Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Umieć wypocząć

sczachor

Wielką sztuką jest umieć wypocząć. Zwłaszcza, gdy wraz z wiekem przychodzi spadek formy fizycznej. Tego się teraz muszę nauczyć, bo kolejny raz bez odnowionych sił rok szkolny zaczynam.

Kłopotem ekologa jest to, że latem, w czasie wakacji, musi najcześciej pracować. Wracając jesienią w uczleniane mury, pisarstwem zająć się musi.

Czyżby przyrodnik mógł mieć urlop jedynie zimą?

Trzy śmieci codziennie

sczachor

Podnieś trzy śmieci codziennie

Czasem ja inspiruję studentów, czasem oni mnie. Na wykładach z ochrony środowiska często powtarzałem o rosnącym problemie odpadów i konieczności aktywnej postawy. Z okazji Dnia Ziemi wspólnie ze studentami z Koła zorganizowaliśmy sprzątanie dzikiego zakątka przyrody.

Michał głębiej zaineresował się sortowaniem odpadów (były nawet dwa pikniki, jeden w Ornecie, drugi z Gazetą Olsztyńską). Jak wspominał, będąc u chirurga po skaleczeniu spowodowanym starą butelą na plażu, spotkał się z postawą zbierania śmieci. Potem był w górach, zobaczył góry śmieci i pojedynczych ludzi zbierających to, co inni pozostawli.

Teraz bedąc w Ełku, przemierzając pieszo szlaki rowerowe jak i pywając kajakiem, Michał zbierał to, co znalazł w lesie i co pływało w rzece Ełk. Tak przy okazji, między pobieraniem prb ydrobiologiczych. Jego konsekwenna i cicha postawa sprowokowała i mnie. Przełamałem swój wstyd i też zacząłem podnosić papierki i butelki w lesie. Co tam ja, nawet Rosjanki, same z siebie, idąc tylko za dobrym przykładem, przyłączyły się do tego okazjonalnego zbierania.

W czasie wędrówek i dyskusji narodził się fajny pomysł "podnieś przynajmniej trzy śmieci codziennie". Głównym pomysłodawcą i inicjatorem jest oczywiście Michał, mój magistrant. Od studentów też się można dużo dobrego nauczyć...

Zaproponujemy starostwu powiatowemu w Ełku umieszczenie odpowiedniego napisu na tablicach informacyjnych przy trasach rowerowych i trasie kajakowej. A na pewno dołączymy konkurs (kto zbierze więcej śmieci na rasie) do przyszłoroczego spływu i rajdów rowerowych. Uczestniczyć będą VIP-y...

Dużą radością jest napierw inspirować, by następnie uczniowie daleko wyprzedzili mistrza. To wielka przyjemność uczyć się od innych i podążać za swoimi uczniami.

Teraz na wykładach wspominał będe nie tylko o Australijczyku, który zaincjował "Sprzątanie Świata". Będę przywoływał przykład olsztyńskiego studenta - Michała Srzypczaka, który tu i teraz zainicjował lokalną akcję "podnieś przynajmniej trzy śmieci codziennie". Nie ograniczę się tylko do wyładów. Dlaczego w codziennej drodze z i do pracy nie miałbym schylić się i do starej reklamówki wrzucić przynajmniej trzech śmieci? Raz do roku srzątanie nie wystarczy. Czysto wokół nas jest nie tylko dlatego, że nie śmiecimy. Także dlatego, że systematycznie sprzątamy!

Jak dobrze pójdzie, to akcja dość szybko zagnieździ się także w sąsiednim Obwodzie Kalininradzim.

Spotkanie z koniczynką

sczachor

Czasem tracę nadzieję, że warto się produkować w Internecie. Czasem jednak, tak jak po otrzymaniu poniższego maila, wracają siły. Jednak warto... To jednak ma sens. W elektronicznej, wirtualnej przestrzeni, mozliwe sa spotkania...

Szanowny Panie Profesorze,
pisze do Pana z prosba o wyrazenie zgody na dodanie do dzialu "czytelnia" 
serwisu ekologicznego ktory prowadze wraz z kolega (adres strony:
 
www.koniczynka.org) odnosnikow do kilku artykulow Panskiego autorstwa 
(tekst o gatunkach parasolowych z "Przegladu Przyrodniczego", poradnik nt 
pisania prac magisterskich, artykul o parkach narodowych z "Zielonych 
Brygad"), ktore uwazamy za wyjatkowo ciekawe i chcielibysmy zachecic jak 
najwiecej osob do zapoznania sie z nimi

ponadto, bardzo chcielibysmy rozwinac dzial "czytelnia" o cykl wywiadow, w 
ktorych uznani specjalisci od
poszczegolnych  grup roslin i zwierzat opowiedzieli o problemach 
zwiazanych z ich roznorodnoscia,
zagrozeniem (w skali Polski/swiata), sposobami ochrony itp.; w zwiazku z 
tym wszystkim zwracam sie do Pana Profesora z bardzo uprzejma prosba o 
udzielenie (via e-mail, w dogodnym dla Pana terminie lub "na raty")wywiadu 
na temat problemow ochrony bezkregowcow wodnych

z powazaniem i serdecznymi pozdrowieniami,
Michal Sobczyk

p.s. duza inspiracja podczas pisania pracy magisterskiej nt zagrozen i 
ochrony roznorodnosci wybranych grup bezkregowcow ladowych byl dla mnie 
wspomniany powyzej artykul z "Przegladu Przyrodniczego", jeden z 
najlepszych poswieconych zagadnieniu ochrony fauny jaki mialem mozliwosc 
przeczytac - chcialem serdecznie pogratulowac Pan Profesorowi napisania 
tak ciekawego tekstu

Międzynarodowo w Ełku

sczachor

Kolejny raz odwiedziłem Ełk. W ramach projektu realizowanego ze starostwa powiatowego, razem ze studentami z Kaliningradu, Białegostoku i Gdańska, uczestniczymy w badaniach przyrodniczych. Finalnym efektem będzie przygotowanie skryptu z opisami trzech scieżek rowerowych i jednej kajakowej.

Ciekawym jest spotkać nowych ludzi. Dziś dzień przerwy w badaniach. Jest więc czas na zwiedzanie miasta. "Duży kościół" oo. kanoników regularnych piękny. Malowidła - jak głosi informacja - wykonane w stylizowaniu kaszybsko-mazurskim. Ciekawe skąd takie porównanie i taki styl?

Po dwóch latach widać pozytywne zmiany w Ełku. Widać więcej wyremontowanych kamienic, więcej barów, pubów i restauracji, głównie w okolicach promenady nadjeziornej. Turystykę wspierają liczne imprezy. Wczoraj chcieliśmy wybrać się na speklakl historyczny na dziedzińcu zamkowym. Po wpuszczeniu ok. 500 osób zamknięto bramy. I my znaleźliśmy się wśród "niesytych" spóźnialskich. Może dzisiaj się uda.

Zadziwiajace jak współczesna młodzież nie zna rosyjskiego. Tylko dwójka moich studentów kiedyś w podstawówce trochę się uczyła tego języka. No cóż, będą musieli przejśc na angielski.

dyslektyk żyjący z pisania

sczachor

dyslektyk żyjący z pisania

Przez wiele lat miałem ciągłe kłopoty z ortografią. Zupełnie niedawno zorientowałem się, że jestem dyslektykiem (dysortografikiem). W szkole z pisaniem zawsze miałem problemy. W pierszej klasie liceum ledwo zdałem. Pisałem chatycznie, nadrabiałem wypowiedziami ustnymi. Musiałem brać korepetycje... i dopiero wtedy nauczono mie pisać!

Jedna z najważniejszych umiejętności naukowca jest umiejetnośc pisania. Dodatkowo sporo publikowałem artykułów publicystycznych i esejów popularnonaukowych. Jak to możliwe w przypadku dyslekcji?

W licealnej młodosci - tak jak wielu - pisałem wiersze. Wypróbowałem różne formy, poprzez sonety, limeryki, białe wiersze. Forma była właściwa, ale poezja ta nie wyszła poza najbliższy, przyjacielski krąg. Dlaczego?

Po latach odkryłem, że najwazniejsze jest mieć coś istotnego, ciekawego, ważnego do przekazania. Przekonałem sie, że treść jest ważniejsza od formy. Przekonałem się także, zże formęe trzeba dostosować do odbiorcy.

Uczyłem się na sobie samym, uczyłem się przez działanie. Pozostał po tym ślad wielu artykułów w różnorodnych pismach.

Teraz tego wszytskiego chcę nauczyć swoich studentów. Parę lat temu wymyśliłem nowy przedmiot - "autoprezentacja". Jego głównym celem jest przygotowanie do wypowiedzi publicznych i publicznych dyskusji naukowych. Rezultaty są zadowalające.

A teraz mniej formalnie (koło naukowe) staram sie nauczyc wypowiedzi pisemnych (i współpracy z mediami) moich studentów i doktorantów. Czy mi się to uda?

Drogi studencie. Jestem dyslektykiem. Na trzecim roku studiów przeżyłem kryzys i chciałem rzucić studia, uważając, że się nie nadaję. Mimo tych różnorodnych deficytów, studia skończyłem, jak na prowincjonalne warunki szybko zrobiłem doktorat, habilitację itd. Tobie też się uda, niezależnie jakie braki u siebie dostrzegasz (lub jeszcze nie dostrzegasz).

Nie bój się swoich słabości i swoich błędów!

P.S. W tym tekście tez narobiłe mnóstwo błedów. Dwa razy porawiałem, ale jeszcze wymaga poprawek. Zostawiam je jako przykład

Zrozumieć Rosję

sczachor

Czytam właśnie książkę Andrzeja Michałka "Słowianie - Słowianie Wschodni" wydaną przez Bellonę w 2005 roku. Książka historyczna ciekawie napisana, pięknie ilustrowana. Bardzo dobrze opisuje mentalnośc plemion koczowniczych, powstanie ord i ciekawie opisuje historię Rusi (Średniowiecze).

Owo spotkanie z historią, za posrednictwem autora, pozwala lepiej zrozumieć współczesną Rosję. Zrozumieć i teror sowiecki, i dzisiejszą mentalność. Pozwala zrozumieć dlaczego Rosjanie tak łatwo przyjmują okrucieństwo, przyjmują silnego i bezwględnego władcę, dlaczego chwalą Iwana Groźnego, Piotra, Lenina, Stalina... Niska samoocena i oczekiwanie wielkości w silnym władcy? Może dlatego Putin kreuje się na "silnego" prezydenta?

Mentalnośc Rosjan ma wielowiekowe korzenie. I chyba wiele wieków upłynie, zanim się zmienią.

Warto poznać tę głębszą mentalność sąsiadów. Już za kilka dni, będę miał okazję pracować ze studentami z Obwodu Kaliningradziego. Czy poznanie historii ułatwi spotkanie ze współczesnością?

Niby w wielu warstwach jesteśmy tacy sami kulturowo, a jednak w wielu aspektach wyraźnie się różnimy. Może łatwiej będzie o przyjaźń, gdy poprzedzi ją głębsze zrozumienie?

Cieszyć się sukcesami innych

sczachor

Czterdziestka to wiek przełomowy. Powolutku aktywność biologiczna spada (mam już z górki?), lecz doświadczenia przybywa. Trudno jest ustąpić pola nowemu pokoleniu... Jaką dla siebie rolę odnaleźć, jakie miejsce w życiu, jaki postawić sobie cel po tym czterdzestkowym przewartościowaniu?

U siebie też zauważam zmiany. Kiedyś bardzo aktywnie walczyłem o kolejne sukcesy. Szukałem nowych wyzwań, w jakimś sensie chcąc sprawdzić ile jestem wart. Teraz jakoś nie cieszą mnie kolejne publikacje... I co z tego, że będzie kolejna? Jaki po sobie zostawię ślad?

Teraz znacznie bardziej cieszę się sukcesami swoich doktorantów i studentów. Mój wysiłek jest niewidoczny, a jednak odczuwam dużą satysfakcję. Staram się nauczyć tego, co sam porafię.Mam nadzieję, że oni zajdą dalej!

Właśnie ukazała się kolejna publikacja ściśle naukowa, moich studentów. Czas druku normalny... ale studenci są już po obronach. Będzie publikacja "na nową drogę życia". Może w jakimś sensie ułatwi im start i znalezienie pracy? Może choć wzmocni poczucie własnej wartości?

Szybciej ukazują się eseje i sprawozdania. Co prawda nie sa naukowe, ale dobrze, zeby biolog umiał pisać i ciekawie opowiadać. Ukazało się ich kilka w Wadomościach Uniwersyteckich, Gazecie Studenckiej i w Gazecie Uniwersyteckiej. Dobrze, że nie tylko jedna osoba (Piotr, Ania, Madga, Małgosia, Ela, Paulina).

Cieszą mnie ich odkrycia i sukcesy. I to, że mogą zobaczyć namacalny ślad swojego wysiłku intelektualnego.

będąc myszką doświadczalną

sczachor

Najczęściej pomysły sprawdzam w głowie. Eseje czy felietony dojrzewają czasem długo, na wielu spacerach, w czasie jazdy autobusem czy pociągiem. Czasem dojrzewają bardzo szybko, w czasie pisania. Czasem "napisane" w głowie pozostają tamże na wiele lat. Że nie zwerbalizowane? A czy jest większa różnica między pomyślanym w skrytości, a napisanym, lecz przez nikogo nie przeczytanym?

Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie tamat relacji mistrz-uczeń, temat bezpośrednich kontaktów ze studantami. Na uniwersytecie robi sie jak w supermarkecie: pospieszne, anonimowe tłumy. Gdzie i jak spotkać się ze studentem?

Ogromnie cenię sobie wakacyjne wyjazdy w teren. Odizolowanie od świata sprzyja rozmowom. Nie ma się dokąd spieszyć. Można pobyć ze sobą nie tylko od dzwonka do dzwonka. Mam wtedy szansę lepiej zapoznaćc swoich studentów, odkryć ich talenty, odkryć ich ciekawy świat.

Raz do roku to za mało. Kluby studenckie w miasteczku akademickim są zbyt zadymione. Na Starówce jest więcej ciekawym miejsc, ale daleko i czasem dla studentów za drogo.

Cały ten blog jest eksperymentem. Po pierwsze jest pomocą w napisaniu felietonu do Gazety Uniwersyteckiej. Chcę sam na sobie spróbować zupełnie nowej dla mnie możliwości. Iście jak nastolatek... A przy okazji jeszcze raz zastanowić się nad tym, co chciałbym napisać. To taki wirtualny spacer. Nie słychać ćwierkania świerszczy, szumu lisci... ale gdzieś tam na dysku pozostaje maleński ślad.  

Jak na biologa przystało do doświadczeń wykorzystuję "białe myszki". Tym razem sam jestem eksperymentalną myszką.

w połowie, to za dużo

sczachor

No tak, pisałem, pisałem, zrobiłem podgląd... i wszystko zniknęło. Ech, blondyna ze mnie. Siwy po boczkach jestem, to za taką połowiczną blondynkę mogę robić.

Za dużo powiedziane, że w połowie. Ten blog to dopiero w powijakach. Tak jak i moja nauka. Ledwom sie dobrał do edytora. I nijak kredkami mojego bloga nie da się pokolorować. Ino ekran zapaćkałem :).

Chyba trzeba będzie spróbować inaczej.

A z drugiej strony, będzie to czytał ktokolwiek poza mną?

Wileński Warmiak

sczachor

Urodziłem się w Lidzbarku Warmińskim. Z urodzenia jestem więc Warmiakiem. Ale macierzysta babcia i dziadek ciągle opowiadali o utraconej Wileńszczyźnie. Ta tęsknota wsiąkła we mnie i tkwi głęboko korzeniami.

Wypędzeni tesknili, żyjąc na ziemi wypędzonych...

Potem mieszkałem na Mazowszu. Tam też są moje korzenie, które niedawno odkryłem (www.uwm.edu.pl/czachor/czachorowiana). Kimże więc jestem? Czy jestem Warmiakiem? Czy może zabużańskim Kresowiakiem? A może Mazurem z Mazowsza?

Im głębiej korzaniami wrastam w tradycję rodzinną, im bardziej poznaję indywidualne dzieje swoich krewnych i przodków, tym bardziej czuję się .... Europejczykiem!

Tak właśnie, Europejczykiem poprzez swoją mazowieckość, kresowość, warmińskość i .. współczesność.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci