Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Zrozumieć Rosję

sczachor

Czytam właśnie książkę Andrzeja Michałka "Słowianie - Słowianie Wschodni" wydaną przez Bellonę w 2005 roku. Książka historyczna ciekawie napisana, pięknie ilustrowana. Bardzo dobrze opisuje mentalnośc plemion koczowniczych, powstanie ord i ciekawie opisuje historię Rusi (Średniowiecze).

Owo spotkanie z historią, za posrednictwem autora, pozwala lepiej zrozumieć współczesną Rosję. Zrozumieć i teror sowiecki, i dzisiejszą mentalność. Pozwala zrozumieć dlaczego Rosjanie tak łatwo przyjmują okrucieństwo, przyjmują silnego i bezwględnego władcę, dlaczego chwalą Iwana Groźnego, Piotra, Lenina, Stalina... Niska samoocena i oczekiwanie wielkości w silnym władcy? Może dlatego Putin kreuje się na "silnego" prezydenta?

Mentalnośc Rosjan ma wielowiekowe korzenie. I chyba wiele wieków upłynie, zanim się zmienią.

Warto poznać tę głębszą mentalność sąsiadów. Już za kilka dni, będę miał okazję pracować ze studentami z Obwodu Kaliningradziego. Czy poznanie historii ułatwi spotkanie ze współczesnością?

Niby w wielu warstwach jesteśmy tacy sami kulturowo, a jednak w wielu aspektach wyraźnie się różnimy. Może łatwiej będzie o przyjaźń, gdy poprzedzi ją głębsze zrozumienie?

Cieszyć się sukcesami innych

sczachor

Czterdziestka to wiek przełomowy. Powolutku aktywność biologiczna spada (mam już z górki?), lecz doświadczenia przybywa. Trudno jest ustąpić pola nowemu pokoleniu... Jaką dla siebie rolę odnaleźć, jakie miejsce w życiu, jaki postawić sobie cel po tym czterdzestkowym przewartościowaniu?

U siebie też zauważam zmiany. Kiedyś bardzo aktywnie walczyłem o kolejne sukcesy. Szukałem nowych wyzwań, w jakimś sensie chcąc sprawdzić ile jestem wart. Teraz jakoś nie cieszą mnie kolejne publikacje... I co z tego, że będzie kolejna? Jaki po sobie zostawię ślad?

Teraz znacznie bardziej cieszę się sukcesami swoich doktorantów i studentów. Mój wysiłek jest niewidoczny, a jednak odczuwam dużą satysfakcję. Staram się nauczyć tego, co sam porafię.Mam nadzieję, że oni zajdą dalej!

Właśnie ukazała się kolejna publikacja ściśle naukowa, moich studentów. Czas druku normalny... ale studenci są już po obronach. Będzie publikacja "na nową drogę życia". Może w jakimś sensie ułatwi im start i znalezienie pracy? Może choć wzmocni poczucie własnej wartości?

Szybciej ukazują się eseje i sprawozdania. Co prawda nie sa naukowe, ale dobrze, zeby biolog umiał pisać i ciekawie opowiadać. Ukazało się ich kilka w Wadomościach Uniwersyteckich, Gazecie Studenckiej i w Gazecie Uniwersyteckiej. Dobrze, że nie tylko jedna osoba (Piotr, Ania, Madga, Małgosia, Ela, Paulina).

Cieszą mnie ich odkrycia i sukcesy. I to, że mogą zobaczyć namacalny ślad swojego wysiłku intelektualnego.

będąc myszką doświadczalną

sczachor

Najczęściej pomysły sprawdzam w głowie. Eseje czy felietony dojrzewają czasem długo, na wielu spacerach, w czasie jazdy autobusem czy pociągiem. Czasem dojrzewają bardzo szybko, w czasie pisania. Czasem "napisane" w głowie pozostają tamże na wiele lat. Że nie zwerbalizowane? A czy jest większa różnica między pomyślanym w skrytości, a napisanym, lecz przez nikogo nie przeczytanym?

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie tamat relacji mistrz-uczeń, temat bezpośrednich kontaktów ze studantami. Na uniwersytecie robi sie jak w supermarkecie: pospieszne, anonimowe tłumy. Gdzie i jak spotkać się ze studentem?

Ogromnie cenię sobie wakacyjne wyjazdy w teren. Odizolowanie od świata sprzyja rozmowom. Nie ma się dokąd spieszyć. Można pobyć ze sobą nie tylko od dzwonka do dzwonka. Mam wtedy szansę lepiej zapoznaćc swoich studentów, odkryć ich talenty, odkryć ich ciekawy świat.

Raz do roku to za mało. Kluby studenckie w miasteczku akademickim są zbyt zadymione. Na Starówce jest więcej ciekawym miejsc, ale daleko i czasem dla studentów za drogo.

Cały ten blog jest eksperymentem. Po pierwsze jest pomocą w napisaniu felietonu do Gazety Uniwersyteckiej. Chcę sam na sobie spróbować zupełnie nowej dla mnie możliwości. Iście jak nastolatek... A przy okazji jeszcze raz zastanowić się nad tym, co chciałbym napisać. To taki wirtualny spacer. Nie słychać ćwierkania świerszczy, szumu lisci... ale gdzieś tam na dysku pozostaje maleński ślad.  

Jak na biologa przystało do doświadczeń wykorzystuję "białe myszki". Tym razem sam jestem eksperymentalną myszką.

w połowie, to za dużo

sczachor

No tak, pisałem, pisałem, zrobiłem podgląd... i wszystko zniknęło. Ech, blondyna ze mnie. Siwy po boczkach jestem, to za taką połowiczną blondynkę mogę robić.

Za dużo powiedziane, że w połowie. Ten blog to dopiero w powijakach. Tak jak i moja nauka. Ledwom sie dobrał do edytora. I nijak kredkami mojego bloga nie da się pokolorować. Ino ekran zapaćkałem :).

Chyba trzeba będzie spróbować inaczej.

A z drugiej strony, będzie to czytał ktokolwiek poza mną?

Wileński Warmiak

sczachor

Urodziłem się w Lidzbarku Warmińskim. Z urodzenia jestem więc Warmiakiem. Ale macierzysta babcia i dziadek ciągle opowiadali o utraconej Wileńszczyźnie. Ta tęsknota wsiąkła we mnie i tkwi głęboko korzeniami.

Wypędzeni tesknili, żyjąc na ziemi wypędzonych...

Potem mieszkałem na Mazowszu. Tam też są moje korzenie, które niedawno odkryłem (www.uwm.edu.pl/czachor/czachorowiana). Kimże więc jestem? Czy jestem Warmiakiem? Czy może zabużańskim Kresowiakiem? A może Mazurem z Mazowsza?

Im głębiej korzaniami wrastam w tradycję rodzinną, im bardziej poznaję indywidualne dzieje swoich krewnych i przodków, tym bardziej czuję się .... Europejczykiem!

Tak właśnie, Europejczykiem poprzez swoją mazowieckość, kresowość, warmińskość i .. współczesność.

Myśli kategoryczne

sczachor

Jeden wpis, to jeszcze nie problem. Jeśli jednak wybiec myślami do przodu... Będzie tu bałagan! Wypadałoby więc skorzystać z możliwości i pogrupować wpisy. Czyli stworzyć kategorie. Ale jak tu wymyśleć i przewidzieć to, o czym i jak będę pisał? Coś, co rodzi sie w bóli (ej tam bólu, w przyjemnosci!) tworzenia jest jeszcze nieokreślone.

Wymyśliem tych kilka kategorii. Ale czy zmieszczę się kategorycznie w tych kategoriach? A może niektóre działy zostaną pustynią na wieki?

Na razie będę odkrywał możliwosci i bawił się słowami. Tak, aby zawrzeć w jednym zwrocie "kategoryczne", i myśli kategoryczne, i myśli pogrupowane w kategorie :)

Najpierw więc będzie nieokreślona poezja... potem uporządkowana proza.

W końcu dojrzałem

sczachor

Dawno minęły czasy, gdy w akademii, pod oliwnym drzewem, mistrz prowadził spokojne dyskusje z uczniami. Wynaleziono pismo, druk i znacznie więcej chętnych pojawiło się z ambicjami kształcenia. W Polsce, w ciągu ostatnich 15 lat na uniwersytetach pojawiło się pięć razy więcej studentów. Nakłady na naukę i kształcenie wcale się nie zwiększyły. Elitarność zastąpiona została egalitarnością. Nic, tylko się cieszyć?

Na tym optymizmie znaleźć można rysę - grupy studentów są coraz liczniejsze, większość egzaminów odbywa się w formie pisemnej. Coraz mniej bezpośredniego kontaktu mistrz-uczeń? Zupełnie wbrew tradycji uniwersytetu!

Zamiast jednak biadolić i po próżnicy rozdzierać szaty, pora trochę się poduczyć i wykorzystać najnowsze zdobycze techniki. Pora, by i profesor nauczył się w pełni korzystać z internetu.

W zabieganej rzeczywistości brakuje indywidualnych kontaktów. Na wykładach anonimowe tłumy... albo wymowna pustka! Studenci pracują... lub śpią po imprezie.

Seminaria to za mało. Podejmuję próby nauki przez działanie. Próbuję spotykać się w kawiarniach i tam w "nieszkolnej" atmosferze otwarcie dyskutować. To wszystko jednak za mało.

Dwa lata temu zacząłem robić swoją stronę www (www.uwm.edu.pl/czachor). Zacząłem umieszczać przydatne studentom informacje i materiały. Ale to wciąż za mało. I nie syci mnie w pełni. Owszem, zacząłem pisywać do prasy akademickiej. Ale, gdzie umieścić myśli nie do końca uładzone, nie uczesane?

Pora więc spróbować czegoś nowego. A blog ma tę przewagę nad stroną www, że można go pisać z różnych miejsc. A w czasach, gdy pracownik uniwersytetu musi być ciągle na walizkach - jest to ważny argument.

Chciałbym więc zapisywać swoje myśli w mniej zobowiązujący sposób. Chciałbym "od kuchni" pokazać pracę profesora. Tak zupełnie prywatnie i nieoficjalnie.

Liczę, że kontakt z moimi studentami, doktorantami, stażystami, uczniami, nie będzie jednostronny. Liczę, że zechcą Oni skomentować moje przemyślenia i swoją wyrozumiałością pomóc mi w samokształceniu.

 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci