Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Prowadzenie przyrodniczych obserwacji w terenie - materiały dla nauczycieli

sczachor

2czegochcesienauczycteraz

25 listopada 2017 r, na zaproszenie Fundacji Uniwersytet Dzieci, uczestniczyłem w konferencji metodycznej dla nauczycieli pt. "Jak realizować ciekawe lekcje przyrodnicze w szkole i w terenie? Konferencja dla nauczycieli szkół podstawowych." Wygłosiłem wykład pt. "Jaka jest rola bezpośredniego kontaktu z przyrodą w kształtowaniu postaw ekologicznych? Prowadzenie przyrodniczych obserwacji w terenie" (niżej slajdy z wykładu w formie prezentacji, a tu zapowiedź). Niniejszy tekst jest spełnieniem obietnicy, danej nauczycielom - przedstawiam materiały uzupełniające do wykładu.

Nie wszystko da się zanotować, nawet wykorzystując telefon komórkowy jako aparat fotograficzny. Zdjęcie jako notatka? Też tak robię. Ale można jeszcze więcej. Można więc wykorzystywać technologie informatyczne do uzupełnienia. Na wykładzie przede wszystkim słuchać a potem i tak pełne notatki się otrzyma. Nie ma więc niepokoju, że coś umknie. Teraz można przypomnieć sobie i... w komentarzach zamieścić swoje refleksje, uwagi i pytania. Dyskusja może toczyć się  daleko od sali wykładowej, daleko czasowo i przestrzennie. Nowe technologie mają swoje dobre strony.

U góry grafika przedstawiająca oczekiwania nauczycieli na początku konferencji. Czy udało się te oczekiwania spełnić? Może jakaś ewaluacja, np. w formie komentarzy do mnie dotrze, Fundacja rozdała anonimowe ankiety, ale wyników tej ewaluacji nie znam. Jeszcze.

Oglądanie samych slajdów, gdy nie było się na wykładzie, jest jak oglądanie filmu bez dźwięku. Fragmentaryczny odbiór informacji. Staram się zamieszczać w prezentacjach jak najmniej tekstu. Bo prezentacja jest tylko pomocą do opowieści. Ale osoby, które były, przypomną sobie treść. Jeśli ktoś nie zanotował jakichś fragmentów, to teraz na spokojnie zapisze, sprawdzi, doszuka. Uzupełniająco dodałem kilka slajdów z tekstem (nie było ich na wykładzie). Przy okazji sam przypomniałem sobie o programie, umożliwiającym umieszczenie prezentacji, by można było ją umieścić na stornie (czy blogu). Zatem i ja korzystam. Uczę się ze światem a nie tylko uczę o tym świecie (to sparafrazowane nawiązanie do niektórych slajdów z wykładu).

Obiecałem dodatkowe linki. Oto one:

Najważniejsze przesłanie z wykładu:

  1. Zaciekawienie (najpierw nauczyciela, potem ucznia)
  2. Metoda naukowa (jako sposób poznawania świata i weryfikowania informacji)
  3. Wsparcie (metodyczne dla nauczycieli)

Nad tym ostatnim na uniwersytecie pracujemy, by poszerzać możliwości. Już teraz zapraszam na Noc Biologów 2018, 12 stycznia. Program szczegółowy niebawem. Zapraszam także do zajrzenia na stronę wydziału z oferta wykładów wyjazdowych  i zajęć laboratoryjnych na uczelni: 

 
 

Creatonotos gangis potwór, który nie jest taki straszny i truciznę zmienia w afrodyzjak

sczachor

gangis7Kiedy na początku listopada znajomy podrzucił mi zdjęcie i krótki filmik tego niesamowitego owada, to w pierwszej chwili pomyślałem, że to jakaś mistyfikacja. Takie coś to przecież nie może żyć. Bo jakby się taki motyl poruszał a zwłaszcza fruwał? Może ktoś do odwłoka motyla nocnego coś po prostu przyczepił? A może jakiś pasożyt? Zdjęcie łatwo byłoby zmanipulować, ale filmik nakręcony telefonem komórkowym?

Nie ma rady, zaciekawiony zacząłem szukać. Tylko jak? Nie znam ani tej ćmy ani nazwy. Jak szukać? Ale można szukać podobnych zdjęć przez wyszukiwarkę Google. Już po kilku sekundach kilka podobnych się ukazało na monitorze. Na początku listopada informacji w sieci było niewiele, w tym sporo mało precyzyjnych a wręcz błędnych. Te dziwne struktury znalazłem opisane w kilku miejscach jako „włochate odnóża”. W innych miejscach spotkałem określenie „włochate ołówki”. Współczesne owady w stadium imago nie mają odnóży odwłokowy, tym bardziej tak dużych. Cóż to więc za struktury? Po dwóch tygodniach w sieci znalazło się już kilka filmików i dużo więcej informacji. W tym całkiem sensownych i dobrze opisanych. To pierwszy fenomen jaki dostrzegłem w związku z tym owadem: szybka odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne.

Odwłokowe przydatki okazały się nie odnóżami i na dodatek uwypuklają się (są jakby nadmuchiwane, lecz mechanizm wynicowania inaczej przebiega niż „nadmuchiwanie") tylko na relatywnie krótko, potem znowu wnicowują. Zatem samce wcale z tymi mało wygodnymi „wyrostkami” na co dzień nie paradują. A więc nie przeszkadzają im ani w locie, ani w „życiu”. Niemniej ćma, która wywołała duże zainteresowanie społeczne w mediach społecznościowych, jest sporą ciekawostką, wartą opisania.

Znacznie ciekawszym elementem w biologii tego owada jest to, jak potrafią zamienić truciznę w afrodyzjak. Oszczędność metabolizmu i finezja ewolucji. O tym będzie niżej. Cierpliwości.

Niezwykły owad o nazwie Creatonotos gangis okazał się ćmą z rodziny niedźwiedziówkowatych (Arctiidae), znany był od dawna entomologom. Duże zainteresowanie pojawiło się po opublikowaniu krótkiego filmiku na portalu społecznościowym. Opisany został przez Linneusza w 1763 roku pod nazwą Phalaena gangis. Późniejsze synonimy to: Creatonotos continuatus Moore, 1877, Noctua interrupta Linnaeus, 1767 i Creatonotos flavoabdominalis Bang-Haas, 1938 (nazwisko i rok po nazwie gatunkowej oznaczają autora lub autorów i rok opisania, publikacji – pełna nazwa gatunkowa zawiera właśnie nazwisko lub skrót i rok). Wymienieni wyżej naukowcy raczej widzieli owady zasuszone, spreparowane i na ich podstawie dokonywali opisu. I dlatego nie dostrzegli tych „owłosionych ołówków”. Dlaczego? O tym za nieco niżej.

Rodzina niedźwiedzówkowatych występuje także w Polsce. Wiele z nich to pięknie ubarwione motyle nocne, gąsienice są zazwyczaj mocno owłosione (te liczne włoski to obrona przed drapieżnikami – nie wszystkie ptaki chcą jeść takie włochate i kłujące stworzenia).

Creatonotos gangis żyje w Azji południowo-wschodniej i zachodniej Australii. „Wygląda trochę jak połączenie stonogi, gąsienicy i ćmy.” Tak określano w różnych miejscach w sieci owego motyla. Swoją drogą skoro zdobył już taką sławę, to powinien doczekać się polskiej nazwy. W „Słowniku nazwisk zoologicznych i botanicznych ...” Erazma Majewskiego z 1894 roku znajdują się polskie nazwy dla gatunków z rodzaju Phalaena. Nazwa rodzajowa jest opisywana jako: ćma, miernica, zanocnica. Konkretne gatunki już z nazwami takimi jak jedwabnik, prządka, wierzbowiec, mniszka itd. Phalaena gangis nie występuje. Ani kolejny synonim Noctua interrupta. Trzeba więc ukuć nazwę polską.

Te dziwne, włochate organy występują u samców, noszą nazwę coremata (organy zapachowe, nazwa pochodzi z języka greckiego i oznacza "odkurzacze do pierza"), nie są to odnóża, tak jak można znaleźć w wielu mniej profesjonalnych miejscach w sieci, obecne są na końcu odwłoka, wydzielają feromony. W Słowniku Entomologicznym Razowskiego (PWN, 1987) znajdujemy nazwę korema (corema, sacculi lateralis) „parzysta boczna kieszeń w VII, VIII i IX pierścieniu [segmencie – S.Cz.] odwłokowym samców licznych motyli, zawierająca pęk zmodyfikowanych łusek; narząd rozprzestrzeniający zapachy.” U naszego bohatera kieszeń ta może być uwypuklana na zewnątrz. Na jednym z filmików można zobaczyć jak entomolodzy z Australii, wstrzykując martwym motylom płyn, sztucznie doprowadzają do „wynicowania”. To dydaktyczna demonstracja budowy tegoż organu. Korema występują u co najmniej kilku innych gatunków, ale nie są tak duże jak u Creatonotos gangis. Stąd nie zwracały publicznej uwagi w mediach społecznościowych.

Gąsienice, brązowo owłosione, polifagiczne (czyli odżywiają się wieloma gatunkami roślin), są traktowane jako mało ważne szkodniki orzeszków ziemnych, ryżu, sorgo, kawy, słodkich ziemniaków, lucerny itd. Większe szkody mogą czynić w uprawach granatów (chodzi o drzewa z owocami granatów a nie o broń zaczepną czy obronną).

Feromony samców, produkowane w koremie, noszą nazwę hydroxydanaidal (nie znam polskiej nazwy, może jest, może hydroksydanaidal?). Jeśli w diecie larw znajdują się odpowiednie alkaloidy pirolizydynowe (gorzki smak, potencjalnie toksyczne), to dorosłe już owady produkują więcej feromonów hydroksydanaidalowych (ponad 0,4 miligrama). Jeśli w diecie gąsienic nie ma tych alkaloidów, to korema nie osiąga dużego rozmiaru i substancje zapachowe nie są wydzielane. I tu doszliśmy do trucizny, która zamieniana jest w afrodyzjak (w zasadzie feromon). To co miało odstraszać staje się niezwykle pożądane w życiu Creatonotos gangis. Feromony pozwalają odszukać partnerów do reprodukcji, nawet jeśli są oddaloni o kilka kilometrów. Chemiczna komunikacja jest potrzebna by tak małe organizmy mogły się odnaleźć w wielkim świecie. Tak jak my odnajdujemy swoje „drugie połowy” w globalnej wiosce.

Rośliny produkują alkaloidy jako truciznę, mającą odstraszyć lub choćby „zniesmaczyć” roślinożercom posiłek. Ale jak widać zawsze znajdą się jakieś ewolucyjne przystosowania do znoszenia tej trucizny. Co więcej, owady potrafią wykorzystać ją w swoim metabolizmie. Larwy gromadzą w ciele a po przepoczwarczeniu dorosłe samce wykorzystują do produkcji feromonów, zwabiających samice. Są więc ewidentnie bardziej atrakcyjne. Co cię nie zabije to cię wzmocni – pasuje jak ulał do biologii tej niezwykłej i już sławnej ćmy, Inne gatunki owadów potrafią gromadzić w swoim ciele alkaloidy (lub inną broń chemiczną roślin) przez co same są trujące dla drapieżników. Trucizna, która chroni. 

Więcej na temat ćmy Creatonotos gangis

 

Superbelfrzy Nocą czyli o błędach, które nie są porażką

sczachor

superbelfrzynocaCo robią nauczyciele późnym wieczorem? Oglądają telewizję? Śpią? Nie, zazwyczaj albo przygotowują się do dnia następnego, wypełniając najrózniejsze szkolne „papiery” (także wersji cyfrowej) albo się uczą. I nowe technologie ułatwiają to ostatnie. Na przykład Superbelfrzy organizują wieczorne webinaria. Wyjaśnię na wszelki wypadek, że webinarium to takie seminarium w sieci (stąd web-inarium), wykład wprowadzony on-line. Całkiem nowa forma komunikacji międzyludzkiej w kontekście zawodowym (czyli dyskusji i dokształcania się).

A skoro webinarium jest nową formą, to trzeba się tego nauczyć, zarówno jako uczestnik jak i „prelegent”. I w tym roku miałem kilka okazji poprowadzić webinarium, m.in. z wykorzystaniem platformy Clickmeeting.

Zazwyczaj błędy traktujemy jako porażkę. Ale w procesie uczenia się błędy nie są porażka, są… ewaluacją. Są informacja zwrotną. To właśnie do edukacji bardzo pasuje powiedzenie „ten błędów nie popełnia kto nic nie robi”. Zatem i ja… popełniam błędy. Za każdym razem inne, ale cały czas przybywa mi umiejętności. Zbawienne te błędy, które potrafimy dostrzec.

Zostałem poproszony przez Superbelfrów o poprowadzenie webinarium, odbywającego się w cyklu Superbelfrzy Nocą. Chciałem podzielić się swoimi doświadczeniami i przygotowałem opowieść o mówieniu z wykorzystaniem ilustracji do kamishibai. Ale jak pokazać teatrzyk ilustracji na platformie e-learningowej?

Po około godzinnym spotkaniu miałem mieszane uczucia. Niby poszło dobrze, ale czułem niedosyt i dostrzegłem kilka swoich błędów. Dlaczego nie przygotowałem się lepiej, żeby tych błędów nie było? Bo na etapie planowania, przy małym doświadczeniu, nie byłem w stanie sobie tych błędów wyobrazić sobie i przewidzieć. To znaczy niektóre można było, ale nie od razu Kraków zbudowano.

Mówienie referatu w formie on-line jest trudne. A przynajmniej nowe dla mnie i zasadniczo różne od dotychczasowego doświadczenia. Po pierwsze nie widać publiczności. Widać tylko monitor, małe okienko z własną twarzą (czyli to co widzą uczestnicy) i okienko z czatem. Tam słuchacze mogą pisać. Ale litery są małe i nie bardzo je widać. Dopiero w dyskusji po tym e-spotkaniu, dowiedziałem się, że można jakoś powiększyć. Spróbuję następnym razem. Być może litery będą większe, ale przy prawdopodobnie takim samym oknie mniej będzie widać innych wypowiedzi. Przy intensywniejszej wymianie zdań, trudno będzie to obserwować.

Tak więc publiczności nie widać a co z tym się wiąże nie widać reakcji, nie widać języka ciała. Nie wiadomo czy słuchają i jak reagują. To, co widać na sali, w czasie bezpośredniego spotkania, na webinarium jest niedostępne. Mówi się do monitora. I takiego mówienia trzeba się nauczyć (metodą prób i błędów). Jeśli nie ma reakcji na czacie… to albo słuchają z uwagą, albo w ogóle nie słuchają. Teraz wiem, że trzeba pytaniami lub innymi zadaniami próbować nawiązać dialog z publicznością. I w ten sposób zobaczyć niewidzialne. Czyli nauczyć się wykorzystywania nowych technologii i nowego „języka ciała”.

W rozmowie po webinarium dowiedziałem się także, że można przełączać okna, z widoku prezentacji na quiz (trzeba wcześniej przygotować) czy na białą tablicę. Ale do takich wniosków dojść można, gdy popełni się błędy. Gdy zdobywa się doświadczenie. Uczyliście się kiedyś jeździć samochodem przy kursie na prawo jazdy? Wsiada człowiek pierwszy raz a tam tyle tych różnych dźwigni, pedałów, przełączników, kontrolek. I jeszcze trzeba patrzeć przed siebie, co przez maską samochodu na drodze się dzieje. W pierwszym momencie wydaje się, że tego jest za dużo (kto coś takiego wymyślił?). Gdy nabieramy wprawy w jeździe, to powoli dostrzegamy te wszystkie kierunkowskazy, wskaźniki i kontrolki. Uczymy się.

Co jeszcze widać w czasie webinarium? Liczbę uczestników, którzy dołączyli. Czy 50 osób to dużo czy mało? W środku tygodnia, późnym wieczorem?

Jakie są moje refleksje po? Trochę za szybko mówiłem. Powinienem wolniej. Ale to chyba efekt stresu. Trzeba przeżyć kilka razy by nabrać do siebie zaufania. To kolejny przykład, że błędy w edukacji są ewaluacja i pomagają w rozwoju. Póki swoje niedociągnięcia, potknięcia, braki dostrzegamy, póty się rozwijamy. Niepokoić się można wtedy, gdy uznamy, że wszystko było znakomicie, idealnie itd. Nic do poprawienie? Na drugi dzień miałem okazję odsłuchać nagrania i zobaczyć się z drugiej strony. Było lepiej niż myślałem. Na ogół bywamy zbyt samokrytyczni.

Ale wróćmy do dostrzeżonych błędów. Całość była na mój gust za mało spójna. Chciałem za dużo przekazać, za dużo opowiedzieć. Typowy błąd nowicjusza. Godzina zegarowa w zabieganych czasach to chyba za długo… Następnym razem i na to zwrócę uwagę.

Kolejnym moim wnioskiem jest to, że trzeba zaplanować pytania do słuchaczy. Będzie reakcja zwrotna, mimo że literki na ekranie będą małe. Trudno mówić a jednoczesnej czytać to, co ukazuje się na czacie Dobrym rozwiązaniem jest pomoc drugiej osoby, która nie mówi tylko czyta i ewentualnie potem przypomina. Przy takim wsparciu dialog jest łatwiejszy.

Umiejętności webinariowe dotyczą także publiczności. Czy pisać pytania na czacie i komentarze czy nie? A może się pisaniem przeszkadza? Może rozprasza? Ta nowa forma edukacji i komunikacji (webinarium) wymaga od nas wypracowania całkiem nowych standardów zachowania się. Trzeba więc próbować, przeżywać, doświadczać i sukcesywnie poszukiwać najlepszych rozwiązać i stylów rozmowy. Może za lat kilka czy kilkanaście będą już wydrukowane poradniki co i jak. Teraz ich nie ma. Uczymy się na sobie i przez działanie.

Proste przełożenie formy prezentacji z sali klasowej (uniwersyteckiej) nie jest jak widać dobrym rozwiązaniem. Trzeba odkryć potencjał nowego narzędzia. Niby prezentacja jest przygotowana w Power Poincie ale zapisana w pliku pdf i nie ma animacji. Trzeba szukać innych możliwości lub… czekać aż informatycy opracują nowe rozwiązania techniczne. Jakiś czas to potrwa. I my jako prelegenci-uczestnicy musimy o swoich potrzebach głośno mówić. Bo niby skąd programista ma wiedzieć co jest potrzebne? A my, jeśli nie spróbujemy czyniąc liczne błędy, skąd będziemy wiedzieli, czego nam potrzeba w tym nowym narzędziu i nowej formie komunikacji na odległość?

Kolejne próby i za każdym razem coś nowego. Nie ma innej rady. Najpierw oswoić się z nowym narzędziem, przekonać się, że "nie gryzie". Potem można próbować nowych opcji. W tym sensie błędy są błogosławione w procesie edukacji i nie należy ich traktować jako porażki. Raczej jako sukces, że się rozwijamy i dostrzegamy kolejne ważne elementy. Przeżyć, doświadczyć, zrozumieć.

Czego się muszę nauczyć? Podobno jest też opcja przyznawania głosu uczestnikom. Stają się na moment prelegentami. Niby prosta rzecz, ale jak i co nacisnąć by tę prostą czynność zrealizować? W sali przecież wystarczy wskazać ręką, powiedzieć, że ktoś ma głos…. A tu jest technika, siedziny od siebie po kilkadziesiąt kilometrów… i nikt nie ma tak długiej ręki…

No cóż, teraz chciałbym spróbować poprowadzić webinarium ze studentami, jako część kursowych zajęć. A może studenci, jako młodzi ludzie, już takie formy sami realizują? Może nie koniecznie za pomocą Clickmeeting? Może udałoby się zrobić studenckie seminarium w czasie Nocy Biologów w takiej właśnie formie? Przekaz byłby dostępny dla osób, będących daleko od Olsztyna.

A na zakończenie link do nagrania z webinarium jeszcze w wersji surowej, nieobrobionej: https://drive.google.com/file/d/1FgeLwT-yIMvV6mMV70XQWpd4Ylb7ZFpt/view

Mile widziane komentarze, sugestie, własne webinariowe refleksje.

Dzielenie się ubogaca, czyli o tutoringu, bookcrossingu i metodzie projektu

sczachor

Na wykładach o wszystkim można opowiedzieć, ubogacić ilustracjami, zdjęciami, schematami. Można polecić studentom odpowiednią lekturę. I łatwo wejść w rolę wszystko-wiedzącego mentora. A  ile będzie z tego edukacyjnych efektów? Zdobywanie wiedzy rozumianej jako fakty i informacje, jest współcześnie bardzo łatwe. Najlepsze uniwersytety udostępniają bezpłatnie wykłady swoich najlepszych profesorów (on-line, wideo). Ale samo słuchanie nie wystarczy.

Można na wykładzie opowiadać o ochronie środowiska, o ekorozwoju, o zmianach stylu życia, o ekozofii. I opowiadam. Ale to chyba za mało. Czym innym jest wysłuchać informacji różnorakich, a czym innym jest samemu zauczestniczyć i przeżyć. Można poczytać o tutoringu. Ale można uczyć się przez działanie. Dlatego coraz częściej wykorzystuję metodę projektu na zajęciach. Ale nie z perspektywy mentora lecz współuczestnika. Zrobić coś razem to nawiązać do istoty uniwersytetu jako wspólnoty uczących i nauczanych. To także realizacja nauczeństwa, bycie jednoczesnej nauczycielem i uczniem.

Także i w tym roku ze studentami dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego prowadzę wykłady z ekologii i ochrony środowiska. W tym roku realizuję także ćwiczenia. I dzięki tej szczęśliwej okoliczności mam okazję wspólnie zrealizować projekt ze studentami. Bo opowiedzieć na wykładzie na czym polega projekt to coś innego niż wspólnie ze studentami taki projekt zaplanować i zrealizować.

We wspólnej dyskusji rodzą się pomysły i powolna realizacja. Każdy ma jakieś unikalne umiejętności. Doświadczenie studentów 40+ jest bezcenne. A i młodzi dołączają. Jesteśmy na początku drogi. I cieszymy się pierwszymi, wymiernymi rezultatami

23844531_2025733111007122_4932595216587654527_nI tak studenci wymyślili, żeby uruchomić kilka półek bookcrossingowych w piekarni (obok wlepka do książki, zaprojektowana przez Annę Wojszel). Stąd główne hasło „nie samym chlebem człowiek żyje”. Pełne nawiązanie do dziedzictwa. Potem pojawił się pomysł kolejnych miejsc, w małych miejscowościach. Gdy uruchomiliśmy fanpage i blog, to odezwały się osoby z różnych miejsc, chcąc dołączyć. Projekt się rozwija. Inauguracja pierwszych półek zaplanowana jest na 6. grudnia 2017, w Mikołajki. Symboliczne nawiązanie do obdarowywania się.

Uwalniamy książki i tworzymy nowe półki bookcrossingowe w dość nietypowych miejscach. Tam, gdzie ich jeszcze nie było. Na przykład w piekarniach i restauracjach. W miejscach na głębokiej prowincji i w miejscach, gdzie ludzie się spotykają. Książka zbliża a dzielenie się ubogaca. Dziedzictwo w szerokim sensie. Nie samych chlebem człowiek żyje czyli nie samą materialnością. Bo dziedzictwo ma wymiar materialny ale i niematerialny. Półek bookrossingowych jest już wiele. I warto o nich przypomnieć. Wiele lat temu, ze studentami biologii, uruchomiliśmy półkę bookcrossingową w czytelni wydziałowej. Potem czytelnię zlikwidowano, to i półka zniknęła. Obecnie nie ma na Wydziale Biologii i Biotechnologii półki z uwolnionymi książkami. Raz tylko robiliśmy akcję w czasie Nocy Biologów. Ale to była taka jednodniowa akcja. Być może teraz uda się ponownie zachęcić studentów biotechnologii i coś trwałego powstanie. Z naciskiem na nauki biologiczne i przyrodę.

Celem naszej akcji (zainicjowanej właśnie ze studentami dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego) jest zachęcenie do zmiany postaw konsumenckich, do dzielenie się nie tylko książkami. Książki są tylko symbolem. Chcemy także zachęcać do czytania a jednoczesne umożliwienia korzystania z książek tym, którzy nie mają do nich łatwego dostępu. Nie chodzi o to by były duże, centralne biblioteki ale by były blisko…. Blisko ludzi. A jeśli nie biblioteka to przynajmniej półka bookcrossingowa. Przeczytanych książek nie musimy wyrzucać do pieca ani na makulaturę. Stare książki możemy ożywić, podzielić się nimi z kimś innym i podzielić się wrażeniami z ich przeczytania.

Książki zbliżają ludzi w momencie czytania jak i w momencie dzielenia się nimi i dzielenia się wrażeniami z przeczytanych pozycji. Naszym celem jest ochrona środowiska - mniejsze zużycie surowców, w tym przypadku papieru. Chcemy wydłużyć czas użytkowania przedmiotów, na przykładzie książek. Chcemy dzielić się wiedzą i to podwójnie (fizycznie książkami a duchowo wiedzą i pomysłami).

Akcja dopiero się rozpoczyna, zainicjowana przez 7 osób…. Liczę, że będzie więcej, zarówno studentów jak i osób spoza uniwersytetu. Bo jeśli nasz uniwersytet ma być Warmińsko-Mazurski, to niech będzie mocno zakorzeniony w naszym regionie. W regionie i dla regionu. Dzielenie się ubogaca obie strony. A my chcemy zmieniać świat na lepsze małymi krokami i zaczynając od siebie samych. Możesz dołączyć (zajrzyj na bloga, tam znajdziesz niezbędne informacje: https://warmiobook.blogspot.com/

Dzielimy się książkami ale chodzi nam o coś więcej (i głębiej). Chcemy zmieniać postawy konsumenckie i postrzeganie świata. Zamiast kultury jednorazowości i szybkiej konsumpcji – trwałe i wielokrotnie wykorzystywane rzeczy (i idei). Ekonomia dzielenia się jest niezwykła, bo w wyniku dzielenia się obie strony coś zyskują. Tu prosta algebra nie wystarczy by opisać i zrozumieć tę rzeczywistość.

Naszym celem jest zmiana świadomości, stylu życia i codziennych nawyków. To taki przewrót kopernikański w myśleniu. Mikołaj Kopernik mieszkał na Warmii, nawiązanie więc do niego nie jest bezpodstawne. Poprzez akcję tworzenie nowych półek bookcrossingowych i uwalniania książek chcemy ułatwić dostrzeżenie problemów odpadów (konsumpcja towarów jednorazowych, rosnące wysypiska, śmieci zalęgające w lasach). Chcemy pokazać i zobaczyć jak prostymi działaniami można to zmieniać. Im więcej osób tym większy sukces akcji.

Co możesz zrobić, gdybyś chciał(a) dołączyć? Przeczytaj książkę. Uwolnij ją i przekaż dalej. Podziel się wrażeniami i zostaw swój ślad na naszym fanpejdżu. Zrób zdjęcie z książką i wyślij do nas, na facebookowy fanpage!

Niżej przykład z Kurzetnika, estetycznej półki bookcrossingowej w miejscu przyjaznym do spotkań. Takich miejsc jest już sporo, chcemy o nich opowiedzieć. I sprawić, by powstały nowe.

DSCN0689_1

Drugie dno (edukacyjne)

W dydaktyce chodzi nie tylko o wiedzę i umiejętności, ale i o kompetencje społeczne. W metodzie projektu uczymy się umiejętnościrzeczywiście potrzebnych w życiu pozaszkolnym. Nie na zaliczenie ale naprawdę, na serio. I uczymy się „poza klasą”, w środowisku społecznym, takim jakie ono jest w rzeczywistości. A przede wszystkim uczymy się współpracy. 

A czego ja się uczę? Tutoringu. Przez działanie a nie tylko uczestnictwo w szkoleniu. To doświadczania pozwala nam wiedzieć, czego jeszcze nie wiemy, co warto doczytać, dosłuchać i jeszcze przećwiczyć. Uczę się razem ze studentami. A każdy uczy się czegoś innego – tego, co akurat ma w deficycie i chce rozwinąć. Uczymy się od siebie w realnych sytuacjach, z potknięciami, radościami sukcesów. I tak przez całe życie. Bo kształcenie jest ustawiczne.

Wieczorna bajka o mówieniu dla dorosłych (nauczycieli w szerokim sensie)

sczachor

Bajka_o_mwieniu_2W tym roku uczyłem się (mam nadzieję, że z dobrym skutkiem) dwóch różnych metod edukacji i przekazywania treści wykładowych. Pierwsza średniowieczna, a więc archaiczna, a druga nowoczesna, rodem z XXI wieku. Mam na myśli teatr ilustracji kamishibai oraz internetowe webinarium. Co te dwie metody łączy? Zdawałoby się, że są od Sasa do Lasa. Łączy je ewolucja człowieka i kulturowa ewolucja metod komunikacji. O tym ostatnim opowiadam także w tradycyjnej, wykładowej formie na uniwersytetach trzeciego wieku, nie tylko w Olsztynie.

To były moje pierwsze kroki z kamishibai i webinarium, i o tych swoich doświadczeniach chcę opowiedzieć nauczycielom w ramach wieczornych webinariów Superbelfrzy Nocą (czwartek, 23 listopada, początek o 21.00).

Drewniana skrzyneczka i malowane ilustracje. Bez prądu, elektroniki i nowoczesnych wodotrysków. Opowiadałem bajki opracowane wspólnie z wydawnictwem (to głównie uczniom szkolnym) oraz dwie samodzielnie namalowane i narysowane. Bo w jednym przypadku korzystałem także z myślografii czyli notowania wizualnego. Kamishibai przedstawiłem… studentom. I najwyraźniej z dobrym efektem. Nawet naukowcom i studentom z Japonii, co było dla nich dużą niespodzianą. Dopytywali skąd ich tradycyjne kamishibai trafiło do Olsztyna i dlaczego wzbudziło moje zainteresowanie. A ja tylko nawiązałem do dużego nurtu – w Europie ta forma opowieści jest bardzo popularna, zwłaszcza wśród nauczycieli (w Polsce też). Bo od nauczycieli z naszych szkół można się wielu wartościowych rzeczy nauczyć. Zwłaszcza wśród Superbelfrów.

I to właśnie głównie za sprawą Superbelfrów spróbowałem wykładania przez Internet. To były próby z Facebookiem, Skypem oraz platformą Clickmeeting. Poduczyłem się trochę,  a w zasadzie bardziej rozpoznałem możliwości i ograniczenia. Doświadczyłem i lepiej rozumiem jak i co przygotowywać. I teraz lepiej wiem, czego muszę się nauczyć... Mamy coraz więcej studentów z indywidualnym tokiem studiów, mieszkających daleko. Kontakt internetowy może być dobrą forma uzupełniającą tradycyjne zajęcia w murach uniwersytetu.

Bajka kojarzy się z literatura fikcji, z fantazją. I z wieczornymi opowieściami przy piecu, zwłaszcza jesienią. Ze światem bez telewizji i komputerów. Tym razem będzie to bajka dla dorosłych… i to z komputerem lub smartfonem czy tabletem.

Bajka o mówieniu” to refleksje o nowoczesnym wygłaszaniu referatów z wykorzystaniem średniowiecznych technik (kamishibai), przeznaczona głównie dla nauczycieli. Podzielę się swoimi refleksjami o tym, jak mówić by być słuchanym, jak wykorzystywać nowoczesne rzutniki multimedialne i techniki notowania wizualnego (myślografia). Opowieść okraszona będzie dygresjami, dotyczącymi ewolucji człowieka i rozwoju kultury komunikacji międzyludzkiej.

Więcej szczegółów na stronie Superbelfrów: http://www.superbelfrzy.edu.pl/webinaria/superbelfrzy-noca-49-stanislaw-czachorowski/

Czy fikcja może być prawdziwa?

sczachor

UartystyTytułowe pytanie wydaje się wewnętrznie sprzeczne i nielogiczne. Bo albo coś jest fikcją albo prawdą. O co więc chodzi? Doprecyzuję problem, czy literatura fikcji może przekazywać jakieś prawdy uniwersalne tak jak literatura faktu?

Literatura faktu to wszelkie teksty dotyczące badań naukowych, relacje wydarzeń, opisy zjawisk i szeroko rozumianego świata przyrodniczego. Natomiast literatura fikcji to wszelkie opowiadania, powieści, sztuki teatralne i inne opisy, bazujące na wymyślanych historiach. To w zasadzie literatura i poezja jaką znamy tradycyjnie. Zaczytujemy się w niej.

Czy tak zwana literatura piękna (literatura fantazji i fikcji) może przekazywać jakieś prawdy o świecie, w którym żyjemy i jak się ma do literatury faktu? Odpowiedź jest chyba oczywista: nawet w bajkach i powieściach autorzy próbują zawrzeć swoją wiedzę o świecie (najczęściej o nas samych, ludziach i społeczeństwach). Wynikają z doświadczenia, przemyśleń. Też opowiadają o świecie jaki jest (np. o ludziach i ich charakterach). Ale pisane są w zupełnie innym schemacie niż prace naukowe, według innej metodologii i inaczej się z nimi dyskutuje (polemizuje).

Na przykład takie bajki Ezopa. Występują różne zwierzęta, a przecież doszukujemy się w nich prawd o ludziach. W takim ujęciu fikcja jest podobna do modeli, stosowanych w nauce (literaturze faktu). Jest uproszczeniem rzeczywistości. W jakimś stopniu przypomina uogólnienie, prawo ogólne. Fabuła jest tylko elementem pokazania modelu ogólnego, obrazu, jakieś sytuacji. Język mało precyzyjny i dlatego różnie możemy interpretować „co poeta miał na myśli”. Jak to falsyfikować, weryfikować?

Czyli literatura fikcji też może być jakimś sposobem objaśniania rzeczywistego świata. Tyle, że inaczej się ją odczytuje. Jest mniej precyzyjna, bo operuje jedynie analogiami, modelami i nie zawsze czytelnymi uogólnieniami. Operuje całościami (całościowymi konstrukcjami). Jak z nią dyskutować i falsyfikować? Nie da się przecież – tak jak w literaturze faktu – analizować poszczególnych elementów. Z literaturą fikcji można dyskutować tylko przeciwstawiając inne, alternatywne modele, porównania, przypowieści (obrazy, sytuacje, studium przypadku).

Literatura fikcji chyba została wcześniej wymyślona przez ludzkość jako forma przedstawiania prawd o świecie. Literatura faktu, pomijając zwykłe relacje wydarzeń, powstała chyba później. Na pewno później wykrystalizowała się metoda naukowa i metodologia nauki. Łatwiej dyskutować i podważać poszczególne elementy jednocześnie doskonaląc teorię. Wymieniane są poszczególne elementy ale całość pozostaje niezmienna. Tak jak na przykład w teorii ewolucji.

Dlaczego zestawiam literaturę fikcji i literaturę faktu? Bo myślę, że jest to jeszcze jeden sposób na szukanie powiązań nauk humanistycznych z naukami przyrodniczymi (eksperymentalnymi). Literatura faktu i fikcji w moim odczuciu nie są osobnymi bytami ale kontinuum z przenikającymi się granicami. W nauce nie tylko testuje się hipotezy (falsyfikuje), ale czasem porównuje alternatywne paradygmaty, różne teorie jako całość. A zatem jednej „opowieści” przeciwstawia się inna „opowieść” (model). Podobnie jak w literaturze fikcji.

Turystyka jako edukacja w czasie wolnym – szlak wiedzy

sczachor

konferencja_turystyczna12 października 2017 roku odbyła się na UWM konferencja pt. Turystyka nas inspiruje – szlaki turystyczne szansą rozwoju turystyki regionalnej.  Wysłuchałem…. i się rzeczywiście zainspirowałem. Zostałem zaproszony by poprowadzić konferencję i dyskusję panelową (miałem przyjemność poprowadzić wspólnie z dr Anetą Omelan z Wydziału Nauk o Środowisku, Katedra Turystyki Rekreacji i Ekologii).

Wysłuchałem kilku ciekawych referatów i dyskusji panelowej. Być może sam bym się na tę konferencję nie wybrał, bo tematyka wydawała mi się trochę obok moich zainteresowań naukowych. A gdy czasu brakuje, z czegoś trzeba rezygnować, wybierać. Na szczęście „zostałem wywołany do tablicy”, dzięki czemu choć trochę udało się wyjść z własnej bańki informacyjnej (wybieramy to co znamy i lubimy w konsekwencji umykają nam rzeczy wartościowe, o których jeszcze nie wiemy).

Dlaczego piszę relację dopiero po miesiącu? Nazbierało mi się sporo zaległości, obiecałem relację już dawno. Szybko się myśli, ale pisze się znacznie wolniej. Łatwiej się opowiada niż układa słowa do przeczytania. Nadrabiam. Pisanie relacji to takie dodatkowe porządkowanie informacji i wrażeń, utrwalanie. A ja mam okazję powtórnie spojrzeć na Warmię i Mazury jako region przyjazny człowiekowi i dobremu życiu (zachowania prozdrowotne, dobre jedzenie, ruch itd.). Olsztyn jest miastem uniwersyteckim. Dzięki wspomnianej konferencji uświadomiłem sobie, że turystyka to edukacja w czasie wolnym. Trzeba tylko dobrze przygotować przestrzeń i środowisko edukacyjne. W całym regionie, z miasteczkami cittaslow włącznie. Refleksje pokonferencyjne dobrze wpisały mi się w rozważania o edukacji pozaformalnej i ustawicznej, ale dostrzegłem coś zupełnie nowego. Szlaki turystyczne mogą być elementami szeroko rozumianej edukacji, a ta jako element także turystyczny może wpisywać się w rozwój gospodarczy regionu (w tym w tak zwane inteligentne specjalizacje). Nie tylko centra nauki takie jak warszawskie CN Kopernik, i nie tylko w Olsztynie (także gminne, powiatowe czy mobilne). Może warto pomyśleć o połączeniu sił i stworzyć szlak wiedzy z Kopernikiem i czterema noblistami na początek?

Już w kuluarach, przed konferencją wywiązała się dyskusja o regulacjach w zawodzie przewodnika turystycznego. Pod wpływem solidnych i rzeczowych argumentów, dałem się przekonać i wycofałem ze swojego stanowiska. Pozostaje tylko problem jak połączyć typowego przewodnika turystycznego z edukatorem, wykorzystującym przestrzeń i infrastrukturę do szeroko rozumianej wielowymiarowej edukacji. Czy nauczyciel (edukator w szerszym rozumieniu) miałby jednocześnie uprawnienia przewodnickie?

Na konferencji kilkukrotnie wyartykułowano, że turystyka jest częścią gospodarki, w tym turystyka kulturowa oraz wyprawy indywidualne (dla indywidualnych turystów inaczej musi być przygotowane środowisko edukacyjne i atrakcje turystyczne). Turystyka to także podróże akademickie, etniczne, sentymentalne, kulinarne, eventowe, religijne, industrialne itd. Szerzej niż myślimy tradycyjnie o słońcu, plaży i żeglowaniu latem po jeziorach. Głównym tematem konferencji były szlaki turystyczne. Prelegenci podkreślali, że są to atrakcje, punkty usług (pierwotne i wtórne), instytucje organizujące szlak i zarządzające nim. To także centra interpretacji oraz wystawy. Rdzeń tak rozumianego szlaku jest niematerialny (kulturowa istota), otoczony jest produktem rzeczywistym i produktem poszerzonym. Szlak to sposób na dystrybucję kultury. Ale także na dobrze rozumianą edukację przyrodniczą i ekologiczną.

Istotą edukacji w turystyce jest podróżowanie w czasie wolnym, w tym ukierunkowane krajoznawstwo czy ożywianie historii. Wiąże się z tym tematyzacja turystyki kulturowej (marketing kultury), deglomeracją ruchu turystycznego (rozproszenie na prowincji, co ważne dla naszego regionu) – jadę tam, gdzie najwięcej przeżyję, znajdę doznań. Szlak to po prostu dużo skoncentrowanych elementów do przeżywania w jednym miejscu. Podróżujemy na różne sposoby, w grupach zorganizowanych, indywidualnie, samochodami, rowerami, pieszo. Dla każdej formy potrzebne są osobne pakiety – dostosowane tematycznie jak i uwzględniające możliwości mobilne. Poruszając się wolniej więcej dostrzegamy w krajobrazie. Poruszając się szybciej docieramy do bardziej rozproszonych obiektów i atrakcji turystycznych.

Najbardziej mnie zaskoczyło (a jednocześnie urzekło) wykorzystanie teorii systemów do rozważań o turystyce (planowanie, analizowanie).

Turystyka to taka forma upowszechniania wiedzy, w której edukowany nie wie (nie uświadamia sobie), że jest edukowany. To edukacja pozaformalna, która ostatnimi laty zaprząta mi głowę. Najczęściej myślimy o edukacji historycznej. Ale to tylko mały fragment. Sam we Francji widziałem szlaki o tematyce malarskiej, zarówno w mieście jak i daleko „na prowincji”. Gdyby do edukacji w czasie wolnym podejść znacznie szerzej, to być może moglibyśmy na szlakach turystycznych tworzyć…. Szlaki wiedzy. Zielona szkoła w ruchu. Niezwykle intrygujący to pomysł. Drugim tematem, jaki przychodzi na myśl, to turystyka przyrodnicza w obszarach chronionych. Dla zachowania najcenniejszych elementów chronionej przyrody trzeba ukierunkowywać turystykę. Czy do parków krajobrazowych turyści przybywają poznawać walory antropogeniczne czy przyrodnicze? Tak się przeplata nasze dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe. Od dawna u nas funkcjonuje szlak zamków gotyckich. Ale chyba ten potencjał nie jest wykorzystany. Coś trzeba naprawić, udoskonalić, uzupełnić bo jeszcze nie działa tak jak powinien. Być może przydałyby się badania naukowe, które pozwoliłyby zdiagnozować sytuację i wypracować lepsze rozwiązania.

Szlak turystyczny to także uczestnictwo w kulturze. To co przyciąga to gwarancja autentyczności, dostępności, możliwość przeżycia indywidualnej wyprawy kulturowej i atrakcyjna forma edukacji w czasie wolnym. Czyli poza murami szkoły i w formie kształcenia ustawicznego. Przecież nowoczesna edukacja to nie tylko szkoły i nauczyciele, zamknięci w budynkach. Uczenie się w przestrzeni (dobrze zaprojektowanej pod kątem edukacyjnym) staje się na świecie coraz bardziej popularne. Tym bardziej że zapewnia kształcenie przez całe życie. Turystka to także organizowanie przestrzeni (środowiska) edukacyjnego. Do samodzielnej edukacji w dowolnym czasie. Przykład „odkrzesłowienia” szkoły.

W czasie omawianej, jednodniowej konferencji uczestnicy dyskutowali o tematyzacji szlaków, dostępności obiektów, potrzebach koordynatora szlaku. Oraz wprowadzaniu nowych form z mobilnym internetem, np. wykorzystaniem QR Kodów jako elementu wizualizacji na szlaku. Narzędziami kierowania ruchem turystycznym są także ulotki, mapy, znaki i tablice informacyjne. Turystyka to wzrost zatrudnienia, wzrost rozpoznawalności regionu i wzrost konkurencyjności. Jest elementem budowania marki regionu i wymiarem lokalnego dziedzictwa. Dla mnie nie tylko dziedzictwo kulturowe ale i przyrodnicze. Oba są dostępne i atrakcyjne przez cały rok.

Było i o Szlaku Kopernikańskim, o regionalnej trasie rowerowej, małych, lokalnych szlakach. "Cudownie. Kopernik tu mieszkał". Pogoń za Kopernikiem jako jeszcze jedna z propozycji tematycznych szlaków turystycznych. A jednocześnie edukacyjnych. Jak się okazuje, jesteśmy zagłębiem dla cittaslow. Ta sieć małych miast z dobrym życiem generuje ruch międzynarodowy. Idea narodziła się we Włoszech a Polska w liczbie miast cittaslow jest zaraz na drugim miejscu (235 miast we wszystkich krajach, w Polsce 26, z czego 20 na Warmii i Mazurach). Sieć cittaslow jest już chyba rozpoznawalną marką regionu i dziedzictwa kulturowego. Miejsce gdzie się dobrze żyje. Ruch turystyczny – ludzie i małe ojczyzny. Uczestnicy konferencji przedstawiali różne elementy turystyczne w wersji nowoczesnej: muzealnictwo, rzemiosło, stare zawody, zbiory i izby pamięci, kulinaria na szlaku, łącznie tworzy to nowoczesną gościnność. A przynajmniej może tworzyć.

Na tle tej dyskusji w mojej głowie pojawiały się skojarzenia z konektywizmem i wiedzą rozproszoną, synergią. Konferencja ta była zderzeni przemyśleń i doświadczeń teoretyków i praktyków. Uniwersytet w tym kontekście to dobre miejsce na takie interdyscyplinarne debaty.

Turystyka nas rzeczywiście inspirowała. Co uwidoczniło się w końcowej debacie panelowej. Podkreślono ekonomiczny rozwój regionu i zastosowanie teorii systemów do turystyki (bardzo mi to odpowiada). Turystyka jako edukacja pozafromalna i w czasie wolnym, a szlaki turystyczne jako tworzenie środowiska edukacyjnego. Potrzebny jest tylko jeszcze odpowiedni kapitał ludzki. I tu ponownie wracamy do uniwersytetu i jego społecznej misji w województwie warmińsko-mazurskim. Ja osobiście zainspirowany zostałem do szlaku wiedzy (dlaczego nie wykorzystać także i gamifikacji jako jednej z form tematycznego podróżowania?). Szlak wiedzy uwzględniający rekreację i zdrowie, jedzenie, ruch, aktywność, rozwój duchowy (wiedzy), doznania i jakość życia. Interdyscyplinarne podejście do turystyki i edukacji z certyfikowanymi produktami, usługami i… doznaniami.

Zaczynam dostrzegać nasz region jako potencjalnie przyjazny człowiekowi z licznymi cittaslow, wydarzeniami kulturalnymi (eventy różnotematyczne). Warmia i Mazury (w szerokim sensie, bo uwzględniające Powiśle jak i Ziemię Michałowską itd.) to sieć miejsc dobrego życia, lider w Polsce w zakresie cittaslow, gdzie widać wielokulturowość, dziedzictwo kulinarne, nowoczesne muzealnictwo, aktywne, rekonstrukcyjne.

 22310573_518896721777242_4397880137054764788_n1

O tym jak zostałem hunwejbinem dla antyszczepionkowców

sczachor

JaskowskiA było to tak. Wróciłem właśnie z Wrocławia, z bardzo interesującej debaty panelowej nt. "Przekazywanie informacji naukowej i nie tylko" (9 listopada 2017 r.) (czytaj także na Facebooku). Pojechałem tam na zaproszenie studentów redagujących Miesięcznik Studentów Politechniki Wrocławskiej „Żak” oraz Centrum Wiedzy i Informacji Naukowo-Technicznej. Bardzo inspirująca dyskusja o poruszaniu się w gąszczu informacji internetowych, o sposobach pozyskiwania rzetelnej informacji w bibliotekach, zasobach elektronicznych oraz o sposobach odróżniania rzetelnych informacji od manipulacji czy dezinformacji. Pojawiło się także pytanie o powody nieprzyswajania wiadomości niepasujących do naszego światopoglądu (szerszą relację z refleksjami po tej dyskusji panelowej zamieszczę niebawem).

Pomyślałem sobie, że są jeszcze młodzi ludzie zaniepokojeni zalewem faktoidów (materiałów przypominających fakty ale faktami nie będące) i próbujących poważnie dyskutować o przyczynach pojawiania się postprawdy i sposobów odróżniania informacji prawdziwych od medialnych manipulacji. W duchu zazdrościłem Politechnice Wrocławskiej aktywnych i odważnych studentów.

I kiedy tak „zazdrościłem” na wydziałowy Fan Page na Facebooku przyszły wiadomości od naszych studentów. Alarmujących głosów było kilka, zauważyłem także na fanpage uczelnianym. Potem także na innych wydziałach. Otóż studenci zwracali uwagę na jakieś dziwne spotkanie antyszczepionkowców, zaplanowane na naszej uczelni. W pierwszej chwili pomyślałem, że chyba przesadzają. Przecież to niemożliwe, aby u nas ktoś organizował takie antynaukowe spotkania. Poprosiłem o sprawdzenie, może to jakiś po prostu fejk lub żart. Studenci podesłali materiały ze strony Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP. Sama nazwa niewiele mówi, wyguglałem i poczytałem o działaniach tegoż Stowarzyszenia i wygłaszanych poglądach pana Jerzego Jaśkowskiego. Tak, niepokój naszych studentów i troska o dobre imię uniwersytetu były jak najbardziej właściwe i wskazane. I poczułem dumę – my też mamy rozsądnych i aktywnie działających studentów !

Owszem pojawia się pytanie czy uniwersytet powinien być otwartym miejscem na debaty na każdy temat. Dla nauki nie ma tematów tabu lub zakazanych (to wyjaśnię niżej). Ale pozostaje forma i rzetelność (a nie manipulacja).

W słusznej sprawie trzeba wspierać studentów. To była sobota, święto państwowe, dzień wolny. Potem niedziela, też dzień wolny. Studenci napisali list do Rektora z zamiarem zbierania podpisów od rana w poniedziałek. Aby ułatwić upowszechnienie informacji zamieściłem list studentów na blogu wydziałowym . Nie umieściłem nazwisk studentów z dwóch powodów. Po pierwsze by nie narażać ich na niepotrzebne przykrości (i było to trafne bo nawet bez nazwisk otrzymali telefon z pogróżkami, z numeru zastrzeżonego). Po drugie dopiero się organizowali i nie mieli zebranych podpisów (w sumie jak się później okazało na kilku wydziałach zebrali ponad 550 podpisów (czytaj więcej na ten temat).

15 listopada ukazał się tekst pana Jaśkowskiego, w którym nazwał mnie hunwejbinem. Młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć co to znaczy, otóż „Hunwejbini albo Czerwona Gwardia – komunistyczna organizacja młodzieżowa działająca w Chinach podczas rewolucji kulturalnej, w latach 1966-1968. Podobnych organizacji powstawało wówczas wiele, ale Czerwona Gwardia była najbardziej wpływowa. Dziś określenie hunwejbin jest używane na określenie członków wszystkich z nich. Chociaż według propagandy hunwejbini mieli się zajmować prowadzeniem rewolucji, to w rzeczywistości wykorzystywani byli do wewnątrzpartyjnych rozgrywek między liderami chińskiej partii komunistycznej. Czerwona Gwardia pozostawała pod rozkazami przewodniczącego partii Mao Zedonga. Popełniała liczne okrucieństwa, torturując, przetrzymując, poniżając, a niekiedy zabijając ludzi uznanych za "wrogów ludu", do których zaliczano przede wszystkim nieliczną chińską inteligencję.” (Źródło: Wikipedia, hasło Hunwejbini https://pl.wikipedia.org/wiki/Hunwejbini)

Pan Jaśkowski użył tego epitetu ewidentnie by obrazić. Przecież nie jestem ani komunistą, ani nie prowadzę rewolucji kulturalnej itd. Taki nieuczciwy atak osobisty zamiast rzetelnych argumentów. Zwykły zabieg erystyczny, jakich w debacie akademickiej nie powinno być. Nic dziwnego, że takich prelegentów nie chcą nawet studenci ("nawet", bo młodzi ludzie mogą nie mieć jeszcze osobistych doświadczeń z manipulacjami i erystycznymi zabiegami).

Ale wróćmy jeszcze do wywodów pana Jaśkowskiego. Jednoznacznie stwierdza, że to ja jestem autorem listu do rektora. Na jakiej podstawie? Moje nazwisko widnieje jako admiratora, który zamieścił wpis na blogu. Uważa, że to z mojej strony manipulacja i podszywanie się pod studentów. Być może sądzi wedle swoich doświadczeń i wewnętrznych odczuć lub też szukał pretekstu by kogokolwiek zaatakować werbalnie. Przypisywanie mi autorstwa wynika z braku elementarnej rzetelności i zwykłej manipulacji. Albo nieporozumienia. Być może to jakieś nawykowe, niemniej typowe dla heroldów teorii spiskowych.

Dlaczego wspomnianemu stowarzyszeniu zależało na prelekcji pana Jaśkowskiego akurat w murach uniwersytetu? Przecież sal w Olsztynie nie brakuje na wszelakie spotkania duże i małe. Jak wynika z pisma pana kanclerza UWM, w zgłoszeniu stowarzyszania spotkanie zatytułowało „Edukacja w zakresie szczepień i zdrowia dzieci w tym autystycznych”. Bardzo poprawnie i daleko od pokazania poglądów głoszonych przez pana Jaśkowskiego. Typowe spotkanie edukacyjne? Gdyby nie studenci, którzy znaleźli ogłoszenie i znali poczynania tegoż Stowarzyszenia, nikt by nie zwrócił uwagi na ten sprytny kamuflaż. Wykład doktora nauk medycznych (kto by wiedział o odebraniu uprawnień?) i w murach uniwersytetu miał zapewne dodawać akademickiej wiarygodności głoszonym antynaukowym tezom. Zapewne wielu postronnych słuchaczy dałoby się nabrać na tę swoistą „mimikrę”. Stąd zapewne złość organizatorów, telefoniczne pogróżki czy wypisywane ataki na łamach portali wątpliwej jakości.

Czy na uczelni wyższej jest miejsce na każdą debatę i każdy wykład, np ruchów antyszczepionkowych? Jeśli debata, poważna to jak najbardziej, nawet z prezentacją poglądów antynaukowych. Ale z możliwością dyskusji i możliwością odniesienia się do takich poglądów. W najbliższą Noc Biologów planowana jest sesja studencka z referatami i debatą o szczepionkach i szczepieniach. Żadne poglądy nie są wykluczone z dyskusji. Ale zasady są jedne: żadnych nieuczciwych, erystycznych manipulacji. Fakty a nie faktoidy, dowody i argumentacja a nie manipulacja. Uniwersytet nie zamyka się na żadne tematy, nawet z pozoru najbardziej dziwne. To nie temat a sposób prowadzenia wywodów i debaty jest ważny i definiujący akademickość dyskusji.

Dlaczego to jest groźne?

Poglądy i sposób głoszenia treści przez ruchy antynaukowe, w tym antyszczepionkowców to także podwójne zagrożenie dla całego społeczeństwa. Po pierwsze stanowią zagrożenie nie tylko dla pojedynczych osób, oszukanych niby naukową otoczką (przecież na uniwersytecie to mówili), ale stanowią zagrożenie epidemiologiczne dla całego społeczeństwa. Równie groźne jak ataki terrorystyczne z użyciem broni biologicznej. Drugie niebezpieczeństwo to osłabiona odporność na internetowe manipulowanie i wojnę hybrydową. Już wyjaśniam, co mam na myśli.

Obowiązkowe szczepienia dotyczą groźnych chorób mogących wywoływać epidemie (lub groźnych dla zdrowia). Jeśli liczba osób niezaszczepionych wyraźnie wzrośnie, wtedy groźba epidemii staje się coraz bardziej realna. Masowe zachorowania. Zupełnie jak przy ataku bronią biologiczną. Mocne słowa? Jeśli trzeba, to je szczegółowo uzasadnię. W każdym razie działalność takich ruchów antyszczepionkowych stanowi zagrożenie dla całego społeczeństwa.

I drugi aspekt. Poprzez anonimowe, czasem generowane przez boty (sztuczną inteligencję) faktoidy i zmanipulowane informacje, szybko roznoszące się wiralowo w internecie, można wpływać na wybory parlamentarne całych narodów. W ostatnich latach mieliśmy tego wyraźne przykłady w kilku miejscach na świecie. To może zagrażać bezpieczeństwu całego narodu czy państwa. Sprawa jest więc bardzo poważna. Jak bronić się przed takimi destrukcyjnymi manipulacjami? Można porównać tę wojnę internetową do choroby zakaźnej. Jeśli duża część społeczeństwa będzie potrafiła weryfikować informacje, sprawdzać ich wiarygodność, to społeczeństwo jako całość będzie odporne na manipulacje i wojnę hybrydową. Pozwolę sobie porównać edukację do szczepienia i odporności grupowej. W tym przypadku odporności na kłamstwa, faktoidy i post prawdę.

Cywilizacyjnie sprawa jest naprawdę bardzo poważna. Dlatego bardzo się cieszę z postawy i skutecznego działania studentów, zarówno tych w Politechnice Wrocławskiej jak i naszych na UWM. Potrafią nie tylko dostrzegać problem ale i skutecznie działać zespołowo. Zebranie ponad pół tysiąca podpisów w ciągu kilku godzin na kilku wydziałach świadczy nie tylko o zaangażowaniu ale i umiejętności pracy zespołowej.

Miałem dużą przyjemność choć w małym stopniu wesprzeć ich poczytania. Tak jak wielu innych pracowników mojego Uniwersytetu.

Debata na każdy temat? Tak. Manipulacje? Nigdy! Przynajmniej nie w przestrzeni uniwersyteckiej.

Tekst pana Jaśkowskiego, zamieszczony na górze (fragment) pochodzi z tego bloga: http://www.kuprawdzie.pl/jaskowski-kontra-czachorowski/ 

Niżej skany i zrzuty ekranów, odnoszące się do omawianych treści.

kanclerz

plan_dojazdu

23318966_1605739719483292_6006497947898162886_n

O modliszce, co sesję zdjęciową w telewizji miała

sczachor

 23550202_10213194747016623_1885009330140447778_oOcieplenie klimatu sprzyja niektórym gatunkom. Przykładem jest modliszka, która od kilku lat coraz częściej jest widywana daleko na północ od swoich dawnych siedlisk. Nieodmiennie wzbudza zainteresowanie. Raz, że spotkanie nietypowe, dwa że owad piękny i niezwykły sam w sobie.W tym roku dostałem kilka informacji o spotkaniach z modliszką w północnej Polsce. Ale te zdjęcia są niezwykłej urody. Modliszka pozowała i... trafiła do telewizji. Gwiazda, jak nic.

Taki list dzisiaj dostałem:

Panie Profesorze

Przesyłam Panu zdjęcia (zatrzymane w kadrze) królowej owadów Modliszki, wykonane w dniu 1.10.2016 w Białymstoku przy ul. Kaszmirowej 23 przez moich znajomych. Zdjęcia zostały wykonane w przydomowym ogrodzie i były publikowane w TV.

Z poważaniem Jerzy Romańczuk

P.S. Życzę dalszej popularyzacji wiedzy przyrodniczej.

Internetowy konektywizm zaskakuje mnie coraz bardziej

sczachor

cytowanie_mojego_blogaRozprzestrzenianie się informacji przez internet coraz bardziej mnie zaskakuje. Wydawałoby się, że w tym gąszczu informacji i nadmiarze treści, trudno cokolwiek znaleźć. Pojawia się coraz więcej cyfrowych bibliotek, udostępniających swoje zasoby na wolnej licencji. Jest mnóstwo stron i portali z informacjami, do tego miliony blogów.

Jak w tym natłoku znaleźć cokolwiek interesującego? Sztuką jest zapewne umiejętność rozmowy… ze sztuczną inteligencją (kompetencja XXI wieku). To znaczy umiejętne wpisanie słów do wyszukiwarek czy samodzielne przeszukiwanie różnorodnych repozytoriów. Ale to nie wszystko….

Kiedy zaczynałem pisanie niniejszego bloga, myślałem że dotrze zaledwie do niektórych studentów. Potem okazało się, że trafia do bardzo szerokiego grona. Ale ciągle byłem przekonany, że trafia tylko do czytelników jako swoista rozrywka popularnonaukowa. Takie było i jest też jego przeznaczenie. Gdy zamieszczone drobne informacje faunistyczne trafiły do publikacji – byłem pozytywnie zaskoczony. Czyli jednak warto nawet drobiazgu ocalić od zapomnienia, bo komuś mogą się przydać. Jak je znajdują? Najwidoczniej potrafią wpisywać odpowiednie słowa do przeglądarek internetowych. Ale kilka dni temu moje zdziwienie było jeszcze większe (ilustracja obok). Odwołanie do bloga ze strony angielskojęzycznej. Przecież ja piszę tylko po polsku na tym blogu. Jednocześnie wątpię by znajomość języka polskiego była większa niż wśród rodaków. Jakże zatem angielskojęzyczny poszukiwacz kryptozoologii i mitów dotyczących zwierząt dotarł do mojego wpisu na blogu o zmierzchnicy trupiej główce?

Dotrzeć to pewnie nie sztuka, po nazwie gatunkowej. Ale jak odczytał i zrozumiał? Najwyraźniej internetowe tłumaczenie tekstu przez sztuczną inteligencję jest coraz sprawniejsze i dostępniejsze. Ba. Ludzie między sobą porozumiewają się z wykorzystaniem telefonu, mimo że nie znają swoich języków. Sztuczna inteligencja zmienia nasze życie. Jeszcze nigdy tak wielu ludzi nie komunikowało się ze sobą. Biomasa współpracujących mózgów jeszcze nigdy nie była tak duża. Masa krytyczna.

Ps. Małe wyjaśnienie bloga pisze nie zamiast tradycyjnych publikacji tylko równolegle. Nie zamiast tylko i.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci