Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

będąc myszką doświadczalną

sczachor

Najczęściej pomysły sprawdzam w głowie. Eseje czy felietony dojrzewają czasem długo, na wielu spacerach, w czasie jazdy autobusem czy pociągiem. Czasem dojrzewają bardzo szybko, w czasie pisania. Czasem "napisane" w głowie pozostają tamże na wiele lat. Że nie zwerbalizowane? A czy jest większa różnica między pomyślanym w skrytości, a napisanym, lecz przez nikogo nie przeczytanym?

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie tamat relacji mistrz-uczeń, temat bezpośrednich kontaktów ze studantami. Na uniwersytecie robi sie jak w supermarkecie: pospieszne, anonimowe tłumy. Gdzie i jak spotkać się ze studentem?

Ogromnie cenię sobie wakacyjne wyjazdy w teren. Odizolowanie od świata sprzyja rozmowom. Nie ma się dokąd spieszyć. Można pobyć ze sobą nie tylko od dzwonka do dzwonka. Mam wtedy szansę lepiej zapoznaćc swoich studentów, odkryć ich talenty, odkryć ich ciekawy świat.

Raz do roku to za mało. Kluby studenckie w miasteczku akademickim są zbyt zadymione. Na Starówce jest więcej ciekawym miejsc, ale daleko i czasem dla studentów za drogo.

Cały ten blog jest eksperymentem. Po pierwsze jest pomocą w napisaniu felietonu do Gazety Uniwersyteckiej. Chcę sam na sobie spróbować zupełnie nowej dla mnie możliwości. Iście jak nastolatek... A przy okazji jeszcze raz zastanowić się nad tym, co chciałbym napisać. To taki wirtualny spacer. Nie słychać ćwierkania świerszczy, szumu lisci... ale gdzieś tam na dysku pozostaje maleński ślad.  

Jak na biologa przystało do doświadczeń wykorzystuję "białe myszki". Tym razem sam jestem eksperymentalną myszką.

w połowie, to za dużo

sczachor

No tak, pisałem, pisałem, zrobiłem podgląd... i wszystko zniknęło. Ech, blondyna ze mnie. Siwy po boczkach jestem, to za taką połowiczną blondynkę mogę robić.

Za dużo powiedziane, że w połowie. Ten blog to dopiero w powijakach. Tak jak i moja nauka. Ledwom sie dobrał do edytora. I nijak kredkami mojego bloga nie da się pokolorować. Ino ekran zapaćkałem :).

Chyba trzeba będzie spróbować inaczej.

A z drugiej strony, będzie to czytał ktokolwiek poza mną?

Wileński Warmiak

sczachor

Urodziłem się w Lidzbarku Warmińskim. Z urodzenia jestem więc Warmiakiem. Ale macierzysta babcia i dziadek ciągle opowiadali o utraconej Wileńszczyźnie. Ta tęsknota wsiąkła we mnie i tkwi głęboko korzeniami.

Wypędzeni tesknili, żyjąc na ziemi wypędzonych...

Potem mieszkałem na Mazowszu. Tam też są moje korzenie, które niedawno odkryłem (www.uwm.edu.pl/czachor/czachorowiana). Kimże więc jestem? Czy jestem Warmiakiem? Czy może zabużańskim Kresowiakiem? A może Mazurem z Mazowsza?

Im głębiej korzaniami wrastam w tradycję rodzinną, im bardziej poznaję indywidualne dzieje swoich krewnych i przodków, tym bardziej czuję się .... Europejczykiem!

Tak właśnie, Europejczykiem poprzez swoją mazowieckość, kresowość, warmińskość i .. współczesność.

Myśli kategoryczne

sczachor

Jeden wpis, to jeszcze nie problem. Jeśli jednak wybiec myślami do przodu... Będzie tu bałagan! Wypadałoby więc skorzystać z możliwości i pogrupować wpisy. Czyli stworzyć kategorie. Ale jak tu wymyśleć i przewidzieć to, o czym i jak będę pisał? Coś, co rodzi sie w bóli (ej tam bólu, w przyjemnosci!) tworzenia jest jeszcze nieokreślone.

Wymyśliem tych kilka kategorii. Ale czy zmieszczę się kategorycznie w tych kategoriach? A może niektóre działy zostaną pustynią na wieki?

Na razie będę odkrywał możliwosci i bawił się słowami. Tak, aby zawrzeć w jednym zwrocie "kategoryczne", i myśli kategoryczne, i myśli pogrupowane w kategorie :)

Najpierw więc będzie nieokreślona poezja... potem uporządkowana proza.

W końcu dojrzałem

sczachor

Dawno minęły czasy, gdy w akademii, pod oliwnym drzewem, mistrz prowadził spokojne dyskusje z uczniami. Wynaleziono pismo, druk i znacznie więcej chętnych pojawiło się z ambicjami kształcenia. W Polsce, w ciągu ostatnich 15 lat na uniwersytetach pojawiło się pięć razy więcej studentów. Nakłady na naukę i kształcenie wcale się nie zwiększyły. Elitarność zastąpiona została egalitarnością. Nic, tylko się cieszyć?

Na tym optymizmie znaleźć można rysę - grupy studentów są coraz liczniejsze, większość egzaminów odbywa się w formie pisemnej. Coraz mniej bezpośredniego kontaktu mistrz-uczeń? Zupełnie wbrew tradycji uniwersytetu!

Zamiast jednak biadolić i po próżnicy rozdzierać szaty, pora trochę się poduczyć i wykorzystać najnowsze zdobycze techniki. Pora, by i profesor nauczył się w pełni korzystać z internetu.

W zabieganej rzeczywistości brakuje indywidualnych kontaktów. Na wykładach anonimowe tłumy... albo wymowna pustka! Studenci pracują... lub śpią po imprezie.

Seminaria to za mało. Podejmuję próby nauki przez działanie. Próbuję spotykać się w kawiarniach i tam w "nieszkolnej" atmosferze otwarcie dyskutować. To wszystko jednak za mało.

Dwa lata temu zacząłem robić swoją stronę www (www.uwm.edu.pl/czachor). Zacząłem umieszczać przydatne studentom informacje i materiały. Ale to wciąż za mało. I nie syci mnie w pełni. Owszem, zacząłem pisywać do prasy akademickiej. Ale, gdzie umieścić myśli nie do końca uładzone, nie uczesane?

Pora więc spróbować czegoś nowego. A blog ma tę przewagę nad stroną www, że można go pisać z różnych miejsc. A w czasach, gdy pracownik uniwersytetu musi być ciągle na walizkach - jest to ważny argument.

Chciałbym więc zapisywać swoje myśli w mniej zobowiązujący sposób. Chciałbym "od kuchni" pokazać pracę profesora. Tak zupełnie prywatnie i nieoficjalnie.

Liczę, że kontakt z moimi studentami, doktorantami, stażystami, uczniami, nie będzie jednostronny. Liczę, że zechcą Oni skomentować moje przemyślenia i swoją wyrozumiałością pomóc mi w samokształceniu.

 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci