Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : Olsztyn

Na łonie natury i na dodatek prestiżowo ?

sczachor

27912977_10213980447858653_7029341274279320369_oWydawało mi się, że wiem co znaczy zwrot „na łonie natury”. Ale gdy przechodzę obok dawnego jeziora Płociduga Mała i trwającej tam budowy, to stracę pewność. Na wszelki wypadek zajrzałem do słowników języka polskiego… najwyraźniej i one nie są już aktualne.

Na łonie natury (czyli na łonie przyrody) oznacza: wśród lasów, pól, w otoczeniu przyrody. Oznacza obszar, na którym znajduje się dużo roślin (i to dziko rosnących), obszar nieskażony zanieczyszczeniami. Zwrot „na łonie przyrody” kojarzy się z rekreacją, wypoczynkiem, powrotem do dzikiej (a przynajmniej dzikawej) przyrody, kojarzy się z odpoczynkiem. Mieszkańcy hałaśliwych miast chętnie uciekają na wypoczynek na łono natury. Sądzą z reklamy dewelopera – będzie blisko. Ale to ułuda.

Prestiżowe domy, ba nawet apartamenty, na łonie natury. Właśnie powstają. Owszem coś wspólnego z łonem natury mają, ale tylko w czasie przeszłym. Bo ni mniej ni więcej oznacza to,że budują domy na łonie natury, ale jak wybudują, to już tej natury nie będzie.

Jezioro Płociduga Mała ma długą historię. „Za Niemców” zostało osuszone ale przez lata uległo samoistnej renaturyzacji. W wyniku niedrożności części rowów odwadniających podniósł się nieco poziom wody i powstało przecudne rozlewisko z licznie żyjącymi tu traszkami, chruścikami czy kałużnicą. Widywałem remiza, sarny, lisy, krążącego błotniaka, liczne żaby, ważki, przepięknego motyka czerwończyka nieparka itd. W ostatnich dwóch latach gnieździły się tu gęsi gęgawe. Miejsce to było niezagospodarowane ale służące mieszkańcom do spacerów. Liczyłem, że może miasto uporządkuje ten teren. Tak zresztą było w planie zagospodarowania (oglądałem przy okazji wykonywania ekspertyzy) - nie było przewidziane pod inwestycje a przeznaczone na teren rekreacyjno "zielony".

Latem 2017 roku wjechała koparka i pogłębiając rów melioracyjny całe rozlewisko zostało zniszczone )osuszone). Zginęły traszki i żaby. Zginęło wiele organizmów wodnicy i wodnobłotnych. Oficjalnie, jak można było się dowiedzieć z mediów, to odnowiono rowy melioracyjne bo ponoć woda zalewała piwnice mieszkańcom domów przy ul. Gałczyńskiego. Na pierwszy rzut oka wydało się to zwykłą ściemą. Po kilku miesiącach „wyszło szydło z worka”. Wjechały maszyny i rozpoczęła się budowa. Zatem ewidentnie osuszenie było przygotowaniem pod inwestycję… Wycięto drzewa, osuszono teren, systematycznie nawożona jest ziemia. I gruz budowlany.

Deweloperzy sprzedają marzenia. Same chwytliwe słowa: coś prestiżowego, na łonie natury. Iluzja i fałsz a przy okazji dewastacja ostatnich skrawków przyrody w mieście. Łono natury w czasie przeszłym. Pogorszenie warunków dla już mieszkających tu ludzi i łudzenie nowych mieszkańców. Nie będzie ani przyrody, ani czystego powietrza, ani miejsca na spacery. Smog spory, co można sobie codziennie sprawdzić. Pozostaje prestiż? Bardzo iluzoryczny prestiż.

Tereny zielone w mieście potrzebną są dla zdrowia mieszkańców. Gdy ich brakuje, obniża się jakość życia. A tymczasem smog rośnie. Ostatnie skrawki zieleni zasypywane są gruzem. To gdzie ludzie mają wypoczywać? Nic dziwnego, że na spacery, nawet te poświąteczne, wielu mieszkańców wybiera… galerie handlowe…. Zamiast kontrowersyjnego zakazu handlu w niedzielę lepiej byłoby zainwestować w tereny zielone w mieście, nawet zwykłe „parki kieszonkowe”. A tymczasem w Olsztynie masowo wycina się drzewa, zasypuje tereny podmokłe, likwiduje skwery i… stawia lampy na środku chodnika (ostatnia inwestycja i budowa nowego mosty na Łynie). Brak wyobraźni czy jakaś głęboka, skrywana nienawiść do ludzi?

Zobacz także

Jeziora i rzeki w mieście czyli konsultacje społeczne

sczachor

23318906_10213128165952138_1161574809_n

Badaniem jezior zajmuję się od lat. Do tej pory moje zainteresowania mieściły się w szeroko rozumianej hydrobiologii. Badałem przede wszystkim chruściki w jeziorach, w tym także  w jeziorach miejskich. I oczywiście w rzekach. Tym razem zaproszony zostałem na konsultacje społeczne, dotyczące olsztyńskich jezior i rzek. I to w charakterze uczestnika-obywatela a nie eksperta.

Jeszcze nigdy nie uczestniczyłem w konsultacjach społecznych. Z tym większą ciekawością się udałem. Z zadowoleniem odebrałem obecność przedstawicieli UWM (ale jako mieszkańców a nie urzędowo i instytucjonalnie) jak i kilku studentów z naszego uniwersytetu. Jest to sygnał, że nasz uniwersytet jest zgodnie z nazwą warmińsko-mazurski i uczestniczy w życiu codziennym regionu. Jest nie tylko z ambicjami do uczestnictwa wielkiej, światowej nauce, ale i z szeroko rozumianym transferem wiedzy do regionu. Tu i teraz, z głębokim rzeczywistym osadzeniem we własnym regionie. Chcę wierzyć, że nie był to odosobniony przypadek uczestnictwa w poprawianiu jakości życia mieszkańców i współdecydowaniu o lokalnych miejscach.

Zaskoczyła mnie liczna frekwencja mieszkańców i przedstawicieli instytucji a także obecność radnych. To były rzeczywiste konsultacje a nie tylko „odfajkowanie” pozycji z planu. Momentami atmosfera była napięta, zwłaszcza na początku. Wskazuje to z jednej strony na potrzebę takich spotkań, a z drugiej, że jest ich jeszcze za mało (niedosyt). Stąd czasami nieco napastliwa aktywność niektórych osób. Może czują, że przy braku czasu nie zdążą powiedzieć o tym, co dla nich najważniejsze? Najwyraźniej potrzeba nam mieszkańcom więcej takich spotkań, by po prostu ludzie mogli spokojnie się wygadać. I podyskutować. By poznać swoje różne oczekiwania, punkty widzenia, sposoby argumentacji.

Przestrzeń w mieście jest wspólna i trzeba wynegocjować jej mądre zagospodarowanie, dla wszystkich. Na to potrzeba dużo czasu i wielu informacji. Spotkania uczą wszystkich. Potrzeba tylko otwartości i cierpliwości by wysłuchać i zrozumieć potrzeby innych osób czy instytucji. Nie jesteśmy jednakowi.

Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Przestrzeń dla partycypacji”. Na wstępie organizatorzy podkreślili, że władze miasta chcą usłyszeć głos mieszkańców w odniesieniu do Studium uwarunkowań. Przestrzeń jako wspólne dobro. Przestrzeń miejska jest wspólna, a tematem była rola jezior i rzek w naszym mieście (czyli Olsztynie). Urzędnicy miejscy poinformowali o dużym nacisku na zmianę studium uwarunkowań pod kątem zwiększenia zabudowy nad jeziorami. Zmartwiła mnie presja na zabudowę brzegów jezior Tursko (Żbik) i Redykajny. Najbardziej wartościowe przyrodniczo jeziora mogłyby takiej presji nie wytrzymać.

Doskonale rozumiem, że wielu by chciało mieszkać w pięknym krajobrazie z domkiem nad jeziorem. Ale zbyt duża zabudowa i presja na jezioro po pierwsze zniszczy krajobraz a po drugie zanieczyści jezioro. Już nie będzie pięknie i ładnie. Może dla lepszego zrozumienia tej kwestii najpierw porównanie. W samochodzie miejsce obok kierowcy jest „honorowe”. Ale czy wszyscy pasażerowie samochodu osobowego czy autobusu mogą siedzieć obok kierowcy? Chyba tylko w dowcipie o autobusie z Wąchocka.

Wróćmy do zabudowy i wykorzystania jezior oraz naszych rzek. To teren dla wszystkich mieszkańców a nie tylko dla wybranych. Zbiorniki wodne i tereny zielone przesądzają o jakości życia: możliwości cieszenia się pięknem krajobrazu, codziennej rekreacji i odpoczynku itd. Przecież tu żyjemy, mieszkamy, pracujemu i płacimy podatki. Nieatrakcyjna przestrzeń powoduje ucieczkę ludzi z miasta, na suburbia. Wraz z nimi odpływają podatki...

Wszystkiego do jednego garnka się nie da włożyć, niektóre inwestycje i funkcje się wykluczają (wchodzą w konflikt). Zatem potrzebny jest kompromis i zaplanowanie tych funkcji w różnych miejscach, by uniknąć potencjalnych konfliktów. Liczę na mądre i długofalowe planowanie a nie chaotyczną zabudowę czy inwestycje. Potrzebna jest więc pełna wiedza o tym, ile zabudowy „wytrzyma jezioro” by nie uległo zanieczyszczeniu czy obniżeniu wód. Zapobieganie szkodom znacznie mniej kosztuje niż ich naprawianie. Przykładem może niech będzie nasze jezioro Długie: wcześniej zanieczyszczone i przez wiele lat rekultywowane. Udała się rekultywacja i teraz mamy piękne tereny rekreacyjno-sportowe nad tym jeziorem. Taniej jest jednak nie psuć by potem naprawiać.

Potrzebne jest także studium krajobrazowe (jak zrozumiałem tego jeszcze nie ma), by wiedzieć ile i jak można zabudowywać nad jeziorami by… nie straciły one swojego uroku i swojej atrakcyjności. Może przykład. Kilkanaście lat temu kupiłem mieszkanie w Olsztynie. Wybierałem miejsce, firma od nieruchomości sprawdziła plany zagospodarowania terenu. Było dobrze, bo na przyległym terenie był w planach park. Kupiłem. Ale w ciągu kilku kolejnych lat zamiast parku wybudowano salon samochodowy, dwa duże parkingi i trzy bloki z dużym sklepem. W jakimś stopniu czuję się oszukany. Po kawałku i co jakiś czas zmieniano plan zagospodarowania systematycznie wykrajając z planowanego parku tereny pod inwestycje. Podobnie jest z innymi mieszkańcami. Deweloper kusi mieszkaniem lub domkiem w atrakcyjnej okolicy. Ale jak już się sprowadzą to tuż przy oknach stawia kolejny blok… Okno w okno. Wszystko wynika z braku długofalowego planowania i chaosu inwestycyjnego, wynikającego z chęci szybkiego zysku. Po prostu brak solidności.

Wśród wypowiedzi i propozycji mieszkańców pojawił się ciekawy głos na temat placów zabaw nad jeziorami i nad naszymi rzekami. By były nie takie standardowe ale z naturalnych surowców i niezbyt „zaplanowane”, wykonane z pojedynczych dużych kamieni, kłód drewna itd. Tak jak kiedyś wyglądały nasze podwórka (element rozwijający kreatywność, odpowiedzialność itd.). Raz, że byłoby to znacznie bardziej wkomponowane w krajobraz (zamiast takich samych wszędzie, mocno kolorowych i plastikowych huśtawek czy zjeżdżalni). Dwa, że tworzy to nową przestrzeń edukacyjno-rekreacyjną, dobrze wpisaną w strategię miasta ogrodu. Myślę, że to byłoby dobre zaplecze dla realizacji idei leśnych przedszkoli i szkół (prężnie rozwijająca się idea w krajach skandynawskich a i w Polsce jest już kilkanaście takich obiektów – w pobliskim Węgoju szkoła wykorzystuje tereny leśne do takiej edukacji).

Edukacja to także inwestycje i konkretne dochody. Co prawda nie w postaci betonu, ale równie wartościowe i tworzące podstawy do aktywności ekonomicznej. Twórzmy w mieście niebanalną przestrzeń edukacyjną, poprawiając jakość życia samych mieszkańców jak i polepszając infrastrukturę turystyczną. Dobrze rozumiania turystyka to nie tylko letnie wylegiwanie się na plaży ale całoroczna aktywność w różnych wymiarach. 

W najbliższym czasie będa jeszcze 3 podobne spotkania. Wybierzcie się, na prawde warto.

23334233_10213139663599572_2372798415535419905_o23270371_10213139663439568_5794554803063623109_o

Młodzi ludzie chwalący Hitlera? Jest rok 2017 ! Ignorancja i groza…

sczachor

olsztynaruderaDziało się to w Olsztynie, w połowie lipca 2017 roku. Wyszliśmy z amfiteatru i ulicą Okopową szliśmy w kierunku Mostu św. Jana Nepomucena. Z małego lokalu Valhalla (jakże znamienna nazwa, nawiązująca do pogańskiej mitologii i germańskiego kultu siły)  wyszedł do nas na ulicę młody, elegancko ubrany mężczyzna. Miał tak może 19-20 lat. Mówił głośno, najpierw chyba do kogoś z lokalu, potem do nas: „Ja to mógł bym nawet być sądzony za propagowanie faszyzmu. Ale Hitler to był super gość, szkoda, że nie miał syna. Dzięki niemu Niemcy są potęgą. Przydałby się taki ktoś Polsce.”

Pojawia się pytanie czy jest to głupota, wynikająca z nieuctwa, czy jakieś dziwne kompleksy słabego młodzieńca. Pomijając miliony ofiar i zniszczeń w Europie, dokonanych przez owego „wspaniałego” Hitlera, zatrzymajmy się na zyskach dla Niemiec. Może ów młody człowiek obejrzał jakiś film z wojennymi zwycięstwami faszystowskich Niemiec?

A jaki jest zysk dla Niemców z Hitlera? Przed dojściem Adolfa H. do władzy Niemcy były kulturową i gospodarczą potęgą nie tylko w Europie, liderem postępu. Język niemiecki był międzynarodowym językiem nauki. Potęga nazistowskich Niemiec trwała raptem 6-7 lat (tak szybko skończyła się tysiącletnia Rzesza, od morza do morza). Ceną była śmierć około 10 milionów Niemców, utrata dużych części terytorium, ogromne zniszczenia gospodarcze i cofnięcie cywilizacyjne. Cóż za szaleniec chce podobnej „wielkości” dla Polski i Polaków? Z nazistowskich Niemiec wyjechało (uciekło) wielu naukowców, innych zamordowali. W rezultacie z lidera rozwoju cywilizacyjnego Niemcy stoczyły się na margines. Teraz międzynarodowym językiem nauki jest angielski. Utrata cywilizacyjnego prestiżu już na zawsze. Za chwilową złudną chwałę na polu walki cena duża i długotrwała. Koszty iluzorycznej wielkości były bardzo bolesne.

Owszem, teraz Niemcy są potęgą gospodarczą. Ale nie dzięki Hitlerowi tylko powojennej, kilkudziesięcioletniej odbudowie kraju i pomocy amerykańskiej. Niemcy skutecznie wyleczyli się z iluzji nazistowskich. Dziecinne sny o potędze w wykonaniu młodego człowieka są dla nas podwójnie groźne.

Przypomina mi się los ludności Prus Wschodnich – utraconego po wojnie terenu dawnych Niemiec. Na Warmii i Mazurach, odległym i biednym skrawku Rzeszy, Hitler uzyskał duże poparcie, w wyborach demokratycznych (potem była już tylko wojenna dyktatura). Pojawiły się inwestycje gospodarcze, ludziom żyło się dostatnio (chwilowo). Po 1939 pojawili się niewolnicy (jeńcy przymusowi robotnicy) do pracy w polu i fabrykach. Nie było widać skutków wojny przez jakieś 3-4 lata. Zrabowane z różnych krajów Europy dobra napływały systematycznie. Ojców, braci i synów wzięto do zwycięskiej armii , a po jakimś czasie przychodziły informacje o ich śmierci. A gdy nadeszła Armia Czerwona to cała ludność doznała gwałtów, przemocy, wywózek i śmierci. W końcu wysiedlenia. Na stałe.

Wystarczy sięgnąć do strat ludności z poszczególnych wsi: wiele zgonów na froncie, po wywózce na Syberii, inni zamordowaniu w trakcie mściwego przemarszu wojsk radzieckich. Ucierpieli i ci, co głosowali za Hitlerem, i ci co byli przeciw, jak i ci co się do polityki nie mieszali (moja chata z kraja). Zniszczenia i cierpienia były wielkie. A wszystko to za sprawą Hitlera i oddania władzy szaleńcowi.

Teraz w Polsce dzieją się rzeczy złe. Symetryści nie chcą się mieszać do polityki, cicho stoją z boku. Kult brutalnej siły i afirmacja dla dyktatury cieszą się sporym, jawnym lub cichym poparciem, także poparcie obecnych władz państwowych. Sny o potędze, wielkości i powstawianiu z kolan.

Boże, chroń nas przed takimi zbawcami narodu i kreatorami wielkości…. Brak wyobraźni i luki w znajomości historii, tej dawnej jak i tej najnowszej. Podobno historia jest nauczycielką życia. Tak, ale trzeba tę historię znać. 

Jak Bóg chce kogoś pokarać, to najpierw odbiera mu rozum. Nawet całemu narodowi.

Sztuka może zmieniać rzeczywistość, czyli o dziurawej drodze do Wipsowa

sczachor

17523107_1908138972766537_5093932016346795556_nLudzie twardo osadzeni w realiach życia często lekceważą kulturę. Ot na przykład taki Stalin kpiąco pytał „a ile dywizji czołgów ma papież ?”. I my współcześnie szeroko rozumianą kulturę traktujemy z politowaniem: przecież liczy się dochód, twarde inwestycje i codzienna materialność. Nie traktujemy kultury jako inwestycji gospodarczej. Z wielkim zdziwieniem docierają do naszej świadomości informacje, że absolwenci filozofii znajdują pracę i są poszukiwani na rynku pracy. I wcale nie jako nauczyciele filozofii.

Nawet niewielkie działania artystyczne mogą wywierać duży wpływ. Trudno uchwytny ale bardzo skuteczny. Ot na przykład taka podrzędna droga do Wipsowa. Przez lata straszyła dziurami. Mimo próśb ciągle brakowało pieniędzy na jej remont. Były ważniejsze i pilniejsze sprawy. Ale wiosną ktoś umieścił kwiaty w dziurach . Teraz trudno było nie zauważyć problemu. Ktoś inny zrobił zdjęcie i upowszechnił. Jak wirus informacja się rozeszła i dotarła do osób wpływowych (jak kamień w bucie duszę uwierała). Żadna blokada drogi, żadne palenie opon, ot tylko kwiaty w dziurze na drodze. I już dziury nie ma, załatane.

19875097_1957992657781168_9073028162401488608_n

Sztuka może wpływać na naszą codzienną rzeczywistość, mimo że nie mierzy się jej w tonach węgla czy stali lub liczbą wyprodukowanych samochodów. Influencerzy – ludzie wywierający wpływ – działają w obszarze szeroko rozumianej kultury. Albo taka biała róża. Kwiat jak kwiat, ale blisko 80 lat temu za białą różę można było być rozstrzelanym lub trafić do obozu koncentracyjnego. W roku 2017 również ten kwiat wprawia niektórych w popłoch: osoba z kwiatem białej róży może być zatrzymana przez policję i spisana (o innych działaniach przemilczę).

Kwiat osadzony w kulturowym kontekście.. i już zmienia rzeczywistość. Czy to wetknięty w dziurę na drodze, czy to trzymany w ręku lub zatknięty za okratowanie policyjnego samochodu. Kultura (a sztuka jest częścią kultury) zmienia rzeczywistość. Inwestujmy w kulturę a nie tylko w beton. To samo można przecież odnieść do rewitalizacji olsztyńskiej starówki (to mój głos w toczącej się aktualnie publicznej dyskusji).

 

Fotografie znalezione na Facebooku.

 

Dziesięciolecie Uniwersytetu Dzieci

sczachor

DSC_0302Uniwersytet Dzieci obchodzi dziesięciolecie swojego istnienia. Przez lata swoje działalności, także i w Olsztynie, wniósł nową jakość w mury akademickie w zakresie edukacji pozaformalnej. Do już istniejących form prowadzenia wykładów i zajęć dla dzieci i młodzieży w czasie różnych pikników naukowych (np. Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, Noc Biologów itd.) wprowadził systematyczne zajęcia, trwające cały rok. Uczelnie podążają tym samym kierunku, czego przykładem są zajęcia typu „wypożycz sobie naukowca” lub Czwartki z Humanistyką. A ostatnio także uruchomiony projekt Uniwersytet Młodego Odkrywcy.

Oprócz oczywistych korzyści edukacyjnych w upowszechnianiu wiedzy Uniwersytet Dzieci dał dodatkową szansę kadrze akademickiej na wypracowanie metod pracy z bardzo nietypowymi studentami. Działalność Uniwersytetu Dzieci wspiera misję uniwersytetu i dobrze wpisuję się w globalne trendy edukacyjne. Podążamy w tym samym, globalnym kierunku, odkrywając nowe środowisko edukacyjne.

Z uniwersytetem Dzieci współpracuje od samego początku ich działalności w Olsztynie. Prowadziłem już wykłady jak i zajęcia. Bardzo ciekawe doświadczenie dydaktyczne. Starem się je wykorzystać w codziennej pracy upowszechniania wiedzy i współpracy ze szkołami.

Na zdjęciu wyżej ostatni wykład w ramach inauguracji "Nauki do kwadratu".

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci