Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : cittaslow

Fenomen uniwersytetów trzeciego wieku

sczachor

landartW tym roku akademickim odwiedziłem i odwiedzę osiem uniwersytetów trzeciego wieku z wykładami (trzy wizyty jeszcze przede mną): w Olsztynie (trzy różne), Olsztynku, Barczewie, Kętrzynie, Nidzicy i Ostródzie. Jak się dowiedziałem, w naszym województwie obecnie istnieją aż 33 uniwersytety trzeciego wieku! Są nie tylko w miastach i miasteczkach ale i gminach wiejskich (np. Purda). Powstają od kilkunastu lat bardzo lokalnie i dla ich prowadzenia powstają różne fundacje i stowarzyszenia (czasem działają zupełnie nieformalnie, przynajmniej na początku).

Skąd taki fenomen tych społecznych instytucji edukacyjnych? Przecież na emeryturze niczego już nie trzeba. Nie jest potrzebne nowe wykształcenie by zdobyć lepszą pracę. Wiedza dla własnej ciekawości. I by razem spędzić czas. Bo bez wątpienia człowiek jest istotą społeczną. Moim zdaniem uniwersytety i akademie trzeciego wieku są przykładem efektów funkcjonowania społeczeństwa wiedzy. Wykształceni ludzie chcą być aktywni cały czas. I chcą się uczyć zupełnie nowych rzeczy (nie dla pieniędzy). Wydaje mi się, że tak duża liczba uniwersytetów trzeciego wieku jest spowodowana dużą liczbą osób wykształconych oraz naturalną potrzebą człowieka dążenia do wiedzy. Drugim powodem jest to, że poszukujemy nowych, społecznych form bycia ze sobą. Już nie jesteśmy społeczeństwem agrarnym – w Europie ponad 75% populacji mieszka w miastach. A i ci co na wsi, to też nie wszyscy zajmują się uprawą ziemi. Dawne tradycje wspólnej pracy na polu, darcia pierza, międlenia lnu, łuskania fasoli czy młócenia zboża cepami zimą w stodole, są już nieadekwatne. Dlatego poszukujemy nowych form. Wzrasta rola bibliotek, domów kultury. Ale i to nie zaspokaja wszystkich potrzeb. Powstają więc i uniwersytety trzeciego wieku. Ludzie aktywni spotykają się, jeżdżą na wycieczki, dyskutują, robią coś dla innych.

Uniwersytety trzeciego wieku są elementem nowej, edukacyjnej rzeczywistości i przykładem społecznego samoorganizowania się dla edukacji ustawicznej. Powstają także uniwersytety drugiego wieku (każdego wieku) i lokalne kawiarnie naukowe, bo ludzie dorośli też chcą spotykać się i poznawać świat. Są jeszcze za młodzi na uniwersytety trzeciego wieku, za starzy do szkoły (już je pokończyli, ze studiami włącznie). Ostatnio tradycyjne uniwersytety otwierają swoje ławy także dla studentów 35+, 40+, 50 + itd. To jest powolne dostrzeganie społecznych potrzeb. Istnieją także inne społeczne organizacje, takie jak na przykład Uniwersytet Dzieci, które swoją edukacyjną aktywność adresują do dzieci i młodzieży. Popularne są różne festiwale i pikniki naukowe czy uniwersytety młodego odkrywcy. Zdawałoby się po co? Przecież są szkoły….

Zarówno uniwersytety trzeciego wieku jak i kawiarnie naukowe, lokalne towarzystwa naukowe i kulturalne czy uniwersytety dzieci, są dowodem na ważne procesy, zachodzące w naszych społecznościach. Coś bez wątpienia ważnego i przełomowego się dzieje. Być może to jeden z efektów trzeciej rewolucji technologicznej, być może jakaś inna a głęboka przyczyna, wymuszająca ogromne zmiany. 

A w tym nowym, wyłaniającym się krajobrazie społecznym i edukacyjnym, uniwersytety muszą odnaleźć swoje miejsce. I w pełni świadomie realizować swoją trzecią misję (poza badaniami naukowymi i tradycyjną dydaktyką dla „normalnych” studentów). Ja w każdym razie nad czymś takim teraz rozmyślam i planuję: oferta uniwersytety dla małych miasteczek i istniejących tak uniwersytetów trzeciego wieku i kawiarni naukowych, we współpracy z młodzieżą licealną. Bo ma to być międzypokoleniowa kawiarnia naukowa w cittaslow. Projekt będzie składamy w ramach programu Power. O efektach i koncepcji tych działań napiszę niebawem.

Na załączonym wyżej zdjęciu land art we francuskim arboretum. Czynienie świata piękniejszym. Uniwersytety trzeciego wieku też są przykładem aktywności, która świat czyni piękniejszym i... mądrzejszym. Warto do tego dzieła przyłożyć swoją rękę i poświęcić trochę czasu. 

Cittaslow. Dlatego maluję słoiki i butelki.

sczachor

butelka_z_reszlaSkończył się zimowy relaks z malowaniem butelek i słoików (rozpoczynają się zajęcia w kolejnym semestrze). Przy malowaniu odpoczywałem i rozmyślałem. Teraz mam co rozdawać. Dzisiaj trzy słoiczki z owadami trafiły w ręce Francuzów, przebywających na uczelni, a wieczorem niedźwiedziówka trafi do rąk Krzysztofa Łozińskiego. Słoiczki mają charakter użytkowy, jako kuchenne lub niekuchenne pojemniki na przyprawy lub drobiazgi. Albo dobre myśli (tak symbolicznie).

Malowane słoiczki i butelki, które ułatwiają rozmowę, są zagajeniem. I drobnym, rękodzielniczym prezentem. Niepotrzebne nikomu opakowania po konsumpcyjnej zawartości. Nic, tylko wyrzucić do śmieci. Nie wyrzucam. Nie jestem w stanie pomalować wszystkiego, co sam w konsumpcji produkuję. A do tego zbieram jeszcze te, wyrzucone przez innych, do lasu, do jeziora. Zbierając czynię świat piękiejszym, a dla bezkręgowców bezpieczniejszym. Szukanie sensu w niepotrzebnym. Z pozoru niepotrzebnym i zbędnym. Ba, czasem zawadzającym.

Nie sprzedaję swoich malowideł na szkle. Rozdaję... lub przekazuję na aukcje w szlachetnym celu. Waluta wymienialna za życzliwy uśmiech, przyjaźń lub dobre uczynki. Czasem zostawiam w urokliwych miejscach. Lepsze to niż pisanie na ścianie "tu byłem"...

Po raz kolejny czuję się w obowiązku wytłumaczyć, dlaczego maluję stare butelki i słoiki. Jestem biologiem i ekologiem, pracuję na Wydziale Biologii i Biotechnologii. Butelki i słoiki maluję od dawna. Inspiracją jest rodzima przyroda z warmińskiego i mazurskiego krajobrazu (a w tle recykling i reusing oraz spotkania międzyludzkie w nowej rzeczywistości i przestrzeni miejskiej). Maluję także polne kamienie i stare dachówki. Sztuka łączy, zarówno w czasie malowania w postaci spontanicznych plenerów w parkach i na trawniku, jak i w czasie wernisażu (spotykamy się, bo jest okazja… a jak już jesteśmy razem… to rozmawiamy). Załączona ilustracja pochodzi z pleneru w Reszlu (lato 2017). Malowałem w kawiarni. Butelka już tam została. Teraz planujemy (Artystyczna Rezerwa Twórcza) zorganizować plener letni w Barczewie. To będzie kolejny plener i spotkanie w cittaslow. Można się spotkać z ludźmi i rozmawiać, także o przyrodzie, o etnografii i otaczających nas krajobrazach. I o ewolucji człowieka w trzeciej rewolucji technologicznej.

Każdy człowiek potrzebuje choć odrobiny filozofii, wiedzy i odrobiny sztuki. Bo potrzebuje sensu i piękna. Każdy człowiek jest twórcą, nawet lepiąc pierogi czy sprzątając mieszkanie. A przynajmniej chce być twórcą. Wybieram proste formy i tani materiał, który znaleźć można wszędzie. Przy wspólnym malowaniu mówić można ale nie trzeba. Ciszy nie trzeba zabijać słowem. Można milczeć. Słów jest zbyt dużo. Mało kto ich słucha. A niektóre są takie mądre, że nawet mówiący ich nie rozumie... Milczenie jest więc ulgą.

Przy malowaniu spotykam się z ludźmi, by w prostej czynności przywracać sens i znaczenie rzeczom pozornie bezwartościowym. I ludziom. Nie tylko słowem przekazujemy treści. Wspólne malowanie to jest slow science na prowincji (oprócz nadmiaru śmieci czyli pustych już opakowań cierpimy w nauce na nadmiar zbędnej i pustej treści – wyrabianie normy i punktów – niedawno przeczytałem propozycję, by ograniczyć liczbę publikacji: mniej a lepiej).

Dla niektórych słowo prowincja, podwórko stygmatyzuje i ośmiesza. Jest czymś wstydliwym. Dla niego podwórko ma sens jako sposób pełniejszego bycia ze sobą bez zbytniego nadęcia i dworskiej oficjalności. To to styl życia, związanego z lokalnością i z trzecią rewolucją technologiczną. A na podwórku zawsze znajdą się kamienie. Albo butelki, na strychu słoiki a pod płotem stare dachówki. 

Tym razem malowałem sam, w zaciszu domowym. Myślami jednak byłem wśród ludzi. Myślałem o spotkaniach i wręczaniu szklanych prezentów. Ekonomia dzielenie się. Wiosną planuję pomalować trochę dachówek. Dwie przywiozłem specjalnie na tę okazję z Francji. Wędrują, jak idee – z miejsca na miejsce. A przy okazji kumulują w sobie treść i historie. Warto je opowiedzieć.

Naukowiec malujący stare butelki może się wydawać niepoważny. Dlatego wyjaśniam po raz kolejny,. Dlaczego. Dlaczego maluję. 

Turystyka jako edukacja w czasie wolnym – szlak wiedzy

sczachor

konferencja_turystyczna12 października 2017 roku odbyła się na UWM konferencja pt. Turystyka nas inspiruje – szlaki turystyczne szansą rozwoju turystyki regionalnej.  Wysłuchałem…. i się rzeczywiście zainspirowałem. Zostałem zaproszony by poprowadzić konferencję i dyskusję panelową (miałem przyjemność poprowadzić wspólnie z dr Anetą Omelan z Wydziału Nauk o Środowisku, Katedra Turystyki Rekreacji i Ekologii).

Wysłuchałem kilku ciekawych referatów i dyskusji panelowej. Być może sam bym się na tę konferencję nie wybrał, bo tematyka wydawała mi się trochę obok moich zainteresowań naukowych. A gdy czasu brakuje, z czegoś trzeba rezygnować, wybierać. Na szczęście „zostałem wywołany do tablicy”, dzięki czemu choć trochę udało się wyjść z własnej bańki informacyjnej (wybieramy to co znamy i lubimy w konsekwencji umykają nam rzeczy wartościowe, o których jeszcze nie wiemy).

Dlaczego piszę relację dopiero po miesiącu? Nazbierało mi się sporo zaległości, obiecałem relację już dawno. Szybko się myśli, ale pisze się znacznie wolniej. Łatwiej się opowiada niż układa słowa do przeczytania. Nadrabiam. Pisanie relacji to takie dodatkowe porządkowanie informacji i wrażeń, utrwalanie. A ja mam okazję powtórnie spojrzeć na Warmię i Mazury jako region przyjazny człowiekowi i dobremu życiu (zachowania prozdrowotne, dobre jedzenie, ruch itd.). Olsztyn jest miastem uniwersyteckim. Dzięki wspomnianej konferencji uświadomiłem sobie, że turystyka to edukacja w czasie wolnym. Trzeba tylko dobrze przygotować przestrzeń i środowisko edukacyjne. W całym regionie, z miasteczkami cittaslow włącznie. Refleksje pokonferencyjne dobrze wpisały mi się w rozważania o edukacji pozaformalnej i ustawicznej, ale dostrzegłem coś zupełnie nowego. Szlaki turystyczne mogą być elementami szeroko rozumianej edukacji, a ta jako element także turystyczny może wpisywać się w rozwój gospodarczy regionu (w tym w tak zwane inteligentne specjalizacje). Nie tylko centra nauki takie jak warszawskie CN Kopernik, i nie tylko w Olsztynie (także gminne, powiatowe czy mobilne). Może warto pomyśleć o połączeniu sił i stworzyć szlak wiedzy z Kopernikiem i czterema noblistami na początek?

Już w kuluarach, przed konferencją wywiązała się dyskusja o regulacjach w zawodzie przewodnika turystycznego. Pod wpływem solidnych i rzeczowych argumentów, dałem się przekonać i wycofałem ze swojego stanowiska. Pozostaje tylko problem jak połączyć typowego przewodnika turystycznego z edukatorem, wykorzystującym przestrzeń i infrastrukturę do szeroko rozumianej wielowymiarowej edukacji. Czy nauczyciel (edukator w szerszym rozumieniu) miałby jednocześnie uprawnienia przewodnickie?

Na konferencji kilkukrotnie wyartykułowano, że turystyka jest częścią gospodarki, w tym turystyka kulturowa oraz wyprawy indywidualne (dla indywidualnych turystów inaczej musi być przygotowane środowisko edukacyjne i atrakcje turystyczne). Turystyka to także podróże akademickie, etniczne, sentymentalne, kulinarne, eventowe, religijne, industrialne itd. Szerzej niż myślimy tradycyjnie o słońcu, plaży i żeglowaniu latem po jeziorach. Głównym tematem konferencji były szlaki turystyczne. Prelegenci podkreślali, że są to atrakcje, punkty usług (pierwotne i wtórne), instytucje organizujące szlak i zarządzające nim. To także centra interpretacji oraz wystawy. Rdzeń tak rozumianego szlaku jest niematerialny (kulturowa istota), otoczony jest produktem rzeczywistym i produktem poszerzonym. Szlak to sposób na dystrybucję kultury. Ale także na dobrze rozumianą edukację przyrodniczą i ekologiczną.

Istotą edukacji w turystyce jest podróżowanie w czasie wolnym, w tym ukierunkowane krajoznawstwo czy ożywianie historii. Wiąże się z tym tematyzacja turystyki kulturowej (marketing kultury), deglomeracją ruchu turystycznego (rozproszenie na prowincji, co ważne dla naszego regionu) – jadę tam, gdzie najwięcej przeżyję, znajdę doznań. Szlak to po prostu dużo skoncentrowanych elementów do przeżywania w jednym miejscu. Podróżujemy na różne sposoby, w grupach zorganizowanych, indywidualnie, samochodami, rowerami, pieszo. Dla każdej formy potrzebne są osobne pakiety – dostosowane tematycznie jak i uwzględniające możliwości mobilne. Poruszając się wolniej więcej dostrzegamy w krajobrazie. Poruszając się szybciej docieramy do bardziej rozproszonych obiektów i atrakcji turystycznych.

Najbardziej mnie zaskoczyło (a jednocześnie urzekło) wykorzystanie teorii systemów do rozważań o turystyce (planowanie, analizowanie).

Turystyka to taka forma upowszechniania wiedzy, w której edukowany nie wie (nie uświadamia sobie), że jest edukowany. To edukacja pozaformalna, która ostatnimi laty zaprząta mi głowę. Najczęściej myślimy o edukacji historycznej. Ale to tylko mały fragment. Sam we Francji widziałem szlaki o tematyce malarskiej, zarówno w mieście jak i daleko „na prowincji”. Gdyby do edukacji w czasie wolnym podejść znacznie szerzej, to być może moglibyśmy na szlakach turystycznych tworzyć…. Szlaki wiedzy. Zielona szkoła w ruchu. Niezwykle intrygujący to pomysł. Drugim tematem, jaki przychodzi na myśl, to turystyka przyrodnicza w obszarach chronionych. Dla zachowania najcenniejszych elementów chronionej przyrody trzeba ukierunkowywać turystykę. Czy do parków krajobrazowych turyści przybywają poznawać walory antropogeniczne czy przyrodnicze? Tak się przeplata nasze dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe. Od dawna u nas funkcjonuje szlak zamków gotyckich. Ale chyba ten potencjał nie jest wykorzystany. Coś trzeba naprawić, udoskonalić, uzupełnić bo jeszcze nie działa tak jak powinien. Być może przydałyby się badania naukowe, które pozwoliłyby zdiagnozować sytuację i wypracować lepsze rozwiązania.

Szlak turystyczny to także uczestnictwo w kulturze. To co przyciąga to gwarancja autentyczności, dostępności, możliwość przeżycia indywidualnej wyprawy kulturowej i atrakcyjna forma edukacji w czasie wolnym. Czyli poza murami szkoły i w formie kształcenia ustawicznego. Przecież nowoczesna edukacja to nie tylko szkoły i nauczyciele, zamknięci w budynkach. Uczenie się w przestrzeni (dobrze zaprojektowanej pod kątem edukacyjnym) staje się na świecie coraz bardziej popularne. Tym bardziej że zapewnia kształcenie przez całe życie. Turystka to także organizowanie przestrzeni (środowiska) edukacyjnego. Do samodzielnej edukacji w dowolnym czasie. Przykład „odkrzesłowienia” szkoły.

W czasie omawianej, jednodniowej konferencji uczestnicy dyskutowali o tematyzacji szlaków, dostępności obiektów, potrzebach koordynatora szlaku. Oraz wprowadzaniu nowych form z mobilnym internetem, np. wykorzystaniem QR Kodów jako elementu wizualizacji na szlaku. Narzędziami kierowania ruchem turystycznym są także ulotki, mapy, znaki i tablice informacyjne. Turystyka to wzrost zatrudnienia, wzrost rozpoznawalności regionu i wzrost konkurencyjności. Jest elementem budowania marki regionu i wymiarem lokalnego dziedzictwa. Dla mnie nie tylko dziedzictwo kulturowe ale i przyrodnicze. Oba są dostępne i atrakcyjne przez cały rok.

Było i o Szlaku Kopernikańskim, o regionalnej trasie rowerowej, małych, lokalnych szlakach. "Cudownie. Kopernik tu mieszkał". Pogoń za Kopernikiem jako jeszcze jedna z propozycji tematycznych szlaków turystycznych. A jednocześnie edukacyjnych. Jak się okazuje, jesteśmy zagłębiem dla cittaslow. Ta sieć małych miast z dobrym życiem generuje ruch międzynarodowy. Idea narodziła się we Włoszech a Polska w liczbie miast cittaslow jest zaraz na drugim miejscu (235 miast we wszystkich krajach, w Polsce 26, z czego 20 na Warmii i Mazurach). Sieć cittaslow jest już chyba rozpoznawalną marką regionu i dziedzictwa kulturowego. Miejsce gdzie się dobrze żyje. Ruch turystyczny – ludzie i małe ojczyzny. Uczestnicy konferencji przedstawiali różne elementy turystyczne w wersji nowoczesnej: muzealnictwo, rzemiosło, stare zawody, zbiory i izby pamięci, kulinaria na szlaku, łącznie tworzy to nowoczesną gościnność. A przynajmniej może tworzyć.

Na tle tej dyskusji w mojej głowie pojawiały się skojarzenia z konektywizmem i wiedzą rozproszoną, synergią. Konferencja ta była zderzeni przemyśleń i doświadczeń teoretyków i praktyków. Uniwersytet w tym kontekście to dobre miejsce na takie interdyscyplinarne debaty.

Turystyka nas rzeczywiście inspirowała. Co uwidoczniło się w końcowej debacie panelowej. Podkreślono ekonomiczny rozwój regionu i zastosowanie teorii systemów do turystyki (bardzo mi to odpowiada). Turystyka jako edukacja pozafromalna i w czasie wolnym, a szlaki turystyczne jako tworzenie środowiska edukacyjnego. Potrzebny jest tylko jeszcze odpowiedni kapitał ludzki. I tu ponownie wracamy do uniwersytetu i jego społecznej misji w województwie warmińsko-mazurskim. Ja osobiście zainspirowany zostałem do szlaku wiedzy (dlaczego nie wykorzystać także i gamifikacji jako jednej z form tematycznego podróżowania?). Szlak wiedzy uwzględniający rekreację i zdrowie, jedzenie, ruch, aktywność, rozwój duchowy (wiedzy), doznania i jakość życia. Interdyscyplinarne podejście do turystyki i edukacji z certyfikowanymi produktami, usługami i… doznaniami.

Zaczynam dostrzegać nasz region jako potencjalnie przyjazny człowiekowi z licznymi cittaslow, wydarzeniami kulturalnymi (eventy różnotematyczne). Warmia i Mazury (w szerokim sensie, bo uwzględniające Powiśle jak i Ziemię Michałowską itd.) to sieć miejsc dobrego życia, lider w Polsce w zakresie cittaslow, gdzie widać wielokulturowość, dziedzictwo kulinarne, nowoczesne muzealnictwo, aktywne, rekonstrukcyjne.

 22310573_518896721777242_4397880137054764788_n1

Kołłątowiada czyli kultura jest przemysłem kreatywnie rozwijającym gospodarkę

sczachor

19703006_10212110819519113_3357995265308596568_oKultura jest nowoczesnym przemysłem kreatywnym, rozwijającym lokalnie i regionalnie. Mam na myśli kulturę szeroko i głęboko rozumianą, w tym także trzecią kulturę czyli naukę w przestrzeni publicznej (czytaj więcej czym jest trzecia kultura).  

Kultura (i ludzka praca z nią związana) jest niedoceniana, bo ulotna, „niematerialna”. Myślimy zazwyczaj jeszcze schematami XIX i XX wiecznymi, gdzie liczyła się produkcja węgla i stali. Ale teraz żyjemy w świecie trzeciej rewolucji technologicznej, komputerów i robotów. Żyjemy w czasach kryzysu czasu wolnego i wdrażania bezwarunkowego dochodu podstawowego. To nauka, edukacja i kultura będą dawały najwięcej pracy ludziom. W innych zastąpią nas komputery i roboty. Już zastępują.

Do niniejszej wypowiedzi sprowokowała mnie Kołłątowiada – święto ulicy Kołłątaja na olsztyńskiej Starówce. Do Kołłątowiady odnoszę się życzliwie, z zaciekawieniem. Ale i z rozczarowaniem. Popieram starania przedsiębiorców, chcących ożywić ten fragment Starówki, by przyszło więcej ludzi (a ich interesy kwitły). Tym bardziej ważne jest to wydarzenie, że cala Starówka zamiera a wiele lokali powstaje by po kilku miesiącach paść. Rozczarowała mnie Kołątowiada balonikami i dmuchaną brykalnią (była też muzyka na żywo i gry planszowe – te chwalę). Pop-tandeta jak na każdym wiejskim festynie. Zbyt mała przestrzeń starówkowej uliczki by konkurować z terenami na wsi czy nad jeziorem. Tego dnia na ulicy Kołłataja nie widziałem więcej ludzi niż na innych uliczkach Starówki. Owszem, pogoda był nieco deszczowa. Ale to nie pogoda i baloniki przyciągają ale niepowtarzalna i unikalna kultura. Wystarczy ją pokazać. Pisałem o rozczarowaniu, bo wiem, że na ulicy Kołłataja jest kilka rzeczy wartościowych, które można było pokazać i uwypuklić. Nie tylko na jeden dzień, ale i na cały rok. Szanse zmarnowane w popkulturowych schematach myślowych…

Gdy zajrzałem na facebookowe wydarzenie Kołłątowiady, to znalazłem tylko opis wydarzenie w formie „fiesta uliczna” I nic więcej. To ma przyciągać? Zabrakło opisu i zachęcenia czymś na prawdę ambitnym i niebanalnym. Letnia fiesta to teraz jest wszędzie, a piwo i cukrowa wata znacznie tańsze w innych miejscach…

19703016_10212110743277207_5222743229989001150_o

Dla przykładu wspomnę o trzech ciekawych, niewielkich imprezach. Wszystkie, jak się okazało, organizowane i animowane przez Miejski Ośrodek Kultury. Jedno dotyczyło patrzących drzew w Parku Centralnym. Mimo niepogody przychodzili ludzie by odszukać Joanę Lipę, Dariusza Klona, Wierzbę Natalię itd. Poszukiwanie z głębszym przesłaniem (kulturalny i przyrodniczy questing). Drugie to łódeczki z papieru, wiszące na drzewie (górne zdjęcie). Ślad po kolejnej animacji. I w końcu kamienie z napisami. Spotykasz taki w dyskretnym miejscu i zaraz chcesz odszukać inne. I zastanawiasz się co to, dlaczego? To właśnie takie nawet drobne animacje kulturalne zwabiają do przyjścia (ożywiają miejsce). Zachęcają do poszukiwań, spaceru, przebywania na Starówce. A jak już będziesz… to jest większa szansa, że zajdziesz do sklepu czy lokalu. Bo chodząc pieszo częściej zachodzimy do sklepów i lokali niż jadąc samochodem (idziesz wolniej, więcej widzisz, masz więcej czasu na zastanowienie się i pozytywna reakcje by wstąpić).

Na Starówce przeszkadza mi zatarasowanie chodników parkującymi samochodami i nieustannie jeżdżące samochody (to ostanie nie jest bezpieczne zwłaszcza dla dzieci). Unikalny klimat nie tworzy się zaparkowanymi samochodami lecz kulturą. Na dodatek samochody zajmują zbyt dużo miejsca (czytaj więcej na ten temat). A miejsca fizycznie na średniowiecznej starówce jest mało. Przestrzeń jest deficytowa. Warto to w końcu zrozumieć...

Po co przychodzić na Starówkę? Głównym powodem zawsze będzie kultura szeroko rozumiana (bo zjeść i napić się można w wielu miejscach). Było kino Awangarda, jedno z trzech najstarszych w Europie... Ale pazerny właściciel lokalu wyrzucił to kino i zrobił remont. I tak od kilku lat na samym Rynku stoi pustostan... Wiele osób wspomina Uliczkę Sztuki, zainicjowaną przez prof. Beno Małkowskiego. Podobnych animacji kulturalnych i społecznych bywało więcej. Na przykład ceramiczne wlepki. Jakiś anonimowy artysta przez kilka lat umieszczał te małe formy na ścianach. Zachęcały do poszukiwań, spacerów, przebywania.

Warto jeszcze raz powróżyć, że to kultura jest przemysłem kreatywnym, który może ożywiać lokalnie olsztyńską Starówkę oraz nasz region. Warmia i Mazury to kraina miasteczek cittaslow i wiosek tematycznych. Kołem zamachowym jest kultura, ludzkie spotkania wypełnione treścią i wieloaspektowym dialogiem, z malowanymi przystankami i butkami telefonicznymi z książkami.

19787494_10212118647314803_6020480924123145928_o

2 razy O czyli wszystkiemu winni są cykliści – przykład z Olsztyna i Oslo

sczachor

mokbarierkaDwa razy O odczytać można jako dwa kółka (symbol roweru) lub/i jako dwie litery O – pierwsze litery Olsztyna i Oslo. Niedopowiedzenia rodzą różne skojarzenia, a to pobudza do twórczego myślenia. W sam razy by napisać o zrównoważonym transporcie w mieście.

W Olsztynie pracuje zespół „międzyresortowy” (czy jakoś tak), który debatuje nad tym,  jak ożywić olsztyńską Starówkę. Porusza sprawy różne, ale chyba o najważniejszych zapomina (ewentualnie te dyskusje nie docierają do opinii publicznej). Na tym małym, a zabytkowym fragmencie miasta, lokale gastronomiczne (tudzież sklepy czy inne małe interesy) pojawiają się i znikają. Starówka to wizytówka turystyczna Olsztyna a nie tylko interes kilku drobnych przedsiębiorców. Nic dziwnego, że w ożywianie tego fragmentu miasta angażuje się i ratusz.

Olsztyńska Starówka jest mała, ograniczona do średniowiecznej lokacji. Olsztyn powstał jako małe miasteczko, takich jak wiele w tej części obecnej Polski.

Interes by się kręcił i w restauracjach i sklepach, gdyby ludzi przychodzących tu było więcej. Ale jak zmieścić ich na małej przestrzeni, gdy powierzchnię fizyczną zajmują parkujące i jeżdżące samochody? Skąd problem? Miasto się rozrosło i dodatkowo zmieniła funkcja średniowiecznego fragmentu miasta – nie ma tu już targowiska. Bo przez wieki funkcja handlowa przywabiała ludzi z okolicy. Poznikały i sklepy – za sprawą galerii handlowych. Nawet ratusz przeniesiono, więc i funkcja administracyjna także odpadła. Pozostała tylko funkcja turystyczna – ze względu na zabytki: gotycki ratusz, katedrę, zamek, odbudowaną starówkę na planie średniowiecznych ulic. No i funkcja kulturalna: dwa muzea, galerie artystyczne (też chyba dwie, w porywach trzy ale i one szybko upadają), wydarzenia plenerowe. Teoretycznie sporo ludzi się przewija… a jednak za mało by utrzymać powstające lokale.

Na co dzień zapominamy, że turystyka to największy biznes na świecie. A w wieku XXI usługi kulturalne stanowią coraz bardziej ważny fragment życia ludzkiego i … społecznego. Mamy czasy… kryzysu czasu wolnego. Za nas pracują komputery i roboty a my nie wiemy, co zrobić z wolnym czasem. Dlatego rozwija się edukacja, kultura i usługi. Oczywiście jeśli jest do tego przestrzeń.

Nie da się zmieścić więcej ludzi… jeśli przestrzeń zajmują samochody. To zwykłe prawa fizyki.

LodzDobrze ilustruje to eksperyment z Łodzi, opatrzony powyższym zdjęciem (eksperyment po wielokroć powtarzany w wielu miastach). Ile miejsca na drodze zajmuje odpowiednio: 40 samochodów, 45 rowerzystów i jeden autobus, mogący pomieścić wszystkich prowadzących auta i rowery? Widać gołym okiem, że najwięcej miejsca zabierają samochody. To dla turystycznego miasta przestrzeń stracona. Łódzki eksperyment miał dowieść, że poruszanie się rowerem lub komunikacją miejską może wpłynąć na zmniejszenie korków w mieście.  

Wróćmy do olsztyńskiej Starówki. Po pierwsze samochody zajmują fizycznie przestrzeń (funkcja parkingu i ciągu transportowego) – bo nie można przejść ani postawić ogródka letniego, nie można w tym miejscu zrobić imprezy kulturalnej. Parking na starówce czy pod gotycką katedrą to marnotrawstwo przestrzeni i rozwojowa głupota. Zaparkować można kilkaset metrów dalej… a kościoła i zamku nie da się przenieść. Nie da się także wybudować nowej starówki w innym miejscu. W części te funkcje przejmują nowe centra handlowe, ale tylko w małej części. To, co najważniejsze (zabytki i kultura), jest teraz zawłaszczane przez egoizm i brak wyobraźni małej grupy osób. Dlaczego zawłaszczają unikalne miejsce kosztem potrzeb innych?

Po drugie ze względu na samochody jeżdżące na starówce jest niebezpiecznie. Ilustruje to górne zdjęcie: barierka przy wyjściu z placówki kulturalnej (Stary Spichlerz, Miejskiego Ośrodka Kultury) pojawiła się niedawno. Tuż pod drzwiami przejeżdża bardzo dużo samochodów. Ja sam kilka dni temu, wychodząc z lokalu, znajdującym się przy ul. Okopowej, wszedłem wprost pod koła jadącego samochodu. Na szczęście jechał wolno. Takich miejsc konfliktowych i niebezpiecznych jest co najmniej kilka. Inny przykład, wybrałem się na znakomity koncert w amfiteatrze. Było trudno przejść nie tylko chodnikiem ale i ulicą, bo nie tylko ciągnący sznur samochodów ale i zaparkowane na chodnikach auta. W większości z łamaniem przepisów… ale kto by tam zwracał na to uwagę… Dodatkowo poniszczone nowe chodniki z płyt granitowych. Przecież tych zniszczeń nie dokonały panie w szpilkach (duża siła nacisku na małej powierzchni obcasa).

Ilekroć zachodzę na olsztyńską Starówkę w sezonie wakacyjnym to widzę nieustający strumień jadących samochodów, bo szukają miejsca do zaparkowania. I przejeżdżają tylko. Sami nie korzystają (praktycznie są tylko przejazdem) i innym miejsce zajmują. Ile miejsca wyłączonego z ruchu? Jedna ulica (całorocznie a w sezonie dodatkowo druga), jeden plac - z Targiem Rybnym to dwa, malutkie. Kilka miejsc wyjątkowo niebezpiecznych dla turystów. I zniechęcających do kolejnych odwiedzin.

Zamiast ogródka letniego stoi samochód. Nowa, włoska restauracja i cukiernia przy ul. Okopowej. Zwabiły mnie do zajrzenia wystawione na chodnik stoliki. Znak, że w środku jest sympatycznie. Niczym na krakowskim Kazimierzu. Ale kto będzie chciał pić kawę czy jeść ciastko, gdy 10-20 cm obok niego przejeżdżają stale samochody? Chyba, że jest to akurat zlot starych pojazdów. Ale takie coś to tylko raz w roku.

Praw fizyki się nie zmieni. Gdy odbywa się jakaś większa impreza kulturalna, to straż miejska lub policja musi blokować przejazd. By zrobić ludziom miejsce. Jeśli ma się odbywać jakaś uliczna parada (np. przy okazji Olsztyńskich Dni Folkloru), to wcześniej policja musi pousuwać parkujące samochody. Inaczej korowód nie przejdzie lub nie będzie miejsca dla widzów, którzy by to chcieli zobaczyć. Skoro w czasie większych imprez usuwa się samochody by zrobić miejsce dla ludzi… to może zrobić tak całorocznie? Przecież wokół olsztyńskiej starówki są parkingi. Wystarczy przejść tylko 100-300 metrów…. Zostawmy wjazd na Starówkę tylko samochodom dostawczym i ratunkowym. Tak jak to jest w wielu miastach. Inaczej Starówka dalej będzie zamierać.

Potrzeby kulturalne olsztyniacy i turyści zrealizują gdzie indziej. Na przykład w Parku Centralnym. Skąd się bierze ten egoizm i zawłaszczanie wspólnej przestrzeni publicznej tylko dla siebie? Najdziwniejsze, że również za samochodami na Starówce są… restauratorzy (niektórzy). Odporni na wiedzę i przykłady z całego świata. Potrzebna jest na pewno wiedza… a ta bierze się z edukacji. Szkolna nie wystarczy, potrzebna pozaformalna i ustawiczna. Czyli poza murami szkoły (a nie miasta). Na przykład w mediach publicznych. Brak zrozumienia zarówno praw fizyki jak i funkcjonowania społeczności miejskiej czy ekosystemu miejskiego. Brak zrozumienia… samego człowieka.

Pora na drugie kółko lub O. Przykład z Oslo, by pokazać, że jest to możliwe, zaczerpnięty z artykułu Ewy Szekalskiej pt. Gdy kierowca staje się gościem w mieście...  Oslo zwyciężyło w konkursie na Zieloną Stolicę Europy. Za ambitnymi celami redukcyjnymi idą tu takie kroki, jak planowany od 2019 r. niemal całkowity zakaz wjazdu prywatnych samochodów do centrum. Dodajmy, że centrum norweskiej stolicy jest duuuużo większe niż maleńka olsztyńska Starówka…. w 2019 roku w Oslo powierzchnia 1,7 km kw. będzie niemal całkowicie uwolniona od pojazdów osobowych (jakiż ułamek tej przestrzeni stanowi olsztyńska Starówka). Do tej pory transport przyczynia się w Oslo aż w 61 proc. do emisji CO2, z czego 39 proc. pochodzi z samochodów prywatnych. Ambicje norweskiej stolicy idą dalej, do 2050 r. miasto ma stać się neutralne węglowo (bilans emisji dwutlenków węgla ma wyjść na zero). Już w latach 2015-16 ponad 30 proc. wszystkich nowych samochodów sprzedanych w Oslo było autami elektrycznymi lub hybrydowymi. Norweskie miasto nie zadowala się obecnością 35 tys. elektrycznych aut i autobusami, w jednej trzeciej o napędzie alternatywnym. W Oslo ograniczenia dla kierowców będą wprowadzane stopniowo. W 2017 r. mają zostać zlikwidowane prawie wszystkie uliczne miejsca parkingowe w centralnej strefie (a jest ich prawie 600). Nie będzie możliwe przejechanie samochodem przez centrum, choć mieszkańcy będą mogli dostać się do swoich domów.

Samorządowi norweskiej stolicy chodzi o to, by jak największa część Oslo służyła różnorodnym aktywnościom i potrzebom innym niż transport – przestrzeń zostanie uwolniona pod działalność związaną z kulturą, sztuką, pod stojaki rowerowe i place zabaw oraz ogródki restauracyjne. W stolicy Warmii i Mazur, zarówno mieszkańcom jak i turystom przydałoby się odrobina ruchu (przejście kilkaset metrów od zaparkowanego samochodu). Tym bardziej, że współcześni Polacy chorują od braku ruchu i otyłości. Zatem ograniczenie ruchu samochodowego na maleńkiej, olsztyńskiej Starówce przysłuży się zdrowiu (ruch i mniej zanieczyszczeń), zaspokajaniu potrzemy kulturowych jak i rozwojowi ekonomicznemu... miasta ogrodu – bo takim się lansuje Olsztyn.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci