Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : wazki

O długoskrzydlaku sierposzu i nauce z wolontariatem

sczachor

dlugoskrzydla1W czasach kiedy naukowcy zajmują się zdobywanie punktów to naukowcy-wolontariusze zajmują się żmudnym zbieraniem danych podstawowych. Prace faunistyczne nie przynoszą „punktów”, dlatego w coraz większym stopniu publikowaniem takich materiałów zajmują się specjaliści z różnego typu towarzystw naukowych. Dla nich nauka jest hobby a nie źródłem utrzymania. Najlepiej jednak wtedy, gdy wolontariusze współpracują z ośrodkami akademickimi. Wiele danych, zebranych przez setki obserwatorów, poddawanych jest analizie statystycznej i profesjonalnej analizie. Z takich big data wychodzą bardzo ciekawe analizy, np. dotyczące zmiany zasięgów występowania gatunków. Część z nich to efekt zmian klimatu. Inne to ekspansja gatunków inwazyjnych.

Najszybciej wolontariusze uaktywnili się w ornitologii. Ptaki są wdzięcznym obiektem do obserwacji i stosunkowo łatwe do oznaczenia (rozpoznania). Wśród owadów najłatwiej oznaczać motyle dzienne i ważki, dlatego o tych grupach wiemy stosunkowo najwięcej. Oprócz łatwości przyżyciowego oznaczania potrzebna jest mądra współpraca. Naukowcy muszą przygotować wygodne i łatwo dostępne klucze do oznaczania oraz chcieć wykorzystać Internet z portalami społecznościowymi. Systematycznie się to rozwija. Ja sam myślę o przygotowaniu klucza do oznaczeń chruścików, na podstawie skrzydeł. Coraz więcej osób robi zdjęcia (ułatwia weryfikację). Jednak żeby wykorzystać takie dane potrzebny jest dobry klucz, bazujący na rysunku złożonych spoczynkowo skrzydeł. Pracy będzie bardzo dużo… a punktów wcale. Niemniej nauka nie może się rozwijać tylko ”dla punktów”. To tak jak w szkole uczenie się dla ocen….

Nie myślałem, że zamieszczane przeze mnie ciekawostki o wybranych gatunkach owadów, roślin, grzybów i glonów (Hildebrandtia rivularis) mogą być przydatne do takich analiz. Ale nie tylko w ten sposób utrwala się obserwacje (z datą i miejscem). Pod postami pojawiają się obserwacje innych osób (trafiają szukając informacji lub ze specjalistycznych forów. W ten niezamierzony sposób dokumentowane są dane o rozmieszczeniu charakterystycznych gatunków.

Pisałem kiedyś o długoskrzydaku  (zobacz także komunikat). Te moje dane zostały wykorzystane przez kolegów entomologów w publikacji. Zebrali setki różnych obserwacji, także od wolontariuszy-naukowców. I tak powstała bardzo ciekawa praca, z mapką… Podobnie wpis o modliszce na moim blogu przyczynia się do zbierania obserwacji o tym gatunku.

Formy komunikacji zmieniają się, także w nauce czyli między naukowcami. Może kiedyś również będą się liczyły do „algorytmu”. A naukę uprawiać mogą nie tylko naukowcy zawodowi (utrzymujący się z pracy naukowej) lecz także „amatorzy”, czyli hobbyści. Nie znaczy że mają mniejszą wiedzę. Nauka dla niech nie jest źródłem utrzymania i zarobkowania. Zatem nie mają „parcia na punkty”. Jest miejsce na działalność wielu regionalnych i branżowych towarzystw naukowych.

Ilustracje to fragment z publikacji, która ukazała się w Przeglądzie Przyrodniczym o dłogoskrzydlaku sierposzu.

dlugoskrzydlak_2

Research Gate - naukowcy też mają swojego Facebooka

sczachor

ja_z_kalkmanem_3Research Gate - taki Facebook naukowców, działa już długo, ale ja rzadko tam zaglądam. Po prostu brakuje czasu i odpowiednich umiejętności. Nie starcza mojej umiejętności przestawienia stylu pracy, z tradycyjnej i papierowej na w pełni cyfrową. Mam jeszcze mocno analogowe przyzwyczajenia. Być może młodym będzie łatwiej. 

W każdym razie RG o mnie pamięta. Dzisiaj dostałem powiadomienie na skrzynkę mailową, że pojawiło się nowe podziękowanie w jakieś publikacji. No to z ciekawości zajrzałem jaka to publikacja i o co chodzi. Rzecz dotyczyła ważek (Odonata) Rumunii. Tak przypomniałem sobie letnią wyprawę do Rumunii przez Ukrainę. Było to 10 lat temu.

Rumunia w tym czasie należała do słabo zinwentaryzowanych ważkowo krajów europejskich. Aby tę białą plamę nieco wypełnić zorganizowane zostały europejskie warsztaty ważkowe własnie w Rumunii. Przyjechało kilkudziesięciu zawodowych i amatorskich badaczy z całej Europy. Dobry przykład dla ilustracji, że nauka ma charakter zespołowy i kumulatywny.

Nasz mały, polski zespół jechał samochodem przez Odessę. Zabraliśmy na Ukrainie koleżankę odonatolożkę (Elena wcześniej była u mnie na stażu). Miałem okazję poznać to urokliwe, piękne i wielokulturowe miasto. Potem wielokrotnie chciałem się wybrać na Ukrainę, do Odessy. Ale sytuacja międzynarodowa stała się mało sprzyjająca. Pozostaną wspomnienia i plany na przyszłość.

 17240488_10211017891396593_9038842751533538442_o

Zobaczyliśmy także kawałek Mołdawii i duży fragment Rumunii. Szukaliśmy oczywiście ważek (Odonata), w tym Cordulegaster heros. Ja oczywiście dodatkowo poszukiwałem chruścików. Podziwiałem krajobrazy dla mnie egzotyczne. Przepiękna wyprawa przyrodnicza i kulturowa. Na pewno podróże przyrodniczo kształcą. Można zobaczyć zupełnie inne ekosystemy i sytuacje przyrodcznicze.

Dawno o tej wyprawie zapomniałem. A teraz ukazała się publikacja i podziękowania odonatologiczne. Sięgnąłem po analogowy album ze zdjęciami Bogusława Daraża. Co prawda miałem aparat cyfrowy ale karta pamięci była mała i niewiele zdjęć zrobiłem. To były inne czasy. 10 lat to niby w życiu człowieka niewiele, ale w technologii to cała epoka.

Kiedyś podziękowanie (dokumentujące wkład pracy) czy cytowanie własnej pracy znaleźć można było przypadkiem, przeglądając czasopisma lub książki w bibliotece. Teraz, gdy wiele zasobów jest w formie cyfrowej, sam komputer wyszuka w odpowiedniej bazie danych. Niby jest łatwiej. Ale tego nowego świata trzeba się nauczyć. 

No więc uczę się, razem ze studentami. Takie to nauczeństwo epoki trzeciej rewolucji technologicznej... A co się jednego nauczę jako tako, to zaraz pojawia się jakaś nowinka. I trzeba uczyć się ponownie.... Umiejętność szybkiego uczenia się pozostaje kluczowa kompetencja w XXI wieku.

 rumuniaWP_20170313_17_29_18_Pro

 

Komiks edukacyjny z Cecylią i chruścikiem

sczachor

chruscikcalyEdukacja przyrodnicza  z wykorzystaniem komiksów i bajek bywa różna. Najczęściej w warstwie merytorycznej (naukowej) z licznymi uproszczeniami i błędami, Czasem z informacji mocno przestarzałymi czy infantylnymi. Wszystko dlatego, że przyrodnicy nie potrafią rysować a artyści mają braki w wiedzy przyrodniczej. Potrzebna albo dobra współpraca albo wszechstronne wykształcenie.

Pod koniec 2016 roku ukazał się bardzo dobry komiks edukacyjny o życiu ważek. Bohaterem jest ważka Ophiogomphus cecylia. W komiksie występuje pod imieniem Cecylia. Dobrze oddaje nazwę łacińską a jednocześnie jest przyjazna dla przeciętnego oglądacza komiksów. Dużo szczegółów z biologii ważek i życia bezkręgowców, z odrobiną dowcipu. ładne artystycznie rysunku a jednocześnie poprawne merytorycznie. Z dużą przyjemnością przejrzałem i polecam. Mam nadzieję że tego typu opracowań, przybliżających życie bezkręgowców będzie więcej.

Komiks wydało Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu w ramach projektu unijnego "Inwentaryzacje przyrodnicze kluczem do edukacji ekologicznej i ochrony bioróżnorodności w województwie opolskim". Autorami scenariusza są: Michał Wolny i Piotra Zabłocki, rysunki wykonał Sławomir Kiełbus.

We wspomnianym komiksie znalazłem także  chruścika. Wygląda na larwę z rodziny Limnephilidae, ewentualnie może to być Odontocerum albicorne. Aktor trzeciego planu. Ale może ktoś kiedyś napisze bajkę o chruściku albo narysuje komiks edukacyjny. ładny i poprawny merytorycznie. Wiedza przyrodnicza przydaje się każdemu. Nie tylko do celów wydawniczych i kulturowych, ale także i dla jakości naszego życia... na co dzień. Co możemy zobaczyć za oknami, ze smogiem w mieście, zdewastowaną zielenią miejską i śmieciami w lesie...

img023

chruscik1

 

Żagnica zimowa na płocie

sczachor

15626418_961830757285281_4847435345519573044_o

Czy ważkę można spotkać w zimie? To zależy jaką. Imagines (czyli postacie dorosłe, ze skrzydłami) nie są aktywne w zimie. Dla organizmów zmiennocieplnych poruszanie się w niskiej temperaturze jest bardzo problematyczne. Więc fruwających ważek zimą nie zobaczymy w Polsce. Ale aktywne larwy w wodzie - jeśliby się komuś chciało poszukać - zawsze się znajdzie, i w rzekach i w jeziorach. Są aktywne tak jak wiele hydrobiontów. Zimą w wodzie życie kwitnie.

Kolega odonatolog, Grzegorz Tończyk, zamieścił na Facebooku powyższe zdjęcie, wraz z podpisem „Żagnica zimowa - obrazek z płotu kompostowni przy Grupowej Oczyszczalni Ścieków w Łodzi - nie ma odpoczywania - ważka może być wszędzie.” Tak więc zimową ważkę można spotkać, tyle że na płocie.

Malowanie na płocie kojarzy się zazwyczaj z brzydkimi wyrazami lub paskudnymi bazgrołami. Ale może być inaczej, nie tylko pięknie ale i edukacyjnie. Ponieważ miałem trudności z szybkim zidentyfikowaniem, kolega mi pomógł. Na płocie namalowany jest samiec ważki żagnicy sinej (zwanej także żagnicą większą) - Aeshna cyanea. Jest oczywiście żagnica jesienna (zwana także żagnicą mniejszą) - Aeshna mixta. Ale zimowej jako takiej nie ma.

Wróćmy do ważki uwidocznionej na łódzkim płocie. Żagnica sina osiąga długość 7-8 cm. Żagnice są dużymi ważkami. Dymorfizm płciowy widoczny jest w ubarwieniu, dlatego można powiedzieć, ża namalowany jest samiec. Dorosłe owady pojawiają się od połowy czerwca, ale nad zbiornikami wodnymi widuje się je dopiero w sierpniu i we wrześniu. W korzystnych warunkach pogodowych można je spotkać nawet w październiku i listopadzie. Ale w grudniu (i to pod koniec) to jeszcze chyba nikt nie widział. Chyba, że na płocie… namalowaną.

Aeshna cyanea zasiedla małe zbiorniki wodne: oczka śródleśne, zbiorniki powyrobiskowe na żwirowniach. Pojawia się także nad większymi zbiornikami: stawy rybne, bagienne jeziorka, jeziora. Jest jedną z pospolitszych wazek Polski.

W czasie Nocy Biologów w Olsztynie, w dniu 13 stycznia 2017 r. będzie możliwość namalowania lokalnej bioróżnorodności, na przykład ważki. Tyle że na starych dachówkach lub polnych kamieniach. Zapraszam.

Szablak krwisty na przystanku czyli czekanie na okazję

sczachor

14055022_158671641203594_53531032610080554_nPrzystanek kojarzy się z czekaniem (oczekiwaniem). Ale co do tego ma ważka szablak krwisty (Sympetrum sanguineum)? Już wyjaśniam. Będzie także o edukacji pozaformalnej w nietypowej formie i o planach na przyszłość.

W dobie powszechnych samochodów osobowych czekanie najczęściej kojarzymy ze staniem w korku lub na światłach (sygnalizacja świetlna). Ale dawniej powszechniejsze było wystawanie na przystanku, czekanie na okazję by ktoś podwiózł, gdy autobusu długo nie było. A generalnie z czekaniem na autobus. Bo a nuż przyjedzie trochę szybciej (więc trzeba być wcześniej). A zazwyczaj autobus się spóźnia, zwłaszcza przy złej pogodzie. Lub z powodu korków. Tak jak w sezonie turystycznym w okolicach Zakopanego. Nie dość że autobusy jeżdżą poza planem (różnie spóźnione, czasem bardzo dużo) to niekiedy jadą inną trasą, by ominąć korki. A przy okazji niektóre przystanki...

Jednym słowem przychodzisz na przystanek i czekasz. Sam lub w towarzystwie. Czekanie kojarzy się z nudą. Wiejski przystanek to miejsce publiczne, gdzie młodzież dawniej przesiadywała, wypisywała różne frazy na ścianie, i brzydkie i miłosne. Edukacja dość wątpliwa, czasem tanie wino i papierosy. Edukacja na przystanku kojarzy się z czymś złym, niepożądanym. I te nasze wiejskie przystanki (miejskie też) wyglądają zazwyczaj marnie: brzydkie, pogryzdane, zdewastowane.

Za sprawą artystów świat może być jednak inny. Anna Wojszej od jakiegoś czasu maluje przystanki. I nie jest to zwykłe malowanie lecz z podtekstem edukacyjnym. Utrwala lokalną bioróżnorodność. Przykładem jest szablak krwisty, który znalazł się na jej przystankowym dziele (pośród innych roślin i owadów).

Szablak krwisty (Sympetrum sanguineum) jest jednym z pospolitszych gatunków szablaków, żyjących w Polsce. Samce mają pięknie ubarwiony odwłok. Podobne czerwone zabarwienie ma także kilka innych gatunków. Ale można je od siebie odróżnić. Samica szablaka krwistego jest żółto-brązowa lub czerwonawa, a po bokach ma niebieskawy nalot.

Szablaka krwistego w stadium imago (czyli owada dorosłego) najczęściej spotkać można od czerwca do października nad różnego typu niewielkimi zbiornikami i stawami rybnymi (zwłaszcza tymi okresowo osuszanymi). Omawiane ważki jaja składają najczęściej poza wodą (a przecież jak wiadomo larwy ważek żyją w wodzie!), gdzieś na brzegu zbiornika, wśród traw i mchów. Jaja mają wielkość około 1 milimetra, uważne oko więc może je wypatrzeć. Trzeba tylko wiedzieć czego i gdzie szukać. No i kiedy. Na początku sablakowe jaja są białe a potem ciemnieją i stają się ciemnobrązowe. Zimują szablaki w stadium jaja. Dopiero wiosną kolejnego roku, gdy zbiornik wypełnia się wodą, jaja zalewane są wodą i wylęgają się z nich larwy. Larwy więc tak jak na ważki przystało żyją i rozwijają się w środowisku wodnym.

Jasne jest już więc powiązanie szablaka krwistego z przystankiem i czekaniem. To jaja tych ważek oczekują na zalanie wodą a za sprawą artystki z Wipsowa szablak krwisty znalazł się na przystanku w Wójtowie. A skoro już są przyrodniczo ozdobione przystanki, które cieszą oko przejeżdżających i oczekujących, to wpadłem na pomysł by wykorzystać je edukacyjnie. Taka edukacja przyrodnicza na przystanku. Nie jakieś tak odkrycia małolatów typu „ch... i p... w nocy gwizda” ale edukacja przyrodnicza, przybliżająca lokalną przyrodę. Kiedyś byliśmy blisko niej, teraz znacznie częściej poznajemy świat z telewizji i internetu. A że prawie każdy ma już smartfon z internetem, to zamierzam dołączyć do już istniejących ilustracji przystankowych krótkie opowieści o tym, co na przystanku. By sobie poczytać. Na przykład o czekaniu w czasie czekania.

13938039_158671724536919_8465559600083746074_o

Na letniej konferencji w Warszawie (Inspiracje 2016 - zobacz wystąpienie)  podawałem przykład przystanków, wymalowanych przez Annę Wojszel, jako możliwość nietypowej edukacji pozaformalnej. Właśnie się dowiedziałem, że pomysł ten naśladować będą w Wielkopolsce. Jak powstaną, to pokażę.

Wszystko zaczęło się mniej więcej dwa lata temu na plenerze w Tumianach, gdzie miałem okazję spotkać się z Anną Wojszel i w czasie pracy rozmawiać o różnorodności biologicznej wokół nas. Powstały nie tylko warmińskie malowane kamienie. Ale narodził się pomysł gadających dachówek… a teraz dojrzał i wykrystalizował się pomysł z edukacyjnymi przystankami. Dużo pracy przede mną by te przystanki edukacyjnie przemówiły donośnym głosem, słyszalnym daleko. Jak już skończę, to pokaże rezultaty.

Tymczasem jeszcze jedno wyjaśnienie autorki, jakie niedawno pojawiło się na Facebooku "Tu powstanie warmińska łąka" - tak napisałam na ścianie, zaczynając prace nad nowym, malowanym przystanku autobusowym na drodze DK 16 - Wójtowo w czasie ulewy :-)... i powstała łąka z kwiatami, trawami, ważkami, motylami i warmińskim słońcem. Przystanki autobusowe - miejscem nieformalnej edukacji przyrodniczej i piękną wizytówką Warmii... Łąki, kwiaty, ważki... Myślę, że to właśnie stanie się naszą nowoczesną warmińską tożsamością...dziękuję Stanisławowi Czachorowski emu za inspirację”. To ja dziękuję, za tak owocną i przyjemną współpracę. Inspiracja idzie we dwie strony. Efekt synergii.

Warto zajrzeć na stronę „Artystycznie malowane przystanki"

Niniejszy wpis ilustrowany jest fotografiami Anny Wojszej.

 13620239_1240438509301338_5559714645170625874_n1

Niezwykłości przyrody regionu - rzeka Drwęca

sczachor

13442227_10208638667757489_894272419907717648_n

Wiele lat temu, jak działała jeszcze linia kolejowa Brodnica-Iława, uwielbiałem jeździć pociągiem tą trasą. Mogłem podziwiać z okiem dolinę rzeki Drwęcy. Piękną, meandrującą rzekę i mozaikowane zbocza. Cóż fascynującego w „krzywej” rzece? Chociażby to, że takich naturalnie płynących, „żywych” rzek zostało już niewiele. Nieustanne procesy podmywania brzegów i usypywania piasku w innym miejscu. Nadbrzeżne łąki i wiosenne zbiorniki okresowe z bogatą fauną. Po prostu unikalne siedlisko życia niezwykłych gatunków roślin i zwierząt. Przejeżdżałem pociągiem i cięgle pojawiała się pokusa, by przyjechać to z badaniami hydrobiologicznymi.

Przy okazji koncertów letnich Zespołu Kameralnego Pro Musica Antiqua miałem wreszcie okazję odwiedzić Kurzętnik. I ponownie podziwiać uroki przyrody. Zabrakło tylko czasu na eksploracje przyrodnicze.... Miejsce urocze  kulturowo i przyrodniczo - chce się tam wrócić na dłużej.

Tak jak Puszcza Białowieska jest kolebką ochrony żubra, tak obecnie Drwęca staje się kolebką reintrodukcji jesiotra bałtyckiego (zobacz też, co się stało z ostatnimi jesiotrami). Ryba ta kiedyś pospolicie występowała w naszych wodach, np. w Wiśle. W XIX wieku większość kawioru, konsumowanego w Moskwie, pochodziła właśnie z wiślańskich jesiotrów. Jesiotr u nas wyginął. A teraz naukowcy zarybiają Drwęcę w nadziei, ze wytrwałym wysiłkiem uda się ten gatunek przywrócić naturze. Dlaczego wybrana została Drwęca? Bo zapora we Włocławku uniemożliwia migrację ryb w górę rzeki.

Wspominałem wiosenne rozlewiska na nadrzecznych łąkach. Prawdopodobnie spotkać można tam przekopnicę wiosenną. Czyli znanego z rymowanek dziecięcych raka nieboraka. Nieborak - nie dlatego, że jest nieporadny, ale że pojawia się nagle tam, gdzie go nie było. Niczym spada z nieba. Nieborak to rak z nieba spadający. Fauna wiosenna szybko się rozwija, stąd wrażenie nagłego pojawu. Jest tam wiele gatunków chruścików. Dlatego chciałbym kiedyś sprawdzić, co żyje w rzece Drwęcy. Być może udałoby się przy okazji spotkać hildebrandię - słodkowodnego, epifitycznego krasnorosta, który zabarwia kamienie „na rudo”. W woj. warmińsko-mazurskim wykazanych jest niewiele stanowisk. Ale jest częstszy niż podają dane literaturowe. Po prostu brak jest adekwatnych badań naukowych.

Kolejną domniemaną niezwykłością rzeki Drwęcy jest ważka trzepla zielona (Ophiogomphus cecilia), gatunek monitoringowy (czytaj więcej). A także małż skójka gruboskorupowa (Unio crassus) (czytaj więcej).

Zbliża się noc świętojańska. Warto więć wspomnieć jeszcze o jednym gatunku - nasięźrzale, owym poszukiwanym kwiecie paproci. Być może rośnie na wilgotnych, naddrwęcańskich łąkach. Roślina chroniona, więc zrywać nie wolno. Ale popatrzeć jak najbardziej. I wspominać dawne kultury, wierzenia i sposoby patrzenia na przyrodę.

Przyroda doliny Drwęcy wymaga odkrycia. Polecam kameralny kontakt z tymi niezwykłościami. By zasiąść i w dźwiękach przyrody, zapachach i obrazach, słuchać muzyki. Tych przyrodniczych dźwięków przyrody jak i przypominać sobie muzykę kameralną, wybrzmiałą w zabytkach Warmii i Mazur, np. w zabytkowym kościele w Kurzętniku, u podnóża ruin zamku. Posłuchać kameralnej muzyki Pro Musica Antiqua i przypominać sobie te chwile w pięknych okolicznościach przyrody jeszcze do końca nie odkrytej.

13466248_10208638663237376_7288311140342461639_n

Nie będę prowadził żadnego pokazu stawiania pijawek !

sczachor

stawianiepijawekNajpierw będzie wyjaśnienie, potem refleksja i komentarz. 

Dzisiejsza Gazeta Olsztyńska trochę namieszała. Wbrew temu co opublikowali w gazecie  ani ja ani pan Lewandowski nie będziemy pokazywali stawiania pijawek! Będziemy pokazywali co żyje w wodzie, może i jakaś pijawka się trafi ale na pewno nie lekarska. Pijawki będą, ale pokaz poprowadzi pan M. Zjawiński. Czyli niby się zgadza, ale nie całkiem.

Trochę irytujące mogą być te niedokładności. Przeciętny zjadacz chleba być może nie dostrzeże problemu, jednak dla specjalisty różnica jest znacząca. Do tej pory nigdy nie stawiałem pijawek, nie mówiłem o tym ani raczej nie będę. Nie znam się po prostu na tym. 

Specjalnie na blogu pisałem dokładnie co będzie i kto jakie zajęcia poprowadzi. A tu masz. Pijawki, chruściki, ważki - dla niektórych to wszystko to samo (pokazywanie bezkręgowców, stawienie pijawek). Nie jest to samo. I dlatego zapraszam na Noc Świętojańską do Parku Centralnego w piątek 24. czerwca, by naocznie i namacalnie zobaczyć. 

Ale refleksja jest nieco inna. Czym innym jest to, co powiedzieliśmy lub chcieliśmy przekazać, a czym innym jest to, co rzeczywiście dotarło do odbiorcy. Tu mam znakomity przykład informacji zwrotnej. Mam szansę przekonać się co i jak zostało zrozumiane, bo jest odpowiedź pisemna, ułożona własnymi słowami pani redaktor. Nie jest to wyrecytowanie na pamięć wyuczonej regułki ale wypowiedź własna, a więc daje pogląd na zrozumienie. Piszę więc o realnej ewaluacji. Ale żeby ona była musi być informacja zwrotna. 

Czy się denerwować, że zostałem zrozumiany nie tak jakbym sobie życzył? Nie. Trzeba jeszcze raz opowiedzieć, inaczej i dokładniej. Edukacja przyrodnicza i popularyzacja wiedzy (inaczej można nazwać to edukacja pozaformalną) jest potrzebna. I to bardzo. Trzeba zakasać intelektualne rękawy i.... do pracy.

Edukacja na przystanku...

sczachor

10590682_860555427289650_1581731989781734427_nPrzystanek autobusowy w czasach mojej młodości był miejscem spotkań młodzieży. Na wsi. Przecież nie było innej przestrzeni publicznej. Dorośli pili pod sklepem, a młodzi spotykali się na przystanku. Najczęściej brudnym, zdewastowanym, zaśmieconym i ozdobionym napisami. Najczęściej wulgarnymi. Przyzwoitej młodzieży nie wypadało wystawać na przystanku (jeśli akurat nie czekali na autobus). No bo czego można było się nauczyć w takim miejscu? Podwórkowej łaciny, inicjacji seksualnej lub alkoholowej? Ale przecież nie było innych miejsc na spotkania...  Czemu więc dewastowane były te miejsca?

Ale przystanki mogą być inne, czego przykładem jest ten na zdjęciu, z Wójtowa, odmalowany przez Annę Wojszel z Wipsowa (w Wipsowie też jest cudny przystanek, przyrodniczo-lokalny, w ciepłych kolorach). Aż chce się wysiąść z autobusu w takiej miejscowości. Albo specjalnie przyjechać. Stojąc i czekając na autobus.... można się nieformalnie edukować. I nie w sensie odczytywania wulgarnych inskrypcji o tym, który klub sportowy to "pany"  lub o wulgarnych wyznawaniach miłości lub relacjach towarzyszko-lokalnych (co kto o kim niepochlebnie myśli).

Za sprawą artystów przystanki mogą stać się miejscem nieformalnej edukacji przyrodniczej i lokalnej (zobacz więcej zdjęć). Bo widać warmińską łąkę z rumiankami i makami, z owadami, motylami, biedronkami a nawet ważkami. Widać łątkę i widać żagnicę. Nieśmiało myślę, że być może te owady to jakiś skromny efekt dyskusji w czasie pleneru w Tumianach (zobacz więcej zdjęć). Opowiadanie artystom o owadach, o lokalnej bioróżnorodności, sprawia, że dostrzegają ją.... i po przetworzeniu pojawia się ona w nowym pięknie. A przez to dociera do zupełnie nowych odbiorców. Oddziałuje, niczym naskalne malowidła naszych przodków.

Interdyscyplinarna współpraca w edukacji przyrodniczej, nieformalne i pozaformalnej edukacji. Warto więc szukać nowym możliwości i przestrzeni. I mam cicha nadzieję ze takich pięknych przystanków przybędzie na Warmii... i innych małych, prowincjonalnych krainach. Nie tylko wielkie centra naukowe (jak CN Kopernik w Warszawie) ale i małe, lokalne miejsca to pokazywania innej, piękniejszej strony świata, prawdziwej przyrodniczo).

Takie przystanki to może także wyraz aktywnej dyskusji o lokalnym dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym, swoiste poszukiwanie współczesnej tożsamości, w tym przypadku warmińskiej. Tak więc, dalej na wiejskich przystankach toczy się dyskusja, ale w jakże innej formie!

Ważka ruda i żagnica wielka, czyli prawdziwe cuda, które zobaczyć można w przydomowym ogrodzie

sczachor

Nie trzeba daleko jechać, ani przedzierać się przez tropikalną dżunglę, ani iść za siódmą górę czy siódmą rzekę aby zobaczyć siódmy cud przyrodniczy świata. Przyrodnicze cuda zobaczyć można na Warmii, Mazurach i Powiślu. W leniwym, wakacyjnym czasie wystarczy siąść po prostu gdzieś w ogródku w pensjonacie, domku wczasowym, przy namiocie lub w hotelowym tarasie. I patrzeć.

Małe też jest piękne, niezwykłe, unikalne. Trzeba tylko o tym wiedzieć. Przyrodniczym siódmym cudem świata nie są reklamy telewizyjne czy przydrożne bilbordy. Mazury to cud natury? Ale co konkretnie? Jest bo jest, bo na plakatach napisali? Widzimy tylko w koło jakieś „robale” i „zielsko”. Drogi wakacyjny urlopowiczu, siądź, poobserwuj, a zaczniesz rozróżniać… ponad 20 tysięcy gatunków tych robali i kilkaset gatunków „chwastów”. Jeśli rozpoznasz gatunek rośliny czy zwierzęcia, to wtedy dostrzeżesz głębszy kontekst, głębszą teść. Bo do zauważonej ważki … dodamy historię jej życia, zwyczaje, ludzkie historie, kontekst kulturowym. W epoce cyfrowej i mobilnego internetu łatwo znaleźć dodatkowe informacje oraz szybką pomoc w rozpoznaniu gatunku (wystarczy zrobić zdjęcie). Znając nazwę szybko dotrzemy do niezwykłych opowieści o otaczających nas niezwykłościach. To zupełnie tak, jakby ślepy nagle odzyskał wzrok.

Przykładem niech będzie niebieska ważka (zdjęcie wyżej, spotkałem ją nad rzeką Pasłęką), która dziwnym trafem nazywa się ważką rudą lub ważką żółtą (Libellula fulva). Rudawa czy żółtawa jest tylko samica, samiec jest niebieski. Oczywiście chodzi o jego odwłok. Jest kilka podobnych gatunków, więc nie każda niebieska ważka to samiec ważki rudej.

Ta ważka nie jest zwykła, jest bardzo silnie związana z pojezierzami, bo praktycznie tylko w takim krajobrazie u nas występuje, gdzie indziej jest rzadka i raczej pojawia się przypadkowo. Trudno powiedzieć na czym konkretnie w biologii tego gatunku polega związek z pojezierzem. Fakt obserwowany, wymagający wyjaśnienia. Z mazurskimi jeziorami najczęściej wiążemy kormorany. Ale to jest już takie banalne. Ważka ruda jest bez wątpienia oryginalniejsza… i tylko dla wtajemniczonych.

Albo na przykład żagnica wielka (Aeshna grandis), widoczna na zdjęciu poniżej (fot. Z. Wojciechowska). Pozowała w Muzeum Regionalnym w Pieckach im. Walentyny Dermackiej. Podobno przylatują tam bardzo często. Można połączyć więc poznawanie dziedzictwa kulturowego z dziedzictwem przyrodniczym naszego regionu. Pani Zofia Wojciechowska wybrała się do tego Muzeum, by ugotować zupę z pokrzyw. Dla telewizji. Co jest niezwykłego w chwaście, co wszędzie rośnie, że aż przyjechała filmować zupę pokrzywową telewizja?

Współczesny świat i turysta szuka lokalności, unikalności i „ekologiczności”. Czy potrafimy opowiedzieć odwiedzającym nas turystom, na czym polega przyrodnicza niezwykłość i unikalność naszego regionu Warmii i Mazur? Czy umiemy odczytać niezwykłe dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze po mijanych gatunkach roślin, grzybów i zwierząt? 

Ale wróćmy co żagnicy wielkiej. To samica. Dawniej zwana także szklarzem (żagnica, nie samica). Może od witrażowych niemalże skrzydeł? Lekko brązowych – co ułatwia rozpoznanie gatunku (bo jest kilka gatunków żagnic). Ważki, zaliczane niegdyś do owadów siatkoskrzydłych (razem z chruścikami) były częstym motywem, wykorzystywanym przez artystów, zwłaszcza w secesji. Zachwycają swoim pięknem i wielkością. I archaiczną przeszłością, bowiem w epoce karbońskiej, przed wielu milionami lat (jeszcze przed dinozaurami) na Ziemi żyły olbrzymie praważki, których rozpiętość skrzydeł wynosiłam ponad 80 cm. Wtedy były panami przestworzy.

Żagnica wielka jest na prawdę duża – długości niemalże 8 cm i rozpiętości skrzydeł do 10 cm. Dorosłe owady spotkać można fruwające nawet daleko od wody, na leśnych drogach i polanach, od czerwca do września. Polują na inne owady, człowiekowi żadnej krzywdy nie zrobią (chyba, że złapiemy ją w rękę, wtedy może się bronić i żuwaczkami ugryźć w palec). Często żagnice nazywamy helikopterami, ze względu na doskonałe umiejętności lotu, z momentami zawiśnięcia nieruchomo w jednym miejscu. Larwy są również drapieżne. Potrafią zjeść nawet kijankę i małą rybkę.

Ile żyje żagnica? Cały cykl życiowy trwa dwa lata. Zimuje w stadium larwalnym. Żagnica wielka jest gatunkiem pospolitym w Europie Środkowej. Liczniej spotykana jest ta terenach zalesionych. Larwy tego gatunku żyją w różnego typu wodach stojących lub wolno płynących (kanały i starorzecza). Dużo ciekawych rzeczy można powiedzieć o jej zwyczajach rozrodczych. Ale to już zostawiam wnikliwym obserwatorom i miłośnikom odkrywania wakacyjnej przyrody w każdej postaci.

Ważka z własnego ogródka czyli żagnica sina

sczachor

Ogródek lub nawet tylko kawałek trawnika to nasze przyrodnicze okno na świat. Szczególnie w okresie wakacji. W ogródku można hodować kwiaty i warzywa. Można wystawić karmik (zimą) dla ptaków lub powiesić na drzewie budkę lęgową dla ptaków czy nietoperzy. Ale można uprawiać i hodować bioróżnorodność.

Ogródki działkowe, czy przydomowe ogródki (lub tereny zielone w mieście), coraz mniej wykorzystujemy do produkcji żywności. Coraz bardziej stają się miejscem rekreacji. Praca jest przyjemnością a dodatkową nagrodą jest obcowanie z przyrodą. Można patrzeć jak w ekran telewizora.

Zmiana funkcji (nawet tylko częściową) sprawia, że nasze ogrody wyglądają inaczej. W ogrodach stawiamy hotele dla pszczół, domki dla biedronek, tworzymy motylarnie. Dla urozmaicenia budujemy małe oczka wodne. I patrzymy co w ich żyje. Nie trzeba kupować złotych rybek, owady same przylecą. Najczęściej nie wiemy o ich obecności. Ale gdy larwy wychodzą na rośliny lub na brzeg, by się przeobrazić w owada doskonałego, to ze zdziwienie otwieramy oczy. Aż chce się siąść nad wodą i obserwować.

Powyższe zdjęcie przysłała mi p. Magda Markiewicz z Marcinkowa. Zafascynowało ją to, że z ogrodowego oczka wodnego w dniu 23 czerwca wyszło wiele ważek. Jedną uwieczniła na zdjęciu. To żagnica sina (Aeshna cyanea) zwana także żagnicą większa, żagnica błękitną lub żagnica okazała. Na zdjęciu jest samiec, jeszcze w barwach „młodzieńczych”. Po jakimś czasie nabierze typowych kolorów – zielone plamy a niektóre niebieskie. Ja już w pełni wybarwioną żagnice sina sfotografowałem w Stawigudzie jakiś czas temu (zobacz).

Larwy żagnicy sinej rozwijają się w różnorodnych wodach stojących i wolno płynących. Chętnie zasiedlają małe oczka wodne, także te w ogrodach przydomowych, zbiorniki w żwirowniach czy piaskowniach. W pełni zasługuje na miano ważki ogrodowej.

Ale nie tylko nad wodą można spotkać dorosłe ważki. Są drapieżnikami i polują na inne owady czasem daleko od zbiorników wodnych. Żagnica sina lubi żerować na leśnych polanach.

Jak podają autorzy "Atlasu rozmieszczenia ważek w Polsce", żagnica sina jest gatunkiem szeroko rozprzestrzenionym w naszym kraju i bardzo pospolitym. Jest gatunkiem eurytopowym czyli o szerokich preferencjach ekologicznych. W niektórych małych oczkach ogrodowych może wystąpić nawet masowo. Wtedy przyjemność z obserwowania przeobrażających się ważek jest ogromna. Ważki odlatują a zostają po nich tylko wylinki. Dorosłe zobaczyć można od połowy czerwca aż do listopada.

Dorosłe żagnice sine zjawiają się nad zbiornikami pojedynczo. Patrolujące samce przebywają nad wodą jakiś czas, po czym odlatują. Na ich miejsce pojawia się kolejny samiec. Samce w okresie rozrodczym są terytorialne i agresywne w odniesieniu do innych samców. Zaślepione amorami i wypatrujące samic są łatwe do obserwowania i fotografowania. Nie są zbyt płochliwe, same podlatują na wyciągnięcie ręki. Wystarczy siąść w fotelu i obserwować. Nawet, jeśli ważka się zbliża, to nie zamierza nas atakować. Ważki odżywiają się innymi owadami i nie polują na ludzi. Zbliżają się z ciekawości. Nic nam nie zrobią. Może wzbudzają niepokój bo są duże: osiągają długość 7-8 cm. Ale gdzież im do karbońskich przodków. Praważki z tamtego okresu osiągały rozpiętość skrzydeł do 80 cm! Czyli były dziesięć razy większe.

Zapłodniona samica od razu składa jaja, wkłuwając je w różne rośliny wodne i wodno-błotne: pływające, z liśćmi pływającymi po powierzchni, szuwarowe (wystające z wody) oraz mchy torfowce. Larwy do rozwoju potrzebują dwóch lat, w tym czasie liniejąc około 10 razy. Larwy mogą przetrwać krótkotrwałe wyschnięcie zbiornika, zakopując się w wilgotnych piasku, mule lub zalegających na dnie butwiejących liściach.

Nic tylko siąść nad wodą i obserwować bioróżnorodność, z kawą czy herbata u boku, książka do czytania lub... mobilnym internetem, by poczytać o wazkach na blogu.

Ważki najlepiej podglądać i fotografować o poranku lub wieczorem. W południe są bardzo ruchliwe.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci