Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : rowery

Olsztyn rowerzystów - co jest nowoczesnością w mieście?

sczachor

Nowoczesność ze swej istoty wyprzedza współczesną codzienność. W tej drugiej najczęściej tkwi przeszłość i dawne mniemanie o nowoczesności. W wielu dyskusjach o rozwoju Olsztyna pada słowo nowoczesność i wiek XXI. Ale różnie jest rozumiane. Dla niektórych nowoczesność kojarzy się z wysokimi drapaczami chmur i samochodami... bo tak było w połowie XX wieku. Nowoczesność bardzo powoli przenika do świadomości społecznej i codziennej praktyki. A kiedy już się utwrawli... co innego jest nowoczesnością. Przemijanie. Kto stoi w miejscu, ten się cofa.

Z czego wynika nowoczesność we współczesnym mieście? Samochód nie jest już nowinką ani symbolem bogactwa. Nie tęsknimy już za bardzo za kanciastym plastikiem i masową konsumpcją. Nie jesteśmy już na dorobku. Coraz bardziej myślimy o jakości życia a nie o stopie życiowej, mierzonej wzrostem PKB i ilością konsumpcji (i w konsekwencji ilością odpadów). Niegdysiejsze nowinki przejady się nam kompletnie. Symbolem nowoczesności nie jest już magnetowid czy antena satelitarna, ani nawet samochód. Bo w przypadku transportu miejskiego i podmiejskiego wzrost liczby samochodów zaskutkował... wolniejszą jazdą. Średnia szybkość poruszania się systematycznie spada. Poszerzanie ulic nic nie pomaga, co wielokrotnie przećwiczono w miastach amerykańskich.

W czasie urlopu byłem nad polskim morzem. Pojechałem koleją. Zaskoczony byłem tłumami na dworcu we Władysławowie i na Helu... mimo, że pociągów było bardzo dużo (często kursowały). I z okien pociągu widziałem kilometrowe korki na drogach. Przy takim ruchu tylko transport zbiorowy jest w stanie sprawnie przewozić ludzi (samochód staje się niezwykle powolny). Wynika to z praw fizyki. W dużych miastach rozwija się metro, szybka kolej miejska i .... ścieżki rowerowe. Bo to i sprawniej, szybciej i zdrowiej.

Rower chyba jeszcze w naszej świadomości jest synonimem "zacofania" i "biedy". Tak jak dla naszych dziaków ciemny chleb. Dla nas ciemny chleb jest już oznaką zdrowego stylu życia. Rower także. Wystarczy spojrzeć na coraz bardziej widoczną w Polsce chorobę cywilizacyjną: otyłość. Samochodowa nowoczesność zabrała nam ruch i wysiłek fizyczny z negatywnymi skutkami. Zbyt dużo czasu spędzamy w korkach, siedząc w samochodzie.

Nic dziewnego, że w nowoczesnych społeczeństwach jest moda na rowery i renesans tego środka transportu. Nawet w Olsztynie gołym okiem widoć coroczny przyrost jeżdżących na rowerach, rekreacyjnie i do pracy. Jest i zdrowiej i szybciej. A jak się zastanowić to nowocześniej.

W tym roku Gazeta Wyborcza (Olsztyn) zaprasza do udziału w drugiej edycji akcji "Olsztyn rowerzystów" . Finał akcji zaplanowano na sobotę 25 sierpnia 2012 r. Chętni do swoistego zamanifestowania obecności i potrzeb rowerowych w Olsztynie zbierać się będą między godz. 9.45 a 10.00 w trzech punktach: 1. przy Zespole Szkoł Samochodowych na al. Wojska Polskiego, 2. pod ratuszem, 3. przy pętli autobusowej na Likusach. Rowerzyści następnie pojadą nad jez. Długie. O szczegółach akcji Gazeta będzie informowała od początku przyszłego tygodnia.

W trakcie tegorocznej akcji dwa główne postulaty rowerzystów to: 1. konserwacja już istniejącego systemu tras rowerowych w Lesie Miejskim oraz 2. realizacja gotowego już projektu nowych tras we wschodniej części Lasu Miejskiego.

A na zdjęciu tegoroczny obrazek z Sopotu. Po wyjściu z dworca PKP od razu trafić można na informację turystyczną i... rower miejski. Oby tak przyjaźnie dla turysty było i w Olsztynie jak najszybciej!

ps. Ja oczywiście wezmę aktywny udział w akcji Gazety. Przecież nie jestem "zacofany" :).

Pieszy nie potrafi fruwać, ale w Olsztynie powinien :)

sczachor

Chodnik w pobliżu szpitala miejskiego, urzędu wojewódzkiego, krytej pływalni i domu pogrzebowego. Zdjęcie zrobione wczoraj. Nie, nie o roboty budowlane mi chodzi (czasowo przejścia dla pieszych chodnikiem nie ma). Chodzi mi o samochód tarasujący przejście. Nie dość, że samochody parkują na chodniku - ale przynajmniej zostawiają wąskie miejsce do przejścia - to często jak tu, na zdjęciu całkowicie tarasują przejście pieszym. Ja przeszedłem po stromym trawniku, ale osobie z wózkiem dziecięcym, czy osobie starszej mniej sprawnej byłoby ciężko.

Na chodniki zacząłem zwracać uwagę ponad 20 lat lemu, kiedy urodziło mi się dziecko i zacząłem wychodzić na spacery z wózkiem. Wtedy odkryłem wysokie krawężniki, brak podjazdów, schody... Od tamtego czasu na drogach się wiele zmieniło: przybyło dobrych rozwiązań małej architektury. Ale niestety przybyło także kierowców tarasujących chodniki.

"A gdzie mam zaparkować jak miejsc nie ma, na drzewie?". Niby tak, ale to egoizm i agresja - "jestem silniejszy, rozwiązuję swoje problemy kosztem innych, niech się inni martwią."

Kto brutalniejszy i silniejszy? Czasem ktoś w złości gwoździem po lakierze pociągnie, czasem zadzwoni po straż miejską lub policję, lub jak w Wilnie, przejedzie wozem pancernym:

To nie jest sposób na rozwiązywanie problemów. Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.

Niektórym kierowcom przejście 100 metrów wydaje się tragedią. Co widać na olsztyńskiej Starówce, gdzie samochody tarasują i tak maleńką, turystyczną przestrzeń. Może to dlatego, że kiedyś samochód był synonimem bogactwa lub uprzywilejowanej, społecznej pozycji? Jeszcze jako społeczeństwo odreagowujemy? Chcemy pokazać, że nas stać, niech wszyscy widzą "mam samochód, jestem ważny i bogaty!".

Tylko czy pokazywanie swoich kompleksów jest dobrą autopromocją? Trochę to już przypomina trzymanie świni w wannie (czasy powojenne) w miejskiej kamienicy.

A jak my w Olsztynie rozwiązywać będziemy problemy społeczne z myślą o słabszych i mniej "krzykatych": walka na kły i pazury czy budowa przyjaznej dla ludzi przestrzeni publicznej?

Rowerem po Wilnie

sczachor

Podróże kształcą. To prawda, bo pozwalają także spojrzeć na siebie samego i swoje miasto z zupełnie innej perspektywy. Na przykład oczami przyjeżdżającego turysty. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie dostrzegem w Wilnie były wypożyczalnie rowerów dla turystów. Co prawda dla mnie zapalonego piechura zwiedzanie miasto per pedes jest wystarczające, ale niezwykle wygodnie jest skorzystać z roweru. Przeciez przeciętny turysta nie wozi go ze sobą w walizce. Ale i Wilno pieszo można zwiedzić tylko w centralnej, starej częsci miasta. Za daleko na Belmontas i do wielu innych, uroczych miejsc. Z okien autobusu czy trolejbusu niewiele widać i za szybko migają detale. To tak, jakby całować się przez szybę - namiastka i złudzenie zwiedzania (poznawania).

Olsztyn chwali się swoimi jeziorami i Lasem Miejskim. No dobrze, ale jak tam dotrzeć? Wysiada turysta na dworcu lub wychodzi z hoteliku na olsztyńską Starówkę... i co dalej? Gdzie zobaczy jeziora i piękny las, jak pospaceruje wzdłuż Łyny od Brzezin aż po Jakubowo? Pojedzie samochodem? Jak już przyjechał samochodem nad mazurskie (i warmińskie) jeziora to na pewno nie będzie się wciskał do Olsztyna. Bo gdzie by zaparkował?

A wyobraźmy sobie spacerujących olsztyniaków, którzy chcieliby, ot tak, ze Starego Miasta przemieścić się spacerowo gdzieś nad jezioro lub do Lasu Miejskiego. Z nikąd ratunku :).

Brakuje nam najzwyczajniej na świecie wypożyczalni rowerów (tak na 1-2 godzinki), przejezdnych ścieżek rowerowych (z jednego końca miasta na drugi) i wygodnych stojaków rowerowych. W parku, przed kawiarniami, teatrem, ławeczkami do posiedzenia, sklepami. 

Czy chcemy, aby Olsztyn żył pełniej z turystyki? Oraz czy chcemy, aby w Olsztynie żyło się przyjemnie i wygodnie? Bez inwestycji w rowery i rowerową infrastrukturę i tak zatkamy się samochodami. Tłok i korki na ulicach, zastawione chodniki na Starówce. Ciasno dla samochodów, ciasno dla pieszych.

Ściezki rowerowe, porowadzone (wyznaczone) na bruku nie są może najwygodniejsze, ale są. Pozawalają zachować starą i zabytkową nawierzchnię a jednocześnie umożliwiają zwiedzanie Wilna z perspektywy siodełka.

Stare rowery mogą być dekoracją (tak jak u nas, w 2-3 miejscach w Olsztynie).

Estetyczne, nowe stojaki, wzdłuż proponowanej dla turystów rowerowej trasy wycieczkowo-spacerowej.

Na głównej ulicy "rządowej"...

Przykład starego stojaka rowerowego na skraju parku - bardzo wygodny.

Rowerowa innowacyjność

sczachor

Widok jakich wiele, nie tylko w Kortowie (miasteczku uniwersyteckim). Ale taki widok cieszyć może tylko stróża parkingowego a nie ludzi, którzy poszukują lepszej jakości życia. To i tak optymistyczny widok ciasnoty i nadmiaru samochodów, bo bywa w tym samym Kortowie i tak: beton i klepisko.

Jak to dobrze, że w na UWM realizuje się dużo grantów unijnych, przynajmniej jest gdzie postawić rower... bo są tablice informacyjne :).

Innowacyjność zaczyna się w głowie. Innowacyjność wymaga pomysłu i odwagi realizacji. Z racji zgromadzonej wiedzy i licznych specjalistów jak i pełnych pomysłów i zapału studentów, uniwersytet jest liderem w innowacyjności (przynajmniej powinien nim być). Ale innowacyjność to także drobne rozwiązania, będące przykładem dla samorządów, jak rozwiązywać duże i małe problemy.

Jednym z coraz bardziej dokuczliwych problemów jest komunikacja i zatłoczone coraz bardziej ulice jak i chodniki. Ciasno na drogach, czekanie w korkach i permanentny brak miejsca do zaparkowania, co w konsekwencji utrudnia poruszanie się nawet i pieszym (w mieście odległości do 6 km szybciej pokonuje się rowerem niż samochodem). W Kortowie jest podobnie. Z braku wystarczającej liczby parkingów dewastowane są nawet trawniki i tereny zielone. Nie pomogły nawet szlabany i koncesjonowane przepustki. Nierozwiązywalna kwadratura koła?

Miło patrzeć na nowe inwestycje w naszym miasteczku akademickim. Kortowo się rozrasta… i ciągle coraz dalej do różnych budynków. Dla mnie wyjście do biblioteki jest już daleką wyprawą. Podobnie z udziałem w życiu akademickim we współpracy z innymi wydziałami. Autobusem miejskim niewygodnie (w sumie tylko dwa 3 przystanki od których też daleko), pieszo daleko, a samochodem bardzo kłopotliwie. Pozostaje rower. Ale skąd go wziąć?

W miasteczku uniwersyteckim są nieliczne stojaki na rowery – stanowczo ich za mało. Dlatego zastępczo wykorzystywane są znaki, poręcze, barierki. Rowerów jest mało, bo studenci musieliby przywozić je autobusami i pociągami z domu. A jest to kłopotliwe. Czy żeby napić się kawy trzeba od razu kupować kawiarnię?

A gdyby tak UWM, idąc śladem innych miast europejskich i pokazując jednocześnie Olsztynowi i innym zatłoczonym miastom w regionie, zakupił dużą liczbę niestandardowych, odpowiednio oznakowanych rowerów i udostępnił studentom (i pracownikom)? Wystarczyłoby włożyć elektroniczną legitymację studencką (lub specjalną kartę magnetyczną) tak jak do bankomatu i… wypożyczyć na chwilę rower ze stojaka. A potem zostawić w innym, wyznaczonym miejscu, odnotowując zwrot legitymacją studencką. I poruszać się byłoby jak po Kortowie i parkingi nie byłyby tak zatłoczone. A jeszcze lepiej, gdyby takie specjalne stojaki pojawiły się i w innych miejscach Olsztyna, np. przy dworcu, teatrze, obiektach sportowych itd.

Żeby zadziałał system potrzeba pomysłu, rozwiązań logistycznych i technologicznych oraz pieniędzy (np. z grantów unijnych). Byłaby dorywcza praca dla studentów i gotowe rozwiązania do zastosowania w naszym regionie. W tym także niebanalne wzornictwo i rozwiązania informatyczne. Nie zapominając o doświadczeniu samych studentów, stanowiących element kształconych na UWM kompetencji.

Najpierw jednak taka myśl musi urodzić się w głowie osób kompetentnych i decyzyjnych. A potem odwaga realizacji wizji, z ematią na potrzeby studentów i pracowników i ich potrzeb wyższej jakości życia.

Beton i klepisko czyli Olsztyn przyspiesza

sczachor

Zdjęcie z Kortowa, z miasteczka uniwersyteckiego, ale typowe dla całego Olsztyna. Podobno Olsztyn przyspiesza... ale chyba w kierunku ponurego klepiska, z wszechobecnym betonem (są inwestycje w beton-place ale w ani jeden park czy skwer z zielenią!). Miasto dusi się nadmiarem samochodów, brakiem parkingów i... brakiem zieleni. A ponoć aspirujemy do miasta-ogrodu. Ta ponura rzeczywistość to efekt nie rozwiązywania problemów, które widoczne były już wiele lat wcześniej.

Już na poczatku lat 90. naukowcy wskazywali (i ja również!) na problem przestrzeni miejskiej i zagrożeń szybko rozwijającej się komunikacji samochodowej. Miasta nasze nie były przystosowane do takiej liczby samochodów, ani drogi, ani parkingi. Może będzie tak jak w USA - blokowiska zmienią się w slumsy, potem zostaną wyburzone a miasto zbudowane od nowa? 

A tu nagle każdy Kowalski stawia pod blokiem samochód. Z doświadczeń miast zachodnich, które ten kryzys przeszły, można było korzystać i od razu rozwijać komunikację publiczną oraz ścieżki rowerowe. Żadne nowe obwodnice problemu transportu nie rozwiążą!

No dobra, przestrogi nie pomogły, władze (ciągle się zmieniające) były bez wyobraźni. Mamy miasto coraz bardziej nieprzyjazne dla pieszych i dla wszystkich (ja sam po raz pierwszy od 25 lat myślę o opuszczeniu Olsztyna). Co teraz? Polak mądry po szkodzie?

Może Uniwersytet mógłby świecić przykładem? Dlaczego studenci nie korzystają prawie wogóle z rowerów? Bo po pierwsze musieliby przywieźć z domu (a to nie takie łatwe), po drugie brak ścieżek rowerowych (stojaków na UWM jak na lekarstwo) i po trzecie nie ma gdzie rowerów wypożyczyć.

Moja propozycja jest prosta (i już funkcjonująca nawet w kilku miastach Polski): niech UWM zakupi (z jakiegoś innowacyjnego grantu) tak 3-5 tysięcy specjalnych rowerów i... na legitymację wypożycza studentom. Ewentualnie na specjalną kartę magnetyczną. Za darmo lub za symboliczną opłatę, bo student zazwyczaj jest niezamożny (lub wydaje na książki). Niech te stojaki pojawią się w Kortowie, ale i przy dworcu i w kilku miejscach Olsztyna. Student przyjeżdża do miasta akademickiego (bo taki jest Olsztyn), ciach legitymacją lub kartą i bierze rower jak wózek w hipermarkecie. Potem zostawia w innym miejscu i system odnotowuje zwrot. Może trzymać nawet na stancji przez rok. Jak nie odda... to płaci.

Przy okazji byłaby dodatkowa praca dla studentów przy konserwacji i logistyce całego systemu. A miasto Olsztyn może wzięłoby przykład z uniwersytetu... Razem byłoby łatwiej i szybciej zmienić Olsztyn w miasto uniwersyteckie pełne ogrodów. I radości :).

Tak sobie marzę... patrząc na zastawione samochodami chodniki, na rozjechane trawniki, na korki w całym mieście. I w sumie niczego nowego nie wymyśliłem, to tylko przykład z innych miejsc. A czy Polak-olsztynianin będzie zarówno przed szkodą i po szkodzie głupi?

Jadę jutro na dłuższą wycieczkę rowerowę. Do lasu.. jak najdalej od Olsztyna...

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci