Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

Atrapa zwana USOSem czyli o kształceniu informatycznym na uniwersytecie

sczachor

Dlaczego czasem udogodnienia informatycznie nie ułatwiają pracy? Wszystko bierze się chyba z braku zaufania do ludzi, nie do maszyn ale właśnie do ludzi. Wykorzystywanie urządzeń niezgodnie z przeznaczeniem może prowadzić do błędnych wniosków. Jeśli kupić sobie samochód i jeździć po mieście na pierwszym biegu, to przecież nie jest szybciej niż poruszanie się pieszo a dodatkowo jest dużo droższe. Czy samochody są beznadziejnymi urządzaniami czy tylko w tym przypadku niewłaściwie używanymi?

USOS to taki system informatyczny, który miał ułatwić i usprawnić pracę oraz prowadzenie dokumentacji, związanej z tokiem studiów. I na niektórych uczelniach tak właśnie jest (nawet polskich!). Na mojej uczelni nie. Już trzeci tydzień zajęć nowego semestru, loguję się w USOSie a tam… nie ma planu zajęć. Plan mam ale w wersji excellowsko-papierowej, doraźnie zmieniany i ręcznie układany. Przypomina mi się widok z końca XX w. na Białorusi, gdzie w sklepie obok kasy elektronicznej leżały liczydła i sprzedawczyni nimi się posługiwała (kasą też, więc było dłużej i uciążliwiej).

Dlaczego w moim USOSie planu zajęć nie ma? Bo po prostu nie ma w systemie stałych zajęć i nie ma wyboru zajęć dla studentów, tak jak to jest na niektórych innych uczelniach (nie włączono takiej opcji). Wybór zajęć jest biurokratyczną fikcją, studenci nie wykorzystują USOSa do zapisywania się na zajęcia itd. "Moje sprawdzany"? Nie ma, bo nie ma zajęć i grup przypisanych. Pojawią się za jakiś czas. Pani z dziekanatu ręcznie wpisze (a przecież studenci sami by wpisując się na zajęcia plan zajęć i grup ustalili). „Edycja przedmiotów” – nie masz uprawnień. Przedmioty edytuję w innym programie Sylabus. Ponoć mają być zintegrowane. Działają tylko protokoły zaliczeń. Ale widzę tylko te stare. Nowe, na ten semestr, pojawią się zapewne gdzieś w połowie semestru. Albo i później.

Wstawianie ocen studentom, aby zachować dane osobowe i umożliwić śledzenie postępów (przecież nie będę wywieszał na kartce na drzwiach!)? Nie ma takiej opcji. To znaczy w programie jest, ale jeśli dane nie są wprowadzane (tylko ręcznie, pod kontrolą) to i system nie działa. Ani studenci nie mają pożytku z takiego USOSa ani pracownicy. Podwójne księgowanie…

Elektroniczny indeks? Że niby tylko tu wpisuję a papierowy zniknie? To tak jak kupić sobie samochód i jeździć na pierwszym biegu. Niewiele pożytku a męka wielka. Jest adres mailowy i godziny konsultacji. USOS mógłby już działać od kilku lat, tak jak na niektórych innych uczelniach. Jeśli nie działa, to szukamy innych rozwiązań.

Widoczna jest ucieczka do innych, pozauczelnianych systemów, Ututi.com, academio.pl czy ostatnio Facebook. Tam znajduję szybki kontakt ze studentami, informacje, pliki z notatkami z wykładów, przydatne linki. Czyli wszystko to, co mogło by być w USOSie (i tam, gdzie w pełni wykorzystany, to pewnie tak jest), ale nie ma. Jednym słowem atrapa cyfryzacji i nowoczesności. Bo to nie tylko o sprzęt i program chodzi ale o mentalność i zmiany …. w myśleniu władz różnego szczebla i samych naukowców.

Dlaczego nie działa? Bo nie ma zgody na rzeczywistą wybieralność zajęć. A bierze się to z braku zaufania do studentów, że potrafią sami pokierować swoją edukacją w ramach zakreślonego programu i uczelnianej oferty. Bo studenta traktuje się nie jako podmiot ale jako przedmiot do zdobywania pieniędzy z ministerstwa. Bo w końcu jest to strach przed uwolnieniem systemu – lepiej wszystko trzymać w garści pod kontrolą – przecież ktoś mógłby wydrzeć nam godziny.

Czyli brak zaufania i do studentów i do współpracowników, których traktuje się jako rywalizujących i czyhających na pracę konkurentów. Gdzieś w oddali jest system nauczania i troska o efekty. Brak zaufania wynikający ze strachu. I jest atrapa cyfryzacji.

Są w planie narzucone obowiązkowe zajęcia pt. ”technologie informatyczne”. Po co? Gdy na mojej sali brak dostępu do internetu (eduroam nie sięga). Tak jak informatyka w szkole. Uczenie rzeczy niepotrzebnych. Uczelnia nie jest samotną wyspą na oceanie, izolowaną od świata realnego. Dwa równolegołe światy mało przystające do siebie: ten uczelniany i ten normalny? Dlaczego obowiązkowe zajęcia z cyfryzacji? Bo nie ufamy podwładnym, że kształcenie informatyczne na zajęciach będzie się odbywało. Nie ważne efekty, byleby w planie było biurokratycznie odfajkowane, że jest. Podobnie z przedmiotem „Etykieta” w wymiarze 2 h. Psuje plan, bo nie wiadomo jak takie michałki umieszczać. Taki obowiązkowy podatek, załatwianie komuś godzin lub biurokratyczna iluzja. Czy nie lepiej uczyć etykiety przy okazji innych zajęć? Czy nie lepiej przekonać pracowników, że jest to ważny element kształcenia i żeby uwzględnili te elementy na swoich zajęciach? Wpisać efekt i sprawdzać czy jest realizowany. Tylko teoretycznie proste, tak jak program komputerowy. Ale znowu brak zaufania do pracowników. Na pewno oszukają, na pewno nie zrobią, trzeba na sztywno narzucić. Nawet atrapę. Byleby było, jak łazienka u Solskich.

Do USOSa nie zaglądam częściej niż 1-2 na semestr. No bo i po co? Brak planu, brak możliwości bieżącego wystawiania ocen i komunikowania się ze studentami (przed kocem semestru dostane przypomnienie o ostatecznym terminie wpisywania ocen do protokołu w USOSie). Do Facebooka zaglądam często, nawet codziennie. Bo i studenci tam zaglądają, wystarczy założyć grupę (taką jak na zajęciach), aby udostępniać im notatki z wykładów, informować, dyskutować, a przy okazji siebie i ich nie tylko uczyć ale i wdrażać do cyfryzacji. I do realnego funkcjonowania w normalnym, codziennym świecie. Nawet wtedy, gdy nie jest to umieszczone w planie. Takie tam elementy e-learningu, realizowane w oparciu o dostępne zasoby open source. To przy okazji przygotowywania do działania w realnym świecie.

Lepiej używać technologii i realizować efekty kształcenia a nie wypełniać godziny. Bo to ostatnie to wiara w plan i słowo – jak zapisane to będzie. Iluzja. Nie opowiadać o budowie samochodu tylko uczyć jeździć! Nie opowiadać o technologiach komputerowych tylko stworzyć warunki do korzystania z nich. Na uczelni a nie prywatnie, na własną rękę (bo wtedy po co jest uniwersytet studentowi? tylko dla "papierka"). Bo student nie ma szansy się nauczyć. No może trochę.

Młodzież w szkole a studenci na uczelniach w radzeniu z nowymi mediami zostali zostawieni sama sobie. Co prawda odbywają się zajęcia z informatyki w szkole, ale są one cokolwiek oderwane od funkcjonalności. Wynikają z mentalności, że jeśli jakiejś umiejętności potrzeba, to wprowadzamy przedmiot o tej nazwie. Nie jest to skupienie się na efektach a na przedmiotach (wychowanie seksualne, wychowanie patriotyczne i wiele innych dziwacznych pomysłów). Na uczelniach bywa jeszcze gorzej. Jest to skupienie się na biurokratycznym i papierkowym „jest” a nie na procesie i rzeczywistych kompetencjach. Wiara w moc sprawczą słów i nazw przedmiotów. Wystarczy wprowadzić odpowiedni przedmiot a sprawa rozwiązana. W rezultacie puchnie plan zajęć i liczba obowiązkowych zajęć a studenci nie mają czasu na samodzielne studiowanie: wybierania i poszukiwanie.

Bezprzewodowy internet nie wszędzie jest dostępny w Kortowie, nie we wszystkich budynkach. Jest to więc uczenie w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Znacznie efektywniejsze byłoby tworzenie warunków do normalnego i oczywistego korzystania…. na wszystkich zajęciach i poza zajęciami. Tak jak w indyjskich slumsach wystawiony komputer na ulicy, nawet bez instrukcji, daje szansę nawet dzieciakom na szybko opanowanie umiejętności korzystrania z komoputera (czytaj więcej).

W czasie Nocy Biologów chciałem skorzystać z tablicy multimedialnej, która znajduje się na auli w Collegium Biologiae. Nie działała, bo nikt wczesniej nie korzystał. Z trzech zainstalowanych tablic multimedialnych na uczelni korzysta chyba jedna osoba. Taka kosztowna dekoracja. Ze swej natury co do korzystania powinna być zainstalowana na małej sali a nie dużej auli. Chciałbym się nauczyć wykorzystywania w dydaktyce takiej tablicy (nie tylko zresztą ja), ale nie mam okazji, bo na salach, gdzie mam wykłady i zajęcia takich urządzeń nie ma. Takie tablice działają już w wielu szkołach. Niebawem młodzież przyzwyczajona to tej pomocy dydaktycznej przyjdzie na studia…. A tam kreda, tablica i rzutnik multimedialny. Prawie jak skansen. Gdzie studenci mają się nauczyć nowych technologii? Na wykładzie o nowych technologiach? Więcej nauczą się na pokazach wykonywanych w praktyce niż na kursie z prezentacji.

„Naprawdę nie uczymy czytania u szukania wiarygodnych źródeł w internecie, bo zazwyczaj sami nie umiemy.” To prawda, ale jak i gdzie nauczyciele akademiccy mają się nauczyć technologii informatycznych? Potrzebne jest więc stwarzanie warunków do nauczenia się przez kadrę, aby i technologie informatyczne i etykietę i ergonomię wprowadzać na dowolnych zajęciach a nie na specjalnie nazwanym przedmiotem. Potrzeba większego zaufania do kadry a nie planów i nazw zapisanych na papierze. Inwestycja w kapitał ludzki nie jest abstrakcją. Ale, żeby nauczyciele akademiccy sami się uczyli nowych technologii informatycznych (przecież oceniani są za zupełnie coś innego), trzeba motywowania i przekonywania.

Bo jeśli pracownik nie jest przekonany, że warto, to wszelkie reformy pozostaną pięknie zapisane na papierze i rosnąć będzie pozorowana biurokratyczna sprawozdawczość a nie umiejętności studentów. Nauczyciele są specjalistami od każdej formy komunikowania się, w tym nowoczesnym metod informatycznych. Muszą chcieć się tylko uczyć wraz ze studentami. I żeby internet bezprzewodowy był dostępny w każdej sali. Bo komputer, laptop czy tableyt przyniosą własny... Znacznie ważniejsze to niż jedno wielkie centrum a reszta… pozostaje pustynią. Podobnie z dostępem do zasobów bibliotecznych.

Przepracowani i bezrobotni

sczachor

Kryzys ekologiczny mocno wiąże się z kryzysem społecznym. Konsupcjonizm przynosi różnorodne skutki uboczne. Niezwykle ciekawa była lektura przemyśleń socjologa (właśnie skończyłem).

Rozwarstwienie społeczeństw postępuje, a przyczyną jest mit nieustannego wzrostu. W efekcie jedni są przepracowani a inni bezrobotni (całe pokolenie młodych ludzi bez perspektyw). Co zrobić, aby podzielić się pracą i podzielić się czasem wolnym? Jak wyrwać się z tego zabójczego pędu? W lutym w sklepach nie ma już odzieży zimowej ani wiosennej. Jest już letnia. Bo sklepy ścigają się w nowościach (być pierwszym i najaktualniejszym). A normalny człowiek, gdy chce coś aktualnie do pogody pasującego, to nie kupi. Musi myśleć z półrocznym wyprzedzeniem :). Absurd, którego handlowcy zdaje się nie widzą...

Ja próbuję zwalniać i odzyskiwać czas. Próbuję posiadać mniej a więcej żyć. Na razie niewielkie postępy. Siła bezwładu cywilizacyjnego jest duża. Jak rozpędzona ciężarówka jadąca ku skale...

Nie zrażam się, będę próbował dalej. Wielki post jest inspiracją :).

Dzielenie się myślami - ideał nauki

sczachor

"Zawsze uważałem, że myślami trzeba się dzielić, a nie za nie płacić. Internet nie internet, tysiące ludzi powtarza dziś moje myśli, nie tylko mi nie płacąc, ale nawet się na mnie nie powołując. I ja się z tego cieszę: po to wszak myślę i po to piszę, żeby jak najwięcej ludzi to przeczytało i przyjęło. To jest moje powołanie, innego nie mam."

prof. Zygmunt Bauman

Powyższy ideał nauki stoi w sprzeczności do społeczeństwa konsumpcyjnego i rynkowego, gdzie wszystko jest na sprzedaż, wszystko traktowane jest w kategorii produktu i transakcji. Publikować czy patentować? Ten dylemat coraz mocniej wdziera się także w mury uniwersyteckie.

Wiedza i informacje mogą być spoiwem relacji międzyludzkich, ale także elementem transakcji. Codziennie dokonujemy takich wyborów (w sumie więc to od nas zależy, jak ten świat wygląda!). Po co pisać cokolwiek na blogu zamiast zamieniać w liczące się w dorobku (punkty, impact factor) publikacje? Z punkty widzenia produktu blogowanie jest bez sensu. Podobnie z publikacjami naukowymi - przecież lepiej opatentować i czerpać z wiedzy korzyści finansowe...

Praca zespołowa, uniwersytet i studenci

sczachor

"Praca w grupie powinna być stałym elementem funkcjonowania studenta na uczelni. Logiczne prezentowanie swoich poglądów i wiedzy musi być niezbędne do zaliczenia semestru niezależnie od kierunku. Projekty, a nie zakuwanie trzy dni przed egzaminem, powinny się stać osią studiowania od pierwszego do piątego roku. W przeciwnym wypadku grozi nam powtórka w innym wydaniu z popularnych do niedawna zajęć z obsługi komputera prowadzonych za pomocą tablicy, kredy i gąbki. " (czytaj całość)

Leszek Jażdżewski

„Dzieci i nastolatkowie mają już inaczej funkcjonujący mózg niż poprzednie pokolenia: ma on trudności w relacjach międzyludzkich, a jest świetny w pozyskiwaniu informacji. Kto wie, czy ewolucja nie doprowadzi do stanu, gdy nie będziemy potrzebować więzi. Na razie jednak większość z nas samotne funkcjonowanie przerasta."

Ewa Chalimoniuk (Tygodnik Powszechny 24 lutego 2013)

I jeszcze jeden cytat oddający to, nad czym się ostatnio przy okazji zajęć zastanawiam:

"Każdy ekspert musi mieć dziś wiedzę z dwóch dziedzin – własnej, merytorycznej, i porozumiewania się z innymi. Bo żeby projekt ruszył, musi zostać ciekawie wymyślony i musi zebrać zwolenników. Jeśli którejś z tych rzeczy nie potrafisz, nie jesteś ekspertem naszych czasów."

Studenci są bardziej dojrzali niż  myślimy. Przynajmniej ci, z którymi ostatnio się spotykam. Chętnie podejmują próby trudnej pracy zespołowej i realizacji małych projektów, mimo że wymaga to od nich więcej pracy, wysiłku i czasu. Coraz bardziej jestem przekonany, że planując nowe kierunki studiów skupić się musimy nie tylko na treściach, jakie chcemy przekazać, ale i tworzeniu sytuacji, w których dojrzewać będą kompetencje studentów. Nie tylko więc co ale i jak.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci