Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : woda

Jeziora i rzeki w mieście czyli konsultacje społeczne

sczachor

23318906_10213128165952138_1161574809_n

Badaniem jezior zajmuję się od lat. Do tej pory moje zainteresowania mieściły się w szeroko rozumianej hydrobiologii. Badałem przede wszystkim chruściki w jeziorach, w tym także  w jeziorach miejskich. I oczywiście w rzekach. Tym razem zaproszony zostałem na konsultacje społeczne, dotyczące olsztyńskich jezior i rzek. I to w charakterze uczestnika-obywatela a nie eksperta.

Jeszcze nigdy nie uczestniczyłem w konsultacjach społecznych. Z tym większą ciekawością się udałem. Z zadowoleniem odebrałem obecność przedstawicieli UWM (ale jako mieszkańców a nie urzędowo i instytucjonalnie) jak i kilku studentów z naszego uniwersytetu. Jest to sygnał, że nasz uniwersytet jest zgodnie z nazwą warmińsko-mazurski i uczestniczy w życiu codziennym regionu. Jest nie tylko z ambicjami do uczestnictwa wielkiej, światowej nauce, ale i z szeroko rozumianym transferem wiedzy do regionu. Tu i teraz, z głębokim rzeczywistym osadzeniem we własnym regionie. Chcę wierzyć, że nie był to odosobniony przypadek uczestnictwa w poprawianiu jakości życia mieszkańców i współdecydowaniu o lokalnych miejscach.

Zaskoczyła mnie liczna frekwencja mieszkańców i przedstawicieli instytucji a także obecność radnych. To były rzeczywiste konsultacje a nie tylko „odfajkowanie” pozycji z planu. Momentami atmosfera była napięta, zwłaszcza na początku. Wskazuje to z jednej strony na potrzebę takich spotkań, a z drugiej, że jest ich jeszcze za mało (niedosyt). Stąd czasami nieco napastliwa aktywność niektórych osób. Może czują, że przy braku czasu nie zdążą powiedzieć o tym, co dla nich najważniejsze? Najwyraźniej potrzeba nam mieszkańcom więcej takich spotkań, by po prostu ludzie mogli spokojnie się wygadać. I podyskutować. By poznać swoje różne oczekiwania, punkty widzenia, sposoby argumentacji.

Przestrzeń w mieście jest wspólna i trzeba wynegocjować jej mądre zagospodarowanie, dla wszystkich. Na to potrzeba dużo czasu i wielu informacji. Spotkania uczą wszystkich. Potrzeba tylko otwartości i cierpliwości by wysłuchać i zrozumieć potrzeby innych osób czy instytucji. Nie jesteśmy jednakowi.

Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Przestrzeń dla partycypacji”. Na wstępie organizatorzy podkreślili, że władze miasta chcą usłyszeć głos mieszkańców w odniesieniu do Studium uwarunkowań. Przestrzeń jako wspólne dobro. Przestrzeń miejska jest wspólna, a tematem była rola jezior i rzek w naszym mieście (czyli Olsztynie). Urzędnicy miejscy poinformowali o dużym nacisku na zmianę studium uwarunkowań pod kątem zwiększenia zabudowy nad jeziorami. Zmartwiła mnie presja na zabudowę brzegów jezior Tursko (Żbik) i Redykajny. Najbardziej wartościowe przyrodniczo jeziora mogłyby takiej presji nie wytrzymać.

Doskonale rozumiem, że wielu by chciało mieszkać w pięknym krajobrazie z domkiem nad jeziorem. Ale zbyt duża zabudowa i presja na jezioro po pierwsze zniszczy krajobraz a po drugie zanieczyści jezioro. Już nie będzie pięknie i ładnie. Może dla lepszego zrozumienia tej kwestii najpierw porównanie. W samochodzie miejsce obok kierowcy jest „honorowe”. Ale czy wszyscy pasażerowie samochodu osobowego czy autobusu mogą siedzieć obok kierowcy? Chyba tylko w dowcipie o autobusie z Wąchocka.

Wróćmy do zabudowy i wykorzystania jezior oraz naszych rzek. To teren dla wszystkich mieszkańców a nie tylko dla wybranych. Zbiorniki wodne i tereny zielone przesądzają o jakości życia: możliwości cieszenia się pięknem krajobrazu, codziennej rekreacji i odpoczynku itd. Przecież tu żyjemy, mieszkamy, pracujemu i płacimy podatki. Nieatrakcyjna przestrzeń powoduje ucieczkę ludzi z miasta, na suburbia. Wraz z nimi odpływają podatki...

Wszystkiego do jednego garnka się nie da włożyć, niektóre inwestycje i funkcje się wykluczają (wchodzą w konflikt). Zatem potrzebny jest kompromis i zaplanowanie tych funkcji w różnych miejscach, by uniknąć potencjalnych konfliktów. Liczę na mądre i długofalowe planowanie a nie chaotyczną zabudowę czy inwestycje. Potrzebna jest więc pełna wiedza o tym, ile zabudowy „wytrzyma jezioro” by nie uległo zanieczyszczeniu czy obniżeniu wód. Zapobieganie szkodom znacznie mniej kosztuje niż ich naprawianie. Przykładem może niech będzie nasze jezioro Długie: wcześniej zanieczyszczone i przez wiele lat rekultywowane. Udała się rekultywacja i teraz mamy piękne tereny rekreacyjno-sportowe nad tym jeziorem. Taniej jest jednak nie psuć by potem naprawiać.

Potrzebne jest także studium krajobrazowe (jak zrozumiałem tego jeszcze nie ma), by wiedzieć ile i jak można zabudowywać nad jeziorami by… nie straciły one swojego uroku i swojej atrakcyjności. Może przykład. Kilkanaście lat temu kupiłem mieszkanie w Olsztynie. Wybierałem miejsce, firma od nieruchomości sprawdziła plany zagospodarowania terenu. Było dobrze, bo na przyległym terenie był w planach park. Kupiłem. Ale w ciągu kilku kolejnych lat zamiast parku wybudowano salon samochodowy, dwa duże parkingi i trzy bloki z dużym sklepem. W jakimś stopniu czuję się oszukany. Po kawałku i co jakiś czas zmieniano plan zagospodarowania systematycznie wykrajając z planowanego parku tereny pod inwestycje. Podobnie jest z innymi mieszkańcami. Deweloper kusi mieszkaniem lub domkiem w atrakcyjnej okolicy. Ale jak już się sprowadzą to tuż przy oknach stawia kolejny blok… Okno w okno. Wszystko wynika z braku długofalowego planowania i chaosu inwestycyjnego, wynikającego z chęci szybkiego zysku. Po prostu brak solidności.

Wśród wypowiedzi i propozycji mieszkańców pojawił się ciekawy głos na temat placów zabaw nad jeziorami i nad naszymi rzekami. By były nie takie standardowe ale z naturalnych surowców i niezbyt „zaplanowane”, wykonane z pojedynczych dużych kamieni, kłód drewna itd. Tak jak kiedyś wyglądały nasze podwórka (element rozwijający kreatywność, odpowiedzialność itd.). Raz, że byłoby to znacznie bardziej wkomponowane w krajobraz (zamiast takich samych wszędzie, mocno kolorowych i plastikowych huśtawek czy zjeżdżalni). Dwa, że tworzy to nową przestrzeń edukacyjno-rekreacyjną, dobrze wpisaną w strategię miasta ogrodu. Myślę, że to byłoby dobre zaplecze dla realizacji idei leśnych przedszkoli i szkół (prężnie rozwijająca się idea w krajach skandynawskich a i w Polsce jest już kilkanaście takich obiektów – w pobliskim Węgoju szkoła wykorzystuje tereny leśne do takiej edukacji).

Edukacja to także inwestycje i konkretne dochody. Co prawda nie w postaci betonu, ale równie wartościowe i tworzące podstawy do aktywności ekonomicznej. Twórzmy w mieście niebanalną przestrzeń edukacyjną, poprawiając jakość życia samych mieszkańców jak i polepszając infrastrukturę turystyczną. Dobrze rozumiania turystyka to nie tylko letnie wylegiwanie się na plaży ale całoroczna aktywność w różnych wymiarach. 

W najbliższym czasie będa jeszcze 3 podobne spotkania. Wybierzcie się, na prawde warto.

23334233_10213139663599572_2372798415535419905_o23270371_10213139663439568_5794554803063623109_o

Europejska Noc Naukowców i bajka o chruściku z Jeziora Czarnego

sczachor

22042249_10212810275925086_9013861102005371864_o

O chruścikach, owadach wodnych z rzędu Trichoptera, opowiadałem już na różne sposoby i w różnych gremiach: w terenie na ćwiczeniach ze studentami, warsztatach bentologicznych, z foliami na rzutniku pisma (konferencje i zajęcia dydaktyczne, teraz już rzutniki pisma wyszły z użycia), z rzutnikiem multimedialnym na konferencjach naukowych, zajęciach dla studentów i wykładach popularnonaukowych dla uczniów, dorosłych i seniorów. Ba, malowałem chruściki na butelkach, kamieniach i dachówkach, tocząc przy okazji odpowiednie rozmowy. A w Europejską Noc Naukowców 2017 (29 września) po raz pierwszy o chruścikach opowiem w formie… bajki kamishibai. Sam namalowałem ilustracje (ciężko było, ale się podszkolę jeszcze). Tu mała dygresja – lekcje plastyki są w szkole przydatne, bo nie wiadomo co się w życiu przyda…

Z kamishibai zadebiutowałem rok temu, też na Nocy Naukowców. Opowiedziałem bajkę o cytrynku latolistku, która powstała we współpracy z ODN Target (Poznań). Potem kilka razy jeszcze występowałem przed dziećmi w różnych miejscach i edukacyjnych okolicznościach. Pokusiłem się także o przygotowanie wykładu dla studentów (było o komunikacji i stylach prezentacji, wykorzystałem myślografię). Niedawno przedstawiłem kamishibai na zajęciach z hydrobiologii dla studentów z Japonii… A teraz będzie premiera z opowieścią o chruściku z Jeziora Czarnego. Siwe włosy a ciągle się uczę. Takie czasy, takie czasy… Nowe formy edukacji i upowszechniania wiedzy są niezbędne bo świat wokół nas się zmienia bardzo szybko. Więc trzeba się uczyć, ćwiczyć, eksperymentować. I dzielić się doświadczeniem ze studentami oraz nauczycielami.

21125542_10212580533501669_6683019017086393624_o

Na Noc Naukowców 2017 przygotowałem z różnymi osobami (lubię wsporacować) kilka propozycji. Już od lata można oglądać wystawę dachówek, Molariusz Warmińsko-Mazurski, powstałą w czasie Tygodnia Bibliotek, we współpracy m.in. ze studentami kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze. Na bazie tych dachówek powstała gra edukacyjna, w której można zauczestniczyć w godzinach 16.00 do 20.00 (Tajemnica Moli Książkowych z Uniwersyteckiej Biblioteki). 

O 16:30 będzie premiera bajki kamishibai pt. „O chruściku z Jeziora Czarnego"). Ponownie bajki tej można będzie wysłuchać o godz. 19.00. 

W godzinach 17:00-19:00 – odbywać się będą warsztaty konstrukcyjne "zrób sobie chruścika" - szycie i klejenie maskotek w kształcie chruścików, które poprowadzi pedagog i pisarka Anna Mikita. Można będzie także oglądać prawdziwe chruściki pod powiększeniem oraz na tablecie obejrzeć filmy o chruścikach.

Natomiast o godzinie 20.00 pojawią się … Wiedźmy i czarownice w laboratorium. 

Zapraszam zatem na wspólne (rodzinne) poznawanie przyrody i robienie zabawek z byle czego oraz dyskusje o edukacji (i o chruścikach). Porozmawiajmy o przykładach wspólnych zabaw, nauczeństwa i edukacji pozaformalnej w przestrzeni publicznej. Jak blisko domu obserwować przyrodę i jak z niczego można zrobić zabawkę edukacyjną oraz tworzyć opowieści o przyrodzie (wykorzystując mobilny internet).

Chruściki to owady wodne (a ściślej amfibiotyczne), które w stadium larwalnym żyją w środowisku wodnym a dorosłe żyją na lądzie i prowadzą zazwyczaj nocny tryb życia. Larwy budują przenośne domki lub sieci łowne i norki. Są łatwe w obserwowaniu i występują wszędzie tam, gdzie są sprzyjające warunki (siedlisko wodne) - spotkać je można w całym kraju. Domki budują z przędzy jedwabnej, patyczków, części roślin, a także ze złota i drogich kamieni.

Jakie chruściki żyją w Jeziorze Czarnym? Do tej pory udało się ustalić, że w Jeziorze Czarnym w Olsztynie występują: Leptocerus tineiformis, Triaenodes bicolor, Ylodes simulans, Mystacides longicornis, Athripsodes aterrimus, Oecetis furva, Agraylea multipunctata, Limnephilus flavicornis (ten jest bohaterem bajki edukacyjnej), Limnephius politus, Limnephilsu extricatus, L. lunatus, L. rhombicus , Nepmotaulius punctatolineatus, Glyphotaelius pellucidus, Anabolia laevis, Oxyethira sp., Agraylea multipunctata, Orthotrichia sp., Cyrnus crenaticornis, Holocentropus picicornis, Agrypnia varia, Agrypia picta (oznaczenie niepewne), Phryganea grandis.

Czytaj więcej:

Ile chruścików widać na załączonym zdjęciu? Dygresja o biologii i ekologii.

sczachor

policzone_chrusciki

Przeciętny oglądacz i spacerowicz nie zobaczy żadnego chruścika na powyższym zdjęciu. Znakomicie zlewają się z tłem. Jest to więc drobna uwaga do pytania, po co są chruścikom domki. Wprawne oko (czyli ukierunkowana uwaga poznawcza, z wcześniejszą wprawą w rozpoznawaniu i wyszukiwaniu chruścików) dostrzeże pojedyncze, małe domki chruścików. Dostrzegamy to, czego się spodziewamy, oczekujemy i co już znamy. Przy powiększeniu zdjęcia na komputerze doszukałem się 11 piaskowych domków chruścików (zaznaczone czerwonymi kółkami). Znając siedlisko i przyglądając się im w terenie mogę napisać, że są to młode larwy Potamophylax nigriconirs. Były także larwy Sericostoma sp. Ale ich akurat na zdjęciu nie widać.

Zdjęcie wykonane zostało w połowie września w rozległym źródlisku Puszczy Knyszyńskiej, w rezerwacie Budzisk. Obfitość chruścików była duża. Nastaje jesienny czas, liście opadają do wody, pojawia się duża baza pokarmowa. Cykl życiowych omawianych chruścików (rozdrabniacze, detrytusożercy) dostosowany jest do sezonowego pojawiania się pokarmu (zimowe wielkie żarcie). Ale te wodne owady nie żywią się samą celulozą. Zjadają porastające liście bakterie i grzyby, stanowiące wartościowe źródło azotu (białka).

Zjadać i nie być zjedzonym. W dużym stopniu domki chruścików pełnią funkcję kamuflażu. Co dobrze widać na zdjęcia (przez to że nie widać). Trudno odróżnić chruścika od tła, więc jest dla potencjalnych drapieżników niewidoczny lub trudno widoczny. Liść został odwrócony, zatem widoczne na liściu larwy były pierwotnie od spodu, zupełnie niewidoczne. Ale być może wyspecjalizowany drapieżnik (albo wyćwiczony trichopterolog lub bentosiarz) być może łatwiej dostrzega swoje ofiary. Po prostu specjalizacja.

Ile jest wszystkich chruścików na powierzchni helokrenu (helokren to typ źródła), widocznej na zdjęciu? Zapewne dużo więcej niż uda się dostrzec na zdjęciu. Trzeba by było podnieść i przejrzeć wszystkie liście, jak i być może poszukać larw zagrzebanych w piasku. Jednym słowem trzeba byłoby pobrać próbę czerpakiem hydrobiologicznym i przebrać na białej kuwecie (tacce) – wtedy wszystkie bezkręgowce są łatwiej zauważalne. Łatwiej także zauważyć je wtedy, gdy się poruszają. Zatem przebieranie przyżyciowe jest efektywniejsze. Wymaga czasu i cierpliwości. Mniejsze osobniki widoczne będą dopiero pod powiększeniem (oglądane w pracowni pod lupą stereoskopową).

Larwy chruścików na białej kuwecie będą lepiej widoczne… bo wyjęte są z ich środowiskowego kontekstu. Przez wiele stuleci zoologia miała taki charakter: zwierzęta przedstawiane były w oderwaniu od ich ekologicznego kontekstu: atlasy zwierząt z cechami budowy. Przegląd systematyczny, skupiony na budowie zewnętrznej i wewnętrznej. Różnorodność może zadziwiać. Ale organizm (gatunek) funkcjonuje w konkretnym środowisku. Jest do niego przystosowany. Ów ekologiczny kontekst pozwala wiele zrozumieć z budowy analizowanego organizmu.

Intelektualne dostrzeżenie organizmu w jego środowisku, czyli analizowanie budowy i funkcji w kontekście środowiska, w którym dany gatunek żyje, pozwoliło wiele zawiłości zrozumieć. Tak, jak chociażby funkcję domku u larw chruścików. Jest jeszcze drugi kontekst – ewolucyjny. To dostrzeżenie organizmu w kontekście i środowiska i relacji z innymi gatunkami oraz w kontekście czasu. Ekologia i ewolucja porządkują nam ogromną różnorodność biologiczną, zaprowadzają porządek i pozwalają dostrzec wiele prawidłowości. Pozwalają zrozumieć pozornyc chaos i niepowtarzalność.

Potrzebne są dwa równoczesne podejścia: analizowanie części jak i analizowanie całości (czyli kontekstu owej części). Zatem analityczne podejście do organizmu jak i syntetyczne, całościowe analizowanie w naturalnym środowisku (kontekst ekologiczny i ewolucyjny). Dobra teoria pozwoli zobaczyć to, czego nawet nie widać. Na przykład ślady obecności organizmów, których nie widać na zdjęciu (bo były tu wcześniej a teraz są nieco dalej). Lub ślady obecnosci mikroskopijnych bakterii i grzybów.

Niebawem nowy rok akademicki. Razem ze studentami rozpocznę kolejną przygodę detektywistyczną – uczenie się dostrzegania w otaczającym nas świecie różnych organizmów i dostrzegania ich przyrodniczego sensu. Zatem i część i całość. Z racji mojej specjalności będą to organizmy wodne, ze szczególnym uwzględnieniem chruścików. Na przykładzie jednej części opowiedzieć można o całym świecie. Tak jak z ziarna piasku można wywnioskować o całej pustyni.

A opowieści przyrodnicze mogą być okazją do... opowiadania o człowieku. Jeśli nie wprost, to przez subtelne analogie. Liczę więc, że bloga odwiedzać będą także i humaniści.

O chruściku z Jeziora Czarnego. Edukacyjne i przyrodnicze opowieści dla całej rodziny.

sczachor

chruscik_edukacyjnyChyba zapomnieliśmy, że tereny zielone w przestrzeni publicznej to doskonałe place zabaw. W czasach mojego dzieciństwa dużo czasu spędzaliśmy na podwórku, wspinając się na drzewa, wylegując się na trawie. I mimowolnie obserwując przyrodę. Zawsze się coś działo.

W niedzielne południe siedziałem w kawiarnianym ogródku. W pobliżu był trawnik, a w zasadzie prawie miejska łąka: z kwitnącymi stokrotkami, mniszkami. A na tej łące bawiące się dzieci, biegające, zrywające kwiaty, pytające się taty „a co to”. Okazja także dla dorosłych by pokazywać i nazywać rośliny, ptaki. Samonaprawialny plac zabaw, pachnący i zdrowy. Oby więcej takich przestrzeni publicznej pojawiało się w mieście.

W ostatnim czasie miałem okazję poćwiczyć opowiadanie bajki kamishibai, zarówno na trawniku, jak i w pałacowych wnętrzach. Ilustrowana, analogowa opowieść przykuwa uwagę dzieci. Ale moje opowieści są ograniczone tematycznie: mam przygotowane zaledwie trzy bajki – opowieści edukacyjne (oraz jedną dla dorosłych). Skoro metoda się sprawdza w kameralnej przestrzeni publicznej, warto będzie kontynuować eksperymentowanie z ilustrowanymi opowieściami jako formę edukacji przyrodniczej. W wakacje będę więc malował. Czasochłonne ale warte wysiłku. Na Europejską Noc Naukowców pojawi się kolejna bajka, tym razem o chruściku.

Do wymyślenia chruścikowej bajki kamishibai (opowieści edukacyjnej w formie bajki) zainspirowała mnie Anna Mikita – pisarka, pedagog i niestrudzony animator społeczny. Wybrała się na spacer nad Jezioro Czarne i na podtopionej ławce obserwowała chruściki. Ze zdjęć wynika, że były to larwy Limnephilus flaviconis (więcej na ten temat: O chruściku z Jeziora Czarnego i molu książkowym - gatunek nowy dla nauki).  A potem wymyśliła zabawkę w kształcie chruścika z domkiem. Bardzo dobrze zaprojektowaną merytorycznie - larwa chruścika była nawet z odnóżami analnymi (ważny szczegół). Sam taką dostałem w czasie malowania moli książkowych na tarasach Biblioteki Uniwersyteckiej (zobacz zdjęcia).

U siebie na Facebooku tak napisała: „Chruściki robią swoje domki z tego, co mają wokół siebie. Mój chruścik jest z Jeziora Czarnego, wykorzystałam więc to, co tam znalazłam – gałązki, liście i kwiaty wierzby, szyszeczki i gałązki olchowe, trzcinę, kamyki, kłącza tataraku. Zastanawiam się, z czego zrobiłabym domek w moim mieszkaniu… Tylko przysłowiowej baby i dziada tu brak, zatem byłby bardzo ciekawy (…) A gdyby tak zadać sobie wzajemnie pracę domową – zbuduj domek, który do mnie pasuje. Ciekawe, co? Chruścikowe zajęcia dają nieograniczone możliwości wielorakich ekspresji twórczych! Tworzymy nowy projekt. Kocham takie akcje!”. I taki projekt powstaje, z myślą o wrześniowej Nocy Naukowców.

Właśnie powoli przygotowujemy zajęcia pod roboczym tytułem "O chruściku z Jeziora Czarnego. Edukacyjne i przyrodnicze opowieści dla całej rodziny." Będzie wspólne (rodzinne) poznawanie przyrody i robienie zabawek z byle czego. Obserwacja żywych chruścików w akwarium, krótkich filmików z życiem chruścików, słuchanie bajki kamishibai o życiu chruścików oraz tworzenie zabawek w formie chruścika z domkiem. Przykład wspólnych zabaw, nauczeństwa i edukacji pozaformalnej w przestrzeni publicznej. Jak blisko domu obserwować przyrodę i ja z niczego można zrobić zabawkę edukacyjną oraz tworzyć opowieści o przyrodzie (wykorzystując mobilny internet). Bo trochę technologicznej nowoczesności też będzie.

Chruściki to owady, które w stadium larwalnym żyją w wodzie a dorosłe żyją na lądzie i prowadzą nocny tryb życia. Larwy budują przenośne domki lub sieci łowne. Są łatwe w obserwowaniu i występują wszędzie (gdzie czysta woda i dobre środowisko). Domki budują z przędzy jedwabnej, patyczków, części roślin, a także ze złota i drogich kamieni (to tylko u jubilera-artysty w Szwajcarii).

W czasie Europejskiej Nocy Naukowców będą warsztaty szycia i klejenie maskotek w kształcie chruścików, warsztaty konstrukcyjne „zrób sobie chruścika", będzie oglądanie żywych chruścików w akwarium, rozmowy o owadach wodnych a także bajka kamishibai. I tu jest wakacyjne zadanie dla mnie. Ułożyć ciekawą edukacyjnie opowieść i namalować ilustracje. Po rocznych doświadczenia z opowiadaniem z ilustracjami mam już większą wiedzę co i jak przygotować. Zanosi się na pracowite i bajkowe wakacje.

Żagnica zimowa na płocie

sczachor

15626418_961830757285281_4847435345519573044_o

Czy ważkę można spotkać w zimie? To zależy jaką. Imagines (czyli postacie dorosłe, ze skrzydłami) nie są aktywne w zimie. Dla organizmów zmiennocieplnych poruszanie się w niskiej temperaturze jest bardzo problematyczne. Więc fruwających ważek zimą nie zobaczymy w Polsce. Ale aktywne larwy w wodzie - jeśliby się komuś chciało poszukać - zawsze się znajdzie, i w rzekach i w jeziorach. Są aktywne tak jak wiele hydrobiontów. Zimą w wodzie życie kwitnie.

Kolega odonatolog, Grzegorz Tończyk, zamieścił na Facebooku powyższe zdjęcie, wraz z podpisem „Żagnica zimowa - obrazek z płotu kompostowni przy Grupowej Oczyszczalni Ścieków w Łodzi - nie ma odpoczywania - ważka może być wszędzie.” Tak więc zimową ważkę można spotkać, tyle że na płocie.

Malowanie na płocie kojarzy się zazwyczaj z brzydkimi wyrazami lub paskudnymi bazgrołami. Ale może być inaczej, nie tylko pięknie ale i edukacyjnie. Ponieważ miałem trudności z szybkim zidentyfikowaniem, kolega mi pomógł. Na płocie namalowany jest samiec ważki żagnicy sinej (zwanej także żagnicą większą) - Aeshna cyanea. Jest oczywiście żagnica jesienna (zwana także żagnicą mniejszą) - Aeshna mixta. Ale zimowej jako takiej nie ma.

Wróćmy do ważki uwidocznionej na łódzkim płocie. Żagnica sina osiąga długość 7-8 cm. Żagnice są dużymi ważkami. Dymorfizm płciowy widoczny jest w ubarwieniu, dlatego można powiedzieć, ża namalowany jest samiec. Dorosłe owady pojawiają się od połowy czerwca, ale nad zbiornikami wodnymi widuje się je dopiero w sierpniu i we wrześniu. W korzystnych warunkach pogodowych można je spotkać nawet w październiku i listopadzie. Ale w grudniu (i to pod koniec) to jeszcze chyba nikt nie widział. Chyba, że na płocie… namalowaną.

Aeshna cyanea zasiedla małe zbiorniki wodne: oczka śródleśne, zbiorniki powyrobiskowe na żwirowniach. Pojawia się także nad większymi zbiornikami: stawy rybne, bagienne jeziorka, jeziora. Jest jedną z pospolitszych wazek Polski.

W czasie Nocy Biologów w Olsztynie, w dniu 13 stycznia 2017 r. będzie możliwość namalowania lokalnej bioróżnorodności, na przykład ważki. Tyle że na starych dachówkach lub polnych kamieniach. Zapraszam.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci