Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Bookcrossing w lesie

sczachor

Europa na prowincji, prowincja w Europie

 Projekt uwalniania książek, dzielenia się kulturę (bookcrosing) w Polsce dość dobrze się przyjął. Swego czasu Gazeta Olsztyńska promowała taka akcję w Olsztynie. Studenci biologii zainicjowali taka akcję w czyteli wydziałowej. W kilku miejscach, bibliotekach takie półki zagościły na stałe. Są to jednak głównie duże miasta, a więc daleko od prowincji.

 Chciałbym zaproponować kolejny krok, łączący promocję kultury i ekologii, a przy okazji służący rozwojowi turystycznemu regionu, ze szczególnym uwzględnieniem terenów wiejskich.

 Dlaczego bookrossing jest „ekologiczny” (zasada trzech U)

 Wiosna to okres porządkowania i usuwania śmieci, zarówno w obywatelskich akcjach z okazji Dnia Ziemi jaki przez samorządowe służby. Śmieci są wokół nas, przy drogach, jeziorach, w lasach i na trasach spacerowych. Co robić, aby śmieci nas  nie zasypały?

Po pierwsze recykling (utylizuj)– temu służy segregacja odpadów. W rezultacie część (oby jak największa) papieru, szkła, aluminium, plastiku nie trafia na wysypisko, tylko do powtórnego przerobu. Oczywiście nie warto oddawać książek na makulaturę.

Kolejnym, jeszcze lepszym krokiem jest reusing (użyj jeszcze raz)– czyli powtórne wykorzystanie. Są to opakowanie zwrotne (np. butelki). Ale to może być wielokrotne wykorzystanie książki. Jeśli przeczytałeś książkę, twoi domownicy też, to podziel się książką z innymi. Ta sama ilość surowców (papier, koszty druku, energia) zaspokoi potrzeby większej liczby ludzi. Ocalisz może jedno drzewko, mniej śmieci trzeba będzie sprzątać w lesie. Przy okazji może przeczytasz inna książkę.

Trzecim krokiem jest unikanie kupowania zbędnych rzeczy . Wspólne użytkowanie książek, to także unikanie kupowania zbędnych towarów.

 Podziel się z innymi

Podziel się swoją książką (i nie tylko książką) dla środowiska przyrodniczego, dla kultury i z miłości do drugiego człowieka.

 Bokkcrossing na wsi i w lesie

Przyjeżdża do nas wielu turystów. Czasem pada deszcz. Czasem mają już dość słońca, czasem się nudzą w pensjonatach na wsi i w lesie. To dobry moment aby sięgnąć po książkę, przeczytać coś wartościowego. W zabieganym świecie pracoholików nie mamy czasu na spokojna lekturę: tylko krótkie esmesy, newsy w Internecie, po 5-10 sekund. Ale w ciszy lasu, czy nad jeziorem gotowi jesteśmy sięgnąć i po poezje, i po „arlekiny”, po książkę przyrodniczą, a nawet i filozoficzną czy psychologiczną.

 Dlatego chciałbym zachęcić do włączenia się do akcji „uwalniania” książek w ośrodkach wypoczynkowych, pensjonatach, gospodarstwach agroturystycznych. Książki zostawiać mogą sami turyści (weź ze sobą książkę, do domu zabierzesz inną), jak i wydawnictwa, instytucje itd. Możemy promować ksiązki wartościowe jak i te o przyrodzie. Niech turysta wiem co widzi i słyszy w lesie.

Warszawiacy! Przyjeżdzając na Mazury i na Warmie przywieźcie ze sobą książki do "uwolnienia", a z powrotem zabierzcie swoje śmieci! W ten sposób zostawicie po sobie miłe wspomnienia.

 Bookrcossing w Łajsie (Świętowanie Unii Europejskiej)

Łajs to turystyczna wieś w lesie, pod Olsztynem (koło Nowej wsi i Butryn), na dawnej granicy Warmii i Mazur. To wieś, gdzie powstała „Granica Jedności” – w roku wstąpienia Polski do UE. Granica, która łączy i przypomina o naszej wielokulturowej obecności w Europie. Wiecej na stoprnie www.lajs.com.pl

W Pensjonacie Orzeł w Łajsie powstaje taka bookrossingowa półka. Wybierając się z Olsztyna (i nie tylko) na majówkę do Łajsu (można zjeść obiad, popływać, pojeździć konno lub na rowerze – są na miejscu, dwa pensjonaciki, gospodarstwa agroturystyczne) warto zabrać jakieś książki do „uwolnienia”. Może o jakiejś tematyce europejskiej lub nawiązującej do bogatej kultury? A może przyrodniczą? Poza typową majówką proponuję spacer i podglądanie bobrów, spacer i odwiedzenie mogiły Rosjan z I wojny Światowej, mogił autochtonów zamordowanych w lesie przez Armię Radziecką, cmentarza ewangelickiego, alei biskupów oraz delektowania się kwitnącymi na niebiesko przylaszczkami (europejska flaga), na biało zawilców. Są i pomniki z okresu PRL (to dla tych co wybiorą się 1 maja).

 Ja też tam się wybieram, kilka książek przyrodniczych zostawię. Nieco później przywiozę ksiązki w języku niemieckim i angielskim. To dla turystów zza granicy.

 Zacznijmy od Łajsu, potem może uda się uruchomić podobne miejsca w wielu wsiach i miejscowościach. Z książek skorzystają nie tylko turyści. Skorzystają także miejscowi. W wielu przypadkach będzie to jedyna biblioteka na wsi i na prowincji.

 Niech kultura z ekologicznego powodu trafi w pobliże popegerowskich, zaniedbanych wsi.

 Dodatkowe informacje:

Łajs 6, pensjonacik – Mirosław Anasiński, tel. (089) 513 30 96, 513 33 33

Moje pierwsza reklamówka

sczachor

Praca dla podtrzymania stanu

ledwie postrzątane, a już są śmieci: reklamówki, pudełka po papierosach (ci wstrętni palacze-śmieciarze:( ), torebki po chipsach. Wiele osób spaceruje z psami - czy im to nie przeszkadza? Niektórzy przy okazji puszczają dymka...

Idąc rano do pracy uzbierałem reklamówkę tych drobnych śmieci. Nawet nie musiałem wyjmowac reklamówki z plecaka - wszystko na miejsu...

Teraz pozostanie konieczność wysiłku i pracy dla podtrzymania stanu czystości. Pracy, której spektakularnych efektów nie będzie widać. Ale dzięki temu świat będzie piękniejszy. Poza widowiskowymi, medialnymi akcjami typu Sprzątanie Świata czy Dzień Ziemi potrzebny jest wysiłek anonimowych, cichych rąk. A przede wszystkim wola czynienia świata piękniejszym. Nie tylko dla siebie.

Na razie piszę o tym, bo jest to dla mnie duże, wewnętrzne odkrycie, mój pierwszy krok. I zdziwienie, że można, że to takie łatwe i że widać efekty. Moja codzienne droga do pracy przez dziki zakątek przyrody jest pięniejsza. I niech tak pozostanie. A skoro się "samo nie zrobi", to jeśli nie ja, to kto?

Znowu na stażu na wsi

sczachor

W kwietniu rozpocząłem półroczny staż w Łajsie. Ponownie w tym samym miejscu. Plano sporo. Mam nadzieję, że będzie o czym pisać.

Drugi worek

sczachor
Korzystając z ładnej pogody, w czasie powrotu z pracy, odważyłem się drugi raz. Wyjąłem worek, rękawiczki i uzbierałem w 10 minut drugi worek śmieci. Ludzi przechodziło obok sporo. Jeden mężczyzna zapytał "śiwetnie, gratuluję, to tak za karę?".
Nie to nie za karę, to dla siebie. Żeby świat był piękniejszy. Inni też na tym skorzystają.
Najwięcej śmieci to po palaczach. Sporo butelek, opakowań po słodyczach. Czyli wszytsko to, co zostawiają przechodnie, czasem alkoholowe żuliki.
Gdyby tak chociaż nie śmiecili. No i całe mnóstwo psich odchodów. Czy zwierzaki nie kaleczą się na porozbijanych butelkach? Właścicielom, codziennie przychodzacym z czworonogami na spacer, ten bród nie przeszkadza? Żeby choć zabrali ze sobą, to co teraz wyrzucają...
Przy pobliskim ogródku ktoś też śmieci pozamiatał. Tylko przy płotku, ale zawsze coś. Nie jestem sam.
I żabę ze snu zimowego przebudzoną widziałem. Jest nas więcej!

Mój pierwszy worek śmieci

sczachor
Wiosna już chyba na całego. Spod śniegu wylazło całe mnóstwo śmieci. Moja codzienna droga do pracy i do domu przestała być sympatyczna. Pora coś z tym zrobićc.
Dzisiaj się odważyłem, w drodze do domu zabrałem worek na śmieci. Jakieś 10 nimut... i worek pełem, powędrował do śmietnika. Mały efekt, bo ciągle dużo śmieci. A przeciez rok temu wraz ze studentami zebralismy kilkadziesiąt worków śmieci...
Ale jeśli 1-2 razy w tygodniu powtórzę, to za jakiś czas przychodził będę do pracy w pogodnym nastroju, a radosny do domu, delektując się piaszczystą ścieżynka między trzcinami i drzewami.
To nie moje śmieci! Ale sprzątam dla siebie...

Epoka kryzysu czasu wolnego

sczachor
    W porównaniu do naszych przodków sprzed 100 lat, żyjemy przeciętnie o 15 lat dłużej (ponad 100 tys. godzin dużej). Jeżeli podzielić codzienną aktywność na sen, pracę i wypoczynek, to w ciągu całego życia śpimy dużej niż nasi antenaci – przeciętnie o 40 tys. godzin (proporcjonalnie do dłuższego życia). Ale – paradoksalnie, mimo dłuższego życia pracujemy znacznie krócej niż przed wiekiem – przeciętnie krócej o 50 tys. godzin. W konsekwencji mamy dużo więcej wolnego czasu. I to jest właśnie jeden z większych współczesnych problemów…

    Już co najmniej od ponad 20 lat wiemy, że śmiertelność wyraźnie wzrasta w pierwszym roku na emeryturze. Dzieci już odchowane dawno wyruszyły w wielki świat, a jeśli jedynym sensem życia pozostawała praca… to z jej braku wielu emerytów po prostu kładzie się do łóżka i umiera. Umiera z braku sensu życia. Na emeryturze dobrze czują się jedynie ci, którzy mają jakąś pasję, hobby. Kryzys czasu wolnego to przede wszystkim znacznie dłuższa emerytura. Bezczynność? Aktywność mózgu wypełniania oglądaniem przez okno życia na ulicy lub podglądaniem sąsiadów? Lub  wypełniania oglądaniem na szklanym ekranie losów Izaury z ubogiej chatki?

    Powoli zbliżamy się do sytuacji, gdy 20% społeczności zapewni wszystkie środki do życia pozostałej 80% populacji. W społeczeństwie konsumpcyjnym, problem bezrobocia, to nie brak  jedzenie czy mieszkania, to przede wszystkim brak sensu życia. Nie pracuję więc jestem nikomu nie potrzebny, nie mam po co żyć. Wskaźnik samobójstw i depresji wśród bezrobotnych jest bardzo duży. Bo nie samym chlebem człowiek żyje.

    Mieć jakąś pasję, hobby, zainteresowania – to umiejętność, cecha tak samo ważna jak zdrowe odżywianie, sport, codzienna higiena itd. Bo dzięki pasji, dzięki poczuciu sensu życia żyjemy dużej i przyjemniej. A wolnego czasu, który musimy wypełnić, jest coraz więcej.

    Na tym tle rola uniwersytetu jawi się zupełnie inaczej. Już nie jako szkoły zawodowej, w której młodzi ludzie zdobywają „fach” (w ciągu swojego dorosłego życia miejsce i charakter pracy zmienią kilkakrotnie). Uniwersytet to miejsce, w którym na tle kształcenia ogólnego, wszechstronnego młody człowiek może odszukać lub rozpoznać cel swojego życia. Studiowanie coraz bardziej nabiera cech poszukiwania sensu życia. A ta umiejętność jest niezwykle ważna dla współczesnych pokoleń, decydująca i o przeżyciu i jakości tego życia. Jak zorganizować uniwersytet i jakie stworzyć studentom możliwości, aby tę funkcje wypełniać jak najpełniej?

    Więcej wolnego czasu może stanowić problem indywidualny i społeczny. Poza rozwojem usług, zapewniających różnorodny wypoczynek, możemy spodziewać się rozwoju kultury jak i rozwoju aktywności naukowej. Uczymy się coraz dłużej, ale i w wieku dorosłych oraz emerytalnym powracamy w mury uniwersyteckie. Dla samej przyjemności zgłębiania wiedzy – czego dobitnym przykładem jest Uniwersytet Trzeciego Wieku. Ale to także rosnąca rzesza naukowców-amatorów, z którymi na uniwersytecie musimy nauczyć się efektywnie współpracować. Bo kilkanaście lat na emeryturze możemy spędzić oglądając tasiemcowe seriale telewizyjne, albo odnajdując sens w np. pracy naukowej. Przykładem może być Józef Dziędzielewicz, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, znakomity trichopterolog (badacz owadów z rzędu chruścików). Z wykształcenia i zawodu prawnik. Ale w chwilach wolnych naukowiec. Większość publikacji napisał na emeryturze. Do dziś jego badania są aktualne i ważne,  a na Ukrainie stanowią podstawę współczesnej wiedzy o tej grupie owadów.

    Jeżeli będziemy w stanie na uniwersytecie ułatwić odnalezienie sensu życia, zaszczepić pasję poznawczą, wtedy sprostamy kryzysowi czasu wolnego. Kolejne lata to nie tylko nowe budynki i inwestycje techniczne. To także inwestycje intelektualne.

Ciagłe opowiadanie

sczachor
Różne formy opowieści
Opowiadamy słowem mówionym w rozmowach miej lub bardziej kameralnych, opowiadamy pismem drukowanym na papierze, a ostanio pismem w wirtualnej przestrzeni. Poczta elektorniczna zastępuje tradycyjne listy. Ze wzgledu na szybkość bardziej przypomina rozmowę niż spokojną, papierową korespondecję.
Listy między naukowcami wyewoluowały w pisma naukowe i publikacje papierowe jakie znamy. Czy wymiana myśli w internecie również utrwali się w jakiś bardziej uznany sposób?

Wszystko jest i tak ulotne
Wbrew naszym iluzjom wszystko (te nasze opowieści, wypowiedzi) jest ulotne. Słowo dźwięczy kilka chwil. W wirtualnej przestrzeni (e-mail, fora dyskusyjne, czaty) słowa też szybko przemijają. Nawet na stronie www czy blogu przetrwa najwyżej kilka lat. Wydrukowane na papierze przetrwa lat kilkadziesiąt, góra 150.Przetrwa, ale czy bedzie czytane?

Trwałe "dźwięczenie" myśli nie zależy od nośnika. Żeby przetrwać, myśl musi być "podniesiona" przez kogoś innego, myśl musi być odwzorowana.
Nie szukaj więc trwałego kamienia do zapisania swoich myśli, raczej ludzi (uczniów?), którzy cię wysłuchają. Zapamiętają, mniej lub bardziej dokładnie przetworzą, odwzorują, zmodyfikują i opowiedzą innym.
Memy - tak jak geny - wędrują przez pokolenia...
Nawet wykute w kamieniu słowo ginie, jeśli zaginie język, w którym zostało to napisane. Zapisane w pliku? Zmieniają się programy, standardy, technika. Za kilka lat może nie być urzadzeń (np sdajca dysków 5 calowych) lub programów w użyciu, które pozwolą odczytać zapisane myśli.

Indeks cytowań
Trwale pisze się tylko w ludzkich sercach. Ale czy tu uda się zastosować jakikolwiek "indeks cytowań"? :)


Skarby świata

sczachor
Wynotowane z dyskusji na studenckim frorum
"Wszystkie sukcesy i skarby tego świata nie są wielkim tortem do podziału. One są niewyczerpywalne" (Misza)

pięknie powiedziane.

To tak w oczekiwaniu na wiosnę i przypływ energii do działania. Czytam, aby się zmobilizować...

Na razie odkrywam Wikipedię. I systematycznie dopisuję hasła o chruścikach. Myślę sobie, że Wikipedia jest lepszym rozwiązaniem niż własna strona. Wikipedia to połaczenie strony www z blogiem i lista dyskusyjną. To bardziej dyskusja niz monolog. To lepszy dostęp i możliwość uzupełniania, poprawiania przez innych.
Dzięki internetowi systematycznie dowiaduję się że poszukujących informcji o chruścikach jest wielu. W najrózniejszych zakątkach:

Nazywam się Lucyna Kąkol  jestem  studentką piątego roku biologii z ochroną
środowiska na Pomorskiej  Akademii Pedagogicznej w Słupsku. Obecnie piszę
pracę magisterską na temat zoobentosu  źródliska rzeki Regi, które znajduje
sie w okolicach Połczyna Zdroju (zachodniopomorskie). Wśród moich znalezisk
znalazły sie oczywiście chruściki (Phyrganeidae). Moja praca jest pierwszą
tego typu na naszej uczelni a co za tym idzie mam ogromny problem ze
znalezieniem  literatury na ten temat i publikacji  podobnych badań. Byłabym
wdzięczna za  jakąkolwiek  pomoc.

Poza doraźną pomocą warto uzupeniać Wikipedię. A jeszcze wiele do zrobienia...

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci