Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : prekariat

Dlaczego chcemy wcześniejszych emerytur?

sczachor

skansen_544Zastanawia mnie od dłuższego czasu, dlaczego wbrew logice, matematyce i ekonomii chcemy wcześniejszych emerytur. Dlaczego emocje wygrywają z racjonalnością i skąd to się bierze. Bo przecież każdy przeciętny Polak zna się na podstawach matematyki rachunkowości. Wie na pewno, że dłuższy okres składkowy to więcej pieniędzy. Bo na pewno więcej jest 7 razy 10 niż 7 razy 5. Im dłużej więc pracujemy tym dłużej odprowadzamy składkę a więc tym samym zgromadzimy większą sumę na emeryturę. Ponadto każdy wie, że im wcześniej pójdzie na emeryturę tym dłużej będzie korzystał ze zgromadzonych pieniędzy. Czyli 100 dzielone przez 20 jest na pewno mniejsza kwotą niż 100 dzielone przez 15.

To wszystko wydaje się proste i racjonalne. A jednak chcemy szybciej przechodzić na emeryturę. Musi być jakiś powód. Najpewniej wynikający z emocji. Zapewne wiąże się – tak sobie myślę – z poczuciem niepewności i brakiem zaufania.

Po pierwsze nie ufamy instytucji państwa (a przecież to jest nasze i przez nas tworzone!). Jeśli nie ufamy, to nie ważne ile będziemy zbierali i ile uzbieramy – spodziewamy się, że zostaniemy oszukaniu. Że nam ktoś zabierze, że nas wykiwa. Po drugie czujemy niepewność na rynku pracy i boimy się zwolnień. Bo nie tylko prekariusze czują się niepewnie i bez stabilizacji. Lepiej więc przejść na wcześniejszą emeryturę i mieć pewne, stałe dochody, choćby najmniejsze. A potem się ewentualnie dorobi. A jeśli pracuję, to ciągle obawiam się o utratę pracy. I wtedy zostanę z niczym – bez pensji i bez emerytury.

I w końcu jak mniemam – trzeci powód: złe stosunki w pracy (zła kultura pracy). A to nieodpowiedni szefowie, mobbing, kumoterstwo, nepotyzm, brutalna rywalizacja współpracowników, podgryzanie, intrygi, wyścig szczurów. Potrzebujemy nie tylko PKB ale i sprawiedliwości społecznej, docenienia. Być może przejście na emeryturę jest dla nas sposobem na wyzwolenie się z tych nieprzyjemnych sytuacji.

Emocje mają znaczenie. Do emocji dorabiamy „fakty” i je racjonalizujemy. Dlatego być może tyle różnych politycznych programów, nierealnych, z wcześniejszym przechodzeniem na emeryturę. Ale jeśli się zastanowić, to jest lepszy sposób niż domaganie się wcześniejszych emerytur. Musimy naprawić nasze życie społeczne. Poprawić kulturę pracy i zwiększyć zaufanie do siebie, zarówno w odniesieniu do instytucji państwowych jak i w odniesieniu do społeczeństwa. Żmudna to praca. Ale nie warto budować na piasku. Być może nie o wcześniejsze emerytury chodzi a o naprawę zycia społecznego. Pomoże nie tylko prekariuszom ale i wszystkim pozostałym.

Akademicki ferment - między pokoleniem NEETsów i prekariatem

sczachor

W kręgach nie tylko akademickich trwa coraz bardziej ożywiona dyskusja (przykład 1 Po co nam doktorat?, przykład 2 Niebezpieczne nieporozumienia w sprawach nauki). Klimat niemalże rewolucyjny. Mam wrażenie, że od wielu miesięcy wzrasta niezadowolenie, że coś jest nie tak jak powinno. Chyba potrzeba zmian dojrzewa, a różnorodne zmiany ciągle są wdrażane, praktycznie co roku, jedne mniejsze i kosmetyczne inne bardziej gruntowne (np. Krajowe Ramy Kwalifikacji, kategoryzacja uczelni). Czy wdrażane zmiany i programy naprawcze są niewystarczające? A może są wystarczające i właściwe tylko potrzeba czasu na efekty? Może lekarstwo zostało już podane i teraz trzeba tylko czekać na ozdrowieńcze efekty?

Temperatura społecznych dyskusji wokół uczelni wyższych, jak i wokół kształcenia, przypomina mi klimat roku 1989 i początek lat 90. XX w. Też był dyskomfort (z zupełnie innych powodów), gorąco dyskutowano i definiowano problemy i potrzeby zmian. Rok 1989 (i odzyskanie pełnej wolności)  umożliwił realizację wcześniej dyskutowanych pomysłów i planów uzdrawiania szkolnictwa wyższego. Skutek był taki, że powstało wiele nowych uniwersytetów, wiele nowych szkół, kształcenie wyższe  upowszechniło się i nabrało charakteru powszechnego. Remedium na pokolenie niewykształconych NEETsów wykreowało nowe pokolenie prekariatu. Kształcić się czy nie kształcić oto jest współczesne pytanie całego pokolenia. A może nawet całego globalnego społeczeństwa?

Teraz też, jak przed ponad 20 laty, dyskutuje się o potrzebie zmian, ale tym razem mowa o nadprodukcji magistrów i nawet doktorów. Rośnie dyskomfort zarówno młodego pokolenia, prekariatu, ale i samych pracowników szkół wyższych. Akademicy boją się zwolnień i upadku swojej „branży” a studenci boją się "wykształconego" bezrobocia. Coś jest nie tak. Nie tak miało to być?

Może jeszcze nie wiemy co i jak zmienić, ale potrzeba zmian nabrzmiewa coraz bardziej – na co wskazują bardzo różnorodne dyskusje.

Ferment intelektualny młodego pokolenia, które szuka swojego miejsca w świecie i na rynku pracy, jest chyba coraz bardziej widoczny. Nie chcą być bezrobotnymi licencjatami, magistrami czy doktorami. Ani bezrobotnymi profesorami :).

Znowu środowiska akademickie poszukują agory i miejsca do dyskusji. Dyskusja czysto akademicka, zamknięta w murach uczelni wyższych, jest niewystarczająca. Bo to problem całego społeczeństwa a nie tylko środowiska akademickiego i studentów. Uniwersytety nie istnieją w próżni i nie dla samych siebie. Szukamy więc dobrego miejsca, gdzie można się wypowiedzieć, posłuchać innych i podyskutować, zwłaszcza z ludźmi spoza branży. Wyżalić ale i poprzez słuchanie dowiedzieć się więcej i spróbować zrozumieć co się dzieje, spróbować zrozumieć rzeczywistość i nowe miejsce szkół wyższych.

Bańka akademickiego bumu edukacyjnego pęka (?) nie tylko w Polsce. Tak jak bańka spekulacji finansowych? Kupujcie, inwestujcie, bierzcie kredyty bo przyszłość jest wspaniała i tylko będzie nieustanny wzrost. Wzrost stopnia scholaryzacji wydawał się być napędzany rynkiem pracy i gospodarki opartej na wiedzy. Nowoczesna gospodarka potrzebuje specjalistów, w tym absolwentów z tytułem doktora. Mamy tabuny wykształconych i… zawiedzonych, bo nie ma wymarzonej pracy… Po co było się kształcić? Co za różnica czy być NEETsem czy prekariatem? Co lepsze być pokoleniem prekariatu czy NEET sów? I ci bez pracy i perspektyw i ci. Ci pierwsi są bardziej aktywni i wierzą w wykształcenie...

Wróćmy do wcześniej cytowanego artykułu o nadmiarze doktorów. Po co tylu doktorów? Można podać trzy różne odpowiedzi:

1. Nadprodukcja doktorów wynika z konsumpcjonizmu. To uczelnie wciskają zbędne towary tak jak i inne firmy wciskają nam żelazka, pralki i roboty kuchenne. Marketing przekonuje, że trzeba, że jesteś tego wart, że to nowoczesne. Uczelnie w ten sposób zyskują pieniądze, w tym przypadku z budżetu państwa lub czesnego. Tak jak banki namawiają do kredytów konsumpcyjnych a fabryki do kupowania jeszcze nowocześniejszego komputera, pralki czy nowego programu komputerowego lub smartfona.

2. Nadprodukcja doktorów to zagrożenie konkurencją (dla już wypromowanych dokotorów i profesorów) bo w klasie merytokracji zrobiło się zbyt ciasno. Za dużo doktorów bo nam zagrażają. Nie ma tyle miejsc pracy na uczelniach ani stanowiskach kierowniczych, więc nowi doktorzy to dla starych zagrożenie.

3. Złe kształcenie. Nie jest za dużo doktorów jako takich tylko za dużo źle wykształconych (spadek jakości).

Może nie mamy za dużo ludzi wykształconych: licencjatów, magistrów czy doktorów, ale za dużo źle wykształconych i dlatego są bezrobotni? Zostali oszukani niską jakością, „chińską tandetą” lub też nieprzystawalnością dawnych wzorców kształcenia do współczesnych potrzeb. No masz (produkt tani i tandetny lub wykształcenie albo telewizor analogowy), ale ile to jest warte? Iluzja statusu. Telewizor, co się zaraz rozlatuje, wykształcenie co pracy nie daje...

Czy jest to więc problem nadmiaru wykształcenia czy nieprzystawalności wykształcenia do potrzeb? Pytanie zasadnicze a poprawna odpowiedź zdecyduje co dalej z uniwersytetami. A może inny model szkoły jest potrzebny do nowych czasów i stąd ten kryzys? Społeczeństwo wiedzy po prostu potrzebuje zupełnie nowych rozwiązań społecznych, bo stare, przykrojone do innych czasów zupełnie nie pasują. To oczywiście zupełnie inna opowieść, na kolejny wpis.

c.d.n.

Mistrz naucza wiedzy, która się nie starzeje!

sczachor
"Mistrz naucza wiedzy, która się nie starzeje!" Poszczególne informacje szybko się we współczesnym, zglobalizowanym świecie dezaktualizują. Na egzaminach odpytujemy z tego, co nie jest w gruncie rzeczy potrzebne. Bo zanim absolwent opuści mury uczelni i znajdzie pracę... już musi uczyć się od nowa, musi aktualizować informacje.

Nie starzeje się natomiast samodzielność myślenia i umiejętność uczenia się nowego. Tejże więc wiedzy warto nauczać jako kompetencji a nie quizowej informacji. Nie starzeje się szybko ogólny pogląd na świat i wiedza rozumiana jako system (paradygmat), pozwalający rozumieć świat i filtrować napływające - często w nadmiarze - informacje.

Nie starzeje się umiejętność poznawania, odkrywania świata, nie starzeje się umiejętność uczenia się... ustawicznego uczenia się. Na uniwersytetach potrzeba więcej mistrzów a mniej "pamięciowych kserokopiarek". Tylko wtedy nasi absolwenci nie będą sfrustrowanym prekariatem i bezrobotnymi. Musimy skupić się na rzeczach ważnych a nie drobiazgach.

Uczenie się przez odkrywanie czyli o emancypacji nauki

sczachor
„Uczenie się poprzez odkrywanie: otwarte procesy uczenia się wymagają, by charakteryzować naukę jako aktywne odkrywanie w przeciwieństwie do uczenia się receptywnego. Nie oznacza to, że treść nauczania nie ma być przystępna i zrozumiała. Oznacza to, że sposób nabywania wiedzy lub kompetencji nie może być wyłącznie procesem otrzymywania informacji, lecz zawsze powinien polegać na odkrywaniu.” (więcej)

Lepiej więc, żeby szkoły nabierały cech uniwersytetu, a nie uniwersytet cech szkółki. Bo nawet uczniowie w szkole, za pośrednictwem internetu i dostępu do zdjęć kosmosu, mogą odkrywać nowe galaktyki. Współcześnie czasem jest tak, że to uczniowie wiedzą więcej niż nauczyciel (w nie których kwestiach, dzięki korzystaniu z nowoczesnych technologi na co dzień oraz kształceniu pozaformalnemu). Wobec takiej sytuacji cała edukacja musi się zmienić. I się zmienia...

Wiele zmienia się w nauce, także tej wymagającej kosztownego i skomplikowanego oprzyrządowania. Pokolenie web 2.0 zmienia nie tylko edukację, ale i emancypuje naukę. Z elitarności zmienia się w egalitarność. A jak w tym odnajdą się uniwersytety? Będą instytucjami-wieżami z kości słoniowej czy liderami społeczeństwa wiedzy? 

Nauka dla wszystkich, wedle potrzeb, chciałoby się sparafrazować dawne hasło. Prekariat w końcu się przebudzi, twórczo i aktywnie przebudzi. Głęboko w to wierzę. Zmiany gdzieś podskórnie dojrzewają by gwałtownie się za jakiś czas wydostać na powierzchnię. Tak jak arabska wiosna. Lub jak kiełkujące wiosną nasiono. Na razie zachodzą procesy biochemiczne, a na zewnątrz pozornie nic się nie dzieje... Będzie kolejna rewolucja pokolenia wyrosłego na wiedzy. Bo jeszcze nigdy nie było tak wielu lepiej-lub-gorzej ale jednak wykształconych ludzi. I jeszcze nigdy wcześniej ludzie tak łatwo się ze sobą nie komunikowali.

Przypomina mi się jedno z opowiadań Stanisław Lewa, z Cyberiady. O łączeniu się robotów wtyczkami... aż nagle cała armia przestaje być sterowalna. Instytucjonalne kierowanie przestaje być skuteczne. Żyjemy w niezwykle ciekawych czasach. Warto je dokumentować i opisywać. 

Stanisław Lem był wielkim wizjonerem (a lekarzem z wykształcenia...), przewidział nie tylko internet ale i społeczne skutki web 2.0.

Dezintegracja społeczna i nadmierny konsumpcjonizm uderza nie tylko w jakość życia

sczachor

Wystarczy utrzymać kontakt wzrokowy z salą słuchaczy, a w każdym momencie widać czy studenci słuchają wykładu, czy tylko siedzą. Kiedy realizuję program (treści programowe) na swoich wykładach często studenci w sporej liczbie "odpływają" i nie słuchają. Po prostu siedzą a czasem przez grzeczność udają, że słuchają. Udawać, że się tego nie widzi? 

Kiedy natomiast mówię o rzeczach ważnych i aktualnych studenci w ciszy i skupieniu słuchają. To widać, jak łowią niemalże każde słowo. Ale kiedy mówię o ważnych problemach to najcześciej "odpływam" od treści programowych. Bo najnowsze fakty i najnowsze problemy, zjawiska nie znajdują się w programie. Nowości nie sposób umiescić na kilka lat do przodu. Czyz więć udawać, że się realizuje program w metryczkach przedmiotowych zapisany?

Co zatem robić? Rezygnować z programu czy z uwagi i zainteresowania studentów (w szerszym kontekście - słuchaczy, kimkolwiekm by byli)? A może to program trzeba zmienić? I nie chodzi o szczegóły, lecz o całą koncepcję tego, co jest im (tj. studentom) rzeczywiście potrzebne. To pytanie dotyczy kluczowych kompetencji XXI wieku.

Wykład jako forma przekazywania informacji jest mało efektywny, bowiem szybki i łatwy dostęp do najnowszych informacji, w tym naukowych, jest obecnie prosty i łatwy (np.przez internet). Ale wykład jako forma bezpośredniej komunikacji face-to-face z językiem ciała i emocjami to znakomita forma ukazywania idei, problemów. Wykład dobrze nadaje się do przekazania kompetencji zwanej rozumieniem treści i motywacją. W treściach zaś programowych ujęte są zazwyczaj wyłącznie informacje i fakty.

„Polska i Polacy stoją wobec przełomu – wielkiego przewartościowania. Świat, w którym żyjemy ulega na naszych oczach zasadniczej zmianie – następne dekady będą inne zarówno z perspektywy jednostkowej, jak i zbiorowej. Warto podjąć wspólny trud zrozumienia tej nowej, już zarysowującej się rzeczywistości oraz zastanowić się, jak się na nią przygotować i jak ją współkształtować.”

Widzimy już wyraźnie, że dezintegracja społeczna i nadmierny konsumpcjonizm uderza nie tylko w jakość życia, ale również w podstawy materialne rozwoju (wydarzenia londyńskie). Musimy pomyśleć o rozwoju kulturowym – swoistej kulturowej odnowie – oraz o przewartościowaniu w hierarchii kompetencji, które uważamy za najbardziej funkcjonalne i użyteczne.”

To fragmenty założeń zbliżającego się VI Kongresu Obywatelskiego pt: „Jaki rozwój, jaka edukacja w XXI w. – Wielkie Przewartościowanie”, który odbędzie się listopada 2011 r. na Politechnice Warszawskiej.

A ja będę chciał w tym roku mocniej do tego nawiązać na wykładach z ochrony środowiska. Chodzi mi o związek potrzeb ochrony środowiska i ekorozwoju z sytuacją młodych Polaków i z prekariatem. To jest ważne, ale dopiero teraz do mnie to dotarło. We wcześniej przygotowanej metryczce przedmiotu tych elemetów brakuje. Dopiszę je przy następnej aktualizacji... ale wtedy zapewne co innego będzie przykuwało uwagę moją i studentów.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci