Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : biotechnologia

Co jeszcze robiliśmy kiedyś z pokrzywy i z pokrzywą a co planujemy jutro?

sczachor

Jedni w pokrzywie widzą chwasty, inni coś do zjedzenia, a jeszcze inni obiecujący surowiec dla biogospodarki. Wszystko to kwestia wyobraźni i wiedzy o świecie.

Co zrobić z chwastami po pieleniu ogródka? Wyrzucić na kompost? Też dobrze, a w każdym razie lepiej niż do śmietnika, bo w praktyczny sposób można wykorzystać biomasę. Ale niektórzy mają jeszcze bardziej innowacyjne pomysły (zdjęcie wyżej):

Chipsy z pokrzywy. Ciasto naleśnikowe z mąki pszennej razowej. I na patelnię. Pierwszy raz to robiłam, zainspirowana wspaniałą kuchnią Ewy Dobek. Myślę, że można posypać cukrem pudrem i podać jako deser. Albo z miodem. Ja dziś dodam do zupy pokrzywowej, którą zrobiłam z serkiem mascarpone i czosnkiem. Pokrzywy - efekt pielenia mego ogrodu! Katarzyna Enerlich"

Ale o pokrzywie myślą także młodzi biotechnolodzy. Zbierają informacje o medycznym zastosowaniu, czyli na co pomaga pokrzywa. I to z myślą o przyszłości (także tej swojej, zawodowej). Niech przykładem będzie obszerniejszy cytat z pracy licencjackiej Oliwii Sokołowskiej (kierunek biotechnologia), obronionej w 2013 na Wydziale Biologii i Biotechnologii, pt. „Właściwości lecznicze, zastosowanie w biotechnologii i bioróżnorodność wybranych roślin leczniczych woj. warmińsko- mazurskiego.” Praca dyplomowa jest jedynie wstępnym rozpoznaniem surowców do biogospodarki. Nawet „chwasty” można wykorzystać w przygotowaniu unikalnych kosmetyków i oferty na SPA w warmińsko-mazurskich SPA.

„Surowcem wykorzystywanym w lecznictwie jest liść pokrzywy (Folium Urticae),ziele pokrzywy (Herba Urticae) oraz korzeń pokrzywy (Radix Urticae). Liście oraz ziele zbiera się w okresie od czerwca do września, ponieważ wtedy roślina ta jest w pełni wyrośnięta, a kwiatostany jeszcze się nie ukazały. Natomiast korzenie wykopuje się jesienią lub wczesną wiosną (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, JARONIEWSKI 1992).

Wyciągi pozyskiwane z liści pokrzywy wykazują działanie moczopędne, dlatego są zalecane w leczeniu stanów zapalnych dróg moczowych, kamicy moczowej (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, SARWA 1995, NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997) ułatwiają wydalanie z organizmu mocznika, chlorków, szkodliwych produktów przemiany materii (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, JARONIEWSKI 1992). Dodatkowo zapobiegają drobnym krwawieniom w przewodzie pokarmowym, zwiększają poziom hemoglobiny w osoczu oraz ilość erytrocytów. Poprzez pobudzanie wydzielania soku żołądkowego wpływają na trawienie, ułatwiając je oraz korzystnie oddziałują na przyswajanie pokarmów. Zmniejszają stany zapalne w przewodzie pokarmowym, obniżają poziom cukru we krwi (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990, JARONIEWSKI 1992, MILCZAREK-SZAŁKOWSKA 1999). Znajduje także zastosowanie w terapii schorzeń takich jak: nieżyty żołądka i jelit, wrzody żołądka i dwunastnicy, problemów z wątrobą czy nawet w leczeniu żylaków odbytu (SARWA1995).

Z kolei jej zastosowanie zewnętrzne opiera się na płukankach zalecanych w leczeniu problemów skóry, takich jak: krosty, ropiejące zranienia, owrzodzenia czy łupież (SARWA1995), na co mają prawdopodobnie wpływ flawonoidy (w szczególności polifenole) pokrzywy, gdyż są one silnymi inhibitorami 5-lipooksygenazy oraz cyklooksygenazy, czyli związków, które mają bardzo istotne znaczenie w wielu schorzeniach jak np. w chorobie reumatycznej, co tym samym tłumaczy przeciwzapalne właściwości tej rośliny (NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997), na które wpływa również kwas kawowy i jego pochodne poprzez pośrednie hamowanie odziaływania prozapalnego kwasu hydroksyeikozatetraenowy (HPETE) dzięki bezpośredniemu zahamowaniu 5-, 12-, 15-lipoksegonazy (NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997). Dodatkowo wodny wyciąg z pokrzywy zwyczajnej wykazuje działanie hamujące na stymulowane przez lipoproteiny bakteryjne (LPS) wydzielanie przez monocyty czynnika nekrotyzującego guzy (TNF α) i interleukiny β-1 cytokin, które odgrywają znaczącą rolę w reumatoidalnych chorobach stawów, jak też w przebiegu ich leczenia (OBERTRIES I IN. ZA NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997). Ponadto wodny wyciąg z tej rośliny prawdopodobnie uwalnia interleukinę-6 (IL-6), co może zachodzić bez poprzedzającej stymulacji lipoproteiną bakteryjną, która następnie oddziałuje antagonistycznie w stosunku do interleukiny β-1 (IL β-1) w efekcie powodując obniżenie syntezy prostaglandyny PGE przez fibroblasty oraz komórki synowialne stawów (OBERTRIES I IN. ZA NIEDWOROK & JANKOWSKA 1997).

Pokrzywa zwyczajna jest bogatym źródłem witamin oraz łatwo przyswajalnych soli mineralnych. Korzeń pokrzywy jest używany zewnętrznie w łupieżu, łojotoku skóry, wypadaniu włosów oraz do irygacji (RUMIŃSKA & OŻAROWSKI 1990), wykazuje również korzystne działanie w przeroście gruczołu krokowego poprzez ułatwienie oddawania moczu oraz zmniejszenie jego zalegania w pęcherzu moczowym (JARONIEWSKI 1992).”

Zakochanym i koniom siano pachnie inaczej? Pokrzywa biotechnologom także "pachnie" inaczej. I trzymam kciuki, by najróżniejsze innowacje i kreatywne pomysły przedkładały się na lokalne produkty kulinarne oraz małe przedsiębiorstwa biotechnologiczne, oferujące lokalne kosmetyki i zabiegi lecznicze w SPA.

Bo to właśnie tacy kreatywni ludzie mogą zmaterializować gospodarczo potencjał przyrodniczy i kulturowy Siódmego Cudu Natury.

Jak jeszcze można wykorzystać pokrzywę i co można z niej praktycznego zrobić?

Luksus jest lokalny, prowincjonalny i unikalny (o rozwoju regionalnym i rękodziele biotechnologicznym)

sczachor

"Zamiast kupować wiele byle jakich rzeczy, lepiej zaoszczędzić na dobra bardziej luksusowe.”

Beata Chomątowska („Bo nikt inny tego nie ma” Tygodnik Powszechny, 10 marca 2013)

Powrót rękodzieła i rzemiosła, to nie tylko artystyczne decoupage, malowanie, wyszywanie, szycie lalek i skarpeciaków, rzeźbienie jajek, ale także domowe wyroby w postaci wypieku chleba, wędlin dojrzewających, własnych przetworów, warzenia piwa, robienia nalewek. To stymuluje i ożywia przemysł spożywczy, co widać po coraz liczniejszych lokalnych jarmarkach. Powrót do jakości (i unikalnej lokalności) widzimy w przemyśle spożywczym a także i odzieżowym. Awangardą jest sztuka i pamiątkarstwo.

Wracamy do wyjątkowego rękodzieła i rzemiosła. To szansa dla regionu, w którym coraz więcej gospodarstw agroturystycznych i miasteczek cittaslow. Prowincja brzmi pięknie ale i nowocześnie. Te różnorodne małomiasteczkowe jarmarki, wiejskie festiwale teatralne (np. w Bartągu), stodoły arystyczne, pikniki argeologiczne, wioski garncarskie to znak ogromnych przewartościowań w globalnym świecie a nie „zacofanie” czy cepeliowski skansen.

Moja licencjantka, biotechnolożka… uczy się ręcznie (samodzielnie w domowych, manufaktorowych warunkach) przygotowywać kosmetyki (proszę zwrócić uwagę, że mimo światowego kryzysu, na kosmetyki popyt nie zmalał – kobiety zawsze chcą być piękne). To nie tylko taniej ale i bardziej przyjazne dla ludzkiego zdrowia oraz środowiska przyrodniczego (ogranicza zbędny transport). Te naturalne, ręcznie robione kosmetyki są unikalne, krótkoterminowe (do trzymania w lodówce) i lokalnego spożycia, konsumowania, wymagają wiedzy kosmetyczno-biologicznej. Ale młodzi ludzie myślą o wykorzystaniu swojej wiedzy biotechnologicznej, bazującej na nowoczesnej wiedzy i lokarnej różnorodności biologicznej. Dokształcając się szuka czegoś wyjątkowego, specyficznego dla regionu. Zioła zbieraję nie starutkie, pomarszczone babcie z chatki pod lasem, ale młode i dobrze wykształcone kobiety, znające świat z wycieczek i staży zawodowych.

Nasza warmińsko-mazurska smart specjalization rodzi się w opariu o wiedzę, wyksztacenie, bioróżnorodność i… rękodzieło. W oparciu o dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze regionu. W parciu o rękodzieło, rozumiane jako małe porzedsiębiorstwa.

Lokalność, prowincjonalność i rzemiosło jest punktem wyjścia. Pozwala koncentrować się na prostych przyjemnościach takich jak posiłek z naturalnych produktów (a nie wysokoprzetworzonych półproduktów z supermarketu) czy spacer po parku (tylko te parki w miastach muszą być!) lub urokliwych kawiarenkach w zabytkowej przestrzeni miejskiej (Starówka to nie budka na parkingu!).

Czytanie książek w domu jest prawdziwym luksusem, indywidualnym, niepowtarzalnym. Podobnie jak domowe pieczenie chleba, warzenie piwa, szycie lalek, decorowanie techniką decuopage "odpadowych", pokonsumpcyjnych opakowań, malowanie butelek. Ci którzy potrafią tak spędzać czas to szczęściarze (elita) i mniejszość w społeczeństwie, pracujących po godzinach, aby zapłacić za to, co sami nie mają czasu zrobić. Zapracowana więszosć to ludzie, którzy płacą za opiekunki, bo sami nie mają czasu pobyć z własnymi dziećmi, nawet poprzytulać się. Płacą na kiepskie jedzenie, bo sami nie mają czasu przygotować posiłku. Płacą za rehabilitacje i grupy terapeutyczne bo ich dzieci nie mają czasu nawet pobawić się na podwórku. Zapomnieli się w pogoni za sukcesem i pieniędzmi, popadli w rutynę i są przepracowanymi prachoholiklami, konsumującymi jednorazową tandetę, powstającą nierzadko w wyniku pracy niewolniczej, wyzysku dzieci czy rabunkowego niszczenia środowiska. Udajemy, że nie widzimy, bo taniej?

Wszystko co powstaje na masową skale, jest adresowane do mas. Jak pomyje do świńskiego koryta (kto dba o jakość i smak? Ma tuczyć szybko i tanio). W odróżnieniu od wyrobu luksusowego, który jest unikalny, indywidualny, niepowtarzalny, wyjątkowy, przygotowywany w zakładach rzemieślniczych, krótkich seriach i w dobrze rozumianej formule pracy rękodzielniczej.

Luksus jest lokalny, prowincjonalny i unikalny. A prowincjonalność i rękodzieło jest awangardą nowego stylu życia.

Tak jak coraz liczniejsze spotykanie się ludzi w bibliotekach, domach kultury, aby wspólnie pobyć ze sobą i zrobić coś unikalnego, twórczego. Kiedyś "baby" spotykały się na darciu pierza i łuskaniu fasoli. Teraz obie płcie, starzy i młodzi na wspólnym tworzeniu rękodzieła, czy tylko na "pobyciu ze sobą". Biblioteki, szkoły i domy kultury na prowincji stają się unikalnymi kondensatorami życia lokalnego i społecznego. Tam rodzi się nowy, przyszły świat.

Dlaczego nie jemy żołędzi czyli GMO i groch

sczachor

Ewolucja to nie jakaś manipulacja egoistycznych genów (hipotetycznych i nie znalezionych jak na razie) ale przede wszystkim integracja i dopasowywanie się. Długotrwałe przebywanie organizmów obok siebie w środowisku kończy się integracją i trwałym uzależnieniem. Przykładem jest człowiek i ... rolnictwo oraz GMO.

Przez tysiąclecia świadomie lub nieświadomie selekcjonowaliśmy rośliny i zwierzęta, zmieniając je tak, że są bardziej przyjazne dla nas. A my jednocześnie dbamy o te gatunki (związki protekcjonistyczne z symbiozą i mutualizmem włącznie). W szerszym ewolucyjnym sensie trudno powiedzieć czy to bardziej człowiek uzależniony jest od świni domowej czy odwrotnie.

Udomowione zwierzęta zmieniały się pod wpływem selekcji człowieka, nabierając cech użytkowych ale tracąc zdolność do samodzielnego, bez człowieka, życia. Przykładem jest chociażby krowa. Ale te zmiany dotyczyły także i człowieka. I nie chodzi tylko o choroby odzwierzęce, które wywarły ogromny wpływ na historię i niejedną cywilizację. U Indoeuropejczyków nastąpiła drobna zmiana genetyczna, która umożliwia wytwarzanie u dorosłych osób enzymu, ścinającego mleko. Bo u ssaków mlekiem żywią się tylko młode, dorosłe już nie. Jednak dzięki takiej drobnej z pozoru zmiany genetycznej i fizjologicznej, hodowcy bydła mieli zapewniony pokarm białkowy cały czas i to bez zabijania zwierzęcia. A ważne to jest na przednówku (przed nowym plonem), jak chociażby o tej porze roku. Tak więc w wyniku wielopokoleniowej integracji oba gatunki, bydło i człowiek, jeszcze bardziej się ewolucyjnie zintegrowały, dostosowując wzajemnie także i genotypy.

Jedne gatunki - ze względu na sprzyjające okoliczności cyklu życiowego - łatwiej się udomowiają, inne trudniej lub wcale. W selekcji roślin ludzie świadomie lub nie, dążyli do pozbycia się związków szkodliwych a rozwoju cech najbardziej przydatnych. Rośliny normalnie w różnorodny sposób bronią się przez roślinożercami, wytwarzająć substancje zniesmaczające (gorzki smak itd.) lub trujące.

Ludzkość probowała udomawiać przeróżne gatunki. Z dębami się nie udało - żołędzie są w dalszym ciągu zbyt gorzkie dla nas. A cykl życiowy dębu trwa zbyt długo, aby człowiek był na tyle cierpliwy by eksperymentować z kolejnymi odmianami i pokoleniami. Nie jemy żołędzi. Ale może się to zmienić za sprawą GMO czyli przyspieszonej, antropogenicznej ewolucji.

Nie ze wszystkich roślin udało się w toku hodowli pozbyć niepożądanych związków. Przykładem jest groch. Po zjedzeniu grochu po prostu mamy "wiatry". Teraz już wiemy, że to za sprawą oligosacharydów z grupy rafinoz, które rozkładane w przewodzie pokarmowym przez mikroorganizmy uwalniają gazy (a my mamy mało komfortowe wzdęcia). Wartość odżywcza grochu jest jednak duża. Ale jak pozbyć się kłopotliwych "gazów"?

Z pomocą może przyjść inżynieria genetyczna. Współczesny biolog jest inżynierem bardzo prezycyjnym. Najpierw przeprowadzane są różnorodne alalizy laboratoryjne, a dopiero potem projektowane zmiany genetyczne. By w końcu spróbować je zrealizować, znowu testować czy się udało a następnie próbować wprowadzać do produkcji.

Zamiast przypadkowych prób i długotrwałej seleksji - projektowanie i odpowiednie modyfikacje genetyczne. Ot taka przyspieszona i celowa ewolucja. A może ta normalna ewolucja też jest celowa?

Za sprawa GMO do rozwaań teoretycznych powraca neolamarkizm ale w nieco zmienionej formie. Czy celowe dostosowywanie się występuje w przyrodzie? Poznaliśmy już odporność immunologiczną, teraz poznajemy zupełnie nowe procesy.

Biotechnologia i czarcie żebro czyli o wykształconych czarownicach z Warmii i Mazur

sczachor

Seminaria ze studentami biotechnologii są zawsze interesujące. Coś jak sabat nowoczesnych czarownic :). Po prostu inne spojrzenie na zdawałoby się stare tematy. Wyszukują w roślinach związki biologicznie czynne i znajdują fizjologiczne uzasadnienie dla procesów, które kiedyś łączono z magią i czarami. Czy ludzie kiedyś byli głupsi? Nie, wtedy był inny paradygmat, inny system pojęciowy (wiedza jest systemem a nie luźnym zbiorem faktów). Inny język i sposób postrzegania świata.

Przykładem może być ostrożeń warzywny (Cirsium oleraceum), zwany także czarcim żebrem (lub w gwarze - czarcie ziobro). Warzywny – bo był i jest zjadany (dawniej z biedy więcej jedliśmy różnych gatunków). A czarci, bo łączony z czarami i magią. Ostrożeń, bo i „kolce” zobaczyć możemy. A dlaczego żebro ? Bo liście nieco przypominają żebra. Tyle tylko, że to surowiec zielarski i w jakimś sensie surowiec dla biotechnologii. W nazwach ukrytych jest wiele dawnych sposobów myślenia i patrzenia na świat, wiele różnych paradygmatów. Nie łatwo jest nam zrozumieć przeszłość.

Kąpiele w wywarze z tego ziela pomagają w niektórych chorobach. W XXI wielu możemy mówić o bakteriobójczych czy grzybobójczym działaniu różnych związków (flawonoidy, sterole, fitosterole, alkaloidy, karotenoidy, poliacetyleny, acetyleny, fenolokwasy, triterpeny, pektyny, węglowodory, żywice, laktony seskwiterpenowe, lignany oraz sole mineralne), kiedyś uważano, że odczynia złe uroki. Jak zwał, tak zwał ale dawniej i obecnie pomaga poczuć się lepiej. W dawnym paradygmacie choroba brała się z rzucenia złego uroku czy złych duchów, dzisiaj mówimy o poprawie metabolizmu, wpływie na fizjologię, wolnych rodnikach i właściwościach antyseptycznych. Inny język, inne teorie. Ale tak właśnie łączy się dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze regionu.

Gdy matka kąpie chore dziecko w ziołowej kąpieli z ostrożenia warzywnego (lub czarciego żebra), to służy to zdrowiu. Raz interpretujemy to jako odczynianie złego uroku, raz jako zwalczanie mikroorganizmów chorobotwórczych lub poprawę metabolizmu. Inna interpretacja a skutek ten sam.

Jedną z najlepiej poznanych grup związków chemicznych, zawartych w zielu czarciego żebra (łodydze i liściach), są flawonoidy takie jak linaryna i pektolinaryna oraz apigenina i skutelaryna. Nazwy dla przeciętnego człowieka brzmią tajemniczo i magicznie. Dla biotechnologa wiążą się z konkretną strukturą chemiczną i rolą w metabolizmie.

Ostrożeń kwitnie od lipca do września (zdjęcie u góry). W medycynie (ziołolecznictwie) wykorzystuje się ziele (łodygę i liście, "ziele" to termin odnoszący się do surowca zielarskiego). Czarcie żerbo występuje głównie w północno-wschodniej Polsce, jest więc bardzo charakterystyczną rośliną Warmii i Mazur. Preferuje tereny podmokłe: torfowiska niskie, wilgotne łąki, polany, brzegi rowów, okolice zbiorników wodnych.

Rośliny uwiecznione na zdjęciu niżej pochodzą z centrum Olsztyna, z okolicy ul. Żołnierskiej i dwóch stawów koło Hotelu Relax. Ostrożeń, a w zasadzie występujące w nim związki chemiczne, mają działanie odtruwające, wzmacniające organizm, działają przeciwkrwotoczne, moczopędne (co bywa korzystne w chorobach nerek, przeciwzapalnie (korzystne w różnych chorobach skórnych). Wywary z ostrożenia stosowane są w leczeniu trądzika, wysypki alergicznej, uszkodzeniach naskórka, oparzeniach, łupieżu i wypadaniu włosów. Stosowane są jako środek przciwreumatyczny. Związki zawarte w czarcim ziobrze mają właściwości żółciotwórcze i żółciopędne, co wykorzystywane jest w leczeniu i profilaktyce kamicy żółciowej, stanów zapalnych wątroby i niedoboru żółci. W końcu mają właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne. Wyciągi z ostrożenia stosowane są nawet jako czynniki wspomagające leczenie nowotworów.

Roślina czy mini fabryka biotechnologiczna? W krajobrazie miasta prezentują się znacznie estetyczniej niż polbrukowe trawniki. Nie dość, że ładniej wyglądają to i zdrowsze dla ludzi, jako mieszkańców miasta. Idąc na spacer do parku albo miejsc planowanych od lat jako park, warto podelektować się nie tylko widokiem ale i aluzyjną semantyką nazw tychże roślin.

Jeśli są jeszcze jakieś wiedźmy i czarownice na warmińsko-mazurskich moczarach i pustkowiach leśnych, najpewniej są to biotechnolożki. Posługują się tajemniczym językiem, niczym zaklęcia odczyniające uroki: flawonoidy, linaryna, pektolinaryna, apigenina, skutelaryna, sterole, alkaloidy, karotenoidy, poliacetyleny, acetyleny, fenolokwasy, triterpeny, pektyny, laktony seskwiterpenowe, lignany. Jedno je różni od dawnych czarownic – nie są brzydkie i stare, lecz młode, piękne i wykształcone :).

Zobacz też biedrzeniec

Tiramisu, transplantacja i Tydzień Otwartej Edukacji

sczachor

W poniedziałek rano, o 8.45 rozpoczęło się seminarium licencjackie ze studentami biotechnologii. Była kawa i tiramisu. I tak rozpoczęliśmy Tydzień Otwartej Edukacji. Co ma do tego ciasto, herbata i kawa? Sporo, ale po kolei.

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej można przeczytać o apelu noblistów, aby Unia Europejska nie oszczędzała na nauce: "Wiedza nie zna granic, ryzykujemy utratę pokolenia utalentowanych naukowców w momencie, gdy Europa potrzebuje ich najbardziej." A wcześniej z wielu źródeł płynęły sygnały, że otwarta nauka i łatwy dostęp do wiedzy naukowej sprzyja kreatywności i innowacyjności gospodarczej. Zbyt restrykcyjne prawo autorskie może być hamulcem (a przede wszystkim nieznajomość tego prawa). Ale nawet w obrębie obowiązujących przepisów wiele można zrobić w ramach upowszechniania wiedzy. Nowoczesne technologie i internet ułatwiają to zadanie. Ale trzeba je praktycznie poznać, a nie tylko czytać o nich w gazetach lub słuchać na wykładzie. Od samego czytania książki kucharskiej nikt jeszcze kucharzem nie został. Trzeba spróbować, nawet jeśli na początku nawet woda się przypala :).

Dostęp do wiedzy demokratyzuje się i otwiera na niespotykaną dotąd skalę. Możemy być w tym aktywni. Nowoczesne technologie komunikacji sprzyjają wzrostowi wydajności oraz innowacyjności naukowej. Czy kawa i ciasto na tradycyjnym seminarium akademickim jest objawem innowacyjności? W pewnym sensie tak, bo jest to przełamywanie utartych schematów i rutyny "klasowo-lekcyjnej". Uczenie się nie musi być męczarnią. W poniedziałek rano wielu studentów przychodzi na zajęcia bez śniadania, a zaplecze socjalne jest jeszcze mizerne. Udostępnienie studentom czajnika elektrycznego nie jest wielkim wyczynem.... Zdobywanie wiedzy może być przyjemnością. A skromny poczęstunek jest próbą zbliżania do prawdziwych spotkań naukowych. Przerwa kawowa jest tam standardem. Tworzenie przyjaznej przestrzeni do dyskusji jest ważną umiejętnością i kompetencją społeczną. Ważną, nawet dla biotechnologów. Studenci uczą się więc "do rzeczwistości" a nie sztucznego, nieprawdziwego świata, gdzie udaje się przed sobą zainteresowanie...

Ruch otwartej nauki rozwija się (dlaczego miałby omijać Olsztyn i Wydział Biologii i Biotechnologii?). W szerszym kontekście nazywany jest ruchem na rzecz wolnej kultury. Wiedza i kultura traktowane są jako dobro wspólne i powinniśmy zapewniać możliwie szeroki i swobodny dostęp do treści wszelkiego rodzaju. Najczęściej studenci biorą w tym udział jako bierni odbiorcy... Ale mogą też aktywnie upowszechniać wiedzę. Dzielić się swoją fascynacją i radością odkrywania tajemnic świata (mniej lub bardziej molekularnego).

Na poniedziałkowym seminarium student biotechnologii wygłosił referat pt. "Transplantacja narządów wyzwaniem dla biotechnologii". W seminarium uczestniczyli nie tylko studenci "z grupy", ale i z innych grup oraz z innych wydziałów. To pierwszy krok ku upowszechnianiu wiedzy i ku autentycznym dyskusjom (na prawdę a nie tylko "na zaliczenie"). Zaczynamy w ramach seminarium licencjackiego... ale w planach są wystąpienia studentów, upowszechniające odkrycia biotechnologiczne, także poza murami uniwersytetu. I myślę, że nie tylko w formie referatów w liceach czy nawet w olsztyńskiej kawiarni naukowej, ale i w formie internetowej. Możliwości jest wiele. Wspólnie poszukamy.

Idea otwartej nauki (zdobywania wiedzy, poznawania świata) obejmuje różne projekty promujące otwarte modele komunikacji naukowej, wykraczającej poza wąskie ramy jednej dyscypliny czy jednego kraju. Dlaczego z innowacyjnością czekać do dyplomu i do opuszczenia murów uniwersytetu? Dlaczego nie zaczynać od zaraz?

A co z tym tiramisu? Upieczone zespołowo. Uczenia się pracy zespołowej można zacząć od pieczenia ciasta i zmywania naczyń. Potem można przygotowywać małe projekty, związane z otwartą edukacją, a potem.... zakładać własne biotechnologiczne przedsiębiorstwa. Nawet i "w garażu". Naszym bogactwem jest kapitał ludzki. O wiele cennniejszym nawet niż gaz łupkowy. Byleby nam ten kapitał się zbytnio nie ulatniał za granicę :).

Tydzień Otwartej Nauki jest dobrym pretekstem, aby uczynić kolejny, niewielki krok. To nic, że niewielki kroczek, ważne, że w dobrym kierunku!

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci