Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Zakazane kubki i długopisy

sczachor

Pomysł na "muzeum nauki" nabiera rumieńców. Udało się zainteresować i drugą gazetę. http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,4222597.html

Najzabawniejszy jest szum i dyskusja na Forum. Kto by pomyślał, że spotka się to z tak energiczną odpowiedzią :). Ale przy okazji pojawił się nowy pomysł do zareklamowania wystawy "Zakazane kubki i długopisy". Dlaczego wystawa budzi kontrowersje? Brzmi ciekawie, tak jak teletubisie czy lektury szkolne niektórych autorów.

Tu przypomina mi się powiedzienie: "Kto nie chce - szuka powodu, kto chce - szuka sposobu". Drodzy studenci, nie wyciągajcie błędnych wniosków, że "nie warto się wychylać". Warto! Obok szukających powodu spotkacie wielu szukających  sposobu. Z tymi ostatnimi warto i "konie kraść". Ja ich znajduję, to i Wy znajdziecie.

Zapytaniowe inspiracje

sczachor

Do filozoficznych poszukiwań z zakresu filozofii i metodologii nauki, w ostatnich dniach zainspirował mnie list:

Szanowny Panie Profesorze

Nazywam się (...), pracuję jako redaktor merytoryczny nad serią
podręczników do nauki biologii w gimnazjum. Obecnie zajmujemy się ekologią. Natrafiliśmy na niespodziewany problem. Otóż mamy kłopot z podaniem definicji nieantagonistycznych zależności międzygatunkowych. Tego typu informacje zawsze staramy się sprawdzać w poważnych źródłach naukowych, jednak w tym wypadku opis np. mutualizmu zmienia się w zależności od źródła. Na domiar złego w różnych publikacjach napotykaliśmy na inne podziały tych zależności. związku z tym w imieniu Wydawnictwa bardzo proszę Pana o pomoc. Czy mógłby Pan nam powiedzieć, jakie obecnie wyróżnia się dodatnie zależności międzygatunkowe? Czy w Polsce istnieje jedna, obowiązująca definicja tych zależności i określony jest ich podział? Z góry dziękuję za pomoc.

Z wyrazami szacunku
M.C.

Ostatnio borykałem się z ekosystemem i krajobrazem. Potyczka z symbiozą okazała się równie inspirująca. Odnalazłem więcej  ciekawym powiązań między modelami ekologicznymi a modelami z filozofii nauki. Okazało się, że zajęcie się naukowymi problemami jest znakomitym relaksem i odpoczynkiem...

Rozwikłałem bałagan i znalazłem źródło niejednoznaczności opinii w zakresie i symbiozy i związków między gatunkami. Teraz warto będzie gdzieś się tym podzielić, aby inni nie odkrywali Ameryki po raz setny. A może niech odkrywają, co będę ograniczał komuś przyjemności przygód intelektualnych i radości odkrywania?

Poza oficjalnymi godzinami

sczachor

Miło mi, że mogę być z moimi studentami także poza zajęciami, na ich ślubach, spotkaniach. Nie tylko w czasie zajęc wyjazdowych, ale także na codzień. Cieszę się z ich sukcesów zawodowych jak i prywatnych.

Stanisław Lem i tajemnica wykształciuchów

sczachor

"Profesor Tarantoga uważa, że ludziom trzeba dwóch rzeczy. Po pierwsze odpowiedzi na KTO, a po drugie na pytanie CO. Przy pierwszym pytaniu chodzi o to, KTO jest wszystiemu winien. Odpowiedź ma być któtka, wskazująca, jasna i wyraźna. Po wtóre, ludziom potrzebne jest to, CO stanowi tajemnicę. Już od dwustu lat uczeni irytowali wszystkich tym, że wiedzieli zawsze więcej i lepiej. Jakże to miło ich ujrzeć bezradnych wobec trójkąta bermudzkiego, latających talerzy, duchowego życia roślin, czy to nie satysfakcjonuje, gdy prosta paryżanka w klimaktrze zna cała przyszłość polityczną świata, natomiast profesorowie są w tym ciemni jak tabaka w rogu."

Stanisław Lem, "Pokój na Ziemi", 1987 (1984).

Pisane ponad 20 lat temu, a jakże aktualne... Zarówno dla zrozumienia bolszewickiej rewolucji (sprzątaczka może być ministrem) jak i IV RP z teletubisiami, ministrem oświaty, który lektur nie czytał i je usuwa ze spisu, "pegerowskich" ekonomistów na ministerialnych stolcach, rozjątrzanej niechęci do wykształciuchów, profesorów, lekarzy, prawników, nauczycieli.

o szczęściu i wypaleniu zawodowym

sczachor

"Szczęście to wewnętrzny spokój, wolność od lęku i pogoni za więcej, bardziej i lepiej. Szczęścia nie znajdziemy gdzieś tam i kiedyś. Wystarczy zatrzymać się dokładnie w tym miejscu, w którym jesteśmy i otworzyć zmysły i serce"

Wojciech Eichelberger

Naukowiec przedsiębiorczy

sczachor

"Zatem naukowiec powinien być przedsiębiorczy. A pod tym hasłem kryją się: idealizm, pasja, ciekawość intelektualna, umiejętność kalkulowania i ponoszenia ryzyka, optymizm, nonkonformizm oraz chęć wykonywania wielu prac (jak się rozkręca interes, trzeba być wynalazcą, sprzątaczką i księgowym)"

prof. Piotr Chomczyński

Wolność myślenia

sczachor

Prawdziwej nauce potrzebny jest entuzjazm, pomysłowość (kreatywność) i wolność myślenia.

ps. "wolność" - od woli a nie powolności :)

Wolność, śmieci i jedzenie

sczachor

Tytułowe słowa łączy niekończący się codzienny wysiłek i praca, której efektów nie bardzo widać. Wolność, stan czystości czy sytości nigdy nie jest dane raz na zawsze. Musimy o nie zabiegać codziennie i wytrwale. Są tak niezbędne i nie da się bez nich żyć.

Skupię się na wolności, bo o śmieciach i sprzątaniu dzikich zakątków przyrody pisałem już wielokrotnie. Z mieszanymi uczuciami złożyłem oświadczenie lustracyjne jeszcze w marcu br. Nie współpracowałem, żeby nie było jakichkolwiek niejasności. Kontakty ze służbami to i miałem, ale jako ofiara a nie współpracownik.

Wydawało mi się, że mam to już „z głowy”, ale  7 maja dostałem  wezwanie  z Gazety Olsztyńskiej. Zostałem poinformowany, że zgodnie z ustawą jeśli nie złożę w terminie oświadczenia lustracyjnego, bądź okażę się kłamcą lustracyjnym, automatycznie utracę na okres 10 lat prawa pełnienia funkcji publicznej (wykonywania zawodu). To znaczy się co? Nie będę mógł pisywać do Gazety Olsztyńskiej oraz innych czasopism? A może zwolniony zostanę z pracy na uczelni? To już zabrzmiało groźnie i komicznie jednocześnie. Groźnie, bo władza „zawsze ma rację”, a odpowiedni paragraf się znajdzie (jak rzekł premier „jeśli nie ma dowodów, to znaczy, że zostały zniszczone”). Naiwnie myślałem, że czasy takie odeszły w 1989 roku. Chyba się jednak myliłem… Widać o wolność i godność trzeba zabiegać codziennie.

Do tej pory nie czułem się dziennikarzem. Pisanie uważam za obowiązek pracownika uniwersytetu. Teraz mam już „papier” na dziennikarza. Bo jak napisano w rzeczonym piśmie „W rozumieniu prawa prasowego dziennikarzem jest każda osoba, która wykonuje ten zawód jak również osoba, która zajmuje się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych na rzecz i z upoważnienia redakcji”.  A nieco wcześniej zaznaczono, że jestem „współpracownikiem”.  Podkreślę dobitnie, że swoje felietony pisuję zupełnie bezpłatnie.  Z mojego punktu widzenia jest to forma popularyzacji nauki i wypełniania misji uniwersytetu. Skąd więc moje zaniepokojenie?

Jeden przykład. Kilka lat temu rozpocząłem się z rocznego PITu. Wyszło, że muszę dopłacić  5 zł i 20 gr. No to spisałem z tablicy w urzędzie numer konta i zapłaciłem. Za jakiś czas otrzymałem listem poleconym wezwanie do urzędu skarbowego tytułem wyjaśnienia zalegania z zapłatą należnego podatku. Wziąłem dowód wpłaty i poszedłem wyjaśnić. Uznano moje wyjaśnienia i wróciłem spokojnie do domu. Za kilka tygodni otrzymałem ponowne wezwania – już bardziej kategoryczne. Niestety w wyznaczonym terminie nie mogłem stawić się w urzędzie, bo wyjechałem na jakąś konferencję naukową. Pod moją nieobecność do domu przyszedł komornik i chciał „zająć” telewizor. Na usilne błagania żony i zapewnienia, że na pewno zapłaciliśmy, komornik odstąpił od egzekucji. Po powrocie „w te pędy” udałem się do urzędu skarbowego z papierami i wyjaśnieniami. Dodam tylko, że urzędnik przeprosił mnie za całe zajście.

Wypełniłem już dwa oświadczenia lustracyjne. Na dodatek nie współpracowałem ze służbami bezpieczeństwa PRL. Ale mimo to, obawiam się, że utracę prawo wykonywania zawodu, bo być może gdzieś jeszcze nie złożyłem oświadczenia. Na dodatek czuję się inwigilowany. Wszak jestem ekologiem, dziennikarzem i na dodatek wykształciuchem.

W IV RP zaczynam bać się porannego pukania do drzwi i widoku listu w skrzynce pocztowej. Zupełnie jak w PRL-u. Widać wolność nie jest dana raz na zawsze. Wolność trzeba wywalczać codziennie i nieustannie. Ale to dobrze, bo już się martwiłem, że nowe pokolenie nie będzie miało nic ważnego do zrobienia. Zupełnie tak samo jak nie da się najeść raz na całe życie, posprzątać czy raz tylko się umyć, aby być zawsze czystym. Codzienne praca, która nigdy nie ma końca. Drodzy studenci – dla was też zostawiliśmy do załatwienie sporo ważnych spraw, zarówno w zakresie „ekologii”, śmieci jak i wolności. Nie kończąca się opowieść, nie kończąca się wytrwała praca.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci