Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : popularyzacja-wiedzy

Jak prezentować w inny niż pisany sposób? (relacja z Wrocławia cz. 7.)

sczachor

babeczki_z_polonistykiPopularyzacja nauki to jeszcze jedna forma komunikacji w ramach literatury faktu. Literatury rozumianej oczywiście w bardzo szerokim sensie, bo jeśli jest to film czy webinarium to przecież nie składa się z liter i pisma jako takiego. Możliwości współczesnej techniki umożliwiają nam opowieści i komunikację na zupełnie nowe i stare, przedliteraturowe sposoby. Z jednej strony jest o poszerzanie wiedzy o świecie, budowanie indywidulanego paradygmatu (modelu świata), ale z drugiej strony jest to także budowanie relacji i więzi między ludźmi.

Podzielam pogląd, że nauka jest elementem kultury. Przywykliśmy do pisanej formy prezentowania treści edukacyjnych i naukowych (czyli także kulturowych). Ale jest to nie tylko nie jedyna, ale i nie najstarsza forma komunikacji międzyludzkiej. Tak zwana popularyzacja nauki (wiedzy) to z jednej strony element kultury współczesnego, wyedukowanego społeczeństwa, a z drugiej coraz mocniej rozwijająca się forma edukacji pozaformalnej. Bo w czasach trzeciej rewolucji technologicznej zmieniają się nam szkoły i uniwersytety. Wymyślamy je na nowo, dostosowując do potrzeb i środowiska kulturowego.

Tytułowe pytanie pochodzi z panelu dyskusyjnego, który odbył się w listopadzie 2017 roku na Politechnice Wrocławskiej (zobacz program debaty). Jak prezentować w inny niż tradycyjny, pisany sposób? A chociażby na Facebooku, na uczelnianych fan page i innych, coraz to nowych, portalach społecznościowych, na których przekaz może odbywać się w formie pisanej ale zbliżonej do kultury słowa mówionego (niczym plotki z kolokwializmami) ale i przez filmy, obrazy, schematy. Nowe, hybrydowe formy, których się dopiero uczymy.

Pojechałem do Wrocławia by podzielić się swoimi przemyśleniami na temat opowieści o tematyce popularnonaukowej (literatura faktu) i zaprezentować punkt widzenia biologa ewolucjonisty. Chciałem podkreślić, że człowiek to istota społeczna, której społeczny mózg kształtował się na długo przed wynalezieniem pisma i literatury. Chciałem także zaznaczyć aspekt dydaktyczny – punkt widzenia promotora (i wykładowcy), bowiem prowadzę seminarium dyplomowe już od kilkunastu lat i z częścią problemów, poruszonych na spotkaniu, borykam się na co dzień, w czasie zajęć ze studentami. Chciałem przekazać swoją wiedzę i czegoś się nauczyć. A teraz w odcinkach spisuję uporządkowaną relację z dyskusji panelowej w Bibliotechu Politechniki Wrocławskiej.

Sporo czasu w dyskusji poświęcono uproszczeniom na blogach. Czy w podążaniu za atrakcyjnością i komunikatywnością stawiać bardziej na uproszczenia czy jednak na ścisłość? Czy można to pogodzić? Da się, ale to wymaga wysiłku. Kto za to zapłaci? Czyli czy liczyć na misję pracowników akademickich czy też zdać się na blogi i portale, utrzymujące się z reklam (a więc w pełni aktywność pozaakademicka)? Niezależnie od tej drugiej możliwości wydaje mi się, że w ramach trzeciej, społecznej misji uniwersytetu pracownicy powinni upowszechniać naukę a nie tylko „gonić” za publikacyjnymi punktami. Przecież utrzymujemy się (pensje i pieniądze na badania) z podatków obywateli. Niech coś do nich w przystępnej formie wraca. Mamy taki moralny i obywatelski obowiązek.

W jaki sposób prezentować w inny niż pisany? I to w sytuacji niedosytu a jednocześnie nadmiaru informacji. Żyjemy w pośpiechu i nadmiarze dopływających bodźców i informacji. Oczekujemy więc, że ktoś za nas przefiltruje z tego szumu rzeczy najlepsze i najważniejsze. Z oczywistych względów kierujemy się ku autorytetom. Tylko jak je znaleźć? Stąd być może społeczne oczekiwanie, że naukowcy będą do nas częściej i przystępniej mówić, pisać, objaśniać. W czasie dyskusji padło pytanie i propozycja zarazem, żeby instytucje naukowe zabierały zdanie w sprawach ważnych społecznie i aktualnie „wałkowanych” w mediach. Tego w zasadzie do tej pory nie było.

Tytułowe pytanie odnosi się także to prezentacji na wykładach, z wykorzystaniem rzutnika multimedialnego i… pokazywania słów na ekranie. W takim kontekście pojawia się pytanie czy prezentacja w Power Poincie to skuteczna droga czy już przeżytek? Niewątpliwie prezentacja multimedialna jest bardzo wygodna (dla wykładającego), bo łatwo ją przygotować, przenieść i zaprezentować (czasem niestety odczytać). Kiedyś wzbudzała zainteresowanie, jako nowość. Ale przez lata spowszedniała. Warto na marginesie przypomnieć, że Power Point to nie jest Power Text…

Na wykładzie z prezentacją (jak i na blogu czy fanpage), trzeba po prostu opowiedzieć ciekawą historię z zakresu literatury faktu, w zależności od sytuacji i kontekstu (do kogo i w jakich warunkach mówimy/piszemy). Z wykorzystaniem mowy, pisma, filmu czy nawet teatru. Czytanie z ekranu jest nudne. Opowiedz, napisz, narysuj, zagraj. Byle ciekawie i z sensem.

A czy pozwalać studentom w czasie zajęć i na wykładach korzystać z telefonów komórkowych? Czy telefony komórkowe przeszkadzają? Wykładowcom i studentom. To może być ich sposób notowania, np. robienie zdjęć ważniejszych treści wyświetlanych na ekranie. Albo poszukiwanie niezrozumiałych słów lub terminów specjalistycznych? Tego nie wiemy. Zakładamy raczej, że nie uważają, że lekceważą i w tym czasie plotkują na „Facebookach” lub za pomocą esemesów. A przecież nie musi to być trafna diagnoza.

W nawiązaniu do nagminnego korzystania z telefonów warto przypomnieć, że studenci teraz mniej czytają. To jednak niezbyt precyzyjna odpowiedź. Mniej czytają w tradycyjnych książkach, ale więcej w nośnikach elektronicznych, w krótkich formach i z dużą liczbą ilustracji. Czyli czytają ale trochę inaczej. Co więcej, teraz więcej osób pisze, nawet przeciętniacy. I dobrze. Ćwiczą się w wypowiedziach. Nie bójmy się tego przesytu. W treningu przeciętniacy stają się wybitni i sprawni. A piszą w innych formach, bardzo krótkich (esemesy, tweety itd.) i z dużą interaktywnością.

Mam do komunikacji międzyludzkiej i tej na wykładach podejście ewolucyjne i rozpatruję w długiej osi zmian w rozwoju Homo sapiens. Najpierw nasi przodkowie przez dziesiątki tysięcy lat żyli tylko w kulturze słowa. Teraz też korzystamy z tej formy, ale znacznie w mniejszym zakresie i nie tylko jako jedynej i wyłącznej. W kulturze mówionej, gdzie informacje zapisywane były jedynie w mózgach poszczególnych osób, niezwykle ważne było zapamiętywanie. Słuchając opowieści lub będąc uczestnikiem wydarzenia pojawia się problem: jak zapamiętać. By za jakiś czas komuś innemu tę zapamiętaną treść otworzyć, przekazać. Z przyczyn li tylko mnemotechnicznych w kulturze słowa pojawił się rym i rytm w poezji, melodia w pieśni, taniec i teatr (ruch i relacje międzyludzkie). A być może malowidła naskalne w jaskini były pierwszy „power pointem” – obrazami, służącymi zapamiętaniu i zilustrowaniu opowieści czy przekazu wiedzy lub opowieści z obrazem otaczającego świata.

Logikę i dramaturgię opowieści wykorzystujemy w części lub całości w referatach, wykładach, panelach dyskusyjnych, dyskusjach. Ale nasi słuchacze mają dodatkowe umiejętności i pamięć zewnętrzną (mogą zanotować, nagrać itd.). Tyle się zmieniło i pewne dawniej ważne i logiczne elementy straciły swój sens. Wiersze straciły rym i rytm bo nie są już niezbędne do zapamiętania treści. Przecież można zapisać…. I do otworzenia wykorzystać pamięć zewnętrzną. Trzeba tylko umieć zakodować a potem odkodować. A notować można przecież nawet rysunkiem…. Albo telefonem komórkowym.

Nie tak dawno w historii ludzkości, ale dawno w stosunku do naszego życia, pojawiło się pismo a potem druk (ułatwienie powielania i rozsyłania zapisanych treści). Początkowo pismo naśladowało wytwory kultury słowa (rym i rytm), z czasem wytworzyło własne, specyficzne i unikalne formy. Mimo ograniczeń w formie komunikacji przywykliśmy i w pełni zaakceptowaliśmy formy pisane w przestrzeni akademickiej z biblioteką w centralnym miejscu uniwersytetu. Publikacja, książka, skrypt, list, publikacja. Słowa układają się linearnie, czasem tylko przerywane ilustracjami. Niekoniecznie ludzki mózg tak pracuje…

Kolejnym krokiem w tej ewolucji kulturowej komunikacji było wynalezienie przekazu na dalekie odległości. Telegraf po raz pierwszy umożliwił przekaz informacji szybszy niż poruszający się człowiek (z informacją ustną czy pisemną). Potem pojawił się telefon, radio, telewizja. Te ostatnie to przekaz masowy z filmem i audycją radiową. Mimo, że te technologie mają już kilkadziesiąt lat to nie weszły jeszcze na trwałe w akademicką edukację (a małymi wyjątkami). A teraz mamy jeszcze nowoczesne technologie z globalnym inetrnetem: kolejna eksplozja zupełnie nowych form… umożliwiających częściowy powrót do dawnych, przedpiśmiennych tradycji: formy hybrydowe, webinarium, czat, wideotransmisja.

I jak w tym nowym świecie ma się znaleźć wykład z prezentacją multimedialną (np. w Power Poincie)? Efekt nowości już minął a czytanie z ekranu do osób piśmiennych i z dostępem do źródeł mija się z celem. Wykładowcy umieszczają tekst na slajdach bo łatwiej im zapamiętać to, co chcieliby przekazać. Wygodne. Ale nie dla słuchacza. Przydałby się jakiś komponent interaktywny, albo „stary” z kultury słowa mówionego, albo nowoczesny z multimediami i interaktywnym internetem. Przecież słuchacze zazwyczaj mają telefony z dostępem do internetu. Prezentacja z komputera jest… czasem tylko elementem rytuały: należy wyjść i coś na ekranie pokazać. Bo tak się robi i robiło. Jeśli jednak wykładowca pomyśli o odbiorcy to bez trudu dobierze odpowiednie formy komunikacji. Oczywiście jeśli ma coś do przekazania… W sumie każdy ma, jeśli tylko zechce nad tym się zastanowić nieco głębiej.

Po co słuchacz ma słuchać? Jak go zmotywować? Otrzyma nowe, oryginalne informacje? Wykładowca występuje w roli strażnik tajemnicy, A może usłyszy nowe interpretacje, nowe hipotezy. A może spotka człowieka z paską naukową i emocjami?

Jak zachęcić do słuchania nie tylko słowem pisanym? Ucz się, to jest ważne, będzie na kolokwium lub egzaminie? Zaufaj profesorowi/autorytetowi, że to jest ważne i przydatne. Ale studenci nie mają zaufania bo zbyt dużo przypadkowości i niskiego poziomu. Ludzie potrzebują sensu, trzeba go im pokazać. Na samym początku. Mam wiedzę i emituję ją nie patrząc czy i jak dociera? Oprócz prawdziwej wiedzy są i podróbki (zawsze były!), nie ma na 100% sprawności w doborze kadry akademickiej.

Na koniec mała dygresja, odnosząca się do przebiegu debaty. Prowadzący studenci-moderatorzy nie za bardzo pilnowali czasu i paneliści mówili za dużo i z długo. I tu pojawia się dylemat moderatora – dbać o dyscyplinę czasową i w ten sposób zapewnić realizację wcześniej przygotowanego scenariusza, czy pozwolić toczyć się własnym nurtem i godzić się na niezrealizowanie pewnych punktów programu (bo zabraknie czasu)? Dyskusja jest czymś żywym i nie do końca zaplanowanym. Nie zawsze trzymanie się sztywno scenariusza jest dobrym rozwiązaniem. Sam czasami mam takie dylematy, gdy występuję w roli moderatora czy przewodniczącego zebrania. Decyzja jest trudna i na pewno uzależniona od sytuacji.

c.d.n.

Fake news w księgarni

sczachor

18836960_10211760759927842_2319900695250898447_oPowszechne jest narzekanie, że w internecie jest mnóstwo złych informacji, kłamliwych, niedobrych fake newsów. A już na pewno na portalach społecznościowych. Lepiej nie zaglądać? Tyle tylko, że internet i jakiś tam Facebook jest taki jak my sami. To lustro, w którym odbija się nasza natura. Co innego książki, te to są poważne, wiarygodne itd. Czyżby?

W ubiegłym tygodniu zaszedłem do księgarni. Już się przyzwyczaiłem (ale nie zaakceptowałem!) do tego, że na półce z książkami o fizyce i astronomii leżą książki o astrologii... Obok książek popularnonaukowych leżą książki o UFO i innych fantastycznych andronach. I niby to wszystko tak samo wiarygodne...

Ale tym razem zajrzałem na półkę z książkami historycznymi. Lubię historię i szukałem czegoś dla siebie. Między książkami historycznymi (naukowe i popularnonaukowe) zobaczyłem pozycję o rodowodzie Słowian. Sięgnąłem z ciekawością, bo spodziewałem się czegoś nowego. Nowych ustaleń, nowych faktów. Przeglądając spis treści oczy otworzyły mi się szeroko. Moja wiedza historyczna jest na tyle podstawowa, żeby zareagować zdziwieniem... na pochodzenie Słowian od Atlantydy. Imperium Ariów i Wielka Lechia. Przecież to są bzdury, pełna fantastyka! Jeśli takie pozycje leżą na półce tuż obok innych książek historycznych, to jest to zwyczajnie fake news! Gdybym nie zajrzał do spisu treści, to bym kupił... A jeśli kupi to i przeczyta ktoś niewyrobiony, z wiedzą podstawową jeszcze początkującą? Zapewne potraktuje jako fakty... przecież w książce tak napisali. I to historycznej. Pełna mimikra.

Nie mam nic przeciw tego typu literaturze. Skoro są czytelnicy, to niech sobie będzie. Ale w księgarni nie powinny być wymieszane książki popularnonaukowe z fantazją i beletrystyką czy ezoteryką. Jest to ewidentne oszukiwanie kupujących. Czym się to różni od wymieszania faktów z faktoidami w internecie? Niczym. Czytelnik musi sam odróżnić prawdę od fantazji i ewidentnego fałszu. Czy to w księgarni, czy to w internecie. Tu mała dygresja. Niedawno byłem w Sopocie. Zaszedłem do tamtejszego Empiku. Dużo książek popularnonaukowych, na osobnej półce. Bez wymieszania. Czyli można. Wymaga tylko wiedzy od księgarzy co sprzedają. 

Wróćmy do fake news. Towarzyszą nam od tysiącleci. Były jeszcze przed internetem i przed papierowymi książkami. To zwykła plotka. Błędne informacje powtarzane w dobrej wierze (bo sensacyjne, niezwykle) jak i ewidentne kłamstwa by wywołać odpowiednią reakcję. Zatem kłamstwa, manipulacje czy zwykłe historie spiskowe, miejskie legendy towarzyszą nam od tysiącleci. Czym innym są oczywiście historie zmyślone - literatura fikcji. Tworzymy opowiadania wiedząc, że jest to fantazja, by opowiadać ciekawe historie. Nie powinniśmy jednak mylić gatunków: literaturę fikcji i literaturę faktu. Historia jest historią, legenda jest legendą a fantazja jest fantazją.

Internet nie jest wolny od manipulacji i fake news. Musimy nauczyć się odróżniać fantazję od relacji i faktów. Tak jak nasi przodkowie musieli uczyć się reagować na plotki. Nie na darmo powstało przysłowie "lepiej roznosić wszy niż plotki." Wszy są dokuczliwe i roznoszą choroby. A z przysłowia wynika, że plotki dla społeczeństwa są jeszcze bardziej szkodliwe.

Co jedzą ślimaki winniczki ?

sczachor

winniczeknakupie

Napotkanie w przyrodzie sytuacje czasem zaskakują i skłaniają do głębszych refleksji. Ot na przykład zamieszczone obok zdjęcie ślimaka winniczka (początek maja, Łupszych, Żurawia Dolina). Ślimak winniczek pełzający po odchodach. Prawdopodobnie są to odchody dzika. Ale co robi tam ślimak? Najwyraźniej się pożywia. I to rodzi się pytanie, co jedzą ślimaki winniczki.

Na tak postawione pytanie można szukać rozwiązania na kilka sposobów: 1. Zapytać kogoś, sięgnąć do książek lub internetu, 2. Obserwować slimaki w przyrodzie, wykonać eksperyment i zrobić sekcję ślimakowi, aby na podstawie budowy przewodu pokarmowego i jego zawartosci wnioskować o sposobie odżywiania się i rodzaju pokarmu. Mamy więc dwa elementy metodologii naukowej (wywodzącej się przecież z myślenia potocznego): sprawdzić to, co już ludzkość wie na ten temat (bo raz, że szybciej, a dwa, po to odkrywać Amerykę po raz kolejny), a jeśli są luki w wiedzy lub jej brak to samemu zbadać i lukę w wiedzy wypełnić.

Najłatwiej i najprościej po prostu zapytać. Tak Homo sapiens czynił przez dziesiątki tysięcy lat. Jednak wiedza osób, znajdujących się w bezpośrednim naszym kontakcie, nie jest zbyt wielka. Zwłaszcza w sprawach tak niszowych i odbiegających od codziennych potrzeb i watunków przetrwania. Najczęściej pytania naszych przodków dotyczyły raczej tego: jeść czy nie jeść (nadaje się do zjedzenia czy jest szkodliwe i trujące) lub uciekać czy nie (wróg, drapieżnik czy niegroźne zwierzę). Współcześnie kontaktujemy się ze znacznie większą liczbą osób niż kiedyś. A mimo to, raczej nie spotkamy osoby, znającej się na biologii ślimaków winniczków. Można oczywiście, wzorem dawnych wieków, udać się do mędrca, starca (bo jak stary, to dużo przeżył, a w konsekwiecji dużo wie) lub jakiegoś innego strażnika wiedzy. W dawnej kulturze słowa cała wiedza przechowywana była w ludzkiej pamięci, w neuronach w mózgu. I żeby tę wiedzę uruchomić trzeba wypowiedzieć zaklęcie – to znaczy grzecznie zapytać.

Od czasu, gdy wynaleziono pismo, nasze kontakty z ludźmi, z mędrcami i niszowymi specjalistami, znacznie się rozszerzyły. Możemy „iść” nawet do osób, które żyły przed wiekami lub mieszkają tysiące kilometrów od nas. Pismo pozwala nam na kontakty przekraczające czas i przestrzeń. Trzeba udać się do biblioteki – takiej rozszerzonej pamięci z wiedzą ludzkości. Ale i na to trzeba poświęcić trochę czasu, zwłaszcza gdy w naszej miejscowości nie ma biblioteki z bogatym księgozbiorem przyrodniczym. Ponadto trzeba wiedzieć gdzie i jak szukać. Dawniej trzeba było wiedzieć kogo i jak zapytać i jak do takiego „mędrca” w danej sprawie dotrzeć.

Żyjemy w e-czasach. Pytanie ludzi staje się jeszcze prostsze. Dzięki internetowi nieporównywalnie roszszerza się zakres osób, których możemy pytać, jak i szybkość uzyskiwania odpowiedzi. Jeśli jest tylko zasięg, to przecież mogę od razu, nawet w lesie, włączyć swój smarfon i szukać odpowiedzi w sieci. No tak, ale i tu pojawia się problem jak odnaleźć w nieprzebranym gąszczu informacji, w których są i takie zupełnie bezwartościowe. Probmelem naszych czasów, jak i niezbędną kompetencją, jest szukanie w internecie. Tak jak kiedyś odnalezienie drogi w lesie do mędrca-pustelnika. Nieobeznanemu łatwo zbłądzić i wyjśc na manowce.

Zanim napiszę, co z ksiąg i internetu wyczytać można, przejdę do drugiej części – samodzielnych obserwacji. Bo jeśli szybko nie mogę uzyskać gotowych odpowiedzi od innych, to przecież mogę sam poznawać i badać. Odejście od starych ksiąg i konfrontownie wiedzy z rzeczywistością, zapoczątkowało naukę oświeceniową. Sprawdzić, poznać, zweryfikować samemu (szkiełko i oko). Nawet jak w księgach są jakieś odpowiedzi… to przecież nie muszą być dokładne, prawdziwe, właściwe. Nasz rozum też może się przyczynić albo do ugruntowania już istniejącej wiedzy (przez potwierdzenie) albo do poszerzenia wiedzy: przez nowe obserwacje, nowe wnioski i interpretacje.

Zatem należałoby obserwować ślimaki winniczki w ich naturalnym otoczeniu. W sam raz na miłe spędzanie czasu na łonie przyrody. Trzeba tylko prowadzić rzetelną dokumentację, notować: co, gdzie, kiedy. Skrupulatność i statystyczne interpretacje są ważne.

Pamiętam, jak kiedyś w wakacje, za pacholęcych czasów, mierzyłem migracje ślimaków winniczków. Każdego spotkanego ołówkiem oznaczałem cyfrą (długopisem nie dało się pisać po muszli), w zeszycie zapisywałem miejsce znalezienia, datę i krótki opis osobnika. Do tego powstawała mapka zarośli, gdzie żyły ślimaki winniczki – obiekt moich dociekliwych analiz. Codziennie przemierzałem zagajnik i szukałem ślimaków. Ciągle znajdowałem nowe a prawie nigdy nie mogłem napotkać poprzednio oznakowanych. Albo ich było dużo więcej niż sobie mogłem wyobrazić, albo ołówek się ścierał ze skorupki. Moje dawne wakacyjne notatki z badania winniczków leżą gdzieś w starym zeszycie. Były fascynującą, wakacyjną przygodą.

Kłopot z obserwacjami ślimaków winniczków jest taki, że aktywne są głównie w nocy i nad ranem oraz w deszczową pogodę. Południowa susza im nie służy. Trudno się obserwuje w nocy, to co jedzą ślimaki (my w tym czasie zazwyczaj śpimy). I jak poznać, że żerują a jak, że tylko się przechadzają? Zapewne jest na to rada. Można oczywiście zrobić sekcję i poznać budowę aparatu gębowego oraz przewodu pokarnowego. Lub wyczytać to z książek. I na podtawie wiedzy ogólnej wyciągać wnioski. Bo w przyrodzie wszystko jest „logicznie” ze sobą powiązane. Skoro gatunki przytosowane są do środowiska, w którym żyją, to ich budowa ma związek z trybem życia i odżywianiem.

Można oczywiście założyć hodowlę ślimaków w domu, w akwariach-terrariach. By w warunkach w pełni kontrolowanych sprawdzać co i ile jedzą. Małym utrudnieniem jest to, że w warunkach sztucznych ślimaki jedzą pokarm, którego w warunkach naturalnych nie spotykają, np. karma dla kota.

Wróćmy jednak do naszych poszukiwań w piśmiennictwie. W internecie trudno znaleźć, najczęściej otwierają się różne strony z hodowlą slimaków. Dla hodowcy ważne jest, by ślimaki rosły, więc podają bardzo różną „paszę”. Ale i z takich informacji nie wprost można sporo wywnioskować.

Ja sięgnąłem do książki „Ślimaki lądowe Polski” Andrzeja Wiktora, wydanej przez Wyd. Mantis, w 2014 r. w Olsztynie. Gdzie jak gdzie, ale u specjalisty to na pewno coś znajdę. Ale i to okazało się nie jest takie proste, bowiem szczegółowe opisy gatunków dotyczą budowy, cech diagnostycznych (jak odróżnić od gatunków podobnych), rozmieszczenia, pochodzenia. Brak pełnych opisów o szczegółowej biologii każdego gatunku. Trzeba szukać w części ogólnej a dotyczącej biologii ślimaków.

Ślimak winniczek (w opinii Andrzeja Wiktora) występuje w zaroślach,między krzewami, w lasach, parkach, na cmentarzach oraz w ogrodach. Pierwotnie gatunek ten zamieszkiwał najpewniej południową i południowo-wschodnią część Polski. Dziś spotykany jest w całym kraju i łatwo wnika do siedlisk, przekształconych przez człowieka. Jest więc gatunkiem synantropijnym.

I co w tych parkach, cmentarnych zaroślach czy lasach może spotkać? „Żywi się świeżymi liśćmi, stąd często uważany za szkodnika ogrodów” (Wikipedia), a zatem można uznać za roślinożercę. „Winniczki żywią się zielonymi częściami roślin. Żerują głównie nocą, ale także podczas deszczowych i pochmurnych dni.” (https://www.medianauka.pl/winniczek). Przytoczone fragmenty pochodzą jednak z różnego typu zbiorczych encyklopedii i kompendiów, a nie ze źródeł pierwotnych (publikacji naukowych). Upowszechniają więc tylko wiedzę powszechnie uznaną (ale nie znaczy, że aktualną).

Na forach dyskusyjnych można znaleźć i takie odpowiedzi ślimaki winniczki żywią się ”miętą i sałatą”, „Żywi się świerzymi liściami” (pisownia oryginalna). Trudno określić czy jest to powielanie encyklopedii czy własne obserwacje. Przez ogrodników bywa uważany za szkodnika, ale umiarkowanego i w bilansie raczej pożądanego w ogrodzie („Na samym początku ponownie chciałbym podkreślić, że winniczek należy do najmniej szkodliwych ślimaków, które mogą pojawić się w ogrodzie. Pojedyncze sztuki są raczej wskazane, zjadając jaja ślimaków nagich, łącznie z innymi sprzymierzeńcami ogrodu winniczek będzie wywierał pozytywny wpływ na zachowanie równowagi biologicznej” ): „Żeruje przede wszystkim w nocy, nad ranem oraz w pochmurne dni. Żywi się roślinami, zazwyczaj zwiędniętymi ich częściami, zjadają także jaja największych wrogów ogrodu ślimaków nagich.” (źródło). Mamy więc dwie dodatkowe informacje, że zjada rośliny zwiędnięte oraz inne pokarmy, takie jak jaja innych ślimaków. Zatem roślinożerność nie jest taka obligatoryjna a zakres pokarmowybywa szerszy. Tak jak w przypadku chyba większości zwierząt.

W „Ślimakach lądowych Polski” wyczytać można, że nasze lądowe gatunki nie są specjalnie wyspacjalizowane pokarmowo. Ich aparat gebowy ulega tylko niewielkim modyfikacjom i nie nadaje się do sortowania pokarmu. Występują u nas ślimaki roślinożerne i drapieżne. Ale nawet drapieżne od czasu do czasu zjadają różne części roślin lub szczątki organiczne. Są także ślimaki wszystkożerne (polifagiczne). Ślimak winniczek zaliczany jest do roślinożernych. Dla gatunków roślinożernych pokarm stanowią żywe części roślin (głównie młode pędy i liście roślin kwiatowych). Zjadają także owoce, bulwy, kłącza. Ale są i gatunki preferujące martwą materię organiczną, gnijące części roślin wraz z żyjącymi na nich grzybami i bakteriami. Aparat gębowy roślinożerców pozwala na odcinanie fragmentów pokarmu lub zeskrobywanie go tarką. Gatunki roślinożerne mają stosunkowo długi przewód pokarmowy (to prawodłowość ogólnobiologiczna, dotyczy nie tylko ślimaków). Pokarm roślinny co prawda zawiera dużo energetycznej celulozy, ale większości zwierząt brakuje enzymów, trawiących celulozę. W dłuższym przewodzie pokarmopwym mogą rowzijać się grzyby i bakterie, za pomocą ich enzymów trawiona może być celuloza. Niemniej A. Wikrot zaznacza, że „wydaje się, że ślimaki [lądowe, w Polsce] takich symbiontów nie mają.”. A skoro ślimak winniczek najpewniej symbiontów nie ma (przynajmniej odkrytych) to nie należy się dziwić, że korzysta z tego, co na zewntąrz. I że żeruje na odchodach, w tym przypadku dzika. Takie urozmaicenie diety.

Wszystkożercy zjadają różny pokarm: żywe rośliny, martwe rośliny, padlinę (martwe owady, drobne kręgowce, dżdżownice) czy kał kręgowców. Notowano także zjadanie piskląt w gnieździe przez duże ślimaki nagie (Arion rufus, A. lusitanicus – zobacz także Tajemniczy, nagi pogromca karmy dla kotów z Parku Centralnego. Czy da się go zjeść?)

Zjawisko kanibalizmu u ślimaków jest rzadko obserwowane w naturze, natomiast znacznie częściej w hodowlach (zwłaszcza przy dużym zagęszczeniu). Albo więc w hodowli mamy okazję częściej obserwowac ślimaki, albo warunki odbiegają od naturalnych (np. zbytnie przegeszczenie) i pojawiają się nieco inne zachowania. W warunkach hodowlanych ślimaki lądowe zjadaja np. gotowane jarzyny, żółtko jaj kurzych, pasztet, mleko w proszku, otręby, papier czy karmę dla kotów.

Jak widać na zamieszczonym zdjęciu w przyrodzie także ślimaki winniczki spotykają rózny pokarm.

Obserwacje zwykłych ślimaków nie muszą być banalnie i nic nie wnoszące. Ciekawych odkryć czasem dokunuje się przypadkiem i tam, gdzie ich nikt się nie spodziewa. Trzeba tylko uważnego obserwatora, przygotowanego swoją szeroka wiedzą.

To co, Młodzi Odkrywcy, będziecie obserwować tajemne życie ślimaków, nie tylko winniczków?

 

Ps. Przytoczyłem tylko kilka faktów z książek i internetu. Zawarta tam wiedza o ślimaku winniczku (i innych ślimakach) jest znacznie obszerniejsza.

Czytaj także:

Narysować poradnik pisania prac dyplomowych

sczachor

Seminarium_komisja_i_Umiejtnoci_i_kompetencje_XXI_w

Prawie 20 lat temu napisałem pierwszy poradnik o pisaniu pracy magisterskiej. Już wtedy miał nietypową formę zeszytu do ćwiczeń. Przez kilka kolejnych lat aktualizowałem i uzupełniałem. Ale świat zmienił się tak bardzo, że zachodzi pilna konieczność głebszej aktualizacji. I nie chodzi tylko o sam fakt dwustopniowych studiów (licencjat i magisterium).

Tym razem postanowiłem ... narysować poradnik. A przynajmniej w dużym stopniu wykorzystać myślenie wizualne. Jednym z celów jest również to, bym sam się nauczył ryślenia. A najlepszą formą uczenia się jest uczenie się aktywne. I zastosowanie w praktyce. Chce także sprawdzić, czy można napisać inaczej, porcjami i z "hipertekstem", czyli w formie bloga-strony. I czy w takiej formie będzie to dzieło użyteczne.

Zatem zacząłem pisać internetowy poradnik pisania prac dyplomowych: http://pisanie-pracy.blogspot.com/

 

Mile widziane wszelkie uwagi i komentarze. Wtedy poradnik powstanie w dialogu a ostateczny kształt zależeć będzie od czytelników dyskutujących, także krytycznie.

Zapraszam na Noc Biologów w Olsztynie

sczachor

kotlogo4W najbliższy piątek 13 stycznia w Olsztynie, na UWM, odbędzie się szósta edycja Ogólnopolskiej Nocy Biologów. Wydział Biologii i Biotechnologii uczestniczy w tym festiwalu nauki od samego początku. W tym roku na uczestników czeka ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, wystaw, wycieczek, pokazów, dyskusji naukowych oraz edukacyjna gra terenowa. Na wszystkie zajęcia, odbywające się w godz. 8.00-23.00 wstęp jest wolny. Zajęcia są zróżnicowane, każdy znajdzie coś odpowiedniego: od przedszkola do seniora.

W Olsztynie spodziewamy się ponad 500 uczestników, zarówno zorganizowanych przyjazdów szkół jak i odwiedzin indywidualnych i rodzinnych. Z rezerwacji na niektóre zajęcia wynika, że jadą do nas uczniowie m.in. z Sierpca, Ciechanowa, Giżycka, Nidzicy, Pisza, Lidzbarka Warmińskiego, Morąga, Bartoszyc, Braniewa, Ostródy, Olsztyna, Lamkowa i Durąga.

Noc Biologów to nie tylko mądra rozrywka ale także edukacja i innowacyjność. Nie tylko pokazana zostanie wiedza przyrodnicza (nauka) w przystępnej i atrakcyjnej formie ale także pokażemy współpracę uniwersytetu z małymi i średnimi przedsiębiorstwami z regionu oraz innymi instytucjami, z którymi współpracuje Wydział Biologii i Biotechnologii. Nie zabraknie okazji do nieformalnych dyskusji i możliwości wstępnego nawiązania współpracy. Transfer wiedzy z uniwersytetu do gospodarki szeroko rozumianej jest faktem. W czasie Nocy Biologów można się będzie o tym przekonać .

Będą wykłady oraz zajęcia laboratoryjne (na niektóre trzeba się wcześniej zapisać, gdyż liczba miejsc jest ograniczona) z różnych dziedzin nauk biologicznych. Nie zabraknie także odrobiny humoru i przygody. Będzie edukacyjna gra z rozwiązywaniem tajemnic niezwykłego motyla nocnego – zmierzchnicy trupiej główki, będzie prapremiera żywej biblioteki popularnonaukowej, a wieczorem pojawią się nawet dwa pieczone dziki, Wiedźmuchy i można będzie samemu skosztować maści czarownic do latania. Jakieś pytania? Będzie okazja by bezpośrednio porozmawiać z naukowcami, bez stresu.

A gdy skończy się Noc Biologów, to Wydział Biologii i Biotechnologii zaprasza do innych form współpracy edukacyjnej, dla szkół oferujemy całoroczną akcję „Wypożycz sobie naukowca” oraz „Uniwersytet Młodego Odkrywcy”.

Początek XXI wieku przyniósł wiele niezwykłych odkryć biologicznych. Nauki biologiczne nie tylko zmieniają nasze codzienne życie ale i podręczniki do filozofii. Nic dziwnego, że biologią interesuje się niemalże każdy. Okazją do zajrzenia do biologicznych laboratoriów i pracowni naukowych jest Noc Biologów, po raz szósty organizowana w Olsztynie oraz 29 innych ośrodkach akademickich w Polsce. Oferta UWM w Olsztynie należy do najbogatszych i najciekawszych – ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, laboratoriów, pokazów, wystaw, wycieczek, spotkań z naukowcami i nauką, od 8 rano do 23 w nocy.

Ostatnie lata przyniosły wiele niezwykłych odkryć. Zaczęto poznawać genomy wielu organizmów, w tym człowieka. Na coraz szerszą skalę są uprawiane rośliny modyfikowane genetycznie (GMO). Trwa spór o globalne zmiany klimatyczne i ich wpływ na różnorodność biologiczną. Pojawienie się nowych chorób, groźnych dla człowieka, wyzwoliło lawinowy rozwój nauk biomedycznych. Wyzwaniem staje się dalszy rozwój cywilizacyjny w zgodzie z możliwościami środowiska. Wiele wskazuje na to, że XXI stulecie będzie wiekiem biologii. Trudno się więc dziwić, że ta fascynująca dziedzina nauki przyciąga rzesze chętnych do zgłębiania jej tajemnic.

Noc Biologów to nie tylko popularyzacja nauki ale i wspólne odkrywanie nowych metod edukacji pozaformalnej i ustawicznej. To pełniejsze wypełnianie misji uniwersytetu w upowszechnianiu wiedzy i kształcenia kadr. Poza sprawdzonymi wcześniej warsztatami, wykładami i pokazami w tym roku pojawi się sporo nowości i eksperymentów edukacyjnych, np. żywa książka popularnonaukowa oraz edukacyjna gra terenowa. W Nocy Biologów wezmą udział instytucje i przedsiębiorstwa współpracujące z wydziałem (np. Mazurski Park Krajobrazowy, Nadleśnictwo Olsztynie, Warmińsko-Mazurski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli itd.). Wspólnie poszukujemy innowacji dla naszego regionu. Na bazie zdobytych doświadczeń od lutego do czerwca 2017 r.

Wydział Biologii i Biotechnologii zrealizuje zajęcia dla młodzieży szkolnej w ramach projektu Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy. To pomysł na trwała współpracę edukacyjną ze szkołami z regionu. Tematem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i promocja wiedzy biologicznej w popularnonaukowej formie (edukacja pozaformalna) oraz budowanie kapitału naukowego w młodym pokoleniu. Zostaną pokazane w interesujący sposób i dostosowany do różnego poziomu odbiorców, różnorodne zagadnienia związane z biologią, biotechnologią i biogospodarką – od podstawowych informacji o bioróżnorodności na poziomie genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym do zagadnień związanych z biologią molekularną, fizjologią, genetyką i neurobiologią. Jednym z celów akcji jest również zaszczepienie przekonania o znaczącej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi oraz pokazana będzie naukowa metoda poznawania świata.

Pokazy, warsztaty, wystawy, spotkania w formie „żywej książki” i zwiedzanie laboratoriów mają za zadanie przybliżenie specyfiki pracy naukowca (element budowania kapitału naukowego). Temu celowi służyć będą także spotkania w formie żywej książki. Noc Biologów 2017 w Olsztynie to przedsięwzięcie upowszechniające naukę, kierowane zarówno do dzieci, młodzieży szkolnej jak i do osób dorosłych miasta Olsztyna, regionu i województwa warmińsko-mazurskiego a także powiatów z północnego Mazowsza. Poza bezpośrednimi pokazami na terenie uczelni przekaz popularnonaukowy docierać będzie za pośrednictwem mediów: gazety, radia, telewizji i internetu, dzięki czemu znacznie rozszerzony będzie krąg odbiorców. Po prostu próbujemy odkryć szeroko rozumiane współczesne środowisko edukacyjne.

Bogata i ciekawa oferta programowa w ramach Nocy Biologów w latach 2012- 2016, przygotowana przez pracowników naukowych a także doktorantów i studentów UWM w Olsztynie, spotkała się z ogromnym odzewem ze strony społeczeństwa w mieście Olsztynie i całym województwie. Celem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i popularyzacja wiedzy z zakresu nauk biologicznych i zastosowań biologii oraz popularyzacja instytucji naukowych, zajmujących się problematyką przyrodniczą. Przedsięwzięcie ma na celu zapoznanie z osiągnięciami nauk biologicznych, ich zastosowaniem w gospodarce i życiu codziennym a także zapoznanie ze specyfiką pracy naukowej oraz metodą naukową (stawianie hipotez, falsyfikacja, eksperymenty, wnioskowanie).

Noc Biologów ma na celu budowanie kapitału naukowego wśród mieszkańców Warmii i Mazur oraz przekazanie wiedzy przyrodniczej oraz wyników prowadzonych na UWM badań naukowych na różnych poziomach - od podstawowych wiadomości przyrodniczych do zagadnień problematycznych, nurtujących współczesną biologię i biotechnologię. Ważnym elementem jest budowanie kapitału naukowego u młodzieży m.in. poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami. W roku 2017 chcemy położyć nacisk na biogospodarkę w szerokim sensie, w tym na usługi ekosystemowe w tym skutki zmiana klimatu, różne formy terapii z wykorzystaniem metod biologicznych oraz wykorzystanie wyników nauki w gospodarce. Jednym z celów akcji jest zaszczepienie przekonania o kluczowej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi a także znaczenie biogospodarki w rozwoju regionalnym w północno-wschodniej Polsce.

Poprzez Noc Biologów 2017 chcemy zapoznać społeczeństwo regionu z pracą badawczą, specjalistycznym sprzętem laboratoryjnym a także z osiągnięciami naukowymi wydziałów przyrodniczych UWM, głównie Wydziału Biologii i Biotechnologii. Popularyzacja wiedzy przyrodniczej odbywać się będzie z podkreśleniem wartości aplikacyjne tej wiedzy. Chcemy wzbudzać ciekawość oraz chęci do poznawania i rozumienia świata przyrodniczego, szczególnie u dzieci i młodzieży szkolnej w celu kształtowania poglądów, pozwalających na zrozumienie prawidłowości funkcjonowania przyrody oraz na niedestrukcyjne obcowanie ze światem żywym (biologicznym). Zamierzamy poprzez działania realizowane w czasie Nocy Biologów budować kapitał naukowy poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami i laboratoriami.

Więcej informacji:

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci