Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : dziedzictwo-przyrodnicze

Czy dawniej jedliśmy szczeżuje i skójki? Słodkowodne zapomniane owoce jeziora?

sczachor

Francuska kuchnia jest niezwykle bogata i wyrafinowana. Podobno dlatego, że mieszkańcy tego kraju przeżyli kilka klęsk głodu. A wiadomo, że z głodu to różne rzeczy się zje. Wyobraźnia kucharza jest niewyczerpana. W czasach niedostatku jedzono żołędzie (mimo, że gorzkie), mielono korę z drzew i dodawano do mąki. Byleby czymś brzuch wypełnić. Z części tego bieda-jedzenia zrezygnowaliśmy a dziś na powrót odkrywamy (pokrzywa, lebioda, komosa, czosnek niedźwiedzi). Inne zostały wcześniej nobilitowane i trafiły na salony, np. kawior, pizza, bigos. Czy chociażby owoce morza. Przecież to nic innego jak jakieś „robactwo”.

Skoro jemy owoce morza, jakieś omułki, ostrygi to czy jedliśmy kiedyś słodkowodne małże: skójki, szczeżuje? Prusowie zjadali wiewiórki, łabędzie, Kurowie jeszcze w wieku XX zjadali wrony. Jedliśmy pokrzywę, lebiodę i inne chwasty. Francuzi jedzą żabie udka. Jedliśmy i jemy ślimaki winniczki. A co z naszymi małżami z rzek i jezior? Łatwo je złowić – nie uciekają, nie gryzą, nie drapią. I chyba nie są trujące.

Jeszcze na początku XX wieku w Polsce karmiono świnie małżami (nad Wisła, Narwią i Bugiem). Parzono wrzątkiem, wybierano mięso a muszle wyrzucano (albo wyrabiano z nich guziki, ale to już inna opowieść). To może wcześniej sami jedliśmy małże? Jeśli nawet nasi przodkowie żywili się słodkowodnymi małżami, to niematerialne dziedzictwo kulinarne przepadło. Brak ciągłości. Teraz w internecie spotkać może wiele zapytań o przepisy. Ale to raczej eksperymentowanie survivalowe a nie tradycja.

Warto przy okazji przypomnieć, że szczeżuja wielka i szczeżuja spłaszczona są pod ochroną, podobnie jak skójką gruboskorupową i skójką perłorodną. Zanim więc łakomym okiem spojrzymy na małże z naszych jezior czy rzek warto się poduczyć w ich rozpoznawaniu by nie łamać prawa i nie niszczyć krajowej bioróżnorodności. Kiedyś wody były bardziej czyste to i małży było więcej. Na skutek zanieczyszczeń wód oraz regulacji koryt rzecznych wiele skójek i szczeżui niepotrzebnie zostało wyniszczonych. Wystarczy przyjrzeć się osadom, wybranym z rzeki w czasie pogłębiania przez meliorantów (na zdjęciach niżej rz. Łyna w okolicach Smolajn, kilka lat temu, po pogłębianiu koryta).

Ciekawe jak kiedyś je jedzono? Teraz można spotkać na nowo tworzone przepisy, marynowane z cytryną, oliwą i ziołami (dawniej u nas cytryn i oliwy nie było), potem grillowane. Inne przepisy to posypywanie przyprawą do ryb, skrapianie cytryną i smażenie na patelni grillowej. Jeszcze inny przepis: „w rondlu roztopić masło, poddusić cebulkę, zetrzeć trochę marchewki. Wrzucić małże, podlać winem, dusić do czasu aż się muszle otworzą, czyli ok. 20 min. Mieszać od czasu do czasu, w razie konieczności podlać odrobiną wody. Na koniec wrzucić natkę pietruszki.” Czyli gotowanie, aby małże się otworzyły. Podobnie parzono dla świń, ale w samej wodzie, bez dodatków przypraw czy wina. Gotowanie jest chyba wygodnym sposobem dobrania się do umięśnionej nogi. Małż zamyka się w swej muszli i bardzo trudno go otworzyć. Po co się męczyć z nożem, kiedy wystarczy zagotować w rondlu? Tak jak omułki.

A co zrobić z pustymi muszlami? Ozdoby? Narzędzia? A może nawozić pole lub zrobić guziki? O guzikowej manufakturze będzie kolejnym razem. I odnosić się będzie głównie do skójek.

Ps. Unia Europejska przeznaczyła spore fundusze na poszukiwanie i promowanie jedzenia owadów. Dziedzictwo kulinarne to nie tylko przeszłość, ale i kreatywne poszukiwanie dla przyszłości.

Bubel ze Szczebrzeszyna czyli wiedza przyrodnicza potrzebna jest nawet artyście

sczachor

Wiedza przyrodnicza potrzebna jest nawet artyście. Pozwala nie tylko zrozumieć świat ale i lepiej go odwzorować (lepiej ukazać jego piękno). Na górnym zdjęciu praca kowalstwa artystycznego. Pośród wielu prac, zgromadzonych Muzeum Kowalska w Wojciechowie (Lubelskie), wytropiłem i tę dziwaczną ważkę. Niby wszystko się zgadza, ale owad ma trzy pary skrzydeł, zamiast dwóch. Najwyraźniej twórca tej pracy z 2005 r. (Michał Cieślak z Łęcznej woj. lubelskie) miał niezbyt dokładną wiedzę przyrodniczą i był niezbyt uważnym obserwatorem. Ten dysonans szpeci piękno wykonanej pracy.

Dawni artyści dla własnych potrzeb studiowali anatomię, by lepiej malować ludzi, konie, kwiaty itd. Wiedza przyrodnicza pozwalała im lepiej odtwarzać na płótnie otaczającą nas przyrodę i człowieka. Bo nie wystarczy proste odwzorowanie, aby powstało arcydzieło potrzebna jest dogłębna wiedza.

Co tam twórca ludowy. Na co dzień często spotykam w czasopismach czy nawet książkach naukowych (humanistycznych) błędnie zapisywaną nazwę gatunkową człowieka, zamiast Homo sapiens jest homo sapiens. To tak jak błąd ortograficzny. Przechodzi przez korektę i nikt nie poprawia. Wskazuje to na skalę ignorancji w wykształceniu przyrodniczym.

Kilka lat temu, kiedy przejeżdżałem przez Szczebrzeszyn, przed ratuszem zobaczyłem pomnik chrząszcza (tego z wiersza co brzmi w trzcinie). Ku swojemu zdziwieniu … widziałem jakiegoś szarańczaka (górne zdjęcie). Długie lata zachodziłem nad sensem takiej interpretacji. Myślałem, że może to z plaga szarańczy, która dawno temu nawiedziła te okolice (w Zwierzyńcu jest nawet specjalny kamień pamiątkowy), zostawiła ślad w miejscowej pamięci. Myślałem też, że może nazwa „chrząszcza” w języku staropolskim oznaczała także i pasikonika.

Kiedy w tym roku odwiedziłem Szczebrzeszyn, okazało się, że najpewniej wszystko z winy artysty (ale nie poety). Najpierw we wrześniu 2002 r , (a więc nie jest to dawna tradycja) przed ratuszem pojawiła się drewniana rzeźba „chrząszcza”, wykonana z pnia lipowego przez uczniów Liceum Sztuk Plastycznych z Zamościa, pod nadzorem Zygmunta Jarmuła. Teraz ta rzeźba znajduje się przy źródełku, u podnóża Góry Zamkowej.

Przed ratuszem jest już nowy pomnik (zdjęcie poniżej), odsłonięty w lipcu 2011 r. Autorem dwumetrowego, odlanego w brązie pomnika jest Zygmunt Jarmuł. Odlew został wykonany w pracowni rzeźby Karola Badyny w Krakowie.

Pomnik autorstwa Z. Jarmuła w rzeczywistości przedstawia owada z rzędu prostoskrzydłych (pasikonika lub szarańczę) a nie chrząszcza. Czy autor nie wie jak wygląda chrząszcz? A może nie wiedział, że chrząszcze potrafią wydawać dźwięki i Brzechwa wcale się nie mylił co do chrząszcza co brzmi w trzcinie? Grające owady skojarzyły się artyście jedynie z pasikonikami? I tak braki artystycznej wizji, wynikające z braków w wiedzy przyrodniczej, z chrząszcza zrobiły pasikonika, niczym z bajki o Pszczółce Mai. Miasto oparło swoją promocję o tę wizję. I w sumie nie jest to do odkręcenia.

Bubel w Szczebrzeszynie pozostanie i będzie zadziwiał. Brak wiedzy przyrodniczej przekładać się będzie nie tylko na wizję artystyczną ale i na promocję miasta. Może dlatego w wielu przewodnikach o Lubelszczyźnie nie wymienia się Szczebrzeszyna?

Nazwa miasta podobno wywodzi się od słowa „szczebrzeszyć” czyli kłamać, albo „szczebrzuszyć” czyli robić coś niedbale. Sztandarowy pomnik "chrząszcza" zdaje się być niezamierzonym i ukrytym nawiązaniem do pochodzenia nazwy miasta...

Jest wiele innych, znakomitych przykładów wiedzy przyrodniczej artystów. W tymże samym Szczebrzeszynie, u artysty widziałem pięknie zrobione owady (opowiem przy innej okazji), i w formie biżuterii i w postaci małej dekoracji (pamiątek). Piękno łączy się z wiedzą o owadach. Artysta artyście nierówny. Ta nierówność sprowadza się do wiedzy przyrodniczej.

Czytaj także o pasikoniku zielonym

Od sadzenia lasu w Dzierzgunach do dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regionu

sczachor

W poniedziałek jadę ze studentami sadzić las. Będziemy sadzili dęby w Leśnictwie Dzierzguny. To okazja nie tylko do nauczania w formie projektu (czytaj więcej o projekcie jako formie dydaktycznej) i sympatycznego kontaktu z przyrodą, ale także jest to okazja do odkrywania miejsc zapomnianych (czytaj więcej o dawnej osadzie Dzierzguny). W taki sposób przeplata się dziedzictwo kulturowe i dziedzictwo przyrodnicze Warmii i Mazur.  

Ciągle uczę się wykorzystywania metody projektu w nauczaniu (czytaj także: od kół naukowych do projektów). I zbieram doświadczenia, aby lepiej dostosowywać kształcenie na poziomie wyższym do potrzeb absolwentów i rynku pracy. Pojedynczy człowiek wiele zmienić i zdziałać nie może, ale warto postarać się o realizację tego "niewiele". Wcześniej trzeba samemu zrozumieć problem i sytuację. I poeksperymentować, nie zapominając o ewaluacji.

W połowie maja wybieram się także ze studentami na akcję do Nikielkowa. Tam mnie jeszcze nie było.

Chruściki (Trichoptera) północnego Mazowsza

sczachor

Chruściki północnego Mazowsza to swoista biała plama dziedzictwa przyrodniczego. Mazowsze, w szczególności północna częśc tego regionu, omijane jest przez wielu naukowców, zajmujących się badaniami przyrody. Po pierwsze wynika to z braku miejscowych ośrodków naukowych, po drugie ten region Polski wydaje się mocno antropogenicznie przekształcony i przez to mało atrakcyjny przyrodniczo. Stereotypy bywają jednak mylące. Dobrym przykładem jest niezwykle ciekawy przyrodniczo Kampinoski Park Narodowy, który praktycznie omijany był przez liczne przecież środowisko naukowców warszawskich. W latach sześćdziesiątych XX. w. wybodowano nawet w Dziekanowie Instytut Ekologii P.A.N., ale tamtejsi naukowcy szybko zaczęli badać inne regiony Polski i świata o puszczy całkowicie zapominając. W ostatnich latach badania nad owadami Puszczy Kampinoskiej przyniosły wiele ciekawych wyników i ukazały puszczę jako obiekt bardzo wartościowy przyrodniczo. Sam byłem ogromnie zdzowiony „dzikością” przyrody Kampinosu.

Znaczącą zmianę w wypełnianiu przyrodniczej białej plamy północnego Mazowsza może przynieść aktywność lokalnych towarzystw naukowych oraz działalność wydawnicza, czego dobrym przykładem jest połrocznik „Nasze Korzenie”. Jakkowiek jest to czasopismo popularyzujace wiedzę to zdecydowałem się w artykule o chruścikach zawrzeć nowe i oryginalne dane. Zanim znajdą się  w zbiorczych monografiach niech ispiruja i pomagaja w badania entomofauny wodnej.

W odniesieniu na przykład do owadów niewiele wiemy co tu występuje. Jest to więc biała plama w poznaniu zasobów przyrodniczych (bioróżnorodności) Polski. Wagę znaczenia różnorodności biologicznej, nie tylko dla kultury ale i gospodarki, podkreśla ogłoszona przez ONZ międzynarodowa Dekada Bioróżnorodności (2011-2020). O ile duże kręgowce: ptaki, ssaki, ryby czy płazy oraz rośliny naczyniowe są stosunkowo dobrze poznane i zinwentaryzowane, o tyle małe bezkręgowce są poznane niezwykle słabo. Wynika to z faktu dużej liczby gatunków oraz trudności w ich rozpoznaniu (oznaczaniu).

Przybywa jednak ludzi wykształcony, co jest wielką szansą na zwiększenie aktywności lokalnych towarzystw naukowych. Liczę, że ta aktywność poznawcza dotyczyć będzie także owadów wodnych i północne Mazowsze sukcesywnie przestanie być entomologiczną białą plamą.

Szczególnie mało wiedzy mamy w odniesieniu do chruścików północnego Mazowsza. W zasadzie jest tylko jedna, obszerniejsza praca, odnosząca się do Brudzeńskiego. W Brudzeńskim Parku Krajobrazowym stwierdzono występowanie blisko 50 gatunków chruścików, żyjącyh w rzece Skrwie, rzece Wierzbicy, leśnych strumieniach, Jeziorach Józefowskich i niewielkich stawach śródleśnych. Jak na obszary nizinne jest to duża liczba gatunków. Dodatkowo wśród nich kilka jest rzadkich w kraju i Europie. Zaliczyć do nich można Oecetis notata i O. testacea, Ceraclea dissimilis i C. nigronervosa, Beraea pullata.

Nowe dane zawarte w opisywanym artykule dotyczą kilku rzak. Rzeka Łydynia badana była w oklicy wsi Gutarzewo. W badaniach wykazano obecność 5 gatunków chruścików (spis gatunkuw w załaczonej wyżej tabeli). Na uwagę zasługuje obecność Cheumatopsyche lepida, gatunku związanego z czystymi, niewielkimi rzekami. Gatunek ten wykazywany był także dla Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego.

Rzeka Mławka badana była w okolicy wsi Ratowo. Stwierdzono występowanie 19 gatunków chruścików. Jak na jedno stanowisko to stosunkowo bogata fauna i raczej typowa dla niewielkich rzek nizinnych. Na uwagę zasługuje obecność rzadkiego rzecznego gatunku Ithytrichia lamellaris. Ponadto występowały w Mławce gatunki typowe dla czystych i w miarę naturalnych rzek: Polycentropus irroratus, P. flavomaculatus, Athripsodes cinereus oraz Ylodes sp.

Rzece Nasielna koło Cieksyna - 15 gatunków chruścików, typowych dla niewielkich rzeczek i strumieni.

Rzeki Raciążnica na odcinku w pobliżu Koloni Sochocin. Stwierdzono występowanie 14 gatunków chruścików, wśród których obecny był Leptocerus interruptus, jeszcze niedawno uznany za gatunek prawdopodobnie wymarły w Polsce. Stwierdzenie tego gatunku w rzece Raciążce jest dużą niespodzianką. Po pierwsze jest to znacznie rozszerzenie obecnego obszaru występowania na południe. Po drugie rzeki północnego Mazowsza pod względnem zasobów bioróżnorodności są cenniejsze niż się do tej pory nam wydawało.

W wyrywkowych i okazjonalnych badaniach rzeki Skrwy w Sikorzu, stwierdzono trzy gatunki chruścików, typowych dla małej rzeki nzinnej. Na uwagę zasługuje obecność potamobionta Brachycentrus subnubilus. W rzece Węgierce, badanej w Młodzianowie, stwierdzono występowanie zaledwie dwóch gatunki. Jest to uboga fauna a gatunki typowe są dla wód wolno płynących i rowów. Z kolei w rzece Wkrze (stanowiska Drzazga) zanotowano występowanie 10 gatunków, w tym stosunkowo rzadkiego Ylodes conspersus.

Wcześniej opublikowane wyniki badań z Brudzeńskiego Parku Krajobrazowego oraz zawarte w niniejszym artykule nowe dane z kilku rzek północnego Mazowszka wskazują, że fauna chruścików tego regionu jest stosunkowo bogata. Stwierdza się tu stosunkowo dużą różnorodność i obecność gatunków rzadkich i typowych dla rzek mało przekształconych antropogenicznie. Jeśli chruściki traktować jako bioindykatory stanu środowiska to wnioskować można, że i inne bezkręgowce wodne tego regionu stanowią dużą atrakcyjność poznawczą i dużą wartość w zakresie bioróżnorodności.

Wyniki  wstępnych badań, a opublikowane w "Naszych Korzeniach" są obiecujące i powiny zachęcać do bardziej kompleksowych badań, łącznie z rzeką Wisłą. Sądzę, że zasoby przyrodnicze północnego Mazowsza warto odkryć nie tylko dla celów turystycznych ale także i dla celów naukowych. Odkrywanie dziedzictwa kulturowego może iść w parze z odkrywaniem dziedzictwa przyrodniczego.

źródło: Czachorowski S., 2012. Chruściki północnego Mazowsza, czyli białe plamy dziedzictwa przyrodniczego. Nasze Korzenie, 3: 4-7.

Bocianie gniazdo, mrowisko i chruściki

sczachor

Jak co roku 11 grudnia obchodzonyny będzie Dzień Chruścika. W tym roku akurat w tym dniu będę w podróży do Białegostoku. Celem podróży są motyle, a więc owady blisko spokrewnione z chruścikami. Niemniej zawodowe obowiązki uniemożliwiły mi świętowanie naukowo i chruścikowo. Tuż przed, na spotkaniu seminaryjnym, jednak o chruścikach dyskutowalismy (czytaj więcej). Tradycji stało się zadość.

"Ponieważ zbliża się doroczne święto chruścika, więc przesyłam Wam takie oto nietypowe chruściki, które wyłowiłem w czasopiśmie Wielkopolanin z 1886 r. (wśród reklam)."

Stanisław Cios

To, że chruściki-owady kojarzone są z ciastkami (faworkami, chrustami) nie jest dla mnie nowością. Ta sama nazwa ale inne desygnaty. Jednak źródłósłów podobny: i domki chruścików kojarzą się z chrustem (suche gałązki) i ciasto przypomina chrust w lesie. Ale teraz, informacja z XIX wieku wskazuje na bocianie gniazdo. W podobnej formie, na Suwalszczyźnie, znane jest pod nazwą mrowisko.  

  

Mrowisko – góra faworków, produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych w dniu20.07.2006, kategoria wyroby piekarnicze i cukiernicze, woj. podlaskie.

Przepis na chruścikowe mrowisko znalazłem taki: Z żółtek i cukru kręcimy kogel-mogel. Z mąki, śmietany, 1 łyżki spirytusu i kogla-mogla zagniatamy ciasto, wyrabiamy do momentu, gdy na cieście zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza (najłatwiej tłuc ciasto wałkiem przez ok. 20 min.). Rozwałkowujemy cieniuteńko, wykrawamy dowolne kształty, smażymy na złoto na oleju rozgrzanym z łyżką spirytusu. Układamy mrowisko: układamy warstwę chruścików, oblewamy ją płynnym miodem, posypujemy makiem i rodzynkami. Układamy kolejną warstwę - miód, mak, rodzynki i tak do szczytu mrowiska. Zapraszamy miłych gości i zajadamy, mmm :-) ( źródło 1, źrodło 2)

Nawet naukowo milej świętować, gdy coś słodkiego znajdzie się pod ręką. Teraz oferta nam się poszerza entomologicznie o mrowisko i ornitologicznie o bocianie gniazdo. Jest i wątek regionalny w postaci produktu regionalnego.

W pełni dziedzitcwo kulturowe i przyrodnoicze wpisuje się w Dzień Chruścika. Może więc warto będzie rozszerzyć tematykę naukowych i popularnonaukowych spotkań w Dzień Chruścika o kolejne elementy problematyki naukowej? W podróży pociągiem przez Warmię, Mazury i Podlasie przemyęlę tę kwestię.

Miłego i owocnego świetowania!

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci