Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

poczucie szczęścia, poczucie sensu

sczachor
Przygotowuję się do wykładów z ochrony środowiska. Przypominam sobie różne przykłady i główny cel przedmiotu. A także to, co bym chciał osiagnąć. Na przykład w zakresie postaw.
Jak na zamówienie dostałem list od swojego magistranta. Umocnił mnie w moim przekonaniu i dostarczył kilka pomysłów do rozbudowania. A ponieważ list bardzo ciekawy, więc go cytuję w dużych fragmentach:

Chciałem się podzielić moimi wrażeniami dotyczącymi życia Holendrów. Robimy czasem wypady za miasto i obserwujemy rzeczywistość. Jaka ona jest? Zadbane domy - nawet samotnie stojące siedliska. Nawet centymetr gruntu się nie marnuje. Odbyło się tu głosowanie, czy sklepy mają być czynne w niedziele, czy nie. Wygrała druga opcja. Ludzie potrafią tu własnym ciałem zagrodzić drogę jeśli ktoś chce gdzieś wyjechać w niedzielę! Kultura na drogach - dla Polaków coś niesamowitego. Życie toczy się tu
wolniej. Widzieliśmy raptem 2-3 szybko jadące samochody - wyłącznie młodzi ludzie. Wypadki mimo to się zdarzają.
Holendrzy dbają o miłą i luźną atmosferę w pracy - liczy się efekt = praca ma być zrobiona, a nie to, żeby ktoś kogoś gnębił. Niestety nie są to zbyt wylewni ludzie = problem jest na tyle duży, że organizowane są spotkania i wykłady związane z tym tematem. W naszym akademiku jest mieszanka różnych krajów. Jak wypada porównanie: Tzw. "blok wschodni" (Czesi i Polacy) charakteryzują się tendencją do narzekania zamiast działania. Scenka sytuacyjna: w zlewie są czyjeś brudne naczynia - zostawił je
Hiszpan lub Portugalczyk, przychodzi Polak po raz pierwszy - narzeka, że brudno, po raz drugi, trzeci - nadal narzeka - o brudnych naczyniach wie od niego już prawie całe piętro, ale nic nie zrobił, Czech zabiera swoje brudne naczynia i w ogóle nie przejmuje się kuchnią, przyszedł Austriak i pozmywał :) To jest dla mnie kolejne potwierdzenie na to, że w Polsce bardzo potrzebna jest edukacja skierowana na wyuczenie ciągłego stawiania sobie pytania: "Co się stanie, jeśli każdy postąpi tak jak Ja?" To pytanie jest naprawdę niesamowite. Proste i skuteczne.
Druga sprawa - umiejętność cieszenia się. Jakoś mam dziwne wrażenie, że Polacy nigdy nie będą szczęśliwi bez względu na ilość zarabianych pieniędzy. Czytałem ostatnie badania dotyczące zadowolenia z życia na świecie. I kto jest najbardziej optymistycznym narodem? O ile dobrze pamiętam - Kenia!!! Przychód per capita jest mały, ale potrafią docenić to, co mają. A kim są najwięksi pesymiści? Zaskoczenie: Polacy. Dochód na mieszkańca nie odzwierciedla poziomu zadowolenia. Jest taka zasada osiągania
sukcesów: Sukces przychodzi do tego, kto jest na niego gotowy. My chyba nie jesteśmy, dlatego jawi się on wielu naszym rodakom jako coś, co gdzieś tam jest w oddali, ale nigdy tego nie dotykamy. W związku z powyższym nasuwa mi się hipoteza, że dopóki nie poczujemy się szczęśliwi już teraz, w tych a nie innych warunkach, dopóty tego "prawdziwego szczęścia" nigdy nie zdobędziemy. Pomóżmy zrozumieć to innym - tym, którzy jeszcze tego nie wiedzą. Przed nami jeszcze dużo pracy, ale nie poddawajmy
się!
Pozdrawiam, M.S.

Wikopediowanie

sczachor

Średniowieczno-oświeceniowy romantyzm

Dawno temu wpisałem do Wikipedii krótkie hasło o chruścikach. Teraz na nowo zajrzałem do tej wirtualnej encyklopedii. I dopisałem znacznie więcej. Ale to dopiero początek.

Bardzo podoba mi się idea Wikipedii. Ma coś w sobie ze średniowiecznej anonimowości, gdzie dzieło ważniejsze niż autor. Ma coś w sobie z chrześcijańskiej bezinteresowności i pracy dla innych. I w końcu ma coś w sobie z zapału francuskich encyklopedystów.

Jest pewną odtrutką dla świata zlicencjonowanego z przerostem roszczeń praw autorskich, świata z nieustającymi metkami. Pięknie jest zrobić coś dla innych i nie myślec o cytowaniach, rankingach naukowych, publikacjach z listy filadelfijskiej...

Od kilku lat noszę się z zamiarem napisania monografii o chruścikach Polski. Od kilku dni kusi mnie, aby pisać właśnie w Wikipedii. NIe będzie pozycji w dorobku naukowym, cytowań, sławy ( :) ). Ale będzie przyjemność robienia czegoś dobrego i wartościowego.

Paręnaście lat temu, zmierzając się z bogactwem naukowego słownictwa, zacząłem wynotowywać hasła biologiczne i ekologiczne na kartach papietu (uzbieray się tego ze dwa pudła). Miał to być mój podręczny słownik-encyklopedia. Wiele godzin żmudnej pracy. Ale w tym czasie ukazało się kilka pozycji leksykonowych i encyklopedycznych. Moja praca straciła głębszy sens. Ponadto, aby ja dokończyć należałoby zaangażować zespół redaktorów i poświęcić jeszcze bardzo dużo czasu.

Z Wikipedią jest inaczej. Nawet maleńki wkład pracy przynosi wymierne korzyści. Cokolwiek zostaje.

Plagiat czy zbytnia pomoc?

sczachor
Plagiat czy zbytnia pomoc?

Toczy się u nas właśnie gorąca dyskusja na temat ewentualnego plagiatu:
http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,48726,3111343.html
http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3112699.html

Po zapoznaniu się z cytowanymi nielalże identycznymi fragmentami (prace mgr i rozprawa habilitacyjna) uczucia mam mieszane. To może być plagiat... ale także może być zbytnia pomoc promotora magistrantowi w pisaniu pracy. Być może promotor zbytnio pomagał studentowi przy pisaniu i
zamiast w dyskusji zmuszać do samodzielnego wyciągania wniosków, za niego
napisał (aby się w końcu nie męczyć).

W każdym razie komisja ma co robić. I chyba będzie musiała porozmawiać z
autorami wspomnianych prac magisterskich.

A środowisko akademickie musi jeszcze raz dogłębnie przemyśleć standardy
prowadzenia prac magisterskich. Ile i jak pomagać, aby nie prowokować
dwuznacznych sytuacji. Z jednej strony możliwość posądzenia o plagiat, z drugiej posądzenia o pisanie pracy za studenta... I w końcu zbyt mała pomoc w wykonaniu pracy, zbyt mała życzliwość i pozostawianie magistranta samego sobie, bez należytego wsparcia. Ot trudna podróż między Scyllą a Charybdą...
I zastawnawianie się nad mądrą życzliwością.

Muzyka europejska w przyrodzie

sczachor
W noworocznym prezencie od prof. L. szarzyńskiego dostałem autorską płytę "Muzyka Europejska w Przyrodzie Warmii i Mazur". Nie dość, że miło się słucha kwartetu  Pro Musica Antiqua, to jest wielce inspirująca. Niezwykle oryginalny sposób na promocję regionu, łacząc walory przyrodnicze z doznaniami dla melomana.

Granica pojednania

sczachor

Łajs to malutka wioska na dawnej granicy Warmii i Mazur. Kiedyś była tu szkoła. Teraz nie słychać ryku krów ani piania kogutów. Pola zarośnięte lasem. Teraz to osada turystyczna ożywajaca jedynie latem.
Ze zwierząt gospodarskich to tylko 3 konie i psy. łatwiej spotkać bobra (dwie rodzinki we wsi), norkę amerykańską (wydusiły wszlkie kury jakie się jeszcze ostały), czy dzika.
No i pod śniegiem spotkać można niemieckiego skrzata...

Na wieś i do lasu

sczachor
W styczniu będę na stażu... w lesie i na wsi.Tak w ramach transferu wiedzy do przedsiebiorstw i podnoszenia konkurencyjnosci naszych firm. Będe pracowął nad wspieraniem turystyki.
Mam trochę pomysłów, ale myślę że w ciszy zaśnieżonego lasu wymyślę coś nowego.
Namawiam moich studentów i dokotorantów na staże absolwenckie. Pora samemu sprawdzić na "własnej skórze".

samotnia w podróży

sczachor
W zabieganym życiu brak czasu na spokojne przemyślenia. Filozofuje się dopiero w czasie wakacji... i najchętniej w przyrodzie.
Drobne chwile wytchnienia i pustelniczej samotności znajduję w podróżach. Czekanie na stacji, jazda pociągiem - wymuszone oderwanie od spraw bieżących. Okazja do spojonych, samotych przemyśłeń, wyciszenia, poczytania książki.
Pustelnia w podróży. Czas suszenia sieci, czas ładowania, regeneracji wewnętrznych akumulatorów.
Dlatego lubię podroże pociągami.

Jak Polak uczy Europejczyka...

sczachor
Moi studenci za granica nie próżnują:
"Michał wprowadził w naszym akademiku segregację śmieci! Umieścił specjalny karton na makulaturę w kuchni, wydębił skądś dodatkowe wiaderko na odpady organiczne, szklane rzeczy są ustawiane w jednym miejscu, a puszki zbierane do jednej reklamówki! A co najważniejsze nikt się nie sprzeciwił, wręcz odwrotnie! :) Zbieramy także butelki po piwie i zanosimy do sklepu gdzie oddają nam za nie pieniążki :) Które odkładamy na jakiś zbożny cel" (Ania)
 
Najbardziej cieszy mnie to, że nie czyją sie gorsi w tej dalekiej Holandii i że są aktywni.

budowanie z odpadów

sczachor
sesja malarska trochę się przedłuża. Ale malując - dla relaksu - butelki, wymyśliłem sobie, że warto by zrobić aukcję. Aukcje rzeczy powstawłych z odpadów, a zamienionych w rzeczy użytkowe i/lub piękne (dziełem sztuki zwane). Butelkę, słoik zamiast wyrzucić, można pomalować. Odpad potraktować jako surowiec twórczy. Podobnych wytworów będzie z pewnością więcej. Mam nadzieję, że do tego pomysłu przekonam swoich (i nie tylko swoich) studentów... i pracowników uniwersytetu także. Cel aukcji też nie będzie przypadkowy. Najchętniej z przeznaczeniem na hospicjum - a więc ludzi "wyrzuconych", spisanych na straty, niepotrzebnych.
Sztuką jest dostrzeganie piękna w rzeczach z pozoru zwykłych. Dostrzec piękno w butelce, oczami wyobraźni to piękno uwydatnić, dopełnić, domalować. Miłością jest dostrzec wartość i ważność w ludziach umierających, niepotrzebnych. A jednak potrzebnych dla nas w zupełnie inny sposób.
Piękno jest w nas i w naszym sposobie spostrzegania.
Na razie to początek, inspiracja, pomysł. Pozstanie teraz długa droga realizacji.

sesja malarska

sczachor
Ponownie sięgnąłem po pędzel. Tym razem próbuję nieco innej techniki malowania butelek. Korzystając z sugestii, maluję kontury wyciskając farbę z tubki. Idzie szybciej. Farb wypełnieniowych nie miaszam - butelki są bardziej witrażowe.
W sumie malowanie butelek przypomina malowanie pisanek - zakrzywiona powierzchnia.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci