Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : bioroznorodnosc

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie butelki świata (te niechciane)

sczachor

moje_butelki_z_wernisazu

W piątek 13-tego października 2017 r. odbył się wernisaż wystawy Grupy A*R*T (czytaj więcej na ten temat). I ja też po raz siódmy wystawiłem swoje malowane butelki, zarówno te znalezione w krzakach czy jeziorze, jaki te niewyrzucone (choć niepotrzebne) oraz podarowane przez znajomych (nie wyrzucają tylko oddają, by pomalować i by poszły w świat całkiem potrzebne). Malowane w bioróżnorodność, rośliny i owady naszego regionu. Ginąca i niedoceniana różnorodność biologiczna, niszczona przez zaśmiecanie krajobrazu i dewastowanie przyrody rozpasaną konsumpcją we wszystkich wymiarach.

Na wystawie znalazły się butelki malowane na lipcowym plenerze w Reszlu (zobacz zdjęcia z Reszla oraz informacje o plenerze). Niektóre pomalowane w reszelskim cittaslow już tam pozostały. Oraz butelki pomalowane w czasie wrześniowej, Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Wszystkie powstawały w czasie spotkań z ludźmi. W czasie rozmów, rozmyślań i wzajemnych inspiracji. Bo człowiek ma sens jedynie wśród ludzi. Nawet jeśli jest samotny czy rozmyśla lub tworzy na pustkowiu. I sztuka też (ma sens jedynie wśród ludzi). Grupowa arteterapia, gdy mamy okazję dostrzegać siebie w procesie tworzenia. Ważny jest proces a nie produkt (finalny).

Maluję już od wielu lat. Pomalowałem już chyba z tysiąc butelek, słoików i innych szklanych pojemników (nie licząc starych dachówek czy polnych kamieni). Wszystkie rozdałem i powędrowały w różne miejsca Polski, Europy i świata. I ciągle mam pełne kartony czekających na kontakt z pędzlem i ludzkimi rozmowami.

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie butelki świata – te niechciane, wyrzucone, zaśmiecające, niepotrzebne. By przez malowanie przywrócić im sens, uwagę, by ten sens, piękno i użytkowość ktoś na powrót zobaczył. I nie wyrzucał, lasu nie zaśmiecał, jeziora nie dewastował, konsumował mniej. Mniej materialnie więcej duchowo. Niemożliwie? Za dużo? Może będzie ich mniej... tych niechcianych i wyrzuconych. 

Nie ma rzeczy niepotrzebnych. I ludzi. Jest tylko nadmierna i powierzchowna konsumpcja rzeczy jednorazowych. Chciałbym im przywrócić długotrwałość i godne życie pełne sensu. Rzeczom i ludziom. Dużo tych niechcianych butelek (zapewne i ludzi). Wyrzuconych, za płot, za miedzę, za granicę, byle dalej z oczu. Odgrodzić się od tego „śmietnika” wysokim murem, kolczastym płotem…

Maluję, maluję a końca nie widać. Może ktoś pomoże je pomalować (i przywrócić sens)? Może razem, po wspólnej refleksji, odejdziemy od rozrzutnej kultury jednorazowości i przestaniemy dewastować zasoby Ziemi oraz estetykę krajobrazu, tego przyrodniczego i kulturowego? Może przestaniemy po prostu wyrzucać, a jednorazowość zastąpi długu cykl życiowy… opakowania. Piękno i trwałość przeciw tandecie i jednorazowości.

Żyj długo i z sensem. I pozwól żyć innym. Rzeczom i ludziom. W pośpiechu nie dostrzeżesz ani piękna ani sensu.

 

Czytaj też: Kup nowy odkurzacz, czyli prawo do naprawy

O tym jak zostałem landartowcem i seedbomberem

sczachor

znakzqrkodemBomber? Toż to jakiś terrorysta, a dokładniej ekoterrorysta! Bo przecież ostatnio ekologów z definicji nazywa się terrorystami, siejącymi zagrożenie. A więc było to tak. W czasie służbowej podróży do Francji dowiedziałem się, że jestem landartowcem i seedbomberem.

Podróże kształcą. Pozwalają na dystans do lokalnej sytuacji oraz sprzyjają refleksjom, wynikającym z porównań i ze spotkania tego „innego”. Prowokują także do rozmów. W czasie odwiedzin, najpierw Limognes (liczny i urokliwy street art z przyrodniczym i artystycznym przesłaniem) a potem w arboretum koło Cruzant, zachwycaliśmy się sztuką uliczną, wykorzystaną m.in. do zorganizowanych i uporządkowanych tras spacerowych. O streetarcie już wiedziałem, dlatego łatwo wyławiałem w przestrzeni publicznej nawet niewielkie formy (widzimy to, o czym wiemy). Sztuka uliczna jest blisko ludzi, ulice są niejako galeriami wystawowymi. Działania artystów codziennie oglądają setki ludzi. A kto jest kustoszem takich wystaw o bezpłatnym i nieograniczonym wstępie? Czasem powstaje spontanicznie i chaotycznie, czasem jest bardzo przemyślana, inspirowana i planowo wkomponowana w krajobraz (w Limognes duża część inspirowana i tworzona przez władze miasta). Dyskretnie umieszczone tabliczki z qr kodami lub dobrze zabezpieczone przed wandalizmem instalacje z historycznymi zdjęciami lub reprodukcjami dzieł malarskich, ustawionymi w miejscach, gdzie powstawały (zobacz więcej zdjęć i jeszcze więcej). Można zobaczyć współczesną przestrzeń, np. most czy uliczkę, i stan sprzed kilkudziesięciu lat, utrwalony fotograficznie. Lub wizję artysty, utrwaloną na jego płótnie. To samo miejsce ale widziane zupełnie inaczej. Nie tylko zachwyca (bo piękne) ale i skłania do refleksji.

Spacerując po prywatnym arboretum de la Sedelle dopiero po chwili dostrzegłem i zrozumiałem czym jest land art. Sztuka ziemi w małej formie. I właśnie w czasie takich spacerów, w rozmowie z doktorantką, dowiedziałem się, że jest coś takiego jak land art. Do tej pory uświadamiałem sobie jedynie street art. I dowiedziałem się także o seedbombingu, czyli rozsiewaniu nasion (od ang. seed – nasiono), a więc zwiększaniu i odtwarzaniu bioróżnorodności. Tak jak mieszczanin w sztuce Moliera uświadomiłem sobie, że „mówię prozą”.

Maluję kamienie, układam je w przestrzeni publicznej, wytrwale dosiewam „chwasty” na miejskich trawnikach… zatem jestem także landartowcem i seedbomberem. Może jeszcze nieporadnym, ale jednak.

Będąc już świadomym istnienia land artu, doczytałem, lepiej poznałem i zrozumiałem czym on jest. I miałem okazję podziwiać w naturze, w środkowej Francji (w pobliżu znajduje się szlak turystyczny śladami impresjonistów - ale to już inna opowieść). Dokształcony podróżami będę bardziej skutecznie, efektywnie i intensywnie uprawiał ulotny land art w mikroskali jak i uczestniczył w seedbombingu. Może nawet zrealizuję coś ze studentami, niech i oni doświadczą (a nie tylko dowiedzą się).

Podróże kształcą. Lepiej zrozumiałem czym jest architektura krajobrazu i czym jest land art. Im więcej wiemy tym więcej dostrzegamy nawet w czasie spacerów. Dostrzeganie sensu i porządku zaaranżowanego przez artystę lub… Stwórcę.

Podróż to stan umysłu. Nie trzeba jechać daleko. Wystarczy wyjść na spacer i mieć oczy szeroko otwarte. A w zasadzie umysł.

21993178_10212770450209468_592272843031090900_o

55 malowanych dachówek w Oranżerii Kultury czyli synergia

sczachor

dachowkaodwagiTytułowych 55 dachówek zostało pomalowanych drugiego września 2017 r. (coś na sympatyczne rozpoczęcie roku szkolnego) w Oranżerii Kultury w Lidzbarku Warmińskim. Stare dachówki pochodziły z różnych domów w Lidzbarku. Ale to dopiero początek przygody z dachówkami.

Głównym tematem spotkania była różnorodność biologiczna w ogrodzie. Dlatego malowaliśmy kwiaty, owady, ptaki. Czyli wszystko to, co w ogrodzie można spotkać. Malowaniu towarzyszyły opowieści. Ale więcej było malowania niż rozmów o bioróżnorodności. Poczucie sprawstwa (mogę pływać na świat i są od razu widoczne efekty) wciąga i mocno angażuje. Uczestnicy w większości przyszli rodzinnie. Rodzice przyprowadzili dzieci ale sami się mocno zaangażowali w rozwijanie dawno zapomnianych pasji (zobacz więcej zdjęć z malowania w Oranżerii Kultury ).

Każdy może malować. Bo głównym celem jest spotkać się w przestrzeni publicznej i być razem. Kiedyś spotykaliśmy się by drzeć pierze, łuskać fasolę czy szatkować kapustę. Teraz nie mamy takich agrarnych możliwości więc wymyślamy nowe. Bo człowiek jest istotą społeczną. Malowaliśmy na starych już nie potrzebnych dachówkach. Cel dwojaki: aby w tle pokazać, że nie ma rzeczy niepotrzebnych i nie tylko recykling ale i reusing ma sens. W tym przypadku to nawet upcykling. A po drugie, w nawiązaniu do surowca z odzysku, wyrzuconego… pokazać, że nie ma ludzi zbędnych i niepotrzebnych. I rzeczom i ludziom niechcianym można nadać nowy sens. A może raczej go odszukać. I można o tym wzniośle i uczenie mówić. A można działać i uczestniczyć, zamiast słuchać przeżywać i doświadczać.

Przy okazji takie wspólne, rodzinne malowanie to ośmielenie do sztuki. Głównie dorosłych, bo dzieci szybciej i łatwiej się angażują. Są bardziej otwarte i odważne. Ale jak wynikało z rozmów i wpisów do pamiątkowej kroniki, dorośli odkryli w sobie dawno zapomnianą radość z malowania. I że potrafią, że jest to przyjemne. Radość widoczna była w oczach i artykułowanych wypowiedziach. Jest sens się spotykać – malowanie jest tylko pretekstem do rozmów o świecie i o wartościach. Dzieci są bardziej śmiałe w eksperymentowaniu, bez skrępowania, „marnują” dużo farby. Dorośli bardziej przewidują przyszłość, stąd oszczędniej używają farb. Nie chcą, by się marnowało. Wiedzą, że wszystko kosztuje czas i pieniądze.

Dzieci nie mają takich oporów. Eksperymentują, malując nawet palcami. Są odważniejsze i nie boją się, że coś zepsują. A nadmiar farby brudzi nie tylko ceratę, ale i ubrania. Praca z dziećmi jest trudniejsza. Wróciłem z poplamionymi spodniami i koszulą. Na pewno nie tylko ja...

Fajnie mieć dzieci, przy których można się otworzyć. Dorośli w pojedynkę może mniej śmiało by przyszli. Dziecko jest swoistym alibi, dodaje odwagi, łatwiej się wycofać, gdyby atmosfera była mniej przyjazna (ja tylko przyprowadziłam dziecko na zajęcia …). Dzieci ośmielają dorosłych w otwarciu się i spróbowaniu tego, czego się dawno nie robiło. I pomagają odkrywać przyjemność z malowania i odkrywania swoich talentów. Wniosek taki, że edukacja pozaformalna w grupach różnowiekowych i pokoleniowych ma sens.

W przestrzeni publicznej maluję już od dawna. Sztuka jest tylko środkiem – celem jest spotkanie w przestrzeni publiczne i rozmowy z wykorzystaniem różnych kanałów. O głębszym sensie takich warsztatów lub nietypowych wykładów pisałem już wielokrotnie i prezentowałem na Festiwalu Filozofii. Zacząłem malowanie na butelkach (z recyklingu, znalezionych w lesie i jeziorze). Ale farby do szkła dłużej schną. Dobrze się pracuje z dorosłymi lecz z dziećmi jest to trudniejsze (więcej wybrudzonych ubrań, rąk i twarzy). Od kilku lat maluję na kamieniach i starych dachówkach. Farby akrylowe szybciej schną, co jest ważne w przypadku udziału dzieci. Mniej się brudza i łatwiej wyczyścić ze skóry i ubrania.

W tym roku malowanie kamieni nabrało wymiaru społecznego. Na przykład Kamienie z Morąga są społecznie zaangażowane.

A co się stanie z 55 dachówkami z Oranżerii Kultury? Zostaną polakierowane i wystawione. Albo w formie daszku albo zostaną poumieszczane między kwiatami w ogrodach. Będzie okazja na kolejne spotkanie, tym razem autorzy przybędą na wernisaż. Z liczną publicznością. Być może dachówki lidzbarskie posłużą do zainscenizowania gry terenowej z ukrytym, tajemniczym przekazem (zobacz Molariusz na Nocy Naukowców). Się okaże.

Wspomniałem w tytule o synergii. Spotkanie ludzi otwartych i dyskutujących (nie tylko werbalnie) tworzy nową wartość. Coś dodanego, coś co jest więcej niż sumą pojedynczych pomysłów. Ludwik Fleck pisała o tym jako kolektywie myślowym (odnosił do nauki). Sam pomysł malowania kamieni z naciskiem na edukację nie tylko przyrodniczą jest efektem synergii, powstałej na wielu spotkaniach. Tak i teraz wykorzystanie dachówek w Oranżerii Kultury dojrzewa, jako efekt synergii. Niebawem zobaczymy co się z tego wylęgnie. Na pewno coś społecznie wartościowego i pięknego.

wpisydachowkowe

Edukacyjne i wakacyjne plenery z dachówkami i kamieniami

sczachor

Po Reszlu i Zastawnie przyszła niespodziewanie pora na Morąg. Przy okazji Jarmarku Produktów Regionalnych w Morągu w niedzielę 13 sierpnia 2017, przy stoisku Ekofarmy Vitalis, będę malował dachówki. Przewodnim motywem będzie lokalna bioróżnorodność. Ale malowanie jest tylko pretekstem do spotkania i wspólnych rozmów. Tak jak kiedyś na podwórku. Każdy namaluje to, co dla niego jest ważne.

Jarmark w Morągu to jednodniowa impreza o charakterze wystawienniczo–handlowym. Zaprezentują się tam wytwórcy wyrobów użytkowych, artystycznych, naturalnych artykułów spożywczych oraz podmioty z branży turystycznej. Jeśli będziesz w okolicy, przynieść ze sobą jakiś kamień (lub kilka), fragmenty starych dachówek itd. Można wcześniej kupić sobie mazaki olejowe (napis będzie trwały i deszcz nie zmyje). Farby akrylowe będą na miejscu – zapewnia Ekofarma Vitalis. I stare dachówki z Elbląga. Pełne historii. A resztę dopowiemy na miejscu.

20245450_250734818776350_2467050848405441826_n

Edukacyjne kamienie w przestrzeni publicznej

sczachor

dialogDo tej pory malowałem na kamieniach lokalną różnorodność biologiczną, głównie rośliny i owady. W mojej intencji miały być elementem edukacyjnym i jednocześnie przyrodniczym street-artem. Wykorzystywałem także jako element gry terenowej z elementami questingu – by nadać mały element przygody w poszukiwaniu kolejnych kamieni i odgadywaniu gatunków. By zainspirować do poszukiwania wiadomości na temat spotykanych „chwastów i robali”. W społecznych plenerach w parku czy na trawniku, wspólne malowanie było zakończeniem opowieści o motylach czy niezwykłych chwastach, zwieńczeniem akcji zakładania miejskiej łąki itd. Leżąc w parku czy na trawniku nieustannie zachęcały do kontynuacji i kolejnych spotkań. Wspólne malowanie to pretekst do bycia razem i tworzenia choćby efemerycznej wspólnoty.

Na lipcowym plenerze w Zastawnie odkryłem coś jeszcze. Malując słowa można wykorzystać kamienie, fragmenty dachówek czy okruchy betonu do edukacji społecznej. Pomysł ten podsunęły mi projekty „kufra z marzeniami” czy „koszyka dobrych życzeń” (z którymi wcześniej miałem przyjemność się zapoznać). Nie jest więc to całkiem nowy pomysł. W przyrodzie i ludzkiej kulturze dominuje wszak ciągłość i nieustanne przetwarzanie. Nieustanna ewolucja.

szukajPokruszone stare dachówki, fragmenty doniczek… to niepotrzebne nikomu elementy. Niejako „zepsute”, zbędne, odrzucone na śmietnik. W ujęciu społecznym dobrze to ilustruje ludzi „niepotrzebnych”, wykluczonych, wyalienowanych. We współczesne Polsce nawet większość jest wyrzucona poza nawias, poza naród, nazwana kanaliami, zdradzieckimi mordami, obrażana na wszelkie sposoby. Może dlatego temu „gorszemu sortowi” akcja malowania i pisania na kamieniach czy starych dachówkach przypadła szybko do gustu? Taki drobny street art z edukacyjnym przesłaniem, najszybciej zakorzenił się w Elblągu i Morągu (zobacz Elbląg, oarz "kamienie przemówiły", plener w Zastawnie).

Malowane kamienie i fragmenty ceramiki, potłuczone dachówki, gliniane garnki czy donice. Ze słowami ważnymi dla wszystkich „potłuczonych” i „wyrzuconych”, z ich marzeniami. Jeszcze tylko dodać element terenowej gry miejskiej i być może QR Kody, przekierowujące do szerszego opisu, a społeczne przesłanie będzie głębsze i pełniejsze.

Wakacje długie. Może się uda.

kamienie_z_parku_centralnego

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci