Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

spadek poziomu nauczania?

sczachor

Po wielu tygodniach ukazał się w końcu mój artykuł dotyczący domniemanego spadku poziomu nauczania na uniwersytetach:

http://portalwiedzy.onet.pl/1167325,10484,info.html

Ciekawe, że najpierw znalazłem tekst w Internecie, zanim drukowany egzemplarz Forum Akademickiego do mnie dotarł. To znaczy jeszcze nie dotarł, wciąż czekam :). Papier jest z pewnością trwalszy, ale Internet szybszy.

Chciałem na początku rozpocząć dyskusję we własnym środowisku. We własnym piśmie uniwersyteckim tekst się jeszcze nie ukazał.

Sprzątanie świata

sczachor

Sprzątanie, recykling i budowanie organizacji pozarządowej

Namówiony przez swego studenta (Michała), wraz z synem dołączyłem do niedzielnego Sprzątania Świata. Wybraliśmy się na rowerach na osiedle Redykajny. Cicho i pięknie.

Zebraliśmy parę worków śmieci, a następnie posegregowaliśmy. Czy cztery osoby to mało? Samemu mi nie chciałoby się wyjść do lasu z workiem. W czterech było zupełnie raźniej. A skoro Michał chciał u siebie na osiedlu, to dlaczego nie? Każde miejsce dobre.

Posprzątaliśmy kawałek lasku, gdzie młodzi i menele, siadając na murku często popijali. I wodę mineralną i coś mocniejszego. Teraz będą mieli czyściej i ładniej... Ten przysłowiowy murek i niska frekwencja wskazują na ułomność osiedli - brak im agory, miejsca do wspólnych spotkań. Pijacki murek w krzakach, piaskownica i dziecięce huśtawki to stanowczo za mało. Osiedlowi ludzie w swoich potrzebach kulturalnych zamykają się w mieszkaniach lub chadzają (raczej jeżdżą) na Stare Miasto. Na osiedlu nawet śmietniki pozamyklane na kłódki... Brak miejsca i powodu do spotkania. Tak nie musi być.

Przy sprzątaniu był czas na refleksje i głębsze dyskusje. W  młodych studentach biologii i dziennikarstwa dojrzewa myśl włączenie się (lub stworzenia od podstaw) do organizacji pozarządowej... z myślą także o wypracowaniu sobie miejsca pracy.

Miły dzień. Wprawne oko dojrzy "robotę w połowie", ledwo dostrzegalne wykluwanie się czegoś trwalszego.

c.d.n.

rozwijanie skrzydeł

sczachor

"profesorze odbiore publikacje na rozdaniu dyplomow, bo chyba dopiero wtedy sie wybiore do olsztyna, mam nadzieje ze uda sie na spotkac w przyjemniejszym miejscu niz po obronie i dluzej porozmawiac. (...)

ps. to dzieki Profesorowi rozwjam skrzydła, bo dopóki z Profesorem nie miałam kontaktu to poprostu chciałam odbębnić studia, a teraz jest całkiem inaczej i mnie to tez cieszy, bo całkiem inaczej się zyje  - z pasją."

To już widać nie połowę, ale prawie koniec "roboty".:)

Miło otrzymywać takie maile z daleka. Myślę jednak, że nie można pomóc rozwinąć skrzydeł komuś, kto ich nie ma. Moim szczęściem jest to, że tacy studenci trafiają do mnie. A ja mam okazję jedynie spładzić dług wdzięczności wobec moich poprzedników. Wiele różnych osób bezinteresownie pomogło mi w życiu. Trafiłem na dobrych nauczycieli. Pora przekazać pałeczkę dalej. Jak w długim maratonie, choć na krzydłach. I żeby Ikar doleciał do brzegu!

"W każdym razie, gdyby nie Profesor, byłabym jak większośc ludzi z naszego roku, którzy się męczyli i nie mogli się doczekać końca studiów, a ja niestety cierpiałam wraz z upływem czasu, bo jak teraz wyjechać na obóz? I ten brak kontaktu ze środowiskiem - fatalnie. Dlatego rozglądam się tutaj, oczywiście wiele pracy przede mną i nie wiem czy wytrzymam - dlatego wdzięczna jestem za trzymanie kciuków. (...)

Bardzo się cieszę na to spotkanie w październiku. Wczoraj wysłałam jeszcze jednego maila, ale widocznie nie doszedł - pytałam o to spotkanie w ramach współpracy Koła z PWN - z panem Weinerem, czy już wiadomo kiedy się odbędzie?"

Losy są jakieś takie podobne. Ja również na trzecim roku przeżywałem kryzys. Chciałem rzucić studia - wydawały mi się bezsensownym zakuwaniem. Wydawało mi się, że nie jestem w stanie podołać, że się nie nadaję. Pomocna dłoń i wsparcie pomogły mi podjąć własciwą decyzję. Zamiast rezygnować, wziąłem dziekankę. Pół roku odpocząłem, popracowałem, wróciłem na studia i "dogoniłem" - nadrobiłem zaległości i skończyłem w terminie.

Wracając do tamtych wspomnień ciągle się zastanawiam, jak organizować proces dydaktyczny, aby uniwersytet był uniwersytetem, aby pomagaćł rozwinąć skrzydła a nie je podcinać...

Kolejną próbą jest przygotowywanie zajęć z ochrony środowiska... w formie projektu i akcji typu "sprzatanie świata". Jest to eksperymentalna podróż od wiem, poprzez rozumiem, do działam. Jakkolwiek ćwiczenia będą dopiero w przyszłym semestrze, to już teraz trzeba czynić poczynania i uczyć się. Sam tego nie wykonam. Mogę liczyć na odważną pomoc (i współudział) swoich współpracowników. Oni też ryzykują. Ich ambicje i odwaga zachęcają mnie do owych eksperymentów, aby programowe zajęcia były czymś więcej niż tylko "zaliczaniem i odbębnianiem". I aby studenci zdobywali pełną wiedzę (wiem, rozumiem, działam), umozliwiajacą znalezienie pracy i sukces zawodowy. Bo ważne jest nie tylko, aby uczyć dobrze, ale także aby uczyć dobrych rzeczy.

Na tę fascynujaca przygodę wybieram się ze swoimi współpracownikami oraz studentami. Zbliżający się rok akademicki zapowiada się intrygujaco i pracowicie.

W roli położnej

sczachor

Pomagać w porodzie intelektualnym

Coraz częściej występuję w roli "położnej" - pomagam narodzić się intelektualnym dziełom, niczym położna :). I asekuruję przy stawianiu pierwszych kroków. Taka to już dola i radość nauczyciela. Z przyjemnoscią patrząc na pierwsze udane próby.. i z nadzieją, że oni zajdą znacznie dalej, osiagną znacznie więcej. Dwa w jednym - położna i rodzic. Bo przecież "mistrz" prostuje ścieżki nie dlatego, aby było uczniom łatwiej, ale żeby zaszli dalej. Cóż byłoby warte życie bez trudu, zmęczenia, wysiłku. Chciałbym tylko, aby ten wysiłem był bardziej owocny.

Czasem, tak jak dziś, dostaję potwierdzenie, że się udało. Edukacja to nie kopanie rowów czy skręcanie traktorów - nie zawsze widać, czy wysiłek przynosi jakiekolwiek rezultaty...

"No to mój artykuł jest wreszcie w gazecie i dopiero teraz, kiedy go przeczytałam, dotarło do mnie ile radości straciłabym gdyby się nie pojawił, przez moją upartość. dobrze mieć czasem osobę która powstrzymuje nas przed robieniem głupot, więc BARDZO DZIĘKUJE. a to że nie przypomina już mojego pierwowzoru nie robi mi teraz takiej różnicy.
życze miłego dnia. pozdrowienia

P.K."

To tylko ślad "w połowie roboty". Na ważniejsze efekty przyjdzie jeszcze poczekać: na publikacje naukowe, na znalezienie pracy po studiach. To będzie dopiero rzeczywista ewaluacja...

trzy i pół w Luksemburgu

sczachor

oglądać czudzymi oczami, bić uczniowskim sercem

Na europejską konferencję chruścikową do Luxemburga wybierałem się, ale brak sił i czasu  uniemożliwił realizację tego planu.

Nie pojechałem... a jednak byłem w Luksemburgu! Oczami i sercem swoich uczniów. I chyba sprawia mi to jeszcze większa frajdę. Czuję, że oni zajdą dalej. Lechu - już jako świeżo upieczony doktor, Witek - piszący doktorat, Marta z dalekiej Gołdapi - moja dawda magistrantka. Po części za swojego ucznia uważam także Elenę z jeszcze dalszej Ukrainy (stąd 3 i pół). Ona dopiero zaczyna zajmować się chruścikami. Mam nadzieję, że otrzyma stypendium i zawita na staż do mnie na dłużej.

Cała czwórka dostała dofinansowanie od ogranizatorów. Inaczej wyjazd na konferencję do drogiego Luksemburga nie byłby możliwy.

Oszem, obecny byłem także jako współautor referatu, czy wspominany przez prelegentów. Właśnie w takim momencie uświadamiam sobie, że profesor wartość swoją poznaje po dokonaniach swoich magistrantów, doktorantów, stażystów. W pewnym wieku, w pewnym momencie zycia czuje się, że samemu  już się nie urośnie - można tylko ocieniając utrudniać wzrost innym lub ułatwiać. To botaniczne porównanie do sukcesji ekologicznej nie jest tylko powierzchownym ozdobnikiem. 

W jakimś sensie należę do pokolenia straconego. Wielu zaległości nie uda mi sie już odrobić. Ale może uda mi się ułatwić start nowemu pokoleniu. To dla nich warto "prostować ścieżki".

Umieć wypocząć

sczachor

Wielką sztuką jest umieć wypocząć. Zwłaszcza, gdy wraz z wiekem przychodzi spadek formy fizycznej. Tego się teraz muszę nauczyć, bo kolejny raz bez odnowionych sił rok szkolny zaczynam.

Kłopotem ekologa jest to, że latem, w czasie wakacji, musi najcześciej pracować. Wracając jesienią w uczleniane mury, pisarstwem zająć się musi.

Czyżby przyrodnik mógł mieć urlop jedynie zimą?

Trzy śmieci codziennie

sczachor

Podnieś trzy śmieci codziennie

Czasem ja inspiruję studentów, czasem oni mnie. Na wykładach z ochrony środowiska często powtarzałem o rosnącym problemie odpadów i konieczności aktywnej postawy. Z okazji Dnia Ziemi wspólnie ze studentami z Koła zorganizowaliśmy sprzątanie dzikiego zakątka przyrody.

Michał głębiej zaineresował się sortowaniem odpadów (były nawet dwa pikniki, jeden w Ornecie, drugi z Gazetą Olsztyńską). Jak wspominał, będąc u chirurga po skaleczeniu spowodowanym starą butelą na plażu, spotkał się z postawą zbierania śmieci. Potem był w górach, zobaczył góry śmieci i pojedynczych ludzi zbierających to, co inni pozostawli.

Teraz bedąc w Ełku, przemierzając pieszo szlaki rowerowe jak i pywając kajakiem, Michał zbierał to, co znalazł w lesie i co pływało w rzece Ełk. Tak przy okazji, między pobieraniem prb ydrobiologiczych. Jego konsekwenna i cicha postawa sprowokowała i mnie. Przełamałem swój wstyd i też zacząłem podnosić papierki i butelki w lesie. Co tam ja, nawet Rosjanki, same z siebie, idąc tylko za dobrym przykładem, przyłączyły się do tego okazjonalnego zbierania.

W czasie wędrówek i dyskusji narodził się fajny pomysł "podnieś przynajmniej trzy śmieci codziennie". Głównym pomysłodawcą i inicjatorem jest oczywiście Michał, mój magistrant. Od studentów też się można dużo dobrego nauczyć...

Zaproponujemy starostwu powiatowemu w Ełku umieszczenie odpowiedniego napisu na tablicach informacyjnych przy trasach rowerowych i trasie kajakowej. A na pewno dołączymy konkurs (kto zbierze więcej śmieci na rasie) do przyszłoroczego spływu i rajdów rowerowych. Uczestniczyć będą VIP-y...

Dużą radością jest napierw inspirować, by następnie uczniowie daleko wyprzedzili mistrza. To wielka przyjemność uczyć się od innych i podążać za swoimi uczniami.

Teraz na wykładach wspominał będe nie tylko o Australijczyku, który zaincjował "Sprzątanie Świata". Będę przywoływał przykład olsztyńskiego studenta - Michała Srzypczaka, który tu i teraz zainicjował lokalną akcję "podnieś przynajmniej trzy śmieci codziennie". Nie ograniczę się tylko do wyładów. Dlaczego w codziennej drodze z i do pracy nie miałbym schylić się i do starej reklamówki wrzucić przynajmniej trzech śmieci? Raz do roku srzątanie nie wystarczy. Czysto wokół nas jest nie tylko dlatego, że nie śmiecimy. Także dlatego, że systematycznie sprzątamy!

Jak dobrze pójdzie, to akcja dość szybko zagnieździ się także w sąsiednim Obwodzie Kalininradzim.

Spotkanie z koniczynką

sczachor

Czasem tracę nadzieję, że warto się produkować w Internecie. Czasem jednak, tak jak po otrzymaniu poniższego maila, wracają siły. Jednak warto... To jednak ma sens. W elektronicznej, wirtualnej przestrzeni, mozliwe sa spotkania...

Szanowny Panie Profesorze,
pisze do Pana z prosba o wyrazenie zgody na dodanie do dzialu "czytelnia" 
serwisu ekologicznego ktory prowadze wraz z kolega (adres strony:
 
www.koniczynka.org) odnosnikow do kilku artykulow Panskiego autorstwa 
(tekst o gatunkach parasolowych z "Przegladu Przyrodniczego", poradnik nt 
pisania prac magisterskich, artykul o parkach narodowych z "Zielonych 
Brygad"), ktore uwazamy za wyjatkowo ciekawe i chcielibysmy zachecic jak 
najwiecej osob do zapoznania sie z nimi

ponadto, bardzo chcielibysmy rozwinac dzial "czytelnia" o cykl wywiadow, w 
ktorych uznani specjalisci od
poszczegolnych  grup roslin i zwierzat opowiedzieli o problemach 
zwiazanych z ich roznorodnoscia,
zagrozeniem (w skali Polski/swiata), sposobami ochrony itp.; w zwiazku z 
tym wszystkim zwracam sie do Pana Profesora z bardzo uprzejma prosba o 
udzielenie (via e-mail, w dogodnym dla Pana terminie lub "na raty")wywiadu 
na temat problemow ochrony bezkregowcow wodnych

z powazaniem i serdecznymi pozdrowieniami,
Michal Sobczyk

p.s. duza inspiracja podczas pisania pracy magisterskiej nt zagrozen i 
ochrony roznorodnosci wybranych grup bezkregowcow ladowych byl dla mnie 
wspomniany powyzej artykul z "Przegladu Przyrodniczego", jeden z 
najlepszych poswieconych zagadnieniu ochrony fauny jaki mialem mozliwosc 
przeczytac - chcialem serdecznie pogratulowac Pan Profesorowi napisania 
tak ciekawego tekstu

Międzynarodowo w Ełku

sczachor

Kolejny raz odwiedziłem Ełk. W ramach projektu realizowanego ze starostwa powiatowego, razem ze studentami z Kaliningradu, Białegostoku i Gdańska, uczestniczymy w badaniach przyrodniczych. Finalnym efektem będzie przygotowanie skryptu z opisami trzech scieżek rowerowych i jednej kajakowej.

Ciekawym jest spotkać nowych ludzi. Dziś dzień przerwy w badaniach. Jest więc czas na zwiedzanie miasta. "Duży kościół" oo. kanoników regularnych piękny. Malowidła - jak głosi informacja - wykonane w stylizowaniu kaszybsko-mazurskim. Ciekawe skąd takie porównanie i taki styl?

Po dwóch latach widać pozytywne zmiany w Ełku. Widać więcej wyremontowanych kamienic, więcej barów, pubów i restauracji, głównie w okolicach promenady nadjeziornej. Turystykę wspierają liczne imprezy. Wczoraj chcieliśmy wybrać się na speklakl historyczny na dziedzińcu zamkowym. Po wpuszczeniu ok. 500 osób zamknięto bramy. I my znaleźliśmy się wśród "niesytych" spóźnialskich. Może dzisiaj się uda.

Zadziwiajace jak współczesna młodzież nie zna rosyjskiego. Tylko dwójka moich studentów kiedyś w podstawówce trochę się uczyła tego języka. No cóż, będą musieli przejśc na angielski.

dyslektyk żyjący z pisania

sczachor

dyslektyk żyjący z pisania

Przez wiele lat miałem ciągłe kłopoty z ortografią. Zupełnie niedawno zorientowałem się, że jestem dyslektykiem (dysortografikiem). W szkole z pisaniem zawsze miałem problemy. W pierszej klasie liceum ledwo zdałem. Pisałem chatycznie, nadrabiałem wypowiedziami ustnymi. Musiałem brać korepetycje... i dopiero wtedy nauczono mie pisać!

Jedna z najważniejszych umiejętności naukowca jest umiejetnośc pisania. Dodatkowo sporo publikowałem artykułów publicystycznych i esejów popularnonaukowych. Jak to możliwe w przypadku dyslekcji?

W licealnej młodosci - tak jak wielu - pisałem wiersze. Wypróbowałem różne formy, poprzez sonety, limeryki, białe wiersze. Forma była właściwa, ale poezja ta nie wyszła poza najbliższy, przyjacielski krąg. Dlaczego?

Po latach odkryłem, że najwazniejsze jest mieć coś istotnego, ciekawego, ważnego do przekazania. Przekonałem sie, że treść jest ważniejsza od formy. Przekonałem się także, zże formęe trzeba dostosować do odbiorcy.

Uczyłem się na sobie samym, uczyłem się przez działanie. Pozostał po tym ślad wielu artykułów w różnorodnych pismach.

Teraz tego wszytskiego chcę nauczyć swoich studentów. Parę lat temu wymyśliłem nowy przedmiot - "autoprezentacja". Jego głównym celem jest przygotowanie do wypowiedzi publicznych i publicznych dyskusji naukowych. Rezultaty są zadowalające.

A teraz mniej formalnie (koło naukowe) staram sie nauczyc wypowiedzi pisemnych (i współpracy z mediami) moich studentów i doktorantów. Czy mi się to uda?

Drogi studencie. Jestem dyslektykiem. Na trzecim roku studiów przeżyłem kryzys i chciałem rzucić studia, uważając, że się nie nadaję. Mimo tych różnorodnych deficytów, studia skończyłem, jak na prowincjonalne warunki szybko zrobiłem doktorat, habilitację itd. Tobie też się uda, niezależnie jakie braki u siebie dostrzegasz (lub jeszcze nie dostrzegasz).

Nie bój się swoich słabości i swoich błędów!

P.S. W tym tekście tez narobiłe mnóstwo błedów. Dwa razy porawiałem, ale jeszcze wymaga poprawek. Zostawiam je jako przykład

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci