Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : ochrona-srodowiska

Wiosenny szczypiorek na parapecie i zanieczyszczenie związkami biologicznie czynnymi

sczachor

osy_koloroweO związkach biologicznie czynnych przypomniałem sobie, gdy kolega poradził mi jak w doniczce na parapecie wyhodować własny szczypiorek „musisz kupić cebulę dymkę, ale nie próbuj z cebulą ze sklepów wielkopowierzchniowych – bo często taka cebula jest traktowana inhibitorami wzrostu (takie roślinne hormony, spowalniające wzrost). Handlowcy pryskają cebule, aby im dłużej leżała w sklepie i nie puszczała kiełków. Tak potraktowane cebule słabo rosną i najczęściej zasychają a szczypior się nie udaje.” Domyślam się, że na zdrowie człowieka te związki chyba negatywnie nie działają. Ale tego typu związków biologicznie czynnych w środowisku jest coraz więcej.

Są małe, dla oka niewidoczne i w niewielkiej ilości. A jednak są coraz bardziej uciążliwe. Niczym pasożyty - nie widać a mocno dokuczliwe. Wprowadzamy je do środowiska celowo, aby poprawić produkcję, własne zdrowie itd. Sukcesywnie dostrzegamy jednak negatywne skutki ich obecności. Mowa o hormonach (lub związkach podobnych do hormonów i wpływających na organizm podobnie), chemioterapeutykach, antybiotykach.

Najwcześniej zwróciliśmy uwagę na pestycydy (tak jak niesławny DDT), powodujących duże zmiany w ekosystemach, bo wpływające na różne gatunki roślin i zwierząt. Obecnie świat zastanawia się czy jedna grupa z tych środków ochrony roślin nie wpływa negatywnie na pszczoły.

Leczymy zwierzęta hodowlane: krowy, świnie, kury. Podajemy im duże ilości antybiotyków, czasem profilaktycznie. Nie wszystkie jednak ulegają rozkładowi w metabolizmie tych zwierząt. Wydalane są z kałem i wraz z obornikiem trafiają na pola uprawne. Potem śladowe ich ilości znajdują się w roślinach podawanych jako pasza dla zwierząt jak i sami spożywamy. Niewielkie ilości? Tak, ale cechą związków biologicznie czynnych jest to, że wpływają na procesy biologiczne (np. fizjologiczne). To taki szum informacyjny. To tak, jakby do programów komputerowych dostawały się obce fragmenty i zakłócały pracę komputerów.

Leki hormonalne lub środki antykoncepcyjne (hormonalne), jakie ludzie używają także wraz z moczem trafiają do kanalizacji lub środowiska. Już dawno zauważono, że te hormony wpływają np. na płeć ryb, żyjących niektórych rzeka. Nawet w niewielkie ilości powodują duże zmiany.

Jak zobaczyć to co niewidoczne? Czasem dostrzegamy przypadkowo, tak jak w przypadku kolorowego miodu. Pszczoły znalazły syrop, przeznaczony do utylizacji (pozostałość po produkcji cukierków i zabarwiony kolorowymi barwnikami). W konsekwencji pszczelarze znaleźli nienaturalnie kolorowy miód w ulach. Ale związki biologiczne czynne (hormony, antybiotyki, leki) są bezbarwne, nie widać ich w środowisku. Widać natomiast skutki ich obecności.

Innym przykładem są kolorowe gniazda os (takjak to, załaczone na fotografii wyżej). Tym razem to efekt celowego eksperymentu podawania osom kolorowego papieru, który wykorzystały do budowy gniazda. Kolor uwidocznił pochodzenie a samo gniazdo wygląda bajkowo i nienaturalnie. O obecności związków biologicznie czynnych dowiadujemy się zazwyczaj przypadkiem, tak jak było w sprawie obecności antybiotyków w owsie, którym karmiono konie.  Antybiotyk był w bardzie niewielkiej ilości, ale akurat koniom bardzo szkodził (w zasadzie mikroflorze bakteryjnej w ich jelitach). Akurat ten rodzaj antybiotyku stosowany jest w hodowli drobiu. Kurom nie szkodzi, ale kiedy wraz z nawozem trafi na pola, to potem dostaje się do roślin i trafia do zupełnie innych konsumentów.

Nic już nie będzie takiej jak dawniej. Synonimem zdrowej żywności są rośliny, nawozone obornikiem. Wszystko zależy jednak od tego, jak hodowane są zwierzęta, od których pochodzi nawóz (obornik). W przyrodzie nic nie ginie, nawet nasza głupota. Krąży i ujawnia się w nieoczekiwanych miejscach. Długo nam jeszcze zajmie poznawanie fukcjonowania ekosystemów i ich szeroko rozumianego metabolizmu. Mam na myśli na przykład bezsensowną wycinkę drzew i dewastację zieleni w miastach. Wycina się je łatwo, rosną długo. I gdy dostrzeżemy przydatność drzew w mieście, bo nawilzają powietrze, bo dostarczaja tlenu, bo usuwają zanieczyzczenia gazowe i redukują liczbe pyłów itd., to na naprawę sytuacji potrzeba będzie wielu lat...

 

Fot. Christopher Jobson , 2016, źródło: http://www.thisiscolossal.com/2016/04/rainbow-wasps/

Bajki w zielonych sukienkach, w sam raz na Dzień Ziemi

sczachor

malowane_kamieniaDobre bajki są mądre w swej treści. Fabuła jest tylko przykrywką dla prawd ogólnych. Są bajki dla dzieci i są bajki dla dorosłych. Czasem dla jednych i drugich ale każdy dostrzega nieco inne treści. Dzieci skupiają się na fabule, dorośli na prawdach ogólnych. Bo patrzą przez pryzmat doświadczenia i już posiadanej wiedzy. Kiedyś były bajki o smokach, księżniczkach, rycerzach, miłości i przygodzie.

Zmieniło się nasze otoczenie i na Dzień Ziemi, przypadający 22 kwietnia, szczególnie gorąco polecam „Bajki w zielonych sukienkach” autorstwa Anny Mikity. O czym są te bajki? O oszczędzaniu, odpowiedzialności, o współczesnych problemach ludzi i zdewastowanego środowiska. O świecie widzianym oczyma dziecka ale ważnym dla dorosłych. Patrząc na skalę bezmyślnej wycinki drzew, ton nieposegregowanych odpadów, zaśmieconych jezior i lasów, o bioróżnorodności w mieście i poza miastem, takie bajki są nie tylko aktualne ale i niezwykle potrzebne. Do niedawna jeszcze bajki Anny Mikity były w zestawie lektur szkolnych. W nowych propozycjach już nie ma….

Przeczytałem „Bajki” z dużą przyjemnością. Zawierają aktualne problemy „ekologii” (stąd te tytułowe zielone sukienki). Czyli tego, czego ewidentnie w naszych społeczeństwie obecnie bardzo brakuje. Wadą książeczki, wydanej przez MAC w 2016 r., są trochę za małe litery (jak dla dzieci) i miejscami tło utrudnia czytanie niewprawnemu oku. Ale ta wada jest zaletą, bo mobilizuje dorosłych by czytali dzieciom bajki. Ważne ze społecznego punktu widzenia. A także sami dorośli przypomną sobie treści, o których na co dzień zapominamy.

Na olsztyński Dzień Ziemi zapraszam do księgarni, na Bookfest 2017. W godzinach 16.00-18.00 spotkać będzie można Autorkę „Bajek w zielonych sukienkach” i przy okazji pomalować kamienie. I ja się dołożę ze swoimi opowieściami o przyrodzie w mieście.

Na fotografii wyżej jest jeden z takich malowanych kamieni. Leży na skwerze przy ul. Starej Warszawskiej. Pomalowałem go w ubiegłym roku. Jak widać służy zabawie i edukacji 

program_BF

 

O pilnej potrzebie edukacji ekologicznej

sczachor

17426151_10211135397254166_988438414404595520_nWidok masowo wycinanych drzew jest przygnębiający podwójnie. Oprócz zniszczonej przyrody (i wynikających z tego zagrożeń dla zdrowia ludzi) ukazuje ogromne braki w wykształceniu (edukacji) w zakresie rozumienia procesów przyrodniczych i skutków w środowisku.

Duże zanieczyszczenia środowiska w latach ubiegłych spowodowały, że zainteresowanie tak zwaną ekologią było bardzo duże. W latach 90. XX w. społeczna wiedza o stanie środowiska i konsekwencjach była chyba większa. A działania edukacyjne i prośrodowiskowe były w Polsce znacznie intensywniejsze. W rezultacie podjęto szereg działań, które znacząco poprawiły stan środowiska wokół nas. Nie tylko wybudowano liczne oczyszczalnie ścieków ale i znacząco ograniczono emisje gazów i pyłów. Wydawało się, że mamy progres.

Na przełomie wieków można było w raportach napisać „W Polsce obserwuje się poprawę lub zmniejszenie tempa degradacji w wielu komponentach środowiska. Coraz większe zagrożenie dla środowiska stwarza już nie przemysł, lecz rosnąca indywidualna konsumpcja energii, paliw i przedmiotów jednorazowego użytku oraz rozwój motoryzacji?”

Niestety ostrzeżenia zostały zlekceważone. Znaliśmy zagrożenie ale go nie uniknęliśmy. Na powrót mówimy o smogu w miastach i dewastacji środowiska. Indywidualna i krótkowzroczna pazerność daleko wyprzedza myślenie o dobru wspólnym. Masowa wycinka drzew (część jest uzasadniona, większa część to efekt głupoty i pazerności) jest tego dobitnym przykładem. Ale jest jednocześnie wierzchołkiem góry lodowej. I wskazuje na bardzo pilną potrzebę edukacji ekologicznej.

Bo po co jest drzewo w mieście, kiedy liście spadają na dachy samochodów? Podnosi to koszty mycia i woskowania karoserii? Zapewne. Ale brak drzewa to także mniej tlenu, większe zapylenie, mniejsza wilgotności latem, wyższe temperatury w mieście i smog. Przekłada się to na stan zdrowia ludzi i szybsze zgony. Można przypomnieć stare przysłowie „kto nie wyda na kucharza, wyda na lekarza”, a parafrazując: kto nie wyda na środowisko przyrodnicze, wyda na lekarza i grabarza.

Jestem zatrwożony skalą ignorancji przyrodniczej i skalą krótkowzrocznego egoizmu. Po raz kolejny można zadać pytanie: jaki świat pozostawimy po sobie?

Straty dla gospodarki i straty indywidualnych ludzi na skutek gwałtownych zjawisk atmosferyczny (m.in. jako skutek globalnego ocieplenia klimatu) maja wymierny efekt. " Wysoki stopień zurbanizowania przestrzeni jest czynnikiem stymulującym powstawanie strat, zaś wysoki wskaźnik terenów zielonych – łagodzącym." (czytaj cały tekst). Trzeba znowu bić na alarm. Konieczna jest szeroko zakrojona edukacja ekologiczna i konieczne podniesienie poziomu wiedzy przyrodniczej.

"Okazuje się, że musimy działać, bo to, co już się wydarzyło w środowisku ma taki skutek, że nasze wnuki nie będą miały gdzie żyć i wypoczywać, czysty tlen będą kupować w puszkach, a przyrodę oglądać na starych fotografiach."(czytaj cały tekst).

Eko-innowacje - nieopłacalne inwestycje czy realne oszczędności ?

sczachor

ekoinnowacjecbeo

Oprócz tego, że dzisiaj jest tłusty czwartek i Dzień Darwina to w Olszynie, na skraju miasta (Centrum Wdrażania i Promocji Innowacji w Olsztynie, Warmińsko-Mazurska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. w Olsztynie, ul. Jagiellońska 91a ) odbywać się będzie w godzinach 11.00-14.15 interesująca konferencja, dotycząca eko-innowacji.Wybieram się tam, nie tylko posłuchać ale i wziąć aktywny udział w panelu dyskusyjnym „Eko-innowacje - nieopłacalne inwestycje czy realne oszczędności”

Zachwyceni niedawną obniżką cen ropy naftowej zapominamy, że utrzymywanie obecnego poziomu wydobycia odbywa się przy wyraźnym wzroście liczby działających szybów wydobywczych. Lepiej już było. Mimo inwestycji w najbliższych latach spodziewać się można zarówno wzrost cen surowców ze źródeł nieodnawialnych jak i spadku wydobycia. Czy zdążymy odpowiednio wcześnie zainwestować w badania, technologii i inwestycje pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych? Przy spadku wydobycia i wzroście cen opłacalność energii odnawialnej będzie systematycznie wzrastać. I pytanie zasadnicze o nasz region - jakie jest miejsce Warmii i Mazur w dokonującej się trzeciej rewolucji technologicznej.

Pytanie o zyski z eko-innowacji jest pytaniem o wizję przyszłości – czy wiemy co nas czeka? Każda inwestycja kosztuje i wymaga na początku wydatków. W jakiej perspektywie liczony jest zysk z eko-innowacji? Czy mamy realną wizję przyszłości by przewidywać zyski długo-terminowe? Czy wiemy jakie będą ceny energii konwencjonalnej (jakie są zasoby i na ile lat starczą, jak będzie rosła cena energii przy wyczerpywaniu się zasobów konwencjonalnych)? Jakie są koszty zmian klimatycznych dla wszystkich podmiotów gospodarczych i społeczeństwa? Jakie będą preferencje konsumentów w przyszłości: zorientowane na ilość i stopę ży-ciową czy na jakość i komfort życia? Ile kosztuje bioróżnorodność i środowisko przyrodnicze?

Kiedyś pustynne piaski krajów arabskich wydawały się bezwartościowe. Bieda z nędzą. Do czasu, gdy rozwój technologii nie zaczął wykorzystywać ropy naftowej jako surowca dla gospodarki. Wtedy piaski ożyły inwestycjami. Po wieku fizyki nastał wiek biologii, powoli rozwija się biogospodarka. Czy Warmia i Mazury będą w centrum tych przemian czy też pozostaną na marginesie trzeciej rewolucji technologicznej?

Czego oczekują klienci i gospodarka dziś a czego poszukiwać będę w bliższej i dalszej perspektywie? Innowacje w ochronę środowiska to podnoszenie jakości życia. Czekać na gotowe technologie i kupować licencje czy samemu poszukiwać i rozwijać współpracę między przemysłem, nauką a społecznościami lokalnymi (samorządami)?

Czy w regionie potrafimy współpracować i wykorzystywać potencjał kapitału ludzkiego i zasoby środowiska? Jaka jest a jaka powinna być rola państwa w pobudzaniu innowacyjności w zakresie ochrony środowiska, biogospodarki i energii odnawialnej? Czekać na odgórne dyspozycje i regulacje czy aktywnie lobbować za pożądanymi rozwiązaniami legislacyjnymi? Więcej pytań niż odpowiedzi ale bez interdyscyplinarnego dialogu nauki, biznesu i samorządu pozostaniemy na marginesie zachodzących zjawisk.

Na wyżej postawione pytania poszukiwał będę odpowiedzi wraz z przedstawicielami samorządu terytorialnego, biznesu, instytucji państwowych i instytucji naukowych. Wszystko w zakresie nauk stosowanych i wdrażania innowacji w gospodarce.

A po południu już bardziej naukowo-teoretyczne spotkanie z okazji Dnia Darwina i równie ciekawa dyskusja akademicka o ewolucji z filozofami i organizacjami społecznymi. W tak zwanym międzyczasie znajdzie się czas na konsumpcję pączka, oczywiście z preferencja dla wyrobów tradycyjnych, lokalnych a nie taśmowo-wielkoprzemysłowych (i przy okazji mało zdrowych).

pczki1

Piję... i jestem z tego dumny!

sczachor

10258825_10204109151562415_229687827380573677_oPiję wodę z kranu już od wielu lat (w zasadzie od dzieciństwa). A teraz jestem z tego dumny. Nawet się publicznie obnoszę z tym piciem kranówy. Bo cała sprawa warta jest zachodu. To nie tylko styl życia ale i wpływ na stan planety (zasobów przyrody i biosferę). Nawet wielki ocean składa sięz małych kropel. I ja chcę być taką jedną kroplą.

Picie wody z kranu jest czymś oczywistym. Przecież po to są wodociągi, uzdatnianie wody i kontrola jakości. Dlaczego więc ludzie taszczą zgrzewki wody w butelkach z supermarketów, gdy mają taką samą lub lepszą w domu?Bez wysiłku i na dodatek dużo taniej? Dlaczego myją owoce przed jedzeniem wodą z kranu... ale tej wody się nie napiją? Dlaczego droższe ze sklepu (jak podatek) bardziej nam odpowiada niż to w kranie? Przestaliśmy myślec czy myślimy schematami i reklamami?

Jako dziecko nie lubiłem ubrań szytych na miarę. Bo mama była krawcową. Nużyły mnie przymiarki i różne przeróbki. To ze sklepu wydawło się jakieś lepsze, bardziej nobliwe, bardziej światowe. W każdym razie wystandaryzowane. A to szyte na miarę... jakieś takie indywidualne, domowe, ... biedne. Po roku 1989 wyraźnie się wzbogaciliśmy i luksus ze skleów stał się dla nas dostępny. Stał się niejako stylem życia: dużo, dużo konsumować...

Domowe ubrania szyte na miarę doceniłem za sprawą moje żony (kobiet wogłe). One się zachwycały indywidualnością, niepowtarzalnością  sukienek, spódnic i temu podobnych fatałaszków. I jeszcze wykończenie. Drobny, niewidoczny szczegół ale decydujący o wygodzie i jakości. Ja także doceniłem garnitury szyte na miarę. Św.p. teść (krawiec) jak uszył garnitur, to prawie się go nie czuło. Teraz od lat chodzę w kupowanych (ciągne coś uwiera, bo w pamięci mam wygode recznej roboty!). Już nie ta jakość. Wszystko szyte na kilka rozmiarów, pod sztancę, w sumie mało wygodne. Indywidualne i solidne rękodzieło dopiero docenilem po latach. Droższe? ale za ceną idzie jakość!

Myślę, że podobnie jest z kupowaniem wody w plastikowych butelkach. To ze sklepu wydaje się jakieś takie "ważniejsze", nobliwsze... i wszyscy tak robią. Zwłaszcza w reklamach. Więc naśladujemy. I nie zastanawiamy się nad sensem i skutkami.

Kiedyś piłem wodę ze studni, to było coś normalnego. W tamtym czasie wszyscy piliśmy wodę z kranu. Jak był kran w szkole czy w domu. W sklepie wody nikt nie sprzedawał. Chyba że jakąś mineralną, leczniczą. Albo oranżada. Ale wodę? Po co kupować to, co w domu jest za darmo? Pamiętam studnie w polu, gdzieś w Rumunii. I kubeczek zawieszony przy studni. Dla swoich i dla podróznego. Woda była za darmo. Czy ktoś kiedyś w Polsce odmówił komuś napicia się wody ze studni? Dlaczego więc teraz dobrowolnie opodatkowujemy się i sprzedajemy/kupujemy dobra, dostępne dla wszystkich? Może nam się wydaje, że ta w butelce plastikowej jest lepsza, zdrowsza?

10262170_10203437896181450_2920608028019413771_nOd wielu lat bardzo często wożę ze sobą wodę z kranu. Bo pustej butelki plastikowej (po wodzie) wlewam z kranu  i już. Wyglada jak kupna. A przede wszytkim lekka jest butelka. A teraz chcę mocniej zamanifestować picie wody z kranu. By ośmielić innych. By się ludzie nie wstydzili zabierać w podróż wody z kranu lub przegotowanej z czajnika.

Butelka na zdjęciu wyżej jest ze specjalnego tworzywa i nie zawiera bisfenoli. Te w wielu plastikowych butelkach z napojami są obecne. I są szkodliwe dla zdrowia

Czasami zabieram wodę w butelce szklanej, ale szklana butelka jest cięższa. Ostatnio wykorzystuję stare oranżadówki (na zdjęciu obok), maluję je i zabieram w nich wodę na pikniki na trawie. Tak do tej pory propagowałem picie wody z kranu. Teraz będę miał butelkę z napisem. To swoista manifestacja.

Jakiś czas temu spotkałem swoją, starszą już, sasiadkę z bloku. Ma kłopoty z chodzeniem. I dźwigała całą zgrzewkę wody z dyskontu. Gdy opowiedziełam jej, że równie dobra jest nasza z kranu, to powiedziała "O Boże, czemu ja nie wiedział i męczyłam się z noszeniem tej ze sklepu?" 

Dlaczego picie wody z kranu jest ważne? To nie ze skąpstwa lecz z poczucia odpowiedzialności i z rozsądku w konsupmcji.

1. Bo jest to ekonomiczne. Po co pracować na zbędne wydatki? Lepiej ten czas przeznaczyć na życie rodzinne lub towarzystkie. Ile koszytuje zbędny wydatek? Sporo. Można wyliczyc lub sprawdzic w internecie ile kosztuje te elementy dodatkowe, które wodą nie są.

2. Bo jest to ograniczanie zbędnego transportu i dodatkowej emisji spalin oraz gazów cieplarnianych. To problem globalny, ale rozwiązywalny lokalnie. Po co wozić z polskich gór wodę na Mazury?

3. Bo ogranicza to zbędne odpady i śmieci. Ileż tych krótkotrwałe użytkowanych, jednorazowych butelek wala się po rowach, lasach, jeziorach, wysypuje się z miejskich koszy do recyklingu? A co potem się z nimi dzieje? Koszty utyulizacji są spore i za wszystko płacimy (w opłatach i podatkach). 

4. Bo w wielu plastikowych butelkach znajdują się szkodliwe bisfenowle. Jakie są skutki przedostawania się do organizmu bisfenoli? Proszę sprawdzić. Lepsza byłaby woda w szklanych butelkach, ale to większy ciężar. Czy zatem na pewno woda sklepowa w plastikowych butelkach jest lepsza i zdrowsza?

Problem wody jest problemem globalnym. I ciągle narastającym. W wielu miejscach już jej brakuje. Czystej wody, zdatnej do picia. A jednocześnie wożenie jej tam i z powrotem to emisja gazów cieplarniahych i pogłębianie ocieplenia klimatu z negatywnymi skutkami, widocznymi coraz bardziej. W niektórych krajach zakazuje się sprzedazy wody w butelkach. Można kupić puste butelki. I sobie nalać. 

Picie wody z kranu z butelki wielokrotnego użytku jest oznaką nowoczesności i świadomości. To picie wody z jednorazowych butelek plastikowych jest zacofaniem. Oczywiście, we wszytskim warto znaleźć umiar. Są sytuacje, gdy woda butelkowana jest wygodniejsza. Zatem nie chodzi mi o żadem zakaz, jakąś skrajną ortodoksję. Po prostu - tam gdzie możesz i kiedy możesz pij wodę z kranu. Butelek wokół siebie masz bardzo dużo. Skorzystaj, to nie wstyd (w młodzieżowym slangu zwany obciachem).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci