Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

o szczęściu i wypaleniu zawodowym

sczachor

"Szczęście to wewnętrzny spokój, wolność od lęku i pogoni za więcej, bardziej i lepiej. Szczęścia nie znajdziemy gdzieś tam i kiedyś. Wystarczy zatrzymać się dokładnie w tym miejscu, w którym jesteśmy i otworzyć zmysły i serce"

Wojciech Eichelberger

Naukowiec przedsiębiorczy

sczachor

"Zatem naukowiec powinien być przedsiębiorczy. A pod tym hasłem kryją się: idealizm, pasja, ciekawość intelektualna, umiejętność kalkulowania i ponoszenia ryzyka, optymizm, nonkonformizm oraz chęć wykonywania wielu prac (jak się rozkręca interes, trzeba być wynalazcą, sprzątaczką i księgowym)"

prof. Piotr Chomczyński

Wolność myślenia

sczachor

Prawdziwej nauce potrzebny jest entuzjazm, pomysłowość (kreatywność) i wolność myślenia.

ps. "wolność" - od woli a nie powolności :)

Wolność, śmieci i jedzenie

sczachor

Tytułowe słowa łączy niekończący się codzienny wysiłek i praca, której efektów nie bardzo widać. Wolność, stan czystości czy sytości nigdy nie jest dane raz na zawsze. Musimy o nie zabiegać codziennie i wytrwale. Są tak niezbędne i nie da się bez nich żyć.

Skupię się na wolności, bo o śmieciach i sprzątaniu dzikich zakątków przyrody pisałem już wielokrotnie. Z mieszanymi uczuciami złożyłem oświadczenie lustracyjne jeszcze w marcu br. Nie współpracowałem, żeby nie było jakichkolwiek niejasności. Kontakty ze służbami to i miałem, ale jako ofiara a nie współpracownik.

Wydawało mi się, że mam to już „z głowy”, ale  7 maja dostałem  wezwanie  z Gazety Olsztyńskiej. Zostałem poinformowany, że zgodnie z ustawą jeśli nie złożę w terminie oświadczenia lustracyjnego, bądź okażę się kłamcą lustracyjnym, automatycznie utracę na okres 10 lat prawa pełnienia funkcji publicznej (wykonywania zawodu). To znaczy się co? Nie będę mógł pisywać do Gazety Olsztyńskiej oraz innych czasopism? A może zwolniony zostanę z pracy na uczelni? To już zabrzmiało groźnie i komicznie jednocześnie. Groźnie, bo władza „zawsze ma rację”, a odpowiedni paragraf się znajdzie (jak rzekł premier „jeśli nie ma dowodów, to znaczy, że zostały zniszczone”). Naiwnie myślałem, że czasy takie odeszły w 1989 roku. Chyba się jednak myliłem… Widać o wolność i godność trzeba zabiegać codziennie.

Do tej pory nie czułem się dziennikarzem. Pisanie uważam za obowiązek pracownika uniwersytetu. Teraz mam już „papier” na dziennikarza. Bo jak napisano w rzeczonym piśmie „W rozumieniu prawa prasowego dziennikarzem jest każda osoba, która wykonuje ten zawód jak również osoba, która zajmuje się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych na rzecz i z upoważnienia redakcji”.  A nieco wcześniej zaznaczono, że jestem „współpracownikiem”.  Podkreślę dobitnie, że swoje felietony pisuję zupełnie bezpłatnie.  Z mojego punktu widzenia jest to forma popularyzacji nauki i wypełniania misji uniwersytetu. Skąd więc moje zaniepokojenie?

Jeden przykład. Kilka lat temu rozpocząłem się z rocznego PITu. Wyszło, że muszę dopłacić  5 zł i 20 gr. No to spisałem z tablicy w urzędzie numer konta i zapłaciłem. Za jakiś czas otrzymałem listem poleconym wezwanie do urzędu skarbowego tytułem wyjaśnienia zalegania z zapłatą należnego podatku. Wziąłem dowód wpłaty i poszedłem wyjaśnić. Uznano moje wyjaśnienia i wróciłem spokojnie do domu. Za kilka tygodni otrzymałem ponowne wezwania – już bardziej kategoryczne. Niestety w wyznaczonym terminie nie mogłem stawić się w urzędzie, bo wyjechałem na jakąś konferencję naukową. Pod moją nieobecność do domu przyszedł komornik i chciał „zająć” telewizor. Na usilne błagania żony i zapewnienia, że na pewno zapłaciliśmy, komornik odstąpił od egzekucji. Po powrocie „w te pędy” udałem się do urzędu skarbowego z papierami i wyjaśnieniami. Dodam tylko, że urzędnik przeprosił mnie za całe zajście.

Wypełniłem już dwa oświadczenia lustracyjne. Na dodatek nie współpracowałem ze służbami bezpieczeństwa PRL. Ale mimo to, obawiam się, że utracę prawo wykonywania zawodu, bo być może gdzieś jeszcze nie złożyłem oświadczenia. Na dodatek czuję się inwigilowany. Wszak jestem ekologiem, dziennikarzem i na dodatek wykształciuchem.

W IV RP zaczynam bać się porannego pukania do drzwi i widoku listu w skrzynce pocztowej. Zupełnie jak w PRL-u. Widać wolność nie jest dana raz na zawsze. Wolność trzeba wywalczać codziennie i nieustannie. Ale to dobrze, bo już się martwiłem, że nowe pokolenie nie będzie miało nic ważnego do zrobienia. Zupełnie tak samo jak nie da się najeść raz na całe życie, posprzątać czy raz tylko się umyć, aby być zawsze czystym. Codzienne praca, która nigdy nie ma końca. Drodzy studenci – dla was też zostawiliśmy do załatwienie sporo ważnych spraw, zarówno w zakresie „ekologii”, śmieci jak i wolności. Nie kończąca się opowieść, nie kończąca się wytrwała praca.

Absurd lustracji - czyli kropla, która przelała szalę cierpliwości

sczachor

Dzisiaj dostałem drugie już wezwanie do złożenia oświadczenia lustracyjnego. Najpierw zaskutkowało to salwą serdecznego śmiechu. Potem zdenerwowaniem i decyzją - tak dalej być nie może, to nie jest drobna sprawa.

1. Nie byłem tajnym ani jawnym współpracownikiem służb PRL. Byłem jedynie inwigilowany i szykanowany. Z dawnymi donosicielami TW pracuję do dzisiaj (nie doczekałem się jeszcze "przepraszam"). Raz byłem przesłuchiwany przez SB. Raz próbowano mnie wyrzucić ze studiów za rozwieszanie plakatów i próbę założenia studenckiego klubu plastycznego "Klika Lenia". Kierownikiem studenckiego klubu "Docent" byłem przez 24 godz. Po naciskach "z góry" zostałem odwołany. Ale wielkim opozycjonistą nie byłem. Zbyt późno się urodziłem, na studia trafiłem dopiero w 1982 r.

2. Jedno oświadczenie lustracyjne już złożyłem na uczelni. Z obrzydzeniem, ale złożyłem. Trzeba udowadniać swoją niewinmność? No dobra, niech im będzie. Taka sobie "lojalka IV RP".

3. Dzisiaj dostałem kolejne wezwanie. Tym razem z Gazety Olsztyńskiej. Pod groźbą utraty prawa pełnienia funkcji publicznej na okres 10 lat. Tyle tylko, że nie jestem dziennikarzem Gazety Olsztynskiej. Pisuję bezpłatnie felietowny do Gazety Uniwersyteckiej. Na zdrowy rozum nie podlegam ustawie... Ale nie dziwię się wydawcom. Wysyłają jak leci, bo takiej liczby lustracji nikt nie jest w stanie zrealizowac sensownie.

4. Na swojej stronie umieszczę w najblizszym czasie swoje oświadczenie lustracyjne. Pisywałem i pisuję do wielu czasopism. Będą mieli "z głowy". Na dodatek wydaję newsletter naukowy "Trcihopteron" - jestem więc redaktoremm i wydawcą. Pewnikiem za jakiś czas "kolbami do drzwi załomocą", może o 6 rano i w kajdankach wyprowadzą... bo nie złożyłem oświadczenia lustracyjnego.

Ten absurd bubla prawnego zaczyna być już irytująco komiczny. No bo ileż można składać oświadczeń lustracyjnych?

Czynić świat piękniejszym

sczachor

Poczucie odpowiedzialności za świat wokół nas przybiera różnorodne formy. Najczęściej są to mało widoczne, lokalne i indywidualne inicjatywy. Czasem przybierają formę dużych wydarzeń medialnych. Tak jest z Dniem Ziemi obchodzonym 22 kwietnia. Pomysł zrodził się z wiosennego sprzątania i nie pogodzenia się z rosnącym zaśmieceniem najbliższej okolicy.

Kwiecień i maj obfituje w różnorodne, spontaniczne lub bardziej zorganizowane akcje sprzątania dzikich zakątków przyrody. Ale to coś więcej niż prace porządkowe. To głęboko rozumiane czynienie świata piękniejszym, oczyszczanie z różnego typu „śmieci” i przekształcanie ich w rzeczy piękne i wartościowe. To wyraz dojrzałej odpowiedzialności za samego siebie i swoją lokalną, małą ojczyznę.

Kiedy u progu wiosny, wraz z protestem w Dolinie Rospudy, do policji skierowana została instrukcja, aby „obserwować” ekologów w całej Polsce, tak jak bandytów, złodziei, prostytutki i agresywnych kibiców, poczułem się upokorzony i zdziwiony. To aż takie stanowię zagrożenie dla porządku w państwie? A może studenci?

Od początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nakłady na ochronę środowiska w Polsce wyraźnie wzrosły. W efekcie tego zmniejszyło się zanieczyszczenie wody, powietrza, gleby, żywności a logicznym następstwem była i jest stała poprawa zdrowia i zwiększenie długości życia Polaków o kilka lat. Nie jest więc prawdą, że szeroko rozumiana „ekologia” jest wroga społeczeństwu i pojedynczemu człowiekowi. Dzięki działaniom – tym dużym i tym małym – na rzecz środowiska (przecież przede wszystkim środowiska życia człowieka!) obserwujemy także podniesienie się jakości życia, co widać i w Olsztynie. Póki Łyna była cuchnącą rzeką Starówka była martwa. Kto umówiłby się na romantyczny spacer lub miłosną schadzkę w brzydkie miejsce o nieprzyjemnym zapachu? Gdyby Wokulski nie wchodził drzwiami kuchennymi i nie powąchał brzydkiego zapachu gotowanego kalafiora, może inaczej ułożyłyby się jego sercowe poczynania. Nad czystą i coraz piękniejszą Łyną rozkwita turystycznie olsztyńska Starówka. Wymiernie przekłada się to na dochody olsztyniaków.

Podobnych przykładów jest znacznie więcej. Do nich należą także i studenckie akcje sprzątania dzikich zakątków przyrody, opracowywanie ścieżek dydaktycznych, sadzenie drzew, inwentaryzowanie zasobów przyrody. Nieodłącznym elementem tak pomyślanych projektów jest wspólne świętowanie i wspólna zabawa w plenerze. Być może współczesne majówki nabierać zaczną nie tylko wymiaru społecznego i patriotycznego ale i „ekologicznej” odpowiedzialności za biosferę. To nie tylko forma nauczania poprzez projekt, to także czynienie świata piękniejszym. Także w tym poza przyrodniczym wymiarze dostrzegania wartości w rzeczach wyrzuconych, nadawanie sensu rzeczom z pozoru niepotrzebnym.  To także oczyszczanie języka i sposobu myślenia z różnych jadowitych dla umysłu „śmieci”. Przygarnięcie zamiast odrzucenia, wysiłek zrozumienia w miejsce stereotypu wrogiej obcości.

Ekolodzy nie są zagrożeniem. Ekolog to naukowiec, biolog zajmujący się nauką o organizmach żywych w ich środowisku. W relacjach prasowych raczej chodzi o sozologów (sozologia to nauka o ochronie środowiska), a najpewniej o działaczy społecznych – tych poprawniej nazywać „zielonymi”. Ale także sozolodzy i zieloni nie są zagrożeniem dla społeczeństwa.

Tej wiosny także i ja po raz kolejny zbierałem śmieci i butelki w „lesie”. To praca nie mająca końca, bo nie jest to produkowanie czegoś a podtrzymywaniem stanu. W tym przypadku podtrzymywanie stanu czystego środowiska, środowiska człowieka w wielu wymiarach. Tak jak nie da się najeść raz na całe życie, nie wystarczy raz się umyć, aby całe życie być czystym, tak nie wystarczy raz posprzątać okolice Jeziora Kortowskiego. Czynić świat piękniejszym trzeba każdego dnia.

Razem ze swoimi studentami zbieram śmieci w lesie, nad jeziorem, w dzikich zakątkach przyrody, rozdaję własnoręcznie malowane butelki i słoiki (to taki reusing), zachęcam do zmiany stylu życia. Uważam, że najlepiej  zaczynać zmienianie świata od samego siebie. Nie sprzątam po sobie, sprzątam dla siebie!

Na kolejnym majowym spacerze zamierzam wyszukiwać to, co wyrzucone i szpeci, to co duszę rani brzydotą. Dostrzec wartość i uwidocznić piękno w tym co z pozoru bezwartościowe. Wyrzucone butelki (opakowanie) to tylko symbol. Ta sama butelka pomalowana – a jakże, we wzory przyrodnicze - staje się czymś pięknym, może nawet dziełem sztuki. Rozdaję je przyjaciołom, gościom z daleka i tym, którzy do zbierania śmieci się dołączają. Moje malowane szkło jest już w kilka krajach europejskich i wielu miejscach Polski.  O tyle mniej jest śmieci w okolicach mojego Kortowa.

Zachęcając studentów do podobnych działań chcę osiągnąć coś jeszcze. To „coś” jest metodą projektu i nauką przez działanie. Może chociaż w małym stopniu uda się podnieść odrzucone ludzkie „śmieci” niedoceniania i lekceważenia, które dla samych siebie i innych zobaczą się w zupełnie nowym świetle. Ludzkich „dzieł sztuki”.

Optymiści, pesymiści i jakość życia

sczachor

Zarówno optymista jak i pesymista kiedyś umrze. Ale każdy z nich zupełnie inaczej korzysta z życia. Jeden widzi szklankę do połowy napełnioną (i się cieszy), drugi do połowu pustą (i się smuci, czasem, że u innych szklanka jest do połowy napełniona!).

"To, czy cieszę się szczęściem czy doświadczam cierpienia, zależy tylko ode mnie"

Dalajlama

Znalezione w Internecie

sczachor

"Nieważne gdzie się uczysz, ważne jak to robisz."

równie ważne jest także i takie stwierdzenie:

Nieważne gdzie nauczasz, ważne jak to robisz.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci