Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : komunikacja-miedzyludzka

Upowszechnianie wiedzy i komunikacja: blogi i uproszczenia (relacja z Wrocławia cz. 5.)

sczachor

15380411_1198370920243378_7566912759558642931_nBlogi to nowa forma upowszechniania wiedzy, zarówno w sensie dziennikarskim jak i formy komunikacji akademickiej (uzupełnienie konsultacji i wykładów). Czy w krótkiej formie można ustrzec się zbytnich uproszczeń i strywializowania? Na dodatek pisać może każdy. Zatem pojawiają się obawy, że w blogowym upowszechnianiu wiedzy zbyt są duże uproszczenia, czasem wieje nudą i monotonią. Trudnością w pisaniu jest i to, że nie widać odbiorcy i jego reakcji. Zatem czy w blogowych opowieściach literatury faktu uda się uniknąć zbytnich uproszczeń a z drugiej strony nudy? Potrzebny jest złoty środek, ale wymaga wysiłku i czasu (lub pieniędzy).

Blog przez swą częstotliwość i otwartą formułę jest jak serial z niezaplanowaną fabułą. Jeśli się trzymać jednego, wąskiego tematu, to może stać się nudny i skierowany do wąskiego grona odbiorców. Z drugiej strony duża różnorodność może być grochem z kapustą, o wszystkim po trochu.

Blog jest jak serial, tematyczny felieton, lub książka w tworzeniu. Szeroko lub wąsko tematyczny (jednotematyczny). Mój ma już prawie 13 lat, zmienia się jego koncepcja i możliwości techniczne. W tej chwili jest już opublikowanych ponad 1900 wpisów o różnej wielkości, temacie i jakości. Czytelnik widzi tylko fragment i wycinek (pojedyncze wpisy), nie zna całości i historii (chyba, że wierny i stały czytelnik, albo zmotywowany, by krok po kroku przeczytać wszystkie lub wiele wpisów). Książkę całościowo zaplanowaną trzeba przeczytać w całości, by zrozumieć o co w niej chodzi. Blogi i seriale czytamy/oglądamy wyrywkowo. Czasem tylko pojedyncze wpisy. Czy nowy czytelnik przegląda wszystkie wpisy? Trudno się po blogu poruszać – jest jak przewijanie papirusu. Tak jak każda forma i blog jest ułomny.

Koncepcją mojego bloga jest to, by był jako uzupełniająca forma kontaktu i komunikacji. Jest dla studentów (w szerokim słowa tego znaczeniu) uzupełniającym repozytorium z materiałami pomocniczymi. Zacząłem z myślą o swoich studentach, potem pomysł rozszerzył się znacznie w kierunku edukacji ustawicznej i pozaformalnej. Jest także sposobem na głośne, otwarte myślenie i porządkowanie pomysłów.

Drugim celem mojego blogowania było pokazanie codziennego życie naukowca z całą różnorodnością i wielowymiarowością. Stąd różnorodne wtręty z życia codziennego i pozaakademickiego. One też wpływają na jakość pracy, czasem są inspiracją. W ciągu tych kilkunastu lat można zobaczyć zmiany, jakie dokonują się w szkolnictwie wyższym i roli uniwersytetów.

Blog charakteryzuje się częstością wypowiedzi, systematycznością ale i wyrywkowością. W pewnym sensie jest jak karczma - te dobre są stale odwiedzane, cytowane, „przedrukowywane” (udostępniane). Na przykład już od dłuższego czasu przedruki z tego bloga pojawiają się na portalu Lumen, niektóre, dotyczące edukacji, na portalu edunews.pl, wcześniej przyrodnicze na portalu przyrodniczym Gazety Olsztyńskiej (tematyka dotycząca różnorodności biologicznej naszego regionu). To tylko przykłady, gdyż publikowanie na wolnej licencji (creative commons) ułatwia upowszechnianie wiedzy.

Inną nową formą upowszechniania nauki są filmy, także te amatorskie, zamieszczane nie tylko na statycznych stronach www ale i na portalach społecznościowych (np. Facebook) czy kanale YouTybe. Możliwości komunikacji jest coraz więcej i stopniowo ich się uczymy jako społeczność akademicka. Nie bez potknięć i zagmatwanych poszukiwań. Uczymy się obsługi technicznej sprzętu i oprogramowania jak i dostosowania do poziomu odbiorcy.

Z kolei książka – ta najbardziej zasłużona dla upowszechniania wiedzy forma - to długa opowieść, zwarta, zamknięta, zaplanowana, jednorazowa. Mozemy ją zobaczyć dopieo w zakończonej formie. Poza tradycyjnymi papierowymi jest coraz więcej e-booków i innych wersji elektronicznych. Zmniejszone koszty i łatwość techniczna powoduje, że są coraz powszechniejsze.

A czy w różnorodnych formach upowszechniania wiedzy szukamy informacji czy inspiracji, pytań czy gotowych odpowiedzi?

 

Fot. Ewa Krawczyk (Cold Spring Harbor Laboratory)

Czytaj także:

Upowszechnianie wiedzy i komunikacja (relacja z Wrocławia cz. 4.)

sczachor

mostGdy jechałem na dyskusję panelową do Wrocławia, to starannie przygotowałem swoje wypowiedzi (znałem tematykę i pytania wprowadzające) ale i tak dyskusja potoczyła się inaczej. Trzeba być gotowym na improwizację i modyfikację. Dyskusja ma swoją niepowtarzalną i nieprzewidywalną do końca dynamikę. A teraz przepisuję notatki i nadaję im kolejną wersję, bogatszą o przemyślenia. Słowo pisane ma swoją logikę i wymusza inne ułożenie treści. Dopowiedzenie, doprecyzowanie.

Druga część dyskusji panelowej zatytułowana była „Sposoby prezentacji informacji”. Jakie jest postrzeganie informacji z perspektywy promotora, dziennikarza, naukowca i przeciętnego użytkownika? Kontekst sytuacji sporo zmienia. Ale pewna zasadnicza część pozostaje niezmienna i identyczna. Istotne wartości dla każdej z wymienionych grup odbiorców są zapewne różne. Odbiorca oczekuje przejrzystego i czytelnego przekazywania informacji. Zatem pojawia się kolejne pytanie o jakość informacji. Po co nam ta informacja: dziennikarzom, promotorowi, wykładowcy? Punkt widzenia prezentującego i odbiorcy może być różny.

Niezależnie od tego, czy jest to wykładowca czy dziennikarz, należy mówić i pisać do ludzi, a nie do siebie, gdy ewentualnie publiczność jest tylko tłem – to jest to po prostu głośne myślenie ze statystami. Jeśli przekaz mówiony czy pisany adresowany jest do odbiorcy, to ważne jest wyobrażenie sobie lub poznanie kontekstu sytuacji i okoliczności, w których ten przekaz zaistnieje. To można sobie wyobrazi, przemyśleć. I nie ważne, że realizacja może się w jakimś stopniu rozminąć z planami. Dialog jest zawsze nieprzewidywalny w jakimś przynajmniej stopniu. W dialogu tworzy się nowa wartość, tworzona przez obie strony. Wtedy wykład czy artykuł nie będzie tylko rytuałem ale i komunikacją międzyludzką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Czy można sobie wyobrazić co wiedzą i czego chcą (kontekst sytuacji) słuchacze/czytelnicy? Im poprawniej odpowiemy sobie na to pytanie, tym trafniej dobierzemy treść i formę. W przypadku promotora na seminarium jest jeszcze aspekt dydaktyczny. Bo można chcieć wywołać efekt zadziwienia problemem czy nawet stresu. W dydaktyce przecież nie chodzi tylko o przekaz informacji ale i o stworzenie sytuacji edukacyjnej (tworzenie środowiska edukacyjnego).

Przygotowując referat czy artykuł warto przemyśleć dostępność informacji, którą chcemy przekazać. I odróżnić elementy ważne i mniej ważne, w tym dokładność podawanych informacji. Zatem kolejny raz trzeba zastanowić się co już wie słuchacz/czytelnik. Bo przecież staramy się mówić do ludzi a nie tylko do siebie samego. Tutaj pojawia się kwestia wyobraźni i empatii.

Słuchaczowi/czytelnikowi pozostaje podążanie za informacją i jej weryfikowanie. Po co jest odbiorcy konkretna informacja? Precyzyjna, prawdziwa, wiarygodna. Jakie jest źródło jej uwiarygodnienia, które zechcemy pokazać świadomie lub nieświadomie? Czyli co chce wykładowca, dziennikarz czyli nadawca przekazywać i jakiej spodziewa się reakcji.

Kiedy już wiemy (przemyślimy) co chcemy przekazać, wtedy pozostanie tylko dostosowanie formy by przekazać treść w prosty sposób ale nie uproszczony. To wielka sztuka. Więc trzeba ćwiczy, ćwiczyć po wielokroć. Uczymy się całe życie. Temu służą także seminaria na uniwersytetach. A i studenci sami tworzą sobie dogodne sytuacje i środowisko edukacyjne, czego przykładem jest dyskusja panelowa, zorganizowana przez studentów Politechniki Wrocławskiej.

W roli nadawcy, czy to w postaci referatu na seminarium czy konferencji lub artykułu w mediach występują także studenci. To przede wszystkim z myślą o nich spisuję tę relację i uporządkowane „porady”. Treść można ułożyć na kilka różnych sposób (różne pomysły i scenariusze): od ogółu do szczegółu, można zacząć od abstraktu: główny przekaz na początku, albo dopiero na zakończenie, jak rozwiązanie zagadki w kryminale, albo od planu wypowiedzi. Można i od szczegółu do ogółu (pokazać tok myślenia i dochodzenia do wniosków). Albo od decyzji końcowej a w trakcie pokazać jak do tego doszliśmy. To nie wyczerpuje wszystkich możliwych scenariuszy i pomysłów.

Bardzo dobrze jest znać temat i rozumieć przekazywane treści by przekazać to zwięźle, krótko precyzyjnie i wiarygodnie. W trakcie przygotować przy okazji dogłębniej poznajemy zagadnienie. A jak w czasie realizacji zorientujemy się, że nie bardzo rozumiemy… to też jest zyskiem. Jest jeszcze czas by poznać dokładniej problem i jeszcze kilka razy go przemyśleć. W tym przedyskutować. Bo dyskusja jest zbiorowym myśleniem. Także dyskusja panelowa. A jeśli rozumiemy i znamy referowane zagadnienie to znacznie łatwiej można dostosować przekaz do sytuacji, poziomu słuchaczy i ich oczekiwań. Nie odczytujemy jak kserokopiarka lecz budujemy opowieść od nowa, dostosowaną do okoliczności i publiczności.

Trening jest podstawa. Od tego są przecież studia i przestrzeń uniwersytecka by się ciągle uczyć: mówienia i pisania. Przydatną formą są krótkie prezentacje typu elevator speech (prezentacja w windzie). Mamy na zaprezentowanie swojego pomysłu kilkadziesiąt sekund, góra 2-3 minuty. I to bez komputera z rzutnikiem multimedialnym. Jeśli uda nam się zainteresować słuchacza (w tym przypadku kogoś ważnego, decyzyjnego, może szefa) to w efekcie możemy usłyszeć potwierdzanie, i akceptację „tak, zrób to”. Albo zaproszenie do dalszej rozmowy „tak, podaj mi szczegóły”, „tak opowiedz mi w szczegółach.”

To samo można opowiedzieć słowem, pismem, obrazem, scenką i to na różne sposoby. Warto poćwiczyć. Jeśli nie teraz, to kiedy? Korzystaj wiec z okazji by występować i ustnie przedstawiać swoje relacje, pomysły, dokonania oraz w formie pisanej (tradycyjna prasa lub internetowe blogi i fanpejdże. Studiowanie to nie tylko uczęszczanie na zajęcia obowiązkowe i „odrabianie lekcji”, to także samodzielne wyszukiwanie nieobowiązkowych możliwość współtworzenie gazet studenckich.

Na ilustracji most z Wrocławia. Most jako symbol łączenia, komunikacji i inżynierskiego osiągnięcia. Wszak byłem u studentów z politechniki.

Sposoby pozyskiwania rzetelnej informacji (relacja z Wrocławia cz. 3.)

sczachor

WP_20171109_10_47_27_ProJechałem daleko, przez całą Polskę, by dyskutować, dzielić się swoją wiedzą ale i po inspirację (dialog zawsze inspiruje i ubogaca). Długa podróż to taka swoista wymuszona pustelnia, oderwanie od zabieganej codzienności i możliwość spokojnego przemyślenia… na zadany temat. A tematem dyskusji panelowej, na którą jechałam na zaproszenie studentów z Politechniki Wrocławskiej, było „Przekazywanie informacji naukowej i nie tylko naukowej”. Dwukrotnie porządkowałem swoje myśli: przed, gdy przygotowywałem się do dyskusji na znany temat oraz po, gdy znałem już wypowiedzi innych panelistów oraz zaistniałą dyskusję. Pisanie ułatwia porządkowanie myśli i samo myślenie. A teraz przepisuję notatki z pociągu i… trzeci raz nad tym zagadnieniem się zastanawiam i precyzuję niektóre sformułowania. Takie życie po życiu… dyskusji. Jeszcze raz (już tylko wirtualnie, w głowie i myślach) dyskutować i formułować wypowiedzi, notować w głowie i na papierze. Podróż jest dla mnie nieodłącznym elementem każdej konferencji naukowej. Jest elementem uporządkowanie myśli. Taka swoista, temporalna i mobilna pustelnia w podróży.

Gotowość do samokrytyki i weryfikacji oraz otwartość na błędy, to wszystko jest potrzebne na początek by pozyskiwać rzetelne informacje.

Najprostszą i najstarszą formą pozyskiwania rzetelnych informacji jest po prostu zapytanie innej osoby. W formie bezpośredniej lub listem czy przez internet. Technika nas zbliża i ułatwia kontakty. Dawniej, dotarcie do eksperta było trudniejsze, bo żyliśmy w małych społecznościach. Teraz, w społeczeństwie globalnym i w epoce trzeciej rewolucji technologicznej, jest znacznie łatwiej. Odszukać i zapytać. Zatem najprościej po prostu zapytać. I tu potrzebne tak zwane miękkie kompetencje społeczne (o tym jeszcze niżej).

A skoro jest pytanie to jest i dyskusja bezpośrednia lub na odległość (opóźnienie). W dyskusji pojawiają się pomysły i wnioski, które nie istniały w głowie żadnego dyskutanta osobno. Dlatego wspominałem o konektywizmie: wiedzy powstającej w relacji, wiedzy rozproszonej w sieci mózgów (dojrzewającej i ujawniającej się w dialogu. Ludwik Fleck nazywał ten proces kolektywami myślowymi (początek XX wieku).

Zapytać. Niby takie proste, ale trzeba umieć i się odważyć. Kiedyś dotyczyło to umiejętności zapytania drugiego człowieka. Zatem potrzeba odrobiny śmiałości i umiejętności interpersonalnych. W nauce także przydatna jest znajomość języków obcych lub międzynarodowego języka nauki (kiedyś była to łacina, teraz angielski). To także znajomość terminologii specjalistycznej i żargonu naukowego. Ale dzisiaj ta umiejętność dotyczy także… umiejętności zapytania „maszyny” i poradzenia sobie z nowymi technologiami. Obsłużyć pocztę elektroniczną, wyszukiwarkę, programy do wideokonferencji czy czaty itd. Inteligencja społeczna pozwala nam prowadzić rozmowy z ludźmi. Teraz dodatkowo uczymy się zupełnie czegoś nowego - rozmów ze sztuczną inteligencją. Umieść zapytać człowieka a teraz maszynę to rozumieć procesy interpersonalne, języki obce a także język maszyny i sposób działania algorytmów.

Drugim sposobem pozyskiwania rzetelnych informacji jest sięgnięcie do źródeł i przeczytanie. A więc zapoznać się z uporządkowanymi, dopracowanymi wypowiedziami innych, spisanymi i wydrukowanymi. Zatem sprowadza się do umiejętności nie tylko czytania (w przypadku starodruków i rękopisów nie jest to takie proste jakby się zdawało – to konieczność czytania archaicznych języków i innych krojów pisma). Szukanie w bibliotece i w książkach czy czasopismach to poznawanie tego, do czego inni wcześniej doszli. To także umiejętność korzystania z zasobów w bibliotekach, zasobów elektronicznych czy szeroko pojętego internetu. W gąszczu informacji wszelakich nie tak łatwo się poruszać. A na dodatek trzeba wybrać te wiarygodne i przydatne.

I w końcu eksperyment. Nauka nowożytna zaczęła się w momencie, gdy uczeni odeszli od ksiąg i zaczęli szukać np. roślin w terenie. Zobaczyć jakimi są a nie tylko zapoznawać się z tym, co inni kiedyś o nich napisali. I spierać się, który starożytny autor prawdziwiej o danej roślinie napisał. Specyfiką nauk przyrodniczych (empirycznych) jest szukanie odpowiedzi także w „dialogu z przyrodą” czyli obserwowanie i eksperymentowanie.

Wybieranie między pytaniem specjalisty, czytaniem w mądrych księgach a eksperymentem to wybór między tym co szybsze i dostępniejsze. Czasem szybciej i łatwiej zapytać (gdy specjalista blisko i „pod ręką”), czasem łatwiej i szybciej przeczytać, gdy odpowiednie źródła są w pobliskiej bibliotece lub dostępnych zasobach internetowych. A czasem łatwiej wykonać eksperyment by szybko zweryfikować lub czegoś nowego się dowiedzieć.

Jak ocenić wiarygodność? To pytanie jest bardzo zasadne. Dotyczy zarówno pytania i rozmówcy jak i czytanych treści w książce czy publikacjach jak i interpretacji eksperymentu. To wszystko wymaga różnych umiejętności i kompetencji. Warto się ich nauczyć by nie być roznosicielem faktoidów i samemu nie dać się omamić (nie chorować i nie być roznosicielem choroby czyli fałszywych sądów i informacji).

Nieprawdziwe, błędne lub nie do końca rzetelne informacje mogą wynikać z kilku przyczyn. Na przykład z niedokładności (czy to odczytu aparatury badawczej czy zapamiętania i przekazania zasłyszanej informacji, niedokładności kopiowania itp.). Mogą wynikać ze świadomego oszustwa i chęci wprowadzenia w błąd. Wszystko to znane jest ludzkości od bardzo dawna.

Metodologia naukowa wypracowała swoje własne standardy i procedury, które ułatwiają wyszukanie informacji wiarygodnych. Wyrosły one z myślenia zdroworozsądkowego i kompetencji społecznych, znanych ludzkości od dawna. Po pierwsze trzeba korzystać z wielu źródeł. Na przykład zapytać kilku specjalistów, kilka różnych osób (świadków). Lub w przypadku publikacji i treści internetowych poszukać kilku różnych i niezależnych źródeł (publikacji, autorów, wydawnictw). Każde źródło można weryfikować w kontekście jego powstania. I trzeba być otwartym na błąd, zarówno autora jak i swój własny.

Wiarygodność w kulturze słowa (dawne wieki, gdy jedynym lub głównym kanałem komunikacji był język mówiony) i w małych społecznościach wynikała ze znajomości rozmówcy i rozumienia języka ciała. Znam kogoś (lub opinię o nim) od dawna i z różnych sytuacji. Wiem więc czy mu w danej sprawie zaufać czy nie. Ponadto język ciała to dodatkowe sygnały niewerbalne, które czasem potrafimy odczytać (inteligencja emocjonalna) i szybko ocenić wiarygodność rozmówcy.

W kulturze pisma, gdy krąg osób pozostających w kontakcie znacznie się rozszerzył, najczęściej autora informacji nie znamy. Jak więc osobiście ocenić jego wiarygodność lub wiarygodność tekstu i przekazu? Tego też ludzkość się nauczyła. W przypadku prac naukowych zwracamy uwagę na datę publikacji (w szybko rozwijającej nauce niektóre dane i hipotezy szybko ulegają dezaktualizacji), wydawnictwo lub czasopismo i kontekst. Potrzeba więc rozumieć procesy społeczne a nie tylko posiadać umiejętność czytania. Zwracamy uwagę na spójność przekazu i tak jak w języku ciała wyszukujemy różnych elementów, które albo zwieszają albo zmniejszają wiarygodność. Podobnie jest w kulturze internetu, tej najnowszej i nam najbliższej. Na źródła internetowe najczęściej narzekamy. A przecież są tak samo wiarygodne/niewiarygodne jak przekaz ustny czy pisany. To tylko utrwalona forma komunikacji, sama jej istota nie uległa zmianie.

Nie wszystko można i warto weryfikować dokładnie. Bo nie mamy na to czasu. Na pewno warto zweryfikować informacje nowe lub istotne. Tak jak polegamy na opinii osób (ich autorytet, wiarygodność, solidność, rzetelność) tak wyrabiamy sobie opinię o konkretnych źródłach drukowanych czy elektronicznych. Ludzie od zawsze popełniali błędy lub świadomie i celowo oszukiwali. Czy warto poświęcać czas na weryfikację wszystkiego? Tylko tego, co ważne i istotne. Bo do weryfikacji trzeba uważności, czasu i energii.

c.d.n.

Zrobiłem to! Wykład w formie bajki kamishibai z wykorzystaniem myślografii

sczachor

17310106_10211063925187409_5600699602202326091_oOdważyłem się, przygotowałem i zrealizowałem, wykład dla studentów, w formie bajki kamishibai. Miałem dużą tremę i spore obawy, jak to zostanie przyjęte i jaki będzie efekt. Ale zanim opowiem o efektach, najpierw przedstawię skąd się wzięła inspiracja i dlaczego wykład właśnie w takiej formie .

Nawet najlepsza metoda, stosowana zbyt często, może znużyć i stracić swój pierwotny blask. Kiedy pojawiły się rzutniki multimedialne i Power Point, powiało w salach akademickich nowoczesnością i świeżością. Była to znacząca odmiana po rzutnikach pisma (folie) i mówieniu wykładów/referatów z kartki. Prezentacja multimedialna na obronie doktoratu czy na wykładzie, zachwycała. Dawała przecież duże możliwości. Szybko na trwałe zagościła na konferencjach naukowych i salach wykładowych. Została wprowadzona jako element egzaminu dyplomowego. Po kilkunastu latach najwyraźniej spowszedniała. Nie było już nowości a czytanie z ekranu tekstu momentami zaczynało irytować słuchaczy. Świat się szybko zmienia, a zwłaszcza środowisko akademickie powinno być liderem zmian i upowszechniania nowości. Od czasu do czasu pojawiały się inne programy, np. Prezi, co nieco wprowadzało odmiany i zainteresowania.

Trzy lata temu po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć opowiadanie bajki kamishibai (wtedy nie wiedziałem jak to się nazywa, ale spodobało mi się jako zupełnie inne podejście do opowiadania). Był to występ Anais Fleur w czasie charytatywnej aukcji „Malality pod młotek", w dniu 14 lutego 2014 r. Kilka miesięcy wcześniej (8 czerwca 2013 roku) w Pałacu Młodzieży w Olsztynie odbył się maraton malarski (w którym uczestniczyłem, malując swoje butelki) i sztafeta literacka pod nazwą "Malality". "Malality" to inicjatywa młodych artystów, którzy zachęcali do wspólnej twórczości mieszkańców Olsztyna. Przez cały dzień pod skrzydłami muz szerzona była idea wolontariatu. W trakcie imprezy czytano poezję Gałczyńskiego, przy której stworzono około 70 prac plastycznych. Część prac przekazano Hospicjum a część przeznaczono na „licytację" w dniu 14 lutego 2014 r. I ja miałem swój maleńki udział. Dawanie procentuje, bo ja dzięki udziałowi w tej akcji miałem okazję i dużą przyjemność zobaczenia pani Anais (zobacz film)

W głowie zalęgła się myśl: a może by właśnie  tak spróbować przygotować wystąpienie? Potem, w czasie wyjazdu terenowego, w rozmowie ze studentką, dowiedziałem się, że studenci znudzeni są prezentacjami. Bardzo ciepło wspominała profesora, który nie korzystał z rzutnika multimedialnago (pan starszej daty, jeszcze nie opanował nowoczesnej techniki komputerowej) ale opowiadał z wielką pasją, wzbudzając zainteresowanie.

W ubiegłym roku, w czasie konferencji Ideatorium (poświęcona dydaktyce akademickiej), zebrane tam grono nauczycieli akademickich zgodnie wyartykułowało, że dydaktyka akademicka zatrzymała się w rozwoju na zdobyczach sprzed 20 lat: kserówkach i Power Poncie. W czasie Ideatoriów w Gdańsku, pracownicy uniwersyteccy poszukują nowych metod, dzieląc się doświadczeniami z wdrażania grywalizacji itp (ja rok temu opowiadałem o wykorzystaniu kodów QR). Nieco później dostałem propozycję napisania trzech bajek edukacyjnych dla dzieci, prezentowanych w formie kamishibai. Wyzwania podjąłem się z dużą przyjemnością i zaciekawieniem. W taki sposób otrzymałem skrzyneczkę (mały, drewniany parawanik). Plansze namalował artysta, a ja miałem okazję opowiedzieć bajkę o cytrynku latolistku w czasie Europejskiej Nocy Naukowców we wrześniu 2016 roku. To był mój pierwszy raz. Dla dzieci.

Ale w głowie ciągle dojrzewała myśl, żeby przygotować wykład dla studentów w takiej niecodziennej formie. Od lat prowadzę przedmiot autoprezentacja (głównym celem jest pokazanie i przećwiczenie metod prezentacji publicznych, w tym wygłaszania referatów). Staram się ciągle wprowadzą jakieś nowości: grywalizację, e-portfolio, lapbook itp. Zaplanowałem więc przygotowanie wykładu o tym, jak wygłosić referat, tym razem bez rzutnika multimedialnego i prezentacji w programie Power Point, ale właśnie w formie bajki kamishibai.

Ostatnim impulsem był udział w webinarium z SuperBelframi (spotkałem na konferencji w Warszawie – Inspiracje). Zacząłem ćwiczyć myślografię i ryśnotki (myślenie wizualne, notowanie graficzne). Przypomniałem sobie swoje dawne szkolenie z mind mappingu. Ale nauczyłem się także nowych umiejętności. A przede wszystkim nabrałem odwagi.

Kłopot z przygotowaniem wykładu w formie bajki kamishibai polegał na konieczności namalowania kilkunastu ładnych rysunków. Odkładałem to na wolny czas. Natomiast myślografia umożliwiła szybsze wykonanie potrzebnych plansz. Siadłem i narysowałem, jedynie ilustrację tytułową namalowałem akwarelkami (bo chciałem zobaczyć jak to będzie wyglądało). Wyciągnąłem także z szafy dwa rekwizyty: skarpeciaka-Profesorka, które kiedyś dostałem i Kłobuka, którego w ubiegłym roku wykonałem na warsztatach nad Jeziorem Krzywym.

Odważyłem się i opowiedziałem swoją bajkę studentom biotechnologii oraz biologii. Na wykładzie z autoprezentacji oraz na seminarium dyplomowym. Oba wykonania w małej grupie (bo na dużą salę ta metoda nie nadaje). I studentom spodobało się. Bałem się, że może odbiorą jako metodę infantylną – taki dziecinny teatrzyk, a oni przecież są dorośli i studiują kierunek przyrodniczy. Ku mojemu zadowoleniu i niewielkiemu zaskoczeniu, odebrali bardzo dobrze. W jednym z komentarzy, tuż po wystąpieniu usłyszałem, że studenci mają przesyt prezentacji multimedialnych (zwłaszcza tych czytanych z ekranu), więc każda inna forma odbierana jest z dużą ulgą i wdzięcznością. Wskazali też na kilka drobnych niedociągnięć technicznych. Wiem już co i jak poprawić. W jednej grupie studenci nagrali fragmenty, więc mam nadzieję zobaczyć swoje wystąpienie z perspektywy widza.

Na pewno będę jeszcze próbował z kolejnymi wykładami w formie bajki kamishibai. Muszę tylko nauczyć się tworzenia opowieści i sztuki opowiadania. Samo rysowanie nie wystarczy. Ciągle się czegoś trzeba uczyć. Ale nie martwię się tym, bo uczenie się rozwija. I sprawia, że i mówca się nie nudzi. Nowość to wyzwanie i radość z osiąganie nowych celów.

Nawiązując do tytułu: zrobiłem to i… zrobię znowu. Narysuję, namaluję, opowiem. Ale z umiarkowaniem i niezbyt często, by nie spowodować przesytu. Z wykładów multimedialnych nie rezygnuję, dalej będę je przygotowywał.

Research Gate - naukowcy też mają swojego Facebooka

sczachor

ja_z_kalkmanem_3Research Gate - taki Facebook naukowców, działa już długo, ale ja rzadko tam zaglądam. Po prostu brakuje czasu i odpowiednich umiejętności. Nie starcza mojej umiejętności przestawienia stylu pracy, z tradycyjnej i papierowej na w pełni cyfrową. Mam jeszcze mocno analogowe przyzwyczajenia. Być może młodym będzie łatwiej. 

W każdym razie RG o mnie pamięta. Dzisiaj dostałem powiadomienie na skrzynkę mailową, że pojawiło się nowe podziękowanie w jakieś publikacji. No to z ciekawości zajrzałem jaka to publikacja i o co chodzi. Rzecz dotyczyła ważek (Odonata) Rumunii. Tak przypomniałem sobie letnią wyprawę do Rumunii przez Ukrainę. Było to 10 lat temu.

Rumunia w tym czasie należała do słabo zinwentaryzowanych ważkowo krajów europejskich. Aby tę białą plamę nieco wypełnić zorganizowane zostały europejskie warsztaty ważkowe własnie w Rumunii. Przyjechało kilkudziesięciu zawodowych i amatorskich badaczy z całej Europy. Dobry przykład dla ilustracji, że nauka ma charakter zespołowy i kumulatywny.

Nasz mały, polski zespół jechał samochodem przez Odessę. Zabraliśmy na Ukrainie koleżankę odonatolożkę (Elena wcześniej była u mnie na stażu). Miałem okazję poznać to urokliwe, piękne i wielokulturowe miasto. Potem wielokrotnie chciałem się wybrać na Ukrainę, do Odessy. Ale sytuacja międzynarodowa stała się mało sprzyjająca. Pozostaną wspomnienia i plany na przyszłość.

 17240488_10211017891396593_9038842751533538442_o

Zobaczyliśmy także kawałek Mołdawii i duży fragment Rumunii. Szukaliśmy oczywiście ważek (Odonata), w tym Cordulegaster heros. Ja oczywiście dodatkowo poszukiwałem chruścików. Podziwiałem krajobrazy dla mnie egzotyczne. Przepiękna wyprawa przyrodnicza i kulturowa. Na pewno podróże przyrodniczo kształcą. Można zobaczyć zupełnie inne ekosystemy i sytuacje przyrodcznicze.

Dawno o tej wyprawie zapomniałem. A teraz ukazała się publikacja i podziękowania odonatologiczne. Sięgnąłem po analogowy album ze zdjęciami Bogusława Daraża. Co prawda miałem aparat cyfrowy ale karta pamięci była mała i niewiele zdjęć zrobiłem. To były inne czasy. 10 lat to niby w życiu człowieka niewiele, ale w technologii to cała epoka.

Kiedyś podziękowanie (dokumentujące wkład pracy) czy cytowanie własnej pracy znaleźć można było przypadkiem, przeglądając czasopisma lub książki w bibliotece. Teraz, gdy wiele zasobów jest w formie cyfrowej, sam komputer wyszuka w odpowiedniej bazie danych. Niby jest łatwiej. Ale tego nowego świata trzeba się nauczyć. 

No więc uczę się, razem ze studentami. Takie to nauczeństwo epoki trzeciej rewolucji technologicznej... A co się jednego nauczę jako tako, to zaraz pojawia się jakaś nowinka. I trzeba uczyć się ponownie.... Umiejętność szybkiego uczenia się pozostaje kluczowa kompetencja w XXI wieku.

 rumuniaWP_20170313_17_29_18_Pro

 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci