Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : szkola

Tydzień cudów, czyli „Co tam, panie, w szkołach słychać?”

sczachor

szkoa2017Do początku nowego roku szkolnego został już prawie tydzień. Jak mówią w szkołach, będzie to tydzień cudów. Kiedy ludzie spotykają się to „plotkują”, co tam panie w polityce słychać. Albo co ta tam w edukacji/szkołach się dzieje.

Czytam internetowe wypowiedzi nauczycieli. Na przykład taką: "Uzupełniam etat dwoma godzinami w pobliskiej szkole, zaledwie 5 minut obok mnie. I teraz słuchajcie - jest tam 11 nauczycieli zatrudnionych na stale a aż 18 na dodatkowe godziny, uzupełnienie lub bez (Czyli ci ostatni nie pracują na części etatu. To resztę mają dorobić w Biedronce na kasie?). Ciekawe ile takich szkół funkcjonuje. To jest bardzo dobra zmiana." Jak widać „entuzjazm" nauczycieli, spowodowany zmianami, apodyktycznie wprowadzanymi przez ministrę Zalewską, jakże pięknie uśmiechniętą, jest „oszałamiający”. Ale może gdzie indziej jest lepiej? Są takie szkoły?

Inny nauczyciel napisał "U mnie do tego roku łączącą pracę w dwóch szkołach byłam tylko ja. Od września będzie jeszcze 10 nauczycieli. Tu dodatkowa ciekawostka, bo przy układaniu planu okazało się, że nie ma kto uczyć w poniedziałek, ponieważ jest za mało nauczycieli uczących na stałe". Jednym słowem dyrektorzy osiwieją a rodzice będą zaskoczeni. W zasadzie to jeszcze nikt nie wie jak ten szkolny wrzesień będzie wyglądał. Przynajmniej miesiąc zajmie jako-takie ogarnięcie „klęski żywiołowej”, A poza tym nauczyciele będą „robili swoje”, na ile im tylko warunki pozwolą. Jak co roku.

Jeszcze inny nauczyciel: „Mam koleżankę, anglistkę, która łączy godziny w dwóch szkołach i dwóch przedszkolach. Kiedyś wydawało mi się, że jestem rekordzistką, ponieważ łączyłam pracę w trzech szkołach ... Nie zazdroszczę jej.” Kolejny: „A ja właśnie rejestruję się na e-korepetytor, bo ... no nic nie wymyślę.” No tak, jeśli będzie się pracowało na części etatu to trzeba znaleźć jakieś dodatkowe zajęcie. Przed wieloma nauczycielami duże wyzwanie…

„W moim województwie, jak mówią nauczyciele, kurator naciskał na dyrektorów by nie zezwalali nauczycielom na uzupełnianie etatu w innej szkole. Chyba chodzi o to, żeby na papierze było, że nauczyciele mają pracę (a że na niepełnym etacie to inna inszość, w TVP tego nie pokażą). Przy takich okrojonych etatach i pensjach sami nauczyciele porezygnują z pracy. Ale wyjdzie na to, że nikt ich nie zwalniał… tylko dostali takie warunki, że sami się pozwalniali.”.

„U mnie było nas 13 osób, razem z dyrektorem, a teraz będzie 21.... Są wśród nich tacy, co pracują w czterech szkołach... organizacyjnie MASAKRA. I dla dyrektorów i dla nauczycieli.” Były kiedyś latające uniwersytety, będą latające szkoły.

„A to ja dziś miałem w tym temacie masakrę. Zrezygnowałem w maju z nauki w LO bo miałem mieć dodatkowe 6h w sąsiedniej podstawówce (takie były ustalenia między dyrektorami). W połowie lipca okazało się, że ten nowy dyrektor to w sumie jednak nie wie czy będzie chciał mnie zatrudnić i że dowiem się w połowie sierpnia. Nikt nie zadzwonił, to wyszło na to, że zrezygnowałem z LO, nie mam dodatkowych godzin w nowej SP no i zostało mi 19 h u mnie. No trudno, myślę, przynajmniej odpocznę i stanę się lepszym nauczycielem. Dziś o 9:30 miałem zdać laboratorium w tym LO ale o 9:15 dostaję telefon od dyrektorki z LO, że chemiczka, która miała wejść na moje miejsce, zrezygnowała sms-owo.... No i wiedząc w jakiej są sytuacji chciałem im pomóc (chodzi o 11 h), ale nie wiedziałem co na to mój nowy dyro w SP. Pojechałem, pogadałem no i warunkowo się zgodził. Ale zaznaczył, że mogę nie dać rady pociągnąć 30 h i żeby to się nie odbiło na jakości mojej pracy (ma rację bo wiem już jaka jest masakra po zeszłym roku). Dyrektorka z LO w jest w siódmym niebie, no może prawie, bo w piątek zrezygnował anglista, a dziś o 9:30 (czyli po rezygnacji chemiczki) zrezygnowała jeszcze fizyczka... Czaicie ten Armagedon?

A dyskusja tak się rozwija, jak to między „sąsiadkami”, przynajmniej w internecie można się wyżalić. Bo co innego można zrobić? „Mój nowy dyrektor, czyli z podstawówki, do której nasze gimnazjum przyłączają, powiedział, że ostatni tydzień sierpnia to będzie TYDZIEŃ CUDÓW. Cudem będzie ogarnąć, kto wreszcie gdzie i na ile godzin będzie zatrudniony. O planach lekcji już nie wspomnę.”

„No ja też mam 31h łącznie + gazeta + zlecenia. W szkole co chwilę ktoś odchodzi i dochodzi. Wersja planu nr 17 dziś powstała. Armagedon.” „U nas szukają ludzi do świetlicy, nie wiem jak to się wszystko ogarnie.”

„U mnie w miarę normalnie, ale byliśmy zespołem SP + gimnazjum”.

„U mnie do dzisiaj nie wiadomo ile kto ma godzin o planie zajęć nie wspomnę. Nadal nie mamy nikogo do biologii/przyrody ( 6 godz.), informatyki (8 godz.), historii/wos (6 godz.), chemii (2 godz.).”

Gruntownych zmian nie wprowadza się tak nagle, z roku na rok. Od ponad roku specjaliści ostrzegali, że będą kłopoty, bo tak nagle nie można przygotować zmian w złożonym organizmie (ani programów, ani podręczników ani zmian organizacyjnych). No ale jeśli zmiany byłyby konieczne i z przyczyn strukturalnym pociągałyby koszty… to należało przygotować działania osłonowe. Tego też nie ma a jest tylko prymitywna propaganda. Ciemny lud to kupi? Ale tych ciemniaków jakoś mało.

Po co to wszystko? Debata na temat struktury szkoł czy 6 + 3 + 3 (podstawówka, gimnazjum, liceum) czy 8 + 4 (podstawówka, liceum) jest w jakimś sensie nie na czasie. Rodem z XX wieku. Miałaby sens 50 czy 30 lat temu. Ale teraz, w drugiej dekadzie XXI wieku? Bo w aktualnej reformie nie są w ogóle poruszane sprawy najważniejsze dla polskiej edukacji. W zasadzie to nie jest reforma edukacji a zmiana organizacji szkół. Tylko tyle. Skoro te zmiany nie wniosą niczego nowego i edukacyjnie sensownego (tak jakby spierać się czy ulice miast oświetlać gazem czy naftą) to po co to całe zamieszanie, powodujące nie tylko bałagan ale i zmęczenie kadry pedagogicznej? Reforma całkiem nie na czasie na dodatek wprowadzona bez przemyślenia i przygotowania, co generuje duży chaos. Marnowanie kapitału ludzkiego, finansowego i społecznego. Karygodne marnotrawstwo.

Ktoś chce, żeby na złość babci odmrozić nam uszy? Nie tylko sobie ale i nam.

To co tam, panie, w szkole słychać? Będzie to często zadawanie pytanie przy nocnych Polaków rozmowach. A może z czasem zaczniemy głośno i szeroko rozmawiać o edukacji i potrzebnych zmianach. By dogonić XXI wieku i niezwykle szybko zmieniające się warunki funkcjonowania społeczeństw w epoce trzeciej rewolucji technologicznej.

Zbadaj to sam – rzecz o odkrzesłowieniu uczniów w szkole

sczachor

ba1b7eb9b8ad142948e3b9dce300b4c6_LBez paniki –nie zamierzam zabierać krzeseł ze szkoły ani namawiać do wyrzucania ławek i krzeseł z polskich szkół. Jadę do Piły  (tam mnie jeszcze nie było) by dowiedzieć się co to jest Krajna (nie ma błędu nie o krainę chodzi), poznać projekt adoptowania małych rzek  oraz zobaczyć jak się robi lapbook. Do piły jadę z wykładem. Jednym słowem praktycznie i namacalnie uczyć się i uczyć. Jak na nauczeństwo przystało.

A o co chodzi z tymi krzesłami? To porównanie odnosi się do edukacji przyrodniczej poza murami szkoły i edukacji pozaformalnej. Czyli tego, co się dzieje w czasach coraz wyraźniej materializującej się trzeciej rewolucji technologicznej.

Szkoła musi się zmieniać nie dlatego, że coś źle zostało zaprojektowane, ale dlatego że zmienia się świat, w którym funkcjonujemy. Obecnie żyjemy na początku trzeciej rewolucji technologicznej i coraz bardziej odczuwamy znaczące rozproszenie i decentralizację, zarówno pozyskiwania energii jak i produkcji. Głębokie zmiany dotyczą także funkcjonowania społeczeństwa. Coraz większe znaczenie ma kapitał ludzki i innowacyjność, a mniejsze surowce i stare, konwencjonalne źródła energii.

Szkoła powinna się zmieniać (w sensie edukacja), ale nie każda zmiana jest dobra i nie każda zmiana jest pożądana. Szkoła powinna uczyć do świata, który się staje a nie świata, który kiedyś funkcjonował. Do tych zmian społecznych i gospodarczych dostosowuje się system edukacji (powinien by edukacja nie była archaiczna i niewydolna). Nowego znaczenia nabiera edukacja przez całe życie, edukacja rozproszona,  edukacja w małych porcjach i poza murami szkoły. I do tych zadań musimy budować nową przestrzeń edukacyjną – rozumianą szerzej niż tylko tradycyjną szkołę z epoki przemysłowej (druga rewolucja technologiczna). Rozproszenie kontaktów i wiedzy w internecie wymaga nowych kompetencji od współczesnego człowieka.

Trzecia rewolucja technologiczna ułatwia kontakty wielu do tej pory rozproszonym grupom ludzi (buduje nowe więzi). Na to nakładają się zmiany klimatu i wynikające z tego wyzwania dla współczesnych społeczeństw: szybkiego dostosowywania się do zmian w wielu wymiarach (tworzenie wspólnoty w nowych czasach). Jak przygotować do świata, którego jeszcze nie ma i dopiero się staje?

W sensie pedagogicznym nauczyciel powinien przyjmować rolę nie tyle mentora ale i ignoranta (wiem, że dużo nie wiem). Świat się tak szybko zmienia, że wszyscy musimy uczyć się przez całe życie. Wspólnie możemy odkrywać nowy świat i. Odkrzesłowienie szkoły oznacza uznać, że świat jest ciekawy a prawdziwe odkrywanie sprawia przyjemność. I odkrywać wspólnie z uczniami. System szkolny powinien w większym stopniu niż do tej pory skupić się na pokazywaniu nauki nie tylko jako produktu ale także jako procesu (skąd się bierze wiedza, skąd się biorą treści w książkach i dlaczego bywają różnie przedstawiane). Nie tylko skupiać się na budowaniu programów nauczania i siatki godzin a bardziej na daniu większej swobody nauczycielowi. Większej wolności i zaufania.

Najważniejsze w szkole, by nauczyciel czuł się dobrze (bo kapitał ludzki ważniejszy jest od infrastruktury). I sam był zaciekawiony odkrywaniem. Nauczeństwo, to neologizm dla zjawiska obserwowanego w edukacji, rodzącego się w czasie trzeciej rewolucji technologicznej. Termin nauczeństwo, nauczeń powstał analogicznie do prosumpcji, połączenie w jedno procesów nauczania i uczenia się.

Przykładem zmian jest podwórko, na którym kiedyś dzieci i młodzież sami rozwijali kompetencje społeczne, odbywał się rozwój ruchowy, poznawanie techniki i przyrody. Teraz musimy stworzyć przestrzeń edukacyjną w różnych miejscach (pikniki naukowe, centra nauki, "dzień pustej klasy”, trawnik w mieście itd.).

Wiedza jest systemem całościowym, w jednej głowie wszystko się nie zmieści dlatego kształcenie encyklopedyczne nie jest już efektywne. Ważniejsze by nauczyć metody poznawania świata (zdobywania wiedzy). Może się to odbywać w środowisku lokalnym i w odniesieniu do lokalnego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Nie wszyscy to samo, w tym samym czasie i w taki sam sposób.

Jednym słowem edukacyjne wagary :). czasem wyjść poza mury szkoły, fizycznie i mentalnie. By zobaczyć i współpracować. Ale edukacja to nasza wspólna sprawa i nie można nauczycieli i szkół pozostawiać samych z tym problemem. Wszyscy jesteśmy nauczycielami... a w zasadzie nauczniami.

Co robi naukowiec w Centrum Nauki Kopernik?

sczachor

czachorowskikopernikCentra nauki często traktowane są jako miejsca rozrywki i to dla najmłodszych. A jeśli już nawet uważamy je za miejsca edukacji… to także dla uczniów lub dorosłych w formie kształcenia pozaformalnego i ustawicznego. Ale po co do takiego Centrum Nauki Kopernik miałby wybrać się naukowiec? Powodów jest kilka i o nich opowiem.

Miałem przyjemność już trzeci raz uczestniczyć w konferencji „Pokazać-Przekazać”, organizowanej co roku przez CN Kopernik w Warszawie. W tym roku była to jubileuszowa, dziesiąta. Uczestniczyłem z różnych powodów. Po pierwsze zostałem zaproszony do przygotowania i poprowadzenia panelu dyskusyjnego pt. „Myślenie naukowe. Mamy je w naturze, czy musimy się go nauczyć?”. Więc niby jako ekspert, który ma coś powiedzieć, zorganizować, poprowadzić dla mniej obeznanych nauczycieli? Byłoby to błędne wyciąganie wniosków. Ani byłem mądrzejszy (bardziej doświadczony) od innych ani się taki czułem. Bo nie o transmisję wiedzy chodziło. W samych warsztatach uczestniczyli nie tylko nauczyciele ale i naukowcy, edukatorzy, przedstawiciele różnych instytucji. Byłem tylko jednym z uczestników tej niezwykle ciekawej dyskusji (napiszę o niej później, jak dokładniej przemyślę a wnioski i refleksje spokojnie „dojrzeją”).

Już wiele razy byłem uczestnikiem dyskusji panelowych, występując w roli eksperta-panelisty. Kilka razy prowadziłem takie dyskusje w formie tradycyjnej oraz w nieco odmiennej formie pracy w podgrupach i przedstawiania wyników dyskusji w szerszym gronie. Można powiedzieć, że mam już spore doświadczenie. Ale gdy rozmawialiśmy z organizatorami z Kopernika (długo przed konferencją), to padł pomysł zupełnie innego zorganizowania tej dyskusji. W formie w jakiej nigdy nie uczestniczyłem ani tym bardziej nie prowadziłem. Podjąłem wyzwanie i zrobiłem coś, czego nigdy wcześniej nie znałem. W uproszczeniu zrobiłem coś po raz pierwszy. Trudno więc byłoby uważać mnie za eksperta. Ale to typowe dla naukowców, bowiem najczęściej robimy rzeczy, na których się nie znamy. Bo na tym polega odkrywane by robić rzeczy nowe, po raz pierwszy, by eksperymentować. A jak już robimy rzeczy znane to nie jest to nauka tylko dydaktyka...

Jest więc już jasny pierwszy powód, dla którego pojechałem do Centrum Nauki Kopernik. Pojechałem jak do laboratorium by eksperymentować, także i na sobie. By poznać nieznane, ocenić, poddać refleksji i opowiedzieć o wynikach innym. Nie wszystkie eksperymenty się udają. Często popełniamy błędy, korygujemy je i dalej próbujemy. „Ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi”. Trzeba mieć więc odwagę do eksperymentowania i być gotowym na porażki. Oczywiście samej debaty i jej formy nie uważam za porażkę. Było to nowe doświadczanie, mocno inspirujące (w osobnym wpisie dokładniej je opiszę).

Czyli centra nauki są i dla naukowców by w zorganizowanej przestrzeni mogli eksperymentować. Bez konferencji w Koperniku chyba bym w ogóle nie wpadł (lub nie szybko) na pomysł, że można spróbować inaczej zorganizować dyskusję panelową. Ponadto, gdybym nawet miał taki pomysł, to trudno byłoby go zrealizować. A tu przyjeżdżają ochotnicy, gotowi się uczyć od innych i to na drodze eksperymentów. Otwarte umysły nauczycieli z różnych szkół i z całej polski, to tego naukowcy i przedstawiciele różnorodnych instytucji edukacyjnych. Społeczny potencjał o dużej mocy dyskusji i inspiracji.

Oczywiście, były bardzo ciekawe wykłady, jak to na konferencji. Już tylko dla nich warto było przyjechać… nawet pracownikowi uniwersytetu. My też przecież kształcimy i warto poznać zarówno najnowsze trendy teoretyczne, dotyczące edukacji (w tym zachodzących procesów) jak i poznać relacje z różnych prób i eksperymentów edukacyjnych. Poza panelem w nowej formie miałem okazję doświadczyć żywej biblioteki (w wersji popularnonaukowej). Coś na kształt stolika ekspertów. Sama „żywa książka” wydawała mi się sztucznym i dziwacznym pomysłem, zwłaszcza w odniesieniu do tematów naukowych (upowszechniających wiedzę). Zauczestniczyłem i… zmieniłem zdanie. Jest to inspirujący pomysł, który będę chciał w zmodyfikowanej formie zrealizować na dowolnej… konferencji naukowej. Albo w czasie dowolnego festiwalu nauki (np. najbliższa Noc Biologów). I chciałbym wprowadzić jako jeszcze jedną formę komunikacji naukowej (razem ze studentami na moim uniwersytecie dalej poeksperymentujemy z tą formą komunikacji i upowszechniania wiedzy). Zobaczyłem prototypowy eksperyment, mogłem w nim uczestniczyć. A to zupełnie coś innego niż przeczytać o eksperymencie w książce czy czasopiśmie. Uczestniczyłem także w warsztatach niby dla nauczycieli, w jednym z edukacyjnych laboratoriów. Mogłem poczuć się jak uczeń (załączone zdjęcie). Takie doświadczenie potrzebne jest wtedy, gdy samemu chce się organizować centra nauki lub laboratoryjne zajęcia w edukacji pozaformalnej. Po prostu jest to podglądanie jak to działa od strony uczestnika. Po drugie można sprawdzać na sobie jak działają nowe form edukacji. Od zaraz przyda sie w dydaktyce akademickiej.

Centrum Nauki dla naukowca jest swoistą pracownią, laboratorium, majsternią, eksperymentatorium i inspiratorium zarazem. Zatem to nie tylko miejsce, gdzie wyłacznie dzieciaki i dorośli mogą poznawać wiedzę, eksperymentując na różnych eksponatach edukacyjnych. To nie jest park rozrywki, to jest laboratorium w szerokim tego słowa znaczeniu. Laboratorium ogólnopolskie. Osobiście uważam, że pracownicy uczelni wyższych częściej powinni tam bywać. A ja mam cichą nadzieję, że CN Kopernik zacznie organizować specjalne konferencje,  dedykowane dla mojego środowiska akademickiego

Samo Centrum Nauki Kopernik jest jednym, wielkim eksperymentem. Ważnym dla edukacji narodowej. To tu sprawdza się to, jak powinna wyglądać edukacja w epoce trzeciej rewolucji technologicznej. Co więcej, zbudowali nie tylko obiekt, w którym coś się dzieje. CN Kopernik jest już jednostką badawczą. Sprawdzają jak ludzie uczą się w takiej przestrzeni. Jest to więc laboratorium szkoły XXI wieku (a dokładniej przestrzeni edukacyjnej), w którym bada się cały proces. Czysta nauka. Nie tylko dla pedagogów i socjologów.

c.d.n.

I obiecany w czasie debaty link do grupy facebookowej: https://www.facebook.com/groups/867891563294414/ (debata o współpracy). Zachęcam uczestników do kontynuacji naszej dyskusji, dzielenia się wrażeniami. A kto nie uczestniczył... może włączyć się teraz.

Głos w sprawie gimnazjów

sczachor

lawkawarszawaPrzenoszę z komentarza (wpis Gimnazja – czy warto je likwidować?), głos w dyskusji o gimnazjach. Autor "Realista". Poprawiłem jedynie niektóre literówki i formatowanie tekstu (w komentarzach nie ma możliwości formatowania), dodałem wyróżnienia przez pogrubienie tekstu. Pani minister edukacji zapowiedziała szeroką, społeczną debatę o edukacji, więc już teraz się włączam, upowszechniając komentarze publikowane na moim blogu. By były bardziej widoczne.

"A ja pracuję w oświacie i mam doświadczenie we wszystkich typach szkół. Uważam, że gimnazja są bardzo potrzebne. Mieszkam w niewielkiej miejscowości i widzę, jak bardzo dobrym rozwiązaniem jest przejście uczniów szczególnie z małych szkół podstawowych, w których uczą się w oddziałach 4,5,6-osobowych, często w klasach łączonych, do normalnych klas liczących około 20 uczniów. Tutaj mają wreszcie z kim się rozwijać, na wycieczkę pojechać, do teatru, na ciekawy projekt, poza tym mają świetną bazę - hale sportowe, Orlik, basen, pracownie przedmiotowe, tablice interaktywne, dzienniki elektroniczne, dzięki którym nauczyciel ma łatwy kontakt z rodzicami. Łatwiej zaplanować i realizować przedsięwzięcia wychowawcze, stworzyć uczniom propozycje, które ich zainteresują.

Znacznie gorzej było to robić w ośmioklasowej szkole podstawowej, bo uczeń 7, 11 i 15-letni to zupełnie inne "światy". Nikt też nie zwraca uwagi na rozwój społeczny uczniów z małych szkółek. Kiedyś dzieci z nich nie odważyły się pójść do liceum, technikum, bo nie znały swojej wartości, nie miały do kogo się odnieść, poza tym odnalezienie się nagle w wieku 15 lat w ogromnym zespole szkół średnich, 650 uczniów, było dla nich szokiem, horrorem. A sprawdzian w 6 kl., egzamin po gimnazjum musi wbrew temu, co mówią wszyscy, według mnie zostać zachowany. Szkoła w swojej pracy edukacyjnej, uczeń w swoim rozwoju - nabywaniu wiadomości i umiejętności musi mieć się do czego odnieść. Szkoła musi wiedzieć, czy zmierza we właściwym kierunku, czy jej praca - stosowane metody, praca z uczniem zdolnym i tym z trudnościami przynosi efekty, czy może jednak musi szukać nowych rozwiązań.

Bardzo dobrze służą temu analizy EWD, które pozwalają prześledzić rozwój każdego ucznia. Jeśli się to wszystko rozwali, można już dziś zakładać, że będziemy sobie spokojnie, bez pośpiechu, bez wymogów uczyć, a po skończonym etapie edukacyjnym wartość stawianych szóstek i przekonanie, że jest się najlepszym w danej szkole, może się okazać nieporównywalnie niskia w porównaniu z trójkami ucznia z innej szkoły. Krótko mówiąc, w sprawdzianach i egzaminach chodzi o ich porównywalność - są one wystandaryzowane i jednakowe dla uczniów w całej Polsce, podobnie jest z maturami i choćby nie wiem jak nauczyciele ze szkół średnich przeciwko temu się buntowali, matura poprawiana zewnętrznie jest czymś najlepszym, co mogło się młodym ludziom przydarzyć - nie ma już miejsca podczas rekrutacji na studia na korupcję, znajomości. Kiedy ja zdawałam na studia, było to nagminne i wiadomym było, że niektórzy (wcale nie najlepsi) musieli się na nie dostać.

Jeśli idzie o sprawdzian po szkole podstawowej i egzaminy po gimnazjum błąd polega na tym, że samorządy, szkoły, kuratoria przywiązują do nich zbyt dużą wagę. Wnioski na temat pracy szkół wyciągane są tylko na podstawie tych twardych danych, bo tak najłatwiej. Zupełnie nie bierze się pod uwagę środowiska uczniów, ich trudności, potencjału wsparcia rodziny. Zbytnie przywiązanie kuratoriów, organów prowadzących, rodziców do wyników sprawdzianu i egzaminów powoduje pojawienie się wyścigu szczurów, rankingu szkół, bo co ma zrobić dyrektor, jeśli jest przez organ prowadzący rozliczany z twardych wyników, goni nauczycieli, a nauczyciele gonią uczniów. Stąd potem w szkole pojawia się wariactwo polegające na tym, że nauczyciele w niektórych szkołach podstawowych co miesiąc przeprowadzają testy mierzące wiedzę, co niektórych uczniów stresuje. Jednak zrezygnować całkowicie z testów, które naprawdę są już bardzo dobrze, starannie przygotowane, wypróbowane, jest kompletnym błędem, bo obudzimy się za jakiś czas z "ręką w nocniku", bez jakiejkolwiek porównywalności w nauczaniu.

Wyniki sprawdzianów i egzaminów nie powinny być upubliczniane przez OKE dla wszystkich. Szkoły powinny otrzymywać swoje wyniki i dla odniesienia tylko średnią krajową, wojewódzką, ewentualnie powiatową. Pozwoli to uniknąć niezdrowego porównywania, wyścigu i kuriozalnych praktyk w niektórych szkołach. Zachować sprawdziany i egzaminy jednak trzeba, żeby szkoły uzyskiwały zewnętrzną informację, co do swojej pracy."

Likwidacja gimnazjów to pomysł archaiczny i szkodliwy dla edukacji

sczachor

lawka_szkolnaSytuację we współczesnej szkole porównać można do marszu z kamieniem w bucie. Uwiera i boli, czujemy dyskomfort, i że coś jest nie tak. Najmądrzej byłoby przystanąć, zdjąć but i wytrzasnąć kamień. Proponowaną likwidację gimnazjów można porównać do … rozwiązania problemu przez wyrzucenie butów. Może i przez chwilę będzie lżej i nic nie będzie uwierało. Ale daleko boso się nie zawędruje – nogi niebawem będą jeszcze bardzie pokaleczone. Likwidacja gimnazjów to jak leczenie edukacji przez wkładanie Rozalki* do pieca na trzy zdrowaśki. Działanie oparte na zabobonach a nie rzetelnej analizie (wyjaśnienie niżej).

Edukacja jest niezwykle ważna dla kultury (tożsamości) i dla gospodarki. W gospodarce opartej na wiedzy to wykształcenie i wiedza decydują o sukcesie całych społeczeństw. Wystarczy przypomnieć jakie fortuny wyrosły niemalże „z niczego”, np. Microsoft, Facebook czy na olsztyńskim podwórku sukces firmy produkującej drukarki 3 D. Nie bez przyczyny mówimy coraz częściej o dziejącej się na naszych oczach trzeciej rewolucji technologicznej, najbardziej widocznej w technologiach informatycznych i rozproszonej energii ze źródeł odnawialnych. Ale przebudowie podlega całe społeczeństwo.

Pierwsza rewolucja technologiczna zaszła w neolicie, wraz z powstaniem i rozwojem rolnictwa. Jednym z efektów było powstanie społeczeństw feudalnych z uniwersytetami i przykościelnymi szkołami (w Europie). Rewolucja przemysłowa stworzyła szkoły XIX i XX wieku takie, jakie znamy (system kasowo-lekcyjny, jednakowy program dla wszystkich, dzwonki, papierowe podręczniki itd.). Ich „filozofia” (struktura i funkcjonowanie) dobrze pasowała do państw narodowych i dużych fabryk. Obecnie jesteśmy w trakcie III rewolucji technologicznej i wiele się zmienia. Trzeba zrozumieć ten proces i dostosować szkołę do zmieniających się potrzeb i możliwości XXI wieku. Powoli się to właśnie dzieje. Szkoły się zmieniają. Jednym z przykładów jest chociażby nowa szkoła w USA,: „Takie pojęcia jak klasa lekcyjna całkiem tracą na znaczeniu. W nowej szkole (…) dominują otwarte przestrzenie. Podzielona jest na sześć oddzielonych od siebie części, które łączą się z centralną Community Commons. To duży open-space, który jest czymś pomiędzy kawiarnią, amfiteatrem, a przestrzenią socjalną. Klasyczne ściany zostały wyeliminowane, zastąpiły je szklane przepierzenia, a meble są łatwe do rekonfiguracji.” Dla wielu brzmi niezrozumiale i dziwnie.

Także i w Polsce dostrzegamy zmiany, jakie wniosły w edukacji technologie informacyjno-komunikacyjne. W nawiązaniu do zmian technologicznych postuluje się szereg możliwych już dziś rozwiązań „Zwiększenie mobilności i dostępności technologii ułatwia także dostęp do treści edukacyjnych i narzędzi komunikacji i współpracy w czasie rzeczywistym. Projektując nową przestrzeń fizyczną szkoły lub modernizując tą istniejącą powinniśmy spodziewać się, że będzie w niej równocześnie dochodziło do spektakularnych przedsięwzięć i prac osób uczących się także w wymiarze wirtualnym”. (czytaj cały tekst)

Wobec nowych technologii, wszyscy jesteśmy bezradni jak dzieci i wszyscy musimy się uczyć. Nie tak jak kiedyś, gdzie starsi (nauczyciele) wszystko wiedzieli i uczyli młodszych (dzieci). Teraz wszystkie pokolenia uczą się jednocześnie (czytaj więcej o nauczeństwe). A często to młodsi, owo pokolenie cyfrowych tubylców, może uczyć starszych korzystania z nowych technologii. Bo ucząc się szybciej i są odważniejsi.

Kilka lat temu, jadąc w pociągu myślałem, że fajnie byłoby połączyć laptop z telefonem komórkowym, by korzystać z Internetu w podróży. Teraz mobilny Internet jest już codziennością. Moja żona marzyła, żeby rozmawiając przez telefon widzieć rozmówcę tak, jak w telewizorze. I to też jest już codziennością. Do tych wszystkich zmian edukacja musi się dostosować. I gdzieś "na uboczu" trwają różnorodne eksperymenty pedagogiczne. Likwidacja gimnazjów to dyskusja zupełnie archaiczna i nie rozwiązująca żadnych problemów edukacyjnych. Jest jak przestawianie wazoników w starej szafie – absorbuje lecz niczego nie zmienia.

To zachodzące procesy cywilizacyjne wymuszają na nas potrzebę wymyślania nowych rozwiązań w edukacji (przestrzeni edukacyjnej). Jeśli chcemy, jako kraj i naród utrzymać się w czołówce cywilizacyjnej, to musimy wprowadzać zmiany w całym systemie edukacyjnym, którego szkoła jest elementem. Nie zmiany dla zmian (aby coś było inaczej), ale zmiany dostosowane do potrzeb i wyzwań XXI wieku są nam potrzebne.

W tle dyskusji o likwidacji/pozostawieniu gimnazjów zachodzą ważne zmiany w systemie edukacji. Procesy zachodzą od wielu lat, ale nie do końca są dostrzeżone i włączone do poważnej debaty. Przykładem jest chociażby edukacja nieformalna i pozaformalna (wspierające także edukację szkolną!), realizowana na różnego tylu piknikach naukowych czy w centrach nauki. Centrum Nauki Kopernik w Warszawie nawet rozpoczęło badania procesu dydaktycznego, w którym uczestniczą (dydaktyka edukacji pozafromalnej). Nowe formy są podane uporządkowanej refleksji naukowej. Wszystko da się zmierzyć, policzyć, zweryfikować. Nawet efektywność edukacji pozaformalnej.

W dyskusjach na temat likwidacji gimnazjów, które przeglądam i w których uczestniczę, znamienny jest jeden fakt: brak jakiegokolwiek obiektywnego uzasadnienia, żadnych badań, dotyczących „szkodliwości” gimnazjów czy pozytywnych efektów wprowadzenia ośmioletnich szkół podstawowych. Być może jakieś badania istnieją, ale nikt z moich adwersarzy na nie się nie powołuje. Jedynie osobiste wrażenie i jednostkowe obserwacje a przede wszystkim emocje. Po drugiej stronie, za utrzymaniem gimnazjów, mamy testy PISA, wskazujące na wzrost kompetencji i wiedzy 15-latków na tle innych nastolatków z całego świata. Czyli tak ważna i gruntowna decyzja opierać ma się na emocjach? Niczym edukacyjny zabobon, „bo szwagier widział”. Gimnazja jawią się jako kozioł ofiarny niezadowolenia z edukacji ( czytaj więcej . Uwiera nas kamyk w bucie i jako remedium proponuje się wyrzucić buty…

Likwidacja gimnazjów to temat zastępczy i szkodliwy, powstały na fali politycznego i wyborczego populizmu. Jest bez żadnego planu i pomysłu: zlikwidować a potem się coś wymyśli i dorobi jakąś teorię lub uzasadnienie. Na naszych oczach dokonywać się będzie swoisty rozbiór: na fali populizmu część nauczycieli z liceów popiera likwidację gimnazjów bo liczy, że będzie o jedną klasę więcej, co w dobie niżu demokratycznego może zwiększyć poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia. Podobnie myślą niektórzy nauczyciele z podstawówek: zdobędą nowych uczniów. Partykularne interesy zamiast poważnej debaty o systemie edukacji.

Wygaszanie gimnazjów to marnowanie sił i środków, męczenie nauczycieli nieustannymi reformami i zmianami programów. Gdy trzeba tych sił i zapału do głębokich, ewolucyjnych zmian w przestrzeni edukacyjnej. Zmarnowane będzie 16 lat inwestycji w infrastrukturę, budowania i poprawiania (udoskonalania) programów oraz podręczników nie tylko w gimnazjach ale i szkołach podstawowych i ponadgimnazjalnych. Likwidacja gimnazjów to konieczność opracowania nowych podstaw programowych dla szkół podstawowych i liceów a także szkół zawodowych. Bo edukacja jest całościowym systemem, powiązanych ze sobą elementów.Tych programów jeszcze nie ma i nie ma wizji jakie miałyby być. A wygaszanie gimnazjów ma się rozpocząć od przyszłego roku szkolnego, czyli za kilka miesięcy...

Nauczyciele przez wiele lat dokształcali się, nierzadko za własne pieniądze kończyli studia uzupełniające i podyplomowe. Teraz ten czas i pieniądze będą zmarnowane. Po 16 latach (co prawna nie najlepiej i nie najsprawniej wdrażanej reformy gimnazjalnej, ale z obiektywnie mierzalnymi sukcesami – PISA) jest potrzebnych jeszcze wiele poprawek, korekt, uzupełnień. Zamiast doskonalenia proponuje się zburzenie całego systemu i budowanie od nowa. I to bez jakichkolwiek obiektywnych badań, przygotowań i pedagogicznych argumentów dobrze uzasadnionych. Jedynie opierając się na indywidualnym wrażeniu i intuicji oraz wyborczy populizm.

Szkoły są permanentnie niedofinansowane. To widać w większości szkół: bieda przykryta rysunkami dzieci i dyplomami w kolorowych ramkach. Gdy to wszystko zdjąć, to na gołych ścianach uwidacznia się mizeria wyposażenia i stanu technicznego budynków. Wiele lokali wyborczych mieściło się w szkołach – mogliśmy to oglądać. Wystarczy zajrzeć do szkolnych pracowni, jak są wyposażone (a raczej nie są) pracownie biologiczne, geograficzne, chemiczne, fizyczne. Same komputery nie zastąpią wszystkiego. Przypudrowany brak sensownych i koniecznych inwestycji (nieliczne wyjątki potwierdzają regułę). A to wszystko w kontraście do „wypasionych”: urzędów z marmurami i złotymi klamkami. W edukacji oszczędzamy na nauczycielach i wyposażeniu szkół. Pod pozorem oszczędności gminy likwidują małe szkoły (chyba, że przejmą je stowarzyszenia), które są w edukacji najbardziej efektywne, także wychowawczo (bo nie ma anonimowości jak w dużych molochach). Szkolne budynki, ze względu na bardzo dużą liczbę dzieci, zużywają się znacznie szybciej niż urzędy wojewódzkie, urzędy miasta czy sądy. Dlatego często muszą być remontowane.

Teraz ze środków UE ma ruszyć program doposażenia szkół wszystkich szczebli w sprzęt laboratoryjny i wykorzystywany do przyrodniczych eksperymentów. Pospieszne likwidowanie gimnazjów spowoduje niewykorzystanie wielu środków. A same samorządy jakoś nie kwapią się do solidnych inwestycji w podległe im szkoły… Teraz zmarnujemy pieniądze z programów Unii Europejskiej. Lata oszczędzania i likwidowania małych szkół, zwłaszcza wiejskich, pod pretekstem oszczędności finansowej (w tym likwidowanie etatów), gdy dzieciaki uczą się w licznych klasach, to prymat finansowej efektywności nad wydajnością edukacyjną. Teraz zamiast niezbędnych inwestycji (jeżeli w gimnazjach mamy nastolatków w trudnym wieku to przecież lepiej byłoby zatrudnić więcej pedagogów i psychologów) proponuje się likwidowanie gimnazjów, niczym rytualne odczynianie uroków. Widowisko będzie, ale pozytywnych efektów edukacyjnych już nie.

Nauczyciele prywatnie wspierają szkoły od lat. Wielu przynosi różne materiały, wykorzystywane w codziennej pracy, wielu za własne pieniądze dokarmia zaniedbane dzieci, funduje bilety do kina czy szkolne wycieczki (żeby dzieci przez nonszalancję rodziców nie były wykluczone). Po przyjściu do domu dalej pracują „poza etatem”, wykorzystując internet (uzupełnianie dzienników elektronicznych, korespondencja z rodzicami itd.), ponoszą prywatnie koszty, drukują na własnym sprzęcie i na własnych materiałach pomoce lekcyjne itp. Teraz wysiłek wielu nauczycieli pójdzie w błoto. Trzeba będzie wdrażać nowe programy, dostosowywać dydaktykę do nowych podręczników. Skończy się na zmęczeniu, frustracji i buncie. Stracą dzieci i całe społeczeństwo. I bardziej szkoda ludzkiego zapału niż pieniędzy. Bo pieniądze łatwo znaleźć w budżecie, natomiast zmarnowanego zapału nie da się tak łatwo odzyskać...

Jest wiele problemów w polskiej edukacji, zarówno w szkołach jak i edukacji pozaszkolnej (pozaformalnej). Lepiej byłoby dofinansować szkoły niż marnować siły i środki na wygaszanie gimnazjów.

Czytaj także: Gimnazja – czy warto je likwidować? 

* Pamięć zawodzi w sprawie lektur szkolny, pomyliłem imię dziewczynki z noweli Bolesława Brusa. Oczywiście, miała na imię Rozalia. Dziękuję za zwrócenie uwagi

Gimnazja – czy warto je likwidować?

sczachor

12109899_10206854533675252_6850580317527892017_oNagła zapowiedź nowej ekipy rządzącej zlikwidowania gimnazjów (potem nazwaną wygaszaniem, ale już od września 2016 roku) wywołała duże zaniepokojenie i dyskusję społeczną. Nie ma jednak tego złego, co na dobre by nie można obrócić. Edukacja w ogólnonarodowych dyskusjach od wielu lat jest marginalizowana, uważana za sprawę mało ważną (w porównaniu do emerytur, autostrad, górników itd.). A potrzebna jest nam szeroka i dogłębna dyskusja: czego chcemy od szkoły i edukacji. Świat się bardzo zmienił i zmienić trzeba całe środowisko edukacyjne. W gospodarce opartej na wiedzy edukacja jest kluczową inwestycją.

Odnoszę wrażenie, że gimnazja są kozłem ofiarnym narodowej niechęci do szkoły jako takiej (czasem szkoły sprzed 20-40 lat, zapamiętanej i teraz wydobywanej ze wspomnień). Likwidacja gimnazjów to takie rytualne palenie czarownic, które poza odreagowaniem i zemstą nic dobrego nie przynosi. Szkody społeczne będą wielkie a nie będzie żadnego zysku edukacyjnego. Warto także przypomnieć, że gimnazja nie są pomysłem Platformy Obywatelskiej i odchodzącego rządu, także liderzy PiS (jeszcze w szeregach AWS) głosowali za utworzeniem gimnazjów. Dlatego likwidację gimnazjów spokojnie można wyjąć z zestawu „zemsty” politycznej i społecznego odreagowania. Możemy skupić się na argumentacji merytorycznej a nie na emocjonalnej.

Nagłe zmiany w systemie edukacji nie są dobre z kilku względów. Nauczyciele potrzebują wsparcia i pomocy a nie ciągłego podrzucania zmian (nauczyciele potrzebują spokoju a nie nieustannego chaosu). Postulat likwidacji gimnazjów nie wynika z jakichkolwiek przeprowadzonych badań edukacyjnych lecz z indywidualnych opinii, mocno subiektywnych i najczęściej dotyczących przeszłości. Jest wiele niedociągnięć w polskim systemie edukacyjnym, włącznie z gimnazjami, i wiele problemów, którymi trzeba się pilnie zająć. Dyskusja o likwidacji gimnazjów to problem zastępczy, odbierający energię i czas na potrzebne zmiany, z tego względu jest to szkodliwe dla nas wszystkich, Wykorzystamy jednak okazję zwiększonego zainteresowania i umieśćmy problemy kształcenia w głównym nurcie debaty publicznej.

Za sukcesy edukacyjne nastolatków, mierzone międzynarodowymi raportami PISA, odpowiedzialne jest także kształcenie ogólne, w tym realizowane w gimnazjach. Oczywiście, edukacja to problem złożony i wieloczynnikowy. Byłoby uproszczeniem cały sukces przypisywać gimnazjom, niemniej dotychczasowe dane wskazują, że to był dobry pomysł i warto go ulepszać a nie likwidować. Jak podaje raport, znacznie zmniejszył się odsetek uczniów mających bardzo niski poziom umiejętności, czyli zagrożonych wykluczeniem społecznym, a wzrosła grupa uczniów o najlepszych wynikach. (czytaj więcej)

Zasadnicza zmiana systemu - czy warto?

Nie da się zrobić likwidacji gimnazjów w ciągu roku czy nawet trzech lat. To znacznie bardziej złożony problem niż się wydaje. Reformy trwają wiele lat i nie wynika to z lenistwa. „Wygaszanie” gimnazjów - to nie jest tak, że klasa siódma zostanie w podstawówce a nie będzie po prostu pierwszej klasy gimnazjów. Bo brakuje programów nauczania, podręczników, niedostosowana jest baza lokalowa itd. Zmiany będą kosztowne finansowo i społecznie (np. wybudowanie i dostosowanych budynków, przekwalifikowanie nauczycieli itd.). Wraz z likwidacją gimnazjów zmieniamy system edukacji (a więc i programy nauczania) z 3 + 3 (to szkoła podstawowa) + 3 (gimnazjum) + 3 (liceum) na 3+5 (szkoła podstawowa) + 4 (liceum). A więc zmienić trzeba program zarówno w szkole podstawowej jak i liceum. Czy warto?

Żeby się zmiana udała, trzeba przekonać nauczycieli by rozumieli sens tych zmian. Dotychczasowe reformy, nie tylko w edukacji, zawierały zbyt mało elementu przekonywania co do sensu i istoty zmian. Teraz w ogóle tego elementu nie ma (zamiast postępu mamy znaczny regres). Zrodzi to tylko chaos, niepokoje i silne protesty. Co zresztą już widać, a będzie tylko gorzej. Może więc likwidować gimnazja tylko znacznie wolniej i z większym przygotowaniem? Najpierw przygotować koncepcję edukacyjną, potem programy (podstawę pogramową) i dopiero za kilka lat wprowadzać zmiany? I tu również rodzi się pytanie po co? Jaki byłby sens edukacyjny?

Gimnazja demoralizują czy raczej wiek jest niebezpieczny?

W dyskusji najczęściej podnoszony jest argument, że tam w tych gimnazjach to sama patologia, przemoc, chuligaństwo itd. Badania raczej tego nie potwierdzają. Gimnazja można zlikwidować, ale wieku nastoletniego nie da się „zlikwidować”. Zatem problemy wychowawcze będą i tak. Warto podkreślić, że okres nastoletniego buntu jest czymś naturalnym biologicznie, fizjologicznie i społecznie. Ten bunt dał nam sukces ewolucyjny w przeszłości (polecam zapoznać się z wykładem, dotyczącym neurodydaktyki, i jeszcze tym - trochę dłuższy).

Rolą dorosłych i szkoły jest pomóc w dobrym skanalizowaniu tego okresu buntu (uwarunkowanego fizjologicznie a nie dobrym czy złym wychowaniem) oraz uchronić przed niebezpiecznymi działaniami. Adolescencja to okres nastoletniego dorastania między dzieciństwem a dorosłością. Czas trwania adolescencji, "trudnego okresu nastoletniego", zależy również od płci i indywidualnych cech jednostki, a także od warunków środowiskowych. Z grubsza przypada na okres gimnazjum. Dlatego gimnazja trzeba wspierać, także większą liczbą godzin dla pedagogów i psychologów. W okresie tym pojawia się lub uaktywnia popęd płciowy oraz szereg nowych zainteresowań społecznych. Jest to okres odkrywania własnych potencjałów i kształtowania własnego systemu wartości, negowania autorytetów itd. Ze względu na rozwój mózgu większa jest skłonność u nastolatków do działań ryzykownych i niebezpiecznych. Pojawia się w tym okresie wiele zaburzeń emocjonalnych, np.: wybuchowość, wahania nastroju, niekiedy myśli samobójcze, częste są zachowanie agresywne. Gimnazjum można zlikwidować ale wieku nastoletniego z jego rozwojowymi problemami się nie zlikwiduje. Jeśli zostawimy gimnazjalistów w szkole podstawowej, to wcale nie będą grzeczniejsi i nie wezmą przykładu z młodszych dzieci. Wręcz odwrotnie, to starsi są autorytetem.

Poprzez likwidację gimnazjów nie zlikwidujemy problemów adolescencji a zwiększymy problemy wychowawcze w grupie młodszej. Gimnazjaliści w podstawówce irytować będą się obecnością „dzieci” – bo sami chcą podkreślać swoją „dorosłość”, będę dodatkowo fizycznie niebezpieczni dla najmłodszych (już choćby za sprawą różnicy w wielkości ciała). Właśnie dlatego utworzono gimnazja, aby zapobiec przemocy w szkole i uchronić najmniejszych. Po co psuć to co jest dobre? Lepiej optymalizować i wspierać dobre rozwiązania. Młodsze dzieci mają zupełnie inne problemy wychowawcze. Dzięki oddzieleniu młodszych dzieci i nastoletnich gimnazjalistów w osobnych budynkach i osobnych szkołach, uwaga nauczycieli i wychowawców może skupić się na konkretnych grupach wiekowych. Każdy wiek zyskuje osobną uwagę pedagogiczną i można dostosowywać metody ( czytaj więcej). Jeśli jesteśmy niezadowoleni z rezultatów, to wspierajmy edukację a nie likwidujmy szkół!

Likwidując gimnazja nie zlikwidujemy np. nadmiaru testów i nauczania pod testy (szkolny wyścig szczurów), nie zlikwidujemy nadmiaru papierologii, którą są obciążeni nauczyciele (marnują energię i czas w papierach zamiast pracować z dziećmi), nie zlikwidujemy rankingu szkół i innych, szkodliwych zjawisk w edukacji. Zajmijmy się dyskusją o tych rzeczywistych problemach polskiej szkoły a nie rytualnym tematem zastępczym! To tyle tytułem dygresji.

Problemy agresji różne są w różnym wieku. Według niedawno publikowanego raportu „Bezpieczeństwo uczniów i klimat społeczny w polskich szkołach” Instytutu Badań Edukacyjnych, problemy agresji i dręczenia w największym stopniu dotyczą klas IV–VI szkoły podstawowej, w mniejszym stopniu gimnazjum (a więc wbrew naszym obiegowym opiniom). Inaczej jest z agresją elektroniczną, w której przodują uczniowie starsi, w tym gimnazjaliści.

Mobilność (kompetencje zespołowe)

Utworzenie gimnazjów zwiększa szanse na mobilność młodzieży (ale te szanse trzeba wykorzystywać a nie marnować). Kompetencje pracy w zespołach są ważne we współczesnym świecie. Bo w życiu dorosłym często będziemy zmieniali środowiska zawodowe i społeczne, w których się obracamy. Indywidualne zmienianie szkoły trochę stygmatyzuje przenoszącego się ucznia. Przy zmianie szkoły, z podstawówki na gimnazjum i z gimnazjum na liceum, cała klasa tworzy się od nowa. Można od nowa ułożyć swoje relacje na równych prawach, z „grubą kreską” odcinająca przeszłość (sukcesami można się chwalić, porażek raczej nie będziemy przypominali). Uczeń może pozbyć się nieprzyjemnych łatek i złych opinii, może zacząć od nowa. Ponadto gimnazja dają szansę młodzieży z małych środowisk.

Osiem lat w jednej szkole? Bo nauczyciele znają? Kluczem są małe szkoły, gdzie nauczyciele rzeczywiście znają wszystkich uczniów, w przeciwieństwie do wielkich „fabrycznych” molochów. Ale dotyczy to zarówno szkoły podstawowej jak i gimnazjum. Winny jest system, preferujący ekonomię a nie efektywność edukacyjną. Likwidując gimnazja wcale nie likwidujemy mody na duże, „ekonomiczne” szkoły.

Postulat likwidacji gimnazjów jest koncepcją postępu przez regres, czyli coś logicznie i merytorycznie bezsensownego. Jednym z powodów utworzenia gimnazjów w polskim systemie edukacyjnym było zwiększenie szansy dla młodzieży ze wsi i małych miast na dobre wykształcenie. Drugim ważnym powodem było oddzielenie dzieci młodszych i starszych nastolatków, ze względów wychowawczych i ze względu na bezpieczeństwo (czytaj więcej). Teraz mamy to wszystko zaprzepaścić, „bo tak”? Edukacja jest zbyt ważna by pozwolić sobie na tak wielką niefrasobliwość.

 

Czytaj też: Likwidacja gimnazjów to pomysł archaiczny i szkodliwy dla edukacji 

E(x)plory 2016 czyli szansa dla zdolnej młodzieży z Warmii i Mazur

sczachor

Miło mi poinformować, że właśnie rozpoczęła się rekrutacja do V edycji Konkursu Naukowego E(x)plory. Konkurs przeznaczony jest dla młodzieży w wieku 13-20 lat o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Województwo warmińsko-mazurskie nie powinno być na uboczu innowacyjnej gospodarki. Dlatego proszę o upowszechnienie informacji o konkursie wśród uczniów i nauczycieli gimnazjów oraz szkól ponadgimnazjalnych w województwie warmińsko-mazurskim. Dajmy szansę młodym i zdolnym ludziom z Warmii i Mazur, niech dołącza do najlepszych z całego kraju. Jest o co powalczyć. Najlepsze prace zostaną nagrodzone stypendiami naukowymi w wysokości 10 000, 7 000 i 5 000 zł oraz możliwością reprezentowania Polski na prestiżowych zagranicznych konkursach naukowych w USA, Brazylii, Holandii i Rumunii.

Projekty można zgłaszać do 25 stycznia 2016 r., więc jest jeszcze trochę czasu i można przygotować naprawdę dobre projekty. Dla lepszego zorientowania się w specyfice konkursu:

ulotka_konkurs_naukowy_explory_2016_Strona_1

Rekrutacja do Konkursu Naukowego E(x)plory 2016

Ruszyła rekrutacja do Konkursu Naukowego E(x)plory 2016. Konkurs przeznaczony jest dla młodzieży w wieku 13-20 lat o różnorodnych zainteresowaniach naukowych. Najlepsze prace zostaną nagrodzone stypendiami naukowymi w wysokości 10 000, 7 000 i 5 000 zł oraz możliwością reprezentowania Polski na prestiżowych zagranicznych konkursach naukowych w USA, Brazylii, Holandii i Rumunii.

Jeśli obserwujesz to, co się wokół Ciebie dzieje, jesteś ciekawy świata, często pytasz „jak?” „dlaczego?” i „po co?”, zastanawiasz się jak działa sztuczna inteligencja, szukasz rozwiązań związanych z zanieczyszczeniem środowiska, badasz otaczającą Cię przyrodę albo masz pomysł na niezwykły projekt społeczny, to znaczy, że Konkurs Naukowy E(x)plory jest właśnie dla Ciebie!

Do 25 stycznia 2016 r. swoje pomysły ze wszystkich dziedzin naukowych mogą zgłaszać pasjonaci nauki w wieku od 13 do 20 lat, pojedynczo lub w dwu- i trzyosobowych zespołach wypełniając formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie www.explory.pl/rekrutacja.

150 wybranych przez ekspertów projektów weźmie udział w regionalnym etapie konkursu podczas Festiwali Naukowych E(x)plory w 5 miastach (marzec/kwiecień 2016 r.). Młodzi badacze zaprezentują swoje pomysły przed naukowcami oraz przedstawicielami innowacyjnych firm. Będzie to także okazja do udziału w ciekawych warsztatach i niezwykłych pokazach naukowych oraz poznania rówieśników, którzy, tak jak oni, pasjonują się nauką.

Około 30 najlepszych projektów wybranych przez jury zobaczymy na finale konkursu podczas Gdynia E(x)plory Week, 21-24 września 2016 r. Laureaci zdobędą stypendia naukowe oraz wyróżnienia w postaci udziału w najbardziej prestiżowych zagranicznych konkursach naukowych dla młodzieży: Intel ISEF w USA, Expo-Sciences International w Brazylii, INESPO w Holandii oraz Infomatrix w Rumunii.

Główne nagrody E(x)plory to:

  • I nagroda – stypendium naukowe 10 000 zł
  • II nagroda – stypendium naukowe 7 000 zł
  • III nagroda – stypendium naukowe 5 000 zł

Doceniając pracę nauczycieli i mentorów przygotowujących uczniów do E(x)plory organizator Konkursu zdecydował się także nagrodzić laptopami szkołę oraz opiekuna naukowego największej liczby projektów zakwalifikowanych do regionalnego etapu. Konkurs organizowany jest przez Fundację Zaawansowanych Technologii w ramach programu E(x)plory. E(x)plory to świat naukowych pasji, przełomowych badań i zaskakujących rozwiązań. To przestrzeń, która łączy pełnych energii młodych ludzi rozpoczynających swoją przygodę z nauką, autorytety naukowe, startupy, doświadczone przedsiębiorstwa, organizacje pozarządowe, media, polskie szkoły i najlepsze uczelnie, duże miasta i małe miejscowości.

E(x)plory wzbudza naukową ciekawość świata u dzieci, młodzieży, dorosłych i szuka nowych talentów, których pasja w przyszłości może zmienić świat. Mecenasem E(x)plory jest Grupa LOTOS. Więcej informacji na temat Konkursu Naukowego E(x)plory można znaleźć na stronie: www.explory.pl/konkurs-naukowy-explory oraz w filmie: https://youtu.be/pByC16FIzyk.

Pytania prosimy kierować do koordynatora konkursu na adres konkurs@explory.pl.

KONTAKT DLA MEDIÓW: Joanna Gogolińska Tel. +48 608 334 695; E-mail: j.gogolinska@fzt.org.pl www.explory.pl

 

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej

sczachor

12132414_10206854534355269_2924545404383907728_o

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej przesyłam wszystkim edukatorom, nauczycielom i nauczniom życzenia wytrwałości w realizacji misji i nie uleganie procesom ilościowej korporatyzacji. By nam się chciało chcieć kształcić i wychowywać... cudzie dzieci.

"Jeśli chcemy być bardziej produktywni, innowacyjni i konkurencyjni w skali międzynarodowej, zarówno jako kraj, jak i społeczeństwo, musimy mieć więcej kapitału moralnego (zachowań etycznych), kapitału społecznego (lojalności, zaufania, współpracy) i kapitału kreatywności (zdolności do kwestionowania tego, co jest i wymyślania nowego) – uważa Jan Szomburg, organizator Kongresu Obywatelskiego." (czytaj całość).

 

 

Szkolne lektury z butelkami w tle – przywracanie wartości

sczachor

czytanie_przasnysz_1Malując butelki, czasem wyszperane ze śmietnika, leżące w lesie czy jeziorze, przywracam im wartość (subiektywną). Jeszcze raz spoglądamy na ten sam przedmiot, ale już z innej perspektywy. Dostrzegamy nie bezwartościowy śmieć, szpecący polską przyrodę, lecz surowiec do dalszej pracy. A potem ozdobę lub sztukę użytkową: niecodzienne opakowanie do nalewek, soku, wazon na kwiaty, pojemnik na zioła itd.

Pamiętacie lektury szkolne? Czasem wspominamy je sympatycznie, czasem jako nudną katorgę (więc zamiast czytać lepiej skorzystać ze streszczeń i opracowań). Mają dać nam wspólną płaszczyznę kulturową. Ale pamiętamy tylko to, co nasze dziecięce, uczniowskie oczy zdołały dostrzec. Niejednokrotnie nie były to nasze odkrycia tylko powielane, nieciekawe, przebrzmiałe fascynacje dawnych pokoleń. I Ameryka odkrywana po raz setny. Nuda….

Do lektur szkolnych wróciłem kilka lat temu. A to za sprawą e-booka, zaopatrzonego we wszystkie szkolne lektury, który dostałem wraz z nagrodą za popularyzację nauki. Urządzenie okazało się wygodne w podróży i w łóżku (przedsenne czytanie). Małe i lekkie. W przeciwieństwie do domowego regału zmieści się w e-booku znacznie więcej książek. Nie ma problemu z miejscem na rozrastającą się domową bibliotekę.

I zacząłem czytać te same książki co kiedyś. Te same lektury, ta sama czytająca osoba… ale zupełnie inne treści (refleksje, spostrzeżenia) do mnie docierały! Dostrzegałem inne szczegóły, inne akcenty. Jakbym czytał inną książkę. Czytałem przez pryzmat zupełnie innych doświadczeń życiowych i aktualnych problemów, właściwych dla wieku mocno dojrzałego. O wartości dzieła nie przesądza ono samo lecz także doświadczenie i wiedza czytającego. Poznanie ma charakter systemowy. Podobnie w nauce: nie ma gołych, obiektywnych faktów. Postrzegamy je przez pryzmat paradygmatu i większej całości jaka jest już w naszej głowie. Do obserwacji wiec potrzebne są nie tylko przyrządy badawcza ale i teoria (paradygmat), wiedza już posiadana. Obserwacje modyfikują tę naszą wiedzę, czasem mocno przeorganizowując wewnętrzny system wiedzy. Zmieniają system… ale nie pojawiają się na bezludnej pustyni...

Warto więc sięgną po rzeczy „wyrzucone”, zapomniane, odłożone w kąt na półkę. Przeczytać ponownie i dostrzec dawniej niewidoczne treści, konteksty, które posłużą do innych interpretacji. A wspólne czytanie to także budowanie więzi. Odkrywanie ich na nowo. Przecież wspólne, narodowe czytanie organizuje się nie dlatego, że część jest analfabetami. Są bowiem rzeczy, które znacznie przyjemniej robić wspólnie. Odkrywać nowe wartości w zapomnianych lekturach jak i nowe wartości w małej wspólnocie.

Za sprawą biblioteki w Przasnyszu moje malowane butelki towarzyszyć będą tegorocznemu, narodowemu czytaniu. Bibliotekarze w Przasnyszu wybrali z Lalki Bolesława Prusa rozdział „Jak wygląda firma J.Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek?”. I wpadli na pomysł, że jako jednym z elementów wystroju wnętrza będą właśnie moje malowane butelki. Po butelki przyjechali ponad 100 km.

Narodowe czytanie przez szkło butelki. Niecodzienne asocjacje, także w kontekście malowania kamieni w czasie Festiwalu Filozofii i w Olsztynie. Tworzenie więzi przez sztukę oraz przez wspólne czytanie w miejscu publicznym. Biblioteki się zmieniają, to już nie są tylko magazyny z książkami do wypożyczenia, to coraz bardziej kulturotwórcze miejsca spotkań i życia społecznego. Odkrywanie kulturotwórczej roli tych miejsc dzieje się na naszych oczach. Spotkania w realu tu i teraz, ale i spotkania przez przestrzeń i czas, za pośrednictwem książek. A teraz i Internetu. Zupełnie nowe więzi i relacje w cyfrowym społeczeństwie epoki trzeciej rewolucji technologicznej.

I na koniec mała dygresja. Lektury często wydają się nudne (gdy czytamy w szkole). Bo ile razy można czytać kryminał, gdy znamy zakończenie? Nic nie ma już do odkrycia? Ale możemy poszukać dodatkowych niuansów i coś jeszcze odkryć? Ale nie po 10. czy 100 razach czytania! Tak jak z „odkrywaniem” fotosyntezy czy Ameryki. Dawne pokolenia przeanalizowały lektury w tę i z powrotem. Nuda. Można od razu sięgnąć do streszczeń i opracowań? To nauczyciel musi być twórczy, przecież to uczniowie odkrywają po raz pierwszy dla siebie. Kluczem jest ciekawość nauczyciela (zaraźliwa, przekazywana za pomocą prawdziwych emocji), zarówno przy analizowaniu (odkrywczym) lektury jak i fotosyntezy. To jego kondycja, ciekawość i zaangażowanie są kluczowe dla szkoły. To nauczyciel musi twórczo umieszczać w nowym kontekście czasów i problemów atrakcyjnych dla współczesnej młodzieży. Warto więc inwestować w nauczycieli, by byli wypoczęci i mieli dobre wsparcie. I tego im życzę w nowym roku szkolnym.

A że kształcenie ustawiczne i pozaszkolne jest znakiem czasu, to narodowe czytanie lektur jest nie tylko edukacyjne dla nas samych, ale i może być mądrym wsparciem szkoły. Twórzmy sytuacje edukacyjne i środowisko edukacyjne. Nie pozostawiajmy szkoły i nauczycieli samych w trudnym dziele edukacji i tworzenia wspólnych, ogólnonarodowych podstaw kulturowych. Byśmy mieli o czym ze sobą rozmawiać. I byśmy chcieli.

Fot. Miejska Biblioteka Publiczna w Przasnyszu

czytanie_przasnysz_2

Jak nawiązać współpracę o której wszyscy marzą, czyli edukacja spotyka naukę i biznes

sczachor

c52fca1dca23edb479c1bf5af0ff4220Technologie cyfrowe nie mają zastąpić bezpośrednich spotkań i dyskusji, mają tylko wspomagać. Są uzupełniającą formą a nie celem samym w sobie. W czasie konferencji Pokazać–Przekazać, odbywającej się w Centrum Nauki Kopernik w dniach 21-22 sierpnia 2015, będę moderował Panel dyskusyjny (nr 5.) pt. Jak nawiązać współpracę o której wszyscy marzą, czyli edukacja spotyka naukę i biznes. Będzie dużo osób, nie wszyscy być może będą mieli okazję uczestniczyć w dyskusji (bo paneli dyskusyjnych jest kilka, a rozdwoić się nie można). Nie wszyscy zainteresowani mogą przyjechać w tym czasie do Warszawy. Ponadto nie zawsze wystarczająco szybko poukładamy swoje myśli by publicznie zabrać głos. A czasem pomysł i refleksja przychodzi dopiero po kilku godzinach. Wymienione trudności można przynajmniej częściowo zmniejszyć, wykorzystując nowe technologie. Dlatego powstała grupa dyskusyjna na Facebooku. (Adres grupy na Facebooku: https://www.facebook.com/groups/867891563294414 )

W celu ułatwienia kontynuacji i rozszerzenia dyskusji w Panelu 5. (zwłaszcza dla tych, których tam nie było a zapewne mają coś ciekawego do powiedzenia), założyliśmy grupę na Facebooku. Będziemy tam zamieszczać materiały, przydatne linki i wnioski z dyskusji panelowej. Zapraszamy do udziału w dyskusji także i po zakończeniu konferencji. Temat jest ważny i szeroki. Dlatego warto go kontynuować także i po konferencji. Komentarze zamieszczać można także pod niniejszym wpisem na blogu (to dla niefacebookowych).

Bez wątpienia jesteśmy w okresie dużej transformacji systemu edukacji w skali globalnej (to nie tylko nasz, polski problem). Dawny model szkoły przestał być wydolny przede wszystkim dlatego, że zmieniło się społeczeństwo, gospodarka i otoczenie szkoły. Na nowo uczymy się współpracy i na nowo układamy relacje edukacji formalnej i nieformalnej (w połączeniu z kształceniem ustawicznym). Jak mają współpracować szkoły z uczelniami wyższymi oraz z biznesem? Celem dyskusji jest rozpoznanie problemu i refleksja nad stanem obecnym a także projektowanie pożądanej przyszłości.

Na bazie własnych doświadczeń zastanawiamy się jak budować partnerstwa szkół i uczelni oraz jak określać wzajemne potrzeby i korzyści? Odnosząc się do kolejnych etapów kształcenia oraz przyszłego życia społecznego i zawodowego skupimy się na kompetencjach i talentach przydatnych w dorosłym życiu, które powinna rozwijać współczesna szkoła. Porozmawiamy również o tym, jak przygotowywać uczniów do przyszłej pracy w zespołach, tworzących innowacyjne rozwiązania w nauce lub biznesie. Jaką rolę w każdej z wymienionych instytucji odgrywa współpraca i w czym wzajemnie mogą sobie pomagać?

Dyskusję toczymy w nawiązaniu do ogólnych ram konferencji (komplementarna część większej całości). W tym roku (2015, w czasie czwartej konferencji Pokazać-Przekazać) głównym tematem jest środowisko uczenia i zmiana kultury uczenia. Organizatorzy chcą powrócić do dyskusji nad postrzeganiem procesu uczenia jako naturalnej potrzeby ludzkiej i społecznej. Współcześni uczniowie (a szerzej każda osoba) poznają świat nie tylko w specjalnie powołanym do tego miejscu, czyli szkole. Proces ten zachodzi w codziennym życiu, niezależnie od miejsca i czasu. Uczenie to coś więcej niż nauczyciel i metoda.

Coraz bardziej dostrzegamy wagę środowiska edukacyjnego. Uczestnikom konferencji organizatorzy zaproponują dyskusję na temat korzyści płynących z uczenia w miejscach wpisujących się w szerokie i różnorodne spektrum środowisk edukacyjnych. Zapraszają do rozmowy o tym, jak świadomie budować partnerstwa instytucji prowadzących edukację formalną i nieformalną. Zależy nam na podkreśleniu roli i znaczenia współpracy, ale również na rozmowie o zmianie kultury uczenia w zakresie prawa do wolności i do wyboru modelu współpracy. Organizatorzy chcą, aby podczas konferencji wybrzmiało jak ważne jest budowanie kapitału społecznego, tworzenie partnerstw, relacje ze środowiskiem lokalnym.

Współczesna innowacyjna gospodarka potrzebuje nie rolników czy fabrycznych robotników a osoby kreatywne, poszukujące, umiejące współpracować. Jak uczelnie wyższe mają wspierać nauczycieli w ich doskonaleniu zawodowym i/lub w procesie kształcenia? Jak zorganizować uzupełnianie wiedzy (aktualizowanie do nowych potrzeb i środowiska edukacyjnego). Czy potrzebne są nowe formy (nie tylko studia i studia podyplomowe) a jeśli tak to jakie? Jak współpracować z biznesem w zakresie edukacji pozaformalnej i nieformalnej, zarówno szkoły jak i uczelnie wyższe? Pytanie o edukację to pytanie szersze niż tradycyjna szkoła: kto, jak, kiedy ma nauczać. Na ile edukacja, także ta formalna, ma pozostać monopolem państwa a w jakim zakresie uczestniczyć ma biznes? Jak zorganizować rzeczywistą współpracę miedzy różnymi placówkami edukacyjnymi, uczelniami i biznesem?

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci