Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

Manuśle w roli konspektu czyli jak wykorzystać rękodzieło w referowaniu

sczachor

lapbook_nalewkaLapbook, zwany rękosięgą czy manuślą (czytaj więcej na ten temat ), jest formą notowania dla samego siebie. Graficzną, wycinankową i składankową (origami) formą zapisywania własnych myśli. Jest formą notowania i przypominania sobie treści.

Wygodne narzędzie do powtórzeń materiału przed egzaminem. łatwo można modyfikować, uzupełniać i rearanżować cały scenariusz i kolejność. To taka trochę rozbudowana mapa myśli (mind mapping). 

Ale może być także konspektem własnego wystąpienia (referatu), przygotowania CV przed rozmową kwalifikacyjną lub formą prezentacji pomysłu naukowego czy biznesowego, pokazywanego w czasie kuluarowej, kameralnej rozmowy.

Nie wymaga prądu, elektroniki i jest zaskakującym rękodziełem. Póki się za nadto nie upowszechni (a nie będzie łatwo, bo wymaga pracy, więc nie wszyscy się zdecydują) daje przewagę oryginalności, innowacyjności i kreatywności.

Dla mnie jest poszukiwaniem nowych form dydaktycznych. By dydaktyka akademicka nie była nudna, by przy okazji uczyła nowych a przydatnych rzeczy i by odkrywała nowe środowisko edukacyjne czasów trzeciej rewolucji technologicznej. 

Ta rewolucja zmienia wiele. Nie tylko gospodarkę (tworząc m.in. prosumentów), nie tylko komunikację i relacje międzyludzkie, ale i współczesną szkołę każdego poziomu (czytaj: nauczeństwo). A na uniwersytecie (i środowisku akademickim) spoczywa obowiązek intensywnego poszukiwania, eksperymentowania, przemyślenia i refleksji oraz upowszechniania tak wytworzonej wiedzy i umiejętności. Więc staram się z tego obowiązku wywiązać. 

Że są różne błędy (np. techniczne w przygotowaniu poniższego filmiku)? Nie bójmy się błędów. Cała nauka opiera się na błędach, nieustannie poprawianych. Błędy można poprawić, a niewykorzystanych prób już nie. Czasu się nie cofnie. 

Kiedyś, (20-30 lat temu) przygotowywałem do zajęć, jako pomoce dydaktyczne, foliogramy (potem prezentacje w Power Poicie), kserokopie z różnymi zadaniami czy testami, proste gry symulacyjne. No i oczywiście wyłączcie dla zajęć biologicznych, ekologicznych czy hydrobiologicznych pomoce naukowe (preparaty do obejrzenia, okazy żywe i zakonserwowane na zajęcia, klucze do oznaczania). Te ostatnie pozostały niezmienne, bo biologia jako zjawisko pozostaje taka sama. Zmieniają się natomiast te tradycyjne pomoce dydaktyczne: do zajęć przygotowuję wpisy na blogu (wiadomości dodatkowe), grywalizuję zajęcia, przygotowuję filmiki dla uzupełnienia wykładów, uczę się współpracy w chmurze i wykorzystania internetu (w tym prostych narzędzi mobilnych). Tempo zmian w czasach trzeciej rewolucji technologicznej jest tak duże, że nie nadążam. Ale się nie poddaję. Mam nadzieję że z czasem nabiorę większej wprawy w kręceniu krótkich filmików dydaktycznych i ich technicznej obróbce. 

Prawdą jest, że skazani jesteśmy na edukację ustawiczną. I nie ma stanowisk i miejsc pracy od tego obowiązku "chronionych". Taka to specyfika czasów przełomu... Nie tylko studenci muszę się uczyć. Umiejętność uczenia się jest chyba obecnie kompetencja kluczową.

Czego uczy się człowiek XXI wieku ? Cz. 3

sczachor

Czego_uczy_si_czowiek_XXI_wiekuPrawie miesiąc temu zacząłem przygotowywać wykład (czytaj więcej) na inaugurację nowego projektu Uniwersytetu Dzieci - "Nauka do kwadratu". Wykład jest otwarty i każdy może przyjść, zwłaszcza gimnazjaliści, bo to oni są głównym adresatem (sobota, 25 lutego, godz. 11.30-12.30, Biblioteka Uniwersytecka, Olsztyn, Kortowo, sala 306).

Przy okazji wykonuję swoisty eksperyment. Celem jest rozpoznanie współczesnego środowiska edukacyjnego, krystalizującego się w czasach trzeciej rewolucji technologicznej. Poszukiwania nowego modelu edukacji trwają już od dłuższego czasu w różnych miejscach. Niewątpliwie liderem w Polsce jest Centrum Nauki Kopernik, ale i w Olsztynie sporo się dzieje. Aż trzy projekty rozpoczynają się w ramach ministerialnego programu Uniwersytet Młodego Odkrywcy. To kolejny krok w rozwoju edukacji pozaformalnej, realizowanej przez moje środowisko uniwersyteckie. 

Ale wrócę jeszcze do swojego eksperymentu (na sobie i na słuchaczach). Po różnych rozważaniach na temat jak i gdzie się współcześnie uczymy, i po wymyśleniu narzędzi, kompatybilnych do takiego wyobrażenia współczesnego środowiska edukacyjnego, pora na sprawdzenie czy i jak to działa. Równocześnie pomysły te sprawdzam na zajęciach ze studentami już od poniedziałku (bo zaczął się nowy semestr). W naukach empirycznych to doświadczanie (eksperyment) weryfikuje hipotezy. Za jakiś czas opowiem co i jak się udało. Bogatszy o doświadczenie zapewne coś zmodyfikuję. Ale co kilka głów to nie jedna. Liczę na komentarze innych edukatorów, nie tylko z uniwersyteckich sal. 

Czytaj więcej:

A niżej prawie ostatni puzzel, układający się w całość wykładu. Wykładu wykorzystującego zarówno nowe technologie i jak i internetowe środki komunikacji.

Ruszył Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy

sczachor

autobusW sobotę zainaugurowaliśmy nowy projekt - Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy. Aula była wypełniona po brzegi. Przybyło ponad 230 dzieci z rodzicami.

Zasadniczym celem projektu jest popularyzacja wiedzy przyrodniczej i budowanie kapitału naukowego wśród młodzieży z woj. warmińsko-mazurskiego oraz wzmocnienie istniejących (i powołanie nowych) Klubów Młodego Odkrywcy, poprzez bliski i bezpośredni kontakt z naukowcami i udział w zajęciach, odbywających się w laboratoriach uniwersyteckich. Drugim istotnym celem będzie również wypracowanie modelu trwałej współpracy naukowców z UWM z młodzieżą szkolną, a w efekcie nauczycielami, wokół Klubów Młodego Odkrywcy oraz znaczące wzmocnienie istniejącej już sieci Klubów Młodego Odkrywcy w woj. warmińsko-mazurskim. Wszyscy się będziemy uczuli. Ale uniwersytet to dobre miejsce na eksperymenty, w tym edukacyjne. 

Zajęcia adresowane są do uczniów ze szkoły podstawowej i gimnazjum (wiek 6-16 lat), głównie z okolic Olsztyna (szkoły wiejskie i z małych miejscowości). Środowiska te są defaworyzowane w dostępie do ośrodków naukowych i mają mniejsze możliwości spotkania naukowców (wyobrażenia o nauce i pracy naukowców opierają się głownie o stereotypy telewizyjne i popkulturowe). Wielu przyjechało z daleka (nawet ponad 100 km). To duży wysiłek dla szkół, nauczycieli i rodziców. Widać jednak potrzebę i radość. 

Więcej o projekcie i przedsięwzięciach: http://uniwersytetmo.blogspot.com/

recenzja

Świat cyborgów tuż za progiem?

sczachor

cyborgifbW młodości zaczytywałem się literaturą fantastyczno-naukową, o robotach, sztucznej inteligencji i przejmowaniu władzy nad ludźmi przez maszyny. To była fantazja…. Ale odnoszę wrażenie, że fantazja staje się codziennością. Wszystko przez postęp technologiczny i nieustanny rozwój nauki?

Kilka dni temu skusiło mnie, by wziąć udział w psychozabawie, zaoferowanej przez Facebooka. "Kliknij a przekażemy Ci wiadomość o Tobie". Takich automatycznych testów psychologicznych jest wiele. Gadać z maszynami (programami)? Raczej nie klikam, ale tym razem mnie podkusiło by sprawdzić. Po kilku sekundach przyszła obrazkowa odpowiedź (załączona wyżej) – nie jest jakaś odkrywcza, raczej w kategorii „Cyganka prawdę Ci powie”. Czy to program komputerowy mnie poznał i potrafi coś powiedzieć o moim charakterze? Oczywiście, że nie. Za programem kryje się człowiek, który ułożył program.

W młodości też wypełniałem gazetowe testy, by o sobie się czegoś dowiedzieć. Trwały dłużej, bo trzeba było odpowiedzieć na kilkanaście pytań, zaznaczyć, a potem zliczyć punkty i odczytać odpowiedź. Teraz program robi to automatycznie… analizując aktywność na Facebooku. W zasadzie nie wiem co i jak zostało przeanalizowane. Dałem dostęp zewnętrznemu programowi do swojej aktywności. W USA rozważany jest pomysł, aby przy wydawaniu wizy starający się podał login i hasło do swojego konta na Facebooku – aby służby sprawdziły i przeszukały aktywność pod kątem walki z terroryzmem.

Jak na razie to nie maszyny nas prześwietlają a programy ułożone przez człowieka. To takie „nauczanie programowane” – trzeba wcześniej stworzyć algorytm. A że komputery mogą policzyć szybciej i więcej, to i możliwości analizy są bez porównania większe niż kiedyś. I znacząco tańsze. Nie zmienił się tylko człowiek i jego ciekawość oraz chęć manipulowania innymi.

Najwięcej zależy od człowieka i teorii, na bazie której budowane są takie analizy. Czy komputery nas szpiegują? Więc powinniśmy polikwidować wszystkie nasze ślady w internecie i elektronice? A co z monitoringiem przemysłowym na ulicy i w budynkach? W zasadzie to nic nowego, w czasach analogowych, nawet przed dziesiątkami tysięcy lat, obserwując człowieka wyrabialiśmy sobie opinię na temat innego człowieka (trafnie lub błędnie – też zależało od wizji świata, jaką obserwujący miał w swojej głowie). Ale potrzeba było być obok tego człowieka i długo obserwować (analizować mimikę, słowa, poczynania – jednym słowem zjeść z nim beczkę soli). Gdy pojawiło się pismo, wtedy do poznania człowieka wystarczyła analiza jego pisanych tekstów, zarówno grafologiczna jak i analiza słów i zdań (w tym kontekstu powstających dokumentów). Od stuleci zajmują się tym naukowcy różnych specjalności. Zawsze wymagało do długiego kształcenia się i długiej analizy. „Powielanie” naukowców i specjalistów jest zawsze długotrwałe i kosztowne. Skopiować program jest dużo łatwiej i szybciej.

Komputery nie są mądrzejsze tylko bez porównania szybsze. Tymi nowymi możliwościami interesuje się biznes by dotrzeć jak najtrafniej z ofertą reklamową, interesują się służby specjalne i interesują się politycy. Za pomocą programów komputerowych tworzone są proste teksty dziennikarskie jak i rozsyłane nieprawdziwe informacje. Te ostatnie wykorzystywane są na przykład w kampaniach wyborczych, co mogliśmy na bardzo dużą skalę ostatnio obserwować w USA. W Polsce też.

Bać się? Nie. Jak nigdy wcześniej potrzebna jest umiejętność krytycznego myślenia, analizowania dopływających informacji oraz selekcjonowania, weryfikowania, sprawdzania w wiarygodnych źródłach. Zatem potrzebne jest wykształcenie i to dobre wykształcenie. Znaczenie edukacji i umiejętnego stosowania metody naukowej jest wielkie w wieku XXI. Większe niż do tej pory.

Żyjemy w wieku nauki i gospodarki oraz społeczeństwa opartego na wiedzy. Na dobre i na złe.

Myryśka i Ryśnotek czyli o tym czy kobieta może być ojcem

sczachor

myryskaPytanie wydaje się być absurdalne. Ale okazuje się, że kobieta może być ojcem i to na dwa sposoby. Jeden dotyczy inspiracji, drugi czystej biologii.

Zacznę od sprawy łatwiejszej. Chodzi o inspirację a więc ojcostwo w przenośni. Inspiracja nie ma płci i ograniczeń. W czasie niedawno odbytego webinarium z Super Belframi pani Agata Baj pokazywała ćwiczenia w myślografii. Opowiadała także o bohaterze i opowieści. I ja ćwiczyłem rysunki. Tak powstała myszka, widoczna na załączonym rysunku.

Skoro jest już bohater, to teraz łatwiej będzie o historie-opowieści (liczę, że powstaną niebawem). Bohaterka, myszka laboratoryjna, szara niepozorna a jednak niezwykle ważna, powinna mieć imię. Po krótkiej dyskusji z innymi uczestnikami webinarium wymyśliłem Myryśkę - Maryśkę myślograficzną, Dla towarzystwa pojawił się także Ryśnotek (od ryślenia, rysujący Rysiek).I tak Agata Baj została ojcem... duchowym

Teraz sprawa mocno trudniejsza, biologiczna. Przynajmniej do niedawna kategorycznie byśmy odpowiedzieli, że kobieta nie może być ojcem. Ale w biologii różne cuda się dzieją. Niektóre gatunki w ciągu życia zmieniają płeć. Inne są obojnakami. No ale człowiek?

Za sprawą zapłodnienia in vitro i współczesnej medycyny staje się to możliwe. Dziecko może mieć troje rodziców a babcia może urodzić własną wnuczkę. Niedawno urodziło się dziecko poczęte z użyciem mitochondriów od „trzeciej matki”. Mitochondria dziedziczą się tylko w linii matczynej, bo plemniki nie posiadają mitochodnriów. A co zrobić w przypadku jakiegoś defektu z mitochondriami? Naukowcy przenieśli jądro komórkowe z jajeczka chorej matki do komórki dawczyni, pozbawionej jądra komórkowego ale za to ze zdrowymi mitochondriami w cytoplazmie. Podział na komórki żeńskie i męskie jest umowny i wynika ze zróżnicowania gamet: większe i mniej ruchliwe określa się żeńskimi a mniejsze i bardziej ruchliwe - męskimi. W takim rozumieniu same jądro komórkowe jest małe, w porównaniu do całej komórki. Dziecko więc miałoby dwóch tatusiów i jedna mamę. Wobec postępów współczesnej nauki niektóre dawne słowa tracą swoje znaczenie i sens. Musimy wymyślać nowe. Bo są rzeczy, które się nawet filozofom nie śniły.

A tymczasem do życia weszły dwa neologizmy, dotyczące myślenia wizualnego: myślografia i ryślenie. Jak poćwiczę, to Myryśka i Ryśnotek, więcej wam rysunkami opowiedzą.

Blogi są samotne

sczachor

Lampa_z_ciastkiemBlog ma tę wadę, że jest samotny. Powstaje jednoosobowo, tak jak pisanie rękopisu. Blog daje wolność i ma służyć komunikacji, ale poprzez swoją samotność ma swoje wady. Nie ma recenzenta, czytającego test przed opublikowaniem, nie ma korekty i redaktora. Wszystko skupione jest w jednej osobie. Daje to szybkość publikacji i dużą wolność.

Dobre rzeczy powstają zespołowe. Bo człowiek ma sens jedynie wśród ludzi. Na blogu publikuje się niewątpliwie szybciej i z większym marginesem wolności (bez ograniczeń). Własnych błędów jednak się za bardzo nie widzi.

Kiedy druk (papierowy) był kosztowny to wydawca chciał mieć pewność, że publikowany tekst jest wartościowy. Tak powstały recenzje przed drukiem, jakże typowe dla nauki i publikacji naukowych. Zazwyczaj jest nawet 2-3 recenzentów by wyeliminować stronniczość i ewentualne błędy. Owszem, ma to swoje wady - wiele wartościowych tekstów było odrzucanych z racji zbytniej rewolucyjności i dużej oryginalności. Recenzje dodatkowo wydłużają cykl wydawniczy: trzeba wysłać, dać czas na przeczytanie i zrecenzowanie, ponownie wysłać do aura itd.

W czasopismach popularnych rolę recenzenta pełni redaktor. Czyta, poprawia, sugeruje zmiany. Rolą recenzenta i redaktora jest wczuć się w sytuację czytelnika i sprawdzić czy tekst jest zrozumiały, piękny i wartościowy. Korekta wychwyci błędy logiczne, stylistyczne, literowe. W zespole i wielokrotnym czytaniu tekst ma szanse być poprawiony i opublikowany bez błędów i w lepszej formie. Ale wydłuża to czas publikacji i czasem.. zabija wartościowe wypowiedzi.

Blog daje wolność i szybkość publikacji. Ale obarczony jest możliwością nieczytelności i błędów. U mnie sporo jest błędów literowych. Czytam 2-3 razy… a i tak za jakiś czas widzę kolejne. Publikowanie w Internecie jest tanie, dlatego tak dużo tekstów się ukazuje, także i w formie blogowej. Zupełnie nowy rodzaj wypowiedzi i literatury. Z oczywistymi zaletami i wadami. Jest inaczej.

Tak jak wielu ludzi, uczę się tej nowej formy już od ponad 10 lat. Jest to rękopis, do którego zagląda wielu mieszkańców globalnej wioski. Wielu jest piszących, mniej czytających (w przeliczeniu na jednego bloga). Duża różnorodność kultury. Cywilizacyjnie jest to zupełnie nowa sytuacja . Próbujemy to zrozumieć….

Czego uczy się człowiek XXI wieku - tajne zadanie dla wtajemniczonych

sczachor

To jest element większej całości, którą znają tylko wtajemniczeni.

1. Dołącz do wydarzenia (lub grupy) na Facebooku. Adres zostanie podany na wykładzie. Zostaw tam jakiś swój znak, ślad.

2. Zamieść tam swoje notatki z wykładu, mogą być w formie tekstu, pliku, mogą być napisane, nabazgrane (rysnotka, myślografia, manuśle), może to być fotografia lub filmik. Pracujemy w zespole - podziel się z innymi, udostępnij swoją prace i przemyślenia. W grupie zamkniętej, wśród swoich.

To może być także zdjęcie slajdu z ekranu (z prezentacji), opatrzone krótszym lub dłuższym komentarzem. To może być film (lub wcześniej transmisja na żywo) z części lub całości wykładu.

3. Włącz się do dyskusji, skomentuj swoje lub cudze, zamieszczone materiały, nawiąż do treści wykładu. Możesz dodać linki do treści, które się z wykładem wiążą. Postaraj się swoje zdanie uzasadnić.

Dlaczego tak?

Ad 1. Dyskusja w Internecie to przedłużenie dyskusji na wykładzie I horyzontalna wymiana informacji (między słuchaczami). To odkrywanie współczesnego środowiska edukacyjnego. Informacja przepływa nie tylko od nauczyciela do ucznia (pionowo), ale i między uczniami (horyzontalnie). Zawsze tak było. To dyskusja na przerwie, czy nawet w czasie lekcji (szepty, karteczki itd.), po lekcjach, pomaganie sobie, wspólne uczenie się i odrabianie pracy domowej. Teraz wykorzystujemy do tego internet i materiały w chmurze.

Więcej uzasadnienia tu: http://czachorowski.blox.pl/2017/01/Ile-czasu-potrzeba-by-przygotowac-wyklad.html

Ad 2. Więcej zapamiętujemy, gdy słuchamy aktywnie: pisząc, notując, rysując, fotografując itd. To aktywizacja różnych części ciała a także synteza, próba wychwycenia najważniejszych elementów. Dyskutowanie, powtarzanie i przekonywanie się jeszcze bardziej sprzyja nie tylko zapamiętaniu ale i zrozumieniu.

Czytaj także

 

ps. proszę o komentarze, dotyczące tego małego eksperymentu (oczywiście od osób, które w jakikolwiek sposób w tym uczestniczyły)

Hejter jest jak menda - dokuczliwy

sczachor

Pthirus_pubis__crab_louseHejter i menda, wbrew pozorom, są tak starzy jak ludzkość. Hejter, hejtowanie to sposób zachowania człowieka, a menda to owad - wesz łonowa. Oboje dokuczliwi dla zwykłych ludzi.

Hejter nie wziął się znikąd. Tego typu aktywność jest tak stara jak ludzkość, a nawet wcześniejsza. Bo przodkowie Homo sapiens też byli istotami społecznymi. Wcześniejsza nazwa hejtera to plotkarz. Ale nie tylko o zmianę nazwy chodzi.

Plotkowanie jest związane z życiem w grupie. To sposób podnoszenia własnej wartość, pozycji w grupie a jednocześnie obniżanie pozycji obmawianego. To obgadywanie poza plecami, zaocznie. W ten sposób plotkujący jest anonimowy. Stara się podwyższyć swoją wartość przez dyskredytowanie kogoś innego. Ale po cichu liczy, że te złe słowa jakoś dotrą i zabolą obgadywanego. Albo tylko poprzez złe nastawienie rozmówcy, albo przez osoby trzecie pomówienie dotrze do obgadywanego i zaboli. Hejt pojawił się wraz z internetem, wydaje się być czymś nowym. A przecież istnieje od dziesiątek tysięcy lat. Siedząc przy komputerze hejter nie patrzy w oczy obgadywanemu. Ma wrażenie, że w intymnej sytuacji bezpiecznie aczkolwiek boleśnie obgaduje. Liczy, że złe słowa dotrą do adresata a on zachowa bezpieczną anonimowość.

Hejtowanie jest dokuczliwe i nieprzyjemne. Czynią to osoby tchórzliwe, które nie mają odwagi powiedzieć prosto w oczy (bo chcą być anonimowi i bezkarni). Poprzez szkalowanie innych lub tylko obgadywanie budują swoją wartość. Świecą światłem odbitym (cudzym), bo sami nie potrafią sobą zaświecić.

Medna to nazwa dokuczliwego owada pasożytniczego - wszy łonowej. Dawniej zapisywana także jako mędoweszka, mandoweszka, mendeweszka. Uprzykrzający życie owad stał się synonimem kogoś wrednego, nieprzyjemnego, dokuczliwego. W ogóle owady to te, co wadzą. Ale sama nazwa „owad” nie ma dzisiaj pejoratywnego znaczenia. Inaczej jest z mendą.

Wesz łonowa (Pthirus pubis) to gatunek owada, pasożytującego na człowieku, wywołuje chorobę zwaną wszawicą. Fakt, że na człowieku pasożytuje także inny gatunek (w dwóch podgatunkach) - wesz głowowa (Pediculus humanus humanus synonim Pediculus humanus capitis) oraz wesz odzieżowa (Pediculus humanus corporis) - stał się dowodem w filogenezie człowieka i jego międzygatunkowych kontaktów. Dla naukowców to gratka.

Tak czy siak wszy, pchły, komary, bąki, ślepaki i cała rzesza innych pasożytów jest dokuczliwa. Pasożytnictwo jest pospolite i stare jak życie na Ziemi. Chętnych do korzystania z cudzego było i jest zawsze wielu. Organizmy żywicielskie starają się bronić na różne sposoby. Biolodzy ewolucyjni zauważyli jednak, że jeśli koszty obrony przed dokuczliwym pasożytem są większe niż straty wynikające z pasożytnictwa, to lepsze jest „cierpliwe znoszenie mendy” niż jej zwalczanie. W ewolucyjnym i biologicznym „interesie” pasożyta jest więc podgryzać, ale nie za bardzo dokuczliwie. Bo wtedy reakcja żywiciela będzie dużo bardziej stanowcza. Albo zdechnie a wraz z nim .. pasożyt, pozbawiony życiodajnego środowiska.

Układ pasożyt-żywiciel od dziesięcioleci intryguje biologów. I filozofów chyba także.

 

Czytaj także: Menda, ewolucja człowieka i gatunki ginące

Na ilustracji wyżej wesz łonowa (źródło Wikimedia Commons).

Wtórouste – ekstrawagancja i nonkonformizm naszego przodka

sczachor

wtoroustyRzetelna wiedza podstawowa nie cieszy się zbytnim zainteresowaniem. Kojarzy się nam z nauką szkolną, wysiłkiem zgłębiania i zawiłością. Jednocześnie naukowcy wykazali, że nasz mózg ewolucyjnie jest tak ukształtowany, że większość jego aktywności nastawiona jest na poznawanie, analizowanie i omawianie relacji międzyludzkich. Wynika z tego, że w największym stopniu zajęci jesteśmy samymi sobą. Takie umiejętności ważne są dla organizmów społecznych. Ewidentnie jesteśmy społeczni od wielu milionów lat.

Kilka dni temu spotkałem znakomite potwierdzenie prawidłowości, dotyczącej naszego mózgu. Artykuł z czasopisma Nature, dotyczący z pozoru nudnego tematu zoologicznego, zyskał duże zainteresowanie w mediach społecznościowych, był licznie i często udostępniany i komentowany przez zwykłych ludzi. Wystarczyło nazwać przodka wtóroustych najstarszym przodkiem człowieka, by wzbudził wielkie zainteresowanie. Sztuka popularyzacji nauki opera się chyba na znajomości człowieka . Bardziej się interesujemy sobą (człowiekiem) niż całą resztą. „Paleontolodzy znaleźli w skamielinie liczącej 540 milionów lat najstarszy znany nauce gatunek stworzenia z grupy wtóroustych. Organizm został nazwany Saccorhytus coronarius.” Jako zoologa taka informacja bardzo mnie zainteresowała. Od dawna pasjonowała mnie historia naturalna czyli ewolucja i filogeneza. To co było kiedyś a teraz żmudnie, jak detektywi z nielicznych śladów, odtwarzamy.

Oczywiście od pierwszych wtóroustych do człowieka to bardzo daleka droga, wiele milionów lat ewolucji i zmiana wielu planów budowy. Poza jednym, że wywodzą się od wspólnego przodka. Przeciętnego człowieka - tak jak zobaczyłem na facebookowej dyskusji - mocno zaintrygowało to, że wtórouste (w wielkim uproszczeniu) pobierają pokarm „otworem odbytowym”. Z dzieciństwa pamiętam, że tez mnie to fascynowało. Owe zawiłości ewolucji z zmiany funkcji różnych części organizmu jak i zmiany planu budowy w zależności od środowiska, w którym gatunki żyją.

„Badacze uważają, że ten maleńki przodek wszystkich kręgowców żył w piasku na dnie mórz około 540 milionów lat temu. Miał wielkość około jednego milimetra. Według specjalistów, stworzenie to miało duży, elastyczny otwór gębowy, który mógł rozciągnąć się na stosunkowo większą zdobycz. Eksperci sądzą, że organizm ten był pozbawiony odbytu – czyli wydalało za pomocą otworu gębowego.

Mnie bardziej zafascynowało coś innego. Znalazłem kolejny przykład na systemowość nauki (nauka jako system a nie suma faktów). W zoologii ciągle dokonują się różnorodne zmiany w systematyce i rekonstrukcji filogenezy. Co podręcznik to inna koncepcja (zgroza dla studentów). Owe zmiany nie dokonują się tylko na skutek nowych odkryć i dodawania do ludzkiej wiedzy kolejnych faktów. Ale także przez rearanżacje tych faktów, czyli budowanie nowych teorii, nowych relacji między tymi faktami. To tak, jak w zabawie klockami lego - z tego samego zestawu klocków możemy za każdym razem zbudować inną konstrukcję. Czasem nieco inna a czasem rewolucyjnie inną. I to w nauce jest fascynujące.

W samej zoologii może zmieniło się niewiele, ale dużo zmienia się w filogenezie: te same elementy inaczej poukładano w system wiedzy zoologicznej i ewolucyjnej (pomogła genetyka i analizy DNA, odszukano ślady, których wcześniej nie sposób było dostrzec). Bo nauka nie jest tylko kumulatywna (suma obserwacji) ale i systemowa. Rozwija się jak organizm: rośnie (o nowe fakty, obserwacje, pojęcia, hipotezy, teorie) ale i reorganizuje, przebudowuje, czasem mocno przeobraża (jak kijanka w żabę lub larwa owada w imago - te pierwsze to wtórouste, te drugie to pierwouste). To zmiana paradygmatów i teorii.

 

Więcej na temat naszego wtóroustego przodka: https://en.wikipedia.org/wiki/Saccorhytus

Takie czasy, że ciągle się trzeba uczyć

sczachor

Niżej kolejna próba. Ma sporo wad (widzę je dopiero po zakończeniu pracy), ale sam zrobiłem uzupełniający materiał do seminarium dyplomowego (zajęcia w przyszłym semestrze). Mam nadzieję, że nabiorę wprawy technicznej i oratorskiej. Nie ma innej rady, tylko ciągle trzeba próbować i się uczyć. Aż do emerytury... albo i jeszcze dłużej. I nie ma bezpiecznego miejsca, nie da się zaszyć w kącie i obrazić się na świat. To znaczy można, ale cóż to byłoby za życie?

Gdy zaczynałem swoją pracę, to uczyłem się pisać na maszynie i przygotowywać foliogramy (do rzutnika pisma). Teraz to zupełnie niepotrzebne. Dawne sprzęty, wydawało się wtedy nowoczesne, stoją w muzeach lub gdzieś zakurzone na szafach. Natomiast trzeba się nauczyć zupełnie innych czynności w przygotowywaniu materiałów dydaktycznych. Już nie slajdy (takie na kliszy filmowej) fotograficzne, już nie foliogramy. Ba, nawet  rzutnik multimedialny z Power Pointem, który nie tak dawno wydawał się szczytem najnowszej nowoczesności w salach dydaktycznych, trąci nie tylko myszką ale i brakiem funkcjonalności. Trzeba uczyć się filmowania, pisania scenariuszy, tworzenia scenografii i składania na komputerze tego, co kiedyś było domeną zupełnie innego zawodu. 

Tak więc, uczę się, nie tylko notowania wizualnego ale i przygotowywania dodatkowych materiałów. Bo w wieku XXI wykład musi wyglądać inaczej. Samo środowisko edukacyjne się zmieniło i zmienia dalej. 

c.d.n.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci