Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Wpisy otagowane : Kapital-Ludzki

Upowszechnianie wiedzy i komunikacja (relacja z Wrocławia cz. 4.)

sczachor

mostGdy jechałem na dyskusję panelową do Wrocławia, to starannie przygotowałem swoje wypowiedzi (znałem tematykę i pytania wprowadzające) ale i tak dyskusja potoczyła się inaczej. Trzeba być gotowym na improwizację i modyfikację. Dyskusja ma swoją niepowtarzalną i nieprzewidywalną do końca dynamikę. A teraz przepisuję notatki i nadaję im kolejną wersję, bogatszą o przemyślenia. Słowo pisane ma swoją logikę i wymusza inne ułożenie treści. Dopowiedzenie, doprecyzowanie.

Druga część dyskusji panelowej zatytułowana była „Sposoby prezentacji informacji”. Jakie jest postrzeganie informacji z perspektywy promotora, dziennikarza, naukowca i przeciętnego użytkownika? Kontekst sytuacji sporo zmienia. Ale pewna zasadnicza część pozostaje niezmienna i identyczna. Istotne wartości dla każdej z wymienionych grup odbiorców są zapewne różne. Odbiorca oczekuje przejrzystego i czytelnego przekazywania informacji. Zatem pojawia się kolejne pytanie o jakość informacji. Po co nam ta informacja: dziennikarzom, promotorowi, wykładowcy? Punkt widzenia prezentującego i odbiorcy może być różny.

Niezależnie od tego, czy jest to wykładowca czy dziennikarz, należy mówić i pisać do ludzi, a nie do siebie, gdy ewentualnie publiczność jest tylko tłem – to jest to po prostu głośne myślenie ze statystami. Jeśli przekaz mówiony czy pisany adresowany jest do odbiorcy, to ważne jest wyobrażenie sobie lub poznanie kontekstu sytuacji i okoliczności, w których ten przekaz zaistnieje. To można sobie wyobrazi, przemyśleć. I nie ważne, że realizacja może się w jakimś stopniu rozminąć z planami. Dialog jest zawsze nieprzewidywalny w jakimś przynajmniej stopniu. W dialogu tworzy się nowa wartość, tworzona przez obie strony. Wtedy wykład czy artykuł nie będzie tylko rytuałem ale i komunikacją międzyludzką w pełnym tego słowa znaczeniu.

Czy można sobie wyobrazić co wiedzą i czego chcą (kontekst sytuacji) słuchacze/czytelnicy? Im poprawniej odpowiemy sobie na to pytanie, tym trafniej dobierzemy treść i formę. W przypadku promotora na seminarium jest jeszcze aspekt dydaktyczny. Bo można chcieć wywołać efekt zadziwienia problemem czy nawet stresu. W dydaktyce przecież nie chodzi tylko o przekaz informacji ale i o stworzenie sytuacji edukacyjnej (tworzenie środowiska edukacyjnego).

Przygotowując referat czy artykuł warto przemyśleć dostępność informacji, którą chcemy przekazać. I odróżnić elementy ważne i mniej ważne, w tym dokładność podawanych informacji. Zatem kolejny raz trzeba zastanowić się co już wie słuchacz/czytelnik. Bo przecież staramy się mówić do ludzi a nie tylko do siebie samego. Tutaj pojawia się kwestia wyobraźni i empatii.

Słuchaczowi/czytelnikowi pozostaje podążanie za informacją i jej weryfikowanie. Po co jest odbiorcy konkretna informacja? Precyzyjna, prawdziwa, wiarygodna. Jakie jest źródło jej uwiarygodnienia, które zechcemy pokazać świadomie lub nieświadomie? Czyli co chce wykładowca, dziennikarz czyli nadawca przekazywać i jakiej spodziewa się reakcji.

Kiedy już wiemy (przemyślimy) co chcemy przekazać, wtedy pozostanie tylko dostosowanie formy by przekazać treść w prosty sposób ale nie uproszczony. To wielka sztuka. Więc trzeba ćwiczy, ćwiczyć po wielokroć. Uczymy się całe życie. Temu służą także seminaria na uniwersytetach. A i studenci sami tworzą sobie dogodne sytuacje i środowisko edukacyjne, czego przykładem jest dyskusja panelowa, zorganizowana przez studentów Politechniki Wrocławskiej.

W roli nadawcy, czy to w postaci referatu na seminarium czy konferencji lub artykułu w mediach występują także studenci. To przede wszystkim z myślą o nich spisuję tę relację i uporządkowane „porady”. Treść można ułożyć na kilka różnych sposób (różne pomysły i scenariusze): od ogółu do szczegółu, można zacząć od abstraktu: główny przekaz na początku, albo dopiero na zakończenie, jak rozwiązanie zagadki w kryminale, albo od planu wypowiedzi. Można i od szczegółu do ogółu (pokazać tok myślenia i dochodzenia do wniosków). Albo od decyzji końcowej a w trakcie pokazać jak do tego doszliśmy. To nie wyczerpuje wszystkich możliwych scenariuszy i pomysłów.

Bardzo dobrze jest znać temat i rozumieć przekazywane treści by przekazać to zwięźle, krótko precyzyjnie i wiarygodnie. W trakcie przygotować przy okazji dogłębniej poznajemy zagadnienie. A jak w czasie realizacji zorientujemy się, że nie bardzo rozumiemy… to też jest zyskiem. Jest jeszcze czas by poznać dokładniej problem i jeszcze kilka razy go przemyśleć. W tym przedyskutować. Bo dyskusja jest zbiorowym myśleniem. Także dyskusja panelowa. A jeśli rozumiemy i znamy referowane zagadnienie to znacznie łatwiej można dostosować przekaz do sytuacji, poziomu słuchaczy i ich oczekiwań. Nie odczytujemy jak kserokopiarka lecz budujemy opowieść od nowa, dostosowaną do okoliczności i publiczności.

Trening jest podstawa. Od tego są przecież studia i przestrzeń uniwersytecka by się ciągle uczyć: mówienia i pisania. Przydatną formą są krótkie prezentacje typu elevator speech (prezentacja w windzie). Mamy na zaprezentowanie swojego pomysłu kilkadziesiąt sekund, góra 2-3 minuty. I to bez komputera z rzutnikiem multimedialnym. Jeśli uda nam się zainteresować słuchacza (w tym przypadku kogoś ważnego, decyzyjnego, może szefa) to w efekcie możemy usłyszeć potwierdzanie, i akceptację „tak, zrób to”. Albo zaproszenie do dalszej rozmowy „tak, podaj mi szczegóły”, „tak opowiedz mi w szczegółach.”

To samo można opowiedzieć słowem, pismem, obrazem, scenką i to na różne sposoby. Warto poćwiczyć. Jeśli nie teraz, to kiedy? Korzystaj wiec z okazji by występować i ustnie przedstawiać swoje relacje, pomysły, dokonania oraz w formie pisanej (tradycyjna prasa lub internetowe blogi i fanpejdże. Studiowanie to nie tylko uczęszczanie na zajęcia obowiązkowe i „odrabianie lekcji”, to także samodzielne wyszukiwanie nieobowiązkowych możliwość współtworzenie gazet studenckich.

Na ilustracji most z Wrocławia. Most jako symbol łączenia, komunikacji i inżynierskiego osiągnięcia. Wszak byłem u studentów z politechniki.

O tym jak zostałem landartowcem i seedbomberem

sczachor

znakzqrkodemBomber? Toż to jakiś terrorysta, a dokładniej ekoterrorysta! Bo przecież ostatnio ekologów z definicji nazywa się terrorystami, siejącymi zagrożenie. A więc było to tak. W czasie służbowej podróży do Francji dowiedziałem się, że jestem landartowcem i seedbomberem.

Podróże kształcą. Pozwalają na dystans do lokalnej sytuacji oraz sprzyjają refleksjom, wynikającym z porównań i ze spotkania tego „innego”. Prowokują także do rozmów. W czasie odwiedzin, najpierw Limognes (liczny i urokliwy street art z przyrodniczym i artystycznym przesłaniem) a potem w arboretum koło Cruzant, zachwycaliśmy się sztuką uliczną, wykorzystaną m.in. do zorganizowanych i uporządkowanych tras spacerowych. O streetarcie już wiedziałem, dlatego łatwo wyławiałem w przestrzeni publicznej nawet niewielkie formy (widzimy to, o czym wiemy). Sztuka uliczna jest blisko ludzi, ulice są niejako galeriami wystawowymi. Działania artystów codziennie oglądają setki ludzi. A kto jest kustoszem takich wystaw o bezpłatnym i nieograniczonym wstępie? Czasem powstaje spontanicznie i chaotycznie, czasem jest bardzo przemyślana, inspirowana i planowo wkomponowana w krajobraz (w Limognes duża część inspirowana i tworzona przez władze miasta). Dyskretnie umieszczone tabliczki z qr kodami lub dobrze zabezpieczone przed wandalizmem instalacje z historycznymi zdjęciami lub reprodukcjami dzieł malarskich, ustawionymi w miejscach, gdzie powstawały (zobacz więcej zdjęć i jeszcze więcej). Można zobaczyć współczesną przestrzeń, np. most czy uliczkę, i stan sprzed kilkudziesięciu lat, utrwalony fotograficznie. Lub wizję artysty, utrwaloną na jego płótnie. To samo miejsce ale widziane zupełnie inaczej. Nie tylko zachwyca (bo piękne) ale i skłania do refleksji.

Spacerując po prywatnym arboretum de la Sedelle dopiero po chwili dostrzegłem i zrozumiałem czym jest land art. Sztuka ziemi w małej formie. I właśnie w czasie takich spacerów, w rozmowie z doktorantką, dowiedziałem się, że jest coś takiego jak land art. Do tej pory uświadamiałem sobie jedynie street art. I dowiedziałem się także o seedbombingu, czyli rozsiewaniu nasion (od ang. seed – nasiono), a więc zwiększaniu i odtwarzaniu bioróżnorodności. Tak jak mieszczanin w sztuce Moliera uświadomiłem sobie, że „mówię prozą”.

Maluję kamienie, układam je w przestrzeni publicznej, wytrwale dosiewam „chwasty” na miejskich trawnikach… zatem jestem także landartowcem i seedbomberem. Może jeszcze nieporadnym, ale jednak.

Będąc już świadomym istnienia land artu, doczytałem, lepiej poznałem i zrozumiałem czym on jest. I miałem okazję podziwiać w naturze, w środkowej Francji (w pobliżu znajduje się szlak turystyczny śladami impresjonistów - ale to już inna opowieść). Dokształcony podróżami będę bardziej skutecznie, efektywnie i intensywnie uprawiał ulotny land art w mikroskali jak i uczestniczył w seedbombingu. Może nawet zrealizuję coś ze studentami, niech i oni doświadczą (a nie tylko dowiedzą się).

Podróże kształcą. Lepiej zrozumiałem czym jest architektura krajobrazu i czym jest land art. Im więcej wiemy tym więcej dostrzegamy nawet w czasie spacerów. Dostrzeganie sensu i porządku zaaranżowanego przez artystę lub… Stwórcę.

Podróż to stan umysłu. Nie trzeba jechać daleko. Wystarczy wyjść na spacer i mieć oczy szeroko otwarte. A w zasadzie umysł.

21993178_10212770450209468_592272843031090900_o

Dzisiaj jest Dzień Kropki

sczachor

thedot2Dzisiaj jest Dzień Kropki, która poruszyła świat edukacji. Jedna kropa a skutek duży. Dzisiaj, to znaczy 15. września… ale i każdego dnia w roku. Kiedykolwiek tu zajrzysz, traktuj, że akurat dzisiaj jest ten wyjątkowy dzień.

Kropka trafiła na podatny i przygotowany grunt wśród nauczycieli. Była oczekiwana. The Dot Petera Reynoldsa (jest już polskie tłumaczenie) wywołała dobra lawinę. Pięknie opowiedziana historia o kropce i budzeniu talentów (koniecznie przeczytaj te historię). Wszelakich talentów. Bądź środowiskiem przyjaznym by z byle kropki rozwijały się talenty. Kropka postawiona na kartce, na dachówce, kamieniu czy starej butelce. I nie musi to być akurat 15. września.

Kropka to przykład jak dobro się replikuje. Niczym bakterie, grzyby, rośliny czy zwierzęta. Zło także się replikuje. Odkryj swoją kropkę i powielaj (replikuj) dobro. Odkryj swój talent i odkrywaj talenty innych.

Dzisiaj jest dobry dzień. Postaw swoją kropkę i poczekaj na mądrego nauczyciela. Albo od razu sam nim bądź.

Inspirująca animacja z parku i ulicy czyli patrzące drzewa i mówiące kamienie

sczachor

Oczy_drzewaSpacerując ulicami Starego Miasta (Olsztyn) któregoś dnia zauważyłem białe kamienie z napisami. Leżały w różnych miejscach. Zaintrygowały mnie. Pomyślałem, że to jakiś sympatyczny street art anonimowego artysty. Leżały sobie dyskretnie gdzieś na parapecie, w klombie czy pod ścianą na chodniku. Słowa wypisane na kamieniach, pobudzały do refleksji. Dopiero przypadkiem, w parku, pod drzewem z oczami, od pań z MOK-u dowiedziałem się, że te kamienie to rezultat jednej z animacji i warsztatów, przeprowadzonych w Starym Spichlerzu. Była to „Skrzynia dobrych słów” czy „Skrzynia życzeń”, nazwa uleciała mi z pamięci.

Ale inspiracja nie uleciała. Do tej pory malowałem na kamieniach (i dachówkach) owady, rośliny i inne przyrodnicze motywy. Kamienie i dachówki zostawały w przestrzeni publicznej (np. jedna z dachówkowych wystaw prezentowana będzie na wrześniowych Olsztyńskich Dniach Nauki i Sztuki przed budynkiem Biblioteki Uniwersyteckiej). Ale żeby umieścić pojedyncze słowa lub frazy i przemawiać nie tylko obrazem? Czemu nie, trzeba spróbować.

I spróbowałem. Najpierw na małym plenerze w Zastawnie (Ekofarma Vitalis), potem na plenerze w Morągu przy okazji regionalnego jarmarku. Oraz w Olsztynie (uzupełniając malowaniem napisów na fragmentach dachówek i starej glazury). I pomysł znalazł wielu naśladowców-kontynuatorów. Kamienie ze słowami włączyły się do społecznie zaangażowanych działań. Dyskretnie mówią o swoich życzeniach. Niczym biologiczny wektor przeniosłem kamienne „memy” do Elbląga, Morąga, Olsztyna (bo znajomym olsztyniakom bardzo spodobał się pomysł rozwijający się w Morągu).

A całkiem niedawno, na plenerze i wykładzie w lidzbarskiej Oranżerii Kultury, do kilku dachówek dodałem pojedyncze napisy. Liczę, że zostaną te dachówki umieszczone w publicznych ogrodach i staną się elementem gry terenowej. Tak jak Molariusz Warmińsko-Mazurski w czasie Europejskiej Nocy Naukowców.

A co z tymi drzewami, które patrzą? Gdzieś w internecie znalazłem zapowiedź małej akcji w olsztyńskim Parku Centralnym. Było coś o drzewach, nadawaniu imion i oczach. Wraz z rodziną i znajomymi wybraliśmy się zobaczyć co to takiego. I co widzą drzewa. Okazało się, że to również animacja rodem z Miejskiego Domu Kultury. Bardzo inspirująca i sympatyczna zabawa w parku, z elementami sztuki i dyskretnej edukacji środowiskowej (ekologicznej). Pomagając przyczepić oczy, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat wspiąłem się na drzewo. Niczym na podwórku za szczenięcych lat. Czy park może być miejscem wszechstronnej edukacji? A i owszem, może. Wiele osób przechodziło i z zainteresowaniem przyglądało się wywieszonym na drzewach tabliczkom.

Drzewa otrzymały imiona. A my, spontanicznie domalowaliśmy im oczy. Żeby mogły patrzeć i opowiadać o tym, co widzą. Ciekawe co słychać u Natalii Wierzby i innych, nazwanych imionami, drzew. Z imionami nie są już tak anonimowe, nieznane, nieważne. Zostały społecznie adoptowane.

Kamienie ze słowami zainspirowały mnie skutecznie. A drzewa? Ziarno inspiracji zapadło w moim umyśle i niczym zarodnik-propagula spoczywa w „glebowym banku nasion”. Czeka na impuls, sygnał środowiskowy i odpowiednie warunki. Wtedy wykiełkują. I być może znowu wydadzą zwielokrotniony plon.

A co to takiego ten glebowy bank nasion? Termin biologiczny i ekologiczny, poszukaj, bo to ciekawy problem i wiele Ci rozjaśni o funkcjonowaniu ekosystemów.

Więcej zdjęć z animacji w parku: https://www.facebook.com/stanislaw.czachorowski/media_set?set=a.10212073414144002.1073742137.1634050064&type=3

Bogactwem Śląska nie jest już węgiel !

sczachor

slask_kapital_2

Miałem przyjemność uczestniczyć (z wykładem plenarnym) w Gliwicach w Konferencji i Targach „Edu IT. Nowe technologie w edukacji.” Pośród wielu inspiracji (niebawem opiszę tu na blogu) spotkało mnie duże zaskoczenie. Inaczej wyobrażałem sobie Górny Śląsk i miasto znane z kopalni węgla. Na własne oczy zobaczyłem, że obecnie bogactwem Śląska wcale nie jest węgiel. Bogactwem jest kapitał ludzki i nowe technologie.

Konferencja odbywała się w budynkach dawnej kopani węgla. Ale po rewitalizacji mieszczą się tu różne urzędy i instytucje edukacyjne. Między innymi Śląska Sieć Metropolitalna. W konferencji brało udział ponad 600 osób: nauczycieli, władz oświatowych, przedstawicieli samorządu i biznesu. Miałem okazję zobaczyć rewelacyjne, nowe technologie i uczestniczyć w ważnych dyskusjach, dotyczących przyszłości edukacji. A za oknem... kilka budynków firm, związanych z nowymi technologiami. To one dają pracę i tworzą bogactwo. Gdzieś w pobliżu jeszcze widać hałdę, pozostałość po dawnej węglowej świetności. Symbolicznie oddaje to, co się w gospodarce współczesnej dzieje: nie surowce i energia ze źródeł odnawialnych ale nowe technologie, które potrzebują zupełnie nowych surowców: kapitału ludzkiego. Nowoczesność karmi się edukacja i wiedzą.

Śląsk jest już inny, inny niż ten z naszych wyobrażeń, karmionych przeszłością. Na tegorocznej Barbórce - jak wspominali miejscowi - 50% uczestników było... z Warszawy. Oni jeszcze nie dostrzegli zmian cywilizacyjnych i dokonującej się trzeciej rewolucji technologicznej. W zasadzie powinni się udać na jakiś evet do skansenu lub muzeum techniki....

Na dolnym zdjęciu drukarka 3D, drukująca gliną. Więcej zdjęć z konferencji 

slask_kapital_1

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci