Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : nauka-przez-dzialanie

Czym jest nauka… od kuchni czyli o poszukiwaniu nowego środowiska edukacyjnego na uniwersytecie

sczachor

Część lepiej można zrozumieć w kontekście całości. Jest okazja by wyjaśnić w jakim celu powstał cykl blogowych puzzli pod nazwą „czym jest nauka”.

A było to tak, od jakiegoś czasu prowadzę seminaria dyplomowe. Pojawia się konieczność opowiadania nie tylko o standardach pracy dyplomowej (struktura, kolejność rozdziałów, typy prac dyplomowych, zasady cytowania piśmiennictwa itd.) ale i o tym czym jest nauka. I czym się różni literatura naukowa od literatury w ogóle. Staram się objaśnić istotę wskazując jednocześnie na rytuał. By potrafili odróżnić to co jest ważne od tego co ulotne i przemijające.

Pojawiła się więc konieczność opowiedzenia o nauce i pracach dyplomowych różnym grupom studentów biologii, biotechnologii, dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, studentom studiów licencjackich, inżynierskich, magisterskich. A teraz także uczniom, którzy zaczną naukę na Uniwersytecie Młodego Odkrywcy. Ta dogodna sytuacja sprawiła, że mogłem na nowo poukładać w głowie i przemyśleć zagadnienia dotyczące nauki i pracy naukowej. Nauczający też korzysta bo ma okazję po raz kolejny przemyśleć i uporządkować swoją wiedzę.

naukaodkuchniPo drugie samodzielnie studiuję (czyli uczę się, poznaję w grupie innych osób, kontaktując się internetowo) myślenie wizualne. Najlepiej uczyć się aktywnie, dlatego ćwiczę się w ryśleniu, myślografii itd. i rozmyślam jak tę wiedzę zastosować w praktyce. Czyli jak zaimplementować ryślenie w dydaktyce akademickiej.

Po skończonym semestrze i nowych doświadczenia w dyskusji ze studentami, zasiadłem do przemyśleń, jak uporządkować wiedzę w kolejnym semestrze. Myślałem wizualnie i powstawały rysnotki (sposób na zapisywanie myśli). Ale rysowałem od razu na Bamboo Spark, by mieć wersję cyfrową i po pokolorowaniu w odpowiednim programie, wykorzystać jako ilustracja, zarówno w prezentacji w czasie zajęć oraz na blogu.

Same rysnotki (notatki rysunkowe, notatki wizualne) mogą być dla mnie przydatne jako mapy myśli i uporządkowana treść. Żeby ktoś inny mógł z nich skorzystać, trzeba je objaśnić i myśli ubrać w pełne zdania. Na zajęciach mogę to zrobić słownie, gdy w tle będą te rysunki. Ale zapewne na zajęciach skorzystam z innych, bardziej dostosowanych i czytelnych slajdów (o zbliżonej treści). Postanowiłem je opisać na blogu. Tak powstał cykl wpisów na blogu (zobacz część 1, część 2, część 3, część 4, część 5, część 6).

Konieczność ubrania myśli w zdania spowodowała dalsze przemyślenia i porządkowanie wiedzy. Rysowanie, pisanie i mówienie to aktywne metody uczenia się i doprecyzowywania swoich myśli (sprawdzania systemu w działaniu - wtedy widać liczne błędy, niedoskonałości i można je uzupełnić, poprawić). Sam na tym skorzystałem. Całość (wszystkie częsci w jednym kawałku) umieściłem w innym miejscu: czym jest nauka.

Jak widać na zamieszczonym rysunku (tym razem wykonanym ręcznie, mazakami w szkicowniku - tak też można, elektronika nie jest potrzebna, chyba że do cyfrowej fotografii, by umieścić na blogu), wpisy na blogu to tylko fragment większej całości. A tą większą całością jest eksperyment (na sobie samym i na studentach) w odkrywaniu nowej przestrzeni edukacyjnej. Odkryć ją i spróbować dostosować formy dydaktyczne do świata, który już jest a nie tego, który kiedyś był.

Dotychczasowe formy dydaktyczne (np. wykłady i ćwiczenia - wszystkie w sali, w spotkaniu w realu) wydają się być nieefektywne (a przynajmniej niewystarczająco efektywne). Narzekamy na studentów, bo sądzimy, że to ich wina. A może współczesna przestrzeń (środowisko) edukacyjna jest trochę inna, od tej co kiedyś była? Jeśli tak, to warto po pierwsze rozpoznać współczesne środowisko edukacyjne i dostosować do niego dydaktykę akademicką. To tak jak z ubraniem. Zimą wkładamy sweter i ciepłą kurtkę, czapkę i szalik. I jest dobrze. Ale za jakiś czas jest nam za gorąco, pocimy się, źle się czujemy. Ubranie się zepsuło? Jest gorsze niż dawniej? A może warto rozejrzeć się wokół? Wtedy być może dostrzeżemy i wiosnę i lato. To nie ubranie samo w sobie jest złe tylko nieadekwatne jest dobrane do aktualnej pogody.

Współcześnie nie tylko studenci ale i pracownicy używają zasobów internetowych (nawet z szukaniem literatury i czytaniem), częściej siedzą z laptopem, tabletem czy telefonem komórkowym w ręku niż z książka i zeszytem. Częściej notują fotografując slajdy z ekranu niż zapisując treść w notatniku papierowym. Tradycyjny wykład nie wystarcza. Skoro więc w uczeniu się i poznawaniu świata w coraz większym stopniu wykorzystujemy zasoby internetowe, to dlaczego nie wykorzystać tego w dydaktyce? Trzeba jednak przygotować zupełnie inne pomoce. Już nie skrypt przepisywany ręcznie dla studentów (po wojnie były takie!). Więc co i jak przygotować? Jeszcze nie wiem, domyślam się tylko, a prototypy chcę sprawdzić przez eksperyment (jakże typowy dla nauk przyrodniczych).

Nie rezygnuję z tradycyjnych form komunikacji twarzą w twarz (bo działa także język ciała i przekaz niewerbalny). Jak i nie rezygnuję z pobudzania do dyskusji w czasie seminarium. Ale chcę dodać coś jeszcze - komunikację w internecie i tworzenie zasobów w chmurze. Inną próbą jest przygotowywany wykład inauguracyjny dla gimnazjalistów na Uniwersytecie Dzieci.

Jestem w trakcie przygotowywania. Jak mówi stare, żydowskie przysłowie: głupiemu nie pokazuj roboty w połowie, bo nie zrozumie. Ale nie piszę dla głupców więc mogę pokazywać rzecz niedokończoną, jeszcze "powiązaną sznurkami" i dopiero rodząca się. Powstały rysnotki, powstały wpisy na blogu. Co jeszcze planuję w ramach opisywanego eksperymentu? Krótkie filmiki z treścią podobną do tej na blogu. Kolejne puzzle. Jedni wolą czytać, inni słychać i oglądać. A miejscem dodatkowej dyskusji, kontaktów i komunikacji będzie np. grupa na Facebooku. Spotkania w chmurze jako nowy element środowiska edukacyjnego. Nie zamiast ale jako uzupełnienie. Zamieszczę tam swoje materiały jak i zachęcę studentów do zamieszczania ich notatek, materiałów źródłowych, dyskusji itd. Zachęcę do notowania wizualnego, robienia fotografii jak i nagrywania filmików z zajęć.

Za pół roku opowiem jak to się udało, które narzędzia się sprawdziły, co i jak warto poprawić. I czy udało się odkryć i rozpoznać współczesną przestrzeń edukacyjną na uniwersytecie. Uniwersytet to miejsce, gdzie się eksperymentuje. Na różne sposoby. Z odkrywaniem nowego środowiska edukacyjnego także.

Refleksja na koniec. Gdy zaczynałem swoją pracę na uczelni uczyłem się pisać na maszynie (teksty do druku, w tym skrypty dla studentów, powielane na ksero) oraz przygotowywania czarno-białych i kolorowych foliogramów (do wyświetlania na rzutniku pisma). Z tablicy i kredy też korzystałem. Część z tych umiejętności jest już wcale albo mało przydatnych. Trzeba uczyć się zupełnie czegoś nowego. Na przykład przygotowywania i udostępniania materiałów w internecie, przygotowania i obrobienia krótkich filmów, komunikacji w portalach społecznościowych, prowadzenia webinarium. I być może jeszcze wielu innych umiejętności. Przypuszczam, że części nauczą mnie moi studenci - cyfrowi tubylcy. Nauczeństwo w działaniu. (czytaj więcej o nauczeństwie). A części nauczę się w facebookowych grupach, skupiających poszukujących nauczycieli i dzielących się swoimi pomysłami, przykładami, efektami pracy. Na przykład w zakresie myślenia wizualnego. 

Nie ma co narzekać na złe ubranie, trzeba je dostosować do pogody na zewnątrz. Nowe jest zawsze nowe i nie mamy doświadczenia jak postępować w nowych warunkach. Trzeba eksperymentować, próbować, projektować. I ciągle poprawiać. Bo chodzi o unikalne rękodzieło i prace twórczą, innowacyjną a nie powielania na fabrycznej sztancy.

Budujemy kolejne hotele dla dzikich pszczół w Kortowie

sczachor

11068271_10205838621958094_3419890893164511886_nUrodziny warto godnie uczcić. A skoro są urodziny uniwersytetu to i świętowanie musi być jakieś niezwykłe. Uniwersytet to wspólnota uczących i nauczanych – a więc zrobić coś razem. Przy okazji będzie to nauka przez działanie. Nie tylko opowiadanie na wykładach ale wspólne działanie. Były dyskusje przy malowaniu niepotrzebnych i wyrzuconych butelek oraz słoików, było malowanie dachówek, rozpoczęło się malowanie kamieni… to teraz pora na lepienie z gliny. I wcale nie garnków tylko hoteli dla samotnych pszczół. Coś w stylu domu samotnej, owadziej matki. A skoro przy pracy będą i naukowcy i studenci, to dyskusja może być ciekawa.

Międzywydziałowy kierunek dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze uruchomiony został w październiku 2014 r., gdy naukę rozpoczęli pierwsi studenci. Pierwszego czerwca, w dniu święta uniwersytetu warto przypomnieć współpracę Wydziału Humanistycznego oraz Wydziału Biologii i Biotechnologii (przy wsparciu innych wydziałów). Właśnie tego dnia odbędzie się akcja studentów kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze, Instytutu Filozofii (Wydział Humanistyczny), Wydziału Biologii i Biotechnologii, Katedry Pszczelnictwa (Wydział Bioinżynierii Zwierząt), Centrum Badań nad Dziedzictwem Kulturowym i Przyrodniczym UWM w Olsztynie i ludzi dobrych intencji. A tych ostatnich nie brakuje, np. leśnik Piotr Różański zobowiązał się dostarczyć kłodę próchniejącego drewna. Co ma próchniejący pień do hoteli dla pszczół? To także siedlisko dla ginących a pożytecznych owadów. W mocno zmienionym przed człowiek środowisku budujemy wyspy siedliskowe, umożliwiające rozwój wielu gatunkom owadów i innych bezkręgowców.

W Kortowie jest już kilka konstrukcji nazywanych hotelami dla pszczół samotnic. Niebawem mój licencjat zakończy prace dyplomową, dotycząca efektywności wykorzystania „hoteli” przez samotne pszczoły. Ale tym razem we współpracy archeologów, filozofów, biologów i entomologów powstaną konstrukcje gliniano-słomiano-drewniane, nawiązujące do dawnej architektury i do historii regionu. Będzie dużo gliny, więc dodatkowe siedlisko dla nieco innych gatunków owadów.

Mocno zaakcentowany będzie interdyscyplinarny dialog humanistów i przyrodników. Na przykład próbujemy nawiązać do dawnych Prusów. Uczymy się dodatkowo starych technologii obróbki gliny. Jak już się nauczymy to z przyjemnością zorganizujemy podobne akcje – edukacyjne pikniki w różnych miejscach naszego regionu. Działania prospołeczne w połączeniu z nietypowa edukacją.

W czasie zabawy połączonej z pracą w glinie i słomie (ci, którzy zechcą pomóc, najlepiej gdy przyjdą w krótkich spodenkach) można będzie porozmawiać z filozofami, archeologami, biologami, entomologami, ekologami. Uczone rozmowy przy lepieniu z gliny. A prz wyrabianiu gliny peeling dla stóp.  Można dołączyć, zapraszam. 1 czerwca 2015 w godzinach 10:00 - 15:00, w Kortowie, przed Biblioteką Główną UWM.

 11168157_10205856968496746_4847414278391900767_n

A tak wyglądają naturalne, gliniaste skarpy na brzegu rzeki naturalnie płynącej (erozja nieuregulowanej rzeki). Tyle, że takich siedlisk prawie już nie ma. Za sprawą człowieka i jego zapędu do betonowania, prostowania, regulowania itd. To gdzie te biedne owady mają odchować potomstwo? Nasze gliniane hotele będą namiastką takich właśnie siedlisk. Utraconych siedlisk.

Dodatkowe informacje:

Łuskanie fasoli i darcie pierza w... rezerwacie przyrody

sczachor

Niewątpliwie świat się zmienia szybciej niż nasze społeczne do niego dostosowanie. Tak jak ekologiczne prawo Czerwonej Królowej: trzeba szybko biec, aby zostać w tym samym miejscu. Gatunki nie są przystosowane do środowiska (ono się zmienia i ciągle "ucieka"), gatunki nieustannie się przystosowują. Jest więc ciągle jakaś sfera nieprzystosowania. Podobnie z naszymi społecznymi przyzwyczajeniami.

Człowiek to istota społeczna. Chcemy być wśród ludzi, chcemy do nich mówić, chcemy się komunikować. Ale jak być ze sobą we współczesnym świecie? Nie zbieramy się w chacie, aby wspólnie łuskać fasolę, drzeć pierze, międlić len czy robić pranie (precę wykonuja urządzenia a my nie mamy pretekstu do zbiorowego spotkania). Coraz mniej mamy okazji do bycia aktywnego ze sobą. Facebook czy blog nie wystarczy. E-komunikacja tylko ułatwia komunikację, ale jej nie zastępuje.

Na nowo więc musimy wymyślać przestrzeń publiczną i nowe sposoby aktywności. Takim pomysłem była wspólna studencko-rodzinna wyprawa do Pieniężna i Rezerwatu Dolina Rzeki Wałszy. Celem było posprzątanie, czyli zbieranie śmieci. Zrobić coś sensownego dla świata a przy okazji pobyć ze sobą. Poznać się. Czy po prostu pobyć w przyrodzie. Poszukać sensu życia swojego i zbiorowego, delektując się pięknem złotej polskiej jesieni. Pokontemplować kulturowe i przyrodnicze dziedzictwo Europy i własnego kawałka lokalnej ojczyzny...

Zrozumieć społeczeństwo, zrozumieć przyrodę, zrozumieć swoje kulturowe dziedzictwo. Gdzież lepiej rozmyślać jak nie w czasie aktywnego spaceru w przepięknej, warmińskiej przyrodzie?

(więcej zdjęć tu i tu.)

ps. śmieci w rezerwacie było niewiele. To powód do optymizmu. Większość przyniesiona została przez rzekę Wałszę z Pieniężna i innych miejscowości. To dobry symbol tego, że nie da się chronić przyrody tylko u siebie - trzeba globalnie. Ale jedną butelkę przywiozłem do domu, do pomalowania. Inną, już pomalowaną, zostawiłem w prezencie. To taki mój ślad na Ziemi: pozbierać śmieci i zostawić coś odzyskanego. Nieskomplikowane czynności codzienne sprzyjające rozmyślaniom.

Odkłamać Kortowiadę, czyli poeci potrzebni od zaraz

sczachor

W obiegowej opinii Kortowiada to menelska, pijacka impreza, demoralizująca młodych ludzi. Tam tylko wrzaski, piski i dzikie swawole. Z daleka (z miasta) czasem słychać głośnie koncerty z kortowskiej górki a między blokami szwendające się pijane podrostki. I to ma być przyszła elita, "te studenty"?

W ubiegłym roku zacząłem bliżej poznawać Kortowiadę. W tym roku, jeszcze z nieśmiałością, kontynuowałem obalanie streotypu (przede wszystkim dla samego siebie). Z bliska wygląda to wszystko zupełnie inaczej.

A i owszem, piwa dużo się przelewa, puszki się walają (krótko), muzyka głośna... Ale znacznie więcej ciekawego i wartościowego się tam dzieje. Wielka szkoda, że media zazwyczaj urzędowo pokażą prezydenta przekazującego klucz władzy do miasta, kilka wzmianek o jakichś koncertach, jeszcze ujęcie z parady wydziałów i... najwyżej jakieś doniesienia o pijackich burdach (rzeczywistych lub domniemanych).

Jak się od znajomej (pracownik UWM, corocznie bywa na koncertach na kortowskiej górce) dowiedziałem w tym roku na wieczorno-nocnych koncertach bywało ponad 50 tysięcy ludzi! A kolejne 12 tys. oglądało te koncerty za pośrednictwem internetu. Organizatorzy podali, że w tegorocznej Kortowiadzie wzięło udział ponad 130 tys. osób. Jest to więc masowa impreza, organizowana przez samorząd studencki. I chyba lepiej organizacyjnie Kortowiada jest przygotowana niż zloty na polach grunwaldzkich (tam ponoć patriotycznie) czy zdecydowanie lepiej i bezpieczniej niż mecze piłki nożnej (sport to zdrowie?). Działacze piłkarscy i samorządy mogliby się uczyć od studentów logistyki :).

Liczby pokazują, że studenci robią imprezę masową, bezpłatną, w dużej mierze nie dla studentów. Przy okazji sami się bawią. Poza dużymi koncertami muzyki, której nie lubię (i nie znam) okazuje się że odbywają się całkiem ambitne kabaretony czy koncerty poezji śpiewanej (wejście na koszulkę kortowiadową).

Ale studenci nie są tylko biernymi konsumentami-oglądaczami. Sami (ta najbardziej aktywna i elitarna mniejszość) już na półtora miesiąca przed Kortowiadą intensywnie pracują twórczo nad przygotowanie mis wenus oraz boju wydziałów. Weterynarze, rolnicy, biotechnolodzy, informatycy, teolodzy itd. amatorsko angażują się w całość tych artystycznych przedsięwzięć. Sam jestem zaskoczony jak wiele ciekawych scenek realizują. Przy okazji uczą się trudnej sztuki współpracy. Sami wymyślają program, tworzą dekoracje, przygotowują stroje, znajdują sponsorów na zakup materiałów. Kolejny studenci - już indywidualnie - wymyślają dla siebie oryginalne, jednorazowe stroje, wymyślają różne ludyczne  zawody czy atrakcje. W tym roku pobili rekord Guinessa w budowaniu łódki z pustych butelek plastikowych. Nie tylko zabawa ale i głębszy podtekst edukacyjny.

Niektórzy rodzice z Olsztyna przychodzą ze swoimi dziećmi w wieku gimnazjalnym na koncerty... Chcą pod swoim okiem pokazać i mądrze nauczyć udziału w imprezach masowych. Bo z takimi prędzej czy później ich dzieci się zetkną. I w tym kilkudziesięciotysięcznym tłumie, gdzie wielu polega na trawie ze zmęczenia i wypicia, gdzie na pewno i narkotyki się pojawiają, nikt nikogo nie zadeptuje. A teraz wyobraźmy sobie taki tłum kibiców piłkarskich... Ilu potrzeba byłoby policjantów i jakie byłyby zniszczenia? A studenci sami sponsorów na swoją Kortowiadę znajdują, i opłacają służby porządkowe. Robią więc wielką imprezę masową, rozpoznawalną w Polsce, dają pracę dla wielu innych... i sami się uczą przez działanie.

Ale o tym wszystkim wiedzą tylko uczestnicy. A czasem sami studenci nie do końca od razu uświadamiają sobie edukacyjne zyski z Kortowiady. Oby ci doświadczeni w organizacji imprez masowych zostali u nas w regionie!

Stereotypy odstraszają część studentów - ci wyjeżdżają do domu. Z daleka dla mieszkańców Kortowiada także wydaje się hałaśliwą, pijacką imprezą. Owszem, piwo jest. Jedni piją z głową, inni nie (mylą z dorosłością). Ale tam ponad połowa do przyjezdni. Studenci, licealiści, nawet gimnazjaliści. Łatwo sięgnąć po alkohol. Ale czy w swoich rodzinnych domach na imieninach alkohol się nie przelewa? Nawet na pierwszej komunii. Kogo więc winić za smarkaczostwo i nie znalezienie miary?

W odkłamywaniu stereotypów "poeci" byliby najlepsi. Fenomen Kortowiady (ze wszystkimi mankamentami) jest dopiero do odkrycia i opowiedzenia. Jedynie sami studenci, uczestnicy mogą to zrobić. Bo dziennikarze jeszcze tego reportażowego tematu nie bardzo dostrzegli. Pokazać w Kortowiadze to, co najwartościowsze i najpiękniejsze. I do rozwoju tych fragmentów zachęcić i innych.

W przyszłym roku z większą odwagą i w znacznie większym zakresie wezmę udział w Kortowiadzie. Jako pracownik uniwersytetu.

Walizka z decu już spakowana

sczachor

Decoupgage w kawiarni? A czemu nie. Akcja Kulturki WwW (wystawa w witrynie) jakoś słabo się rozkręcała. W ramach kameralnych spotkań z nauką i naukowcami 12 lutego zaplanowane jest spotkanie z dekupażystkami z Elbląga (czytaj więcej). Spotkania w kawiarni naukowej są wyrazem praktycznego realizowania globlokalizmu (trudne słowo, ale to nic) oraz filozofii praktycznej w odzyskiwaniu przestrzeni publicznej. Małymi kroczkami daleko można zajść.

A i ja przy okazji poćwiczę. Bo decoupage bardzo mnie kusi, a na dodatek jest sposobem na przywracanie wartości rzeczom "wyrzuconym". Znakomicie nawiązuje do zasady 3 razu U (unikaj kupowania rzeczy zbędnych, użyj jeszcze raz, utylizuj). Ochrona przyrody i środowiska  to przede wszystkim zmiana sposobu myślenia i zmiana postaw konsumencji.

A na zdjęciu wyżej walizka niemalże gotowa do wyjazdu do Olsztyna. Cudeńka.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci