Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : zycie

Zapytaj astronautę czyli jak spełniają się marzenia

sczachor

Zapytaj_astronaute_okadkaJako kilkunastoletni chłopiec zaczytywałem się w książkach science-fiction i zafascynowany byłem perspektywą lotów w kosmos. Marzyłem by samemu polecieć, np. z misją kolonizacyjną Marsa. Interesowałem się już wtedy biologią i myślałem, że biolog na pewno się przyda. Ale jednocześnie czułem, że moje marzenia są jakieś nierealne. Podbój kosmosu był za razem blisko i bardzo daleko. Wydawało się, że już zaczniemy latać a ciągle się proces wydłużał. Może po prostu za słabo chciałem? Bo Tin Peake marzył i poleciał. I teraz przeczytałem jego książkę pt. "Zapytaj astronautę" (Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie), w tłumaczeniu Zbigniewa Kościuka, a wydaną przez Wydawnictwo Kobiece (Białystok, marzec 2018).

Lektura książki zbiegła się z widowiskowym wysłaniem rakiety z samochodem przez Munka. Na nowo kosmos stał się bliski i realny. Może więc znowu zacząć marzyć o wielkich podróżach, wyzwaniach i nieziemskich przygodach?

„Nie pozwólcie nikomu, aby powiedział wam, że nie możecie czegoś osiągnąć” – te słowa Tima Peake’a odnieść można nie tylko do podróży w kosmos. Książkę czyta się świetnie i poza ciekawostkami z życia astronauty dowiedzieć się można wielu ogólnych rzeczy. Znowu poczułem się jak chłopiec, który marzy o przygodach.

Rozczytywałem się w książkach Stanisława Lema. Ale Tim Peake znacznie bardziej realnie i namacalnie przedstawił codzienne życie astronauty: od przygotowań i treningów, po życie codzienne na stacji kosmicznej i trudach lądowania oraz powtórnej aklimatyzacji do życia na Ziemi. Autor przedstawił to tak obrazowo, że poczułem się jakbym sam poleciał na misję do międzynarodowej stacji kosmicznej. Opowieść o życiu astronauty ułożona jest w formie pytań i odpowiedzi. Powstawała z pytań… zadawanych za pośrednictwem Facebooka i Twittera – portali społecznościowych. Bardzo współczesna forma i niecodzienny sposób tworzenia treści. Ale może tak będzie już coraz częściej?

Tim Peake to pierwszy Brytyjczyk, który dotarł na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Spędził tam blisko pół roku na badaniach i eksperymentach w stanie nieważkości. My też mamy swojego kosmonautę – Mirosława Hermaszewskiego. Ale zabrakło chyba takiego medialnego podejścia w promocji misji kosmicznych. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to przede wszystkim niezwykłe laboratorium badawcze. Nauka to proces zespołowy, nic więc dziwnego, że badania prowadzą duże zespoły międzynarodowe.

Nie jest łatwo zostać astronautą. „Ścieżka prowadząca w kosmos jest usiana wieloma poniżającymi sytuacjami w rodzaju wziernikowania esicy, endoskopii, lewatywy oraz niekończącego się poszturchiwania i opukiwania.” Ale nie trzeba być prymusem w szkole. O wiele ważniejsze są marzenia i wytrwałość w dążeniu do celu. Z tego samego chyba powodu podobały mi się „Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisław Lema.

Współcześnie naukowiec i pilot mają równe szanse by zostać astronautą. W 2009 roku z dwudziestu kandydatów na astronautę połowa nie miała doświadczenia pilota wojskowego. Zatem można marzyć i w laboratorium naukowym o lotach kosmicznych. Byleby zadbać o zdrowie i kondycję.

Astronautą może zostać nauczyciel, inżynier, lekarz medycyny lub osoba wykonująca inny zawód.(…) Przede wszystkim, niezależnie od tego, co studiowałeś, powinieneś być w tym naprawdę dobry. Jest to zalecenie o charakterze ogólnym i nie odnosi się tylko do lotów kosmicznych. Bo jak pisze Peake „wykształcenie akademickie lub lotnicze mogą doprowadzić was do rozmowy kwalifikacyjnej, ale robotę astronauty dostaniecie dzięki zapałowi i entuzjazmowi, charakterowi i odpowiedzialności.

Mocno w pamięci utkwił mi fragment o tym, dlaczego na stacji kosmicznej trzeba wolno i ostrożnie zdejmować skarpetki. Po prostu złuszcza się naskórek (pięty stają się bardzo delikatne) i może unosić się jako kłopotliwy pył i kurz dość długo w warunkach mikrograwitacji. Niespodziewany kłopot. W warunkach ziemskich na takie drobiazgi nie zwracamy uwagi. A jak załatwiać naturalne potrzeby fizjologiczne w warunkach nieważkości? Tego też można się dowiedzieć ze wspomnianej książki. Jak w kosmosie pierze się ubrania? Czy jedzenie smakuje tak samo? Jak pachnie kosmos i próżnia? Co dzieje się z naszym organizmem? I czy można wziąć udział w londyńskim maratonie będąc w ... kosmosie. Tego wszystkiego doświadczają astronauci a bardzo duże zespoły na Ziemi starają się to technicznie i koncepcyjnie rozwiązać.

Bliski jest podbój kosmosu. To będzie nasza wielka przygoda. Gramy w wielkiej, międzynarodowej drużynie, która tego dokona. A na razie można wziąć do ręki książkę Tima Peake’a i poznać życie na stacji kosmicznej. Codzienne życie astronauty.

A co jeszcze z omawianej lektury warto zasygnalizować? Na przykład to, że posiadanie szerokich doświadczeń, np. pracy w międzynarodowym środowisku, zawsze będzie dużą zaletą, podobnie jak zdolności językowe. A także tak zwane kompetencje miękkie: praca w grupie, umiejętność podejmowania decyzji, zdolności przywódcze, umiejętność pracy w warunkach stresowych itd. Przydadzą sie każdemu, nie tylko w kosmosie.

 

Czytaj także:

Wtórouste – ekstrawagancja i nonkonformizm naszego przodka

sczachor

wtoroustyRzetelna wiedza podstawowa nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem. Kojarzy się nam z nauką szkolną, wysiłkiem zgłębiania i zawiłością. Jednocześnie naukowcy wykazali, że nasz mózg ewolucyjnie jest tak ukształtowany, że większość jego aktywności nastawiona jest na poznawanie, analizowanie i omawianie relacji międzyludzkich. Wynika z tego, że w największym stopniu zajęci jesteśmy samymi sobą. Takie umiejętności ważne są dla organizmów społecznych. Ewidentnie jesteśmy społeczni od wielu milionów lat.

Kilka dni temu spotkałem znakomite potwierdzenie prawidłowości, dotyczącej naszego mózgu. Artykuł z czasopisma Nature, dotyczący z pozoru nudnego tematu zoologicznego, zyskał duże zainteresowanie w mediach społecznościowych, był licznie i często udostępniany i komentowany przez zwykłych ludzi. Wystarczyło nazwać przodka wtóroustych najstarszym przodkiem człowieka, by wzbudził wielkie zainteresowanie. Sztuka popularyzacji nauki opera się chyba na znajomości człowieka . Bardziej się interesujemy sobą (człowiekiem) niż całą resztą. „Paleontolodzy znaleźli w skamielinie liczącej 540 milionów lat najstarszy znany nauce gatunek stworzenia z grupy wtóroustych. Organizm został nazwany Saccorhytus coronarius.” Jako zoologa taka informacja bardzo mnie zainteresowała. Od dawna pasjonowała mnie historia naturalna czyli ewolucja i filogeneza. To co było kiedyś a teraz żmudnie, jak detektywi z nielicznych śladów, odtwarzamy.

Oczywiście od pierwszych wtóroustych do człowieka to bardzo daleka droga, wiele milionów lat ewolucji i zmiana wielu planów budowy. Poza jednym, że wywodzą się od wspólnego przodka. Przeciętnego człowieka - tak jak zobaczyłem na facebookowej dyskusji - mocno zaintrygowało to, że wtórouste (w wielkim uproszczeniu) pobierają pokarm „otworem odbytowym”. Z dzieciństwa pamiętam, że też mnie to fascynowało. Owe zawiłości ewolucji i zmiany funkcji różnych części organizmu jak i zmiany planu budowy w zależności od środowiska, w którym gatunki żyją.

„Badacze uważają, że ten maleńki przodek wszystkich kręgowców żył w piasku na dnie mórz około 540 milionów lat temu. Miał wielkość około jednego milimetra. Według specjalistów, stworzenie to miało duży, elastyczny otwór gębowy, który mógł rozciągnąć się na stosunkowo większą zdobycz. Eksperci sądzą, że organizm ten był pozbawiony odbytu – czyli wydalało za pomocą otworu gębowego.

Mnie bardziej zafascynowało coś innego. Znalazłem kolejny przykład na systemowość nauki (nauka jako system a nie suma faktów). W zoologii ciągle dokonują się różnorodne zmiany w systematyce i rekonstrukcji filogenezy. Co podręcznik to inna koncepcja (zgroza dla studentów). Owe zmiany nie dokonują się tylko na skutek nowych odkryć i dodawania do ludzkiej wiedzy kolejnych faktów. Ale także przez rearanżacje tych faktów, czyli budowanie nowych teorii, nowych relacji między tymi faktami. To tak, jak w zabawie klockami lego - z tego samego zestawu klocków możemy za każdym razem zbudować inną konstrukcję. Czasem nieco inną a czasem rewolucyjnie inną. I to w nauce jest fascynujące.

W samej zoologii może zmieniło się niewiele, ale dużo zmienia się w filogenezie: te same elementy inaczej poukładano w system wiedzy zoologicznej i ewolucyjnej (pomogła genetyka i analizy DNA, odszukano ślady, których wcześniej nie sposób było dostrzec). Bo nauka nie jest tylko kumulatywna (suma obserwacji) ale i systemowa. Rozwija się jak organizm: rośnie (o nowe fakty, obserwacje, pojęcia, hipotezy, teorie) ale i reorganizuje, przebudowuje, czasem mocno przeobraża (jak kijanka w żabę lub larwa owada w imago - te pierwsze to wtórouste, te drugie to pierwouste). To zmiana paradygmatów i teorii.

 

Więcej na temat naszego wtóroustego przodka: https://en.wikipedia.org/wiki/Saccorhytus

O pewnym stułbiopławie i o nieśmiertelności, której poszukują naukowcy

sczachor

Memorial pamphlet containing certain drawings of Medusae-fig.76Czy można być nieśmiertelnym? Wydawać by się mogło, że tak. Dowodzić tego ma przykład stułbiopława, który nawet nie dorobił się polskiej nazwy (jeszcze) - żyje w zachodnim Atlantyku. Turritopsis nutricula potrafi robić rzecz niezwykłą – po osiągnięciu dorosłości może odwrócić swój rozwój i cofnąć się do stadium niedojrzałego (młodocianego). A potem znowu dorosnąć i tak w kółko przeżywać okresy dzieciństwa i dorosłości. Powrót do stułbiopławiego dzieciństwa następuje zwykle w reakcji na pogorszenie warunków życia – głód czy zmianę zasolenia wody.

W społeczeństwach ludzkich także obserwuje się wzrost dzietności po wojnach, epidemiach i innych kataklizmach. Ale to coś innego, bo dotyczy odmłodzenia populacji a nie osobnika..

Owa nieśmiertelność stułbiopława jest tylko hipotetyczna (w sumie podobną nieśmiertelność mają bakterie i pierwotniaki - cały czas rosną i się dzielą). Bo ów stułbiopław może być zjedzony przez drapieżnica, zaatakowany przez pasożyty... czy zginąć na skutek działalności człowieka. Na dodatek wspomniany stan osięgnięto w warunkach laboratoryjnych. W naturze jest trudniej, bo nie sposób tam obserwować losów jednego osobnika. Przewaga opisywanego stułbiopława nad bakteriami jest taka, że to ten sam osobnik. W przypadku bakterii i podziałów u pierwotniaków komórki powstałe w wyniku podziału można traktować jako potomne (albo jako wzrost).

Niezwykłe zdolności zaobserwowane u Turritopsis nutricula sprawiają, że stał się on obiektem wielkiego zainteresowania naukowców. Ale czy te właściwości cofania się do młodości są cechą tylko organizmów bardzo prostych i „prymitywnych”? Wydrzeć tajemnice przyrodzie.. i znaleźć eliksir młodości dla człowieka?. Chciałoby się, wtedy pojawiłyby się SPA odmładzające, jak w filmach science-fiction. Jednym słowem gospodarka oparta na wiedzy ma przyszłość, nawet w naszym regionie. A do tego niezbędna jest dobra edukacja. Edukacja to nie filantropia lecz inwestycja. A czy my chcemy inwestować w edukację szkolną i pozaszkolną?

Jeśli jednak zastanowić się głębiej, to długie życie nie jest wartością samą w sobie – wartością jest życie dobre (wartościowe). Przecież, przez porównanie, nie jest atrakcyjny długi film lub książka, jeśli są nudne, nieciekawe, bezwartościowe.

Ilustracja: William K. Brooks [Public domain], Wikimedia Commons

Czy pokrzywa jest gender?

sczachor

Nawet nie przypuszczałem, że zwykła pokrzywa kryje tyle tajemnic i bogatej historii. Jak wyczytałem w różnych źródłach pokrzywa była wykorzystywana nie tylko jak karma dla zwierząt czy potrawa na zupę i sałatki na przednówku. Wykorzystuje się ją jako roślinę leczniczą ale dawniej była wykorzystywana a nawet uprawiana jako roślina dostarczająca włókien, z których szyto koszule, prześcieradła i inne asortymenty garderobiane czy nawet bandaże. Była też rośliną barwierską oraz wykorzystywaną do konserwowania żywności. Prowadzono nad nią liczne badania i doskonalono metody upraw oraz wyhodowano specjalne odmiany o większej zawartości włókien i innych pożądanych cechach. Teraz jest jakby zapomniana.

Rośnie pod płotem i skrywa bogatą przeszłość. Ale moją uwagę ostatnio wzbudzała jej płciowość. Stąd gender w tytule. Słowo umyślnie użyte przeze mnie jako ozdobnik. To „zemsta” za nadużywanie słowa „ekologia”. Słowo nadużywane i to w kontekstach daleko odbiegających od pierwotnego znaczenia. A skoro gender ostatnio jest modne, to dlaczego nie rozważać pokrzywy w kontekście gender?

Moje zainteresowanie wzbudziło stwierdzenie, znalezione w książce „Pokrzywa zwyczajna (…) gatunek dwupienny, rzadko jednopienny.” Dwupienność u roślin występuje wtedy, gdy część osobników wytwarza wyłącznie kwiaty żeńskie, a część wyłącznie kwiaty męskie (obie płcie na dwóch pniach, każda na swoim). Czyli jedne są żeńskie inne męskie. Tak normalnie jak u zwierząt dwie płcie. Natomiast jednopienność występuje wtedy, gdy na jednym osobniku (jednym pniu) występują zarówno kwiaty żeńskie jak i męskie. Czy to taki obojnak (gdyby porównywać do zwierząt, tak jak u ślimaka winniczka). 

Jak to jest z pokrzywą, że głównie jest dwupienna (rozdzielnopłciowa) a czasem jednopienna? Zmienia sobie płeć jak chce? Co determinuje płeć (dwupienność i jednopienność) u pokrzywy? Na Wikipedii doczytałem, że pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica L.) należy do rodziny pokrzywowatych (Urticaceae), jest przeważnie dwupienna ale u podgatunków północnoamerykańskich jest jednopienna. A więc jednopienność nie jest tak dowolna jak można byłoby sądzić.

Pokrzywa zwyczajna rośnie w warunkach naturalnych w Europie, w strefie umiarkowanej terenów Azji i północnej Afryki. W USA jest gatunkiem inwazyjnym. Podobno zawleczona została także na inne kontynenty. A więc zamiana dwupienności na jednopienność nastąpiła w procesie kolonizacji. Najpewniej jest to cecha korzystna do kolonizacji, podobnie jak partenogeneza u wodożytki nowozelandzkiej (w kraju pochodzenia rozmnaża się płciowo i czasem partenogenetycznie ale w krajach skolonizowanych, gdzie jest gatunkiem obcym rozmnaża się wyłącznie przez partenogenezę). Bo tak jak w przypadku ślimaka winniczka i obojnaków – każdy osobnik, którego spotka nadaje się do "rozrodu” i wymiany materiału genetycznego. 100 % trafień. Co w przypadku kolonizacji przez zazwyczaj niewielką liczbę osobników ma ogromne znaczenie.

Ale to nie koniec moich poszukiwać z gender w tle. Pokrzywa zwyczajna jest byliną rozłogową czyli rośliną wieloletnią - co roku odrasta z kłączy i korzeni. Dwupienna pokrzywa rozmnaża się także wegetatywnie – przez rozłogi. Taki wielosobniczy klon (dokładniej polikormon – jeden organizm ale wiele „osobników”) zajmuje duży obszar. Bo pojedyncze rośliny (łodygi), wyrastające z gleby są pod spodem połączone kłączami i stanowią jeden organizm. Oczywiście, każdy pojedynczy kormon może żyć samodzielnie. Każdy jednocześnie jest klonem (taki sam materiał genetyczny) organizmu rodzicielskiego. Jak szacunkowo obliczono to taki polikormon pokrzywy może żyć nawet 50 lat. I kto by pomyślał, że taka „jednoroczna pokrzywa” może być taka długowieczna. A wszystko dzięki pomnażaniu (lepszy termin na biologiczne pojęcie rozmnażania bezpłciowego).

Jak doczytałem, na północnym krańcu swojego zasięgu występowania pokrzywa rozmnaża się prawie wyłącznie (a przynajmniej głównie) przez rozłogi, bo brakuje warunków na wydanie kwiatów, zapylenie i dojrzenie nasion. To także sposób na kolonizowanie nowych terenów i „czekanie” z rozmnażaniem płciowym na klimatycznie dogodne warunku (raz na jakiś czas).

Pokrzywa jest wiatropylna. Jak wiatr poniesie, tak pyłek trafi albo nie trafi na kwiaty żeńskie. Dwupienność bywa kłopotliwa, bo muszą się znaleźć obie płcie w „zasięgu wiatru”. Nic dziwnego, że ewolucyjnym wynalazkiem były kwiaty zapylane przez owady (daniną jest nektar).

Ale wróćmy do pokrzywy. Jest jeszcze w naszym kraju pokrzywa żegawka (Urtica urens L.). Jest mniejsza od pokrzywy zwyczajnej ale za to dotkliwiej parzy. Żegawka jest rośliną jednoroczną (co roku wyrasta z nasion) i nie tworzy rozłogów. Ale jest jednopienna, czyli na jednym osobniku są kwiaty żeńskie i męskie (taki obojnak w biologicznym sensie). A popkulturowo rasowy gender – może się czuć samcem lub samicą (jeśli roślina w ogóle może czegokolwiek chcieć i mieć wolę) w zależności od widzimisię. Dzisiaj tak a jutro inaczej.

Żegawka pochodzi z obszaru śródziemnomorskiego ale rozprzestrzeniona w Eurazji i Ameryce Północnej. Czyli chyba także zawleczona do USA. Pokrzywa zwyczajna – jak wyczytałem – może krzyżować się z pokrzywą żegawką. Co w sumie nie jest dziwne jak na rośliny wiatropylne (wiatr niekumaty, nie rozpoznaje i zapyla jak leci). Krzyżówki międzygatunkowe nie są tak rzadkie jakbyśmy sądzili, zwłaszcza u roślin. To dobra strategia ekologiczna i ewolucyjna dla kolonistów. Tak więc, po nieco dokładniejszych dociekaniu, okazało się, że pokrzywa nie jest taka gender (w popkulturowym i gazetowym znaczeniu) jakby się na początku wydawało. Bo w sumie chodzi o dwa gatunki i podgatunki na innych kontynentach.

Pokrzywa zwyczajna jest rośliną dwupienną w Eurazji a jedynie w Ameryce Północnej jest jednopienna, co można być może interpretować jako efekt kolonizacji i być może krzyżówek z pokrzywą żegawką. To ostatnie trzeba byłoby sprawdzić genetycznie. Być może już do ktoś sprawdził, trzeba tylko poszukać w przebogatej literaturze naukowej.

U góry na fotografii osobnik męski pokrzywy zwyczajnej, niżej żeński. Tak mi się przynajmniej zdaje :).

c.d.n. (rozważań gastronomiczno-pokrzywowych)

- pokrzywą po grzebiecie i na grzbiecie

Nauka jest jak życie - nie rozwija się przez przypadkowe odkrycia

sczachor

Nauka jak życie (biologiczne)  nie rozwija się od przypadkowych odkryć, raczej całościowo jak biosfera. Dostrzegamy jednostkowe „mutacje” w postaci odkryć, przypisywanych konkretnym osobom. Ale te odkrycia dojrzewają wieloosobowo (polecam Flecka - "kolektywy myślowe"). Te same pomysły dostrzec można u wielu autorów. Nakowcy i mędrcy nie pracują w pełni indywidualnie - raczej są jak drzewa w lesie lub rośliny na łące, powiązane interakcjami w cały ekosystem. O całości nie decyduje tylko jakość elementów ale również (a może przede wszystkim) relacje i oddziaływania między tymi elementami.

Nauka nie jest sumą odkryć indywidualnych. Ale przejawy całej „biosfery” ujawniają się w indywidualnych odkryciach, poglądach. Trochę przypadek decyduje, że ten a nie inny uczony stanie się synomimem i pierwszym odkrywcą (widocznym w publikacjach i podręcznikach). Nie tylko pierwszeństwo ale jest to i usytułowanie w nurcie badawczym, zdolność do zakomunikowania. Kiedy chcemy wyrazić swoją myśl, szukamy odniesienia do tradycji i już istniejącej wiedzy, chcemy podeprzeć się autorytetem. Cytujemy więc to, co znamy, co jest najłatwiej dostępne (dostepne w internecie czy czasopismach w pobliskiej bibliotece). Nie robimy całościowego i kompletnego przeglądu (nie robimy za każdym razem!). Wiedza indywidualna jest w części jak hologram – oddaje stan całości. Im mniejszy kawałek, tym mniej wyraźnie i mniej dokładnie, ale całość jest widoczna.

Kształcenie, to nie jest sprawdzanie pamięciowe, patchworkowe, ale sprawdzanie koherentności (spójności) i zdolności do samodoskonalenia indywidualnego systemu wiedzy studenta. Czy rozumie (bo rozumienie jest dobrym wskaźnikiem całościwego systemu wiedzy, czy jest spójny i działający), czy potrafi wykorzystywać i czy ten system wiedzy jest zdolny do wzrostu, rozwoju i samodoskonalenia oraz dostosowywania się do środwiska i czy potrafi się "reprodukować".

Wiedza jest jak system żywy, jak „materia ożywiona”. Na uniwersytetach ożywiamy indywidualne systemy. Nie wiedza addytywna i sumaryczna, encyklopedyczna, ale wiedza systemowa, zdolna do samodzielnego działania w zmieniających się okolicznościach zewnętrznych.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci