyrody, z lisami, sarnami, kałużnicami itd.?

Społeczeństwo obywatelskie i renaturyzacja wód

sczachor

Ranaturyzacja to działania zmierzające do przywrócenia "naturalnych" warunków w przyrodzie. Dawniej zmeliorowane rzeki obecnie przywracane są do „stanu poprzedniego”. Przyczyną takiego obrotu sprawy jest z jednej strony chęć ochrony przyrody z drugiej… ekonomia. Bo na przykład po co budować za wielkie pieniądze zbiorniki zaporowe, jeśli do tego samego celu nadają się doliny zalewowe dużych rzek? Zatem z ekonomicznego punktu wiedzenia i potrzeby ochrony przeciwpowodziowej, wykorzystuje się procesy przyrodnicze. Sam uczestniczę w badaniach skuteczności takich metod. Wcześniej w przypadku rekultywacji jezior zdegradowanych (np. Jezioro Długie w Olsztynie, czy Jeziorak Mały w Iławie), a teraz w przypadku renaturyzacji rzek Pomorza. Ale to są działania instytucjonalne i naukowe. List jaki otrzymałem (podobnych otrzymuję więcej) jest dowodem na to, że stajemy się coraz bardziej społeczeństwem obywatelskich. Zamiast narzekać i wskazywać, kto ma cos nam zrobić, sami bierzemy sprawy w swoje ręce. To bardzo budujące.

(…) Mam 62 lata. (…) Przyrodą interesuje się od dzieciństwa, ale nie jestem leśnikiem, choć chciałem nim być. I - jak się później okazało - dobrze się stało. Wybrałem studia rolnicze na SGGW i je ukończyłem. Przyroda jest nadal moją pasją, (..) . Chyba inaczej być nie mogło, kiedy mój rodzinny dom otaczały łąki, strumyki odprowadzające wodę ze źródlisk i meandrujące przez olszyny (obecnie rów i przesuszone łęgi) w których to wiosną śpiewały ptaki.

W latach sześćdziesiątych minionego wieku strumyki zamieniono w rowy melioracyjny, a w 1997 r. do jednego z rowów, w jego źródlisko, wprowadzono wody pościekowe z gminnej oczyszczalni ścieków (..). To spowodowało dalszą degradację siedlisk wodnych (..), czego dowodem są nagromadzone osady pościekowe, w których żyją rureczniki (zdjęcie w załączniku). A kiedyś, przed wprowadzeniem wód pościekowych, nie było rureczników, bo woda była tak czysta, że można było ją pić, a teraz nie ma takich ryb jak cierniki, kozy i owadów żyjących w wodzie. Ze łzami w oczach wspominam te ozdoby krajobrazu - meandrujące strumyki z kryształową wodą i bogatym życiem.

Teraz mam nadzieję, że będzie można, przywrócić to piękno, skoro można otrzymać pieniądze na renaturyzację i poprawę czystości cieków. Mam tu na myśli przywrócenie meandrów i skierowanie wód pościekowych, rurociągiem lub drenem poprowadzonym w ziemi, do rowu melioracyjnego oddalonego o około 1km od oczyszczalni. Dodam jeszcze, że ten ciek i jego dopływ, płyną przez olszyny mego brata i trzech sąsiadów. Wobec powyższego proszę o poradę.

Z poważaniem K. P."

Źródła rzeki Łyny

sczachor
">

Być może fotokasty umożliwią powstanie reportaży naukowych? Czyli opowiedzenia o świecie i o nauce w zupełnie inny, ciekawy sposób. Wolne (darmowe) opragramowanie już jest: http://fotocasty.pl

Odnajdywanie śladów w lesie

sczachor

Miło jest spotkać swoje ślady, gdzieś w lesie :). Efekt stażu w przedsiębiorstwie, w postaci tablicy edukacyjnej, ładnie oprawiony i wkomponowany w ścieżkę dydaktyczną, spotkałem nad rozlewiskiem leśnym, w Łajsie. Inny wymiar "publikowania" i opowiadania o przyrodzie wokół nas.

Mała retencja w odpowiedzi na ocieplenie klimatu

sczachor

Jednym z negatywnych skutków ocieplenia klimatu będzie topnienie lodowców i podnoszenie się poziomu mórz i oceanów. Zamiast jałowo zaprzeczać wpływowi czlowieka na klimat (zaklinanie rzeczywistości) lepiej zacząc działać. W jakimś stopniu wodę można zatrzymać na lądach i minimalizowac podnoszenie się poziomu oceanów. Najlepszym rozwiazniem jest chyba mała retencja. Ale takie działania są mało widowiskowe: to nie jest Zapora Trzech Przełomów ani Kaskada Dolnej Wisły. Na wielkie budowy przyjeżdżają ważne osoby, są newsy. A mała retencja to "robota bez laurów" mino, że łącze retencjonowanie wody jest większe. Na szczęście pomagają nam bobry, zapłaty ani kamer telewizyjnych nie oczekując. Przy okazji to renatyryzacja terenów podmokłych. Czyli dwa w jednym.

To tak przy okazji Międzynarodowego Roku Bioróżnorodności i zbliżającego się Dnia Ziemi.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci