Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : kawiarnia

Profesor i student w kawiarni. Korupcja, molestowanie czy po prostu akademicka dyskusja?

sczachor

Po wielu latach doświadczeń, nawet w ramach kursowych zajęć (np. z autoprezetacji), zachęcam studentów do spotykania się w miejscach pozaakademickich, w kawiarni czy nawet na trawniku. Pomysł dojrzewał przez wiele lat a zapoczątkowany został jeszcze za czasów WSP. Z tych spotkań wyrosła olsztyńska kawiarnia naukowa Collegium Copernicanum.

W nawiązaniu do kawiarnianych spotkań, z dużą radością przeczyłem wypowiedź prof. Klausa Bachmanna,  politologa ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej (Cały tekst). Z radością i satysfakcją, bo cieszy, gdy inni ludzie myślą i czynią podobnie. Spotykanie się ze studentami (czy innymi naukowcami lub ludźmi spoza uniwersytetu) w kawiarni nie jest więc żadnym dziwactwem: 

"Kiedy piszę ten tekst, moi studenci i koledzy rozsyłają zaproszenia na kolejne spotkanie będące elementem cyklu nieformalnych spotkań, podczas których studenci i wykładowcy dyskutują "o prawie przy kawie". Tym razem będą mówić o osądzaniu ludobójstwa w Rwandzie i byłej Jugosławii.”

Publiczna wypowiedź prof. Bachmanna nie jest tylko informacją o kawiarnianych spotkaniach lecz zawiera sporo ciekawych przemyśleń, wartych przypomnienia i przemyślenia. Profesor w swoim artykule nawiązuje do infomacji z jednej z polskich uczelni, gdzie rozważa się nagrywanie egzaminów, aby zapobiec molestowaniu czy korupcji.

„Dlatego tylko wtedy można żądać specjalnych rygorów na uczelniach, kiedy się traktuje studentów (cytat za prof. Hartmanem) "tak samo jak licealistów" - to znaczy jak dzieci, które z założenia własnego wyboru mieć nie mogą." (podkreślenie S.Cz.).

Wiele problemów, o których już pisałem (np. wybór zajęć a  USOS) wynika z braku zaufania i traktowania studentów jak dzieci. Prof. Bachmann pisze: „Między studentami i wykładowcami nie ma nawet joty zaufania. Jedni patrzą na studentów jak na zbędne, uciążliwe elementy, które zawracają im głowę i czekają tylko na moment nieuwagi, aby oszukać, oskarżyć, kombinować. Drudzy widzą w wykładowcach tylko aroganckich i chamskich biurokratów, którzy zagradzają im drogę do dyplomu i traktują ich jak podludzi.”

Na braku zaufania niczego dobrego się nie zbuduje. Dostrzeżenie problemu to jedno, drugie to poszukiwanie rozwiązania. Skoro nie ma zaufania, to jak je zbudować, wiedząc, że sytuacja na uniwersytetach jest pochodną sytuacji w kraju?

„To jest prawdziwy problem uczelni: niepewni siebie, coraz częściej w mediach krytykowani wykładowcy, którzy próbują ratować swój autorytet arogancją i pokazaniem "maluczkim" studentom, gdzie jest (rzekomo) ich miejsce, i studenci, którzy wolą się kreować na ofiary, zamiast walczyć o swoje. W takim świecie to faktycznie może być problem, jeśli wykładowca spotyka się ze studentką przy kawie albo rozmawia ze studentami na ulicy. Kto chciałby żyć w takim świecie?" (podkreślenie S.Cz.).

Zdaję sobie sprawę, że spotykanie się ze studentami w kawiarni może rodzić różnorodne komentarze. Ale nie chcę żyć w takim świecie nieufności i wrogości. Warto ryzykować, nawet narażając się na niesprawiedliwe plotki i obmawianie.

Być może celowym jest częstsze objaśnianie, dlaczego tak się robi, dlaczego próbujemy spotykać się także poza salą wykładową i rozwiązywać rzeczywiste problemy (przykład z Ornety i jeszcze jeden i jeszcze słowo o kołach naukowych).

Górne zdjęcie z kawiarni, której już nie ma (Dekorama), dolne ze Starego Zaułka, gdzie często spotykają się studenci, zwłaszcza ci artystycznie nawiedzeni. Oby takich miejsc było więcej a przy stolikach profesorzy nie siedzieli sami albo studenci nie przebywali w samotności w oczekiwaniu na akademickie i pełne zaufania relacje.

Zmienić parking w park, choć na chwilę - Park(ing) Day w Olsztynie

sczachor

Utrwalony wyżej fragment kamienno-betonowego miasta zamieni się na kilka godzin w park z kawiarenką. To wyraz tęsknoty za zielonym miastem, przyjaznym dla ludzi i wygodnym do życia. Happening jest formą dyskusji o rozwoju naszego miasta, dyskusji interdyscyplinarnej o ekorozwoju czyli rozwoju zrównoważonym.

Miało rozpocząć się w piątek o 10.00, ale w ostatniej chwili - ze względu na firmę rozkładającą trawę - oficjalnie rozpocznie się o godz. 12.00. My jednak (Collegium Copernicanum) startujemy zgodnie z zapowiedzią o dziesiątej i skończymy o 18.00. Za początkowe zamieszanie i nie pełną gotowość już teraz przepraszamy. Ale w sumie tworzenie parku to nie taka prosta sprawa, więc będzie symbolicznie. Zapraszamy już od 10tej, aby wspólnie stworzyć ten mini, okazjonalny park. Samo się nie zrobi w naszym mieście lepiej i przyjemniej - potrzebna jest codzienna aktywność wielu.

Będą dwa stoliki kawiarniane, kilka krzesełem, jeden kajak, gry planszowe, kawa i malowanie na szkle. Będzie także stolikowy bookcrossing oraz olsztyńska katarynka i okazja do dyskusji. Bardziej pogłębione rozważania będziemy kontynułowali jeszcze długo później, już w formie bardziej tradycyjnej. Happening jest wstępem do dyskusji i formą popularyzowania rozwoju zrównoważonego.

Postaramy się na bieżąco w piątek informować o przebiegu, zamieszczając wpisy na Facebooku: Park(ing) Day z Collegium Copernicanum.

Imaginator, Japonia i karpie co pod prąd płyną

sczachor

Imaginator... to sposób patrzenia na świat, "kadrowanie" rzeczywistości... za pomocą swoich dłoni. Z imaginatorem zapoznała nas p. H. Brakoniecka, na środowym spotkaniu w kawiarni naukowej klubu profesorów Collegium Copernicanum.

Spotkanie poświęcone było chryzantemom, o których opowiadała p. Zofia Wojciechowska. A samo spotkanie kawiarniane jest częścią charytatywnej akcji pomocy poszkodowenej Japonii - "polskie tulipany dla japońskiej chryzantemy". I tulipany i chryzentemy widać w imaginatorze, układajacym się w kształt ludzkiego serca. A wszystko za sprawą dłoni... Proste?

I jeszcze o karpiach, co płyna pod prąd, a przez swój wysiłek i dzielność stają się smokami. Symboliczne karpie przesyłali nam Japończycy, razem z pomocą, gdy swego czasu Polskę nawiedziły powodzie. Teraz my odwdzięczamy się tulipanami.

Okołonoworoczne malowanie użytkowe na szkle

sczachor

Kilka razy do roku nachodzi mnie ogromna potrzeba malowania. Maluję na szkle "niepłaskim", czyli różnych butelkach i słoikach. To taka sztuka użytkowa (na zdjęciu mały gąsiorek z nalewką aroniową z motywem ważkowym). Ale chyba każda sztuka ma swój użytkowy charakter: ozdabiania wnętrz, upiększania pomieszczeń i przestrzeni wokółludzkiej. Przecież nie samym chlebem człowiek żyje, a do osiągania szczęścia potrzaba mu także "konsupcji" piękna.

Przy malowaniu odpoczywam, regeneruję się. Chyba w każdym z nas drzemie twórca i potrzeba tworzenia. Nawet jeśli jest to lepienie pierogów, robienie swetra na drutach, pielęgnacja ogrodu... W czasach masowej produkcji i gotowych towarów mamy mniejsze możliwości codziennego zrealizowania swoich potrzeb twórczych. Na nowo musimy odkrywać dostępne formy dla własnej kreatywności. Coraz więcej osób maluje, dekoruje techniką decoupage, bawi się we florystykę. Przydałoby się więcej przestrzeni publicznej do pokazywania takiej twórczości amatorskiej, powstającej z głębi serca.

Chyba tylko w starych spichlerzu (MOK) są wystawy twórczości amatorskiej. Kieduś "Kulturka" propogowała Wystawę w Witrynie"... ale przecież jest wiele miejsc w kawiarniach i pubach. Byłoby i ładniej, sympatyczniej, i przybyłoby nam więcej minigalerii.

Kuksaj, bawarka i nadmiar źródeł do weryfikacji

sczachor

Żyjemy w czasach nadmiaru informacji, łatwo je odszukać, trudniej ocenić, która jest wartościowa. Google w 0,12 s odnajduje linki do 19 600 miejsc w Internecie ze słowem „bawarka”.  Naukowa rzetelność wymagałaby przejrzenia wszystkich. Żmudna praca, a na dodatek w Internecie nie ma wszystkiego. Wiele wartościowych opracowań, powstałych jako podsumowanie długotrwałych poszukiwań i rozmyślań, jest tylko na papierze.  Google ich nie odnajdzie. Co prawda coraz więcej dzieł papierowych jest skanowanych i przepisywanych, ale i tak mogą zaginąć w nadmiarze „ulicznego gwaru” różnorodnych forum dyskusyjnych. Google nie odróżni bawarki od Bawarki. Nie oceni wartości informacji. Owszem, pojawiają się coraz doskonalsze narzędzia i bardziej wytrawne sposoby wyszukiwania. Niemniej własnego myślenia, analizy i krytycznego osądu żaden komputer nie zastąpi. Bo można odnaleźć na przykład taką etiopska bawarkę.

Dopiero nasza wiedza (jako system) lub drobiazgowe sprawdzanie może wykazać czy to jakaś bzdura, nieporozumienie semantyczne czy coś wartościowego.

W nadmiarze odnalezionych wyników, nie wszystko to, co na pierwszych pozycjach wyszukiwania, jest najlepsze.  W przypadku bawarki na pierwszym miejscu jest hasło w Wikipedii. Ale ostatnio często się ono zmienia, np. w dniu 21 października br., w haśle było sporo pomyłek i pomieszania z poplątaniem. Niemniej zawierało linki i odsyłacze do innych źródeł, więc łatwo samemu sprawdzić. Weryfikować należy wszystkie źródła, nawet papierową encyklopedię PWN. Bo na przykład niektóre hasła z wydań z okresu PRL są ideologicznie przekłamane. Można powiedzieć, że nie ma złych czy głupich źródeł,  jest tylko głupia i niewłaściwa ich interpretacja.

Po moich przydługich poszukiwaniach, wiem już że nie można synonimizować bawarki z herbata mleczną, bo tradycje picia herbaty z mlekiem są różne i różnie powstawały.  Na przykład w Uzbekistanie piją kuksaj – zieloną herbatę z mlekiem. Po przejrzeniu tylko źródeł internetowych odnaleźć można kilka różnych herbat z mlekiem pod różnymi nazwami. Podobnie jest z podobnymi roślinami i zwierzętami – nie zawsze wynika to z homologii a czasem z analogii i niezależnego powstawiania cech, jako wyniku przystosowania do podobnych warunków środowiska. Nie można także stawiać znaku równości między polską bawarką a francuskim bavaroise, mimo że i jedno i drugie słowa oznaczają to samo w narodowych językach (pozory mogą mylić). Kusiłoby przyjąć, że to zwykłe przetłumaczenia a historia powstania jest jedna i z jednego kraju przeszło do drugiego.

Poza moimi wcześniejszymi poszukiwaniami, opisanymi we wcześniejszych blogowych wpisach, trafiłem na coś obiecującego wyjaśnienie tajemnicy.  Poza deserami i alkoholowymi drinkami znalazłem mianowicie „Bavaroise à l'eau -Tea sweetened with syrup or capillaire, and flavored with a little orange-flower water. Bavaroise au Lait -Made in the same way as Bavaroise à l'eau, but with equal quantities of milk and tea” (źródło).

A więc herbata słodzona syropem capillarowym, o którym wspominał Gołebiowski (więcej we wcześniejszym wpisie), w drugiej wersji z mlekiem i to pół na pół jak nasza bawarka! Chciałoby się krzyknąć eureka! Tyle, że jednakowa nazwa, dla dwóch różnych napojów (ale drugie znaczenie by pasowało).  W anielskojezycznej wikipedii znaleźć można takie hasło “Syrup of Maidenhair or Capillaire is a beverage. It is a syrup made from maidenhair fern leaves. The sweetened concentrate is mixed with a liquid, most commonly water or milk, before drinking. In Portugal a drink called Capilè is made of syrup of maidenhair with grated lemon zest and cold water. In seventeenth-century Bavaria it entered was added to a hot drink made from eggs, milk, and tea. In 18th century Europe it was used in a popular milk mixed drink.”

Dwa ostatnie zdania zdają się być upragnionym rozwiązaniem tajemnicy i dotarciem do źródeł pochodzenia nazwy, nie dość, że z mlekiem to jeszcze w Bawarii! Tyle, że hasło oznaczone znaczkiem wskazującym na konieczność poprawy i dopracowania, a wskazane źródło informacji jest dla mnie niedstepne (George Smith (1799). The laboratory; or, School of arts. C. Whittingham for H. Symonds, 1799). Na dodatek jest to stara pozycja i do poprawnej interpretacji trzeba byłoby bezwzględnie do niego dotrzeć.

W tejże angielskie Wiki jest także hasło o paproci, źródle syropu kapillorowego „Adiantum  the maidenhair ferns, is a genus of about 200 species of ferns in the family Pteridaceae, (…)".

Wiele wskazuje że bavaroise to napój z syropem kapilarowym o właściwościach leczniczych, o czym pisałem już wcześniej. Ale jego zdrowotność „na piesi” miała inne znaczenie niż obecnie przypisujemy bawarce (mimo, że o piersi też chodzi :) ). Samo zaś mleko nie czyni bawarki, tak jak dobre na przeziębienie mleko z miodem i masłem też nie jest bawarką. Joanna Szulc tak pisze „Herbata z mlekiem. Niegdyś jeden z podstawowych punktów zdrowej diety i sposób na przemycenie dodatkowych dawek mleka, dziś odchodzi w niepamięć. Nie nadaje się dla małych dzieci, nie powinny one bowiem pić czarnej herbaty (nawet tej krótko parzonej, bo to właśnie ona działa najbardziej pobudzająco, a mocna, długo parzona, ma przewagę garbników). Można ją zaproponować starszym dzieciom, jeśli zaakceptują jej smak. Ale bez złudzeń - kapka mleka nie uzupełni znacząco diety w wapń. Lepiej dać dziecku jogurt, serek, napój mleczny, niż przekonywać do picia bawarki. Chyba że mały smakosz po prostu polubi ten typowo brytyjski sposób na herbatę." (źródło).

Dużo ciekawych dla mnie informacji wniósł artykuł Kordiana Tarasiewicza, opublikowany na łamach pisma historycznego „Mówią Wieki”. Z tekstu wyraźnie widać dobrą znajomość historycznych źródeł oraz rzetelny warsztat historyka. Z tego artykułu wynika m.in., że najpierw u nas była Herba Tea a dopiero znacznie później odrosyjski czaj.  Ale najważniejszy jest ten fragment: „Stosunkowo rzadko pije się też herbatę z mlekiem, zwaną w XIX wieku angielską, a w bliższych nam czasach bawarką, serwowaną niegdyś dzieciom w przedszkolach.”

To zdanie z nowego i rzetelnego historycznego źródła znacząco podważa euforię wyżej wyrażoną, że niby bawarka z Bawarii. Wyraźnie wskazuje, że herbata z mlekiem do nas z Anglii przyszła (ale w jaki sposób?). A jeśli później bawarką została nazwana, to czy od Bawarii, czy bardziej od sposobu przyrządzania, przez „rozbawianie” (regionalne określenie na rozcieńczanie). Bo XIX w. to już chyba za późno na „biała warkę”.

Kolejne wzmocnienie niektórych hipotez, ale do dobrego rozwiązania poprzeba byłoby przejrzeć znacznie wiecej źródeł i intelektualnych tropów. Tego wymaga naukowa rzetelność... otwartego poszukiwania wyjasnienia, a nie znalezienia "dowodów" do już ukutej tezy.

A co do czaju, to (za Tarasiewiczem) „wedle przepisu z lat międzywojennych czaj miał być... lekką herbatą z arakiem z dodatkiem cząstki pomarańczy”.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci