Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Nigdy za mało miejsca na książki w domu...

sczachor

16473807_10210692791629302_5658595578921923419_nNałogowi alkoholicy mają wszywany esperal (nazwa leku, stosowanego w leczeniu alkoholizmu, umieszczanego pod skórą pacjentów). A co powinni wszywać sobie nałogowi czytelnicy? Gdy w domu nie ma już miejsca na nowe książki, a każda wizyta w księgarni grozi zakupem kolejnej ?

Ostatnio byłem w księgarni po odbiór książki, którą żona wcześniej zamówiła. Wszedłem więc do tego miejsca wodzącego na pokuszenie. Książek wartych przeczytania było wiele. Podobno w Polsce średnio codziennie wydawane są dwie książki... Nie oparłem się jednej, mimo że kusiło kilka. Od dawna nie mamy już miejsca w domu na kolejne książki. Obiecałem żonie, że do czasu remontu nie będę już kupował książek. A jednak, zostałem skuszony skutecznie. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz... 

Z opresji książkomaniaka wybawiła mnie urocza książniczka (pani, pracująca w Książnicy Polskiej!), wystawiła pisemne zaświadczenie z pieczątką i treścią, że "nigdy za mało miejsca na książki w domu." Nie dość, że książki kuszą, to jeszcze sprzedawczynie są dowcipne... Nie sposób nie ulec.

Ale z takim "urzędowym" glejtem nie było strachu wracać z kolejną nadprogramową książką do domu. A żona jak to żona, zakup mojej książki zaakceptowała (bo był glejt z pieczątką) i poleciła pismo powiesić na ścianie. Żeby było ładniej to domalowałem chruścika z książką. Glejt być może wystarczy na kolejne zakupy... A może jednak omijać księgarnie z daleka? Może sobie wszyć coś pod skórę, jakiś antyksiążkokupnik?

ps. Od lat nadmiarowe książki oddaję do bibliotek lub uwalniam na półce bookcrosingowej. I zapisałem się do biblioteki. Wspólne użytkowanie dóbr (w tym przypadku literatury) jest chyba dobrym rozwiązanie. 

Czym jest nauka… od kuchni czyli o poszukiwaniu nowego środowiska edukacyjnego na uniwersytecie

sczachor

Część lepiej można zrozumieć w kontekście całości. Jest okazja by wyjaśnić w jakim celu powstał cykl blogowych puzzli pod nazwą „czym jest nauka”.

A było to tak, od jakiegoś czasu prowadzę seminaria dyplomowe. Pojawia się konieczność opowiadania nie tylko o standardach pracy dyplomowej (struktura, kolejność rozdziałów, typy prac dyplomowych, zasady cytowania piśmiennictwa itd.) ale i o tym czym jest nauka. I czym się różni literatura naukowa od literatury w ogóle. Staram się objaśnić istotę wskazując jednocześnie na rytuał. By potrafili odróżnić to co jest ważne od tego co ulotne i przemijające.

Pojawiła się więc konieczność opowiedzenia o nauce i pracach dyplomowych różnym grupom studentów biologii, biotechnologii, dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, studentom studiów licencjackich, inżynierskich, magisterskich. A teraz także uczniom, którzy zaczną naukę na Uniwersytecie Młodego Odkrywcy. Ta dogodna sytuacja sprawiła, że mogłem na nowo poukładać w głowie i przemyśleć zagadnienia dotyczące nauki i pracy naukowej. Nauczający też korzysta bo ma okazję po raz kolejny przemyśleć i uporządkować swoją wiedzę.

naukaodkuchniPo drugie samodzielnie studiuję (czyli uczę się, poznaję w grupie innych osób, kontaktując się internetowo) myślenie wizualne. Najlepiej uczyć się aktywnie, dlatego ćwiczę się w ryśleniu, myślografii itd. i rozmyślam jak tę wiedzę zastosować w praktyce. Czyli jak zaimplementować ryślenie w dydaktyce akademickiej.

Po skończonym semestrze i nowych doświadczenia w dyskusji ze studentami, zasiadłem do przemyśleń, jak uporządkować wiedzę w kolejnym semestrze. Myślałem wizualnie i powstawały rysnotki (sposób na zapisywanie myśli). Ale rysowałem od razu na Bamboo Spark, by mieć wersję cyfrową i po pokolorowaniu w odpowiednim programie, wykorzystać jako ilustracja, zarówno w prezentacji w czasie zajęć oraz na blogu.

Same rysnotki (notatki rysunkowe, notatki wizualne) mogą być dla mnie przydatne jako mapy myśli i uporządkowana treść. Żeby ktoś inny mógł z nich skorzystać, trzeba je objaśnić i myśli ubrać w pełne zdania. Na zajęciach mogę to zrobić słownie, gdy w tle będą te rysunki. Ale zapewne na zajęciach skorzystam z innych, bardziej dostosowanych i czytelnych slajdów (o zbliżonej treści). Postanowiłem je opisać na blogu. Tak powstał cykl wpisów na blogu (zobacz część 1, część 2, część 3, część 4, część 5, część 6).

Konieczność ubrania myśli w zdania spowodowała dalsze przemyślenia i porządkowanie wiedzy. Rysowanie, pisanie i mówienie to aktywne metody uczenia się i doprecyzowywania swoich myśli (sprawdzania systemu w działaniu - wtedy widać liczne błędy, niedoskonałości i można je uzupełnić, poprawić). Sam na tym skorzystałem. Całość (wszystkie częsci w jednym kawałku) umieściłem w innym miejscu: czym jest nauka.

Jak widać na zamieszczonym rysunku (tym razem wykonanym ręcznie, mazakami w szkicowniku - tak też można, elektronika nie jest potrzebna, chyba że do cyfrowej fotografii, by umieścić na blogu), wpisy na blogu to tylko fragment większej całości. A tą większą całością jest eksperyment (na sobie samym i na studentach) w odkrywaniu nowej przestrzeni edukacyjnej. Odkryć ją i spróbować dostosować formy dydaktyczne do świata, który już jest a nie tego, który kiedyś był.

Dotychczasowe formy dydaktyczne (np. wykłady i ćwiczenia - wszystkie w sali, w spotkaniu w realu) wydają się być nieefektywne (a przynajmniej niewystarczająco efektywne). Narzekamy na studentów, bo sądzimy, że to ich wina. A może współczesna przestrzeń (środowisko) edukacyjna jest trochę inna, od tej co kiedyś była? Jeśli tak, to warto po pierwsze rozpoznać współczesne środowisko edukacyjne i dostosować do niego dydaktykę akademicką. To tak jak z ubraniem. Zimą wkładamy sweter i ciepłą kurtkę, czapkę i szalik. I jest dobrze. Ale za jakiś czas jest nam za gorąco, pocimy się, źle się czujemy. Ubranie się zepsuło? Jest gorsze niż dawniej? A może warto rozejrzeć się wokół? Wtedy być może dostrzeżemy i wiosnę i lato. To nie ubranie samo w sobie jest złe tylko nieadekwatne jest dobrane do aktualnej pogody.

Współcześnie nie tylko studenci ale i pracownicy używają zasobów internetowych (nawet z szukaniem literatury i czytaniem), częściej siedzą z laptopem, tabletem czy telefonem komórkowym w ręku niż z książka i zeszytem. Częściej notują fotografując slajdy z ekranu niż zapisując treść w notatniku papierowym. Tradycyjny wykład nie wystarcza. Skoro więc w uczeniu się i poznawaniu świata w coraz większym stopniu wykorzystujemy zasoby internetowe, to dlaczego nie wykorzystać tego w dydaktyce? Trzeba jednak przygotować zupełnie inne pomoce. Już nie skrypt przepisywany ręcznie dla studentów (po wojnie były takie!). Więc co i jak przygotować? Jeszcze nie wiem, domyślam się tylko, a prototypy chcę sprawdzić przez eksperyment (jakże typowy dla nauk przyrodniczych).

Nie rezygnuję z tradycyjnych form komunikacji twarzą w twarz (bo działa także język ciała i przekaz niewerbalny). Jak i nie rezygnuję z pobudzania do dyskusji w czasie seminarium. Ale chcę dodać coś jeszcze - komunikację w internecie i tworzenie zasobów w chmurze. Inną próbą jest przygotowywany wykład inauguracyjny dla gimnazjalistów na Uniwersytecie Dzieci.

Jestem w trakcie przygotowywania. Jak mówi stare, żydowskie przysłowie: głupiemu nie pokazuj roboty w połowie, bo nie zrozumie. Ale nie piszę dla głupców więc mogę pokazywać rzecz niedokończoną, jeszcze "powiązaną sznurkami" i dopiero rodząca się. Powstały rysnotki, powstały wpisy na blogu. Co jeszcze planuję w ramach opisywanego eksperymentu? Krótkie filmiki z treścią podobną do tej na blogu. Kolejne puzzle. Jedni wolą czytać, inni słychać i oglądać. A miejscem dodatkowej dyskusji, kontaktów i komunikacji będzie np. grupa na Facebooku. Spotkania w chmurze jako nowy element środowiska edukacyjnego. Nie zamiast ale jako uzupełnienie. Zamieszczę tam swoje materiały jak i zachęcę studentów do zamieszczania ich notatek, materiałów źródłowych, dyskusji itd. Zachęcę do notowania wizualnego, robienia fotografii jak i nagrywania filmików z zajęć.

Za pół roku opowiem jak to się udało, które narzędzia się sprawdziły, co i jak warto poprawić. I czy udało się odkryć i rozpoznać współczesną przestrzeń edukacyjną na uniwersytecie. Uniwersytet to miejsce, gdzie się eksperymentuje. Na różne sposoby. Z odkrywaniem nowego środowiska edukacyjnego także.

Refleksja na koniec. Gdy zaczynałem swoją pracę na uczelni uczyłem się pisać na maszynie (teksty do druku, w tym skrypty dla studentów, powielane na ksero) oraz przygotowywania czarno-białych i kolorowych foliogramów (do wyświetlania na rzutniku pisma). Z tablicy i kredy też korzystałem. Część z tych umiejętności jest już wcale albo mało przydatnych. Trzeba uczyć się zupełnie czegoś nowego. Na przykład przygotowywania i udostępniania materiałów w internecie, przygotowania i obrobienia krótkich filmów, komunikacji w portalach społecznościowych, prowadzenia webinarium. I być może jeszcze wielu innych umiejętności. Przypuszczam, że części nauczą mnie moi studenci - cyfrowi tubylcy. Nauczeństwo w działaniu. (czytaj więcej o nauczeństwie). A części nauczę się w facebookowych grupach, skupiających poszukujących nauczycieli i dzielących się swoimi pomysłami, przykładami, efektami pracy. Na przykład w zakresie myślenia wizualnego. 

Nie ma co narzekać na złe ubranie, trzeba je dostosować do pogody na zewnątrz. Nowe jest zawsze nowe i nie mamy doświadczenia jak postępować w nowych warunkach. Trzeba eksperymentować, próbować, projektować. I ciągle poprawiać. Bo chodzi o unikalne rękodzieło i prace twórczą, innowacyjną a nie powielania na fabrycznej sztancy.

Czym jest nauka ? Cz. 6. System

sczachor

nauka3relacjeJeśli nauka jest systemem całościowym, to ważne są nie tylko elementy składowe (fakty, pojęcia, hipotezy, prawa, teorie itd.) ale i organizacja (struktura, relacje między poszczególnymi elementami). Tak jak w zegarku czy organizmie, poszczególne części wynikają z całości. Z jednej części, jednej kości czy organu, możemy wnioskować o całości (całym organizmie, gatunku). Dlatego paleobiolodzy potrafią odtworzyć wygląd i sposób życia całego zwierzęcia jedynie z kilku kości, czy nawet pojedynczego zęba.

Wnioskowanie z jednej części o całości nie jest jednak takie proste. W odniesieniu na przykład do ekosystemu (posłużę się takim biologicznym przykładem) są gatunki wyspecjalizowane, dobrze przystosowane do środowiska. One są dobrymi bioindykatorami. Ale są też gatunki eurytopowe, oportunistyczne. Wnioskowanie na ich podstawie jest dużo trudniejsze i obarczone większym zakresem nieokreśloności. Analogicznie możemy powiedzieć, że niektóre pojęcia w danej dyscyplinie naukowe są dyskretne, dobrze i precyzyjnie zdefiniowane oraz pojęcia bardzie rozmyte znaczeniowo, „oportunistyczne” (mniej zróżnicowane jak komórki macierzyste ale za to z dużym potencjałem do wyróżnicowania się, specjalizacji).

W przypadku gatunków oportunistycznych można wnioskować o stanie całego ekosystemu ale potrzeba więcej danych i informacji o kontekście. Całość to więcej niż suma części, to organizacja. W nauce ważne są wiec nie tylko zgromadzone obserwacje, wytworzone pojęcia, hipotezy, ale i sposób ich zorganizowania czyli teorie i paradygmaty. Te też zmieniają się ewolucyjnie. Dlatego uczniowie lub początkujący adepci nauki zdziwieni są, że w jednym podręczniku tak, a w innym inaczej opisane są te same problemy, zjawiska itd.

W systemie wszystko jest ze sobą powiązane. Zmiana części (pojawienie się nowych faktów naukowych, hipotez) wpływa na zmianę całości. I odwrotnie, zmiana paradygmatu wpływa na części (np. interpretacja od dawna znanych faktów). Przewrót kopernikański spowodował inne interpretowanie tego, co od dawna na niebie widzieliśmy. Na świat obiektywny patrzymy także przez pryzmat teorii, tego co już wiemy. Istotę systemu można zawrzeć w greckiej sentencji” wszystko ze wszystkim, wszystko ze wszystkiego”.

Na podstawie obserwacji budujemy (modyfikujemy, bo przecież nie tworzymy zupełnie od nowa) wiedzę, teorie i tworzymy system wiedzy. Metodą jest indukcja. Z założeń i praw dedukujemy wnioski (dedukcja jako kolejna metoda). Ale relacje między częściami (pojęciami, prawami) można ustalać lub weryfikować za pomocą eksperymentów (faksyfikacja). W końcu optymalizacja systemu wiąże się z dążeniem do prostoty - rozumowanie abdukcyjne. Filozofowie nauki mówią o konsyliencji wiedzy: hipoteza powinna tłumaczyć jak najszerszą klasę zjawisk, tłumaczyć (wyjaśniać) te zjawiska w jak najprostszy sposób, wyjaśniać według podobieństw (zjawiska z przeszłości i przyszłości). Piszą także o koherencji: hipoteza, teoria powinna podawać wyjaśnienia jak najbardziej spójne z największą liczbą obserwowanych danych.

Nauka rozwija się z potocznego rozumowania zdroworozsądkowego (od oportunizmu do specjalizacji). Specjalizacja wymaga złożonego systemu i otoczenia. Współcześnie więc nauka rozwija się w dużych zespołach i instytucjach.

Czytaj całość (wszystkie części w jednym kawałku)

Czym jest nauka ? Cz. 5. System rozwijający się

sczachor

nauka2rozwojsystemuW kolejnej części opisuję naukę jako system. Układ, system to nie jest suma części, lecz także relacje między tymi częściami, sposób ich wzajemnego ułożenia. Organizacja a nie jakaś tajemnicza vis vitalis..

Weźmy za przykład zegarek. Rozkręćmy go na części i wszystkie wrzućmy wszystkie do woreczka. Suma części będzie taka sama, niczego nie zabraknie. A jednak nie będzie to już sprawny mechanizm, pokazujący godziny. System jako mechanizm. Takie podejście mogli byśmy nazwać mechanistycznym. Lepszym przykładem (modelem) systemu jest organizm - ciągle się zmienia, wymienia części (w metabolizmie), rośnie, ewoluuje a mimo to przez cały czas jest sprawny i działający.

Nauka jako system wiedzy, czy to w pojedynczym mózgu człowieka, czy to jako ogólnoludzki system wiedzy, jest systemem „biologicznym”, niczym organizm. Tak, jakbyśmy oglądali swoje zdjęcia z dzieciństwa, młodości, dojrzałości. Widać podobieństwo ale przecież za każdym razem jest to „ktoś inny”. Tę zmienność trzeba uwzględniać nie tylko w historii nauki, ale i na co dzień. Bowiem nauka zmienia się dynamicznie i bardzo szybko. W dyskusji, gdy używamy pojęć, warto jest wiedzieć z jakiego „organizmu” (teorii, paradygmantu) one pochodzą. Takie same słowa nie oznaczają tych samych desygnatów. I jeszcze kilka porównań biologicznych.

Dla organizmu charakterystyczny jest rozwój (ontogeneza) i ewolucja (filogeneza). Już sam wzrost na wielkość wymusza zmiany organizacyjne całego systemu. Mały organizm jednokomórkowy może być mniej zorganizowany, ale gdy komórka rośnie to wraz wielkością liniową powierzchnia wzrasta do kwadratu a objętość do sześcianu. Dlatego pojawiają się nowe problemy, np. nie wystarcza już wymiana gazowa powierzchnią ciała (u organizmów wielokomórkowych) i pojawiają się specjalne organy (skrzela, skrzelotchawki, płuca), pozwalające zwiększyć powierzchnię wymiany dla powiększającego się organizmu. Sam więc wzrost wymusza reorganizację całego systemu.

Nauka na pewno ma charakter kumulatywny. Do tego dochodzi ewolucja - zmienność w czasie i dostosowywanie się do środowiska (otoczenia). System więc wewnętrznie się „konstruuje” (różnicuje, np. wraz z przyrostem wiedzy wyodrębniają się nowe dyscypliny i subdyscypliny) i optymalizuje (np. dojrzewa metodologia).

Kiedy się nauka zaczęła? Gdzieś w mrokach prehistorii. Ten pierwotny system wiedzy naszych przodków wynikał zapewne z obserwacji środowiska (otoczenia). Był niezróżnicowany, wszystko było ze sobą ścisłe powiązane: magia, religia, wiedza o ludziach i przyrodzie. Niezróżnicowane jak komórki macierzyste. Nauki w obecnym rozumieniu jeszcze nie było. Dopiero się powoli wyróżnicowała, jak tkanki z komórek macierzystych. Wiedza była mała i jednolita (w dzisiejszym rozumieniu), mieściła się w głowie jednego człowieka lub jednego plemienia. Wzrost wiedzy, wynikając z wzrostu komunikujących się ze sobą ludzi, jak i sposobu utrwalania wiedzy (pismo, druk, współczesne nośniki), to liczba zgromadzonych przez społeczność faktów, najpierw tylko w zbiorowej pamięci potem spotęgowane przez możliwość zapisania na papierze. A teraz w komputerach.

Ale to nie tylko wzrost na ilość ale i zmiana organizacji. Możemy mówić o rozwoju i ewolucji teorii i paradygmatów Paradygmat (czy w węższym rozumieniu teoria) decyduje o tym, co dostrzegamy. Patrzymy na świat przez pryzmat teorii i tego, co już wiemy i spodziewamy się zobaczyć (lekarz na zdjęciu rentgenowski czy na ekranie ultrasonografu widzi więcej niż pacjent). Nie ma faktów obiektywnych samych w sobie. To tak, jak patrzenie przez czerwone szkło (czerwone elementy będą niewidoczne). Niby widać, ale coś umyka. Wystarczy zmienić kolor szkła, a świat będziemy postrzegać nieco inaczej.

W toku tej ewolucji następowało wyróżnicowanie się i dojrzewanie metody naukowej, coraz wyraźniejsze wyodrębnienie się nauki z innych elementów wiedzy, z religii, magii.

Obserwujemy otoczenie, i na zasadzie indukcji, tworzymy nowe fakty, hipotezy, teorie. Na przykład wynalezienie teleskopu, czy mikroskopu zaowocowało dopływem zupełnie nowych obserwacji, pojęć. Tak jak odkrycie nowych kontynentów i zaobserwowanie nowych gatunków roślin i zwierząt. Wzbogaciło ilościowo ale i nie tylko. Zaowocowało także przebudową systemu, zmianą relacji między już zgromadzonymi faktami, np. teoria ewolucji inaczej uporządkowała zgromadzoną wiedzę o różnorodności biologicznej. Sama zaś teoria ewolucji spowodowała inne (kaskadowe) zmiany w systemu nauki. Nowe definicje.

Dedukcja to wnioskowanie z tego, co już wiemy, z nowej teorii i paradygmatu, wyprowadzanie możliwych innych hipotez. W naukach przyrodniczych dowodzenie (weryfikacja) tych hipotez odbywa się przez eksperyment. Tak jak odkrywanie nowych pierwiastków, wynikających z systemu Mendelejewa. Można było wydedukować istnienie nieznanych pierwiastków, ale trzeba je było eksperymentalnie „zobaczyć”, „dotknąć”.

Nauka jako system rozwijający się, przebudowujący i reorganizujący. To zarówno organizm w czasie ontogenezy jak i organizm ewoluujący. Stany poprzednie różnią się od obecnych. System nie jest prosta sumą elementów.

c.d.n.

Właśnie znalazłem wiewiórkę w swoim samochodzie czyli o autyzmie i o tym, po co są łańcuszki szczęścia na Facebooku

sczachor

wiewirkaWłaśnie znalazłem wiewiórkę w swoim samochodzie. A przecież ja nie mam samochodu! W każdym razie mam problem bo ani tak, ani siak. Pokuta. Drugi raz mnie to spotkało.

Tak napisałem na swojej tablicy na Facebooku. Wybrałem wersję lajtową, inni wybierali bardziej odważne np., z brudnymi majtkami. Zrobiłem (wpis o wiewiórce), choć bez przekonania. Większość takich łańcuszków przerywam, to znaczy ignoruję. Ale ten dotyczył autyzmu, więc umieściłem (skoro dałem się złapać), coś od siebie dodałem, by jednocześnie zawrzeć ostrzeżenie dla innych, by nie lajkowali i nie komentowali (ten kto raz trafił na podobny, łatwo odczyta ostrzeżenie i ukrytą informację). Czyli zrobiłem, ale z małą, ostrzegawczą informacją.

Po kilkunastu godzinach zrozumiałem sens takich zabaw i gier. Jaki sens? To niezamierzone chyba poskramianie hejterów. I zawstydzanie ich. Edukacyjne i wychowawcze.

Hejtowanie jest powszechne, ogólnopolskie, a internet znakomicie ten proceder ułatwia. Kiedyś zwało się to plotkowaniem w maglu, w kolejce po mleko, w autobusie. „Taka niestety jest prawda”, to typowy zwrot, który pamiętam z tego analogowego hejtowania - czyli ordynarnego plotkowania o tych wielkich, którym zazdrościmy, i o sąsiadach - zaocznie, nie mają szansy się obronić, ani ripostować plotkarzom i obmawiaczom. A co ma wiewiórka do hejtowania? Te wpisy wyglądają na głupawe, prowokują do komentowania. No i znajomi komentują, najczęściej dowcipnie i życzliwie. Ale nie hejterzy. Ci po swojemu dostrzegają okazję i łatwy łup. I swoje dodają, złośliwie, z satysfakcją. Otrzymują w zamian prywatny komunikat o grze i konieczności umieszczenia tekstu na swojej tablicy (sam komunikat umieściłem na końcu niniejszego wpisu). Rzadko kiedy to robią, bo do tego trzeba dystansu. Dostrzegają, że ich złośliwy wpis był pudłem. Zamiast przyznać się do błędu lub włączyć się do gry (pokutnie), najczęściej milczą i udają, że nic nie było. Myślę, że tego typu łańcuszki są dobrym biczem na hejterów. Dowcip obnaża ich złe intencje i słabości charakteru. A przy okazji popularyzowana jest wiedza np. o autyzmie.

Autyści przyjmują świat i komunikaty dosłownie. Dlatego trzeba mówić do nich bez porównań, aluzji, dowcipu. Taka choroba. Skłonność do plotek, obmawiania i hejtu jest chorobą? Jeśli jest, to można się z tego wyleczyć. Z autyzmem nie jest tak łatwo. Mocno utrudnia życie. Warto więc wiedzieć czym jest autyzm i jakie sprawia kłopoty w życiu autysty. Bądźmy dla nich wyrozumiali i zrozummy ich sposób funkcjonowania.

A teraz rzeczony wpis, który wiąże się z wiewiórką w samochodzie. Pisownia oryginalna (bez polskich znaków)

ehe nie powinienes byl polubic ani komentowac mojego ostatniego statusu hahaha. Teraz musisz wybrac i umiescic jedna opcje z ponizszych i umiescic jako swoj status. Jest to gra z okazji roku swiadomosci na temat autyzmu. Nie psuj zabawy. Wybierz jedna z ponizszych pozycji i opublikuj jako swoj status.

1. Wlasnie znalazlem wiewiorke w swoim samochodzie.

2. Wlasnie zgodzilem sie wyswiadczyc usluge seksualna w zamian za anulowanie mandatu.

3. Nie mam czystych majtek na jutro, wiec mam zamiar przelozyc te na druga strone.

4. Moje hemoroidy oszalaly dzis wieczorem!

5. Chyba wlasnie przyjalem oferte matrymonialna przez internet!

6. Zdecydowalam przestac zakladac majtki.

7. Potwierdzone: Bede tata!

8. Wlasnie zdobylem udzial w najnowszej edycji "Mam talent"!

9. Zaakceptowano mnie do 'Randki w ciemno'.

10. Dostalem zywa malpke!!!

11. Wlasnie sie posikalem!

12. Powaznie mysle o implantach posladkow

13. Wlasnie wygralem w zdrapke 700 zl!

14. Wyprowadzamy sie do Oslo pod koniec tego roku!

15. Majonez z czekoladowymi kulkami Nesquick jest taki doooobry!

16. Dostalem sie do programu "Ugotowani"!

Opublikuj post bez zadnego wyjasnienia. Wybacz, tez musialem tak zrobic. Czekam na Twoj status. Ach, i nie zepsuj tego (Nie zdradz sekretu). I pamietaj to jest rok swiadomosci na temat autyzmu. Baw sie dobrze!

Ps. Kiedyś były to inne łańcuszki św. Antoniego, z tekstem pisanym ręcznie i wysyłaniem analogową pocztą pocztówek lub listów. Teraz mamy internet. Ale wspomniana zabawa przyczynia się do popularyzacji wiedzy o autyzmie. Bicz na hejterów to bonus.

Czym jest nauka ? Cz. 4. Nauki empiryczne

sczachor

przyrodniczePora przejść do nauk empirycznych, pośród których jest i biologia. Nauki empiryczne są podstawą współczesnej nauki i jej sukcesów. Wniosły w rozwoju nową metodę - weryfikowanie teorii przez doświadczenie (konfrontowanie z rzeczywistością), falsyfikację (próbę obalenia - wymyślanie takich doświadczeń, które mogłyby obalić analizowaną hipotezę).

W naukach empirycznych ważne są dwa elementy: weryfikowanie przez doświadczenie oraz logiczna spójność teorii. Jest więc element „matematyczny” i dedukcja tak jak w matematyce. Tyle tylko, że poszczególne elementy są nieco bardziej rozmyte, ale za to bardziej wyodrębnione („wyraźne”) niż w naukach humanistycznych. Jeśli porównywać fizykę i biologię, to ta pierwsza jest bardziej „umatematyzowana”, z bardziej dyskretnymi pojęciami i opisaniem elementów. Nieco bardziej precyzyjniejsza. Biologa jest bardziej „humanistyczna”, tj. pojęcia (przynajmniej w niektórych działach biologii) są bardziej niedookreślone, niejednoznaczne. W swoim rozwoju biologia coraz bardziej się „matematyzuje”, pojęcia - tak jak z komórek macierzystych - specjalizują się i nabierają jednoznaczności.

Język biologii coraz bardziej jest precyzyjny. Najpewniej to typowy rozwój każdej dyscypliny naukowej: od zbiorów rozmytych do bardziej klasycznych. Lub jak w sukcesji ekologicznej: od przewagi gatunków eurytopowych, oportunistycznych, do przewagi gatunków wyspecjalizowanych (i spadek międzygatunkowych oddziaływań o charakterze antagonistycznym).

Czasem biologia traktowana jest jako nauka „pamięciowa”, bo trzeba dużo faktów zapamiętać (różnorodność biologiczna na wszystkich poziomach jest niezwykle bogata i nie do ogarnięcia w jednym mózgu człowieczym). Niemniej w swoim rozwoju staje się coraz bardziej logiczną: wiele „stanów” da się logicznie „wyprowadzić” z warunków początkowych (założeń i aksjomatów), niejako można coraz bardziej rozwiązywać „równania biologiczne”. Tyle tylko, że jest znacznie więcej różnorodnych elementów. Ale kolejne teorie wprowadzają unifikację i przybliżają do „jednego wzoru na wszystko”.

Biologia jest w drodze od teorii zbiorów rozmytych do zbiorów klasycznych.

Wcześniej zarysowane zmiany między dyskretnością a abstrakcją (rozmyciem, erudycją) w postaci linowej, z gradientem zmian od matematyki, przez nauki przyrodnicze do humanistycznych z filozofią, można przedstawić w przestrzeni dwuwymiarowej. Jednocześnie można zaznaczyć i precyzyjne wyodrębnienie (zdefiniowanie) elementów oraz dedukcyjność i weryfikację empiryczną (nie wiem czy trafnie ujęta opozycja, ale tak mi przyszło do głowy to nazwać). Zamiast liniowego kontinuum uzyskujemy trójkąt. Oczywiście, gdyby wyróżnić poszczególne dyscypliny naukowe, utworzyłaby się z tego chmura. A jeśli wyodrębnić jeszcze kolejny „wymiar”, to model byłby trójwymiarowy, przestrzenny.

naukatrojwymiarowa

 

Ps. - przeczytaj całość: http://czachorowski1963.blogspot.com/2017/01/czym-jest-nauka.html

Wtedy lepiej będzie można zrozumieć kontekst całości i tego, powyżej fragmentu. 

Czym jest nauka ? Cz. 3. Matematyka

sczachor

matematykaRóżnorodność nauki jest ogromna. A ja w tej różnorodności poszukuję jakiegoś porządku, wykorzystując ogólną teorię systemów i biologiczne spojrzenie na systemy. (Przeczytaj część pierwszą).

W matematyce (o ile wiem) pojęcia są dyskretne, dobrze i wyraźnie zdefiniowane. Z aksjomatów i założeń wyprowadza się różne prawa (zasady, relacje między pojęciami, elementami itd.) na drodze dedukcyjnego rozwiązywania równań. Wynik tych równań jest jednoznaczny (jeśli są różnice to gdzieś jest błąd, możliwy do odnalezienia). Ale na przykład w naukach przyrodniczych, czy zwłaszcza humanistycznych, wynik może być zmienny i uzależniony od kontekstu lub „rozwiązującego” (wielość różnych „światów równoległych”).

W matematyce, jeśli przyjmuje się jakieś założenia i aksjomaty, to prawa dedukuje się w oparciu o tak przyjęte „niezmienniki”. Trudno powiedzieć czy w matematyce się odkrywa czy wymyśla (tworzy). Ale znajdujemy podobieństwa w systemach rzeczywistych. Dlatego język matematyki - przez swoją jednoznaczność i niezmienność - jest dobrym językiem dla innych nauk. Umatematyzowanie świadczy o dojrzałości danej nauki szczegółowej. Ów system jest bardziej „dojrzały” i rozwinięty, z bardziej dyskretnymi, niezmiennymi i jednoznacznymi elementami.

Symulacje komputerowe są w jakiś sposób zbliżone do systemów matematycznych: „rozwiązanie” zadania/równania następuje w wyniki zastosowania określonego algorytmu. Ale jeśli napiszemy algorytm (założenia i aksjomaty), to wynik będzie jednoznaczny i zawsze taki sam. Jak wynik równania matematycznego. Oczywiście możemy założyć w algorytmie przypadkowość, ale będzie to ściśle zdefiniowana i określona przypadkowość. Różnica między matematyką a symulacją komputerową jest jedynie taka, że w symulacji nie zawsze jesteśmy świadomi rzeczywistego algorytmu: staramy się go napisać wg własnych założeń, ale możemy nie uświadamiać sobie części działań algorytmu. Stąd nieco trudniejsze i obarczone niepewnością wnioskowanie. Dedukcja może być błędna (tak jakbyśmy przy rozwiązywaniu równania matematycznego nie zauważyli jakichś liczb czy znaków matematycznych. We wzorze matematycznym wszystko widać „na wierzchu”.

Kiedyś do symulacji (modelowania) naukowcy wykorzystywali tylko równania matematyczne (inna sprawa, że także mogli popełniać błędy w rozwiązaniu - niemniej wszystko było widoczne i każdy mógł samodzielnie sprawdzić niezależnie od pierwszego autora). W symulacjach komputerowych śledzenie algorytmu jest trudniejsze (bo bardziej złożone), jak i nie zawsze ten algorytm się upublicznia. Jednak ze względu na proste użytkowanie, współcześnie naukowcy do symulacji i modelowania znacznie częściej wykorzystują komputery (symulacje i modele). „Liczenie” i wynik nawet złożonych równań przychodzi bez porównania szybciej.

Uproszczenia w symulacjach komputerowych są konieczne, by analizować mniejszą liczbę czynników i relacji między elementami badanego układu. Te uproszczenia są podobne do języka matematyki - także nie wiemy czy odkrywamy w ten sposób świat materialny czy tworzymy (odkrycie czy wynalazek). Język matematyki, a obecnie także symulacje komputerowe i gry, w coraz większym stopniu wykorzystywane są do opisu świata materialnego, i to zarówno w naukach empirycznych jak i humanistycznych.

Na koniec przykład z szachami (symulacja „analogowa”). Kilka prostych figur (elementów), jednoznacznie zdefiniowanych (albo wieża, albo goniec, albo pionek itd., nic przejściowego), kilka prostych reguł (plansza i zasady ruchu) i już można poruszać się w tym świecie. Odkrywać jego własności (rozwiązywać równania). Liczba możliwych partii jest ogromna. Takich chaos deterministyczny.

Marzeniem jest jeden wzór na wszystko, z którego to wzoru wszystkie inne wzory szczegółowe, prawidłowości itd. można wyprowadzić. Taki święty Graal nauki… poznanie wszystkiego.

c.d.n.

Czym jest nauka ? Cz. 2. Filozofia

sczachor

filozofiaJeśli nie czytałeś części pierwszej, to koniecznie przeczytaj, zanim będziesz kontynuował lekturę . Wiedza jest systemem, trudno zrozumieć fragment bez kontekstu całości.

Filozofię i nauki humanistyczne chyba lepiej opisywałyby zbiory rozmyte (niż zbiory klasyczne, te które znamy ze szkoły). Bowiem pojęcia, używane w systemie nauki w odniesieniu do filozofii (i w porównaniu do matematyki) są zmienne w czasie i przynajmniej nieco się różnią w znaczeniu (interpretacji) w różnych grupach i szkołach filozoficznych. To samo odnosi się do różnych nauk humanistycznych. Są więc jak gatunki spokrewnione ale nieco różne, żyjące na różnych wyspach. Podobne, ale nie identyczne. Różnorodność obiektów tak jak różnorodność gatunków w ekosystemach. Pojęcia uzależnione są od systemów, w których funkcjonują.

Dla nauk humanistycznych typowa jest wielość systemów, zachodzących częściowo na siebie. Potrzebna jest erudycja (znajomość tych różnic i wielości) by się sprawnie poruszać i dyskutować w naukach humanistycznych i filozofii.

Filozofia to trochę jak matematyka we mgle, coś widać ale nie do końca jednoznacznie. Trudno jest więc „zmatematyzować” filozofię (choć logika jak najbardziej poddaje się dyskretnej precyzji matematycznej), mimo, że takie próby są podejmowane. By uznać nauki humanistyczne za naukę. Może jednak lepiej uznać te różnice i dostrzec ciągłość, kontinuum takich zmian na osi: od skrajnej humanistyki do czystej matematyki.

Wielość założeń, aksjomatów, niejako światów (przestrzeni) równoległych choć często zachodzących na siebie, przenikających. W takim systemie trudno jest w matematyczny sposób „rozwiązywać równania” - a jednocześnie trudno dostrzec oddzielności i wielość tych systemów-światów. Przynajmniej dla osoby z zewnątrz. Potrzebna erudycja, czyli przyswojenie sobie wielu różnych pojęć, znaczeń, kontekstów, wielu różnych światów, w których występują takie same (z pozoru) pojęcia i słowa...

 

Polacy lubią wyciągać swoim wielkim rodakom niewygodne czyny z przeszłości

sczachor

polacy_szymborska

"Polacy szczególnie lubią wyciągać swoim wielkim rodakom niewygodne czyny z przeszłości. Z frustracji? Z przekory? Z chęci podważenia uznanego autorytetu? Nie wiadomo. Smutne, że to zwykle ci Polacy, którzy uważają Biblię za książkę najważniejszą. Gdyby naprawdę ze zrozumieniem czytali Dzieje Apostolskie - i w  ogóle hagiografie - zauważyliby, że życiorys, w którym ktoś za młodu grzeszył, a potem się nawrócił, jest modelowym życiorysem świętych. Czy ktoś wpadłby na to, żeby wypominać świętemu Augustynowi, że kradł gruszki?"

Michał Rusinek

"Nic zwyczajnego o Wisławie Szymborskiej", Znak, Kraków 2016

 

Czym jest nauka ? cz. 1

sczachor

naukablog1Tytułowe pytanie nurtowało mnie najpierw osobiście, odkąd zacząłem studia a potem, gdy zaczynałem pracę na uczelni. Ciągle się przewija, bo przybywa własnego doświadczenia jak i kolejnych przeczytanych książek na ten temat. I przeprowadzonych rozmów. Czym jest to, co uprawiam (robię) i jakie to powinno być, by było w pełni naukowe? To próba zrozumienia a nie tylko odtwórczego naśladowania (bo tak się robi). Nie lubię robić czegoś, gdy nie znam sensu i celu.

Teraz wracam do tego tytułowego pytania z racji prowadzonych zajęć dydaktycznych (seminarium dyplomowe). Muszę prostym językiem wyjaśnić studentom to, do czego latami dochodziłem. By wiedzieli czym jest i na czym polega ich praca dyplomowa (licencjacka, magisterska itd.). Opowiadanie innym ma także tę zaletę, że pomaga samemu pełniej zrozumieć. Zwłaszcza, gdy trzeba ciągle poszukiwać bardziej prostych i zrozumiałych określeń, form interpretacji it. A o nauce musiałem już opowiadać nie tylko magistrantom i licencjatom na kierunku biologia czy biotechnologia, ale także na pielęgniarstwie oraz dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym. Czasem także nauczycielom na studiach podyplomowych czy uczniom w ramach edukacji pozaformalnej. A zatem humanistom, inżynierom i przyrodnikom, w odniesieniu do prac przeglądowych jak i badawczych czy aplikacyjnych i przeglądowych. Sprzyjające okoliczności do nowych przemyśleń.

I jest jeszcze trzeci motyw rozpoczęcia tego cyklu blogowego - poszukiwanie nowych form urządzania przestrzeni edukacyjnej (czytaj też Ile czasu potrzeba by przygotować wykład?), poszerzania tradycyjnego wykładu czy zajęć seminaryjnych. Próba wykorzystania zarówno ryślenia (myślografia) jak i współpracy w chmurze. Ten wpis jest jednym z puzzli, które niebawem spróbuję poukładać w jedną całość. Jest przygotowywaniem gruntu dla tych, z którymi rozpocznę zajęcia w nowym semestrze a podsumowaniem dla tych, którzy się ze mną jakiś czasem temu spotykali. Załączony rysunek jest abstraktem graficznym całego wywodu.

W zaprezentowanym niżej poglądzie na naukę będzie bardzo wyraźnie przebijać podejście systemowe (ogólna teoria systemów) jak i biologizm - poszukiwanie podobieństw między ewolucją kulturową a biologiczną, poszukiwanie ogólnego modelu dla struktur biologicznych jak i kulturowych.

Nauka jest systemem, całościowym systemem powiązanych ze sobą różnorodnych elementów (definicji, pojęć, opisów, obserwacji, teorii itd.). Nie jest luźnym zbiorem faktów i nie powstaje przez proste dodawanie kolejnych odkryć, obserwacji, eksperymentów. Rozwija się także jak system (biologiczny system), czyli przez reorganizację powiązanych ze sobą elementów. Tak jak organizm nie tylko rośnie na wielkość ale i się rozwija (wewnętrznie reorganizuje). Porównać można to rozwoju owada: najpierw jajo, potem kolejne (czasem różniące się) stadia larwalne, potem przepoczwarczenie i jak po rewolucji paradygmatu pojawia się z tego samego coś zupełnie innego - owad doskonały.

Nauka jako system może być rozpatrywana jak własny, indywidualny system wiedzy (w naszym mózgu) - tak jak organizm oraz jako nauka wspólna, ogólnoludzki system wiedzy (niczym ekosystem lub metapopulacja). Ten ogólnoludzki system wiedzy jest niejednorodny, ziarnisty, z odmiennymi nieco wyspani i widoczną sukcesją (sukcesją ekologiczną jak w ekosystemie). Nauka jak organizm i ekosystem (lub zróżnicowana metapopulacja), gdzie można mówić o ontogenezie (indywidualnym budowaniu wiedzy) jak i filogenezie - ewolucyjnym kształtowaniu się całej metapopulacji (systemu wiedzy).

Nauka jako system rośnie - zarówno w naszej głowie (ontogeneza) jak i w sensie całego systemu (porównanie do metapopulacji i ekosystemu a więc do ewolucji). Można zatem napisać, że indywidualna ontogeneza wiedzy jest w uproszczeniu rekapitulacją filogenezę (rozwoju ogólnoludzkiego systemu wiedzy). Z najróżniejszymi meandrami, regresami czy gwałtownymi radiacjami adaptacyjnymi.

System istnieje w środowisku. Rozwija się w relacji ze środowiskiem. Poprzez obserwacje i eksperymenty pojawiają się nowe elementy tego systemu (w tym także teorie i paradygmaty). Obserwacja - to bierne pozyskiwanie faktów. Eksperyment to aktywne działanie i obserwowanie reakcji.

naukablog2Jeśli naukę rozpatrywać jako system, to w miarę rozwoju obserwujemy nie tylko wzrost liczby elementów: pojęć, obserwacji, danych, koncepcji, relacji i teorii, ale także wzajemne dostrajanie się tych różnorodnych elementów. Obserwujemy wzrost sprawności i efektywności działania (np. pojęcia są doprecyzowywane, uszczegóławiane itd.). Pojęcia kształtują się w relacji do innych pojęć oraz do teorii. I zmienia się to w czasie.

Fakty nie istnieją samodzielnie, ale są elementem teorii. Pięknie opisywał to Ludwik Fleck na przykładzie medycyny. Pojęcie łona kobiecego jest elementem konkretnego pojmowania (modelu) człowieka i nie da się wpasować do współczesnej anatomii (np. próbować ustalić za pomocą współczesnych pojęć organów, narządów i tkanek z czego zbudowane jest łono). Ten fakt pojęć pochodzących z różnych teorii i paradygmanów wprawia w zakłopotanie niejednego studenta. Bo wszytko chciałoby się połączyć w jedno (i na potrzeby egzaminu i aby jakoś to rozumem ogarnąć), dostosować, uporządkować. A to nie jest możliwe. Historia rozwoju nauki gdzieś nam umyka. To tak jakby wysypać na kuwetę fragmenty narządów od różnych zwierząt i próbować złożyć w jeden organizm.

Poszczególne działy nauki różnią się między sobą spójnością (precyzją) połączonych elementów: precyzją zdefiniowanych pojęć jak i zasad (relacji) między tymi pojęciami. Jedne przypominają zbiory klasyczne, inne zbiory rozmyte. W matematyce pojęcia są najbardziej dyskretne. Są ostre i dyskretne, z wyraźnymi granicami. Z aksjomatów można dedukować prawa i prawidłowości (relacje) między elementami. Inaczej jest w filozofii i naukach humanistycznych. Tu pojęcia są bardzo nieostre, słabiej zdefiniowane (rozmyte). Jednocześnie funkcjonuje wiele różnych ujęć, definicji, wiele różnych relacji między tymi nieostrymi pojęciami. Dedukowanie jest obarczone większa niedokładnością i mniejszą precyzją (bardziej pasuje teoria zbiorów rozmytych). Zamiast równania pojawia się złożony dowód i argumentacja, mniej lub bardziej przekonująca. W naukach przyrodniczych jest nieco inaczej. Tak pomiędzy matematyką a filozofią. Z tym, że wyraźnie akcentowane jest doświadczenie (eksperyment). Dowodzi się nie tylko przez dedukcję (tak jak w matematyce czy filozofii) ale o wiele bardziej przez eksperyment i empiryczną falsyfikację.

Matematyka - nauki przyrodnicze - filozofia i nauki humanistyczne to uproszczony gradient systemowego wyróżnienia elementów. Ale można ułożyć nie tylko liniowy gradient ale i trójkąt (wtedy uwzględniona zostanie także empiria).

Nauka: Z czego się składa i jak to działa? W moim odczuciu bardziej jako ekosystem niż organizm (bo mniej zintegrowany, a poszczególne elementy mniej niezbędne). Tylko fragmentami bardziej integrowana, tak jak organizmy w ekosystemie.

C.d.n.

A niżej rysunek dla przypomnienia całego środowiska edukacyjnego, dotyczącego wykładu i powiązanych z nim elementów. Niniejszy wpis blogowy jest właśnie elementem tego środowiska edukacyjnego. Eksperymentuję. Jak zwykle najpierw na sobie samym, zanim zacznę polecać takie rozwiązania moim studentom (w szerokim rozumieniu tego słowa).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci