Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : dziennikarstwo

Upowszechnianie wiedzy i komunikacja (relacja z Wrocławia cz. 4.)

sczachor

mostGdy jechałem na dyskusję panelową do Wrocławia, to starannie przygotowałem swoje wypowiedzi (znałem tematykę i pytania wprowadzające) ale i tak dyskusja potoczyła się inaczej. Trzeba być gotowym na improwizację i modyfikację. Dyskusja ma swoją niepowtarzalną i nieprzewidywalną do końca dynamikę. A teraz przepisuję notatki i nadaję im kolejną wersję, bogatszą o przemyślenia. Słowo pisane ma swoją logikę i wymusza inne ułożenie treści. Dopowiedzenie, doprecyzowanie.

Druga część dyskusji panelowej zatytułowana była „Sposoby prezentacji informacji”. Jakie jest postrzeganie informacji z perspektywy promotora, dziennikarza, naukowca i przeciętnego użytkownika? Kontekst sytuacji sporo zmienia. Ale pewna zasadnicza część pozostaje niezmienna i identyczna. Istotne wartości dla każdej z wymienionych grup odbiorców są zapewne różne. Odbiorca oczekuje przejrzystego i czytelnego przekazywania informacji. Zatem pojawia się kolejne pytanie o jakość informacji. Po co nam ta informacja: dziennikarzom, promotorowi, wykładowcy? Punkt widzenia prezentującego i odbiorcy może być różny.

Niezależnie od tego, czy jest to wykładowca czy dziennikarz, należy mówić i pisać do ludzi, a nie do siebie, gdy ewentualnie publiczność jest tylko tłem – to jest to po prostu głośne myślenie ze statystami. Jeśli przekaz mówiony czy pisany adresowany jest do odbiorcy, to ważne jest wyobrażenie sobie lub poznanie kontekstu sytuacji i okoliczności, w których ten przekaz zaistnieje. To można sobie wyobrazi, przemyśleć. I nie ważne, że realizacja może się w jakimś stopniu rozminąć z planami. Dialog jest zawsze nieprzewidywalny w jakimś przynajmniej stopniu. W dialogu tworzy się nowa wartość, tworzona przez obie strony. Wtedy wykład czy artykuł nie będzie tylko rytuałem ale i komunikacją międzyludzką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Czy można sobie wyobrazić co wiedzą i czego chcą (kontekst sytuacji) słuchacze/czytelnicy? Im poprawniej odpowiemy sobie na to pytanie, tym trafniej dobierzemy treść i formę. W przypadku promotora na seminarium jest jeszcze aspekt dydaktyczny. Bo można chcieć wywołać efekt zadziwienia problemem czy nawet stresu. W dydaktyce przecież nie chodzi tylko o przekaz informacji ale i o stworzenie sytuacji edukacyjnej (tworzenie środowiska edukacyjnego).

Przygotowując referat czy artykuł warto przemyśleć dostępność informacji, którą chcemy przekazać. I odróżnić elementy ważne i mniej ważne, w tym dokładność podawanych informacji. Zatem kolejny raz trzeba zastanowić się co już wie słuchacz/czytelnik. Bo przecież staramy się mówić do ludzi a nie tylko do siebie samego. Tutaj pojawia się kwestia wyobraźni i empatii.

Słuchaczowi/czytelnikowi pozostaje podążanie za informacją i jej weryfikowanie. Po co jest odbiorcy konkretna informacja? Precyzyjna, prawdziwa, wiarygodna. Jakie jest źródło jej uwiarygodnienia, które zechcemy pokazać świadomie lub nieświadomie? Czyli co chce wykładowca, dziennikarz czyli nadawca przekazywać i jakiej spodziewa się reakcji.

Kiedy już wiemy (przemyślimy) co chcemy przekazać, wtedy pozostanie tylko dostosowanie formy by przekazać treść w prosty sposób ale nie uproszczony. To wielka sztuka. Więc trzeba ćwiczy, ćwiczyć po wielokroć. Uczymy się całe życie. Temu służą także seminaria na uniwersytetach. A i studenci sami tworzą sobie dogodne sytuacje i środowisko edukacyjne, czego przykładem jest dyskusja panelowa, zorganizowana przez studentów Politechniki Wrocławskiej.

W roli nadawcy, czy to w postaci referatu na seminarium czy konferencji lub artykułu w mediach występują także studenci. To przede wszystkim z myślą o nich spisuję tę relację i uporządkowane „porady”. Treść można ułożyć na kilka różnych sposób (różne pomysły i scenariusze): od ogółu do szczegółu, można zacząć od abstraktu: główny przekaz na początku, albo dopiero na zakończenie, jak rozwiązanie zagadki w kryminale, albo od planu wypowiedzi. Można i od szczegółu do ogółu (pokazać tok myślenia i dochodzenia do wniosków). Albo od decyzji końcowej a w trakcie pokazać jak do tego doszliśmy. To nie wyczerpuje wszystkich możliwych scenariuszy i pomysłów.

Bardzo dobrze jest znać temat i rozumieć przekazywane treści by przekazać to zwięźle, krótko precyzyjnie i wiarygodnie. W trakcie przygotować przy okazji dogłębniej poznajemy zagadnienie. A jak w czasie realizacji zorientujemy się, że nie bardzo rozumiemy… to też jest zyskiem. Jest jeszcze czas by poznać dokładniej problem i jeszcze kilka razy go przemyśleć. W tym przedyskutować. Bo dyskusja jest zbiorowym myśleniem. Także dyskusja panelowa. A jeśli rozumiemy i znamy referowane zagadnienie to znacznie łatwiej można dostosować przekaz do sytuacji, poziomu słuchaczy i ich oczekiwań. Nie odczytujemy jak kserokopiarka lecz budujemy opowieść od nowa, dostosowaną do okoliczności i publiczności.

Trening jest podstawa. Od tego są przecież studia i przestrzeń uniwersytecka by się ciągle uczyć: mówienia i pisania. Przydatną formą są krótkie prezentacje typu elevator speech (prezentacja w windzie). Mamy na zaprezentowanie swojego pomysłu kilkadziesiąt sekund, góra 2-3 minuty. I to bez komputera z rzutnikiem multimedialnym. Jeśli uda nam się zainteresować słuchacza (w tym przypadku kogoś ważnego, decyzyjnego, może szefa) to w efekcie możemy usłyszeć potwierdzanie, i akceptację „tak, zrób to”. Albo zaproszenie do dalszej rozmowy „tak, podaj mi szczegóły”, „tak opowiedz mi w szczegółach.”

To samo można opowiedzieć słowem, pismem, obrazem, scenką i to na różne sposoby. Warto poćwiczyć. Jeśli nie teraz, to kiedy? Korzystaj wiec z okazji by występować i ustnie przedstawiać swoje relacje, pomysły, dokonania oraz w formie pisanej (tradycyjna prasa lub internetowe blogi i fanpejdże. Studiowanie to nie tylko uczęszczanie na zajęcia obowiązkowe i „odrabianie lekcji”, to także samodzielne wyszukiwanie nieobowiązkowych możliwość współtworzenie gazet studenckich.

Na ilustracji most z Wrocławia. Most jako symbol łączenia, komunikacji i inżynierskiego osiągnięcia. Wszak byłem u studentów z politechniki.

Dziennikarstwo obywatelskie czyli być obiektem badawczym…

sczachor

efektnudyNaukowiec bada świat… ale i czasem sam staje się obiektem badawczym. I ja tego doświadczam.. gdy jestem „przepytywany" jako obiekt badawczy. Nie pierwszy był to wywiad (w sensie naukowej ankiety i przepytywania) i nie pierwszy raz dotyczył pisania. Napisał do mnie pan Michał Kuś „(…)wraz z kolegami z kilku krajów europejskich realizuję obecnie badanie dotyczące dziennikarstwa obywatelskiego, w szczególności zaś doświadczeń i praktyki działania samych dziennikarzy obywatelskich. W związku z powyższym oraz faktem, że jest Pan zaangażowany w działalność serwisu olsztynska24.pl oraz własnych posiada Pan własne blogi byłbym bardzo zainteresowany przeprowadzeniem wywiadu z Panem jako osobą zaangażowaną w działalność w zakresie dziennikarstwa obywatelskiego. (…)”

Jak ktoś umie pisać, to niech pisze, i raczej nie po murach. Ale wróćmy do badania ankietowego. Było pytanie o źródła zainteresowania tematyką dziennikarstwa obywatelskiego. Niby proste pytanie, a tak trudno precyzyjnie na nie odpowiedzieć. To nie tylko kłopoty z pamięcią (nie robiłem przecież notatek, nie śledziłem swoich działań), to także złożoność zjawiska.. Bo jest wiele powodów i przyczyn, dojrzewających powoli i wielotorowo mojego spotkania z dziennikarstwem obywatelskim. Po pierwsze były potrzeby dydaktyczne, konieczność nauczenia studentów komunikacji w nauce i publicznych wypowiedzi. Preferuję naukę przez działanie i uczestnictwo. A żeby kogoś uczyć, trzeba samemu najpierw tego „spróbować”. Po drugie wynikało to z potrzeby komunikacji ze studentami w nowej rzeczywistości. Najpierw była to strona www, ale aktualizacja była kłopotliwa. Powstał więc blog, początkowo jako forma komunikacji i konsultacji on-line. Drugim ważnym powodem (przyczyną) było zetknięcie się z wolnymi licencjami, najpierw za sprawą Wikipedii, potem za sprawą innych zasobów, łącznie z tymi ściśle naukowymi. Chciałem ułatwiać upowszechnianie wiedzy, aktywnie w tym uczestnicząc i wychodząc poza sztywne licencje (wiedza powinna być szeroko dostępna bez względu na zamożność). Kolejną przyczyną były zmiany w mediach, związane z trzecią rewolucją technologiczną. Kiedyś wysyłałem materiały popularnonaukowe do redakcji w tradycyjnej formie (pisane na maszynie do pisania, potem już wydruk komputerowy). Gdy pojawiła się nowa, cyfrowa rzeczywistość, nie tylko czekałem na ofertę mediów, ale sam inicjowałem na portalach lokalnych działy związane z nauką. Różnie to wychodziło i ciągle brakowało piszących... Niby tak wielu ludzi potrafi pisać i tak wielu uczestniczy w badaniach naukowych i życiu uniwersytetu... a jednak tekstów ciągle brakuje. 

Dziennikarstwo obywatelskie jest dla mnie obecnie formą edukacji pozaformalnej i upowszechnianiem wiedzy. Po drugie – w odniesieniu do innych osób, w tym studentów – jest formą samokształcenia. Można mobilizować do uczenia się poprzez egzaminy, sprawdziany, kolokwia. A można namawiać do publicznych wypowiedzi. Jeśli coś trzeba napisać, ubrać w słowa, to trzeba doczytać, przemyśleć i uporządkować własne myśli. Najwięcej z pisania korzysta więc... sam piszący.

Dziennikarzem obywatelskim może być każdy. Pisze wtedy, gdy coś ma do powiedzenia. Może ale nie musi. W rezultacie nie musi pisać na siłę (chyba, że sam narzuca sobie grafomańskie normy). W odniesieniu do siebie traktuję jako obowiązki pracownika uniwersytetu – upowszechnianie wiedzy w przystępnej, komunikatywnej formie. Najpierw były to tradycyjne próby w prasie papierowej (dzienniki lokalne, miesięczniki ogólnopolskiej, tematycznie związane z biologia i przyrodą). Obecnie są to głównie media elektroniczne, własny blog oraz blogi zawodowe i tematyczne czy związane z kierunkiem studiów (tam przede wszystkim stwarzam możliwości do pisania innym osobom).

Jestem ciekaw tych badań nad dziennikarstwem obywatelskim w Europie. To już nie będą jednostkowe wspominania ale analiza na dużej próbie. Ciekaw jestem wniosków. I tego, czy moje motywy są typowe.

Dziennikarz i naukowiec w jednym stali domu…

sczachor

Dziennikarz i naukowiec - dwa różne zawody a jednak mocno podobne. Misja zbliżona ale różne formy wypowiedzi. Celem jednego i drugiego jest obiektywne poznanie i obiektywne relacjonowanie. Dziennikarz i naukowiec są przedłużeniem zmysłów i umysłu społeczeństwa: oczami dziennikarza i naukowca myślimy, słyszymy, poznajemy odległe światy. Dzięki ich pracy możemy być w wielu miejscach na raz. Szybka podróż, lub wykorzystanie specjalistycznego sprzętu.

Zdonie z koncepcją Marshalla McLuhana media są przedłużeniem człowieka, przedłużeniem zmysłów. Dziennikarz i naukowiec to społeczne wyspecjalizowane narządy zmysłu całego społeczeństwa. Dziennikarz i naukowiec – inna metodologia (choć podobna, ewolucyjnie wywodząca się z tej samej ludzkiej ciekawości) i inny styl relacjonowania, opowiadania. Literatura stawia bardziej na estetykę opowieści, nauka na obiektywizm (nawet kosztem piękna języka). Dziennikarstwo jest gdzieś pomiędzy: ma być obiektywnie ale i pięknie opowiedziane.

Naukowiec jest bardziej wyspecjalizowany (wąska dziedzina, ciągle to samo), dziennikarz ciągle obraca się w szerokim zakresie tematycznym. Dlatego dziennikarz musi być erudytą i w rezultacie na niczym się nie zna dokładnie (w uproszczeniu). Naukowcy erudytami w nauce byli w Oświeceniu. Wtedy jeszcze się dało. Teraz specjalizacja i przyrost wiedzy jest zbyt duży, by móc ogarnąć wszystko. Co roku ukazuje się chyba milion nowych publikacji naukowych. Tego nie da się ogarnąć. Dlatego w nauce specjalizacja coraz bardziej się pogłębia.

Naukowiec i dziennikarz mówią (piszą, komunikują) do innych odbiorców: naukowiec do innych specjalistów (innych naukowców z danej dyscypliny), a więc jego język jest żargonowy, specjalistyczny, z dużym kontekstem wiedzy (niewypowiedzianej, ale do niej się odwołuje), dziennikarz - do szerokiego odbiorcy a więc język musi być prosty a trudne terminy objaśnione. Inne więc formy tekstów pisanych, sposobów komunikacji. Ale istota pozostaje ta sama – komunikacja treści społecznie przydatnych. Emocje w gatunkach dziennikarskich są po to, aby wzbudzić zainteresowanie, w tekstach naukowych jest ich mniej, bo sięgają po nie już zmotywowani, poszukający czegoś konkretnego. Ale i to się zaczyna zmieniać za sprawą nie tylko trzeciej kultury i popularyzacji nauki.

Skoro następuje hybrydyzacja mediów, to może będzie nowe wymiksowanie stylów? Naukowcy sięgają po nowe formy, by zainteresować obywateli finansowaniem badań. Obywatel, żeby chciał finansować badania naukowe, musi je rozumieć oraz rozumieć ich sens i cel. Dlatego naukowcy, jako coraz bardziej rosnąca grupa zawodowa, muszą i chcą coraz bardziej komunikować się z szerokim odbiorcą. Muszą więc nauczyć się nowego stylu przekazu obiektywnej wiedzy. Muszą wyjść z koleiny jednego stylu i rytuału komunikacji i nauczyć się także stylów typowo dziennikarskich. Z drugiej natomiast strony dziennikarze, chcący pisać o nauce i wykorzystywać popularyzację wiedzy… muszą się dokształcać w konkretnych dyscyplinach naukowych. By rozumieć to, o czym piszą.

Hybrydyzacja jest w jeszcze jednym wymiarze. We współczesnym świecie nie tylko dziennikarz musi umieć więcej (czytaj o dziennikarzach fotografujących i filmujących), ale i naukowiec musi umieć dużo więcej. Dziennikarskie massmedia czyli środki masowej komunikacji bardzo się zmieniają. Odbiorca jest coraz bardziej zróżnicowany i zindywidualizowany (polecam np. książkę Karola Jakubowicza „Nowa ekologia mediów. Konwergencja a metamorfoza”).

Dziennikarz jest sprawozdawcą. Jest oczami dla innych. Bo samemu się wszędzie nie pojedzie. Dziennikarz jest (a przynajmniej powinien być) specjalistą w zbieraniu, opracowaniu i upowszechnianiu informacji. Powinny być one obiektywne. Ale gdy dziennikarz staje się nauczycielem, politykiem, kaznodzieją, mędrcem – wychodzi ze swej funkcji. A dzieje się to od wielu lat, nie tylko obecnie. Mylenie funkcji jest powszechne - politycy też uważają się za dziennikarzy. Ostatnio nawet za dziennikarzy podają się szantażyści i przestępcy. Groźne jest mylenie stylów: felieton, reportaż, opinia, wywiad, refleksje, szantaż. Nie ma problemu w tym, że hydraulik czy piłkarski kibic idzie do teatru. O ile dostosuje formę swojego ubioru i zachowania do miejsca. Nie ma więc problemu w tym, że ludzie wykonują różne zawody, nawet symultanicznie. Ale przyjmując rolę dziennikarza trzeba przyjąć i rzetelny, dziennikarski styl relacjonowania. Czytelnik powinien wiedzieć (odczytać) ze stylu jaka to wypowiedź, i czy to pisze obiektywny dziennikarz czy emocjonalny, subiektywny mentor, kaznodzieja, polityk. Tak samo, jak idąc do sklepu oczekujemy, że na półce z makaronami będzie makaron, a napis na opakowaniu odzwierciedlać będzie zawartość. Nie chcemy niespodzianek: kupując konserwę rybną po otwarciu znaleźć zielony groszek lub mielonkę turystyczną.

Groźni są „dziennikarze”, którzy uważają, że mają monopol na pouczanie ludzi. Naukowcy zresztą też. Medialni celebryci… nie są dziennikarzami. Każdy, gdy coś powie lub napisze, myśli że jest dziennikarzem… pomieszanie z poplątaniem. Winę za ten stan rzeczy ponoszą zarówno media jak i odbiorcy. Mniejsze jest zapotrzebowanie na informacje, bo są za darmo jak ulotki z supermarketu w skrzynce pocztowej. W rezultacie jest mniej pracy dla rzeczywistych dziennikarzy. Ich miejsce zajmują tańsi, niewyrobieni warsztatowo stażyści i … pospolite ruszenie bez warsztatu. Zamiast wywiadu z politykiem sam polityki pisze a forma przybiera wygląd obiektywnego wywiadu czy reportażu. Służby i kelnerzy podrzucają podsłuchy, które dalej „robią” za dziennikarstwo śledcze lub reportaż. Mniej jest czasu na sprawdzenie tekstów, dźwięków, filmów, faktów (pośpiech i mało pieniędzy na etaty), mniej czasu na obiektywizm i wysłuchanie racji, wizji, punktów widzenia dwóch stron (żeby było obiektywnie a nie propagandowo). Mniej czasu na próbę weryfikacji informacji (tak jak naukowiec weryfikuje obserwacje i wyniki eksperymentów). Nawet w dziennikarstwie otaczają nas tandetne jednorazówki.

Profesjonaliści to rzetelność, obiektywizm, że prawda, że sprawdzone a nie tylko wymyślone. Dziennikarz to nie literat. Bo czym innym „jest napisane to i tu” (ze skomentowaniem wiarygodności owego "tu") a czym innym „jest”. W pierwszym jest tylko stwierdzenie faktu, w drugim daleko idąca interpretacja. Wśród naukowców też są nierzetelni, też jest mylenie gatunków literackiej komunikacji naukowej, wychodzenie z roli. Naukowiec jest tylko specjalistą w swej dziedzinie, a nie w każdej swojej tematyczne wypowiedzi. Nie powinien ulegać pokusie i stosować tytułu naukowego w każdej sytuacji a tylko w wyjątkowych przypadkach, wtedy gdy rzeczywiście wypowiada się jako ekspert. Jest to trudne i wiem coś o tym. Stopień naukowy jest potwierdzeniem specjalizacji. Udzielam różnych wypowiedzi, czasem na tematy odbiegające od specjalności i kompetencji. Dziennikarze nie zawsze przesyłają tekst do autoryzacji. Często lubią wstawiać tytuł, aby podkreślić „eksperta”, mimo że w konkretnym przypadku ekspertem nie jestem. Ale ładniej wygląda.

Naukowcy także wychodzą z roli, stając się politykami i kaznodziejami, że wspomnę z przeszłości Łysenkę a ze współczesności Dawkinsa. W dużej części to nie tylko ich wina, ale i różnych środowisk, które dodają sobie autorytetu wpisując na sztandary naukowców. Każdy ma prawo do wypowiedzi w różnych tematach. A przecież nie zawsze wypowiada się jako naukowiec. Często wbrew intencjom i wbrew woli występuje poza swoją specjalnością jako ekspert od wszystkiego.

Profesjonalizm – zgodnie z rzemiosłem, ze sztuką czy to dziennikarską, czy naukową. Podobieństwo jest duże. Osobiście jestem i dziennikarzem i… naukowcem. O może raczej bywam. Sądzę, że naukowcem się bywa... wtedy, gdy się odkrywa. Tytuł i stopnie naukowe pozostają na stałe, jak kiedyś tytuły szlacheckie przy nazwisku....

Ożywianie papierowych gazet - dlaczego idzie tak wolno i z dużymi oporami?

sczachor

Intermet i hybrydowe media dają duże możliwości. W gazetach papierowych pojawiają się nie tylko zdjęcia, ale w ślad za hipertekstowym stylem internetowych mediów mogą pojawiać się filmy. Papier ożywa, ale za sprawą czytników czytelników. Gazeta ożywa, gdy czytelnik ma tablet lub smartfona. I coraz więcej ludzi je ma.

I gazety eksperymentują. Kolejne tytuły zapowiadają rewolucję, pokazują nowinki... i na tym się kończy. Najpierw Gazeta Olsztyńska pokazała filmiki poprzez program Aurasma. Na moim tablecie się nie sprawdził. Dobrze działa chyba tylko na smarfonach. Ale po kilku próbach filmiki zniknęły z Gazety. Długo zastanawiałem się dlaczego.

Niedawno Tygodnik Powszechny, zmieniając format papierowy, także zapowiedział "ożywianie", z wykorzystaniem programu Actable. Nawet pojawiły się filmiki. Ale potem zamarło. Dlaczego?

Kilka dni temu zrozumiałem dlaczego tak się dzieje, że mimo iż są możliwości techniczne, mimo że przetestowane, to brakuje adekwatnego wsadu. Przyszła do mnie na wywiad młoda dziennikarka. Chwilę porozmawiała, nagrała na dyktafon, zrobiła zdjęcie i nagrała krótki filmik. Jedna osoba - wszystko w jednym (zobacz efekt). Jedna osoba potrafi napisać, zrobić zdjęcie i filmik (a potem edytować tekst, edytować zdjęcie i krótki filmik). Dziennikarz hybrydowy, bez podziału na prasę, radio i telewizję.

Jeszcze do niedawna, dziennikarz prasowy, jeśli chciał zdjęcie do swojego tekstu... to przychodził z fotografem, albo fotograf przychodził w innym terminie. Zrobić ilustrację. Tak przez lata media funkcjonowały. Dziennikarz był do tworzenia tekstu słownego. Od ilustracji był fotograf. A nagrać film? To kolejna osoba. Lub nawet kolejne medium. Teraz to się wszystko miesza i powstaje zupełnie nowa jakość. Czasem przychodzący do mnie dziennikarz radiowy od razu robi także zdjęcie. Zdjęcie  do radia? Tak, na stronę. Bo współczesne radio można słuchać dodatkowo w dowolnym czasie przez internet, czytać informacje na stronie www i oglądać zdjęcia.

Ożywianie gazety wymaga dodatkowego wsadu, nie tylko tekstu ale i obrazu ruchomego. Technicznie to nie jest takie trudne. Większy przełom musi dokonać się w nawykach i umiejętnościach. I nowe pokolenie się już tego uczy. Nic już nie będzie takie jak dawniej. Współczesny dziennikarz musi umieć znacznie więcej, także pod względem technicznym.

Technologia nie wystarczy. Potrzebny kapitał ludzki. O tym, jak bardzo zmienia się przekaz za sprawą technologii i jak technologia zmienia sam proces komunikacji, przekonuję się w trakcie lektury. Bo właśnie czytam dwie książki:

  • Marshall McLuhan "Zrozumieć media. Przedłużenia człowieka"
  • Karol Jakubowicz "Nowa ekologia mediów. Konwergencja a metamorfoza"

Ta ostatnia pozycja jest intrygująca także ze względu na przenikanie biologicznego sposobu patrzenia na świat do nauk społecznych. Pojawiają się już ekosystemy inwestycyjne jak i ekologia mediów. To nie tylko inspiracja słowem ale interdyscyplinarne wykorzystanie modeli.

Wymiana ekonomiczna nie jest jedyną rzeczą, która się liczy

sczachor

Jeśli jedynym sensem i kryterium ludzkich działań jest aspekt ekonomiczny liczony w PKB, to konsumpcja, nawet ta zbyteczna, wydaje się głównym wymiarem ludzkich działań. Po wielu dziesięcioleciach takiego stylu życia i wyceniania wszystkiego w kategoriach zysku ekonomicznego, zasypani jesteśmy górami śmieci. Problemem numer jeden staje się gospodarka odpadami i zmiany klimatu. Drugą stroną tego medalu jest rosnące bezrobocie.

Powoli rośnie przekonanie, że pieniądz nie jest jedynym a nawet głównym motorem ludzkich działań. Rośnie rola wolontariatu we wszystkich sferach społecznego życia. Przykładem jest rozwijające się dziennikarstwo obywatelskie czy takie projekty jak Wikipedia.

Ta ostatnia jest przykładem jak dziesiątki tysięcy (a może więcej?) ludzi na całym świecie może coś zrobić wspólnie dla innych. Jest to chyba największy taki projekt wspólnego działania, globalny i zarazem lokalnym, interdyscyplinarny i miedzynarodowy. Ten projekt pokazuje, że ludzie po setkach lat zrozumieli, że wymiana ekonomiczna nie jest jedyną rzeczą, która się liczy. Miliony ludzi, którzy się nawet nie znają, chcą wspólnie robić coś dobrego dla innych.

Dzielenie się wiedzą jest specyficznym procesem. Bo w wyniku dzielenia się... stale przybywa. Jeśli ja mam złotówkę i dam tobie, a ty mi dasz złotówkę, to razem dalej będziemy mieli po jednym złotym (tyle samo co przed wymianą). Jeśli ja podzielę się myślą, wiedzą i ty podzielisz się swoją wiedzą... to każdemu przybędzie i nic nie ubędzie. Będziemy mieli więcej. Dzielenie się wiedzą wymyka się dotychczasowym teoriom ekonomicznym.

Dzielenie się wiedzą (upowszechnianie wiedzy i kultury) pomnaża ale jednocześnie nie zubaża zasobów Ziemi.

Różne historyczne grupy rekonstrukcyjne to z jednej strony zabawa uczestników a z drugiej aktywna edukacja i uczestników i widzów. To bardzo interaktywne odkrywanie przeszłości i zapomnianych umiejętności.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci