Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Tutor-opiekun

sczachor

Tutor potrzebny od zaraz

Nowy rok akademicki "się" właśnie zaczął (przy dźwiękach kościelnego chóru, opery w sali kongresowej i tradycyjnej immatrykulacji). I zaczęły się rozmyślania nad uniwersytecką dydaktyką.

Rozmyślam sobie właśnie nad kołami naukowymi, wspólnymi projektami i seminarium magisterskim. Myśle, myślę i coraz bardziej jestem przekonany, że brakuje nam tutorów. Opiekun roku (100-150 studentów) to zbyt mało. Brakuje bezpośredniego kontaktu i doradztwa. Brakuje indywidualnego kontaktu student-profesor i pomocy w tworzeniu biografii. Coraz więcej zajęć do wyboru. Z jednej strony coraz łatwiej studentowi realizować swoją indywidualną ścieżkę kształcenia. Brakuje jednak opracowanych informatorów. Trudno jednak sensownie wybierać w sklepie z towarami z pourywanymi metkami i zamazanymi etykietami! Studentowi brakuje doradcy "zawodowego" (bardziej doradcy w sensie rowzoju własnej osobowości). Jedno uniwersyteckie biuro karier to stanowczo za mało.

Powoli zmieniam program swojego seminarium magisterskiego i profil działania koła naukowego, którym się opiekuję. Myślę jednak, że na wydziale potrzebnych jest wielu tutorów. Bo przecież takie "koła naukowe" powiny być normą a nie elitarnym marginesem. Inaczej uniwersytet nie będzie uniwersytetem a jedynie Wyższa Szkołą Podstawową.

Nowy rok, nowe wyzwania, nowe pomysły do sprawdzenia. No i wiele publikacji, konferencji, przedsięwzięć wspólnie ze studentami do zrobienia.

Więc niech się dzieje.

spadek poziomu nauczania?

sczachor

Po wielu tygodniach ukazał się w końcu mój artykuł dotyczący domniemanego spadku poziomu nauczania na uniwersytetach:

http://portalwiedzy.onet.pl/1167325,10484,info.html

Ciekawe, że najpierw znalazłem tekst w Internecie, zanim drukowany egzemplarz Forum Akademickiego do mnie dotarł. To znaczy jeszcze nie dotarł, wciąż czekam :). Papier jest z pewnością trwalszy, ale Internet szybszy.

Chciałem na początku rozpocząć dyskusję we własnym środowisku. We własnym piśmie uniwersyteckim tekst się jeszcze nie ukazał.

Sprzątanie świata

sczachor

Sprzątanie, recykling i budowanie organizacji pozarządowej

Namówiony przez swego studenta (Michała), wraz z synem dołączyłem do niedzielnego Sprzątania Świata. Wybraliśmy się na rowerach na osiedle Redykajny. Cicho i pięknie.

Zebraliśmy parę worków śmieci, a następnie posegregowaliśmy. Czy cztery osoby to mało? Samemu mi nie chciałoby się wyjść do lasu z workiem. W czterech było zupełnie raźniej. A skoro Michał chciał u siebie na osiedlu, to dlaczego nie? Każde miejsce dobre.

Posprzątaliśmy kawałek lasku, gdzie młodzi i menele, siadając na murku często popijali. I wodę mineralną i coś mocniejszego. Teraz będą mieli czyściej i ładniej... Ten przysłowiowy murek i niska frekwencja wskazują na ułomność osiedli - brak im agory, miejsca do wspólnych spotkań. Pijacki murek w krzakach, piaskownica i dziecięce huśtawki to stanowczo za mało. Osiedlowi ludzie w swoich potrzebach kulturalnych zamykają się w mieszkaniach lub chadzają (raczej jeżdżą) na Stare Miasto. Na osiedlu nawet śmietniki pozamyklane na kłódki... Brak miejsca i powodu do spotkania. Tak nie musi być.

Przy sprzątaniu był czas na refleksje i głębsze dyskusje. W  młodych studentach biologii i dziennikarstwa dojrzewa myśl włączenie się (lub stworzenia od podstaw) do organizacji pozarządowej... z myślą także o wypracowaniu sobie miejsca pracy.

Miły dzień. Wprawne oko dojrzy "robotę w połowie", ledwo dostrzegalne wykluwanie się czegoś trwalszego.

c.d.n.

rozwijanie skrzydeł

sczachor

"profesorze odbiore publikacje na rozdaniu dyplomow, bo chyba dopiero wtedy sie wybiore do olsztyna, mam nadzieje ze uda sie na spotkac w przyjemniejszym miejscu niz po obronie i dluzej porozmawiac. (...)

ps. to dzieki Profesorowi rozwjam skrzydła, bo dopóki z Profesorem nie miałam kontaktu to poprostu chciałam odbębnić studia, a teraz jest całkiem inaczej i mnie to tez cieszy, bo całkiem inaczej się zyje  - z pasją."

To już widać nie połowę, ale prawie koniec "roboty".:)

Miło otrzymywać takie maile z daleka. Myślę jednak, że nie można pomóc rozwinąć skrzydeł komuś, kto ich nie ma. Moim szczęściem jest to, że tacy studenci trafiają do mnie. A ja mam okazję jedynie spładzić dług wdzięczności wobec moich poprzedników. Wiele różnych osób bezinteresownie pomogło mi w życiu. Trafiłem na dobrych nauczycieli. Pora przekazać pałeczkę dalej. Jak w długim maratonie, choć na krzydłach. I żeby Ikar doleciał do brzegu!

"W każdym razie, gdyby nie Profesor, byłabym jak większośc ludzi z naszego roku, którzy się męczyli i nie mogli się doczekać końca studiów, a ja niestety cierpiałam wraz z upływem czasu, bo jak teraz wyjechać na obóz? I ten brak kontaktu ze środowiskiem - fatalnie. Dlatego rozglądam się tutaj, oczywiście wiele pracy przede mną i nie wiem czy wytrzymam - dlatego wdzięczna jestem za trzymanie kciuków. (...)

Bardzo się cieszę na to spotkanie w październiku. Wczoraj wysłałam jeszcze jednego maila, ale widocznie nie doszedł - pytałam o to spotkanie w ramach współpracy Koła z PWN - z panem Weinerem, czy już wiadomo kiedy się odbędzie?"

Losy są jakieś takie podobne. Ja również na trzecim roku przeżywałem kryzys. Chciałem rzucić studia - wydawały mi się bezsensownym zakuwaniem. Wydawało mi się, że nie jestem w stanie podołać, że się nie nadaję. Pomocna dłoń i wsparcie pomogły mi podjąć własciwą decyzję. Zamiast rezygnować, wziąłem dziekankę. Pół roku odpocząłem, popracowałem, wróciłem na studia i "dogoniłem" - nadrobiłem zaległości i skończyłem w terminie.

Wracając do tamtych wspomnień ciągle się zastanawiam, jak organizować proces dydaktyczny, aby uniwersytet był uniwersytetem, aby pomagaćł rozwinąć skrzydła a nie je podcinać...

Kolejną próbą jest przygotowywanie zajęć z ochrony środowiska... w formie projektu i akcji typu "sprzatanie świata". Jest to eksperymentalna podróż od wiem, poprzez rozumiem, do działam. Jakkolwiek ćwiczenia będą dopiero w przyszłym semestrze, to już teraz trzeba czynić poczynania i uczyć się. Sam tego nie wykonam. Mogę liczyć na odważną pomoc (i współudział) swoich współpracowników. Oni też ryzykują. Ich ambicje i odwaga zachęcają mnie do owych eksperymentów, aby programowe zajęcia były czymś więcej niż tylko "zaliczaniem i odbębnianiem". I aby studenci zdobywali pełną wiedzę (wiem, rozumiem, działam), umozliwiajacą znalezienie pracy i sukces zawodowy. Bo ważne jest nie tylko, aby uczyć dobrze, ale także aby uczyć dobrych rzeczy.

Na tę fascynujaca przygodę wybieram się ze swoimi współpracownikami oraz studentami. Zbliżający się rok akademicki zapowiada się intrygujaco i pracowicie.

W roli położnej

sczachor

Pomagać w porodzie intelektualnym

Coraz częściej występuję w roli "położnej" - pomagam narodzić się intelektualnym dziełom, niczym położna :). I asekuruję przy stawianiu pierwszych kroków. Taka to już dola i radość nauczyciela. Z przyjemnoscią patrząc na pierwsze udane próby.. i z nadzieją, że oni zajdą znacznie dalej, osiagną znacznie więcej. Dwa w jednym - położna i rodzic. Bo przecież "mistrz" prostuje ścieżki nie dlatego, aby było uczniom łatwiej, ale żeby zaszli dalej. Cóż byłoby warte życie bez trudu, zmęczenia, wysiłku. Chciałbym tylko, aby ten wysiłem był bardziej owocny.

Czasem, tak jak dziś, dostaję potwierdzenie, że się udało. Edukacja to nie kopanie rowów czy skręcanie traktorów - nie zawsze widać, czy wysiłek przynosi jakiekolwiek rezultaty...

"No to mój artykuł jest wreszcie w gazecie i dopiero teraz, kiedy go przeczytałam, dotarło do mnie ile radości straciłabym gdyby się nie pojawił, przez moją upartość. dobrze mieć czasem osobę która powstrzymuje nas przed robieniem głupot, więc BARDZO DZIĘKUJE. a to że nie przypomina już mojego pierwowzoru nie robi mi teraz takiej różnicy.
życze miłego dnia. pozdrowienia

P.K."

To tylko ślad "w połowie roboty". Na ważniejsze efekty przyjdzie jeszcze poczekać: na publikacje naukowe, na znalezienie pracy po studiach. To będzie dopiero rzeczywista ewaluacja...

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci