Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

dyslektyk żyjący z pisania

sczachor

dyslektyk żyjący z pisania

Przez wiele lat miałem ciągłe kłopoty z ortografią. Zupełnie niedawno zorientowałem się, że jestem dyslektykiem (dysortografikiem). W szkole z pisaniem zawsze miałem problemy. W pierszej klasie liceum ledwo zdałem. Pisałem chatycznie, nadrabiałem wypowiedziami ustnymi. Musiałem brać korepetycje... i dopiero wtedy nauczono mie pisać!

Jedna z najważniejszych umiejętności naukowca jest umiejetnośc pisania. Dodatkowo sporo publikowałem artykułów publicystycznych i esejów popularnonaukowych. Jak to możliwe w przypadku dyslekcji?

W licealnej młodosci - tak jak wielu - pisałem wiersze. Wypróbowałem różne formy, poprzez sonety, limeryki, białe wiersze. Forma była właściwa, ale poezja ta nie wyszła poza najbliższy, przyjacielski krąg. Dlaczego?

Po latach odkryłem, że najwazniejsze jest mieć coś istotnego, ciekawego, ważnego do przekazania. Przekonałem sie, że treść jest ważniejsza od formy. Przekonałem się także, zże formęe trzeba dostosować do odbiorcy.

Uczyłem się na sobie samym, uczyłem się przez działanie. Pozostał po tym ślad wielu artykułów w różnorodnych pismach.

Teraz tego wszytskiego chcę nauczyć swoich studentów. Parę lat temu wymyśliłem nowy przedmiot - "autoprezentacja". Jego głównym celem jest przygotowanie do wypowiedzi publicznych i publicznych dyskusji naukowych. Rezultaty są zadowalające.

A teraz mniej formalnie (koło naukowe) staram sie nauczyc wypowiedzi pisemnych (i współpracy z mediami) moich studentów i doktorantów. Czy mi się to uda?

Drogi studencie. Jestem dyslektykiem. Na trzecim roku studiów przeżyłem kryzys i chciałem rzucić studia, uważając, że się nie nadaję. Mimo tych różnorodnych deficytów, studia skończyłem, jak na prowincjonalne warunki szybko zrobiłem doktorat, habilitację itd. Tobie też się uda, niezależnie jakie braki u siebie dostrzegasz (lub jeszcze nie dostrzegasz).

Nie bój się swoich słabości i swoich błędów!

P.S. W tym tekście tez narobiłe mnóstwo błedów. Dwa razy porawiałem, ale jeszcze wymaga poprawek. Zostawiam je jako przykład

Zrozumieć Rosję

sczachor

Czytam właśnie książkę Andrzeja Michałka "Słowianie - Słowianie Wschodni" wydaną przez Bellonę w 2005 roku. Książka historyczna ciekawie napisana, pięknie ilustrowana. Bardzo dobrze opisuje mentalnośc plemion koczowniczych, powstanie ord i ciekawie opisuje historię Rusi (Średniowiecze).

Owo spotkanie z historią, za posrednictwem autora, pozwala lepiej zrozumieć współczesną Rosję. Zrozumieć i teror sowiecki, i dzisiejszą mentalność. Pozwala zrozumieć dlaczego Rosjanie tak łatwo przyjmują okrucieństwo, przyjmują silnego i bezwględnego władcę, dlaczego chwalą Iwana Groźnego, Piotra, Lenina, Stalina... Niska samoocena i oczekiwanie wielkości w silnym władcy? Może dlatego Putin kreuje się na "silnego" prezydenta?

Mentalnośc Rosjan ma wielowiekowe korzenie. I chyba wiele wieków upłynie, zanim się zmienią.

Warto poznać tę głębszą mentalność sąsiadów. Już za kilka dni, będę miał okazję pracować ze studentami z Obwodu Kaliningradziego. Czy poznanie historii ułatwi spotkanie ze współczesnością?

Niby w wielu warstwach jesteśmy tacy sami kulturowo, a jednak w wielu aspektach wyraźnie się różnimy. Może łatwiej będzie o przyjaźń, gdy poprzedzi ją głębsze zrozumienie?

Cieszyć się sukcesami innych

sczachor

Czterdziestka to wiek przełomowy. Powolutku aktywność biologiczna spada (mam już z górki?), lecz doświadczenia przybywa. Trudno jest ustąpić pola nowemu pokoleniu... Jaką dla siebie rolę odnaleźć, jakie miejsce w życiu, jaki postawić sobie cel po tym czterdzestkowym przewartościowaniu?

U siebie też zauważam zmiany. Kiedyś bardzo aktywnie walczyłem o kolejne sukcesy. Szukałem nowych wyzwań, w jakimś sensie chcąc sprawdzić ile jestem wart. Teraz jakoś nie cieszą mnie kolejne publikacje... I co z tego, że będzie kolejna? Jaki po sobie zostawię ślad?

Teraz znacznie bardziej cieszę się sukcesami swoich doktorantów i studentów. Mój wysiłek jest niewidoczny, a jednak odczuwam dużą satysfakcję. Staram się nauczyć tego, co sam porafię.Mam nadzieję, że oni zajdą dalej!

Właśnie ukazała się kolejna publikacja ściśle naukowa, moich studentów. Czas druku normalny... ale studenci są już po obronach. Będzie publikacja "na nową drogę życia". Może w jakimś sensie ułatwi im start i znalezienie pracy? Może choć wzmocni poczucie własnej wartości?

Szybciej ukazują się eseje i sprawozdania. Co prawda nie sa naukowe, ale dobrze, zeby biolog umiał pisać i ciekawie opowiadać. Ukazało się ich kilka w Wadomościach Uniwersyteckich, Gazecie Studenckiej i w Gazecie Uniwersyteckiej. Dobrze, że nie tylko jedna osoba (Piotr, Ania, Madga, Małgosia, Ela, Paulina).

Cieszą mnie ich odkrycia i sukcesy. I to, że mogą zobaczyć namacalny ślad swojego wysiłku intelektualnego.

będąc myszką doświadczalną

sczachor

Najczęściej pomysły sprawdzam w głowie. Eseje czy felietony dojrzewają czasem długo, na wielu spacerach, w czasie jazdy autobusem czy pociągiem. Czasem dojrzewają bardzo szybko, w czasie pisania. Czasem "napisane" w głowie pozostają tamże na wiele lat. Że nie zwerbalizowane? A czy jest większa różnica między pomyślanym w skrytości, a napisanym, lecz przez nikogo nie przeczytanym?

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie tamat relacji mistrz-uczeń, temat bezpośrednich kontaktów ze studantami. Na uniwersytecie robi sie jak w supermarkecie: pospieszne, anonimowe tłumy. Gdzie i jak spotkać się ze studentem?

Ogromnie cenię sobie wakacyjne wyjazdy w teren. Odizolowanie od świata sprzyja rozmowom. Nie ma się dokąd spieszyć. Można pobyć ze sobą nie tylko od dzwonka do dzwonka. Mam wtedy szansę lepiej zapoznaćc swoich studentów, odkryć ich talenty, odkryć ich ciekawy świat.

Raz do roku to za mało. Kluby studenckie w miasteczku akademickim są zbyt zadymione. Na Starówce jest więcej ciekawym miejsc, ale daleko i czasem dla studentów za drogo.

Cały ten blog jest eksperymentem. Po pierwsze jest pomocą w napisaniu felietonu do Gazety Uniwersyteckiej. Chcę sam na sobie spróbować zupełnie nowej dla mnie możliwości. Iście jak nastolatek... A przy okazji jeszcze raz zastanowić się nad tym, co chciałbym napisać. To taki wirtualny spacer. Nie słychać ćwierkania świerszczy, szumu lisci... ale gdzieś tam na dysku pozostaje maleński ślad.  

Jak na biologa przystało do doświadczeń wykorzystuję "białe myszki". Tym razem sam jestem eksperymentalną myszką.

w połowie, to za dużo

sczachor

No tak, pisałem, pisałem, zrobiłem podgląd... i wszystko zniknęło. Ech, blondyna ze mnie. Siwy po boczkach jestem, to za taką połowiczną blondynkę mogę robić.

Za dużo powiedziane, że w połowie. Ten blog to dopiero w powijakach. Tak jak i moja nauka. Ledwom sie dobrał do edytora. I nijak kredkami mojego bloga nie da się pokolorować. Ino ekran zapaćkałem :).

Chyba trzeba będzie spróbować inaczej.

A z drugiej strony, będzie to czytał ktokolwiek poza mną?

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci