Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : ksztalcenie-ustawiczne

Jak zostałem dziennikarzem obywatelskim

sczachor

W połowie lipca założyłem profil i dołączyłem do dziennikarzy obywatelskich Gazety Olsztyńskiej. Gazeta wykorzystuje to do promocji dziennikarstwa obywatelskiego. To dobrze, bo to w słusznej sprawie. I ja do tego rękę z chęcią przyłożę.

Dziennikarzem obywatelskim jestem już od dawna, współpracując okazjonalnie z różnymi portalami i blogując a nawet wykorzystując Facebooka. Ale może teraz warto zachęcić innych do pisania? Przede wszystkim chcę na sobie samym wypróbować nowe możliwości, aby po wakacjach, już z nowym doświadczeniem, zupełnie nową propozycję przedstawić swoim studentom. W ramach nauczania przez działanie.

Z całą pewnością czytanie kształci. Ale jeszcze bardziej kształci pisanie. Bo jest to sposób na uporządkowanie myśli, sposób na poszukiwanie brakujących informacji. Pisanie zmusza do czytania. Bo żeby o czymś opowiedzieć, trzeba samemu najpierw wiedzieć i po kilka razy przemyśleć. Pisanie jest formą aktywizującą w uczeniu się. Pisanie publiczne uczy bardziej niż pisanie sprawdzianów do szuflady wykładowcy.

Dziennikarzem obywatelskim jestem od dawna… bo to forma otwartego uniwersytetu i forma upowszechniania wiedzy. W zasadzie w jakimś sensie każdy naukowiec jest dziennikarzem. Biolog na przykład opisuje… przyrodę - jest więc "dziennikarzem przyrodniczym". Relacjonuje to, co odkrył i to, co się dzieje w życiu biologicznym. Owszem, publikacje naukowe mają swoją formę i specyficznego odbiorcę. Ale w swej istocie nie różnią się od obiektywnego dziennikarstwa. I naukowiec i dziennikarz opisują świat wokół nas. Tyle, że naukowiec potrzebuje znacznie więcej czasu na zebranie materiałów do swojej naukowej publikacji. Ale i naukowiec i dziennikarz pisze dla ludzi, żeby być czytanym i zrozumianym… a nie tylko w ich obecności.

Ważnym elementem kształcenia uniwersyteckiego jest nauczenie komunikowania się ze światem, z innymi ludźmi. Uczymy wypowiedzi ustnych, referatów z prezentacji multimedialnych, uczymy pisania publikacji naukowych i raportów. Jedną z form wypowiadania się jest dziennikarstwo.

Media, w tym gazety, cierpią na brak dobrych materiałów do publikacji. Wynika to z oszczędności i mniejszych nakładów na utrzymanie etatów dziennikarskich. Mniej dziennikarzy musi napisać więcej tekstów, a to przekłada się na spadająca jakość (dominuje policyjna kronika wypadków). W epoce cyfrowej współczesne media poszukują nowych możliwości. Jedną z nich jest współpraca z czytelnikami w formie dziennikarstwa obywatelskiego. Ale nic nie zastąpi dobrego i solidnego dziennikarstwa zawodowego. Wolontariusze piszą kiedy chcą i co chcą (i jak potrafią). Gazeta musi ukazywać się codziennie. Nadesłane materiały musi ktoś ocenić i oddzielić ziarno od plew. W tym kontekście dziennikarstwo obywatelskie to tylko uzupełnienie tradycyjnego dziennikarstwa. Nie zamiast ale tylko obok.

Nie stać redakcji na utrzymanie licznych korespondentów lokalnych? Muszą więc zbudować dobre relacje z wolontariuszami-dziennikarzami. Chodzi o dobrą współpracę i rzetelne więzi.

Coraz więcej ludzi jest wykształconych. Są więc ogromne moce przerobowe zupełnie niewykorzystane. Można byłoby w niewiarygodny sposób tworzyć współczesne encyklopedie i zbierać oryginalne i wartościowe informacje z całego regionu, kraju i świata. Tyle jest do opisania, uporządkowania i upowszechnienia! Przecież można wspólnie tworzyć na przykład Wikipedię, na serwerach Gazety Olsztyńskiej encyklopedię wiedzy o regionie itd. Nawet blogując można opisywać świat wokół nas w całej jego ogromnej różnorodności i bogactwie: słowem, dźwiękiem, obrazem, filmem.

Dziennikarstwa trzeba się jednak nauczyć. Nie muszą to być pięcioletnie studia. Można i w sposób nieformalny, w działaniu. Na przykład we współpracy z Gazetą Olsztyńską. Uczyć się przez ciągłe doskonalenie własnego warsztatu. W przypadku Gazety przydałyby się nie tylko zachęty ale i swoisty samouczek czy nawet cykliczne warsztaty dziennikarskie, albo w formie on-line, albo w formie sympatycznych zjazdów terenowych. Uczyć obiektywizmu, weryfikowalności, korzystania z różnych źródeł, uczyć różnych form dziennikarskich jak i technik wykorzystania aparatu fotograficznego, dyktafonu, obróbki plików tekstowych, dźwiękowych, filmowych, graficznych.

Dla mnie dziennikarstwo obywatelskie jest formą aktywizującego kształcenia ustawicznego, sposobem aktywnej turystyki i poznawania świata, sposobem porządkowania i utrwalania własnej wiedzy. Jest formą upowszechniania wiedzy i bezpłatnego udostępniania innym.

Dziennikarstwo obywatelskie uprawiam na blogu już od lat. Teraz chciałbym i innych do tego namówić, nie tylko swoich studentów (jako forma wypowiedzi publicznych). To ma sens.

Uniwersytet Dzieci uczy... dorosłych

sczachor

Kilka razy miałem wykład (lub zajęcia warsztatowe) dla studentów Uniwersytetu Dzieci, a jeszcze więcej razy miałem okazję obserwować rodziców przyprowadzających swoje pociechy i czekających na nie pod drzwiami. Wielu z nich czytało książki (papierowe) lub e-booki. Niejako przymusowe zatrzymanie się i czas na lekturę. Jest to swoiste "przymuszenie" do własnej edukacji (w zabieganymswiecie o tym zapominamy albio nie znajdujemy czasu). Czasem dla rodziców organizowane są specjalne wykłady, równolegle do zajęć ich dzieci.

Uniwersytet Dzieci jest więc sposobem edukacji nie tylko dzieci ale i dorosłych. Bo poza wykładową czy książkowa wiedzą jest to tworzenie sytualcji, w której razem - rodzice i dzieci - spędzaja czas. Razem poznają świat, bo i rodzic zasypywany jest pytaniami czy pomaga "odrabiać lekcje".

Jest też wielu dorosłych wolontariuszy, angażujących się w funkcjonowanie Uniwersytetu Dzieci. Oni też zdobywają doświadczenie - wielu wolontariuszy to studenci.

Fundacja Uniwersytet Dzieci wykorzystuje potencjał UWM zarówno w postaci kadry jak i pomieszczeń. Wykorzystuje w dobrym słowa tego znaczeniu do niestandardowego kształcenia ustawicznego i wspomagania szkół. W rezultacie uniwersytet pełniej wypełnia swoją misję kształcenia ustawicznego i pozaformalnego. W tym kontekście nigdy studentów nie zabraknie, nawet w największym niżu demograficznym. Chętnych do zdobywania wiedzy chyba nigdy nie zabranie, ani w formie Uniwersytetu Dzieci ani Uniwwersytetu Trzeciego Wieku czy Akademii Wieku Uniwersalnego.

(fot. Małgorzata Gadomska, a ja pod tablicą w czasie wykładu opowiadam o bioróżnorodności)

Jak studenci uczą mnie korzystać z Facebooka?

sczachor

Jeśli traktować uniwersytet jako przestrzeń wspólnych poszukiwań prawdy i Prawdy oraz wspólnotę nauczających i nauczanych, to i role nigdy nie są stałe. Raz ty uczysz, raz uczą ciebie. A w zasadzie wszyscy uczymy się przez działanie. Uczymy się nie na pamięć, nie dla egzaminu ale dla "życia", rozwiązując tu i teraz konkretne i autentyczne problemy.

Rozpocząłem seminaria licencjackie ze studentami biotechnologii. Szukając form komunikacji poza spotkaniami w sali (bo przyjęliśmy, że nie chodzimy na lekcje tylko autentycznie dyskutyjemy, że rozwiązujemy problemy metodą projektu a nie wypełniamy czas od dzwonka do dzwonka), zdecydowalismy się na wykorzystanie Facebooka. Wydawało mi się, że ten program i portal (?) znam i umiem z niego korzystać. No tak, coś tam wiem, ale okazuje się, że doświadczenia studentów są inne i poszerzają mi horyzonty. Przy studentach odkryłem zamkniętą grupę z możliwością umieszczania plików. Jeśli nauczą mnie jeszcze korzystania z telefonu komórkowego przy komunikacji via FB, to uczynię kolejny krok ku m-learningowi (edukacja mobilna). Fascynujące jest uczyć się w zespole, gdzie każdy może pokazać swoje doświadczenie, swoje "talenty", jednocześnie ucząc się od innych. Universitas nie jest bajką nawet w epoce cyfrowej i internetowej.

W sumie ninijeszy blog również powstał w dialogu ze studentami, jako wyraz poszukiwania nowych sposobów komunikacji w społeczeństwie coraz bardziej mobilnym i cyfrowym. Zaczynałem od własnej strony www, a teraz dostrzegam coraz to nowe i profesjonalne narzędzia. Co ważne - ZA DARMO! Wolna wiedza i open source w gruncie rzeczy mocno tkwią w istocie uniwwersytetu i nauki jako takiej.

Bo niby mamy urzędowe narzędzia. Na przykład taki USOS. Ale co z samochodu, który stoi ciągle w garażu? Jest jak łazienka u Solskich w fimie "Kogiel-mogiel". W moim USOSie nie ma planu zajęć, nie ma wyboru zajęć itd. (ale wcale nie jest to wina oprogramowania). Bo jeśli nie chce się wprowadzić wyboru zajęć (rzeczywistego a nie na papierze), to te funkcje nie są włączane. Na szczęście istnieje świat, wolny świat pozainstytucjonalny, nastawiony na efekt a nie celebrację. Do tej pory korzystałem z UTUTI, Academiol.pl - jako swoistego dziennika wirtulanego oraz komunikacja ze studentami (grupa, udostępnianie plików, w tym moim notatek z wykładów, tworzenie wydarzeń, dyskusja). Do tej pory to ja studentów informowałem o takich możliwościach, zakładałem grupy, mobilizowałem do aktywności. Teraz to studenci pokazali mi nowe narzędzie.

Kształcenie ustawiczne dotyczy każdego. A kreatywność jest od tego, aby obchodzić wszelkie niemożności i trudności. Skoro nie działa uczelniany system, ani strona wydziałowa, ani USOS, tak żeby ułatwić sensowną komunikację, udostępnianie materiałów edukacyjnych studentom, rzeczywistą dyskusję z wykorzystaniem e-learningu i m-learningu, to można sobie poradzić zupełnie inaczej (żadna tama nie zatrzyma dużej rzeki). Nawet Facebook do tego się nadaje. A ja cieszę się dodatkowo, bo razem przetestujemy  kolejne narzędzie do profesjonalnej komunikacji społecznej i do pracy zespołowej. Nauka przez działanie. Po studiach, jako absolwenci, będzą rzeczywiście mieć umiejętności i kompetencje a nie tylko wpis w suplemencie do dyplomu.

ps. zdjęcie z tegorocznej Nocy Biologów, styczeń 2012. Naukowcem się bywa a nie jest. Bywa się w momencie poszukiwania i otwarcia na nowe.

Miasto jako ekosystem czy miasto ogród?

sczachor

Oba zamieszczone zdjęcia wykonałem w Olsztynie, w środku miasta (nie na obrzeżach!). Są ilustracją do wykładu pt.  „Miasto jako ekosystem”, który wygłoszę 13 października br. o godz. 11.00 na zaproszenie Stowarzyszenia Warnija, w ramach cyklu spotkań  "Moje miasto, czyli jakie miasto?". Miejsce: Olsztyńskie Centrum Organizacji Pozarządowych, ul.Szewczenki 1 (na Zatorzu, przy ul Jagiellońskiej, byłe koszary wojskowe), Olsztyn. (więcej o spotkaniu).

Streszczenie wykładu. Ekosystem to coś więcej niż ogród, bo odnosi się nie tylko do estetyki ale funkcjonowania. Traktownienie miasta jako ekosystemu nie kłóci się jednak z wizją miasta-ogrodu. Co więcej, pełniej i lepiej uzasadznia koncepcję miasta-ogrodu agrumentami przyrodniczymi i medycznymi.

Wiedza naukowa zmienia nasz pogląd na świat. Przykładem może być medycyna i ochrona zdrowia. Organizm ludzki traktowany jest obecnie jako swoisty ekosystem, w którym liczba komórek batreryjnych jest kilkakrotnie większa niż własnych (komórki bakteryjne są znacznie mniejsze, łącznie jest ich w naszym organizmie około 1,5 kg). Mikroorganizmy nie są więc traktowane wyłącznie jako patogeny ale także jako ważny element zdrowia i funkcjonowania organizmu ludzkiego (mikroorganizmy do wielokrotnie więcej genów funkcjonalnych niż w ludzkim DNA). Wiedza ta znaczaco wpłynęła na codzienną praktykę medyczną. Podobnie jest z wykorzystaniem wiedzy ekologicznej w planowaniu przestrzennym i zarządzaniu aglomeracjami.

Człowiek jako gatunek, przystosowany do konkretnego środowiska, ewoluował przez miliony lat. W planowaniu przestrzennym miasta warto te proste fakty zauważyć i dostosowywać miasto do biologicznych potrzeb człowieka a nie odwrotnie. Wiele chorób cywilizacyjnych wynika z niedostrzegania tych potrzeb: alergie, otyłość, nerwice, ADHD itd. Ekosystemowe spojrzenie na miasto nie jest jakimś antymodernistycznym dziwactwem i "uciekaniem na drzewo". Jest wykorzystywaniem wiedzy naukowej w rozwiązywaniu problemów jak również w funkcjonalnym planowaniu przestrzeni i budowania środowiska życia nas samych. Jest w końcu sensownym zarządzaniem zasobami przyrody.

Czy miasto jest ekosystemem? I jak podstawowe prawidłowości ekologiczne wykorzystać w praktyce? Produkcja pierwotna i dopływ materii organicznej jako źródła zasobów w ekosystemach. Czy i na jaką skalę możliwa jest produkcja żywności w miastach, jak sensownie zagospodarować odpady, jak wykorzystać energetycznie biomasę? Mimo istotnych podobieństw do innych ekosystemów, widoczna jest specyfika ekologiczna urbicenoz: różnice klimatyczne, fragmentacja przestrzeni, natężenie czynników szkodliwych (antropogenicznych). Synurbizacja jest procesem przystosowywania się gatunków do życia w mieście. W jakimś sensie samego człowieka również. Obserwujemy napływ gatunków obcych i inwazyjnych. Jakie to wywołuje efekty?

Miasto jest swoistą wyspą cieplną i wyspą ekologiczną, w niektórych regionach obszarowo większą niże tereny rolne czy leśne. I ten proces się nasila. Urbicenoza jest ekosystemem, który powstaje na naszych oczach: wyraźnie widoczne są procesy sukcesji ekologicznej i ewolucji.

Zieleń w mieście to nie tylko funkcje estetyczne i rekreacyjne ale i biotechnologiczne urządzenia do oczyszczania powietrza, poprawiania mikroklimatu i wilgotności, wpływające na gospodarkę wodną w regionie. Koszty utrzymania zieleni w mieście to estetyczna ekstrawagancja czy inwestycja w infrastrukturę? Drzewa w mieście: tworzenie klimatu, nawilżanie, odpylanie, ocienianie.

Bioróżnorodność i powiązania przyrodnicze w mieście – poznać i zrozumieć, aby dobrze i efektywnie zarządzać. Tereny miejskie w ochronie przyrody i bioróżnorodności. Dlaczego jest to ważne we współczesnym świecie? Jak przeciwdziałać w mieście problemom, wynikającym z ocieplenia klimatu?

Ekologia jest dyscypliną stosunkowo młodą a badania ekologii miast są efektem zaledwie ostatnich dziesięcioleci. Nic dziwnego, że wiedza ta jeszcze nie utrwaliła się wśród wielu grup zawodowych, w tym architektów, budowlańców, w usługach transportowych i kadrze zarządzającej.

Zamiast tworzyć kolejne stanowiska doradcze np. w zakresie „ekologii miasta”, lepiej jest interdyscyplinarnie dokształcać obecnych pracowników. Kształcenie ustawiczne jest znakiem naszych czasów i dotyczy wszystkich dziedzin życia i wszystkich grup zawodowych. Pozostaje tylko odpwiedzieć na pytanie czy i jak ten proces uruchomić w Olsztynie, z wykorzystaniem i rozwijaniem kompetencji takich jak praca zespołowa.

Podsumowanie: zrozumieć człowieka, zrozumieć ekosystem miasta, zrozumieć jak funkcjonują aby wspomagać naturalne funkcje i procesy a nie z nimi walczyć.

Toksyczne media wykrzywiające obraz rzeczywistości

sczachor

"Za mało mówimy o dobru, jakie jest wokół nas. Najczęściej widzimy samo zło"

"Jesteśmy tak zagłuszeni złem, o którym nam stale mówią, że nie dostrzegamy dobra, które rośnie, choć tego nie widzimy."

ks. Jan Twardowski

Czymś naturalnym jest, że jak się ludzie spotykają, to o różnych rzeczach sobie opowiadają. W spotkaniach sąsiedzkich i rodzinnych (lokalnych) opowiada się o wszystkich lokalnych nieszczęściach: kto umarł, kto zachorował, co się komu przytrafiło. W dużym stopniu tę manierę przejęły media. Ale skala jest więszka - bo nieszczęścia i skandale zbierają ze znacznie wiekszego obszaru i globalizują. W rezultacie w nienormalnej, dla naszej duszy i psychiki, skali bombardowani jesteśmy nieszczęściami. Codziennie w serwisach internetowych i gazetach znajduję obszerną kronikę wypadków drogowych i wszelakich patologii. Media ekscytują się skandalami wszelkiego rodzaju... lub nawet je kreują. To jest toksyczne i wykrzywia obraz rzeczywistości.

Z drugiej strony niedawno przedstawiono raport naszej niewiedzy. Pokazano dane statystyczne, w których niespodziewanie duży odsetek dorosłych pytanych Polaków myśli, że Słońce krąży wokół Ziemi, że ludzie żyli w czasach dinozaurów itd. Może rzeczywiście to skala naszej niewiedzy... lub tylko sposób powierzchownego ankietowania. Tak czy siak z mediów sypią się gromy na polską szkołę.

W tym "świętym", medialnym oburzeniu zapomina się o podstawowym fakcie: w szkole spędzamy zaledwie kilkanaście lat życia, a przez pozotałe kilkadziesiąt... kształcimy się nieformalnie z bardzo dużym udziałem mediów. Za te niewiedzę winne są przede wszystkim media, przekazujace płytkie sensacje i fantazje. A gdzie misja publiczna i programy popularnonaukowe czy edukacyjne?! Na codzień widzimy różnorodne filmy typu Park Jurajski i inne fantasmagorie. Na codzień więc przeciętny Polak widzi na jednym planie ludzi i dinozaury. Czy dziwimy się miejskim dzieciom, ża malują krowę na fioletowo? Przecież jedyną jaką znają to reklama czekolady. Skąd mają wiedzieć jak wygląda prawdziwa krowa?

Wydaje mi się, że w wielu mediach brakuje świadomości, że pełnią niezwykle ważną funkcję edukacji pozaformalnej i ustawicznej. Szkoła w coraz mniejszym stopniu kształci - w porównaniu do innych instytucji. O stanie wiedzy Polaków decydują w ogromnym stopniu media. I to media, które zapomniały kompletnie o pokazywaniu prawdziwego obrazu świata.

A ludzie chcą pozytywnego obrazu rzeczywistości. Ciekawym przykładem jest niezwykła popularność Facebooka. Ale ten serwis ułatwia przekazywanie pozytywnych emocji, a utrudnia negatywnych. Na normalnych formach niezwykłe łatwo (bo anonimowo) można obrzucać dowolną osobę błotem. Na Facebooku nie jesteśmy anonimowi, więc się bardziej (tak jak w realu) hamujemy. Ponadto jest przycisk "lubię to" ale nie ma "nie lubię". Co najwyżej możemy wycofać swoje "lubienie". Być może dlatego FB jest tak popularny. Bo ludzie nie są hienami, rzucającymi się stale na padlinę medialną.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci