Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Zrobiłem to! Wykład w formie bajki kamishibai z wykorzystaniem myślografii

sczachor

17310106_10211063925187409_5600699602202326091_oOdważyłem się, przygotowałem i zrealizowałem, wykład dla studentów, w formie bajki kamishibai. Miałem dużą tremę i spore obawy, jak to zostanie przyjęte i jaki będzie efekt. Ale zanim opowiem o efektach, najpierw przedstawię skąd się wzięła inspiracja i dlaczego wykład właśnie w takiej formie .

Nawet najlepsza metoda, stosowana zbyt często, może znużyć i stracić swój pierwotny blask. Kiedy pojawiły się rzutniki multimedialne i Power Point, powiało w salach akademickich nowoczesnością i świeżością. Była to znacząca odmiana po rzutnikach pisma (folie) i mówieniu wykładów/referatów z kartki. Prezentacja multimedialna na obronie doktoratu czy na wykładzie, zachwycała. Dawała przecież duże możliwości. Szybko na trwałe zagościła na konferencjach naukowych i salach wykładowych. Została wprowadzona jako element egzaminu dyplomowego. Po kilkunastu latach najwyraźniej spowszedniała. Nie było już nowości a czytanie z ekranu tekstu momentami zaczynało irytować słuchaczy. Świat się szybko zmienia, a zwłaszcza środowisko akademickie powinno być liderem zmian i upowszechniania nowości. Od czasu do czasu pojawiały się inne programy, np. Prezi, co nieco wprowadzało odmiany i zainteresowania.

Trzy lata temu po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć opowiadanie bajki kamishibai (wtedy nie wiedziałem jak to się nazywa, ale spodobało mi się jako zupełnie inne podejście do opowiadania). Był to występ Anais Fleur w czasie charytatywnej aukcji „Malality pod młotek", w dniu 14 lutego 2014 r. Kilka miesięcy wcześniej (8 czerwca 2013 roku) w Pałacu Młodzieży w Olsztynie odbył się maraton malarski (w którym uczestniczyłem, malując swoje butelki) i sztafeta literacka pod nazwą "Malality". "Malality" to inicjatywa młodych artystów, którzy zachęcali do wspólnej twórczości mieszkańców Olsztyna. Przez cały dzień pod skrzydłami muz szerzona była idea wolontariatu. W trakcie imprezy czytano poezję Gałczyńskiego, przy której stworzono około 70 prac plastycznych. Część prac przekazano Hospicjum a część przeznaczono na „licytację" w dniu 14 lutego 2014 r. I ja miałem swój maleńki udział. Dawanie procentuje, bo ja dzięki udziałowi w tej akcji miałem okazję i dużą przyjemność zobaczenia pani Anais (zobacz film)

W głowie zalęgła się myśl: a może by właśnie  tak spróbować przygotować wystąpienie? Potem, w czasie wyjazdu terenowego, w rozmowie ze studentką, dowiedziałem się, że studenci znudzeni są prezentacjami. Bardzo ciepło wspominała profesora, który nie korzystał z rzutnika multimedialnago (pan starszej daty, jeszcze nie opanował nowoczesnej techniki komputerowej) ale opowiadał z wielką pasją, wzbudzając zainteresowanie.

W ubiegłym roku, w czasie konferencji Ideatorium (poświęcona dydaktyce akademickiej), zebrane tam grono nauczycieli akademickich zgodnie wyartykułowało, że dydaktyka akademicka zatrzymała się w rozwoju na zdobyczach sprzed 20 lat: kserówkach i Power Poncie. W czasie Ideatoriów w Gdańsku, pracownicy uniwersyteccy poszukują nowych metod, dzieląc się doświadczeniami z wdrażania grywalizacji itp (ja rok temu opowiadałem o wykorzystaniu kodów QR). Nieco później dostałem propozycję napisania trzech bajek edukacyjnych dla dzieci, prezentowanych w formie kamishibai. Wyzwania podjąłem się z dużą przyjemnością i zaciekawieniem. W taki sposób otrzymałem skrzyneczkę (mały, drewniany parawanik). Plansze namalował artysta, a ja miałem okazję opowiedzieć bajkę o cytrynku latolistku w czasie Europejskiej Nocy Naukowców we wrześniu 2016 roku. To był mój pierwszy raz. Dla dzieci.

Ale w głowie ciągle dojrzewała myśl, żeby przygotować wykład dla studentów w takiej niecodziennej formie. Od lat prowadzę przedmiot autoprezentacja (głównym celem jest pokazanie i przećwiczenie metod prezentacji publicznych, w tym wygłaszania referatów). Staram się ciągle wprowadzą jakieś nowości: grywalizację, e-portfolio, lapbook itp. Zaplanowałem więc przygotowanie wykładu o tym, jak wygłosić referat, tym razem bez rzutnika multimedialnego i prezentacji w programie Power Point, ale właśnie w formie bajki kamishibai.

Ostatnim impulsem był udział w webinarium z SuperBelframi (spotkałem na konferencji w Warszawie – Inspiracje). Zacząłem ćwiczyć myślografię i ryśnotki (myślenie wizualne, notowanie graficzne). Przypomniałem sobie swoje dawne szkolenie z mind mappingu. Ale nauczyłem się także nowych umiejętności. A przede wszystkim nabrałem odwagi.

Kłopot z przygotowaniem wykładu w formie bajki kamishibai polegał na konieczności namalowania kilkunastu ładnych rysunków. Odkładałem to na wolny czas. Natomiast myślografia umożliwiła szybsze wykonanie potrzebnych plansz. Siadłem i narysowałem, jedynie ilustrację tytułową namalowałem akwarelkami (bo chciałem zobaczyć jak to będzie wyglądało). Wyciągnąłem także z szafy dwa rekwizyty: skarpeciaka-Profesorka, które kiedyś dostałem i Kłobuka, którego w ubiegłym roku wykonałem na warsztatach nad Jeziorem Krzywym.

Odważyłem się i opowiedziałem swoją bajkę studentom biotechnologii oraz biologii. Na wykładzie z autoprezentacji oraz na seminarium dyplomowym. Oba wykonania w małej grupie (bo na dużą salę ta metoda nie nadaje). I studentom spodobało się. Bałem się, że może odbiorą jako metodę infantylną – taki dziecinny teatrzyk, a oni przecież są dorośli i studiują kierunek przyrodniczy. Ku mojemu zadowoleniu i niewielkiemu zaskoczeniu, odebrali bardzo dobrze. W jednym z komentarzy, tuż po wystąpieniu usłyszałem, że studenci mają przesyt prezentacji multimedialnych (zwłaszcza tych czytanych z ekranu), więc każda inna forma odbierana jest z dużą ulgą i wdzięcznością. Wskazali też na kilka drobnych niedociągnięć technicznych. Wiem już co i jak poprawić. W jednej grupie studenci nagrali fragmenty, więc mam nadzieję zobaczyć swoje wystąpienie z perspektywy widza.

Na pewno będę jeszcze próbował z kolejnymi wykładami w formie bajki kamishibai. Muszę tylko nauczyć się tworzenia opowieści i sztuki opowiadania. Samo rysowanie nie wystarczy. Ciągle się czegoś trzeba uczyć. Ale nie martwię się tym, bo uczenie się rozwija. I sprawia, że i mówca się nie nudzi. Nowość to wyzwanie i radość z osiąganie nowych celów.

Nawiązując do tytułu: zrobiłem to i… zrobię znowu. Narysuję, namaluję, opowiem. Ale z umiarkowaniem i niezbyt często, by nie spowodować przesytu. Z wykładów multimedialnych nie rezygnuję, dalej będę je przygotowywał.

Co zmienią polowania w rezerwacie Las Warmiński

sczachor

Las_WarmiskiOgromnie mnie zmartwiła i zbulwersowała informacja o planach wprowadzenia polowań w rezerwacie Las Warmiński. Naukowo i turystycznie miejsce to odwiedzam od wielu lat. Jest dla mnie poligonem doświadczalnym. Zarówno jeśli chodzi o chruściki rzeki Łyny i znajdujących się tam jezior oraz drobnych zbiorników i źródeł, jak i antropogenicznych przekształceń krajobrazu.

Las Warmiński to pole badawcze dla wielu naukowców (badania te pozwolą lepiej zrozumieć funkcjonowanie przyrody i bardziej racjonalnie z niej korzystać), historia wielowiekowych przekształceń ekosystemów i regeneracji przyrody. To bogata historia. Napisałem kilka publikacji naukowych, zrealizowane zostały prace magisterskie i jeden doktorat. Jeszcze w czasach WSP przyjeżdżałem tu ze studentami na letnie praktyki.

Rezerwat Przyrody Las Warmiński to obiekt dobrze mi znany. To jednocześnie obszar Natura 2000 i fragmenty leśnego kompleksu promocyjnego - przykład zmian w sposobie użytkowania lasu i dostrzeżenia wartości biologicznych i turystycznych.

Oprócz badań naukowych Las Warmiński wielokrotnie odwiedzałem turystycznie i rekreacyjnie. Wiele osób spotykałem. Przyjeżdżałem ze studentami, także zagranicznymi, pokazując piękno warmińskiego krajobrazu, metody ochrony przyrody i dbania o bioróżnorodność. Była także współpraca z leśnikami, sadzenie lasu czy nawet zbieranie śmieci, pozostawionych przez turystów. Znając uroki terenu zaproponowałem nakręcenie filmu w ramach cyklu Dzika Polska. I film powstał. Opowiada nie tylko o chruścikach i owadach ale także o całej przyrodzie i historii.

Dlaczego bardzo martwią mnie zapowiedzi polowań w Lesie Warmińskim? W rezerwacie? Po pierwsze dlatego, że takie polowania mocno uderzą w wizerunek turystyczny regionu. Może polowania zwabią dewizowych myśliwych, co lubią strzelać do wszystkiego (tak jak kiedyś partyjnych dygnitarzy z Warszawy i Moskwy). Ale zniszczy wizerunek turystyczny dla znacznie liczniejszych turystów. Dla regionu oznacza to straty finansowe (gospodarcze).

Bo jak będą polowania to będzie zakaz wstępu do Lasu i mandaty za przeszkadzanie w polowaniu (nie mówiąc o ryzyku postrzelenia). Las Warmiński to przyrodnicze zaplecze rekreacyjne Olsztyna, wizytówka regionu. To po co nam rezerwaty i parki narodowe, gdy można wycinać wiekowe dęby i strzelać, do wszystkiego co się rusza? Dziesięciolecia starań w zakresie ochrony przyrody legną w gruzach. Zmarnowany wysiłek wielu pokoleń. To nie jest wcale dobra zmiana…

Wcześniej był to rewir łowiecki dla sekretarzy KC PZPR (rządowy obszar Łańska). Pozostałością są asfaltowe drogi w lesie… by dygnitarze mogli wygodnie dojechać. Do niedawna stał jeszcze „domek Gierka”, myśliwski domek z wygodnym dojazdem drogą asfaltową z ośrodka rządowego w Łańsku. Pamiętam jeszcze go jak stał. Nocowaliśmy tam ze studentami w czasie praktyk. Zostały tylko fundamenty. Załączone dwa zdjęcia przedstawiają ten obiekt z różnych okresów…

Czy zwierzęta zagrażają Lasowi Warmińskiemu? A czy nie wystarczą tereny łowieckie wokół rezerwatu? I te liczne ambony tam stojące? Czy przyroda polska nie będzie już chroniona nawet w rezerwatach i parkach narodowych?

Do niedawna zawzięci wycinacze drzew mówili „drzewa to se chrońcie w rezerwatach”… I to już nie jest aktualne. Bardzo niedobra jest ta zmiana.

Czytaj także: Kolejna wojna min. Szyszki. Wpuszcza myśliwych do rezerwatu

Las_Warminski_rezerwat

I Ty możesz zostać naukowcem czyli Uniwersytet Młodego Odkrywcy, z dygresją o muzeum nauki (cz. 7.)

sczachor

Zakończył się pierwszy tydzień zajęć dla uczniów w ramach Warmińsko-Mazurskiego Uniwersytetu Młodego Odkrywcy. Odbyło się także jedno spotkanie dla Klubów Młodego Odkrywcy. Zainteresowanie jest ogromne, chętnych dużo więcej niż nasze obecne "moce przerobowe". A przecież prowadzimy normalne zajęcia ze studentami i realizujemy inne projekty edukacyjne (np. "wypożycz sobie naukowca" - wyjazdy z wykładami do szkół całego regionu). Kolejne zajęcia przed nami.

Osobiście najbardziej mnie cieszy udział uczniów z tak zwanej prowincji. Muszą pokonać wiele kilometrów, by przyjechać na zajęcia do Kortowa. Jest to spory wysiłek organizacyjny także dla szkół. Widać duży zapał samych uczniów. I myślę, że to właśnie tam warto inwestować w kapitał naukowy. Uczniowie ze szkół olsztyńskich zawsze mają blisko do UWM. Im jest dużo łatwiej. Ale o nich nie zapominamy, dla nich też beda przygotowane spotkania i wykłady otwarte oraz wsparcie dla Klubów Młodego Odkrywcy.

Zasadniczym celem tego projektu jest popularyzacja wiedzy przyrodniczej (biologicznej) i budowanie kapitału naukowego wśród młodzieży z woj. warmińsko-mazurskiego oraz wzmocnienie istniejących (i powołanie nowych) Klubów Młodego Odkrywcy, poprzez bliski i bezpośredni kontakt z naukowcami i udział w zajęciach, odbywających się w laboratoriach uniwersyteckich. Drugim istotnym celem będzie również wypracowanie modelu trwałej współpracy naukowców z UWM z młodzieżą szkolną a w efekcie nauczycielami wokół Klubów Młodego Odkrywcy oraz znaczące wzmocnienie istniejącej już sieci Klubów Młodego Odkrywcy w woj. warmińsko-mazurskim. W części jest to projekt badawczy. Uczymy się efektywnych metod edukacyjnej współpracy ze szkołami i innymi instytucjami w kształceniu metod naukowych. Środowisko akademickie eksperymentuje na sobie. Bo taka jest istota uniwersytetu.

Zajęcia odbywają się będą w małych grupach (do 10 osób), w laboratoriach naukowych i salach Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie. Prowadzone są przez aktywnych naukowców, mających doświadczanie w pracy z dziećmi i młodzieżą szkolną. W ramach wolontariatu włączają się także studenci i doktoranci, co mnie osobiście bardzo cieszy. W dodatkowy sposób stwarzamy możliwości rozwoju także naszym studentom. Jak pokazują anonimowe ankiety wśród pracodawców wielu naszych absolwentów znajduje pracę w placówkach edukacyjnych. A przecież nie mamy specjalności nauczycielskiej na kierunku biologia czy biotechnologia...

Realizowane zajęcia na Warmińsko-Mazurskim Uniwersytecie Młodego Odkrywcy tematycznie nawiązują do aktualnych i rzeczywistych problemów naukowych lub wpisane są w fabułę historycznych odkryć naukowych. Cykl zajęć będzie ukazywał cały proces naukowy: od hipotezy, eksperymentów i obserwacji, aż po wyciąganie wniosków, pisanie sprawozdań oraz udział w szkolnej konferencji naukowej (komunikowanie rezultatów badań).

Koncepcja dydaktyczna oparta jest na modelu edukacji cyklicznej D. Kolba, podkreślającej rolę subiektywnego doświadczenia w procesie uczenia się (wiedza tworzona jest przez transformację doświadczenia): doświadczenie - obserwacja i refleksja - abstrakcyjna konceptualizacja - aktywne eksperymentowanie - działanie (zrób coś, pomyśl o tym, wyciągnij wnioski, zrób to inaczej). Takie podejście dobrze wpisuje się w metodę, stosowaną w Klubach Młodego Odkrywcy: obserwacja – dyskusja – eksperyment – wiedza – działanie. Duże znaczenie będzie miał bezpośredni i wielopłaszczyznowy kontakt z naukowcami (prowadzenie zajęć, konsultacje poza zajęciami, spotkania w szkole) aby młodzież mogła budować sobie realistyczne wyobrażenie o pracy naukowca. W ten sposób będzie wspierane budowanie kapitału naukowego wśród dzieci i młodzieży szkolnej. Zajęcia adresowane są do uczniów ze szkoły podstawowej i gimnazjum (wiek 6-16 lat), głównie z okolic Olsztyna (szkoły wiejskie i z małych miejscowości). Środowiska te są w defaworyzowane w dostępie do ośrodków naukowych i mają mniejsze możliwości spotkania naukowców (wyobrażenia o nauce i pracy naukowców opierają się głównie o stereotypy telewizyjne i popkulturowe).

17360804_1395677633825601_2033035647_nWieś kojarzy się często z głęboką prowincją, miejscem dalekim od postępu naukowego, miejscem gdzie ludzie mają „pod górkę do szkoły” i żyją ma marginesie głównego życia kulturalnego, edukacyjnego a tym bardziej naukowego. Z kolei zawód naukowca kojarzy się z wielkim miastem, uniwersytetem i laboratorium wyposażonym w mikrospory, teleskopy, komputery i lasery. Ale w gospodarce opartej na wiedzy z badań naukowych „żyje” coraz więcej osób i to nie tylko na uniwersytetach czy instytutach PAN. Osób wykształconych z doktoratami jest coraz więcej wokół nas. Czy naukowiec może mieszkać na wsi lub wywodzić się z głębokiej prowincji, z miejsc gdzie nawet bociany zawracają a diabeł mówi dobranoc? Okazuje się że tak. Tak było w przeszłości i jest tak obecnie. 

O Mikołaju Koperniku, tworzącym swoje dzieła w Olsztynie i Fromborku, zapewne każdy słyszał. Ale o tym, że w Ławicach koło Iławy urodził się Emil von Behring, bakteriolog uważany za twórcę immunologii oraz laureat pierwszej Nagrody Nobla w dziedzinie medycy pamiętają tylko nieliczni. Teraz w Muzeum Nowoczesności (górne zdjęcie)  dowiedzieć można się więcej, bo jest temu poświęcona specjalna wystawa.

Z kolei w Tylkowie (niedaleko Olsztyna) urodził się Marcin Nikuta, doktor filozofii uniwersytetu w Królewcu, profesor Szkoły Rycerskiej w Warszawie. Morąg pamięta o Johannie Herderze, Kętrzyn o Wojciechu Kętrzyńskim. Ale jeśli dokładniej przejrzeć biografie wielu uczonych oraz historię miast i miasteczek jak Warmia długa a Mazury szerokie, to takich przykładów będzie dużo więcej.

Tak było w dawnych czasach, gdy podróżowało się pieszo lub dyliżansem. Obecnie możliwości są znacznie większe. Rozpoczynając studia w Olsztynie można je kontynuować praktycznie w całej Europie. A wraz z dostępem do Internetu można uczestniczyć w badaniach naukowych, kontaktować się z naukowcami z całego świata, dyskutować, pisać publikacje, przeglądać zasoby bibliotek. Nawet można przez Internet obserwować gwiazdy, z wykorzystaniem teleskopów umiejscowionych w innych krajach. Dużą możliwość autentycznego uczestnictwa w badaniach stwarza biologia: obserwacje migracji ptaków, dokumentowanie obecności roślin i zwierząt i wykorzystanie tych danych do monitorowania zmian klimatu itd. 

Innowacja i wiedza rodzi się przede wszystkim w ludzkiej głowie, a tę zawsze mamy ze sobą. Innowacyjność i myślenie naukowe przydaje się w każdym miejscu i na każdym stanowisku pracy. 

Na problem rozwoju kapitału naukowego przez bezpośredni kontakt z naukowcami i laboratoriami zwracałem już blisko 10 lat temu. Olsztyńskim Dniom Nauki przyświecała idea Muzeum Nauki. Na przykład głównym celem VI Olsztyńskich Dni Nauki (2008 r.) oraz europejskiej Nocy Naukowców (2008) było przybliżenie społeczeństwu sylwetki naukowca i specyfiki jego pracy oraz pokazanie, w jaki sposób zasoby ludzkie i wiedza przekładać się mogą na rozwój technologiczny i rozwój gospodarczy regionu. Jednym z ważnych adresatów organizowanego przedsięwzięcia wtedy była młodzież z terenów wiejskich i małomiasteczkowych, której poprzez popularyzację nauki oraz przykłady innowacyjności pokazać chcieliśmy możliwości osobistego rozwoju intelektualnego w zjednoczonej Europie.Uniwersytet Młodego Odkrywcy jest w zasadzie kontynuacją tamtych działań. Tyle że już nie w formie jednodniowego spotkania a półrocznego projektu. Wniosku na pewno wykorzystamy do planowania i realizacji podobnych zajęć już w sposób ciągły i na jeszcze większą skalę. 

Tak jak przed dekadą i teraz chcemy przedstawić sylwetkę naukowca, a także wskazać drogę, jaką należy wykonać, aby zostać w przyszłości naukowcem. Zmieniając sposób postrzegania nauki i naukowców chcemy pokazać, że nawet mieszkaniec małych środowisk wiejskich i małomiasteczkowych, dzięki edukacji może zostać naukowcem, zająć się pracą naukową, prowadzić ciekawe badania a nawet dokonać ważnych odkryć.

Naukowiec nie musi kojarzyć się nam z osobą tajemniczą, niedostępną, dziwaczną czy szaloną. Wiedza naukowa może być postrzegana jako sposób rozwiązywania codziennych problemów oraz sposób zaspokajania ludzkiej ciekawości.

Przez szkło butelek, w przasnyskiej bibliotece

sczachor

czachorowski_butelkiBiblioteki stają się miejscem spotkań międzyludzkich już nie tylko przez papier (książka) ale i rozmowy twarzą w twarz. Dawną tradycją były i są spotkania autorskie, z pisarzami, poetami, dziennikarzami. Ale ostatnio zakres tematyczny spotkań się poszerza. Biblioteki zmieniają swój charakter. Są bardziej otwarte i wypełniają miejsce publicznych spotkań.

Kilka razy malowałem już w przestrzeni publicznej. Teraz zostałem zaproszony do Przasnysza, na rozmowy przyrodnicze przy... malowaniu butelek.

Dnia 20 kwietnia 2017 r., w ramach Klubu Rękodzieła „Biblioteka pod szpileczką”, działającego w Filii Nr 1 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Przasnyszu ul. Orlika 27 (Budynek Spółdzielni Mieszkaniowej), odbędą się warsztaty plastyczne malowania na szkle. Poprowadzę te warsztaty i mam nadzieję, ze powstaną prace, które stanowić będą zaczątek wystawy. Malowaniu towarzyszyć będą opowieści (niczym traktat o łuskaniu fasoli) o różnorodności biologicznej Mazowsza. Motywami do malowania będą gatunki roślin, grzybów i zwierząt. Zasoby wiedzy będą pod ręką (wszak to biblioteka), zarówno opisujące przyrodę jak i ilustracje, które mogą być inspiracją i wzorem. A gdyby zabrakło, to wystarczy sięgnąć po telefon z mobilnym internetem i skorzystać z przepastnych zasobów kultury i wiedzy światowej.Biblioteka to miejsce, gdzie wiedza ogólnoludzka jest w zasięgu reki... i wzroku.

Jeśli jesteś z Przasnysza lub okolic, to weź z domu pusty słoik czy butelkę, umyj, zdejmij etykietę i przyjdź... malować wspólnie bioróżnorodność Mazowsza. Miejsce i farby już będą na Ciebie czekały. Zapisy do dnia 12 kwietnia pod numerem tel.(29 714 10 27).

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Podobnie jest ze sztuką. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. Najefektywniej poznawać wiedzę i sztukę... przez własne uczestnictwo i aktywność. Malujmy więc razem, rozmawiajmy o przyrodzie (np. w bibliotece). Podyskutujmy także o recyklingu, konsupmcji i śmieciach, które wyrzucamy tu i ówdzie. 

W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzegam nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. A teraz może uda się uchronić mazowieckie lasy, przydroże, zbiorniki wodne.

Zebranym "śmieciom" nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym, nowej ważności i wartości. Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Malowanie butelek  ma służyć ulepszaniu świata. Jest jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka czy słoik, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia (na zdjęciu wyżej piknik naukowy na olsztyńskiej Starówce). Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego. Z dużą radością malował będę w Przasnyszu.

Moje malowane butelki i słoiki ozdabiają wiele kawiarni i restauracji Olsztyna, regionu oraz powędrowały do wielu zakątków Polski, Europy i świata. Są już w Przasnyszu. Ale teraz będzie ich więcej i malowanych przez różne osoby. 

Research Gate - naukowcy też mają swojego Facebooka

sczachor

ja_z_kalkmanem_3Research Gate - taki Facebook naukowców, działa już długo, ale ja rzadko tam zaglądam. Po prostu brakuje czasu i odpowiednich umiejętności. Nie starcza mojej umiejętności przestawienia stylu pracy, z tradycyjnej i papierowej na w pełni cyfrową. Mam jeszcze mocno analogowe przyzwyczajenia. Być może młodym będzie łatwiej. 

W każdym razie RG o mnie pamięta. Dzisiaj dostałem powiadomienie na skrzynkę mailową, że pojawiło się nowe podziękowanie w jakieś publikacji. No to z ciekawości zajrzałem jaka to publikacja i o co chodzi. Rzecz dotyczyła ważek (Odonata) Rumunii. Tak przypomniałem sobie letnią wyprawę do Rumunii przez Ukrainę. Było to 10 lat temu.

Rumunia w tym czasie należała do słabo zinwentaryzowanych ważkowo krajów europejskich. Aby tę białą plamę nieco wypełnić zorganizowane zostały europejskie warsztaty ważkowe własnie w Rumunii. Przyjechało kilkudziesięciu zawodowych i amatorskich badaczy z całej Europy. Dobry przykład dla ilustracji, że nauka ma charakter zespołowy i kumulatywny.

Nasz mały, polski zespół jechał samochodem przez Odessę. Zabraliśmy na Ukrainie koleżankę odonatolożkę (Elena wcześniej była u mnie na stażu). Miałem okazję poznać to urokliwe, piękne i wielokulturowe miasto. Potem wielokrotnie chciałem się wybrać na Ukrainę, do Odessy. Ale sytuacja międzynarodowa stała się mało sprzyjająca. Pozostaną wspomnienia i plany na przyszłość.

 17240488_10211017891396593_9038842751533538442_o

Zobaczyliśmy także kawałek Mołdawii i duży fragment Rumunii. Szukaliśmy oczywiście ważek (Odonata), w tym Cordulegaster heros. Ja oczywiście dodatkowo poszukiwałem chruścików. Podziwiałem krajobrazy dla mnie egzotyczne. Przepiękna wyprawa przyrodnicza i kulturowa. Na pewno podróże przyrodniczo kształcą. Można zobaczyć zupełnie inne ekosystemy i sytuacje przyrodcznicze.

Dawno o tej wyprawie zapomniałem. A teraz ukazała się publikacja i podziękowania odonatologiczne. Sięgnąłem po analogowy album ze zdjęciami Bogusława Daraża. Co prawda miałem aparat cyfrowy ale karta pamięci była mała i niewiele zdjęć zrobiłem. To były inne czasy. 10 lat to niby w życiu człowieka niewiele, ale w technologii to cała epoka.

Kiedyś podziękowanie (dokumentujące wkład pracy) czy cytowanie własnej pracy znaleźć można było przypadkiem, przeglądając czasopisma lub książki w bibliotece. Teraz, gdy wiele zasobów jest w formie cyfrowej, sam komputer wyszuka w odpowiedniej bazie danych. Niby jest łatwiej. Ale tego nowego świata trzeba się nauczyć. 

No więc uczę się, razem ze studentami. Takie to nauczeństwo epoki trzeciej rewolucji technologicznej... A co się jednego nauczę jako tako, to zaraz pojawia się jakaś nowinka. I trzeba uczyć się ponownie.... Umiejętność szybkiego uczenia się pozostaje kluczowa kompetencja w XXI wieku.

 rumuniaWP_20170313_17_29_18_Pro

 

Muzeum Nauki cz. 6. Czy lepiej być brudnym czy głupim?

sczachor

Czy lepiej być brudnym czy głupim? Oczywiście, że głupim… bo nie widać. Tak anegdotycznie można zilustrować niewidoczność (nieuchwytność) wiedzy. Mają z tym problem nauczyciele na wszystkich poziomach: od przedszkola do doktora (studia doktoranckiej). Po prostu nie widać tego, co jest w głowie.

Wiedzę rozumianą jako wiadomości, umiejętności i rozumienie, oceniać można po efektach. Przypomina to trochę rozpoznawanie przedmiotów z zamkniętymi oczami, tylko po dotyku. Nic dziwnego, że o zabawne pomyłki nie trudno.

Jaką wartość mają badania naukowe? Setki naukowców przebywa w swoich laboratoriach, salach wykładowych, ba nawet kawiarniach. Cóż oni robią? Siedzą i myślą? A czy jest to jakikolwiek wysiłek? Nie machają kilofem, młotkiem czy łopatą, a więc z pozoru „nic nie robią”. Tylko czasem trud myślenia uwidacznia się na twarzy… ale raczej wtedy, gdy z myśleniem są jakieś kłopoty, na przykład na egzaminie czy klasówce.

Czy istnieje coś, czego gołym okiem nie widać? Społeczeństwa coraz więcej pieniędzy wydają na utrzymanie instytucji naukowych, na badania i eksperymenty. Czy warto i czy są jakieś wartościowe owoce tych działań? Wiedzy nie widać. Dostrzec możemy jedynie wytwory tej wiedzy. Ale nawet do zdawałoby się najprostszych wynalazków, teorii, koncepcji ludzkość dochodziła zbiorowym wysiłkiem przez stulecia. Korzystając na co dzień z różnorodnych urządzeń, korzystając z zasobów wiedzy i rozumienia świata wokół nas, najczęściej zapominany o tej mało widocznej pracy intelektualnej. Bo przecież na pierwszy rzut oka nie widać na ulicy, kto jest mądry, kto przeciętny a kto głupi. Co innego z czystością – brudnego dostrzeżemy od razu.

W ramach Olsztyńskich Dni Nauki w 2007 roku powstała czasowa wystawa, zatytułowana „Muzeum nauki”. Pisałem już o niej kilka razy. Przypominam, bo sprawa jest cały czas aktualna i warto do niej wracać. Nie było to muzeum techniki, ale właśnie muzeum nauki w szerokim słowa tego znaczeniu. Trudno jest udokumentować proces powstawiania wiedzy. Ale można zgromadzić wytwory tej wiedzy i w ten sposób opowiedzieć jak zmieniał się świat. Od astrolabium i tablicy astronomicznej Kopernika do telefonów komórkowych i nawigacji satelitarnej, od żarna i sierpa do roślin transgenicznych i kurnika z Internetem, od gęsiego pióra i inkaustu do komputerów.

Na wspomnianej wystawie przed dziesięciu laty zgromadzone zostały także przedmioty towarzyszące powstawaniu wiedzy w czasie różnorodnych dyskusji, konferencji, kongresów, seminariów. Drobne gadżety próbujące udokumentować to, co trudne jest do dostrzeżenia.

Społeczeństwo wiedzy to społeczeństwo, którego rozwój oparty jest o wiedzę. To znacznie więcej niż wąsko pojmowana gospodarka oparta na wiedzy. Także filozofia, humanistyka i sztuka wpływają na rozwój gospodarczy, pomimo że nie wytwarzają technicznych wynalazków. Ale znacząco wspomagają proces powstawania wynalazków. Być może tamta wystawa pozwoliła niektórym osobom zobaczyć to, co nieuchwytne, ulotne a jednocześnie niezwykłe. Sądzę jednak, że warto takie wystawy organizować częściej lub stworzyć stale działające Muzeum Nauki.

Niżej przypominam kilka opisów, które na tablicach towarzyszyły tamtej wystawie. Treść jest aktualna.

Sala wykładowa i konferencyjna

Kiedyś była tylko kreda i tablica. Potem pojawiły się pierwsze rzutniki pisma oraz epidiaskopy. Pierwsze foliogramy były przygotowywane ręcznie. Teraz w salach wykładowych i podczas konferencji królują rzutniki multimedialne i prezentacje komputerowe. Drewniane wskaźniki zastąpione zostały wskaźnikami laserowymi.

Pierwsze plakaty naukowe (postery) wykonywane były prostymi technikami graficznymi, z piórkiem kreślarskim, patyczkiem, tuszem, wzornikami do pisma, aerografem. Rapidograf i literki samoprzylepne wydawały się wielkim ułatwieniem pracy. Teraz cały plakat przygotowywany jest w komputerze, przenoszony do drukarni na płycie CD i drukowany w dowolnej liczbie egzemplarzy, nie tylko na papierze ale i różnorodnych tworzywach. Niebawem pojawią się pewnie plakaty umieszczane na „papierze”-ekranie ciekłokrystalicznym, będącym zarówno przekazem multimedialnym jak i interaktywnym.

Wszystkie te zmieniające się coraz szybciej gadżety technologiczne wspomagają jedynie warunki powstawania myśli. Bo te rodzą się w trakcie dyskusji osoby z osobą. Gadżety ułatwiają tylko komunikację i coraz sprawniejszy przekaz informacji. Istotne pozostaje jednak samo spotkanie i sama dyskusja, sam przepływ myśli z głowy do głowy.

W terenie i laboratorium

Niegdysiejszy szkicownik zastąpiły najpierw aparaty fotograficzne (analogowe). Teraz na wyposażeniu naukowca są aparaty cyfrowe, dyktafony, GPS-y, laptopy, palmtopy, telefony komórkowe i inne cuda „nafaszerowane” elektroniką. Z użycia zniknęły dyskietki pięciocalowe a bliskie wycofania są dyskietki 3,5 calowe [pisałem to w roku 2007 , teraz tych dyskietek już niema, a i płyty CD wychodza z uzycia...] . Obecnie królują płyty CD, DVD i przenośne nośniki pamięci. W szybkim tempie zmieniają się „gadżety” do spisywania myśli, które rodzą się w głowach naukowców. Mimo jednak ogromnego postępu technologicznego i licznych „gadżetów” – procesy myślowe dalej są nieuchwytne.

Gadżety konferencyjne

Naukowcy nie jeżdżą na konferencje i sympozja po kubki, koszulki czy na uroczyste kolacje. Głównym celem udziału w konferencji jest dyskusja i wymiana myśli, poszukiwanie naukowych inspiracji do dalszych badań. Naukowiec jeździ na kongresy aby przedstawić własne wyniki badań i poddać je obiektywnej dyskusji, jeździ aby zapoznać się z wynikami innych naukowców z całego świata. W końcu spotkać się z ludźmi z bardzo daleka i podyskutować. Nauka rozwija się poprzez dyskusje. Im więcej osób uczestniczy w tych dyskusjach, tym szybsza i głębsza jest wymiana myśli, a co za tym idzie postęp naukowy.

Po tych spotkaniach i rozmowach pozostają jedynie wtórne ślady: zdjęcia, programy, zaproszenia, streszczenia referatów oraz różnego typu gadżety konferencyjne takie jak: identyfikatory, okolicznościowe znaczki i koszulki, notatniki, okolicznościowe długopisy, kubki, maskotki itd. Myśli naukowców są dla nas niewidoczne. Jako ślad pozostają tylko drobiazgi konferencyjne. Identyfikatory ułatwiają odszukanie się osób w czasie konferencji, programy i streszczenia ułatwiają dotarcie do interesującego posteru czy referatu, kubeczki i koszulki z logo konferencji mają ułatwić zapamiętanie spotkania, adresu instytucji naukowej czy zespołu badawczego. Wszystko są to ślady spotkań i dyskusji naukowych. Nie są nimi samymi. Tak jak ślad stopy na piasku są tylko śladem obecności osoby, a nie nią samą.

Dyskusje odbywają się w trakcie różnorodnych seminariów, konferencji, zjazdów, posiedzeniach naukowych z obronami prac doktorskich i kolokwiami habilitacyjnymi. Ale dyskusja odległych osób odbywa się także za pomocą tradycyjnej korespondencji, publikacji naukowych drukowanych w specjalistycznych czasopismach (najczęściej międzynarodowych), książek i monografii. W ostatnich latach dyskusja uległa zintensyfikowaniu dzięki poczcie elektronicznej i Internetowi.

Czasem nawet jest bardzo dobrze, gdy się komputer zepsuje

sczachor

komputer

Każda awaria komputera lub systemu przez lata wiązała się dla mnie z dużym stresem. Bo oznaczać to może utratę danych a na pewno długi i żmudny proces instalacji oprogramowania i sprzętu. Nic miłego. Awaria zdarzyła się w czasie zajęć, akurat gdy chciałem wyświetlić studentom prezentację. Kilka błędów, potem próba w pośpiechu naprawiania i jeszcze więcej kłopotów. W końcu konieczność przywracania ustawień fabrycznych. Jednym słowem kompletna klapa. A jednak była to bardzo korzystna i miła sytuacja. Zaskakujące? No to przeczytaj całość.

Przed paroma miesiącami skusiłem się na aktualizację systemu na Windows 10. Nowe ustawienia i funkcje nie bardzo mi się spodobały, bo trzeba było znowu uczyć się i przyzwyczajać. Ale najgorsze było to, że "zgubiłem" wi-fi. Po prostu nowy system nie rozpoznał karty. I na zajęciach nie mogłem skorzystać z internetu, by studentom pokazać treści, o których wspominałem (nawet nie było możliwości udostępnienia internetu z komórki). Ale znając niedogodność można było wcześniej zrobić zrzuty ekranu i tak wybrnąć z kłopotu. Niedawno system się zaktualizował i wi-fi wróciło. Pełnia szczęścia. Ale jednocześnie coś mi się stało z padem. Nie zauważyłem tego, bo korzystam z myszy. Idąc na wykład zabieram komputer bez myszy. I tu niemiła niespodziana, nie mogę uruchomić prezentacji. Na szczęście było blisko i byłem na sali trochę wcześniej. Wystarczyło by pobiec po mysz i poradzić sobie ze sprzętem. Trochę jednak zdenerwowania było. 

Ale teraz pojawił się większy problem. W trakcie seminarium chciałem uruchomić prezentację. Włożyłem kabel od rzutnika przy zamkniętym laptopie. A on tak czasem ma, że wtedy wyświetla tylko obraz na ekranie. Ale nic, pomyślałem, że pozmieniam ustawienia patrząc tylko na ekran. Niestety chyba coś źle kliknąłem. Postanowiłem wyjąć kabel i obudzić jeszcze raz mój laptop. A tu kompletna kicha, zniknął obraz z ekranu. Próba restartu wymuszonego - cały czas problem. Kilka minut chaotycznych działań i kompletna klapa. W czasie seminarium łatwo przejść na "przekaz analogowy". Ale za chwilę mam wykład. Prezentację zgrałem na laptopa kasując z pendriva... więc poszukiwanie po południu zastępczego komputera mija się z celem...

Przywracanie ustawień i systemu się nie powidło. Pozostaje tylko przywrócenie ustawie fabrycznych (sprzed kilku lat). Za chwilę wykład a ja mam niesprawny sprzęt i żadnej szansy na pomoc (instalowanie systemu i oprogramowania, które odtworzy prezentację, potrwa co najmniej kilka godzin, jak zwykle zresztą). I co tu robić? Strach w oczy zagląda. Panika?

Wchodząc na salę wykładową myślałem o odwołaniu wykładu lub przeniesieniu. Pierwsza refleksja: jak bardzo jesteśmy bezradni bez coraz bardziej uzależniającej elektroniki. Normalnie na konferencję robię sobie wydruk całej prezentacji. A teraz nie miałem nic, nie tylko prezentacji do wyświetlenia ale i notatek.  To był pierwszy zysk z komputerowej katastrofy: refleksja.

Na sali była tablica z kredą i flip chart z mazakami. Nagłe olśnienie z zachętą studentów: przecież mogę mówić bez komputera. Wcześniejsze ćwiczenia w myśleniu wizualnym, w rysnotkach i myślografiach dodatkowo mnie przygotowały mentalnie i technicznie. Bez komputera też dam radę. Fakt, że trochę chaotycznie (bo z zaskoczenia), ale można było opowiadać, rysując na tablicy i na papierze. Bo o ekologii trudno mówić samymi słowami - schematy są bardzo przydatne. To była druga korzyść - dostrzegłem potencjał notowania wizualnego i wcześniejsze ćwiczenia bardzo się przydały. Może w przyszłości trzeba świadomie zrezygnować z komputera i przygotować się do wykładu rysowanego? Tak dla urozmaicenia?

Studentom obiecałem tak jak zawsze podesłać slajdy z prezentacji w pliku pdf. Ale do tej pory służyły one przypominaniu treści wykładowych. Na slajdach były animacje, układające się w  opowieść. Trzeba zatem te fragmenty przygotować z... dźwiękiem lub dodatkowym opisem. Nigdy tego nie robiłem. A teraz jestem niejako przymuszony. To trzecia korzyść z mojej komputerowej katastrofy: nauczę się czegoś nowego. Przydatne będzie zwłaszcza dla studentów nieobecnych na wykładzie. Albo jako materiały uzupełniające do wykładów i zajęć, dostępne on-line. 

Idąc rano do pracy myślałem co i jak trzeba zrobić by odtworzyć laptop do pracy. Jak ustawić parametry przy karcie sieciowej by mieć dostęp do internetu (warunek instalacji większości programów). Dawno tego nie robiłem. I jak zainstalować  z serwera program antywirusowy? Trzeba będzie wezwać fachowców, oby znaleźli czas przez cały dzień. W minorowym nastroju zadzwoniłem. I tu wielka niespodzianka, pan z obsługi komputerowej pomógł mi w ustawieniach przez telefon. szybko i sprawnie. Co więcej instalację systemu antywirusowego zrobił zdalnie, bo powiedział jak mam włączyć specjalną obsługę. Kolejne miłe zaskoczenie. Technologia posunęła się do przodu a i obsługa personalna jakby milsza i sprawniejsza. To kolejne pozytywne odkrycie. Przy okazji przypomniałem sobie o internetowym serwisie pracowniczym. Pół roku temu się tam zalogowałem. Ale nie korzystałem. Teraz ponownie przypomniałem sobie o jego istnieniu. 

Pozostało zainstalować programy. Przy okazji system parę razy pobierał aktualizację. Kilka godzin siedzenia przy komputerze. Zmarnowany czas? Nie. Siedziałem i wymyślałem jak tu zrobić na regularnych, kursowych zajęciach (np. seminarium) zaliczenie w postaci... escape room (pokoju niespodzianek). Projektowałem i zginałem lapbooki oraz przypomniałem sobie stary sposób składania  papierowych listów. Umiałem to robić w czasach szkolnych. Jakieś 40 lat temu. Przypomniałem sobie! Co za radość.

Awaria komputera to stres i czas stracony na przywracanie? Tak było do tej pory. Ostatnia awaria okazała się bardzo inspirująca i edukująca. Bo byłem na to nieświadomie przygotowany ćwicząc myślenie wizualne, lapbooki i poszukując różnych rozwiązań edukacyjnych (np. escape room w wersji edukacyjnej). 

Małe wyjaśnienie. Utraty plików się nie bałem, bo pomny wcześniejszych problemów mam już kopie na przenośnym dysku, Utrata danych byłaby największą stratą. A przymusowe odstawienie od komputerowej rutyny może okazać się inspirujące i owocne edukacyjne.

 

Juror to ma klawe życie

sczachor

pressO tym, że są jakieś kanały popularnonaukowe na YouTube, to coś wiedziałem. Ale raczej niewiele. Z niektórych czasem korzystałem (oglądałem). Ale dopiero, gdy pismo Press zaprosiło mnie do oceny kanałów popularnonaukowych na YouTube, to zobaczyłem całe bogactwo. Jedne lepsze, inne gorsze ale sporo bardzo dobrych. Oglądałem z przyjemnością.

Bycie jurorem ma tę zaleta, że się odkrywa świat nieznany. Niejako z konieczności. Bo jest praca domowa i trzeba odrobić. I tym sposobem dociera się do "nieznanych lądów". Nie lubię oceniać, bo zdaję sobie sprawę  z subiektywizmu. 

Kilka kanałów w moim odczuciu ma duże walory edukacyjne. I teraz się zastanawiam jak te kanały spopularyzować i wykorzystać edukacyjnie. To znaczy jako swoistą "lekturę uzupełniającą". Zwłaszcza te, które pokazują proste eksperymenty i sposoby aktywnego poznawania tajemnic świata.

 

Wspomniane kanały popularnonaukowe są elementem współczesnego środowiska edukacyjnego.  Także i z tego powodu warto je poznać i nauczyć się z nich korzystać. I zachęcać innych do tworzenia kolejnych. 

 

 

Muzeum Nauki, cz. 5. Kręta droga i muzeum przyrodnicze ciągle w marzeniach

sczachor

Gablota z wystawy W 2007 roku marzyło mi się profesjonalne muzeum przyrodnicze (w szerszym sensie muzeum nauki) w Olsztynie. Muzeum gromadzące zbiory dla celów naukowych, zarówno w postaci zwierząt i roślin czy banku nasion, które będą w przyszłości wykorzystywane do badań genetycznych, jak i zbiory gromadzące okazy do dalszych badań taksonomicznych, morfologicznych, anatomicznych itd. Wiele elementów tak rozumianego muzeum wtedy już było i obecnie też jest – rozproszona po wydziałach i katedrach oraz w zbiorach prywatnych i instytucjach pozaakademickich. Ale czasem bywa tak, że naukowy odchodzą na emeryturę a ich zbiory i kolekcje ulęgają powolnemu zniszczeniu i rozproszeniu.

Marzyło mi się muzeum, które oprócz celów naukowych miałoby funkcje popularyzatorskie i dydaktyczne, które w atrakcyjny i profesjonalny sposób ukazywałoby osiągnięcia równych dziedzin naukowych. Tak rozumiane muzeum byłoby kolejną atrakcją turystyczną Olsztyna oraz znakomitym elementem zaplecza badawczego. Jak już wspomniałem, wiele elementów już jest. I jestem przekonany, że środowisko akademickiego powoli, ale systematycznie w tym kierunku zmierza. Tak pisałem w 2007 roku. Chyba się pomyliłem. Potencjał cały czas jest, ale muzeum przyrodniczego nie widać. Wiele przyczyn się na to złożyło. Modne stały się inne kierunki działań naukowych. A prawdziwe muzeum przyrodnicze powstają na innych uniwersytetach. Może i w Olsztynie kiedyś pojawi się sprzyjająca okazja na tak rozumiane muzeum przyrodnicze.

Moja inicjatywa w 2007 roku, przy okazji V Olsztyńskich Dni Nauki, była tylko jednym z wielu, maleńkich kroczków. Bo nauka to działanie zespołowe i kumulatywne.Udaje się te przedsięwzięcia, które realizowane są przez wielu, czasem niezależnie od siebie, ale w jednym nurcie. 

Celem wystawy  „Muzeum Nauki” z 2007 roku, którą wtedy przygotowaliśmy, było to przypomnienie o istnieniu Archiwum i Muzeum Uniwersyteckiego, gromadzącego określone pamiątki po olsztyńskich naukowcach (ale pamiątki takie znajdują się także w Muzeum Warmii i Mazur). Nie można tworzyć wystawy z niczego. Pomysłem na wystawę było pokazanie procesów „naukowego myślenia”, poprzez zebranie różnorodnych drobiazgów, towarzyszących naukowcom w trakcie różnorodnych dyskusji, konferencji. Ważnym elementem było opowiadanie o tym, dlaczego naukowcy wyjeżdżają na konferencje, czasami bardzo daleko. Żmudne i czasochłonne badania w końcu przekładają się na wynalazki i udogodnienia w życiu codziennym. We współczesnym świecie nauka jest już świadomie wspierana jako zyskowny element rozwoju gospodarczego. Żyjemy w społeczeństwie, którego gospodarka oparta jest na szeroko rozumianej wiedzy. Choć czasem można odnieść wrażenie, że dominują w życiu codziennym irracjonalne teorie spiskowe i egzotyczne zabobony. 

Sama nazwa „Muzeum Nauki” może wzbudzać zdziwienie. Muzeum kojarzy się nam z muzeum techniki, muzeum historycznym, archeologicznym. Ale jak można pokazać naukę? Czyli co? Naukowców w ich pracy, w ich tajemniczym procesie odkrywania, wytwory ich pracy, zarówno te wytwory pomagające odkrywać, jak i te produkty finalnej, jakie znamy z życia codziennego. W sumie nie jest to żadna zbytnia nowinka, bo w Warszawie już od dawna istnieje Muzeum Ewolucji. A od kilku lat z sukcesem funkcjonuje Centrum Nauki Kopernik. Do dobrego muzeum potrzebne są eksponaty i opowieść. Sama opowieść ( i trochę gadżetów multimedialnych) nie wystarczy, jak i nie wystarczą same eksponaty, poukładane w gablotach. Zatem zbierajmy eksponaty (uchrońmy je prze zniszczeniem i wyrzuceniem na śmietnik) i wymyślajmy opowieści.

Olsztyn jest coraz bardziej miastem turystycznym. Tylko co w nim oglądać? Jeden zamek, starówkę, katedrę? Co jeszcze można zobaczyć, tak żeby zatrzymać się na dłużej? Olsztyn to miasto uniwersyteckie. Czy wiedza naukowa może być atrakcją do oglądania, zwiedzania? W 200 7 roki i obecnie twierdzę, że wiedza może być atrakcją turystyczną w szerokim rozumieniu. Sukcesy centrów nauki (Warszawa, Toruń, Gdańsk, Gdynia) są tego dobrym przykładem. A także duża frekwencja na różnego typu uniwersyteckich piknikach naukowych. 

Najsławniejszym naukowcem Olsztyna jest bez wapnienia Mikołaj Kopernik. Trochę pamiątek można zobaczyć w Muzeum Warmii i Mazur na zamku, obejrzeć dwa pomniki. I co dalej? W Planetarium (trochę niestety niepotrzebnie przez olsztyniaków zapomnianym) można zobaczyć „kamienie z nieba”. Niektóre „naukowo magiczne” miejsca wymagają odkrycia i wypromowania.

Środowisko akademickie w Olsztynie jest od ponad pół wieku (nie licząc seminarium). Czy nie ma po działalności naukowej żadnego śladu, dostrzegalnego dla turysty? Czy tylko nazwy ulic w Kortowie i na Brzezinach i kilka głazów oraz tablic pamiątkowych? Nie, śladów jest wiele. Warto je tylko wydobyć do społecznej świadomości i dobrze pokazać także i turystom. 

Nauka i naukowcy cieszą się dużym autorytetem w polskim społeczeństwie. Jeszcze. Wielu przeciętnych zjadaczy chleba chciałoby „podpatrzeć” naukowców w ich pracy, chociaż przez chwilę być współuczestnikiem odkryć, poszukiwań, chociaż przez chwilę poczuć klimat „badań i odkrywania”. Być może dlatego, że każdy z nas choć w maleńkiej części czuje się odkrywcą, poszukiwaczem i eksperymentatorem.

Śladów badań naukowych jest wiele. Trzeba umieć je tylko pokazać. Miejsca różnych eksperymentów, miejsca pracy itd. Wystarczy tylko mu o tym opowiedzieć w przystępny i zrozumiały sposób, a w tafli jeziora „zobaczy” więcej. Poczuje, że jest w „magicznym” miejscu, poczuje się współuczestnikiem.

To samo można powiedzieć o zwykłych konferencyjnych gadżetach. Nie są one przecież celem wyjazdów na konferencje naukowe. Są one tylko śladem, pamiątką, praktycznym gadżetem, ale przemijającym. Co i ile można wyczytać z okolicznościowego długopisu, programu czy zaproszenia? Potrzebna jest wypowiedź uczestników, „świadków”. I potrzebne są sprawne pióra, które spiszą w ciekawy sposób opowieści o ludziach, ich odkryciach, życiu i pasji. Samo zebranie naukowych drobiazgów to tylko pierwszy krok. Ogromnie przydatne byłyby wspomnienia. Te sukcesywnie drukować może prasa (ale nie tylko papierowa lecz i internetowa). Byłby to swoisty przewodnik „muzealny” w odcinkach i przypomnienie wybitnych profesorów, naukowców, związanych z Olsztynem. Część z nich jest już na emeryturze, o części pamiętają jeszcze znajomi, rodzina. Może pomogą ocalić od zapomnienia, osoby i myśli, które mniej lub bardziej zmieniły naszą rzeczywistość.

Mamy już dobre narzędzia do takich opowieści: escape-roomy, grywalizacje, questingi itd. W regionie powstają różnorodne wioski tematyczne. Może znajdą się kreatywni ludzie, którzy zaproponują podobne rozwiązania, wykorzystujące naukę i naukowców z Olsztyna oraz regionu.

Muzeum Nauki cz. 4. Wspominając Olsztyńskie Dni Nauki 2006 i Uniwersytet Młodego Odkrywcy

sczachor

Obraz1W 2006 po raz czwarty we wrześniu UWM włączył się do ogólnopolskiego „pikniku naukowego”. Celem Olsztyńskich Dni Nauki 2006 była przede wszystkim popularyzacja badań i otwarcie uniwersyteckich laboratoriów dla przeciętnego zjadacza chleba. Wynikami badań zainteresowani są nie tylko studenci, przygotowujący się do egzaminów i przyszłej pracy. Ciekawość świata jest cechą każdego wieku.

Olsztyńscy naukowcy wraz z współpracującymi instytucjami w dniu 16 września zaprosili na otwarte wykłady, pokazy, eksperymenty, diagnozy i wycieczki, nie tylko w Olsztynie ale i w Ełku, Bałdach, Łajsie. Uniwersytecki kampus w Kortowie licznie odwiedziła młodzież szkolna. Była to okazja aby nie tylko podejrzeć tajniki nauki, ale i możliwość skonfrontowania własnych wyobrażeń ze specyfiką danej dyscypliny. Z pewnością wiedza ta pomogła wybrać im odpowiedni kierunek studiów w przyszłości.

W 2006 roku oferta była stosunkowo bogata (biorąc pod uwagę przeszłość a nie teraźniejszość, bo obecne Olsztyńskie Dniu Nauki i Sztuki są organizowane ze znacznie większym rozmachem i udziałem pracowników UWM). Obejmowała tematy humanistyczne z językiem polskim i migowym czy tradycje wielokulturowości naszego regionu. Uczestniczyć można było w przyrodniczym poznawaniu świata na poziomie molekularnym zarówno w aspekcie chemicznym jak i genetycznym, poziomie osobniczym i gatunkowym (grzyby, bezkręgowce wodne, ryby), na poziomie ekosystemu i krajobrazu, jak i w największym wymiarze kosmicznym (z obserwacjami astronomicznymi). W tych ostatnich, gdyby mógł, z pewnością uczestniczyłby Mikołaj Kopernik. Chociaż z uwagi na wszechstronność zainteresowań naszego znakomitego olsztynianina, zapewne zainteresowałby się także różnymi aspektami medycznymi. W czasie tamtych Olsztyńskich Dni Nauki można było zapoznać się z grzybami chorobotwórczymi, kapeluszowymi grzybami trującymi, barwnikami w pożywieniu i ich wpływem na nasze zdrowie, inżynierią tkankową jako metodą poprawiania zdrowia i urody, przebadać się pod kątem otyłości i osteoporozy. Nie zabrakło prezentacji różnorodnych wynalazków i urządzeń przydatnych w domu i gospodarce. Wiele prezentacji dotyczyło badań czystości środowiska: powietrza, wody, gleby jak i metod oczyszczania ścieków czy kształtowania krajobrazu. Można było także zapoznać się z metodami produkcji żywności. Nie zabrakło i oferty dla hobbystów – wędkarzy, miłośników domowych czworonogów i miłośników przydomowych „ogrodów” wodnych.

Dni Nauki 2006 w znaczny sposób „wyszły” poza uniwersyteckie miasteczko. Nie tylko za przyczyną organizowanych imprez na Starym Mieście, w planetarium czy Ełku i Bałdach. Przede wszystkim za sprawą dobrej współpracy z regionalnymi mediami. Liczne audycje radiowe, telewizyjne czy artykuły w prasie był „oczami i uszami” tych mieszkańców regionu, którzy nie mogli wybrać się do Kortowa.

Olsztyńskie Dni Nauki 2006 nie skończyły się we wrześniu. Kolejne imprezy odbywały się jeszcze w połowie października. Po dziesięciu latach w Kortowie niemalże cały rok odbywają się  różnego typu wykłady otwarte, pikniki naukowe, spotkania. Edukacja pozaformalna i popularyzacja wiedzy stały się mocną stroną UWM, czego ukoronowaniem są liczne nagrody za popularyzację nauki i organizację Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki. Moim zdaniem nie jest to epizod ale trwały trend, nawiązujący do tego, co dzieje się w edukacji światowej.

W 2006 roku pisałem, że Uniwersytet będzie w znacznym stopniu „otwarty” przez cały rok. Nie tylko za pośrednictwem mediów, ale także poprzez różnorodne imprezy, organizowane przez studentów i pracowników w różnych zakątkach Warmii i Mazur. Jest to wypełnianie misji uniwersytetu, udostępniającego najnowszą wiedzę naukową nie tylko studiującym żakom. Po 11 latach mogę powiedzieć, że miałem pełną rację. Uniwersytet jest coraz bardziej otwarty na wszystkich wydziałach. Dni Nauki nie tylko się rozrosły, ale pojawiły się także inne pikniki naukowe: Europejska Noc Naukowców, Noc Biologów, Dzień Fascynujących Roślin, Czwartki z Humanistyką, Olsztyńska Wystawa Dalii, różnorodne wykłady otwarte i wizyty z wykładami w szkołach całego regionu. A teraz aż trzy projekty realizowane w ramach Uniwersytetu Młodego Odkrywcy (czwarty w Elblągu)

Zamieszczone logo powstało na potrzeby jednego z pierwszych (koordynowanych przeze mnie) Olsztyńskich Dni Nauki i założonego wtedy bloga. Dziś służy kawiarni naukowej (uruchomionej na blogu w 2009 roku) Collegium Copernicanum,. Warmińsko-Mazurski  Uniwersytet Młodego Odkrywcy jest jednym z wielu logicznych kroków tego procesu. Uczymy się cały czas.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci