Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Praca zespołowa, uniwersytet i studenci

sczachor

"Praca w grupie powinna być stałym elementem funkcjonowania studenta na uczelni. Logiczne prezentowanie swoich poglądów i wiedzy musi być niezbędne do zaliczenia semestru niezależnie od kierunku. Projekty, a nie zakuwanie trzy dni przed egzaminem, powinny się stać osią studiowania od pierwszego do piątego roku. W przeciwnym wypadku grozi nam powtórka w innym wydaniu z popularnych do niedawna zajęć z obsługi komputera prowadzonych za pomocą tablicy, kredy i gąbki. " (czytaj całość)

Leszek Jażdżewski

„Dzieci i nastolatkowie mają już inaczej funkcjonujący mózg niż poprzednie pokolenia: ma on trudności w relacjach międzyludzkich, a jest świetny w pozyskiwaniu informacji. Kto wie, czy ewolucja nie doprowadzi do stanu, gdy nie będziemy potrzebować więzi. Na razie jednak większość z nas samotne funkcjonowanie przerasta."

Ewa Chalimoniuk (Tygodnik Powszechny 24 lutego 2013)

I jeszcze jeden cytat oddający to, nad czym się ostatnio przy okazji zajęć zastanawiam:

"Każdy ekspert musi mieć dziś wiedzę z dwóch dziedzin – własnej, merytorycznej, i porozumiewania się z innymi. Bo żeby projekt ruszył, musi zostać ciekawie wymyślony i musi zebrać zwolenników. Jeśli którejś z tych rzeczy nie potrafisz, nie jesteś ekspertem naszych czasów."

Studenci są bardziej dojrzali niż  myślimy. Przynajmniej ci, z którymi ostatnio się spotykam. Chętnie podejmują próby trudnej pracy zespołowej i realizacji małych projektów, mimo że wymaga to od nich więcej pracy, wysiłku i czasu. Coraz bardziej jestem przekonany, że planując nowe kierunki studiów skupić się musimy nie tylko na treściach, jakie chcemy przekazać, ale i tworzeniu sytuacji, w których dojrzewać będą kompetencje studentów. Nie tylko więc co ale i jak.

Czy genologia to nauka o genach?

sczachor

Nauka się rozrasta jak dryfujący kontynent. Przybywa naukowców, dziedzin i specjalizacji. W tak dużej liczbie pracujących aktywnie osób i dyscyplin urywa się kontakt a komunikacja natrafia na coraz liczniejsze bariery. Tak jak izolowane barierami geograficznymi czy ekologcznymi gatunki - język (języki?) nauki ewoluuje na osobnych wyspach. Trudno powiedzieć czy bardziej allopatrycznie czy sympatrycznie, bo naukowcy mówią coraz bardziej odmiennymi językami. I nie tylko o różne języki narodowe chodzi a o hermetyczne i specjalistyczne języki poszczegółnych dyscyplin.

Naukowcy tak jak Adam, napotykane zjawiska nazywają (nadają im nazwy). Ale ponieważ jest wielu Adamów, żyjących na osobnych wyspach, ewolucja terminologii przebiega w mniejszej czy większej izolacji. Czasem tylko dochodzi do zaskakujących spotkań i odkryć niespodziewanych konwergencji.

Dla mnie przez lata genetyka była nauką biologiczną, zajmującą się dziedziczeniem i genami. Co prawda słowo "genetyczny" ma w biologii dwa znaczenia, pierwsze starsze i odnosi się do pochodzenia (nie tylko organizmów ale i innych obiektów przyrodnicznych). Taki pewnie jest źródłosłów samych genów i genetyki. Obecnie jednak raczej genetyczny  utożsamiany z DNA i czymś, uzależnionym od genów. Pomijając  fakt, że w życiu codziennym jest to słowo-wytrych.

Jako biolog z zaskoczeniem spotkałem się z genologią, nauką humanistyczną, zajmująca się typami, rodzajami literackimi. Genetyka i genologia jakkolwiek mocno podobne, zajmują się  zupełnie czymś innym. Podobnie z entomologią, etymologią i enologią. Nawet w samej biologii fenologia to coś innego i nie związanego z fenetyką. Dlaczego jedne nauki nazywamy -logią a inne -tyką? Czy są jakieś podobieństwa między prawidłowościami ewolucji biologicznej i ewolucji kulturowej?

Pod tymi zawiłościami naukowej terminologii łatwo przemykają się inne ludzkie aktywności, które w nazewnictwie, niczym mimikra, upodobniają się, podszywają pod naukę. Przykładem jest rumpologia.

Konsiliencja, integracyjna jedność wiedzy, jest chyba nam potrzebna także jako duży projekt badawczy i wysiłek cywilizacyjny. Bo przecież nie tylko o ujednolicenie terminologii chodzi, Ważniejsze jest zintegrowanie teorii z różnych dziedzin (swoiste ułożenie puzzli, aby do siebie pasowały i dawały jeden obraz). Skoro świat wokół nas jest jednością, dlaczego nasza wiedza miałaby być tak mocno pofragmentowana i odizolowana od siebie?

O odczytywaniu referatów

sczachor

Modne się stało narzekanie na nowe technologie cyfrowe, które zmieniają sposób myślenia. Smartfony, e-booki, laptopy, tablety oduczają czytania książek, uczą wielozadaniowości, podzielności uwagi i powierzchowności uczenia się. To wszystko prawda. Ale...

Kiedy upowszechniło się pismo i drukowane książki, wtedy narzekano, że pismo zabija pamięć i oducza sztuki komunikacji. Wcześniej, w kulturze oralnej (mówionej), przez setki tysięcy lat treści trzeba było zapamiętać i opowiedzieć. Sztuka opowiadania rozwijała się. Książki przyczyniły się do uwiądu retoryki i sztuki przemawiania. A przecież są to umiejętności na co dzień nam potrzebne. Czytając książki nie przestaliśmy mówić...

Od dawna na uczelniach i towarzystwach naukowych ugruntował się nawyk odczytywania wystapień (nawet termin "odczyt" na to wskazuje). "Czytać lekcje" to termin z języka rosyjskiego jeszcze dobtniej pokazuje skalę zniszczenia sztuki przemawiania. A przecież zupełnie inaczej odbiera się słowo mówione z obserwowanym językiem ciała, a inaczej słowo pisane (czytane). Przemawianie jest czynnością w zbiorowości i z bezpośrednimi interakcjami. Czytanie jest indywiduallizmem i samotnością: pisarz pisze w samotności, my czytamy w samotności.

Nie zamierzam dysktedytować książek i pisania - mają niewątpliwe walory, zalety i wniosły ogromnie dużo do komunikacji społecznej. Ale to dobrodziejstwo - jeśli jest nieumiejętnie stosowane, przynosi szkody. Przykład w artykule Leszka Jażdzewskiego:

"Opowiadanie bredni na wykładach, usypianie studentów monotonnym odczytywaniem przepisanych ze starych podręczników sentencji, wyręczanie się nimi na ćwiczeniach – gdzie ci prezentują fragmenty z Wikipedii – zamiast porządnego seminarium – to wszystko jest zarówno powszechne, jak i zupełnie bezkarne. Prawdziwi sadyści, którzy za punkt honoru stawiają sobie oblanie połowy roku, „bo mogą", stają się legendami wydziałów (chyba celują w tym prawnicy i lekarze), a kolejne roczniki studentów katują aż do śmierci. Swojej albo ich." (czytaj całość).

Wszystkie poradniki, dotyczące wystąpień publicznych zalecają mówienie a nie czytanie, np. "Wbrew panoszącemu się zwyczajowi wykładu nie nalezy czytać! Wykładowca może posługiwać się notatkami (co pozwoli mu trzymać się planu) ale nie czytać - bo skoro wykład jest czytany, to po co wykładowca?"*.

W czytaniu (odczytywaniu wcześniej w samotności napisanego tekstu) przodują humaniści i literaturoznawcy. Ale po co czytać, skoro studenci, słuchacze sami mogą to zrobić? Przecież nie są analfabetami! A internet stwarza zupełnie nowe i dawniej niewyobrażalne możliwości dostępu do tekstów napisanych i opublikowanych.

Nowe technologie także zmieniają nasz sposób komunikowania się i przekazywania wiedzy. Ale poza niewątpliwymi zaletami i nowymi możliwościami mają swoje wady. Zwłaszcza jeśli nie stosujemy ich zgodnie z przeznaczenim. Prezentacja multumedialna umożliwia wprowadzenie pokazywania obrazów, tekstów, animacji, filmów. Może dynamizować przekaz i wspomagać mówcę. Ale - tak jak kiedyś pismo - tak teraz multimedia pozwalają nam skupić się na sobie i samozachwycie z przygotowywania prezentacji. Pomagając rozpraszają mówcę.

Prezentację z wykładem przygotowujemy w samotnosci... a wygłaszamy w społeczności, w dynamicznej interakcji. Jeśli skupimy się na własnym dziele (tak jak kiedyś na zapisanych zdaniach) to stracimy kontakt z odbiorcą. Są więc sytuacje, gdzie wykładowca/prelegent czyta.... nie z kartki tylko z ekranu (lub monitora komputerowego). Tym się to różni od odczytywania z kartki, że widzowie widzą tekst. I nie patrzą na prelegenta.

Prezentacja multimedia (np. Power Point) ma i inną wadę - uwiązuje mówcę do linearnego przekazu, wynikającego z kolejności przygotowanych slajdów. Prezentacjo prowadź - tak skutkuje nowinkarska technika. Każde dobrodziejstwo ma swoje ograniczenia.

Tak, z całą pewnością nowe gadżety w postaci tabletów, smarfonów i temu podobnych coraz to nowszych urządzeń, niosą różnorodne zagrożenia i upośledzenia niektórych form komunikacji społecznej. Mają też niewątpliwe zalety. Sztuką jest ich użwać zgodnie z przeznaczeniem i docierać do sedna i sensu komunikacji i przekazywania wiedzy.

Sensem wykładu uniwersyteckiego jest dialog i spotkanie społeczne a nie odczytywanie monologu, czy to z kartki, czy z ekranu multimediów. Mówimy do ludzi a nie w ich obecności. Musimy tylko chcieć się komunikować i poznać odbiorcę. A reszta... to nie ważne czy z kredą, komputerem, czy z tablicą multimedialną. Treść jest ważniejsza od formy i mówimy do ludzi a nie w ich obecności.

A od poniedziałku zajęcia ze studentami, w tym autoprezentacja dla studentów biotechnologii, czyli sztuka przekazywania wiedzy na piśmie, ustnie i w... internecie. Sztuka naukowego komunikowania się.

* Agata i Jerzy Rzędowscy "Mówca doskonały. Wystąpienia publiczne w praktyce", Helion, 2009.

Artyści, śmieci i ludzie niepotrzebni

sczachor

Artyści potrafią zmienić śmieci w coś pięknego, w dzieło sztuki. Bo nie surowiec jest ważny a sposób patrzenia na świat. A gdyby tak samo podejść do ludzi i dostrzec, że nie ma "śmieci", że tym zmarginalizowanym można przywrócić sens i ważność? Że odrzucone może być dziełem sztuki, czymś wartym zadumy?

Powyzsze zdjęcie zaczerpnięte z internetu, ryby wykonane z pustych butelek plastikowych (śmieci). Górne samodzielnie wykonane w Puszczy Kampinoskiej.

Środa. Zatrzymaj się.

sczachor
Zatrzymaj się tam, gdzie jesteś, zaprzestań wysiłku. Prędzej czy później i tak się zatrzymasz i tak wszystko utracisz. Zatrzymaj się.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci