Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Wpisy otagowane : butelki

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie butelki świata (te niechciane)

sczachor

moje_butelki_z_wernisazu

W piątek 13-tego października 2017 r. odbył się wernisaż wystawy Grupy A*R*T (czytaj więcej na ten temat). I ja też po raz siódmy wystawiłem swoje malowane butelki, zarówno te znalezione w krzakach czy jeziorze, jaki te niewyrzucone (choć niepotrzebne) oraz podarowane przez znajomych (nie wyrzucają tylko oddają, by pomalować i by poszły w świat całkiem potrzebne). Malowane w bioróżnorodność, rośliny i owady naszego regionu. Ginąca i niedoceniana różnorodność biologiczna, niszczona przez zaśmiecanie krajobrazu i dewastowanie przyrody rozpasaną konsumpcją we wszystkich wymiarach.

Na wystawie znalazły się butelki malowane na lipcowym plenerze w Reszlu (zobacz zdjęcia z Reszla oraz informacje o plenerze). Niektóre pomalowane w reszelskim cittaslow już tam pozostały. Oraz butelki pomalowane w czasie wrześniowej, Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Wszystkie powstawały w czasie spotkań z ludźmi. W czasie rozmów, rozmyślań i wzajemnych inspiracji. Bo człowiek ma sens jedynie wśród ludzi. Nawet jeśli jest samotny czy rozmyśla lub tworzy na pustkowiu. I sztuka też (ma sens jedynie wśród ludzi). Grupowa arteterapia, gdy mamy okazję dostrzegać siebie w procesie tworzenia. Ważny jest proces a nie produkt (finalny).

Maluję już od wielu lat. Pomalowałem już chyba z tysiąc butelek, słoików i innych szklanych pojemników (nie licząc starych dachówek czy polnych kamieni). Wszystkie rozdałem i powędrowały w różne miejsca Polski, Europy i świata. I ciągle mam pełne kartony czekających na kontakt z pędzlem i ludzkimi rozmowami.

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie butelki świata – te niechciane, wyrzucone, zaśmiecające, niepotrzebne. By przez malowanie przywrócić im sens, uwagę, by ten sens, piękno i użytkowość ktoś na powrót zobaczył. I nie wyrzucał, lasu nie zaśmiecał, jeziora nie dewastował, konsumował mniej. Mniej materialnie więcej duchowo. Niemożliwie? Za dużo? Może będzie ich mniej... tych niechcianych i wyrzuconych. 

Nie ma rzeczy niepotrzebnych. I ludzi. Jest tylko nadmierna i powierzchowna konsumpcja rzeczy jednorazowych. Chciałbym im przywrócić długotrwałość i godne życie pełne sensu. Rzeczom i ludziom. Dużo tych niechcianych butelek (zapewne i ludzi). Wyrzuconych, za płot, za miedzę, za granicę, byle dalej z oczu. Odgrodzić się od tego „śmietnika” wysokim murem, kolczastym płotem…

Maluję, maluję a końca nie widać. Może ktoś pomoże je pomalować (i przywrócić sens)? Może razem, po wspólnej refleksji, odejdziemy od rozrzutnej kultury jednorazowości i przestaniemy dewastować zasoby Ziemi oraz estetykę krajobrazu, tego przyrodniczego i kulturowego? Może przestaniemy po prostu wyrzucać, a jednorazowość zastąpi długu cykl życiowy… opakowania. Piękno i trwałość przeciw tandecie i jednorazowości.

Żyj długo i z sensem. I pozwól żyć innym. Rzeczom i ludziom. W pośpiechu nie dostrzeżesz ani piękna ani sensu.

 

Czytaj też: Kup nowy odkurzacz, czyli prawo do naprawy

Wernisaż z molami czyli co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni?

sczachor

mooe_wernisazPani z gazety zapytała mnie, co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni? I kto mnie do tego zainspirował? Trudne pytanie, bo im bardziej się zastanawiam, bym trudniejsza staje się odpowiedź.

Co jest tak fascynującego w malowaniu kamieni? To, że są i że można malować je z ludźmi w przestrzeni publicznej, na przykład w parku. Po prostu zrobić coś razem, by tak jak kiedyś, być razem na podwórku. Rodzinnie, po sąsiedzku. A malować może każdy. Bo nie chodzi o to, by tworzyć arcydzieła ale by robić coś razem. Można przy tym pomilczeć. Lub rozmawiać, tak ogólnie o życiu o przyrodzie.

Kto mnie zainspirował do malowania kamieni? Trudno to ustalić, bo kultura jest wspólnym wytworem i wspólną wartością ludzi. Tworzy się i nawarstwia przez pokolenia, przez liczne spotkania, rozmowy, przenikania. W największym stopni do malowania kamieni zainspirowała mnie Anna Wojszel (ta od malowania przystanków). W czasie pleneru w Tumianach, malowałem butelki. A gdy mi zabrakło surowca do malowania a pani Ani płótna (blejtramy), pomalowała kamienie. Farb na szczęście nie zabrakło. I tak narodziły się malowane, warmińskie kamienie, opowiadające o przyrodzie, o bioróżnorodności i spędzaniu czasu na łonie natury.

Ta nasza biedna warmińska ziemia rodzi kamienie na polach. Niby zawadzają, niby są niepotrzebne, ale można z nich coś zbudować. Nadać im nowy sens poprzez umieszczenie w nowym kontekście. Kontekst wiele zmienia. Można je na przykład pomalować w kwiaty i owady by ozdabiały wspólną przestrzeń [publiczna i zachęcały do wspólnego spędzania czasu na podwórku, w parku, na wiejskim placu. Malowanie kamieni (tak jak dachówek czy starych, niepotrzebnych butelek i słoików) często towarzyszy mi w czasie różnych pikników naukowych i spotkań w przestrzeni publicznej. Sztuka daje poczucie sprawstwa i nie wymaga specjalnego przygotowania. Ułatwia kontakt i rozmowę.

Mówić (komunikować) można na różne sposoby. Poprzez wzniosłe słowa lub przez zwykłe, wspólne prace, w których mówi się milczeniem. Piszę publikacje, na konferencjach naukowych wygłaszam referaty, wystawiam postery naukowe, prowadzę dyskusje kuluarowe oraz internetowe. Ale czasem maluję…. pod słońcem prowincji, w cieniu lipy, dębu lub kasztanowca (jęlsi ich jeszcze nie wycieli), na miejskim trawniku. Maluję butelki, wyrzucone, nikomu już nie potrzebne. Przywracam im sens i znaczenie. Bez wykwintnie uczonych słów. Jeszcze łatwiej malować kamienie, bo farby tańsze, szybciej schną. Kamienie na tej ziemi już długo leżą. Są napływowe, tak jak my wszyscy. Przybyły z lodowcem ze Skandynawii. Albo przyjechały ciężarówką na budowę z górskich kamieniołomów. Są i leżą.

Przy okazji zapraszam na wernisaż do Biblioteki Uniwersyteckiej (plakat wyżej). Zaprezentowane będą prace powstałe w czasie takiego otwartego malowania molo książkowych na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej.Tego samego dni zapraszam także na Cuda, wianki i motyle - piknik twórczy a dzien później do parku i. Kusocińskeig na piknik i wspólne malowanie kamieni.

Czytaj także:

Przez szkło butelek, w przasnyskiej bibliotece

sczachor

czachorowski_butelkiBiblioteki stają się miejscem spotkań międzyludzkich już nie tylko przez papier (książka) ale i rozmowy twarzą w twarz. Dawną tradycją były i są spotkania autorskie, z pisarzami, poetami, dziennikarzami. Ale ostatnio zakres tematyczny spotkań się poszerza. Biblioteki zmieniają swój charakter. Są bardziej otwarte i wypełniają miejsce publicznych spotkań.

Kilka razy malowałem już w przestrzeni publicznej. Teraz zostałem zaproszony do Przasnysza, na rozmowy przyrodnicze przy... malowaniu butelek.

Dnia 20 kwietnia 2017 r., w ramach Klubu Rękodzieła „Biblioteka pod szpileczką”, działającego w Filii Nr 1 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Przasnyszu ul. Orlika 27 (Budynek Spółdzielni Mieszkaniowej), odbędą się warsztaty plastyczne malowania na szkle. Poprowadzę te warsztaty i mam nadzieję, ze powstaną prace, które stanowić będą zaczątek wystawy. Malowaniu towarzyszyć będą opowieści (niczym traktat o łuskaniu fasoli) o różnorodności biologicznej Mazowsza. Motywami do malowania będą gatunki roślin, grzybów i zwierząt. Zasoby wiedzy będą pod ręką (wszak to biblioteka), zarówno opisujące przyrodę jak i ilustracje, które mogą być inspiracją i wzorem. A gdyby zabrakło, to wystarczy sięgnąć po telefon z mobilnym internetem i skorzystać z przepastnych zasobów kultury i wiedzy światowej.Biblioteka to miejsce, gdzie wiedza ogólnoludzka jest w zasięgu reki... i wzroku.

Jeśli jesteś z Przasnysza lub okolic, to weź z domu pusty słoik czy butelkę, umyj, zdejmij etykietę i przyjdź... malować wspólnie bioróżnorodność Mazowsza. Miejsce i farby już będą na Ciebie czekały. Zapisy do dnia 12 kwietnia pod numerem tel.(29 714 10 27).

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Podobnie jest ze sztuką. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Najefektywniej poznawać wiedzę i sztukę... przez własne uczestnictwo i aktywność. Malujmy więc razem, rozmawiajmy o przyrodzie (np. w bibliotece). Podyskutujmy także o recyklingu, konsupmcji i śmieciach, które wyrzucamy tu i ówdzie. 

W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzegam nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. A teraz może uda się uchronić mazowieckie lasy, przydroże, zbiorniki wodne.

Zebranym "śmieciom" nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym, nowej ważności i wartości. Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Malowanie butelek  ma służyć ulepszaniu świata. Jest jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka czy słoik, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia (na zdjęciu wyżej piknik naukowy na olsztyńskiej Starówce). Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego. Z dużą radością malował będę w Przasnyszu.

Moje malowane butelki i słoiki ozdabiają wiele kawiarni i restauracji Olsztyna, regionu oraz powędrowały do wielu zakątków Polski, Europy i świata. Są już w Przasnyszu. Ale teraz będzie ich więcej i malowanych przez różne osoby. 

Mazurska łąka na szkle malowana

sczachor

Trochę sobie pomalowałem w czasie urlopu. Tradycyjnie na szkle, z motywami rodzimej bioróżnorodności. Coś z tymi butelkami i słoikami trzeba zrobić. Tradycyjnie rozdaję… ale chyba będą także dwie małe wystawy w najbliższym czasie (a potem coś jesienią w czasie Olsztyńskich Dni Nauki).

Różnorodność biologiczna jest bogactwem naszego regionu, odkrywanym i kreowanym dziedzictwem a jednocześnie markowym produktem turystycznym. Malowanie na szkle jest okazją do rozmów w przestrzeni publicznej i do głębszych przemyśleń. Sztuka łączy się z nauką, humanistyka z biologią a rozważania teoretyczne z praktycznym zastosowaniem. To praktyczne tworzenie klimatu slow life i cittaslow (zasadnicza zmiana filozofii życia).

Malowanie na szkle jest relaksem ale jest i próbą uchwycenia dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego regionu. Nauka i sztuka zachwycają się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Podstawowym surowcem w tym malowaniu są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji (puste opakowania słoiki, butelki, przygotowane do wyrzucenia na śmieci lub już wyrzucone w krzaki lub do rzeki).

Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także.

Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań.

Już niedługo będzie wystawa w barczewskiej Synagodze (galeria sztuki) oraz warsztaty w Tumianach. A także mini wystawa w Mrągowie oraz wykorzystanie do zajęć hotriterapeutycznych pt. „mazurska łąka”. Na zdjęciu moje malowanki, przygotowane na tę mrągowską wystawę.

Mazurska Łąka – to pomysł na zwrócenie uwagi na bioróżnorodność i wartość „zaniedbanych” sadów i łąk. A jak to na łące, jest rumianek (lub maruna, bo przecież moje malowanie nie jest idealne i w tych samych obrazach dopatrzyć się można różnych gatunków roślin i zwierząt), cykoria podróżnik, chaber polny (same „chwasty”, co mają dużą wartość i przyrodniczą i kulturową). Jest czerwończyk dukacik (którego widziałem w starym sadzie w Pieckach, przy Muzeum Regionalnym im. Walentyny Dermackiej z Sappiehów) i ćma czyli motyl nocny - sadzanka rumienica (Phragmatobia fuliginosa), jest majka lekarska (z kantarydyną co jest i trucizną i lekarstwem jednocześnie – wszystko zależy od proporcji). Żeby mogły pojawiać się owady w obfitości, zarówno te żerujące na roślinach (np. gąsienice motyli) jak i te odżywiające się nektarem i pyłkiem kwiatowym, muszą być na łące kwitnące „chwasty”. Im większe bogactwo gatunkowe roślin, tym większe bogactwo gatunkowe owadów. Ale jest i mucha Lucilia caesar, z rodziny plujkowatych, larwy uprzątają to, co na łące niepotrzebnego (padlina, gnijące resztki). Jest i pałka wodna i chruściki. Bo łąki na Mazurach z wodą sąsiadują. Kontekst jest ważny nie tylko w filozofii ale i ekologii.

A jeszcze historia tych butelek i słoików. Jedne już lat kilkadziesiąt mają. Wygrzebane z piwnic i strychów. Inne zupełnie nowiutkie... a już śmieciem się stały. Przywrócone do życia z odkrytą, domalowana nową wartością. By służyć rozważaniom i dyskusjom. Zarówno w trakcie malowania jak i w czasie użytkowania.

Malowane butelki na wernisaż – czyli o tym, że wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym

sczachor

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak woda, powietrze. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy.

Malowanie butelek jest jak nauka – ma służyć ulepszaniu świata. Jest dla mnie jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych, za pomocą części pokazać całość. Dlatego maluję i przywracam do życia. Nie ma rzeczy i ludzi niepotrzebnych. Są tylko niedostrzeżeni w swym pięknie i wartości.

Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Tak jak malowanie butelek, które najpierw trzeba pozbierać w lesie czy jeziorze, umyć, albo ... nie wyrzucać i przez konsumpcję nie pomnażać śmieci. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką ale i miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby „uczynić świat miejscem lepszym do życia”. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych i takich projektach jak Wikipedia czy dziennikarstwo obywatelskie), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki – jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. W wielkim świecie i na prowincji.

Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. I tej jesieni próbował będę dalej integrować w sobie te dwa światy.

Rumianki z chruścikami, czyli zegar biologiczny w Synagodze w Barczewie

sczachor

8 czerwca 2013 r. w Synagodze w Barczewie (Galeria Sztuki „Synagoga”, prowadzona przez członków Stowarzyszenia „Pojezierze” http://synagogawbarczewie.pl/) organizuje koncert na rzecz niepełnosprawnych dzieci z powiatu olsztyńskiego połączony z aukcją zegarków przekazanych od aktorów, polityków, profesorów. Z prośbą o zegarek zwrócono się i do mnie. Mój zegarek marny, wysłużony, porysowany. Zamiast tradycyjnego czasomierza, przeznaczyłem swój malowany zegarek biologiczno-recyklingowy.

Butelka malowana w rumianki i chruściki to mój zegar biologiczny. Rumianki nawiązują do prowincji, gdzie czas płynie inaczej. Zdawałoby się wolniej. Ale za to pełniej i dogłębniej. W zabieganym świecie tęsknimy za wolnym życiem na prowincji. Powolnym, w poczuciu upływającego czasu, i wolnym od zniewalającego wyścigu szczurów. Chruściki fruwające nad rumiankami to owady wodne, którymi się zajmuję naukowo od lat. Chruściki (Trichoptera) są owadami z przeobrażeniem zupełnym. Tak jak motyle. Są ilustracją zegara biologicznego. Gdy przyjdzie czas, larwa przeobraża się w owada doskonałego (tak samo z gąsienicy – poprzez poczwarkę – wylęga się piękny motyl). Zegar biologiczny wyczuwa upływ czasu a przeobrażenie jest jak bicie zegara z kurantem. Albo z kukułką. Zegar biologiczny nie ma trybików i sprężyn. I czasem działa w zmiennym rytmie. Ale działa. Model organizmu żywego jest lepszym niż model zegara (maszyny) do opisu świata wokół nas, od atomów po galaktyki. To wyraz swoistej filozofii przyrody, dyskretnie ukrytej w malowanej butelce. Zielone szkło butelki wiąże się z nadzieją. Nadzieją na lepsze życie dla niepełnosprawnych dzieci.

Maluję butelki wyrzucone, pozornie niepotrzebne, zbędne (tak jak ludzie pozornie zbędni). Przywracam farbami im wartość, pozwalając dostrzec to, co w butelkach jest piękne i bez malowania. To swoisty recykling. Bo i życie jest kwintesencją recyklingu.

W końcu butelka może być posłańcem wiadomości – kartka schowana do środka a butelka wyrzucona do morza, płynie ze swoim listem-przesłaniem. Niech i koncert na rzecz niepełnosprawnych dzieci z powiatu olsztyńskiego będzie taką butelką z przesłaniem, rzuconą w ocean dobrych ludzi i ludzkiej dobroci.

Może ktoś tę butelkę zobaczy i przekaże mi, gdzie i kiedy ją widział? Dokąd zawędruje?

Luksus jest lokalny, prowincjonalny i unikalny (o rozwoju regionalnym i rękodziele biotechnologicznym)

sczachor

"Zamiast kupować wiele byle jakich rzeczy, lepiej zaoszczędzić na dobra bardziej luksusowe.”

Beata Chomątowska („Bo nikt inny tego nie ma” Tygodnik Powszechny, 10 marca 2013)

Powrót rękodzieła i rzemiosła, to nie tylko artystyczne decoupage, malowanie, wyszywanie, szycie lalek i skarpeciaków, rzeźbienie jajek, ale także domowe wyroby w postaci wypieku chleba, wędlin dojrzewających, własnych przetworów, warzenia piwa, robienia nalewek. To stymuluje i ożywia przemysł spożywczy, co widać po coraz liczniejszych lokalnych jarmarkach. Powrót do jakości (i unikalnej lokalności) widzimy w przemyśle spożywczym a także i odzieżowym. Awangardą jest sztuka i pamiątkarstwo.

Wracamy do wyjątkowego rękodzieła i rzemiosła. To szansa dla regionu, w którym coraz więcej gospodarstw agroturystycznych i miasteczek cittaslow. Prowincja brzmi pięknie ale i nowocześnie. Te różnorodne małomiasteczkowe jarmarki, wiejskie festiwale teatralne (np. w Bartągu), stodoły arystyczne, pikniki argeologiczne, wioski garncarskie to znak ogromnych przewartościowań w globalnym świecie a nie „zacofanie” czy cepeliowski skansen.

Moja licencjantka, biotechnolożka… uczy się ręcznie (samodzielnie w domowych, manufaktorowych warunkach) przygotowywać kosmetyki (proszę zwrócić uwagę, że mimo światowego kryzysu, na kosmetyki popyt nie zmalał – kobiety zawsze chcą być piękne). To nie tylko taniej ale i bardziej przyjazne dla ludzkiego zdrowia oraz środowiska przyrodniczego (ogranicza zbędny transport). Te naturalne, ręcznie robione kosmetyki są unikalne, krótkoterminowe (do trzymania w lodówce) i lokalnego spożycia, konsumowania, wymagają wiedzy kosmetyczno-biologicznej. Ale młodzi ludzie myślą o wykorzystaniu swojej wiedzy biotechnologicznej, bazującej na nowoczesnej wiedzy i lokarnej różnorodności biologicznej. Dokształcając się szuka czegoś wyjątkowego, specyficznego dla regionu. Zioła zbieraję nie starutkie, pomarszczone babcie z chatki pod lasem, ale młode i dobrze wykształcone kobiety, znające świat z wycieczek i staży zawodowych.

Nasza warmińsko-mazurska smart specjalization rodzi się w opariu o wiedzę, wyksztacenie, bioróżnorodność i… rękodzieło. W oparciu o dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze regionu. W parciu o rękodzieło, rozumiane jako małe porzedsiębiorstwa.

Lokalność, prowincjonalność i rzemiosło jest punktem wyjścia. Pozwala koncentrować się na prostych przyjemnościach takich jak posiłek z naturalnych produktów (a nie wysokoprzetworzonych półproduktów z supermarketu) czy spacer po parku (tylko te parki w miastach muszą być!) lub urokliwych kawiarenkach w zabytkowej przestrzeni miejskiej (Starówka to nie budka na parkingu!).

Czytanie książek w domu jest prawdziwym luksusem, indywidualnym, niepowtarzalnym. Podobnie jak domowe pieczenie chleba, warzenie piwa, szycie lalek, decorowanie techniką decuopage "odpadowych", pokonsumpcyjnych opakowań, malowanie butelek. Ci którzy potrafią tak spędzać czas to szczęściarze (elita) i mniejszość w społeczeństwie, pracujących po godzinach, aby zapłacić za to, co sami nie mają czasu zrobić. Zapracowana więszosć to ludzie, którzy płacą za opiekunki, bo sami nie mają czasu pobyć z własnymi dziećmi, nawet poprzytulać się. Płacą na kiepskie jedzenie, bo sami nie mają czasu przygotować posiłku. Płacą za rehabilitacje i grupy terapeutyczne bo ich dzieci nie mają czasu nawet pobawić się na podwórku. Zapomnieli się w pogoni za sukcesem i pieniędzmi, popadli w rutynę i są przepracowanymi prachoholiklami, konsumującymi jednorazową tandetę, powstającą nierzadko w wyniku pracy niewolniczej, wyzysku dzieci czy rabunkowego niszczenia środowiska. Udajemy, że nie widzimy, bo taniej?

Wszystko co powstaje na masową skale, jest adresowane do mas. Jak pomyje do świńskiego koryta (kto dba o jakość i smak? Ma tuczyć szybko i tanio). W odróżnieniu od wyrobu luksusowego, który jest unikalny, indywidualny, niepowtarzalny, wyjątkowy, przygotowywany w zakładach rzemieślniczych, krótkich seriach i w dobrze rozumianej formule pracy rękodzielniczej.

Luksus jest lokalny, prowincjonalny i unikalny. A prowincjonalność i rękodzieło jest awangardą nowego stylu życia.

Tak jak coraz liczniejsze spotykanie się ludzi w bibliotekach, domach kultury, aby wspólnie pobyć ze sobą i zrobić coś unikalnego, twórczego. Kiedyś "baby" spotykały się na darciu pierza i łuskaniu fasoli. Teraz obie płcie, starzy i młodzi na wspólnym tworzeniu rękodzieła, czy tylko na "pobyciu ze sobą". Biblioteki, szkoły i domy kultury na prowincji stają się unikalnymi kondensatorami życia lokalnego i społecznego. Tam rodzi się nowy, przyszły świat.

Zostawić swój ślad na Ziemi

sczachor

Zwierzęta terytorialne zostawiają na swoim terenie ślady zapachowe (mocz, kał, feromony, repelenty, atraktanty itd.) znakując teren, aby poinformować konkurentów, że "ja tu byłem". Lub poinformować partnera seksualnego "jestem atrakcyn(a)y i jestem gotów". Inne zwierzęta "znaczą" swoją obecność wydawanymi głosami. Te różnorodne ślady widać, słychać i czuć... chociaż nie są dostrzegalne dla wszystkich.

Człowiek swój teren znakuje także elementami wzrokowymi: wypisuje na ścianach różne sentencje typu "legia pany" (czyli my tu rządzimy i obcym łomot spuścimy) lub rysuje genitalia (testosteronowy znak agresji). Czasem wycina coś scyzorykiem na korze drzewa: wyznając miłość lub zostawiając znak zwycięstwa "tu byłem". Najczęściej zostawia jednak po sobie sterty śmieci w lesie i nad brzegami jezior...

W miejscach, które odwiedzam i które mi się spodobają, zostawiam swój ślad w postaci malowanych butelek. Można je znaleźć w niektórych kawiarniach. To taki ślad jaki zostawiam, znak "tu byłem". Na zdjęciu butelki w Tajemnicy Poliszynela.

A Ty, jaki ślad po sobie zostawiasz (zostawisz) na Ziemi?

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci