Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

O tym, dlaczego nawet naukowiec powinien się czasem zatrzymać i zastanowić

sczachor

Pośpiech i cywilizacyjny wyścig szczurów wkradł się i w mury uniwersyteckie. Więcej i szybciej. Praca w zapatrzeniu na wskaźniki, punkty. Ile to mi puntów przyniesie a nie czy to ma sens. Tak jak szkolna nauka dla ocen - nie z ciekawości i wewnętrznej motywacji, ale żeby mieć jak najlepsze oceny. Rodzi to pokusę ściągania (w nauce są to np. plagiaty), poprawiania wyników, niezdrowej rywalizacji zamiast współpracy - bo trzeba być lepszym od kogoś... we wskaźnikach akurat uznanych za ważne i "na topie".

Uniwersytet nie jest izolowaną i samotną wyspą. Tkwi we współczesnym świecie mocno i głęboko. I to nie jest wada. Bo tkwi i w tym złym i w tym dobrym.

„Wspaniała umiejętność polegająca na zatrzymaniu się i zastanowieniu nad istotą i sensem docierających do nas bodźców, zamiast natychmiastowego i bezpośredniego poddawania się ich wpływowi, leży u podstaw największych intelektualnych i artystycznych dokonań ludzkości.”

Winfried Gallangher

Potrzebujemy klasztorów i pustelni. Nie po to tylko, żeby spędzić tam całe życie. Muszą być widoczne w naszym krajobrazie kulturowym, aby przypominały o potrzebie zatrzymania się i refleksji. Szybciej nie znaczy lepiej i więcej nie znaczy lepiej.  Potrzebujemy zakonów, aby udać się tam chociaż na chwilę.

Zatrzymanie się i refleksja to takie swoiste, duchowe rekolekcje, potrzebne każdemu naukowcowi. Każdemu człowiekowi. Refleksja i dystans pozwala lepiej wykonywać swoje codzienne zadania.

Jak rozmyślać, kiedy od razu oczekuje się od nas odpowiedzi? Nie mamy czasu na refleksję. Pustelnie i zakony są dla ludzkości niezwykle potrzebne. A dla pracy uniwersyteckiej spacer umożliwiający wyciszenie i rozmyślanie. Lub dłuższy urlop bez wyrzutów sumienia i popędzania codziennymi, rozpraszającymi obowiązkami...

Jak Internet zmienia życie naukowca

sczachor

Dzięki zwiększonym możliwościom komunikacji międzyludzkiej i współpracy coraz większych zespołów, znacząco wzrasta szybkość pojawiania się nowych wynalazków i ich upowszechanienie w życiu codziennym. Nowe technologie - takie jak internet i elektronika - zwiększają tempo komunikowania się, co jeszcze bardziej przyspiesza rozwój innowacji technologicznych. I tak coraz szybciej i szybciej. Trudno za tym nadążyć. W ciągu mojej krótkiej kariery naukowej (w sensie pracy a nie sukcesów czy awansów) zmieniło się niezwykle dużo. Przed trzydziestu laty zaczynałem z maszyną do pisania i papierem milimetrowym. Teraz to już muzeum. Ciągle muszę się czegoś nowego uczyć i ciągle jestem zapóźniony. Okazuje się jednak, że to nie jest tylko moja przypadłość.

"Nigdy wcześniej nowożytna nauka nie ulegała takim transformacjom, jakie mają miejsce od końca ubiegłego wieku. Wraz z rozwojem internetu zmienił się sposób uprawiania nauki oraz komunikowania się naukowców."

Emanuel Kulczycki

W zakresie upowszechniania nauki jesteśmy mocno do tyłu. Ale i w formie publikowania także. Czy nawet liczenia efektywności wpływu naukowego, a więc i efektywności pracy naukowej a co za tym idzie awansu zawodowego.

"Niepewność, która dotyczy medialnej atrakcyjności nauki to kluczowy czynnik, określający styl komunikacji polskich instytucji akademickich i badawczych w internecie. Niczym huragan spycha promocję nauki na manowce: nudy, bierności i przypadkowości."

Ilona Iłowiecka-Tańska

W różnych publikacjach, relacjonujących najnowsze trendy zza oceanu, znalazłem dobre potwierdzenie tego, że znajduję się na dobrej drodze w swoich blogowo-internetowych poszukiwaniach, także w zakresie promocji uczelni i upowszechniania nauki. Wystarczy empatia (i nastawienie na cel a nie odtwarzanie rytuałów) a można doganiać Amerykę. Nawet w perowincjonalnym Olsztynie.

Moje koncepcje w zakresie promocji poprzez blog wydziałowy czy e-portfolia, i nastawienie się na pokazywanie nauki, okazały się trafne w swej intuicji. Bo okazuje się, że amerykańskie uczelnie promują się w czasie akcji rekrutacyjnych eksponując badania i pracę naukową.  U nas badania naukowe wstydliwie ukryte za banerami konferencji. W rektutacyjnej retoryce króluje sport i imrezy kulturalne, najlepiej o masowym charakterze, czy tak jak w przypadku Kortowa eksponowane jest atrakcyjne położenie nad jeziorem i rozrywkowa Kortowiada. A nie jest to wcale jakaś wyjątkowa, tylko olsztyńska przypadłość. Średnia polska przeciętność. Wydaje się nam, że tak trzeba...

Trudno odróżnić to, co ważne i nowatorskie, od tego co mocno przeciętne i rutynowe. Poszukiwanie zawsze wiąże się z ryzykiem poniesienia porażki, także w sensie osobistej kariery. Ale głównym motorem działania i motywacji jest satysfakcja z robienia rzeczy naprawdę nowych i przyszłościowych. Tak jak alpiniści i himalaiści ryzykują, tak i naukowcy powinni ryzykować. Wtedy można odczuć prawdziwą satysfakcję z uprawiania nauki na uniwersytecie. 

P.S. Powyższe cytaty zaczerpnięte z 16 numeru czasopisma NIMB (wersja on-line)

Naprawianie zepsutego systemu edukacji

sczachor

„Nie liczmy, że inni to za nas załatwią – to my mamy załatwić tu i teraz. Nie przebuduję struktur globalnych, ale mogę zmienić ten kawałek świata, który jest wokół mnie.”

s. Małgorzata Chmielewska

Czy system edukacji jest zepsuty jak niektórzy twierdzą? Bo takie opinie dość często można spotkać. Ale czy na pewno jest zepsuty? A może tylko zmieniły się warunki? Tak jak zmieniamy odzież z zimowej na wiosenną, i wcale nie dlatego, że ta zimowa jest "zepsuta". Na pewno jest nieadekwatna do pogody.

Według niektórych sytem edukacji w obecnej formie nie jest już potrzebny. Tak twierdził Mitra podczas swojego wystąpienia na konferencji TED w lutym 2013 r. w Long Beach. Jak oceniał, współczesny system edukacji nie przygotowuje nas do tego, jak będzie wyglądać praca w przyszłości (Cały tekst). Coś trzeba więc zmienić.

Poczucie niezadowolenia z niewydolności sytemu edukajci na różnych szczeblach, w tym i na poziomie wyższym i poczucie dyskomfortu jest faktem. Ale zamiast bezproduktywnie narzekać i próbować zmienić świat globalnie, lepiej zrobić coś w swoim bezpośrednim otoczeniu. Małymi krokami można osiągnąć wiele. A przymajniej cokowielk, a jest to znacznie więcej niż nic.

I ja tej wiosny znowu próbował będę małych kroków, realizując proste zadania dydaktyczne metodą projektu i nauczania przez działanie. Wybiorę się ze studentami do lasu, na majówkę. Ale bardzo nietypową majówkę.

Naukowcy lubią bajki

sczachor

Naukowcy lubią bajki, bo bajki to forma uogólnionego prawa. Naukowcy lubią także fantastykę naukową (science fiction) - bo jest to swoisty eksperyment myślowy (w przypadku biologii taki prekursor biologii syntetycznej). Bajki i fantastyka to efekt obserwowania realnego świata. Opowiadanie o świecie fikcyjnym jest zabiegiem oderwania się od konkretnego przypadku. Jest swoistą próbą uogólnienia. Próbą opowiadania o rzeczywistym świecie ale z wykorzystaniem innej formy literackiej.

W wieku szkolnym rozczytywałem się w literaturze science fiction. To w połowie ona rozpaliła moją chęć poznawnia świata w sensie uprawiania nauki. Bardzo ważnym elementem mojego zafascynowania biologią była twórczość Stanisława Lema, z Cyberiadą włącznie. Wspaniała, futurystyczna wizja i próba ujęcia ewolucji biologicznej i ewolucji kulturowej. Po kilkudziesięciu latach na moich oczach się to staje! Uogólnienia Stanisława Lema były trafne, a literacka forma rozpalała chęć do poznania i dociekania istory rzeczy. Tego nie dają podręczniki szkolne czy akademickie.

Żeby czytać obszerne podręczniki trzeba albo przymusu (oceną, egzaminem, odpytywaniem)... albo fascynacji. Fascynacja i ciekawość pozwala z zapałem czytać nawet kilkusetstronicowe podręczniki specjalistyczne tak, jak się czyta powieści czy kryminały.

Czy naukowcy potrafią pisać (opowiadać o swoich poszukiwaniach i odkryciach)? I dlaczego zostają naukowcami?

W literaturze także poszukujemy prawdy o nas samych, o świecie zewnętrznym, a nie tylko rozrywki. W fantastyce naukowej głównym bohaterem (wprost albo w dalekim ukryciu) jest naukowiec i badania naukowe.

Jak kapitał ludzki ożywia miejsca zapomniane i przywraca do wspólnej pamięci.

sczachor

O studentach obiegowa opinia mówi, że tylko piją, nic nie robią i z regionu w świat uciekają. W tej retoryce uniwersytety są tylko drogimi fabrykami bezrobotnych. Lepsze więc są zawodówki niż uniwersytety. Kapitał ludzki wydaje się jakąś ulotną mrzonką, bo ani go zważyć, ani zmierzyć ani policzyć. Ale powietrza też nie widać gołym okiem, a bez niego nie da się żyć.

Media w swoim pobieżnym opisie rzeczywistości częściej odnotowują wypadki i pijackie burdy niż pozytywne działania. Dlatego dominuje obraz studenta pijaka i leniucha-nieroba. Studenci jednak swoją aktywnością skłaniają do poszukiwań i wydobywania z otchłani niepamięci miejsca na uboczu, małe, o których już świat zapomniał. Są więc realnym elementem kulturotwórczym i społecznotwórczym regionu. Kapitał ludzki przynosi dobre owoce, ale trzeba trochę wysiłku aby dostrzec te powolne i subtelne procesy rozwoju dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Czy będą jakieś pozytywne efekty podnoszenia wykształcenia także w biednych regionach, do jakich niewątpliwie należy województwo warmińsko-mazurskie?

Kilka dni temu studenci trzeciego roku biologii (Wydział Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie), w ramach projektu realizowanego z przedmiotu „ochrony środowiska”, zaproponowali sadzenie lasu w leśnictwie Dzierzguny koło Nowej Kaletki. Pomyślałem, że to blisko Olsztyna więc wybiorę się na rowerze. Zacząłem szukać lokalizacji na mapie, aby zaplanować trasę. Wpisałem w internetową wyszukiwarkę nazwę „Dzierzguny”… i nic nie znalazłem. W Wikipedii takiej miejscowości także nie było. Wpisałem Nową Kaletke – myśląc, że teraz znajdę. Ale na mapie internetowej nie było widać Dzierzgun, bo nie wiedziałem gdzie szukać.

Nie ma w internecie, więc nie istnieje? To jak tam las będziemy sadzić? I to tysiąc dębów! No cóż, internet wie wszystko (ponoć), trzeba tylko umieć zapytać. Sięgnąłem do starszych, papierowych opracowań regionalnych, wydawanych swego czasu przez Stowarzyszenie Pojezierze. I też nic. Zaintrygowało mnie to jeszcze bardziej. Zwykłe miejsce okazało się tajemniczym. Będziemy więc sadzić drzewa w miejscu zapomnianym, miejscu bardzo daleko od szosy? Sięgnąłem do opracowania papierowego Anny Pospiszylowej „Toponimia południowej Warmii”, wydanej w 1987 r. Rzetelne opracowanie naukowe przyniosło mi odpowiedź… i zachęciło do dalszych poszukiwań, już bardziej ukierunkowanych.

Szybko w internecie znalazłem leśnictwo Dzierzguny (Nadleśnictwo Nowe Ramuki). Ale jak łatwo było wywnioskować siedziba leśnictwa mieści się w Nowej Kaletce. Po dawnej osadzie pozostała tylko nazwa i polana śródleśna z oczkiem wodnym, widocznym na zdjęciach satelitarnych. W 1987 r. A. Pospiszylowa napisała o osadzie Dziergunka vel Dzierzgunka - już wtedy określana była jako opustoszała osada, dawne leśnictwo. Widać leśnictwo zostało (jako jednostka administracyjna Lasów Państwowych), ale leśniczówka już nie. Leśniczy najwyraźniej mieszka w Nowej Kaletca. No i nazwa inna. Dzierzgunka to nie Dzierzguny, dlatego trudno było znaleźć coś w internecie. Znalazłem „Dzierzgunka - (leśnictwo nad Jeziorem Łańskim)” oraz Podleśniczówka Dzierzguny.

Czy Dzierzgunka i Dzierzguny to to samo czy różne osady lub miejsca? W Monitorze Polskim z 1949 r., w rozporządzeniu o ustaleniu polskiej pisowni miejscowości wyczytać m.in. możemy że była miejscowość Dzierzgunka (dawna nazwa Kiebitzbruch, a więc nazwa chyba od strumienia) i Dzierzguński Młyn (dawna nazwa Kiebitzbruchmühle). Czyli jeszcze w 1949 r. te osady istniały. Potem najpewniej zostały opuszczone, w czym możliwe że przyczyniło się powstanie partyjno-rządowego ośrodka w Łańsku.

W "Geografii polskiej Warmii" ks. Walentego Barczewskiego wymieniane jest Jezioro Dzierzguńskie "Na Warmii przed Kurkami, w kącie pod Ząbiem są Ząbskie Bagna i opodal Ząbia Chudek i Orzechowskie Jezioro, w borach: Dzierzguńskie, Galek, Oczko, Kaletskie i Młyńskie bagna przy Mendrynach”. Sąsiedztwo wymieniania wskazywałoby na jezioro Jełguńskie (niedaleko położone w Lesie Warmińskim). Czyżby więc to błędnie zapisane jezioro Jeguńskie? A może Dzierzgunka była miejscem i nazwa jeziora (obecne oczko wodne?) wzięła się od tego miejsca? Nazwa Dziergunka/Dzierzgunka/Dzierzguny kojarzy mi się z Dzierzgoniem (rzeką i miejscowością), a więc z dawnymi Prusami.

Jakże przyjemne są te poszukiwania historyczno-przyrodnicze, zainspirowane studenckim pomysłem posadzenia lasu z okazji Dnia Ziemi (lub bez okazji). W opracowaniu Pospiszylowej z 1987 r. możemy znaleźć, że osada Dziergunka znajdowała się nad Jeziorem Łańskim, 3 km na zachód od Nowej Kaletki. W dawnych dokumentach zapisywana była pod nazwami: Dziergunk (1755), Dzierdzunka (1772), Dziergunka (1785), Dziersgunken (1790), Dziergunken (1820), Dzyrzgunken (1868), Dzyrgunka (1875), Dziergunka (1879), Dzierzgunka (1881), Dzierzguny (1964), Dzierzgunka (1968). A więc dopiero w latach 60,. XX w. nazwa zmieniła się na Dzierzguny, jako próba podciągnięcia toponimu pod formę nazw rodowych (odosobowych). Pierwotnie więc była to nazwa utworzona od nazwy miejsca.

Druga osada – Dzierzguński Młyn (a skoro młyn to musiała być jakaś struga, rzeczka – może to ona właśnie nazywała się Dzierzgunka?) w 1987 r. określana była w cytowanym opracowaniu jako dawna osada młyńska koło leśniczówki Dzierzgunka (Dzyrgunka Mühle – wzmiankowana w 1868 r.). Dzierzguński Młyn wymieniany jako istniejąca osada był jeszcze w 1947 r.

Buszując po internecie, już bardziej wyedukowany, znalazłem trochę więcje informacji. Przeglądając różne ogłoszenia i powielające się bardzo skąpe dane, mogłem wyczytać, że obiekt „Dzierzguny 605f” to parking leśny i miejsce postoju pojazdów w Nadleśnictwie Nowe Ramuki (a poprawniej byłoby Nowy Ramuk). Miejsce postoju pojazdów przed miejscowością Kurki jadąc w kierunku Olsztynka. Dowiedziałem się także, że w leśnictwie Dzierzguny ustanowiono w 1968 r. dwa pomniki przyrody w postaci dwóch dębów szypułkowych. Nie wiem czy jeszcze tam są. Ale studenci zasadza tysiąc nowych dębów.

W leśnictwie Dzierzguny jest leśna ścieżka edukacyjna “Las bliżej nas” (ok. 3 km długości). Na ścieżce można zapoznać się z bogactwem lasów i sposobami ich ochrony. Tematy stanowisk edukacyjnych to: cykl życiowy drzewostanu (uprawa, młodnik, drzewostan, drzewostan dojrzały), drzewostan porolny, skrzynki lęgowe, pułapki feromonowe, paśnik dla zwierząt. Wyczytałem także, że 21.X.2008r. w Leśnictwie Dzierzguny gościła około 50-osobowa grupa osób z Liceum Ogólnokształcącego w Olsztynku. W miłej i serdecznej atmosferze młodzież spacerowała po trasie leśnej ścieżki dydaktycznej, słuchając leśnych opowieści leśniczego. Na zakończenie pobytu goście posadzili pamiątkowe drzewa, ogrzali dłonie nad płomieniami ogniska i upiekli kiełbaski. Wyczytałem także, że 5 września, w czasie III Warmińskiego Konkursu Wabienia Jeleni dodatkową atrakcją był pokaz sprawności drwali przy użyciu pilarek. Poprowadził je Kazimierz Morawiak, leśniczy Leśnictwa Dzierzguny. Udało się więc z przepastnego internetu wyszukać nazwisko leśniczego.

„Dzierzguny” w wyszukiwarce Google dało 1750 wyników (ale niezwykle mało informacji), „Dzierzgunka” już 92 400 wyników wyszukiwania. Ale jeszcze mniej informacji, bo widać, że różne automaty wyszukały nazwę z map i pododawały w przeróżne strony, aby zwiększyć ich pozycjonowanie. Wabienie ale bez informacji. „Dziergunka” dała zaledwie 9 wyników, ale za to owocnych. Były to niemieckie strony historyczne i dotyczyły Dzierzguńskiego Młyna (współrzędne geograficzne 53.55°N 20.5°E ). Dziergunkenmühle w 1939 r. przekształcony został w Kiebitzbruchmühle (najpewniej efekt akcji germanizowania nazw). Dawniejsze nazwy w dokumentach to: Mühle Dziergunka (1785, 1817, 1861),  Dziergunkenmühle (1905, 1907). Natomiast w tym samym procesie germanizowania nazw w latach 30. XX w. Dziergunken zamieniono na Kiebitzbruch.

Już na polskich stronach internetowych (gazety elektroniczne) wyczytałem „Z kolei na niemieckich mapach z początku XX wieku (przed I wojną światową), najczęściej używaną nazwą jest „Alt Ramuck” (nazwa Lalka lub Lallka pojawia się rzadziej) – mówi Jolanta Weihs z Urzędu Gminy w Purdzie. - Wszystkie Ramuki, czyli Nowy Ramuk i Stary Ramuk to były miejscowości leśników, więc Lalka musiała być osadą leśną, tak samo jak pobliska Dzierzgunka, Dzierzguński Młyn czy Dziuchy. Obecnie żadna z tych miejscowości administracyjnie już nie istnieje." (źródło)

Sadzić, ochronić, imprezować (początek hasła studenckiej akcji). Mogłoby się wydawać, że to zawołanie wiecznego melanżu. Pozory mogą mylić. Bo to tworzenie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Swoją aktywnością na powrót wprowadzają do obiegu nazwy miejsc dawno zapomnianych. Teraz Dzierzguny będą się „googlać” znacznie lepiej. Może nawet hasło w Wikipedii powstanie?

Z drugiej strony ta studencka majówkowa aktywność to konkretne działanie na rzecz dziedzictwa przyrodniczego. Dlaczego zasadzone mają być dęby? To wspieranie przebudowy drzewostanu w naszych lasach na bardziej pierwotny, naturalny. To powolna przebudowa, dla której dały podstawy wieloletnie badania ekologii lasu. To już oczywiście temat na zupełnie inna opowieść.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci