Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Ile czasu potrzeba by przygotować wykład?

sczachor

ilewykladProste pytanie a odpowiedź będzie złożona. Bo wszystko zależy od tego jaki wykład - wartościowy i ciekawy czy byle jaki. I czy chodzi o kilka zdań okolicznościowych, 10 minut, 20 czy całą godzinę. Wbrew pozorom, im krócej trwa wystąpienie (wykład), tym trudniej się przygotować. Oczywiście wtedy, gdy chcemy by owo wystąpienie (wykład) miało sens i wywarło wrażenie pozytywne, by przekazało wartościową treść.

Przygotowuję się do wykładu za miesiąc (dolna ilustracja), będzie to wykład inauguracyjny na Uniwersytecie Dzieci, przeznaczony dla gimnazjalistów. Ma być o tym, czego uczy się człowiek XXI wieku.

Można powiedzieć, że nie trzeba się przygotowywać, po prostu idziesz i mówisz. Przecież codziennie rozmawiamy, mówimy i to bez żadnego przygotowania. Ale w zwykłej rozmowie mamy zazwyczaj jednego lub kilku słuchaczy, czas nie jest jakoś ograniczony a i oczekiwania nie są wygórowane. Na wykładzie zupełnie inna sytuacja: czas jest ograniczony, słuchaczy wielu i mają często wysokie oczekiwania.

Teoretycznie bez przygotowania można wygłosić wykład… który już kiedyś , wcześniej był przygotowany. To tak jak z odegraniem utworu z płyty. Kupiłeś (albo sam skomponowałeś i nagrałeś), więc odtwarzasz ją któryś raz z rzędu. Niemniej kiedyś trzeba było się przygotować. A w miarę upływu czasu dawne treści nie tylko mogą być nieaktualne ale i „płyta będzie zdarta” (wiele elementów uleci z pamięci, zabraknie dawnego entuzjazmu i przekonania co to wygłaszanych treści). Są to te tak zwane „wykłady z pożółkłych kartek” (papier już pożółkł na starych notatkach) lub ze starych prezentacji… (z recyklingu). Współczesna technika, ze względu na ciągłe nowości w sprzęcie i oprogramowaniu, wymusza przynajmniej przetwarzanie i przystosowywanie starych prezentacji do nowych wymogów. W pośredni sposób wymusza aktywność. Z marszu się nie da, trzeba się przygotować nawet najbardziej leniwemu mówcy.

Innym złudzeniem, że można po prostu przyjść i mówić, są prelekcje typu „spotkanie z ciekawym człowiekiem”. To my jesteśmy ciekawi tego człowieka i dlatego przychodzimy na takie spotkanie (odczyt, wieczór autorski itd.). Teoretycznie prelegent nie musi się przygotowywać. Wystarczy, że będzie i powie coś o sobie. To pytania zainteresowanych słuchaczy organizują scenariusz i treść takiego wystąpienia. Tyle tylko, że ów człowiek (czy to sportowiec, pisarz, artysta czy naukowiec, czy nawet zwykły strażak itd.) na nasze zaciekawienie pracował czasem przez lata. Spotkanie poprzedza legenda tej osoby. Owszem, na legendzie przez lata budowanej (napisane książki, osiągnięte sukcesy, bohaterskie czyny) można zrealizować nie jedno spotkanie a wiele. Wtedy ten czas inwestycji w legendę niejako podzielony może być na kilka-kilkanaście wykładów. Ale za każdym razem mówionych do innych słuchaczy i w innych okolicznościach, innym kontekście sytuacyjnym.

Przejdźmy do zwykłego wykładu, nowego tematycznie (taki jak ten, do którego się przygotowuję). Biorąc pod uwagę zawsze innych słuchaczy i inny kontekst, to każdy wykład jest nowy. I trzeba się przygotować. Nawet do kilku zdaniowej wypowiedzi. Po pierwsze potrzebny czas by przemyśleć to, co się chce powiedzieć i w jaki sposób. Wymyślam scenariusz oraz kompletuję treść (wszystkiego w głowie się nie ma). Ja do wykładów przygotowuję się w części przez rozmyślanie (nawet podczas spaceru), w części przez myślenie wizualne (z ołówkiem i mazakami nad kartką papieru). Jest to albo mind maping albo rysnotka (Trudne i nowe słowa? Czytasz ten tekst w internecie, więc łatwo wyszukasz wyjaśnienie tych słów, i to co za nimi się kryje). Rysowanie i myślenie obrazami ułatwia uporządkować myśli oraz zaplanowanie treści wykładu. Do tej pory owe mapy myśli rysowałem tylko dla siebie. Pozostawały konspektem wypowiedzi lub podstawą do przygotowania prezentacji. Teraz uporządkowaną myślografię przygotowuję czasem jako materiały dla słuchacza. A wiec rysuję kolejny raz, tym razem na czysto (wykorzystałem Bamboo Spark, więc odręczny rysunek łatwo było przenieść do interentu, po drodze jeszcze go kolorując oraz dodając dodatkowe napisy).

Ale wróćmy do wykładu, który trwa tylko 45-60 minut. Wybrzmiewa i przemija (chyba, że coś w pamięci słuchaczy zostanie). Możliwości technologiczne od dawna pozwalają nam operować nie tylko samym słowem i nie tylko retoryką. Kiedyś przygotowywałem pomoce wizualne w postaci foliogramów (postęp technologiczny jest tak szybki, że to już muzeum). Dla małego grona można przygotować pomoce, które wszyscy z bliska zobaczą, dotkną, doświadczą, może nawet posmakują. Teraz przygotowujemy zazwyczaj prezentacje multimedialne (np. w Power Poincie, Prezi itd.). Można pokazać nie tylko napisane słowa ale i obrazy, filmy, animacje. Znacznie wzbogaca to przekaz. Tyle tylko, że ich przygotowanie (wyszukanie gotowych lub w całości przygotowanie samemu) wymaga czasu. Najczęściej co najmniej kilka godzin. Zatem godzinny wykład jest jak wierzchołek góry lodowej - wielogodzinnego przygotowania zazwyczaj nie widać. Możemy się tylko domyślać.

Drugim, zaznaczonym na powyższej ilustracji, jest rysnotka, przygotowana dla słuchacza, jako forma notatki do uzupełnienia. Uczę się wykorzystywania myślenia wizualnego. Sam na wykładach - jako słuchacz - od dawna notuję nie tylko słowa, ale rysuję, bazgrzę (mam to jeszcze ze szkoły podstawowej). Niedawno dowiedziałem się, że takie bazgrolenie jest myśleniem wizualnym. I bardzo pomaga w zapamiętywaniu treści. Zatem poprzez rysnotkę chcę zachęcić do nowego sposobu notowania moich słuchaczy. I w jakiś sposób tworzyć abstrakt wizualny. Rysunkowe abstrakty powoli wchodzą także i do praktyki naukowej, są wymagane w coraz liczniejszych publikacjach naukowych.

Obecnie nie tylko młodzież ale i dorośli słuchacze przychodzą na wykład z… telefonami i mobilnym internetem. Mogą mieć schowane w torebkach i kieszeniach. Ale najczęściej i tak korzystają (mniej lub bardziej ukradkiem - zapewniam, że i tak widać!). A jeśli tak, to niech wykorzystują edukacyjnie i tematycznie w powiązaniu z wykładem. Dlatego przygotowywaną rysnotkę dla uczniów uzupełnię QR Kodami i prostymi linkami. Niech wykorzystają swoje telefony do notowania. Przecież można pisać, można rysować a można i robić zdjęcia slajdów, wyświetlanych na ekranie. By utrwalić sobie ważną treść. Inna sprawa, czy kiedykolwiek zaglądamy do tych fotograficznych notatek… Niemniej aktywność ruchowa w czasie fotografowania pomaga zapamiętać treść nawet wtedy, gdy do tego zdjęcia w domu nie zajrzymy.

Skoro mają w telefonach mobilny internet, to niech zajrzą na przygotowane wcześniej strony, filmy i inne treści. Linki i QR kody pełnią taką samą funkcję jak bibliografia w tekście pisanym - odsyłają do treści (artykułów, książek, księgozbiorów), które potwierdzają wygłaszane słowa, są rozszerzeniem i uzupełnieniem. Może zajrzą w czasie wykładu (zamiast na czacie konferować o zeszłotygodniowej domówce) lub już po. W domu, w tramwaju… albo w kawiarni.

Trzecim elementem przygotowania wspomnianego wykładu inauguracyjnego dla gimnazjalistów będzie przygotowanie i założenie wydarzenia (event) na Facebooku. W sumie może być to i w innym miejscu w chmurze (np. Google +). Kiedyś można było rozdawać notatki powielone na ksero. Dla każdego słuchacza. Teraz można to samo „rozdać” w chmurze. Ja chcę wykorzystać Facebooka (próbowałem i próbuję z różnymi portalami). By w trakcie wykładu, a jeszcze bardziej po, mogli zajrzeć, poczytać, wymienić się refleksjami, zamieścić swoje prace i notatki, dzielić się wiedzą. To po prostu kolejny element tworzenia środowiska edukacyjnego, w tym przypadku wykorzystujący relacje poziomie i horyzontalny przepływ treści. Nie tylko od mówcy do słuchacza ale i między słuchaczami. Na normalnym wkładzie funkcję te spełniają szepty w trakcie i rozmowy po wykładzie. Skoro rzeczywistość wirtualna jest coraz bardziej znacząca w naszym życiu, dlaczego jej w sposób świadomy i uporządkowany nie wykorzystać na wykładzie? Do dyskusji i jako ad hoc tworzone repozytorium wiedzy, wspólnie tworzonej i udostępnianej.

Czwartym elementem będzie wpis na blogu. Są ludzie, którzy wolą słuchać i mówić. Ale są ludzie, którzy lepiej zapamiętują, gdy czytają i piszą. To z myślą o nich będzie przygotowany esej w formie wpisu na blogu. Jego celem jest przypomnienie, uzupełnienie i rozszerzenie treści, podanych na wykładzie. W sumie spełnia taką samą funkcję jak ramka w podręczniku (niektórzy wydawcy nazywają ją apla - w każdym razie jest to treść wyróżniona, dodatkowa). Zamiast jednolitego, jednostajnego wizualnie tekstu, treść jest zróżnicowana, ilustrowana i modułowa. Przecież wykład mówiony też taki może być, modułowy, zróżnicowany i nie tylko mówiony (co posłuchania). Chcę ten pomysł na sobie samym sprawdzić.

Piątym elementem jest filmik, który umieszczę na YouTube. Będzie wybrzmiewał długo po wykładzie. Jeśli słuchacze sami nie nagrają na wideo mojego wykładu, to nie będą mogli do niego wracać (przecież filmik może być formą notatki!). Ale na YouTube nie zrobię kopii wykładu. Będzie to wstęp i podsumowanie zarazem. Taki wideo-abstrakt wykładu. Do przypominania sobie rzeczy najważniejszych i najbardziej istotnych - zamiast pisania żywe słowo (przypomnienie, uzupełnienie, rozszerzenie, jak ramka w podręczniku).

rysnotkanawykladUDOstatni element to kontynuacja. Na tradycyjnym wykładzie mogą to być pytania słuchaczy na zakończenie spotkania. Jeśli oczywiście starczy czasu na pytania i odpowiedzi. W internetowej chmurze nie ogranicza nas ani czas ani miejsce. Co więcej, w takim „wykładzie” i dyskusji mogą uczestniczyć osoby, które fizycznie nie były na sali w czasie wystąpienia ustnego.

Jeden wykład, który będzie trwał 45-60 minut, a tyle różnych elementów i żmudnego przygotowania? Nie tylko sam czas wypowiedzi na sali, ale i kilka elementów dodatkowych. Wszystkie one tworzą środowisko edukacyjne, dostosowane do komunikacji w XXI wieku.

Czy warto poświęcić tak wiele godzin dla jednego wykładu? Tak, bo to jest eksperyment i poznawanie nowej rzeczywistości, nowego środowiska edukacyjnego. To coś więcej niż wykład. Uczę się wielu nowych technik. Bo przecież chcę opowiedzieć o uczeniu się człowieka XXI wieku. Tego w książkach jeszcze za bardzo nie ma.

Nie wszystkie pomysły, przygotowywane na wspomniany wykład opisałem w niniejszym tekście. Część niech będzie tajemnicą (na razie). Opowiem o nich (i je pokażę) przy innej okazji. Zajrzyj tu ponownie, za jakiś czas.

Niebawem ruszy Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy

sczachor

LOGO1Dzięki otrzymanemu grantowi z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, niebawem ruszy pilotażowy projekt pod nazwą Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy (czytaj więcej). Zainteresowanych proszę o nadsyłanie zgłoszeń i o odrobinę cierpliwości. 

Zasadniczym celem projektu jest popularyzacja wiedzy przyrodniczej i budowanie kapitału naukowego wśród młodzieży z woj. warmińsko-mazurskiego oraz wzmocnienie istniejących (i powołanie nowych) Klubów Młodego Odkrywcy, poprzez bliski i bezpośredni kontakt z naukowcami i udział w zajęciach, odbywających się w laboratoriach uniwersyteckich. Drugim istotnym celem będzie również wypracowanie modelu trwałej współpracy naukowców z UWM z młodzieżą szkolną a w efekcie nauczycielami wokół Klubów Młodego Odkrywcy oraz znaczące wzmocnienie istniejącej już sieci Klubów Młodego Odkrywcy w woj. warmińsko-mazurskim.

Zajęcia odbywać się będą w małych grupach (do 10 osób), w laboratoriach naukowych i salach Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie. Prowadzone będą przez aktywnych naukowców, mających doświadczanie w pracy z dziećmi i młodzieżą szkolną. Tematycznie nawiązywać będą do aktualnych i rzeczywistych problemów naukowych lub wpisane będą w fabułę historycznych odkryć naukowych. Cykl zajęć będzie ukazywał cały proces naukowy: od hipotezy, eksperymentów i obserwacji, aż po wyciąganie wniosków, pisanie sprawozdań oraz udział w szkolnej konferencji naukowej (komunikowanie rezultatów badań). Koncepcja dydaktyczna oparta jest na modelu edukacji cyklicznej D. Kolba, podkreślającej rolę subiektywnego doświadczenia w procesie uczenia się (wiedza tworzona jest przez transformację doświadczenia): doświadczenie - obserwacja i refleksja - abstrakcyjna konceptualizacja - aktywne eksperymentowanie - działanie (zrób coś, pomyśl o tym, wyciągnij wnioski, zrób to inaczej). Takie podejście dobrze wpisuje się w metodę, stosowaną w Klubach Młodego Odkrywcy: obserwacja – dyskusja – eksperyment – wiedza – działanie. Duże znaczenie będzie miał bezpośredni i wielopłaszczyznowy kontakt z naukowcami (prowadzenie zajęć, konsultacje poza zajęciami, spotkania w szkole) aby młodzież mogła budować sobie realistyczne wyobrażenie o pracy naukowca. W ten sposób będzie wspierane budowanie kapitału naukowego wśród dzieci i młodzieży szkolnej.

Zajęcia adresowane są do uczniów ze szkoły podstawowej i gimnazjum (wiek 6-16 lat), głównie z okolic Olsztyna (szkoły wiejskie i z małych miejscowości). Środowiska te są w defaworyzowane w dostępie do ośrodków naukowych i mają mniejsze możliwości spotkania naukowców (wyobrażenia o nauce i pracy naukowców opierają się głównie o stereotypy telewizyjne i popkulturowe). Łącznie w projekcie weźmie udział 70-90 (liczba uzależniona jest od liczebności klas, które zgłoszą się do projektu oraz możliwości zorganizowanego transportu do Olsztyna) dzieci z różnych grup wiekowych, w tym z przedziału wiekowego 6-12 oraz 13-16 lat.

Szkoły zainteresowane udziałem proszone są o kontakt (adres mailowy: stanislaw.czachorowski@uwm.edu.pl). Wszystkie zajęcia są bezpłatne. Szkoła jednak musi się zobowiązać do zorganizowania bezpiecznego dojazdu dzieci i młodzieży na zajęcia oraz zorganizowania na zakończenie szkolnego festiwalu nauki. Liczba miejsc jest niestety ograniczona. Zajęcia odbywać się będą w małych grupach laboratoryjnych, liczących do 10 osób (przewidzianych jest zaledwie kilka wykładów dla większej grupy, w tym uroczysta inauguracja i zakończenie zajęć). Program zajęć przewidziany jest dla 8-10 grup uczniowskich i tematycznie dostosowany będzie do wieku i zainteresowań młodzieży. Część zajęć zrealizowana zostanie w oparciu o proste przyrządy badawcze lub proste obserwacje terenowe - co umożliwi kontynuację i samodzielne poszukiwania w warunkach domowych i szkolnych (pod merytoryczną opieką naukowców).

Zajęcia odbywać się będą co dwa tygodnie przez cały semestr (łącznie 8 spotkań laboratoryjnych), od lutego do czerwca. Przewidziany czas trwania pojedynczego spotkania 2-3 h dydaktyczne (uzależnione jest to od specyfiki zaplanowanego eksperymentu). Zajęcia dotyczyć będą tematyki biologicznej i przyrodniczej. Cykl zajęć, trwających cały semestr na terenie uczelni, rozpocznie się uroczystą inauguracją, wzorowaną na inauguracji akademickiej. Cykl zajęć zakończy się przygotowaniem sprawozdań (raportów z badań), które uczniowie przedstawia w formie referatów i pokazów na szkolnych mini piknikach naukowych. W rezultacie efektem oddziaływania objęci zostaną także uczniowie z macierzystych szkół (co najmniej czterech różnych szkół) jak i ich rodzice oraz przedstawiciele samorządu. Zajęcia odbywać się będą w formie warsztatowej i laboratoryjnej, wykłady będą nieliczne (jedynie kilka rozpoczynających zwarty tematycznie cykl wykładów, wliczając uroczystą inaugurację i zakończenie zajęć z rozdaniem dyplomów). Odbywać się będę w salach i laboratoriach Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie.

Równolegle z zajęciami uruchomione będą nowe Kluby Młodego Odkrywcy (w ramach projektu, kierowanego przez Centrum Nauki Kopernik w Warszawie: www.kmo.org.pl). Członkami Klubu będą uczniowie uczestniczący w zajęciach, natomiast opiekunami tych klubów będą pracownicy naukowcy UWM, prowadzący zajęcia w ramach projektu. Do udziału i pracy w tych klubach (KMO) zaproszeni zostaną także nauczyciele ze szkół objętych projektem oraz inni uczniowie. W ramach istniejącej platformy internetowej KMO odbywać się będą konsultacje uczniów z naukowcami prowadzącymi zajęcia. Zakładamy, że zainicjowane KMO będą aktywne także po zakończeniu projektu, wraz z udziałem naukowców w roli opiekunów klubów i współpracujących z nauczycielami. Pracownicy Wydziału Biologii i Biotechnologii przygotują i udostępnią na platformie www.kmo.org.pl kilka scenariuszy zajęć o charakterze badawczym (możliwych do wykonania w warunkach domowych i szkolnych). Scenariusze zajęć udostępnione będą na wolnej licencji (Creative Commons), co ułatwi ich wykorzystanie w dowolnych KMO.

Nową i autorską formą konsultacji będzie zorganizowanie „żywej biblioteki naukowej” (prapremiera tego pomysłu odbyła się w czasie Nocy Biologów 2017). Pomysł nawiązuje do społecznych projektów „żywej biblioteki”, zainicjowanych w Holandii i od niedawna funkcjonujących w Polsce. W odróżnieniu od pierwotnego pomysłu na pierwszy plan wysunięta będzie nauka i naukowcy. „Żywa biblioteka naukowa” to spotkanie z naukowcem w formie konsultacji i rozmowy na określony temat (wiążący się ze specjalnością naukowca ale rozmowa przebiegać będzie w formie popularnonaukowej). Tak jak do biblioteki przychodzi się „spotkać” z książką, i poznać jej zawartość, tak można będzie spotkać się z wiedzą w formie pytań i rozmowy z konkretnym naukowcem. Przygotowany zostanie „katalog książek tytułami” - tj. zestaw tematów popularnonaukowych w powiązaniu z konkretnymi osobami (autor i tytuł „książki”). W dwu wyznaczonych, weekendowych terminach uczniowie wraz z rodzicami (lub opiekunem ze szkoły) będą mogli przyjść do takiej „biblioteki” i w formie swobodnej rozmowy (zaproponowane będą przykładowe 3 pytania, które będzie można zadać w czasie konsultacji a jednocześnie ułatwią nawiązanie dyskusji). Aby ułatwić udział młodzieży mieszkającej poza Olsztynem, „żywa biblioteka” zorganizowana zostanie także w formie wideokonferencji (z wykorzystaniem dostępnych narzędzi na portalach społecznościowych, Skype, Facebook itd.). Wideo konsultacje przeznaczone będą dla Klubów Młodego Odkrywcy ale także z możliwością udziału dowolnych, chętnych uczniów z woj. warmińsko-mazurskiego (także tych, nie biorących bezpośredniego udziału w cyklu zajęć laboratoryjnych).

Pod koniec cyklu zajęć zorganizowane zostaną szkolne mini-festiwale nauki (szkolna konferencja naukowa), w czasie których uczestniczący w projekcie uczniowie zaprezentują na forum szkoły rezultaty swoich badań, obserwacji, eksperymentów. W konferencji szkolnej brał będzie udział naukowiec (Wydziału Biologii i Biotechnologii UWM w Olsztynie) z wykładem otwierającym. Tematyka części zajęć, realizowanych w ramach projektu, w popularnej i przystępnej formie opisywana będzie na blogu wydziałowym (http://biologiaolsztyn.blogspot.com/) oraz blogu olsztyńskiej kawiarni naukowej (http://copernicanum.blogspot.com/). Autorami tekstów będą naukowcy oraz uczniowie (prace napisane pod opieką nauczyciela i/lub naukowca). Informacje o samym projekcie, idei Klubów Młodego Odkrywcy, możliwości udziału w „żywej bibliotece naukowej” upowszechniane będą na w/w blogach, Facebooku, Google + oraz w lokalnych i regionalnych mediach (celem jest przybliżenie zarówno samej pracy naukowca i sylwetki zawodu jak i upowszechnienie edukacji pozaformalnej, realizowanej w Klubach Młodego Odkrywcy).

Niebawem zaczniemy. To będzie projekt pilotażowy. Potem spróbujemy przygotować stała i szersza ofertę dla większej liczby szkół. 

Zapraszam na Noc Biologów w Olsztynie

sczachor

kotlogo4W najbliższy piątek 13 stycznia w Olsztynie, na UWM, odbędzie się szósta edycja Ogólnopolskiej Nocy Biologów. Wydział Biologii i Biotechnologii uczestniczy w tym festiwalu nauki od samego początku. W tym roku na uczestników czeka ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, wystaw, wycieczek, pokazów, dyskusji naukowych oraz edukacyjna gra terenowa. Na wszystkie zajęcia, odbywające się w godz. 8.00-23.00 wstęp jest wolny. Zajęcia są zróżnicowane, każdy znajdzie coś odpowiedniego: od przedszkola do seniora.

W Olsztynie spodziewamy się ponad 500 uczestników, zarówno zorganizowanych przyjazdów szkół jak i odwiedzin indywidualnych i rodzinnych. Z rezerwacji na niektóre zajęcia wynika, że jadą do nas uczniowie m.in. z Sierpca, Ciechanowa, Giżycka, Nidzicy, Pisza, Lidzbarka Warmińskiego, Morąga, Bartoszyc, Braniewa, Ostródy, Olsztyna, Lamkowa i Durąga.

Noc Biologów to nie tylko mądra rozrywka ale także edukacja i innowacyjność. Nie tylko pokazana zostanie wiedza przyrodnicza (nauka) w przystępnej i atrakcyjnej formie ale także pokażemy współpracę uniwersytetu z małymi i średnimi przedsiębiorstwami z regionu oraz innymi instytucjami, z którymi współpracuje Wydział Biologii i Biotechnologii. Nie zabraknie okazji do nieformalnych dyskusji i możliwości wstępnego nawiązania współpracy. Transfer wiedzy z uniwersytetu do gospodarki szeroko rozumianej jest faktem. W czasie Nocy Biologów można się będzie o tym przekonać .

Będą wykłady oraz zajęcia laboratoryjne (na niektóre trzeba się wcześniej zapisać, gdyż liczba miejsc jest ograniczona) z różnych dziedzin nauk biologicznych. Nie zabraknie także odrobiny humoru i przygody. Będzie edukacyjna gra z rozwiązywaniem tajemnic niezwykłego motyla nocnego – zmierzchnicy trupiej główki, będzie prapremiera żywej biblioteki popularnonaukowej, a wieczorem pojawią się nawet dwa pieczone dziki, Wiedźmuchy i można będzie samemu skosztować maści czarownic do latania. Jakieś pytania? Będzie okazja by bezpośrednio porozmawiać z naukowcami, bez stresu.

A gdy skończy się Noc Biologów, to Wydział Biologii i Biotechnologii zaprasza do innych form współpracy edukacyjnej, dla szkół oferujemy całoroczną akcję „Wypożycz sobie naukowca” oraz „Uniwersytet Młodego Odkrywcy”.

Początek XXI wieku przyniósł wiele niezwykłych odkryć biologicznych. Nauki biologiczne nie tylko zmieniają nasze codzienne życie ale i podręczniki do filozofii. Nic dziwnego, że biologią interesuje się niemalże każdy. Okazją do zajrzenia do biologicznych laboratoriów i pracowni naukowych jest Noc Biologów, po raz szósty organizowana w Olsztynie oraz 29 innych ośrodkach akademickich w Polsce. Oferta UWM w Olsztynie należy do najbogatszych i najciekawszych – ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, laboratoriów, pokazów, wystaw, wycieczek, spotkań z naukowcami i nauką, od 8 rano do 23 w nocy.

Ostatnie lata przyniosły wiele niezwykłych odkryć. Zaczęto poznawać genomy wielu organizmów, w tym człowieka. Na coraz szerszą skalę są uprawiane rośliny modyfikowane genetycznie (GMO). Trwa spór o globalne zmiany klimatyczne i ich wpływ na różnorodność biologiczną. Pojawienie się nowych chorób, groźnych dla człowieka, wyzwoliło lawinowy rozwój nauk biomedycznych. Wyzwaniem staje się dalszy rozwój cywilizacyjny w zgodzie z możliwościami środowiska. Wiele wskazuje na to, że XXI stulecie będzie wiekiem biologii. Trudno się więc dziwić, że ta fascynująca dziedzina nauki przyciąga rzesze chętnych do zgłębiania jej tajemnic.

Noc Biologów to nie tylko popularyzacja nauki ale i wspólne odkrywanie nowych metod edukacji pozaformalnej i ustawicznej. To pełniejsze wypełnianie misji uniwersytetu w upowszechnianiu wiedzy i kształcenia kadr. Poza sprawdzonymi wcześniej warsztatami, wykładami i pokazami w tym roku pojawi się sporo nowości i eksperymentów edukacyjnych, np. żywa książka popularnonaukowa oraz edukacyjna gra terenowa. W Nocy Biologów wezmą udział instytucje i przedsiębiorstwa współpracujące z wydziałem (np. Mazurski Park Krajobrazowy, Nadleśnictwo Olsztynie, Warmińsko-Mazurski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli itd.). Wspólnie poszukujemy innowacji dla naszego regionu. Na bazie zdobytych doświadczeń od lutego do czerwca 2017 r.

Wydział Biologii i Biotechnologii zrealizuje zajęcia dla młodzieży szkolnej w ramach projektu Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy. To pomysł na trwała współpracę edukacyjną ze szkołami z regionu. Tematem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i promocja wiedzy biologicznej w popularnonaukowej formie (edukacja pozaformalna) oraz budowanie kapitału naukowego w młodym pokoleniu. Zostaną pokazane w interesujący sposób i dostosowany do różnego poziomu odbiorców, różnorodne zagadnienia związane z biologią, biotechnologią i biogospodarką – od podstawowych informacji o bioróżnorodności na poziomie genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym do zagadnień związanych z biologią molekularną, fizjologią, genetyką i neurobiologią. Jednym z celów akcji jest również zaszczepienie przekonania o znaczącej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi oraz pokazana będzie naukowa metoda poznawania świata.

Pokazy, warsztaty, wystawy, spotkania w formie „żywej książki” i zwiedzanie laboratoriów mają za zadanie przybliżenie specyfiki pracy naukowca (element budowania kapitału naukowego). Temu celowi służyć będą także spotkania w formie żywej książki. Noc Biologów 2017 w Olsztynie to przedsięwzięcie upowszechniające naukę, kierowane zarówno do dzieci, młodzieży szkolnej jak i do osób dorosłych miasta Olsztyna, regionu i województwa warmińsko-mazurskiego a także powiatów z północnego Mazowsza. Poza bezpośrednimi pokazami na terenie uczelni przekaz popularnonaukowy docierać będzie za pośrednictwem mediów: gazety, radia, telewizji i internetu, dzięki czemu znacznie rozszerzony będzie krąg odbiorców. Po prostu próbujemy odkryć szeroko rozumiane współczesne środowisko edukacyjne.

Bogata i ciekawa oferta programowa w ramach Nocy Biologów w latach 2012- 2016, przygotowana przez pracowników naukowych a także doktorantów i studentów UWM w Olsztynie, spotkała się z ogromnym odzewem ze strony społeczeństwa w mieście Olsztynie i całym województwie. Celem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i popularyzacja wiedzy z zakresu nauk biologicznych i zastosowań biologii oraz popularyzacja instytucji naukowych, zajmujących się problematyką przyrodniczą. Przedsięwzięcie ma na celu zapoznanie z osiągnięciami nauk biologicznych, ich zastosowaniem w gospodarce i życiu codziennym a także zapoznanie ze specyfiką pracy naukowej oraz metodą naukową (stawianie hipotez, falsyfikacja, eksperymenty, wnioskowanie).

Noc Biologów ma na celu budowanie kapitału naukowego wśród mieszkańców Warmii i Mazur oraz przekazanie wiedzy przyrodniczej oraz wyników prowadzonych na UWM badań naukowych na różnych poziomach - od podstawowych wiadomości przyrodniczych do zagadnień problematycznych, nurtujących współczesną biologię i biotechnologię. Ważnym elementem jest budowanie kapitału naukowego u młodzieży m.in. poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami. W roku 2017 chcemy położyć nacisk na biogospodarkę w szerokim sensie, w tym na usługi ekosystemowe w tym skutki zmiana klimatu, różne formy terapii z wykorzystaniem metod biologicznych oraz wykorzystanie wyników nauki w gospodarce. Jednym z celów akcji jest zaszczepienie przekonania o kluczowej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi a także znaczenie biogospodarki w rozwoju regionalnym w północno-wschodniej Polsce.

Poprzez Noc Biologów 2017 chcemy zapoznać społeczeństwo regionu z pracą badawczą, specjalistycznym sprzętem laboratoryjnym a także z osiągnięciami naukowymi wydziałów przyrodniczych UWM, głównie Wydziału Biologii i Biotechnologii. Popularyzacja wiedzy przyrodniczej odbywać się będzie z podkreśleniem wartości aplikacyjne tej wiedzy. Chcemy wzbudzać ciekawość oraz chęci do poznawania i rozumienia świata przyrodniczego, szczególnie u dzieci i młodzieży szkolnej w celu kształtowania poglądów, pozwalających na zrozumienie prawidłowości funkcjonowania przyrody oraz na niedestrukcyjne obcowanie ze światem żywym (biologicznym). Zamierzamy poprzez działania realizowane w czasie Nocy Biologów budować kapitał naukowy poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami i laboratoriami.

Więcej informacji:

Święto Trzech Króli, dalie na butelkach malowane i Noc Biologów 2017

sczachor

15894248_10210401839315676_7311416856838940222_nMalowanie w przestrzeni publicznej i dyskusje o przyrodzie są niezapomnianym przeżyciem, do których warto wracać. Fizyczne efekty jednego z takich spotkań można będzie zobaczyć na wystawie w czasie Nocy Biologów 2017, 13 stycznia 2017 roku. Łączenie nauki ze sztuką i spotkaniem towarzyskim jest nową formą upowszechniania wiedzy. Ułatwia otwartość, jakże ważną zarówno dla naukowców jaki i tych, co wiedzy poszukują tylko okazjonalnie.

Wspomnianą otwartość dobrze ilustrują słowa ks. Jana Twardowskiego odnoszące się do epifanii, Święta Trzech Króli „Trzej mędrcy studiowali astrologię, astronomię, geografię, jednak gdy wyruszali w drogę stale pytali, gdzie jest Mesjasz. Byli mędrcami, ale nie wstydzili się pytać (…) Nazywają ich królami, ale można ich nazwać żebrakami. (…) O mądrość trzeba żebrać.” Mieli wiedzę a pytali. Niech będzie to wzorem i dla nas. Na przykład otwartości w poszukiwanie nowych form edukacji pozaformalnej.

Zapraszam na wystawę butelek pomalowanych w czasie wrześniowej IV Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Malowaliśmy na starych butelkach, w tym butelkach laboratoryjnych (zobacz zdjęcia z pleneru). Pogoda dopisała, rozmowy toczyły się bardzo sympatyczne. Bez zbędnego patosu. Ale o przyrodzie, o ludziach i o byciu razem w przestrzeni publicznej. Wystawa odbędzie się w ramach Nocy Biologów, 13 stycznia 2017 r., w szklarni Wydziału Biologii i Biotechnologii, od godz. 8.00 do 20.00.

Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, jest warunkiem rozwoju cywilizacji. Do wiedzy każdy ma prawo. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Misją uniwersytetu jest upowszechnianie wiedzy. Misją takich festiwali naukowych jak Noc Biologów jest także upowszechnianie wiedzy - jakkolwiek forma może wydawać się niecodzienna i nietypowa.

Podobnie jest ze sztuką - ma do niej prawo każdy, zarówno w sensie tworzenia jak i odbioru. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzega nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno. Motywem mojego malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). To taki niewerbalny i ukryty przekaz, dotyczący filozofii życia i ochrony środowiska.

Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. W czasie daliowego pleneru wykorzystaliśmy także stare butelki laboratoryjne, które miały być wyrzucone na śmietnik (bo już do badań kompletnie bezużyteczne). Zebranym śmieciom nadaję nową wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym - także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym - nowej ważności i wartości. A w zasadzie jest to odkrywanie, dostrzeganie tej wartości. Bo ona już tam jest.

Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Społecznościowy i artystyczny pretekst do snucia refleksji i niespiesznego dyskutowania. Malowanie butelek jest jak nauka – ma służyć ulepszaniu świata. Jest dla niego jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia. Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing).

Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań. Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego.

Zatem zapraszam w piątek 13 stycznia (Noc Biologów) do szklarni Wydziału Biologii i Biotechnologii, by w niezwykłym otoczeniu roślin porozmyślać, pooglądać i być może zaplanować kolejne, wspólne spotkanie przy malowaniu. Butelek, słoików, starych dachówek, polnych kamieni. 

Fot. Grzegorz Fiedorowicz

Zmierzchnica trupia główka i Noc Biologów 2017

sczachor

zmoraW nocy (a nawet w zimie) życie nie zamiera. Za to budzą się strachy. Strach najczęściej bierze się z niewiedzy. W czasie Nocy Biologów 2017 można będzie się wielu rzeczy dowiedzieć. Będzie także gra terenowa, której motywem przewodnim jest niezwykły motyl, który na swojej trąbce trąbi, nocą spija oskołę z drzew a znacznie rzadziej nektar z kwiatów jak koliber, czasem podkrada miód z pszczelego ula, straszy drapieżniki udając szerszenia a w dawnych wierzeniach uważano, że wróży śmierć i współpracuje z czarownicami.

Zmierzchnica trupia główka (Acherontia atropos L.) zwana jest także zmorą trupią-głową. Zmora, zwana także marą (stąd powiedzenie sen mara, Bóg wiara), w wierzeniach słowiańskich była istotą pół demoniczną, duszą człowieka żyjącego lub zmarłego, która nocą męczyła śpiących, wysysając z nich krew. Słowianie duszę ludzką najczęściej wyobrażali sobie pod postacią ćmy (owada), czasem ptaka. Nasi przodkowie na tego owada zwrócili uwagę już dawniej, może za sprawą plamy na tułowiu, przypominającą ludzką czaszkę? A może ze względu na niezwykłe zachowanie i tryb życia tego owada.

Zmierzchnica trupia główka jest gatunkiem południowym, dawniej rzadko do nas zalatującym ale obecnie widywanym nawet w północnej Polsce (i tu się rozwija) - co jest znakiem ocieplającego się klimatu. A przy okazji może jest zwiastunem złych konsekwencji ocieplającego się klimatu za sprawa działań samego człowieka (emisja gazów cieplarnianych).

W czasie Nocy Biologów, 13. stycznia w piątek (piątek trzynastego uważany jest w naszej kulturze za datę pechową - ale bez obaw, przesądami zajmują się etnografowie i tylko tak nas to „kreci”), podążając za zmierzchnicą tupią główką można będzie wykonać różne edukacyjne zadania, a na koniec zdobyć nagrody. Również edukacyjne. Pojawią się także wiedźmy. Może od ich pocałunku człowiek zamieni się w żabę? A może tylko będzie okazja do zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. Najlepiej przyjść i samemu sprawdzić. Empirycznie, doświadczanie, samodzielnie. 

1280pxAcherontia_atropos_MHNT_dos1Zmierzchnica jest największym motylem europejskim: rozpiętość skrzydeł wynosi 10–14 cm, gąsienice dorastają do 13 cm i ważą do 10 g. Zmierzchnica – jak sam nazwa sugeruje - jest motylem nocnym czyli ćmą. Należy do rodziny zawisakowatych (Sphingidae). Motyle z tej rodziny zazwyczaj są dobrymi lotnikami, niektóre z nich mylimy z kolibrami, bo są duże i przy spijaniu nektaru zawisają w locie (sam kilkakrotnie odbierałem telefony z zapytaniem, czy to możliwe aby w Olsztynie żyły kolibry). Na grzbietowej stronie tułowia zmierzchnica trupia główka ma charakterystyczny rysunek, przypominjący ludzką czaszkę (zdjęcie wyżej). Człowiek ma od urodzenia wrodzoną umiejętność rozpoznawania twarzy. Nawet w chmurach czy plamach potrafimy dopatrzyć się ludzkiej twarzy. Albo oblicza potwora, demona czy jakieś zmory. Trupia głowa, która lata o zmierzchu i do tego piszczy. Nic dziwnego, że w kulturze ta ćma zajęła demonczne miejsce w mitach i wierzeniach.

Łacińska (naukowa - Acherontia atropos L.) nazwa omawianej ćmy wiąże się z mitologiczną rzeką Acheron oraz Mojrą o imieniu Atropos. Skojarzenia jak najbardziej uzasadnione w kontekście zachowania i wyglądu tego dużego motyla nocnego. Jak zapewne każdy wie motyle mają trąbki (zwijane w stanie spoczynku) i za ich pomocą spijają nektar z kwiatów, a czasem różne płyny z uszkodzonych drzew, gnijących i fermentujących owoców a nawet odchodów zwierząt. Ale zmierzchnica trupa główka za pomocą swojej trąbki potrafi wydawać dźwięk – w momencie zaniepokojenia piszczy, a głos jej podobny jest do głosu nietoperzy. Dźwięk jest słyszalny z daleka. Jest to wyjątkowa cecha u motyla. Okazuje się więc, że ćmy mogą wydawać dźwięki I to nie w postaci trzepotu skrzydeł.

Trupia główka - ćma co dźwięki wydaje. Czemu wydaje dźwięki? Jedni sądzą, że to sposób odstraszania napastników (drapiezników), inni że myli swoim dźwiękiem pszczoły, gdy im miód podpija w ulu. W Polsce zmierzchnica pojawiała się rzadko. Jej ojczyzną jest południowa Europa i Afryka. Czasem wiosną i wczesnym latem do nas zalatuje, nawet do Skandynawii. Potrafi więc przelecieć ponad tysiąc kilometrów (a nawet kilka tysięcy kilometrów). Składa jaja na liściach ziemniaka, pomidora, bielunia lub pokrzyku (prawie same trujące rośliny, co jej mroczność tylko podkreśla - zjada składniki dawniej wykorzystywane w maści czarownic do latania). Jesienią mogą pojawić się dorosłe osobniki drugiego pokolenia. Ale nie zostają u nas tylko lecą na południe, wracają do siebie. Co nie jest takie rzadkie u naszych motyli. Bo nie tylko ptaki na zimę od nas odlatują. Wraz z ocieplaniem się klimatu można spodziewać się przesuwania się na północ zasięgu występowania tego motyla oraz częstszych wizyt w naszym regionie. Już kilka lat temu udokumentowano obecność i rozwój zmierzchnicy trupiej główki pod Morągiem (w naszym regionie). Jej obecność jest jednym z wielu przyrodniczych znaków pokazujących ocieplenie klimatu. Jest wiec jak zwiastun kłopotów…

Dawniej, gdy się u nas pojawiała, wywoływała strach i sensację. Tak zanotował w swoim sztambuchu generał Joachim Jauch, (1684-1754) „1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z której dwie złapano, jedną pokazują w Kapitule Gneźnieńskiej, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, i pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak aksamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate i zęby wiewiórcze mająca etc.” Zamieszczony na samej górze rysunek jest bardzo niedokładny. Widać, że generał słyszał o niej głównie z opowieści (lub ogladał w stanie mocno zniszczonego, zasuszonego owada). Odnotowane skrzeczenie to był dźwięk wydawany na trąbce, wspomniana piana - to zapewne hemolimfa, którą czasem niektóre owady wyrzucają z ciała w celach obronnych. Wspomniane „zęby” to raczej czułki lub tylko wyobraźnia przestraszonego człowieka. Nazwa „szarańcza” wzięła się chyba z grozy, bo dawniej naloty szarańczy i w Polsce wyrządzały duże szkody. Możemy jeszcze złożyć na karb nieugruntowanej w tamtych czasach wiedzy biologicznej (entomologicznej).

Zmierzchnica trupia główka w wielu kulturach była kojarzona ze śmiercią. Jeszcze w XIX w. mieszkańcy Anglii uważali, że zmierzchnica trupia główka towarzyszy wiedźmom i szepcze im do ucha imiona ludzi, którzy wkrótce umrą. W czasie Nocy Biologów zmierzchnica co najwyżej szeptać będzie do ucha podpowiedzi w edukacyjnych zagadkach.

zmierzcnicanakorzeZmierzchnica występuje w lasach liściastych a dorosłe owady (stadium imago) spotkań można od kwietnia do lipca. Gąsienice żyją na różnych drzewach liściastych, np. na lipach, wierzbach, dębach, olchach. W atlasach zazwyczaj spotkamy motyla z rozłożonymi skrzydłami (tak jak na ilustracji wyżej). Żółte, jaskrawe kolory skrzydeł drugiej pary widoczne są znakomicie. Gruby brązowo-żółty odwłok przypomina ubarwienie szerszenia. Ta mimikra do żądlących owadów jest obroną przed potencjalnymi drapieżnikami. Bo który ptak czy mały ssak chciałby zjadać tak niebezpiecznego owada? Lepiej czmychnąć. Jeśli dodamy to tego dźwięk, to rzeczywiście zmierzchnica może odstraszać nie tylko ludzi.

Jednak w pozycji spoczynkowej (fotografia obok), gdy ćma siedzi na pniu drzewa, jej brązowe ubarwienie zlewa się z fakturą kory. W takiej pozycji zmierzchnica jest niewidoczna. Najlepszym zabezpieczeniem przed drapieżnikiem jest być niewidocznym. Dopiero, gdy ten podejdzie zbyt blisko lub zaatakuje, zmierzchnice sięgają po broń odstraszającą. Rozłożone skrzydła mają natomiast kontrastowe, żółto-czarne barwy, przypominające żądlące błonkówki (np. szerszenia) co motyl wykorzystuje do odstraszania drapieżników.

Czasami dorosłe zmierzchnice trupie główki spotkań można w ulach lub w dziuplach dziko żyjącej pszczoły miodnej. Co robi ta ćma w ulu pszczelim? Spija miód. Jednorazowo zjada od 6 do 10 gram miodu (objętość łyżki do zupy). A dzięki chemicznej mimikrze nie jest przez pszczoły zazwyczaj atakowana. Zdarza się jednak, że pszczoły rozpoznają dużo większego intruza, podkradającego miód, i zamurowują kitem pszczelim złodzieja (za duża, żeby po prostu wyrzucić z ula). Po takim unieruchomieniu zmierzchnica ginie uduszona. Zdziwiony pszczelarz może taka w swoim ulu spotkać.

Zmierzchnica nie oblatuje kwiatów by spijać nektar tak jak większość zawisaków. Spija oskołę, spływającą z drzew. Oskoła to staropolska nazwa soku brzozowego o słodkawym smaku. Napój ten o leczniczych właściwościach stosowany na obszarze całej Słowiańszczyzny jako eliksir zdrowia i urody.

Zmierzchnica jest gatunkiem ciepłolubnym. Jej naturalny obszar występowania znajduje się głównie w Afryce oraz Azji Mniejszej. Spotkać ją można w południowej Europie, w basenie Morza Śródziemnego. Motyl ten migruje w dużej liczbie na teren połnocnej Europy aż po koło podbiegunowe. Potrafi przemierzać w locie tysiące kilometrów, a fruwa dość szybko (jak na motyla).

Już dawniej zaobserwowano, że w zależności od temperatury (głównie w okresie przepoczwarczenia) pojawiają się różne formy barwne motyli (różnych gatunków). Podobnie jest i u zmierzchnicy - europejskie populacje różnią się więc ubarwieniem w poszczególnych latach (zmienność temperatur w okresie wegetacyjnym). To gradka dla entomologów-kolekcjonerów. Oczywiście dokumentować można fotograficznie, co jest sposobem bardziej przyjaznym dla przyrody niż dawniejsze nabijanie na szpileczkę i zasuszanie.

W sprzyjających warunkach pogodowych, gdy lato jest ciepłe i długie, nawet w północnej Europie gąsienice kończą cykl rozwojowy, ale nowe pokolenie motyla migruje z końcem lata na południe. Mróz dla nich jest zabójczy. U nas gąsienice zmierzchnicy żerują na zielonych częściami roślin rodzin z psiankowatych, np. ziemniaka, pomidora, psiance słodkogórz oraz na bieluniu, dyni czy pokrzyku wilczej jagodzie (rośliny dla człowieka w większości trujące). Zjadają także rośliny z rodzin werbenowatych i oliwkowatych. Same zaś atakowane są przez parazytoidy takie jak gąsieniczniko (Ichneumonidae) i rączycowate (Tachinidae). Zmienność ubarwienia oberwana jest nie tylko u osobników dorosłych ale i u gąsienic. Spotkać można osobniki zielonożółte z pasami ciemnoniebieskimi, a nawet czarnymi. Inne są z szarobrązowymi pasami, składającymi się z jaśniejszych i ciemniejszych kropek. Na końcu odwłoka gąsienica ma charakterystyczny wyrostek w kształcie wygiętego rogu , przypominającego literę "S". Mimo dużych rozmiarów oraz żarłoczności zmierzchnica nie jest u nas uważana za szkodnika. A to dlatego, że rzadko występuje i zazwyczaj pojedynczo.

Przed przepoczwarczeniem gąsienice zakopują się w glebie na głębokość do 25 cm. Tworzą ziemne kolebki poczwarkowe o jajowatym kształcie, wykonane z ziaren piasku i cząstek gleby, zlepionej wydzielinami. Przeobrażenie trwa około 30-45 dni i odbywa się pod koniec lata. Poczwarka jest bardzo duża, w kolorze ciemnobrązowym i z połyskiem. Można je spotkać w czasie jesiennej orki po uprawie ziemniaków. Teraz, gdy orka odbywa się za pomocą ciągników, raczej trudno taką poczwarkę zauważyć. Dawniej, gdy rolnik szedł za pługiem, ciągniętym przez konia, widział co w bruździe się znajduje. Miał więc szansę zobaczyć tę dużą i niezwykłą poczwarkę.

Ilustracje, od góry: rysunek  z pamiętnika Joachima Daniela Jaucha (1684-1754), fotografia autorstwa Archaeodontosaurus (Wikimedia Common), najniżej fotografia autorstwa Marcina Korczakowskiego.

Więcej o zmierzchnicy trupiej główce:

Chyba społeczeństwo powinno być bardziej kobiece - zyskali byśmy dużo

sczachor

odbiorcyKobiety średnio w Polsce żyją dłużej o 8 lat, 4 to bonus estrogenów, 4 to rozsądniejszy styl życia (bardziej dbają o siebie). Załączona wyżej grafika to statystyka zainteresowania Nocą Biologów (z ostatnich 28 dni). Pań (zielone słupki) jest blisko 2 razy więcej i to w każdej grupie wiekowej (płeć męska - słupki niebieskie). Czy kobiety są bardziej zainteresowane wiedzą i własną edukacją? Te dane statystyczne są intrygujące...

Przypomniała mi się notatka prasowa sprzed kilku dni. Wyczytałem tam, że starsze osoby, które są przyjmowane do szpitali w USA, mają nieco większe szanse na przeżycie, jeżeli zajmie się nimi kobieta. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Harvardu (na podstawie przeprowadzonych badań, istotnych statystycznie). Tłumaczą ten fenomen tym, że kobiety ściślej trzymają się oficjalnych wytycznych w postępowaniu klinicznym oraz lepiej sobie radzą z bezpośrednią komunikacją z pacjentem. Potwierdza to od dawna znaną prawidłowość lepiej rozwiniętej inteligencji społecznej u kobiet. Czas spędzany „na plotkach” uczy empatii, słuchania i rozmawiania.

Amerykańscy naukowcy podkreślili także, że wśród personelu medycznego w USA kobiety rzadziej awansują i otrzymują relatywnie mniejsze wynagrodzenie niż ich koledzy zatrudnieni na tych samych stanowiskach (ta nierówność nie ma realnego uzasadnienia). Wyciągnąć można z tego wniosek, że statystycznie częściej mężczyźni są nastawieni na własną karierę (są bardziej egoistyczni). Osiągają swój sukces zawodowy i wyższe dochody. Ale jak pokazują cytowane badania dla dobra społecznego cenniejsza jest inna postawa - nastawiona na empatię i dobro wspólne (rzetelne wykonywanie obowiązków zawodowych) a nie indywidualna rywalizacja. Średnio statystycznie co innego jest ważne dla kobiet (a przecież są i tacy mężczyźni, tylko mniejszy odsetek). Prestiż społeczny, mierzony wysokością zarobków, preferuje (nagradza) zupełnie inne postawy niż te wartościowe społecznie.

Oba przedstawione fakty (edukacyjny i medyczny) skłaniają do głębokiej refleksji. Może (tak w uproszczeniu) gdyby świat był bardziej kobiecy, to byłby piękniejszy i bardziej dla nas przyjazny? Może warto zwolnić i skupić się ciut bardziej na tym, co na prawdę w życiu ważne?

Polska obojga narodów

sczachor

Tytuł nie jest pomyłką. Nawiązuje do Rzeczypospolitej (republiki) Obojga Narodów, do (dobrowolnej) unii dwóch państw: Korony (Królestwa Polskiego) i Litwy (Wielkiego Księstwa Litewskiego). Narodów w sensie etnicznym było więcej. Ważna była integracja i wspólna ojczyzna, zbudowana z dwu różnych organizmów państwowych, różnych historii, różnych kultur. Taki prototyp Unii Europejskiej.

Ale ja o czymś innym chciałem napisać – nie o łączeniu a o dzieleniu. O dzieleniu Polski, kraju zamieszkałego przez dwa narody… Polaków. Narody, coraz bardziej sobie wrogie. Nie łączenie a dzielenie. Niby ten sam język, ta sama wiara i ta sama, wspólna historia. Ale chyba różna kultura, skoro się dzielimy, rozwarstwiamy (jak ewoluujące gatunki na dwa potomne). Na razie są złe słowa, raniące, podsycające nienawiść (ale już od wielu lat). A czy potem będą dwa kraje? Tak jak Pakistan i Indie, Korea Południowa i Korea Północna, Wietnam Południowy i Wietnam Północny, Niemcy Wschodnie i Niemcy Zachodnie? Czy rozpadnie się jak Jugosławia? Takie kraje czasem się rozpadają, a czasem potem łączą. Po drodze jednak jest dużo ofiar, ran i urazów. Czy Polak będzie mądry przed szkodą?

Agresja służy samookreśleniu, poprzez zdefiniowanie wroga. Bo żeby się wyróżnić, trzeba zdefiniować tego złego. Tak jak w rozpadającym się małżeństwie. Negatywne emocje uzasadniają odejście. Więc te negatywne emocje potrzebują pożywki dla samouzasadnienia, wytłumaczenia i samousprawiedliwienia swoich rozłąkowych działań. Bo opuszczać kogoś dobrego jest niefajnie (jakoś tak brzydko, wina na nas spada, co przynosi dyskomfort). Ale jeśli to wróg, zło wcielone, to co innego. Więc tego wroga trzeba wykreować. Coraz bardziej nienawistnymi słowy. Drobnymi, dużymi, codziennymi.

A więc jest pierwszy i drugi sort Polaków, potomkowie AK i spolonizowani sowieci, Europejczycy i sekta smoleńska, Polacy i Wolacy, Polacy i zdrajcy itd. Nieostry podział ale ciągle się pogłębiający. Widać to nie tylko w polityce ale i w życiu codziennym, w rodzinie, w pracy, w kulturze. Słowna wojna hybrydowa. Lecz nieustannie podsycana raniącymi słowami i nienawiścią nabiera realnych kształtów… i rękoczynów. Nienawiść, która odmawia innym bycia Polakiem (prawdziwym Polakiem?). Czy dojdzie do gorącej wojny? Do nie tylko słownych podziałów na obywateli lepszej i gorszej kategorii, do dyskryminacji w prawach?

Czy Polska zostanie podzielona granicą – skoro nie będziemy już mogli ze sobą pokojowo żyć? Czy wyzwiska skończą się rękoczynami? Może tylko restrykcjami prawnymi ?

Czarna to wizja na rozpoczynający się rok 2017. Rok, który zaczął się już śmiercią, zamieszkami i rzucaniem kamieniami w policję. Czy znajdzie się ktoś, kto unię spowoduje między dwoma narodami Polaków i nastanie Polska Obojga Narodów, jako dobrowolna unia?

Czy przyjdzie w porę opamiętanie, i na górze i na dole. Każdy z nas może albo dolewać oliwy do ognia albo wylewać oliwę na wzburzone fale. Każdego dnia, słowem i czynem najdrobniejszym. Można być wzmacniaczem, potęgując i upowszechniając złe emocje. Lub być jak ściana w studiu radiowym – wyciszać wszelkie szumy i ze hałasy.

 

ps. zdjęcie zrobiłem w czasie wakacji w Krakowie...

Seminarium dyplomowe jako edukacyjne środowisko tworzenia

sczachor

seminarium_pisanie_pracyZdobywanie wiedzy na studiach to przede wszystkim porządkowanie a nie tylko dokładanie nowych faktów. Przekazywanie wiedzy jest procesem a nie tylko treścią. Dobrze to moim zdaniem ilustruje seminarium dyplomowe. Swoje lata już mam, siwe włosy też (dobrze że są i że jeszcze rosną), ale ciągle muszę się uczyć. Bo świat zmienia się nieustannie. I niestety bardzo szybko. Już nie tylko telefony trzeba zmieniać co roku. Jakże jednak żyć samemu w przytulnej stabilizacji, gdy studentów muszę przygotowywać do nieustannego uczenia się w zmieniających się świecie? Poznaję na własnej skórze jak to smakuje. I dzielę się swoim doświadczeniem (nie tylko na sali wykładowej czy laboratoryjnej).

Dzisiaj piszę o seminarium i jest to po części materiał powtórzeniowy dla studentów. Ale jednocześnie powoli przygotowuję się do poprowadzenia webinarium (nawet słowa trzeba tworzyć zupełnie nowe, pasujące do tej zmieniającej się rzeczywistości). Borykam się z techniką ale i z koncepcją. Trzeba zrozumieć jak przebiega komunikacja w tych nowych warunkach.

Najpierw będzie trochę wstępu wyjaśniającego (także i dla studentów, skąd to się wszystko wzięło). Piszę, by i samemu uporządkować swoje myśli. W dalszej części będzie wyjaśnienie tego, co widać na załączonym rysunku (grafice?).

Myślografię wyżej zamieszczoną (uczę się także technik myślenia wizualnego - rysnotek, ryślenia - by uczyć także moich studentów) rysowałem ręcznie, długopisem na papierowej kartce. Ale nie całkiem. Bo wykorzystując Bamboo Spark rysunek powstał także od razu w wersji elektronicznej. Pokolorowałem na tablecie wirtualnymi markerami. Potem umieściłem w chmurze (użyć cudzysłowu czy nie?), pobrałem na laptop a teraz zamieszczam na blogu. Nowe rzeczy, których się uczę. A ten chruścik w rogu też ma znaczenie.

W czasie seminarium staram się uczyć studentów pisania pracy dyplomowej. W zasadzie to jednak występuję w roli akuszerki - pomagam się urodzić. A jeszcze dokładniej to staram się stworzyć środowisko edukacyjne, które tym „narodzinom” będzie towarzyszyło i je ułatwiało.

Sam pisałem pracę magisterską a jako student uczestniczyłem w seminarium magisterskim (wtedy były tylko jednolite studia magisterskie). Potem byłem promotorem prac magisterskich z zakresu biologii i ekologii chruścików (Insecta: Trichoptera). Nie wystarczy jednak odwoływać się do przeszłości, tak jak kiedyś byłem uczony. Bo zbyt dużo się zmieniło przez ostatnie 30 lat. Wtedy były to studia magisterskie na kierunku biologia. Potem byłem promotorem prac dyplomowych na studiach podyplomowych dla nauczycieli (inna tematyka i inny charakter prac), prowadziłem seminarium na kierunku pielęgniarstwo (mój wydział otworzył studia z pielęgniarstwa by ułatwić powstanie wydziału medycznego), teraz na biotechnologii, czasem na biologii. No i pojawiły się studia w systemie bolońskim czyli licencjat i studia magisterskie (studia pierwszego i drugiego stopnia), W międzyczasie byłem także promotorem prac doktorskich. Jako recenzent wiele prac dyplomowych przeglądałem i analizowałem. W sumie doświadczenie spore.

Swoje obustronne (z tej i tamtej strony biurka w sali) i niesymetryczne (dużo częściej w roli promotora i prowadzącego zajęcia) od dawna uzupełniałem czytaniem adekwatnej literatury. Czyli korzystałem z doświadczenia innych w zakresie pisania prac dyplomowych i sensu seminarium dyplomowego. Czytałem autorów z różnych dyscyplin (nie tylko biologów) i często z bogatszym od mojego doświadczeniem. W ciągle i szybko zmieniającym się świecie nie wystarczyło raz (a dobrze) zapytać się i przemyśleć cel i sens pracy dyplomowej i samego seminarium. Ciągle trzeba dostosowywać metody do celu nadrzędnego. A i ten ostatni niewątpliwie się zmienia. I warto to dostrzec.

Na początku było seminarium magisterskie na kierunku biologia, w małych grupach. Studenci pisali zbliżone tematycznie prace z zakresu biologii i ekologii bezkręgowców wodnych (chruścików, pluskwiaków, chrząszczy, ważek, jętek, wodopójek). Często pracowali na tym samy obiekcie (jeziorze, rzece). Seminarium zaplanowane było na dwa lata. W dyskusji i zespołowo wypracowaliśmy program i harmonogram na dwa lata, z planowaniem badań (temat konkretny rodził się w dużo większym dialogu studenta i promotora, w porównaniu do sytuacji obecnej), często wspólnymi wyjściami terenowymi. Było więc na seminarium i planowanie badań terenowych, omawianie metod połowu bezkręgowców, było i omawianie metod analizy ze statystyką włącznie. Było omawianie wyników. Napisałem nawet dwa elektroniczne skrypty, dotyczące metodyki badań hydrobiologicznych jak i samego procesu pisania. Teraz muszę je znacznie zmienić by dostosować do obecnych potrzeb i aktualnej sytuacji.

Sporo się jednak zmieniło. Cel niby ten sam ale warunki inne. Inaczej wygląda egzamin dyplomowy - obecnie student musi przedstawić swoją pracę w formie prezentacji multimedialnej. A więc musi umieć coś nowego, w porównaniu do dawnych "dobrych czasów". Kiedyś pisaliśmy ręcznie i dawaliśmy do przepisania na maszynie maszynistce. Teraz najczęściej student sam pisze na komputerze, sam składa tekst (uczy się edycji). Jest więc i autorem i wydawcą jednocześnie. To więcej umiejętności niż kiedyś. Ale i możliwości technologiczne inne.

Co się jeszcze zmieniło? Jest dwusemestralne seminarium licencjackie i dłuższe seminarium magisterskie. Dla mnie zmieniło się jeszcze więcej. Mam obecnie zajęcia w większości z biotechnologami (wcześniej także z pielęgniarkami), dużo rzadziej z biologami. A ci ostatni i tak piszą prace odległe od mojej naukowej specjalności. Czyli uczę nie tego, na czym znam się najbardziej. Dawne wzorce omawiania metodologii badawczej straciło sens. Sam muszę nie tylko nauczyć się nowych merytorycznie rzeczy ale przemyśleć na nowo sens seminarium. Bo w grupie rozpiętość tematów prac dyplomowych jest znaczna. To nie są dyplomanci z jednej katedry… 

Jestem zoologiem a prowadzę seminarium dla biotechnologów i to także biotechnologii inżynierskiej (obecnie w dużo większym stopniu realizujemy program niz pokazujemy własne doświadczenie badawcze i własne odkrycia). Musiałem uwzględnić dwa nowe typy prac: aplikacyjne i projektowe (wcześniej, wraz z licencjatem pojawiły się prace przeglądowe). Nie sposób opowiadać o tym, co zna się tylko z książek… Sam więc musiałem na sobie sprawdzić na czym polegają prace aplikacyjne i projektowe.

To na czym skupić się dzisiaj by seminarium  nie było to tylko rytuałem i nudnym przedstawianiem (wygłaszaniem) prezentacji przez studentów? Duża grupa, tematyka o dużej rozpiętości, mało punktów styczności. A przynajmniej inne niż 20-30 lat temu.

Ciągłe uczenie się i odkrywanie wspólnego środowiska edukacyjnego (a więc nie tyle program co środowisko edukacyjne).

1. A więc student. To w jego głowie rodzi się utwór (sam komuteropis jest tylko formą utrwalenia tego utworu autorskiego). Dlatego znajduje się w centrum. Utwór powstaje przez procesy myślowe, dojrzewa, bo samo pisanie technicznie zajmuje mało czasu. Najpierw trzeba wiedzieć o czym napisać. Każda praca w tym sensie powstaje tak samo: czy to praca dyplomowa inżynierska, licencjacka czy magisterska. Student nie pracuje w próżni lecz w środowisku edukacyjnym (które uniwersytet powinien stworzyć, także poprzez pracowników takich jak ja).

2. Praca w laboratorium - bo moi studenci studiują na wydziale przyrodniczym. Nawet część prac licencjackich ma charakter badawczy (a nie tylko przeglądowy). Ekosystemy też są dla biologa laboratorium.

3. Biblioteka, jako miejsce, gdzie można odszukać potrzebne książki i czasopisma. W przypadku prac przeglądowych to tam znajduje się materiał badawczy. Umiejętność szukania… już nie w tradycyjnych szafkowo-szufladkowych katalogach bibliotecznych.

4. Zasoby internetowe stają się coraz ważniejsze… bo i dostęp do zasobów uniwersyteckiej biblioteki najłatwiejszy jest przez komputer… stojący w dowolnym miejscu. To zupełnie nowe umiejętności.

5. Promotor - główny konsultant i pomocnik. Grubość linii na rysunku ma odzwierciedlać skalę i intensywności kontaktów.

6. Grupa na Facebooku (bo tak pracuje obecnie ze studentami) to tylko przykład współpracy w chmurze. I kontaktów poza zajęciami.

7. Samo seminarium zostawiłem na końcu. Uczenie się dyskusji i współpraca zespołowa w myśleniu. Taka mała „szklarnia” gdzie w dyskusji wylęgają się poszczególne myśli.

Nieco inne warunki niż kiedyś. A przy okazji student nabywa dodatkowe umiejętności (kompetencje), przydatne nie tylko w trakcie pisania (przygotowywania) pracy dyplomowej i nie tylko w czasie studiów. Przydatne w całym życiu zawodowym. W takim rozumieniu seminarium nie jest tylko celem samym w sobie ale i elementem większej całości.

Żagnica zimowa na płocie

sczachor

15626418_961830757285281_4847435345519573044_o

Czy ważkę można spotkać w zimie? To zależy jaką. Imagines (czyli postacie dorosłe, ze skrzydłami) nie są aktywne w zimie. Dla organizmów zmiennocieplnych poruszanie się w niskiej temperaturze jest bardzo problematyczne. Więc fruwających ważek zimą nie zobaczymy w Polsce. Ale aktywne larwy w wodzie - jeśliby się komuś chciało poszukać - zawsze się znajdzie, i w rzekach i w jeziorach. Są aktywne tak jak wiele hydrobiontów. Zimą w wodzie życie kwitnie.

Kolega odonatolog, Grzegorz Tończyk, zamieścił na Facebooku powyższe zdjęcie, wraz z podpisem „Żagnica zimowa - obrazek z płotu kompostowni przy Grupowej Oczyszczalni Ścieków w Łodzi - nie ma odpoczywania - ważka może być wszędzie.” Tak więc zimową ważkę można spotkać, tyle że na płocie.

Malowanie na płocie kojarzy się zazwyczaj z brzydkimi wyrazami lub paskudnymi bazgrołami. Ale może być inaczej, nie tylko pięknie ale i edukacyjnie. Ponieważ miałem trudności z szybkim zidentyfikowaniem, kolega mi pomógł. Na płocie namalowany jest samiec ważki żagnicy sinej (zwanej także żagnicą większą) - Aeshna cyanea. Jest oczywiście żagnica jesienna (zwana także żagnicą mniejszą) - Aeshna mixta. Ale zimowej jako takiej nie ma.

Wróćmy do ważki uwidocznionej na łódzkim płocie. Żagnica sina osiąga długość 7-8 cm. Żagnice są dużymi ważkami. Dymorfizm płciowy widoczny jest w ubarwieniu, dlatego można powiedzieć, ża namalowany jest samiec. Dorosłe owady pojawiają się od połowy czerwca, ale nad zbiornikami wodnymi widuje się je dopiero w sierpniu i we wrześniu. W korzystnych warunkach pogodowych można je spotkać nawet w październiku i listopadzie. Ale w grudniu (i to pod koniec) to jeszcze chyba nikt nie widział. Chyba, że na płocie… namalowaną.

Aeshna cyanea zasiedla małe zbiorniki wodne: oczka śródleśne, zbiorniki powyrobiskowe na żwirowniach. Pojawia się także nad większymi zbiornikami: stawy rybne, bagienne jeziorka, jeziora. Jest jedną z pospolitszych wazek Polski.

W czasie Nocy Biologów w Olsztynie, w dniu 13 stycznia 2017 r. będzie możliwość namalowania lokalnej bioróżnorodności, na przykład ważki. Tyle że na starych dachówkach lub polnych kamieniach. Zapraszam.

Życzenie świąteczne (z morałem i nadzieją)

sczachor

15578499_715144871983384_6798674166312472858_nTak bardzo rzadko kiedy życzenia spokojnych świąt nabierają wyjątkowej wymowy i szczególnego znaczenia. To już nie są kurtuazyjne słowa, rytualnie i machinalnie wypowiadane, grzecznościowo i symbolicznie - bo tak wypada.

Życzę Wam, czytelnikom niniejszego bloga, spokojnych i refleksyjnych świąt Bożego Narodzenia. Niech wyciszenie od zgiełku mediów i rozpalonych społecznych emocji skłoni nas do otwartych dyskusji przy świątecznym stole. I do głębszych przemyśleć. Życzę otwartości na drugiego człowieka, jego przeżycia, myśli i emocje. Wysilmy się by je dostrzec. I spróbujmy zrozumieć. Tak jak i swoje. By nie szukać drzazgi w oku bliźniego, będąc ślepym na belkę we własnym oku.

Świat najskuteczniej zmieniać od siebie samego. Bo przecież mamy niewielki wpływ na innych, a na siebie bardzo duży (tak mówi moja żona - i ma pełną rację!). Możemy być sprawczy od zaraz. To jest w naszej mocy, zmienić siebie samego. Tu i teraz. Można zacząć od zmiany języka, by słowa nie raniły, nie były jak kamienie rzucane w nienawiści i by zranić, lecz by były nośnikiem treści, informacji, porozumienia. Trzeba umieć mówić i umieć słuchać. To wszystko jest w nas.

Spokojnych świąt! Bo niespokojnie jest i na szerokim świecie i w Polsce. I blisko nas. W globalnym świecie niepokój i nieszczęście, dziejące się gdzieś daleko, dociera i do nas. Jak fala wzbudzona skrzydłami motyla. Jest wiele problemów do rozwiązania. Trudnych, nabrzmiałych. Refleksja przy świątecznym stole jest potrzebna by zrozumieć świat, jego prawdziwe problemy (a nie te wydumane). Mądrość jest nam potrzebna. Bo jak mawiał ks. Tischner - w głupim brak miejsca na dobro.

Spokojnych i refleksyjnych świąt - by zacząć zasypywać wojenne okopy. Emocje i rozbudzana nienawiść zaślepia. Patrzymy a nie dostrzegamy, nie tylko tego co pod nogami i w zasięgu ręki, ale nawet tej przysłowiowej belki we własnym oku. I własnych słów, które ranią… nie słyszymy.

Życzę świąt spokojnych i radosnych - moim czytelnikom - tym, którzy zaglądają tu z sympatią, jak i tym, co szukają okazji do złośliwych komentarzy. Niech Święta Narodzenia Pańskiego otworzą nas na przyjazne spojrzenie na siebie nawzajem. Dla jednych te święta będą podbudowane przeżyciami religijnymi, dla innych radością, wynikającą z klimatu świątecznego spotkania przy stole. Z bliższymi i dalszymi. Rozmów nie unikniemy. Zostawmy oręże słowne w przedpokoju. Lub gdzieś na ulicy.

Niech puste, wigilijne nakrycie nabierze głębokiego, rzeczywistego znaczenia. Niech ten rytuał przestanie być pustym gestem. Ktoś czeka. Bliżej lub dalej, ale czeka. Na ciepły posiłek lub tylko dobre słowo.

Szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci