Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : Unia-Europejska

Jak Wyższa Szkoła Gospodarki Euroregionalnej oszukuje studentów a pracowników nabija w balona

sczachor

Dawniej, czasami musiałem przedstawiać zaświadczenie o zatrudnieniu. A więc musiałem pokazać dokument z pieczątkami, że jestem gdzieś zatrudniony. Nie przypuszczałem, że zmuszony będę do składania zaświadczeń o tym, że nie jestem w danym miejscu zatrudniony. Czyli udowadniać, że nie jestem wielblądem.

W 2010 roku, na prośbę pracownika z Wydziału Prawa naszego uniwersytetu, włączyłem się w przygotowanie programu kształcenia dwóch przedmiotów "biologia" oraz "ekologia" (kierunek ochrona środowiska) w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi w Józefowie k. Warszawy. Uczelnia wygrała grant europejski na kształcenie m.in. bezrobotnych. Projekt szczytny, jak nie pomóc. Ale współpraca z tą uczelnią to systematyczne rozmijanie się obietnic z faktami (studenci byli sympatyczni).

Najpierw honoraria było średnio-niskie, ale zapewniano, że to wynika z grantu i później będzie lepiej (roztaczano więc śmiałe wizje co do przyszłości). Podpisałem zobowiązanie do współpracy pod koniec roku 2010. Potem prowadziłem zajęcia z biologii (umowa o dzieło), od lutego do czerwca 2011 r. Zgodnie z umową i uzgodnieniami w kolejnym semestrze miałem poprowadzić wykłady i ćwiczenia z ekologii. Poczyniłem nawet uzgodnienia ze studentami co do zajęć terenowych. Ale na tym się z uczelnią kontakt urwał. No cóż, pomyślałem, że może im grant cofnięto, a może niezbyt fer zmienili plany i zrezygnowali ze współpracy ze mną. O uczelni zapomniałem.

Ale jesienią 2012 roku z własnego dziekanatu otrzymałem informację, że nie informuję swojego rektora o dodatkowym zatrudnieniu. Mocno mnie to zdziwiło. Ale rzeczywiście, na stronie opisywanej uczelni widniałem w wykazie kadry uzupełniającej. Władze mojej uczelni miały więc prawo pomyśleć, że ukrywam dodatkowe zatrudnienie i zażądały wyjaśnień. Nie ma zakazu podejmowania dodatkowego zatrudnienia ale trzeba o tym rektora informować i pytać o zgodę. Dane, dostępne na stronie tej podwarszawskiej uczelni wskazywały, że ukrywam dodatkowe zatrudnienie...

Najpierw zadzoniłem do Józefowa. Tam się dowiedziałem, że oni mnie planowali do zajęć i właśnie mieli się do mnie zwrócić za jakiś czas. Hmmm, rok (a nawet półtora) po harmonogranie? Jak oni rozliczają się z grantu finansowanego z Unii Europejskiej? Czy nabijają w butelkę studentów, pracowników, ministrestwo i EU jednocześnie? No nic, wyjaśniłem mój problem, poinformowałem, że nie jestem zainteresowany współpracą i otrzymałem telefoniczne zapewnienie, że nazwisko moje zostanie usunięte ze strony (i wykazu pracowników). Pomyślałem, że sprawa załatwiona.

A gdzieżby tam. Po chyba dwóch miesiącach z rektoratu otrzymałem pismo z żądaniem wyjaśnienia. W grudniu 2012 r. kolejny raz zadzwoniłem do Józefowa ze stanowczym protestem. Najpierw usłyszałem, że to chyba wina informatyka, bo polecenie usunięcia nazwiska zostało wydane. Poprosiłem także o pisemne potwierdzene, że nie jestem pracownikiem tej uczelni i otrzymałem zapewnienie, że szybko na piśmie takie oświadczenie dostanę. Oczywiście czekaj tatka-latka....

Minął kolejny miesiąc (nawet półtora), zajrzałem na stronę:  http://www.wsge.edu.pl/pl/pracownicy-naukowo-dydaktyczni.html (dostęp 25 stycznia 2013 r.) i dalej widzę swoje nazwisko jako kadrę uczelni o ambicjach gospodarki euroregionalnej.

Wynika z mojej przygody, że Wyższa Szkoła Gospodarki Euroregionalnej im. Alcide De Gasperi w Józefowie k. Warszawy oszukuje swoich studentów, oszukuje kandytatów na studia - mamiąc ich pracownikami naukowymi, którzy niby w tej szkole pracują. Oszukuje (przynajmniej niektórych) pracowników, oszukuje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, że ma niezbędną kadrę oraz Unię Europejską co do realizowanych grantów. Chyba zbyt dużo jest tam tylko na papierze....

A ja nie pierwszy już raz muszę składać oświadczenia, że nie jestem ich pracownikiem. Obawiam się, że nie ostatni. Chyba trzeba będzie bardziej stanowczo domagać się zaniechania poświadczania nieprawdy od ambitnej w nazwie uczelni.

*     *     *

W poniedziałek 28 stycznia br., po wcześniejszym, sobotnim telefonie, moje nazwisko zostało usunięte z listy kadry uzupełniajacej uczelni. Dodano także dopisek "obecna i była" - najwyraźniej więc problem dotyczył większej liczby osób niż tylko moja :).

Dziękuję za przychylne ustosunkowanie się do mojej prośby.

Jak widać publiczne ponaglenie było skuteczne :). Czasem i blog do czegoś się w negocjacjach przydać może...

Jestem Europejczykiem i jestem z tego dumny

sczachor

Pokojowa nagroda Nobla dla Unii Europejskiej daje mi dużą satysfakcję. Czuję się Europejczykiem i podwójnie jestem dumny. Raz z faktu bycia Europejczykiem, dwa za docenienie niezwykle wartościowego pomysłu, jakim jest Unia Europejska. Europa bez wojen, integrująca się, poznająca się, współpracująca, wspierająca się. Warto ją rozszerzać o kolejne kraje. Nie zatrzymywać zazdrośnie tego, co wartościowe, tylko dla siebie.

Kiedyś Europa nieustanie szarpana była wojnami. Dalej się różnimy, rozwijamy swoją lokalność i odmienność, nie zatracamy ani kultury ani języka. Wręcz przeciwnie. Silny wspiera słabszego. Pomysł na "Unię" jest nawet naśladowany, mniej lub bardziej wiernie, w innych częściach świata. Mimo trudności i narzekania wiecznych malkontentów i przestraszonych, dumny jestem z Unii Europejskiej.

Czuję się Europejczykiem, ale wcale nie przestaję być Polakiem czy Warmiakiem. Te wartości się dopełniają a nie wykluczają. Na przykład w UE czuję kontynuację w znacznie poszerzonej wersji Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Łatwiej podróżować bez wiz i stania w długich kolejkach na granicy. I wszędzie czuję się jak u siebie, czy to w Wilnie, Rumunii, Francji, Niemczech, Wiedniu, Daugavpils. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo, my Europejczycy, jesteśmy do siebie kulturowo podobni. Na dodatek Unia Europejska niesie w sobie wiele ideałów chrześcijańskiej Europy. Łączą nas wspólne wartości. Zbyt często mówimy o gospodarce i pieniądzach, za mało o wartościach. A przecież Unia Europejska to unia wartości, a nie tylko unia gospodarcza!

Nie boję się świata i odmienności. Wiedza pozwala zrozumieć świat nas otaczający. Wiedza jest w tym sensie źródłem szczęścia. I tak też widzę uniwersytet. Nie jako wyższą szkółkę zawodową, ale jako miejsce, gdzie zdobywa się prawdziwą wiedzę i prawdziwe szczęście (wiedzą jak żyć i był szczęśliwym, spełnionym). Owszem, jest to projekt daleki od zakończenia. Tak jak i Unia Europejska. Banalnie napiszę: to nasz zbiorowy obowiązek. I czuję się dumnym obywatelem Europy, który może płacić składki i wspierać słabszych. Nie jestem parobkiem, patrzącym jedynie na UE jako międzynarodową pomoc społeczną. Jestem dumnym Europejczykiem, ciągle zgłębiającym naszą wspólną, europejską historię. A łączy nas wiele od wielu stuleci, nawet tysiącleci. A teraz zostałem noblistą... :)

Na zdjęciu uwiecznione małe francuskie miasteczko Montierchaume, merostwo, miejsce wrześniowego spotkania ze Stowarzyszeniem Francja-Polska.

ps. w nawiązaniu do słów Pawlaka z "Samych swoich", ludzie nie dzielą się na Polaków, Niemców, Ruskich, ale tak po prostu, na mądrych i głupich.

Bociany w cittaslow

sczachor

Reszel zaskoczył mnie już przy samym wjeździe do miasta. Zobaczyłem gnieżdzące się bociany w samym mieście! Zaiste, Reszel to autentyczne cittaslow! Zachowany stary układ średniowiecznego miasta, z zamkiem, przepięknym kościołem, przyulicznymi kapliczkami. I co najważniejsze, udało się wypić poranną kawę. Z przepysznym sernikiem...

I w Reszlu także sporo odnowionych kamieniczek, stylowy ratusz, przytulny ryneczek i jakże typowe... tablice "unijne", wskazujące na źródło dofinanowania. Mam wrażenie, że małe miasteczka i wioseczki w znakomitym stylu potrafią korzystać z funduszy unijnych.

Gniazdujące bociany kojarzyły mi się do tej pory z przygranicznymi wioskami, takimi jak Żywkowo, Lwowiec, Dzietrzychowo. Reszel przypomniał mi także Dobre Miasto z bocianim gniazdem na wieży. I jakże już "pospolite" głosy żurawi, dobiegające z wielu zakątków Warmii i Mazur.

Moja mała ojczyzna regeneruje się nie tylko przyrodniczo, ale także i pamięcią historyczną. Usilną pracą, publikacjami, spotkaniami, festynami wiejskimi odbudowywane są w zbiorowej pamięci dawne losy tej ziemi i ludzi tu niegdyś mieszkających. Coraz silniej teraźniejszośc zakorzenia się w przeszłości a przyszłość czerpie i z przeszłości i z teraźniejszości.

Przeogromna chęć i potrzeba opisania i obfotografowania tego wszystkiego, aby słowem i obrazem opisując zachować dla potomnych, aby podzielić się radością, płynącą z piękna przyrody i piękna ludzi spokojnie żyjących... Do kontekstacji tegoż piękna trzeba jednak zwolnić, zatrzymać się. Z okien szybko jadącego samochodu niewiele widać, niewiele czuć.

O tym jak Unia Europejska zmienia warmińską wieś

sczachor

W zasadzie mógłbym pisać o zmianach polskiej wsi, ale na codzień widuję warmińską wieś, więc napiszę na bazie swoich doświadczeń. Niedawno zrobiłem sobie rowerową, dłuższą wycieczkę po warmińskich wsiach i miasteczkach. Wybierałem drogi mniej uczęszczane, z przepięknymi lipowymi alejami, gdzie nawet ślimaki wędrują po asfalcie. Zajeżdżałem do wiosek, gdzie nie dociera żaden publiczny transport, czyli do takich gdzie wrony zawracają a diabeł mówi dobranoc. Jednym słowem głęboka, zapyziała prowincja (zabita dechami)...

Ale tej zapyziałości na warmińskiej prowincji nie widać. Już w latach poprzednich widziałem piękniejące wsie i wioseczki, z coraz licznejszymi kwiatami, zadbanymi podwórkami, z odmalowanymi i ukwieconymi kapliczkami i przydrożnymi krzyżami. Ale w tym roku zaskoczyły mnie wiejskie place zabaw. I coraz liczniejsze tabliczki informacyjne z flagą Uni Europejkiej, informujące o źródle finansowania. Widziałem te unijne tabliczki przy zabytkach, szkołach, przedszkolach jak i na wspomnianych wiejskich placach zabach (na zdjęciu wyżej plac zabaw w Skajbojtach), których i mieszczuchy mogliby pozazdrościć.

Unia Europejska odniemiła naszą wieś. Już cetrum kulturalnym i miejscem spotkań nie jest odrapany przystanek autobusowy. Nie sprawdziły się kasandryczne przestrogi eurosceptyków - niezwykle skorzystaliśmy z przystąpienia do Unii Europejskiej. Te ogromne pieniądze pomocowe, znacząco wspomagają nie tylko rozwój gospodarczy ale i niewątpliwy rozwój kulturalny oraz stan estetyczny nawet najmniejszych wioseczek.

Wedle słów partyjnego wierszoklety pana Rymkiewicza jestem europejskim "kolaborantem". Tak, drogi panie Rymkiewiczu w pełni akceptuję Polskę w Unii Europejskiej i jestem dumny z takiego "kolaboranctwa". Traktuję ponadto Unię Europejską, wspólna Europę, jako odpowiedzialność a nie jako urząd pomocy społecznej. Bo jestem obywatelem, jestem Warmiakiem, jestem Polakiem i jestem Europejczykiem. I dumny jestem z tych zmian, jakie zachodzą na naszej dalekiej, "wsiowej" i warmińskiej prowincji. Nie jesteśmy zakompleksionymi ksenofobami. Europa to nasze wyzwanie i dziedzictwo, nic polskości nie ujmujące.

Nowoczesne muzea i interaktywne wystawy (w Płocku, szkoda, że nie w Olsztynie)

sczachor

W czas okołoświąteczny odwiedziłem z rodziną Muzeum Mazowieckie w Płocku. Chcieliśmy zobaczyć (po raz kolejny) wystawę secesji, ale tym razem w nowej siedzibie. W pozytywne zdumienie wprawiła mnie druga ekspozycja, poświęcona historii Płocka i Mazowsza. Nie dość, że informacje zgodne z aktualnym i najnowszym stanem wiedzy, to jeszcze podane w rewelacyjnej, multimedialnej i interaktywnej formie.

Ciekawa treść podawa w interesującej formie, z oddziaływaniem na wszystkie zmysły i dostosowane do różnych sposobów obserwowania: nie tylko tradycyjne eksponaty z opisami, ale i multimedia z możliwością dużej indywidualizacji oglądania. Brakowało tylko dźwiękowych informacji (przez słuchawki) w językach obcych. Ale pracownicy sami dostrzagają potrzebę rozszerzenia oferty.

I tylko szkoda, że w Olsztynie takich wystaw nie mamy... Zostajemy w tyle myśląc, że kolejne parkingi (zamiast parków) i wieżowce są synonimem nowoczesności i czymś podnoszącym jakość życia.

Przy wyjściu z muzeum stosowna informacja, która rozwiała moją niepewność - projekt znacząco dofnansowany ze środków Unii Europejskiej :). W przededniu kolejnej rocznicy integracji Polski z Unią Europejską warto podkreślać te dobre skutki. Wiele jest śladów ekonomicznego i kulturowego wsparcia i dobrodziejstw, wynikających z tej integracji, jak Polska długa i szeroka. Może za jakiś czas będziemy świętowali tę datę, tak jak unię polsko-litewską i konstytucję 3. maja.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci