Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Na wieś i do lasu

sczachor
W styczniu będę na stażu... w lesie i na wsi.Tak w ramach transferu wiedzy do przedsiebiorstw i podnoszenia konkurencyjnosci naszych firm. Będe pracowął nad wspieraniem turystyki.
Mam trochę pomysłów, ale myślę że w ciszy zaśnieżonego lasu wymyślę coś nowego.
Namawiam moich studentów i dokotorantów na staże absolwenckie. Pora samemu sprawdzić na "własnej skórze".

samotnia w podróży

sczachor
W zabieganym życiu brak czasu na spokojne przemyślenia. Filozofuje się dopiero w czasie wakacji... i najchętniej w przyrodzie.
Drobne chwile wytchnienia i pustelniczej samotności znajduję w podróżach. Czekanie na stacji, jazda pociągiem - wymuszone oderwanie od spraw bieżących. Okazja do spojonych, samotych przemyśłeń, wyciszenia, poczytania książki.
Pustelnia w podróży. Czas suszenia sieci, czas ładowania, regeneracji wewnętrznych akumulatorów.
Dlatego lubię podroże pociągami.

Jak Polak uczy Europejczyka...

sczachor
Moi studenci za granica nie próżnują:
"Michał wprowadził w naszym akademiku segregację śmieci! Umieścił specjalny karton na makulaturę w kuchni, wydębił skądś dodatkowe wiaderko na odpady organiczne, szklane rzeczy są ustawiane w jednym miejscu, a puszki zbierane do jednej reklamówki! A co najważniejsze nikt się nie sprzeciwił, wręcz odwrotnie! :) Zbieramy także butelki po piwie i zanosimy do sklepu gdzie oddają nam za nie pieniążki :) Które odkładamy na jakiś zbożny cel" (Ania)
 
Najbardziej cieszy mnie to, że nie czyją sie gorsi w tej dalekiej Holandii i że są aktywni.

budowanie z odpadów

sczachor
sesja malarska trochę się przedłuża. Ale malując - dla relaksu - butelki, wymyśliłem sobie, że warto by zrobić aukcję. Aukcje rzeczy powstawłych z odpadów, a zamienionych w rzeczy użytkowe i/lub piękne (dziełem sztuki zwane). Butelkę, słoik zamiast wyrzucić, można pomalować. Odpad potraktować jako surowiec twórczy. Podobnych wytworów będzie z pewnością więcej. Mam nadzieję, że do tego pomysłu przekonam swoich (i nie tylko swoich) studentów... i pracowników uniwersytetu także. Cel aukcji też nie będzie przypadkowy. Najchętniej z przeznaczeniem na hospicjum - a więc ludzi "wyrzuconych", spisanych na straty, niepotrzebnych.
Sztuką jest dostrzeganie piękna w rzeczach z pozoru zwykłych. Dostrzec piękno w butelce, oczami wyobraźni to piękno uwydatnić, dopełnić, domalować. Miłością jest dostrzec wartość i ważność w ludziach umierających, niepotrzebnych. A jednak potrzebnych dla nas w zupełnie inny sposób.
Piękno jest w nas i w naszym sposobie spostrzegania.
Na razie to początek, inspiracja, pomysł. Pozstanie teraz długa droga realizacji.

sesja malarska

sczachor
Ponownie sięgnąłem po pędzel. Tym razem próbuję nieco innej techniki malowania butelek. Korzystając z sugestii, maluję kontury wyciskając farbę z tubki. Idzie szybciej. Farb wypełnieniowych nie miaszam - butelki są bardziej witrażowe.
W sumie malowanie butelek przypomina malowanie pisanek - zakrzywiona powierzchnia.

Pozdrowienia z Wageningen!

sczachor

Oni są moimi oczami

Uważnie się wsłuchuję w te relacje. Czasem utwierdzają mnie one w dokonanym wyborze, czasem podsuwają zupełnie  nowe pomysły. Uczę się, za pomocą oczu i uszu moich studentów...

Witam Panie Profesorze,

niestety żaden mail (wcześniejszy) od Pana do mnie nie doszedł, ale Michał dostał odpowiedź. Dzisiaj mamy woly dzień, w związku z czym załatwiamy wszystkie zaległości. Mieliśmy małe problemy z kontem bankowym, ale na szczęście wszystko prawie sie jużwyjaśniło i w końcubędziemy mogli zapłacić za akademik (chyba, że nas wyrzucą :( ) Pogoda nam się trochę popsuła, zdrowie własne też nieco podupadło (niestety cierpię chybana przypadłość odchorowywania każdego nowego miejsca), ale ale humory dopisują. Cieszymy się każdym spędzonym tu dniem, chłoniemy nowe doświadczenia, porównujemy naszą rzeczywistość z tym co widzimy tutaj. Łatwo powiedzieć - u nas też tak można, czemu nikt tego nie zrobi - a to nie takie proste, dochodzimy do wniosku, że dzieli nas zbyt wiele, że pewnych zmian nie można tylko przerysować stąd. U nas nie trafią one na podatny grunt, jeszcze za wcześnie. Na przykład w przypadku rowerów, czy u nas ktoś byłby w stanie porzucić samochód i pojechać do pracy na rowerze? Tylko jeśli samochód by się zepsuł. Inny przykład luźne podejście większości wykładowców do zajęć i obecności na nich. Wiele osób się spóźnia, dochodzi w ostatniej chwili lub w ogóle nie przychodzi. Nikt na zajęciach nie sprawdza obecności, niektóre wykłady dostajemy wydrukowane w formie slajdów, podręczniki są wręcz podsuwane pod nos. U nas niestety taki nadmiar luzu mógły nie wyjść na zdrowie. Tutaj jest to luz kontrolowany, każdy wie, że może nie chodzić na zajęcia , ale to on sam na tym traci. Dużo jest pracy samodzielnej z podręcznikami i innymi materiałami jak artykuły, opracowania. Z językiem bywa ciężko. Angielski stoi tu na naprawdę na wysokim poziomie I to zarówno wśród prowadzących jak i wśród studentów. Tym bardziej, że tu wszystkie kursy/przedmioty na poziomie magisterskim prowadzone sa po angielsku. Uważam, że jest to dobry pomysł ponieważ naukowiec czy ogólnie osoba po studiach powinna prezentować jakiś poziom wiedzy z języka. Przyznaje,nie jest łatwo dla nas na razie zrozumieć wszystkiego o czym czytamy na zjęciach lub słyszymy, ale uczymy się. Poznamy słownictwo z danego tematu więc łatwiej nam będzie sięgać po obcojęzyczną literaturę. Widać, że Holendrom zależy na wysokim poziomie wiedzy, na tym żeby znali angielski, ale też żeby poznawali studentów z całego świata. Niestety sami holendrzy są średnio otwarci, sa uprzejmi ale nie szukają bliższych kontaktów z obcokrajowcami. Co innego przyjezdni. Każdy zdaje sobie sprawę, że pobyt tutaj nie będzie trwał wiecznie więc stara się to maxymalnie wykorzystać - poznając nowych ludzi, chodząc na imprezy. Niektórzy niestety mam wrażenie przyjechali tu tylko po to. Ale i tak wszyscy zgodnie przyznają, że nie jest lekko. W związku z tym , że mamy zajęcia razem z holendrami nikt nie traktuje nas ulgowo. A materiału jest sporo. Na szczęście zajęcia są krótkie (przynajmniej nasze) i zostaje sporo czasu i na naukę i na zabawę.

Mam nadzieję, że Pana nie zanudziłam :) Pozdrawiamy Pana gorąco! Oczywiście Panią Doktor też i całą grupę :)

Ania K.

sprzatanie z socjologami

sczachor

W tym roku próbuję wymyśleć nieco inne formy zaliczeń: nie tylko w formie pisemnego sprawdzianu. Studentom socjologii dałem możliwość zaliczenia przedmiotu w formie projektu. Wczoraj dostałem takie właśnie zaproszenie:

HEJ ! CZŁOWIEKU !!!

Tak ! Tak ! Do ciebie mówię !!!

Nie oglądaj się za siebie! Hallo!

12 listopada 2005 r. – Czy wiesz, co to za dzień ?!

To wielki dzień i wielkie święto ! Moje swięto !

Dlaczego ?

Bo w tym dniu będę piękna i odświętna ! Bo w tym dniu będę najważniejsza !

Bo w tym dniu spotkają się wszyscy moi znajomi i przyjaciele. Bo w tym dniu pozbierają wszystkie niepotrzebne rzeczy, jakie leżą na mojej skorupie. Szkło, papier, żelastwo i inne odpadki trafią tam, gdzie powinny, tam, gdzie nikogo nie będą odstraszać, tam, gdzie nikomu nie będą zagrażać.

Posprzątajcie mnie !

Chcę być piękna, przyjazna, zielona, pachnąca …

Chcę być wasza ! Ale musicie o mnie dbać !

Dlatego czekam na was

12 listopada 2005 r.

Wasza Ziemia

Drodzy studenci, wykładowcy i wszyscy zainteresowani !

Studenci studiów zaocznych Socjologii WSIiE TWP w Olsztynie organizują wielkie sprzątanie Ziemi pod hasłem:

„Zróbmy to razem! Dla siebie, dla innych, dla świata.”

Spotykamy się 12 listopada 2005 r. w Olsztynku, na Dworcu PKP o godz. 10.00. Zapewniamy worki i rękawice foliowe. Cała akcja potrwa około 2 godzin, potem wszyscy spotykamy się na ognisku. Będzie pieczenie kiełbasek i dzielenie się wrażeniami. Weźmy ze sobą rodzinę, znajomych, ciepłe kurtki, słoneczną pogodę i dobry humor. Do zobaczenia!

Organizatorzy: Socjologia E2

Posprzątamy świat … nasz świat …przynajmniej kawałek … i zrobimy to razem …

Wirtualny promotor

sczachor

Wirtualny promotor, to taki, którego praktycznie nie ma, pozorny i nie wypełniający swoich obowiązków. Ale zwrot "wirtualny promotor" można rozumieć zupełnie inaczej: promotor, który wspomaga pracę studenta przez Internet. Fantazja to czy rzeczywistość?

Rzeczywistość i to bardzo bliska. Kolejna dwójka moich magistrantów wyjechała na studia zagraniczne w ramach Sokratesa-Erasmusa. Czy wyjazd na piątym roku, w czasie gdy trzeba pisać pracę magisterską, nie jest nierozsądny? Jak napisać pracę magisterską z daleka od promotora, borykając się z najrozmaitszymi problemami?

Pomocą może być wirtualny – a więc za pomocą Internetu – kontakt. Trochę to dla mnie dziwne i kłopotliwe. Okazuje się jednak, że wcześniejszy wysiłek w rozwijanie technik nauczania na odległość był opłacalny. Teraz jest jak znalazł (warto więc wybiegać myślami do przodu!).

Badania terenowe moich magistrantów już są wykonane (tego się nie da zrobić wirtualnie). Oznaczenia zebranych owadów także. Pozostaje tylko opracowanie wyników, wykonanie różnorodnych analiz i napisanie pracy. Na odległość możliwy będzie kontakt jedynie za pomocą poczty elektronicznej. Typowe konsultacje zastąpione muszą być konsultacjami elektronicznymi. Poprawki tekstu, komentarze i uwagi dołączone mogą być jedynie do pliku. Takie możliwości dają edytory tekstu, na co dzień jednak z nich nie korzystamy. Przy okazji zaoszczędzi się trochę papieru, bo pracować będziemy wyłącznie na plikach. Na stronie WWW od wielu miesięcy gromadziłem publikacje, które teraz magistranci mogą pobrać z dowolnego zakątka Europy i świata (wirtualna, specjalistyczna biblioteczka). Są tam także dwa wirtualne (internetowe) skrypty, które napisałem z myślą o swoich studentach. Pierwotnie miało być to jedynie uzupełnienie. W tej chwili stają się bardzo przydatne. A ja systematycznie uczę się tej nowej rzeczywistości i współpracy z coraz bardziej mobilnymi studentami. Świat jakby się kurczył a Europa stawała się coraz bardziej naszą wspólną Europą.

Kiedy jeszcze dwa lata temu przymierzałem się do nauczania na odległość, wydawało się to wielką mrzonką i eksperymentem. Teraz staje się codziennością.  Bo oprócz elektronicznego kontaktu ze swoimi magistrantami, na moim wydziale  już przygotowywany jest serwis umożliwiający umieszczanie ocen z kolokwiów w Internecie: zapewniający anonimowość i uniemożliwiający wgląd osób postronnych. Studenci w wygodny sposób będą informowani o wynikach swoich prac. Do tego dojdzie elektroniczna legitymacja studencka.

Studenci i profesorowie pozostają jednak jak najbardziej realni. Bo nauczanie na odległość z wykorzystaniem Internetu to tylko narzędzie, a nie cel sam w sobie. Narzędzie dla coraz bardziej mobilnych profesorów i mobilnych studentów.

Ekologia dla socjologów

sczachor

Już drugi rok prowadzę wykłady z ekologii ... dla socjologów i informaryków. Ciekawe doświadczenie. Trudno jest nie-specjaliście (student socjologii) tłumaczyć specjalistyczne detale, z licznymi odwołaniami do biologii. Jest to dla mnie inspirujące wyzwanie. Jak zaciekawić, jak językiem prostym opowiedzieć to, co najważniejsze i najbardziej istotne.

W takich sytuacjach nie da się zasłonić niewiedzy specjalistycznym żargonem czy potokiem informacji. Sytuacja zmusza do przemyślenia i prostego sfromułowania najważniejszych treści. Dzięki wykładom sam mam możliwość pełniejszego zrozumienia tego, co zrozumuiałym się wydawało.Zmusza do intelektualnych wycieczek tam, gdzie wcześniej nie bywałem.

Dialog jest pouczajacy dla obu stron. Ale trzeba mówić do słuchaczy, a nie jedynie w ich obecności...

Nauczyciel jest jak leśnik

sczachor

Nauczyciel jest jak ślepiec

Leśnik sadzi drzewa. Wiele lat dogląda. Ale nie on zobaczy efekt finalny, nie on zbierze plon. Drzewo rośnie długo, dłużej niż praca zawodowa leśniczego. Owoc jego opracy oceni przyszłe pokolenie.

Podobnie jest z nauczycielem - zbiera plon poprzedników i nie widzi efektów swojej pracy. Niczym ślepiec pracujący - czuje wysiłek swoich mięśni, ale nie widzi czy efekty pracy są dobre, ładne, czy też może wszystko sknocone.

Czy sukcesy moich studentów są moimi sukcesami? Ich praca i umiejętności to praca rodziców, nauczycieli ze szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum. Trudno odróznic efekty własnej pracy i pracy innych. A i na rezultaty czasem trzeba bardzo długo czekać. Jak slepiec, który posadził nasionku w ziemi... i czeka czy wyrośnie, i co wyrośnie. Zobaczyć nie może, więc słucha. Czy inaczej szumi pokrzywa, oset a inaczej róża? Chyba trzeba się nauczyć słuchać (to słuchanie ewaluacja się nazywa?).

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci