Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : flora

Wszystko ma swoją porę, nawet pokrzywa

sczachor

Lubię widzieć sens, nawet w najprostszych czynnościach. Lubię wiedzieć dlaczego coś robi się tak a nie inaczej. Czy można inaczej? Może drzemie we mnie duch buntownika? A może wszyscy ludzie lepiej pracują, gdy rozumieją sens wykonywanych działań i wiedzą dlaczego coś należy wykonywać tak a nie inaczej. Pytania o to, czy można inaczej są źródłem postępu i innowacji.

Wszystko ma swoją porę, nawet zbiór i konsumowanie pokrzywy. Wynika to z fenologii, rozwoju poszczególnej rośliny i zmian anatomicznych czy fizjologicznych. Warto to następstwo czasowe i właściwą porę zrozumieć. Aby lekarstwo nie było trucizną. I aby wiedza nie mieszała się z zabobonem.

Wiele informacji, receptur, sposobów postępowania przejmujemy od innych. Jako bezpośrednią tradycję lub wyczytaną z książek. I przyjmujemy na wiarę. Bo przecież na czymś się trzeba opierać i ufać ludziom. Wszystkiego nie da się ciągle kontestować. Tradycja rodzi się z obserwacji i przekazywaniu spostrzeżeń. Warto korzystać z tradycji ustnej i spisanej w książkach, bo życie jest zbyt krótkie by odkrywać wszystko na nowo. Ale warto również stawiać pytanie dlaczego tak a nie inaczej postępować. Bez takich pytań tradycja przeradza się w pusty rytuał. Trzeba weryfikować, eksperymentować, sprawdzać.

Pokrzywę zaleca się jadać ale tylko wiosną, gdy jest młoda. Dlaczego? Czy ze względu na właściwości czy z faktu, że zjadano ją na przednówku. Później były inne rośliny, smaczniejsze i lepsze. Zatem jak traktować książkowe zalecenie, by na zupę i sałatki zbierać pokrzywę tylko do końca maja? Dlaczego tylko młodą pokrzywę mielibyśmy jeść? Bo delikatniejsza i mniej w niej celulozy, zdrewniałych i włóknistych fragmentów, trudnych w przeżuwaniu? To może później warto zrywać tylko wierzchołki pokrzywy, przecież one także są „młode”.

Pokrzywa kwitnie od czerwca do późnej jesieni. Więc może kwitnienie jest znakiem, że staje się mniej smaczna lub mniej wartościowa? Zaleca się korzystać z pokrzywy do okresu kwitnięcia. Potem użytkowana jest ze względu na włókno. Z sezonu na zupę pokrzywową wchodzimy w sezon na produkcję włókna na prześcieradła, sznurki i bieliznę. W cyklu życiowych zawartość włókna zwiększa się w miarę wzrostu rośliny. Jest wyższa (dorasta pokrzywa do 2 a nawet czasem 3 metrów wysokości) – a więc i musi być mechanicznie bardziej wytrzymała, aby utrzymać się w pionie. Zrozumiała jest więc zbiór po okresie wegetacji, nie dość że więcej celulozy i włókna, to jeszcze łatwiej zbierać (bo mniej parzy). No i wyższa jest, dorodna.

Ale jest jeszcze coś. Najpierw roślina się rozwija, gromadzi różne substancje by mieć surowce i energię do kosztownego kwitnięcia i wydania nasion. Zrozumiałe są więc różnice w składzie ilościowym różnorodnych substancji. Wiosenne spożywanie pokrzywy nie wynika tylko więc z przednówka i biedy. Ale skoro tak, to można przecież – tak jak i inne sezonowe rośliny – ścinamy, by odrastała, I ciągle korzystać z młodych liści i pędów? Nie dopuszczając do zakwitnięcia. W takim przypadku dobra byłaby pokrzyw zbierana później. Warto więc wiedzieć dlaczego.

Ale jest jeszcze coś. W tkankach pokrzywy zwyczajnej znajdują się również cystolity (fitolity) zbudowane z krzemionki o wielościennym, kanciastym kształcie. Fitolity to krzemionkowe twory, powstające w komórkach roślinnych, we wnętrzu komórek, w ścianach komórkowych lub w przestrzeni międzykomórkowej. W fitolitach mogą (poza krzemionką) odkładać się także metale. Przypuszcza się, że niektóre fitolity mogą mieć właściwości rakotwórcze. Na pewno mają działanie drażniące dla nerek. Być może są małe i przedostają się do krwiobiegu a dalej do nerek. To oczywiście moje przypuszczenie, które trzeba byłoby sprawdzić w literaturze fachowej.

Według niektórych źródeł spożywanie surowych, świeżych pokrzyw może też spowodować uszkodzenie wątroby. Zupa jest więc jak najbardziej wskazana. W wielu przepisać pokrzywę skarmianą zwierzętom również się w jakiś sposób obrabia i nie podaje w zbyt dużych ilościach. Ale czy wszystko przez owe fitolity? Czy może ze względu także na inne substancje? W każdym razie pojawianie się fitolitów związane jest z cyklem życiowym i fenologią (sezonowością). Fitolity być może są jakąś formą pozbywania się zbędnych elementów przemiany materii czy usuwania szkodliwych substancji (podobnie jak z różnymi substancjami, odkładanymi w wakuolach).

Jak to więc jest, że taka zdrowa pokrzywa może mieć szkodliwe dla zdrowia fitolity? Pojawiają się one dopiero później. Starsze liście na szczycie są punktowane z powodu zawartych w komórkach kulistych cystolitów.

Odkładane krzemionkowe fitolity przydają się do czegoś zupełnie innego. Ze względu na dużą zawartość krzemionki i wapnia pokrzywy wykorzystywane były do czyszczenia kotłów i naczyń. Zatem dalej pokrzywa jest przydatna w lecie i jesienią, ale już nie do jedzenia tylko do szorowania garnków. Nie pusty rytuał a zrozumienie przyczyn i głębsze uzasadnienie ludowych tradycji.

Na ziołach (i przyrodzie) trzeba się znać. Nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystko dobre co pokrzywa. W medycynie ludowej zawarta jest dawna tradycja, często wymieszana z wierzeniami i dawnymi paradygmatami. Medycyna ludowa jest przetworzoną, dawna tradycja medyczną. To co nowe po jakimś czasie trafia do codziennej praktyki i odtwarzane jest w domowej tradycji. Bez weryfikowania może być tylko zabobonem i pustym rytuałem. Czasem nawet groźnym dla zdrowia zabobonem. Tradycja ludowa, czerpiąca doświadczenie z obserwacji i powtarzanych praktyk wymaga czasem głębszego poznania i pełniejszego uzasadnianie. By odróżnić efekt placebo od rzeczywistego działania fizjologicznego. I by wiedzieć dlaczego jednemu pomaga na chorobę, a innemu nawet szkodzi. Tak jak z pokrzywą – wiedzieć kiedy i dlaczego stosować i do czego. Czy zjeść, czy garnki wyszorować, czy do buta włożyć czy też przędzę zrobić.

O ciemiężyku, uczepkach, krasnoludkach, analizowaniu DNA i monitoringu środowiska

sczachor

„Czytanie to jest odnajdywanie własnych bogactw i własnych możliwości przy pomocy cudzych słów.”

Jarosław Iwaszkiewicz

Cudze myśli są jak uczepki – przyklejają się i są przenoszone w inne miejsce. O tym, czym są uczepki będzie niżej, jak i o tym dlaczego czepiają się owadów. W sumie to owo czepianie się ma seksualny i prokreacyjny aspekt. Będzie także o krasnoludkach, analizatorach DNA i zintegrowanym monitoringu środowiska przyrodniczego.

Spacerując nad jeziorem Wigry spotkałem biało kwitnącą roślinkę. Spytałem botanika – nie był pewien gatunku… a nazwa szybko mi z głowy wyleciała (nie miałem notesu, aby zapisać). Nad Wigrami byłem na konferencji naukowej, poświęconej monitoringowi środowiska przyrodniczego. Szybkie rozpoznawanie gatunków roślin i zwierząt jest koniecznością monitoringu. Wiedza zgromadzona w głowie i łatwość rozpoznawania obrazów bardzo ułatwiają prowadzenie wszelkiego monitoringu czy inwentaryzacji przyrodniczej. Ale kształcenie specjalistów trwa bardzo długo. W pogoni za punktami, awansem i listami filadelfijskimi na uczelniach ubywa systematyków, czyli specjalistów od poszczególnych grup grzybów, roślin i zwierząt. Bo się nie opłaca w szybkiej karierze korporacyjnej... zajmować jakąś staromodną taksonomią, systematyka czy faunistyką... Mody bywają przemijające, róbmy więc swoje.

Spędzając wiele godzin, dni i tygodni na żmudnych pracach terenowych nie jednemu biologowi marzą się krasnoludki…. Dałoby się parę okruszków chleba, kubeczek mleka a krasnoludki wykonałyby czarną robotę, nierzadko wśród pokrzyw, komarów i ślepaków. Jeśli nie krasnoludki to może chociaż automatyzacja? Mieć jakiś przyrząd, taki jakich teraz wiele, przyjechać nad rzekę czy jezioro, wetknąć sondę do wody, chwilę zaczekać, a tu cudowny automacik-przyrządzik zawarczy, zapiszczy, pomruga światełkami-diodami i wydrukuje – niczym przenośna kasa fiskalna – listę gatunków chruścików, żyjących w danym miejscu. Jakże proste i wygodne byłyby badania inwentaryzacyjne i monitoringowe.

Przyrządzik wydaje się ciągle równie nierealny co krasnoludki. Ale na wspomnianej konferencji ktoś powiedział mi, że w Holandii czy Niemczech już tak badają obecność płazów w zbiorniku wodnym – pobierają próbkę wody i analizują fragmenty DNA – potrafią rozpoznać konkretne gatunki płazów. Brzmi obiecująco… ale trzeba najpierw takie markery opracować i raczej będą to kosztowne analizy. Płazów jest mało, chruścików więcej.

Z takimi marzeniami wróciłem do domu, wrzuciłem fotografię spotkanej rośliny na portal społecznościowy i w ciągu kilkudziesięciu minut otrzymałem nazwę gatunkowa. Nie ma co prawda krasnoludków, ale jest wielu współpracujących miłośników polskiej przyrody z dużą wiedzą praktyczną. Niemożliwe staje się możliwe, i to bez krasnoludków.. Wzajemna pomoc i konsultacje oraz aparat fotograficzny jako prosty przyrząd pomiarowy, umożliwiają powszechność monitoringu i obserwacje w wielu punktach kraju. Wolontariat naukowy daje to, czego zawodowa nauka nie jest w stanie zrobić, nawet przy dużych funduszach. W tym „amatorskim” ruchu naukowym widzę ducha prawdziwej nauki dla wiedzy nie dla kariery czy pieniędzy, bez syndromu korporacyjnego wyścigu szczurów.

Znając nazwę gatunkową, mogłem dalej szukać sam, w źródłach papierowych podręcznej biblioteczki i coraz obszerniejszych (ale zabałaganionych) źródłach internetowych. Ciemiężyk białokwiatowy (Vincetoxicum hirundinaria Medik., dawna nazwa, synonim: Cynanchum vincetoxicum R. Br.), bylina (czyli roślina zielna, wieloletnia ale nie drzewo ani krzew) żyjąca dłużej niż dwa lata i zwykle wielokrotnie w tym czasie wydająca nasionai. Należy do rodziny toinowatych (Apocynaceae) podrodziny Asclepioideae, dawniej jako rodzina tojeściowate (Asclepiadaceae). W tych zmieniających się urzędowych nazwach zawarta jest historia. Tak jak w dawnych nazwach miejscowości. A warto je znać, aby umieć interpretować starsze dokumenty. Bo na przykład, jeśli szukamy informacji o Olsztynie i znajdziemy w dokumentach Allenstein to będziemy wiedzieli, czego to dotyczy.

Ciemieżyk jest hemikryptofitem. Siedliskiem życia (czyli miejscem, gdzie można ciemiężyka spotkać w naturze) są widne lasy, głównie dębowe i sosnowe, zarośla, skraje lasów, zbocza, murawy.

Jest to roślina o specyficznej budowie kwiatów (tzw. kwiaty paściowe ), które, dzięki specjalnym uczepkom, znajdującym się pomiędzy pylnikami, przytrzymują owada (na zewnątrz kwiatu) i niejako zmuszają go do zabrania pyłku. Owe uczepki unieruchamiają owada na zasadzie zatrzasku. Owad, próbując się uwolnić, wyrywa pyłkowiny (ziarna pyłku zlepione w całość za pomocą substancji zwanej wisciną lub kitem pyłkowym) i przenosi na inny kwiat. Barwne kwiaty są niczym kolorowo wystrojone kobiety, zwabiające i kuszące. Owady przylatują za nektarem, a nieświadomie przenoszą pyłek i uczestniczą w mimowolnej prokreacji. Uczepki to taki doskonalszy wytwór ewolucji, nachalniej przymuszające owady do uczestnictwa w seksualności roślin. Nie ma nic za darmo, siorbiesz nektar to pomagaj...

Nie wszystko jest jeszcze w internecie i w Wikipedii oraz nawet najobszerniejsze encyklopedie i bazy danych nie zastąpią naszego myślenia i konieczności kojarzenia faktów oraz wyciągania wniosków. W botanice i zoologii jest jeszcze sporo języka łacińskiego, dawnego urzędowego języka naukowego i uniwersalnego. Zachował się nie tylko w nazwach gatunków ale i w określeniach medycznych czy farmaceutycznych. Ciemiężyk białokwiatowy używany był w dawnej medycynie, sam medykament nazywany był „korzeniem św. Wawrzyńca” czyli w języku farmaceutycznym Rhiz. Vincetoxici seu Rad. Hirundinariae. Podobno jeszcze i obecnie używany jest w weterynarii i homeopatii.

Właściwości lecznicze wynikają z obecności glikozydów o nazwie wincetoksyna lub asklepiadyna. Ciemiężyk zawiera także olejek lotny, żywice, śluzy, cukry, kauczuk i trójterpeny. Warto podkreślić że jest rośliną trującą. Truciznę od lekarstwa różni tylko ilość i czasem sposób podania.

Ciemiężyk białokwiatowy jest rośliną pospolitą i stosunkowo często spotykaną na niżu i w niższych partiach terenów górskich. Występuje w Europie Południowej, Środkowej i Wschodniej, w Afryce Północnej, w Turcji i na Kaukazie. Dawniej ciemiężyk uprawiany był w ogrodach (od połowy XVI w.), zapewne jako podręczna apteczka. Obecnie spotkać można w parkach i ogrodach zielarskich. Surowcem zielarskim są kłącza i korzenie. Najpopularniejszą postacią leku jest odwar z kłącza, który przyrządza się z jednej łyżeczki do herbaty rozdrobnionego suszu, zalanego jedną szklanką wody i gotowanego pod przykryciem przez około 3-5 minut od momentu wrzenia wody. Odwar następnie należy przecedzić i pić w razie potrzeby 2-3 razy dziennie po 1 /4 szklanki. Działa napotne, moczopędne, przeczyszczająco i ogólnie tonizująco.

Ciemiężyk jest rośliną o silnie trującym działaniu, dlatego nie wolno leczyć się nim bez zgody lekarza. Do wiedzy przyrodniczej i medycznej ludzkość dochodziła przez setki lat eksperymentowania. Były to udane i nieudane próby. Uczmy się więc na błędach innych. Gromadzenie wiedzy umożliwia nam rozwój cywilizacji. Kultura kumulatywna to zdobywanie (pozyskiwanie) informacji od innych i przez własne obserwacje przyrody, gromadzenie i upowszechnianie tych informacji. W tym wspaniałym dziele uczestniczyć mogą nie tylko „zawodowi” naukowcy ale niemalże każdy.

Nowoczesna technologia w postaci internetu i aparatów cyfrowych powoduje, że w monitoringu przyrodniczym nie musimy jałowo marzyć o krasnoludkach.

Odwiedzasz tego bloga niczym owad, czymś zwabiony. Może niektóre myśli uczepią się jak uczepki i przeniesiesz nieświadomie gdzie indziej? Tam, gdzie zakiełkuje nowa-stara myśl. Prokreacja wiedzy. Tak samo jak przy czytaniu książek. A może pomoże Ci odnaleźć w sobie bogactwo myśli i wrażeń...

Poza źródłami internetowymi, podlinkowanymi w hipertekście wykorzystałem także: Marian Nowiński „Dzieje upraw i roślin leczniczych”, wyd. II. PWRiL, Warszawa 1983

Bioróżnorodność w centrum miasta

sczachor

Małe zbiorniki wodne, te trwałe (oczka) i te okresowe (wiosenne) są charakterystycznym elementem krajobrazu pojeziernego. Bardziej typowym i powszechnym niż jeziora. Ale są niedostrzegane. Gdy miasto się rozrasta, są systemtycznie zasypywane i likwidowane. Tak dzieje się w rozrastającym się Olsztynie.

A przecież w tych małych "jeziorkach" żyją niezwykłe gatunki. Na zdjęciu kwitnące turzyce ze środka miasta. Może warto byłoby nie tylko chronić te zbiorniki ale i tworzyć nowe. Zamiast topornych "poidełek dla gołębi" grzecznościowo zwanych fontannami... 

Nowe oczka wodne to miejsce dla bioróżnorodności z traszkami, ropuchami i żabami, przepięknymi ważkami, moimi ulubionymi chruścikami i całą masą drobnych zwierząt czy roślin. I gdyby jeszcze otoczenie wypełnili artyści pod czujnym architektów krajobrazu, to byśmy mieli zachowany element krajobrazu warmińskiego i mazurskiego. Coś specyficznego, własnego i oryginalnego.

Inspirujace piękno białej zimy i... rumianki

sczachor

Zima jest piękna w swojej czystej bieli. Co kilka dni inne wydanie piękna, raz przyprószone drzewa śniegiem, innym razem szronem, a dachy soplami. A jak się biel nieco w mieście przybrudzi, to zaraz dosybie śnieżnobiałą bielą. I znowu pięknie.

Zainspirowany zimową bielą w ostanim malowaniu ciemne butelki ozdobiłem białą farbą. A skąd rumianki? Bo to takie prowincjonalne, niebanalne kwiatki. Podobnie jak przetacznik ożankowy czy bluszczyk kurdybalek (a jakie poetyckie nazwy!). A nie jakieś wielkomiejskie róże, storczyki czy secesyjne kosaćce.

Między rumiankami przemyciłem kilka latających chruścików.Kilka dni temu oznaczałem chruściki z Wilkowyj. Tak, tak, z Wilkowyj! Więc do klimatu prowincjonalnego jak najbardziej pasują. A o tych wilkowyjskich chruścikach jeszcze napiszę (za jakiś czas).

Trzeba się cieszyć zimą, póki w swej czystej bieli jest. Póki psie kupki i siuśki, póki uliczne błoto i codzienne śmieci nie zbrukają tego piękna. Na szczęście do wiosny niedaleko - ona posprząta, jaskrawo i bolesnie widoczne brudy na śniegu. Razem ze śniegiem :).

Kłobuk - nowe ustalenia

sczachor

Warto zaglądać do starych książek. W nazwach roślin i zwierząt zachowały się liczne archaizmy także i z dawnej kultury.

Przeglądając w zupełnie innym celu książkę z końca XIX w. Erazma Majewskiego (o wdzięcznym tytule "Słownik nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich, zawierający ludowe oraz naukowe nazwy i synonimy, używane dla zwierząt i roślin od XV-go wieku aż do chwili obecnej, źródłowo zestawione z synonimami naukowemi łacińskiemi...", 1984 r.) natknąłem się na... kłobuka!

Otóż nazwę "kłobuk" nosił dawniej nasz podbiał (za zdjęciu w czasie wiosennego kwitnięcia, bez liści). Dlaczego roślinie leczniczej nadano nazwe kłobuka? Czy ze względu na wygląd (kwiatu? liści? korzenia?) czy ze względu na lecznicze właściwości? A może ze względu na jakieś magiczne-demoniczne konotacje?

Kłobuk czyli Tussilago. Nazwa kłobuk występuje przy nazwie rodzajowej. Linneuszowskie Tussilago u Majewskiego opisane jest także jako: car, czarne ziele, grzybieniec, kłobucznik, kłobuk, lepiesznik, lepieżnik, morowy korzeń, podbiał, sałata czerwona. A w innych językach słowiańskich: devetsil, podbel, podbiel, pidbił.

Ustalanie nazwy z dawnych dzieł bywa trudne i kłopotliwe, bowiem opisy nie zawsze są precyzyjne. Także łacińska nazwa Tussilago czasem odnosiła się do Caltha palustris. A na przykład czeskie devetsil możemy wspołcześnie odnosić do dziewięćsiła - innej rośliny.

Tussilago farfara L. - nazwy ludowe i dawne: kapusta sterników, kniat, kobilacz, kobułk, koński kwiat, końskie kopyto, podbiał, podbielina, przykopytnik (to określenie z pruskich Mazur). Więcej ciekawych określeń znaleźć można w zestawieniu Majewskiego, zaczerpnięte z innych języków słowiańskich.

Warto także odnotować inne rośliny nawiązujace do kłobuka:

  • kłobuczka - Torylis, Torylis anthriscus
  • kłobuczki - Campanula rapunculus, Sereuella,
  • kłobucznik - Petasites, Petasites vulgaris, Tussilago
  • kłobuczyca - Ourax,
  • kłobuszka pospolita - Torilis anthriscus.

Zatem nasz warmiński Kłobuk niejedną intrygującą tajemnicę skrywać może. Niemniej już wiosną można będzie wybrać się na poszukiwanie kłobuka lub Kłobuka :). Do przyrodniczego elementu związanego z dziuplami dodać możemy i element roślinny z ziołolecznictwem i być może magią ludową związany.

Kanadyjska jesień w Olsztynie

sczachor

Z całą pewnością Mikołaj Kopernik takiej jesieni w Olsztynie nie oglądał. Na zdjęciu nawłoć kanadyjska (lub olbrzymia), gatunek obcy (i inwazyjny), o poranku. We wrześniowym słońcu uwijają się jeszcze pszczoły i inne owady "zapylacze", amatorzy jesiennego nektaru i pyłku.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci