Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : naukowiec

Dziennikarz i naukowiec w jednym stali domu…

sczachor

Dziennikarz i naukowiec - dwa różne zawody a jednak mocno podobne. Misja zbliżona ale różne formy wypowiedzi. Celem jednego i drugiego jest obiektywne poznanie i obiektywne relacjonowanie. Dziennikarz i naukowiec są przedłużeniem zmysłów i umysłu społeczeństwa: oczami dziennikarza i naukowca myślimy, słyszymy, poznajemy odległe światy. Dzięki ich pracy możemy być w wielu miejscach na raz. Szybka podróż, lub wykorzystanie specjalistycznego sprzętu.

Zdonie z koncepcją Marshalla McLuhana media są przedłużeniem człowieka, przedłużeniem zmysłów. Dziennikarz i naukowiec to społeczne wyspecjalizowane narządy zmysłu całego społeczeństwa. Dziennikarz i naukowiec – inna metodologia (choć podobna, ewolucyjnie wywodząca się z tej samej ludzkiej ciekawości) i inny styl relacjonowania, opowiadania. Literatura stawia bardziej na estetykę opowieści, nauka na obiektywizm (nawet kosztem piękna języka). Dziennikarstwo jest gdzieś pomiędzy: ma być obiektywnie ale i pięknie opowiedziane.

Naukowiec jest bardziej wyspecjalizowany (wąska dziedzina, ciągle to samo), dziennikarz ciągle obraca się w szerokim zakresie tematycznym. Dlatego dziennikarz musi być erudytą i w rezultacie na niczym się nie zna dokładnie (w uproszczeniu). Naukowcy erudytami w nauce byli w Oświeceniu. Wtedy jeszcze się dało. Teraz specjalizacja i przyrost wiedzy jest zbyt duży, by móc ogarnąć wszystko. Co roku ukazuje się chyba milion nowych publikacji naukowych. Tego nie da się ogarnąć. Dlatego w nauce specjalizacja coraz bardziej się pogłębia.

Naukowiec i dziennikarz mówią (piszą, komunikują) do innych odbiorców: naukowiec do innych specjalistów (innych naukowców z danej dyscypliny), a więc jego język jest żargonowy, specjalistyczny, z dużym kontekstem wiedzy (niewypowiedzianej, ale do niej się odwołuje), dziennikarz - do szerokiego odbiorcy a więc język musi być prosty a trudne terminy objaśnione. Inne więc formy tekstów pisanych, sposobów komunikacji. Ale istota pozostaje ta sama – komunikacja treści społecznie przydatnych. Emocje w gatunkach dziennikarskich są po to, aby wzbudzić zainteresowanie, w tekstach naukowych jest ich mniej, bo sięgają po nie już zmotywowani, poszukający czegoś konkretnego. Ale i to się zaczyna zmieniać za sprawą nie tylko trzeciej kultury i popularyzacji nauki.

Skoro następuje hybrydyzacja mediów, to może będzie nowe wymiksowanie stylów? Naukowcy sięgają po nowe formy, by zainteresować obywateli finansowaniem badań. Obywatel, żeby chciał finansować badania naukowe, musi je rozumieć oraz rozumieć ich sens i cel. Dlatego naukowcy, jako coraz bardziej rosnąca grupa zawodowa, muszą i chcą coraz bardziej komunikować się z szerokim odbiorcą. Muszą więc nauczyć się nowego stylu przekazu obiektywnej wiedzy. Muszą wyjść z koleiny jednego stylu i rytuału komunikacji i nauczyć się także stylów typowo dziennikarskich. Z drugiej natomiast strony dziennikarze, chcący pisać o nauce i wykorzystywać popularyzację wiedzy… muszą się dokształcać w konkretnych dyscyplinach naukowych. By rozumieć to, o czym piszą.

Hybrydyzacja jest w jeszcze jednym wymiarze. We współczesnym świecie nie tylko dziennikarz musi umieć więcej (czytaj o dziennikarzach fotografujących i filmujących), ale i naukowiec musi umieć dużo więcej. Dziennikarskie massmedia czyli środki masowej komunikacji bardzo się zmieniają. Odbiorca jest coraz bardziej zróżnicowany i zindywidualizowany (polecam np. książkę Karola Jakubowicza „Nowa ekologia mediów. Konwergencja a metamorfoza”).

Dziennikarz jest sprawozdawcą. Jest oczami dla innych. Bo samemu się wszędzie nie pojedzie. Dziennikarz jest (a przynajmniej powinien być) specjalistą w zbieraniu, opracowaniu i upowszechnianiu informacji. Powinny być one obiektywne. Ale gdy dziennikarz staje się nauczycielem, politykiem, kaznodzieją, mędrcem – wychodzi ze swej funkcji. A dzieje się to od wielu lat, nie tylko obecnie. Mylenie funkcji jest powszechne - politycy też uważają się za dziennikarzy. Ostatnio nawet za dziennikarzy podają się szantażyści i przestępcy. Groźne jest mylenie stylów: felieton, reportaż, opinia, wywiad, refleksje, szantaż. Nie ma problemu w tym, że hydraulik czy piłkarski kibic idzie do teatru. O ile dostosuje formę swojego ubioru i zachowania do miejsca. Nie ma więc problemu w tym, że ludzie wykonują różne zawody, nawet symultanicznie. Ale przyjmując rolę dziennikarza trzeba przyjąć i rzetelny, dziennikarski styl relacjonowania. Czytelnik powinien wiedzieć (odczytać) ze stylu jaka to wypowiedź, i czy to pisze obiektywny dziennikarz czy emocjonalny, subiektywny mentor, kaznodzieja, polityk. Tak samo, jak idąc do sklepu oczekujemy, że na półce z makaronami będzie makaron, a napis na opakowaniu odzwierciedlać będzie zawartość. Nie chcemy niespodzianek: kupując konserwę rybną po otwarciu znaleźć zielony groszek lub mielonkę turystyczną.

Groźni są „dziennikarze”, którzy uważają, że mają monopol na pouczanie ludzi. Naukowcy zresztą też. Medialni celebryci… nie są dziennikarzami. Każdy, gdy coś powie lub napisze, myśli że jest dziennikarzem… pomieszanie z poplątaniem. Winę za ten stan rzeczy ponoszą zarówno media jak i odbiorcy. Mniejsze jest zapotrzebowanie na informacje, bo są za darmo jak ulotki z supermarketu w skrzynce pocztowej. W rezultacie jest mniej pracy dla rzeczywistych dziennikarzy. Ich miejsce zajmują tańsi, niewyrobieni warsztatowo stażyści i … pospolite ruszenie bez warsztatu. Zamiast wywiadu z politykiem sam polityki pisze a forma przybiera wygląd obiektywnego wywiadu czy reportażu. Służby i kelnerzy podrzucają podsłuchy, które dalej „robią” za dziennikarstwo śledcze lub reportaż. Mniej jest czasu na sprawdzenie tekstów, dźwięków, filmów, faktów (pośpiech i mało pieniędzy na etaty), mniej czasu na obiektywizm i wysłuchanie racji, wizji, punktów widzenia dwóch stron (żeby było obiektywnie a nie propagandowo). Mniej czasu na próbę weryfikacji informacji (tak jak naukowiec weryfikuje obserwacje i wyniki eksperymentów). Nawet w dziennikarstwie otaczają nas tandetne jednorazówki.

Profesjonaliści to rzetelność, obiektywizm, że prawda, że sprawdzone a nie tylko wymyślone. Dziennikarz to nie literat. Bo czym innym „jest napisane to i tu” (ze skomentowaniem wiarygodności owego "tu") a czym innym „jest”. W pierwszym jest tylko stwierdzenie faktu, w drugim daleko idąca interpretacja. Wśród naukowców też są nierzetelni, też jest mylenie gatunków literackiej komunikacji naukowej, wychodzenie z roli. Naukowiec jest tylko specjalistą w swej dziedzinie, a nie w każdej swojej tematyczne wypowiedzi. Nie powinien ulegać pokusie i stosować tytułu naukowego w każdej sytuacji a tylko w wyjątkowych przypadkach, wtedy gdy rzeczywiście wypowiada się jako ekspert. Jest to trudne i wiem coś o tym. Stopień naukowy jest potwierdzeniem specjalizacji. Udzielam różnych wypowiedzi, czasem na tematy odbiegające od specjalności i kompetencji. Dziennikarze nie zawsze przesyłają tekst do autoryzacji. Często lubią wstawiać tytuł, aby podkreślić „eksperta”, mimo że w konkretnym przypadku ekspertem nie jestem. Ale ładniej wygląda.

Naukowcy także wychodzą z roli, stając się politykami i kaznodziejami, że wspomnę z przeszłości Łysenkę a ze współczesności Dawkinsa. W dużej części to nie tylko ich wina, ale i różnych środowisk, które dodają sobie autorytetu wpisując na sztandary naukowców. Każdy ma prawo do wypowiedzi w różnych tematach. A przecież nie zawsze wypowiada się jako naukowiec. Często wbrew intencjom i wbrew woli występuje poza swoją specjalnością jako ekspert od wszystkiego.

Profesjonalizm – zgodnie z rzemiosłem, ze sztuką czy to dziennikarską, czy naukową. Podobieństwo jest duże. Osobiście jestem i dziennikarzem i… naukowcem. O może raczej bywam. Sądzę, że naukowcem się bywa... wtedy, gdy się odkrywa. Tytuł i stopnie naukowe pozostają na stałe, jak kiedyś tytuły szlacheckie przy nazwisku....

Jak Internet zmienia życie naukowca

sczachor

Dzięki zwiększonym możliwościom komunikacji międzyludzkiej i współpracy coraz większych zespołów, znacząco wzrasta szybkość pojawiania się nowych wynalazków i ich upowszechanienie w życiu codziennym. Nowe technologie - takie jak internet i elektronika - zwiększają tempo komunikowania się, co jeszcze bardziej przyspiesza rozwój innowacji technologicznych. I tak coraz szybciej i szybciej. Trudno za tym nadążyć. W ciągu mojej krótkiej kariery naukowej (w sensie pracy a nie sukcesów czy awansów) zmieniło się niezwykle dużo. Przed trzydziestu laty zaczynałem z maszyną do pisania i papierem milimetrowym. Teraz to już muzeum. Ciągle muszę się czegoś nowego uczyć i ciągle jestem zapóźniony. Okazuje się jednak, że to nie jest tylko moja przypadłość.

"Nigdy wcześniej nowożytna nauka nie ulegała takim transformacjom, jakie mają miejsce od końca ubiegłego wieku. Wraz z rozwojem internetu zmienił się sposób uprawiania nauki oraz komunikowania się naukowców."

Emanuel Kulczycki

W zakresie upowszechniania nauki jesteśmy mocno do tyłu. Ale i w formie publikowania także. Czy nawet liczenia efektywności wpływu naukowego, a więc i efektywności pracy naukowej a co za tym idzie awansu zawodowego.

"Niepewność, która dotyczy medialnej atrakcyjności nauki to kluczowy czynnik, określający styl komunikacji polskich instytucji akademickich i badawczych w internecie. Niczym huragan spycha promocję nauki na manowce: nudy, bierności i przypadkowości."

Ilona Iłowiecka-Tańska

W różnych publikacjach, relacjonujących najnowsze trendy zza oceanu, znalazłem dobre potwierdzenie tego, że znajduję się na dobrej drodze w swoich blogowo-internetowych poszukiwaniach, także w zakresie promocji uczelni i upowszechniania nauki. Wystarczy empatia (i nastawienie na cel a nie odtwarzanie rytuałów) a można doganiać Amerykę. Nawet w perowincjonalnym Olsztynie.

Moje koncepcje w zakresie promocji poprzez blog wydziałowy czy e-portfolia, i nastawienie się na pokazywanie nauki, okazały się trafne w swej intuicji. Bo okazuje się, że amerykańskie uczelnie promują się w czasie akcji rekrutacyjnych eksponując badania i pracę naukową.  U nas badania naukowe wstydliwie ukryte za banerami konferencji. W rektutacyjnej retoryce króluje sport i imrezy kulturalne, najlepiej o masowym charakterze, czy tak jak w przypadku Kortowa eksponowane jest atrakcyjne położenie nad jeziorem i rozrywkowa Kortowiada. A nie jest to wcale jakaś wyjątkowa, tylko olsztyńska przypadłość. Średnia polska przeciętność. Wydaje się nam, że tak trzeba...

Trudno odróżnić to, co ważne i nowatorskie, od tego co mocno przeciętne i rutynowe. Poszukiwanie zawsze wiąże się z ryzykiem poniesienia porażki, także w sensie osobistej kariery. Ale głównym motorem działania i motywacji jest satysfakcja z robienia rzeczy naprawdę nowych i przyszłościowych. Tak jak alpiniści i himalaiści ryzykują, tak i naukowcy powinni ryzykować. Wtedy można odczuć prawdziwą satysfakcję z uprawiania nauki na uniwersytecie. 

P.S. Powyższe cytaty zaczerpnięte z 16 numeru czasopisma NIMB (wersja on-line)

Kształcenie i impact factor

sczachor

Nie ważne ile razy ptak zamachał skrzydłami, ważne jak wysoko się wzniósł. To a propos uczenia się i kształcenia uniwersyteckiego. To skoncentrowanie się na efektach a nie na pocie zmęczenia (rzeczywistego lub pozorowanego)

Nie ważne jak gruba jest praca i ile ma punktów (impact factor), ważne co z tego wynika. A nie zawsze wynika od razu. Dlatego naukowiec powinien mieć twardy charakter i patrzeć daleko a nie jak nastolatka zmierzać za każdym podmuchem mody.

Dziennikarze i naukowcy. I po co ja to piszę?

sczachor

Odwołując się do początku tego blogowania, jak i do chwili obecnej, mógłbym przytoczyć słowa prof. Zygmunta Baumana:

"W momencie, w którym zaczynam pisać (...) nie mam zupełnie pojęcia co - jeśli w ogóle coś - z tego wyniknie, ile czasu potrwa to wszystko, jak długo będę odczuwał chęć i potrzebę, by to kontunuować."

I mnie również trudno odpowiedzieć na pytanie "po co?". Trudno w sensie dogłębnego wniknięcia w istotę i przyczynę. Znowu odwołam się to słów prof. Baumana (bo po co silić się na oryginalność, jeśli zostało to już przez mądrzejszych ode mnie wypowiedziane): "nie potrafię myśleć bez pisania." Z całą pewnością pisanie porządkuje myśli i pomaga w myśleniu. W głowie myśli są mgliste, ogólne, przelewając je na papier trzeba ukonkretnić, doszczegółowić i w rezultacie widzi się je zupełnie inaczej. W jakimś sensie pisanie jest substytutem dialogu z inną osobą. Pisanie bloga jest upublicznieniem własnych myśli. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Taka jest istota dziennika: spisywanie, notowanie. Inaczej jest z dziełem przemyślanym (publikacja, książka, esej), gdy znamy cel i układamy całościową strukturę. Blogowanie i pamiętniki są procesem zapisywania myśli (bez struktury, bez końcowego celu, bez wyznaczonego końca). Inne prace naukowe (czy literackie) są projektami (mają cel i koniec).

Naukowcy są bardzo podobni do dziennikrarzy. W sumie jestem naukowcem (z zawodu oraz uzyskanych kwalifikacji i dyplomów) jak i dziennikarzem (z racji dzialności dziennikarskiej i legitymacji zawodowej). Dostrzegam dużo podobieństw obu zawodów. I naukowcy i dziennikarze starają się obiektywnie opisać świat i opowiedzieć (zakomunikować) innym o tych odkryciach, spostrzeżeniach. W obu zawodach dąży się do obiektywizacji. Nauka jednakże ma lepiej dopracowaną metodologię. W sumie łatwiej zostać dziennikarzem niż naukowcem. W sensie formalnym.

W kodeksie etyki dziennikarskiej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich odlaneźć można potwierdzenie powyższego porównania dziennikarzy do naukowców "(...) zadaniem dziennikarzy jest przekazywanie rzetelnych i bezstronnych informacji oraz różnorodnych opinii, (...) wolności słowa i wypowiedzi musi towarzyszyć odpowiedzialność za publikacje w prasie, radiu, telewizji czy Internecie, (...) dobro czytelników, słuchaczy i widzów oraz dobro publiczne powinny mieć pierwszeństwo wobec interesów autora, redaktora, wydawcy lub nadawcy. (...) Informacje należy wyraźnie oddzielać od interpretacji i opinii. (...) Informacje powinny być zrównoważone i dokładne, tak by odbiorca mógł odróżnić fakty od przypuszczeń i plotek, oraz powinny być przedstawiane we właściwym kontekście i opierać się na wiarygodnych i możliwie wielostronnych źródłach. (...) Opinie mogą być stronnicze, ale nie mogą zniekształcać faktów i być wynikiem zewnętrznych nacisków. (...)  Opracowanie lub skrót informacji, wywiadu czy opinii nie może zmieniać ich sensu i wymowy; materiały archiwalne i rekonstrukcje zdarzeń przedstawiane w mediach elektronicznych powinny być odpowiednio zaznaczone. "

Nauka jednakże w dążeniu do obiektywizmu wypracowała specyficzny język. Publikacje naukowe mają być napisane przede wszystkim tak, aby ułatwić odróżnienie faktów, obserwacji od ich interpretacji czy przypuszczeń. Temu podporządkowana jest struktura typowej publikacji (wyraźnie oddzielony wstęp, materiał i metody, wyniki i dyskusja). Ten obiektywizm odbywa się często kosztem estetyki. Dlatego zdecydowana większość publikacji naukowych jest literacko nudna. Ciężko je czytać bez ciekawości i silnej wewnętrznej motywacji.

Dziennikarze przekazują swoje odkrycia przeciętnemu odbiorcy. Muszą więc dbać o estetykę języka. Bardzo często spieszą się z opublikowaniem. Po pierwsze jest to wynik konkurecji (pęd do bycia pierwszym) oraz efekt zajmowania się tematami aktualnymi, bieżącymi, które szybko tracą świerzość. Pośpiech stoi w sprzeczności z obiektywizmem. Naukowcom także się to zdarza, w pogoni za sławą i palmą pierszeństwa.

Ale komunikaty naukowe i naukowe opowieści to nie tylko standardowe publikacje naukowe czy akademickie wykłady. Naukowcy sięgają także po bardziej estetyczne formy przekazu w postaci esejów czy książek popularnonaukowych. To inny rodzaj przekazywania wiedzy, zbliżający do dziennikarstwa. Blog naukowy byłby tylko kolejną formą przekazu.

Na koniec odwołam się do ojca-założyciela Oświecenia i współczesnej nauki - Franciszka Bacona: "Uczony powinien bez obawy sięgać po wszelkie dostępne formy literackie i środki stylistyczne: aforyzm, metaforę, przypowieść, analogię czy bajkę*, które pomogą mu plastycznie przekazać prawdę czytelnikowi."

Jednym słowem nie tylko wiele łączy dziennikarzy i naukowców ale jedni i drudzy mogą się od siebie wiele nauczyć: dziennikarze od naukowców metodologii i obiektywizmu, naukowcy od dziennikarzy komunikatywności i piękna przekazu.

Dlaczego piszę tego bloga? Bo piszę w ogóle, bo ułatwia procesy myślowe i porządkuje myśli, bo ćwiczy w komunikatywnym przekazie, bo uczy piękna języka. Piszę bo jestem naukowcem i dziennikarzem zarazem (a więc opowiadam o świecie wokół nas).

Czasem mój blog odwiedzają wirtulane tłumy, po kilka tysięcy wejść dzienie. To trochę peszy (choć i cieszy). Peszy, bo jestem dyslektykiem i robię sporo błędów. Poprawiam, poprawiam i wciąż znajduję nowe lub ktoś życzliwie podpowiada. Czym innym jest kameralne blogowanie, czym innym publiczne pisanie, ze świadomością, że wielu przeczyta...

* Bajkę rozumiana jako formę opowieści, formę uogólnienia a nie kłamstwo, nieprawdę - bo i tak w potocznym rozumieniu traktujemy "bajki".

Mój researcher ID czyli od szafki z fiszkami do ulotnej wirtualności

sczachor


Nauka tworzy się w kontekście. W kontekście istniejącej już wiedzy i w kontekście eksperymentu oraz ciągłego weryfikowania zastanej wiedzy z obserwowaną rzeczywistością. Nauka to także nieustanna praca zespołowa. A w pracy zespołowej trzeba wiedzieć co zrobili i co robią inni (inaczej byłby chaos). Stąd naukowiec ... najczęściej czyta i słucha. Rzadziej pisze. Przyrodnik także eksperymentuje.

Jak robić notatki i tworzyć swoją bazę wiedzy, złożonej z   różnorodnych publikacji naukowych? Wszystkiego się nie zapamięta (papie i komputer jako zewnętrzne "przedłużenie" mózgu?). A teraz nawet nie jest się w stanie przeczytać... Podobno w ciągu roku publikuje się ponad milion prac naukowych. Nawet w swojej wąskiej dyscyplinie liczba prac do przeczytania i zapoznania się jest duża. Zbyt duża, stąd rosnąca specjalizacja.

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z nauką, jeszcze jako student, szczytem profesjonalnego zbierania informacji były, dziś już archaiczne, fiszki biblioteczne. Udało mi się zdobyć z demobilu małą szafkę biblioteczną i z dumą przez młodzieńcze lata zapisywałem setki fiszek bibliotecznych z danymi bibliograficznymi. Fiszki grupowałem nie tylko alfabetycznie ale i działami tematycznymi. Od co najmniej dziesięciu lat szafka z fiszkami stoi zakurzona i nie zaglądam do niej. Z perspektywy lat wydaje się cała moja praca zupełnie niepotrzebna. A wszystko przez postęp technologiczny.

Duża liczba publikacji to problem z ich odszukiwaniem. Jeszcze na studiach spotkałem się z kartami perforowanymi: pierwowzorem komputerowych baz danych. Na kartę formatu A5 zapisać można było nie tylko dane bibliograficzne ale i notatki z przejrzanej publikacji, np. zagotowując także nazwy gatunkowe, wnioski. Potem według przyjętego systemu nacinało się dziurki na obrzeżach. Żeby wybrać interesujące nas prace wg "słów kluczowych" wystarczyło włożyć drut i podnieść do góry. Zamówiłem u stolarza odpowiednią szafkę i wypełniałem karty... Też od dawna z tego systemu nie korzystałem... Bo pojawiły się komputery. W zasadzie moja inwestycja nie przyniosła spodziewanych efektów... zestarzała się zanim zgromadziłem wystarczającą liczbę danych. Może jedynym zuskiem był bodzieć do przeglądania i przepisywania. Coś z tego może w głowie zostało...

Od połowy lat 90. XX w., gdy do powszechnego użycia weszły komputery, systematycznie pojawiają się różnorodne programy i bazy danych. Kłopot tylko taki, że trzeba najpierw bibliografię wpisać. A w zasadzie przepisać z fiszek do bazy danych. W tak zwanym międzyczasie zmieniło się kilka systemów operacyjnych, komputery znacznie "wyewoluowały". Zaczynałem z kilkoma bazami danych.... Do tamtych juz nie wracam a elektroniczne dane śa nie do odzyskania (np. na pięciocalowej dyskietce).

Na początku swojej pracy zetknąłem się także z pismami przeglądowymi, swoistymi przeglądami tego, co w czasopismach naukowych się znajduje. Duże zespoły przepisują dane bibliograficzne oraz streszczenia i (kiedyś) było to drukowane. Wystarczyło przejrzeć zawartość (łatwiej przeszukiwać spisy treści w jednej pracy niż tysiące oddzielnych tomów czasopism) i z tysięcy wybrać kilkanaście interesujących prac. Olsztyn był prowincjonalnym ośrodkiem naukowym. Więc żeby przeczytać często jeździłem do bibliotek w Warszawie (teraz podróżuję internetowo i to znacznie dalej). Wysyłałem też dziesiątki dezyderatek - próśb do autorów o przysłanie nadbitki jego pracy. Obok szafki z fiszkami na półce pęczniały segregatory z papierowymi publikacjami o chruścikach (i nie tylko).

W tamtym czasie miałem dostęp do dwóch różnych materiałów: rosyjskojęzycznego Referatywnyj Zhurnau oraz angielskiego Current Contents. Teraz już takich papierowych wydawnictw nie ma. Pozostały wspomnienia.

W ostatnich latach pojawiło się kilka różnych systemów gromadzenia i przetwarzania informacji bibliograficznych (np. tu , tu google scholar). Wszystkie mają wspólną cechę - bazy danych są zewnętrzne a dostęp jest internetowy. Przedwczoraj dowiedziałem się o Research ID. No i odrobiłem swoją pracę domową:

Ale to było tylko pierwsze zadanie. Teraz trzeba odrobić pozostałe "słupki", zadane do domu. Kiedy na to wszystko znaleźć czas? Gdy poprzednie systemy nie zostały wykorzystane, a tylko "liźnięte". Od nadmiaru rzeczywiście głowa boli a czasu coraz mniej...

Od wielu lat dokonuje się proces przepisywania różnych danych z "papieru" na dyski komputerowe.  Chyba znaczący postęp dokonuje się głównie dzięki zaangażowaniu samych naukowców. Bo to dzięki ich wolontariatowi i współpracy powiększa się cyfrowa baza informacji naukowych. Łatwiej dotrzeć, łatwiej wykorzystać. Niemniej pracy jest bardzo dużo. A publikacje gromadzę w formie elektronicznej, na dysku. Łatwo je znaleźć... trudniej przeczytać ze względu na liczbę... Tone bardziej w nadmiarze informacji. Rzeczywiście, kompetencją kluczowa XXI w. jest umiejętnie wyszukiwanie, gromadzenie i zarządzanie informacją.

I tak sobie myślę, czy za jakiś czas cała ta nasza praca nie pójdzie na marne.... bo wymyślony zostanie zupełnie inny system. Przez szybki postęp technologiczny w ciągu jednego życia zmienia się ogromnie dużo. Nawet naukowcy nie nadążają.... I to przez samych siebie - bo nauka przyspiesza postęp:). 

Coraz szybciej, coraz więcej.... tylko że zanim się dokończy jedną "inwestycję" i zanim zacznie się czerpać z niej owoce, wchodzi coś nowego, co podważa sens wcześniejszego wysiłku...

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci