Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

entomologia

Zmierzchnica trupia główka i Noc Biologów 2017

sczachor

zmoraW nocy (a nawet w zimie) życie nie zamiera. Za to budzą się strachy. Strach najczęściej bierze się z niewiedzy. W czasie Nocy Biologów 2017 można będzie się wielu rzeczy dowiedzieć. Będzie także gra terenowa, której motywem przewodnim jest niezwykły motyl, który na swojej trąbce trąbi, nocą spija oskołę z drzew a znacznie rzadziej nektar z kwiatów jak koliber, czasem podkrada miód z pszczelego ula, straszy drapieżniki udając szerszenia a w dawnych wierzeniach uważano, że wróży śmierć i współpracuje z czarownicami.

Zmierzchnica trupia główka (Acherontia atropos L.) zwana jest także zmorą trupią-głową. Zmora, zwana także marą (stąd powiedzenie sen mara, Bóg wiara), w wierzeniach słowiańskich była istotą pół demoniczną, duszą człowieka żyjącego lub zmarłego, która nocą męczyła śpiących, wysysając z nich krew. Słowianie duszę ludzką najczęściej wyobrażali sobie pod postacią ćmy (owada), czasem ptaka. Nasi przodkowie na tego owada zwrócili uwagę już dawniej, może za sprawą plamy na tułowiu, przypominającą ludzką czaszkę? A może ze względu na niezwykłe zachowanie i tryb życia tego owada.

Zmierzchnica trupia główka jest gatunkiem południowym, dawniej rzadko do nas zalatującym ale obecnie widywanym nawet w północnej Polsce (i tu się rozwija) - co jest znakiem ocieplającego się klimatu. A przy okazji może jest zwiastunem złych konsekwencji ocieplającego się klimatu za sprawa działań samego człowieka (emisja gazów cieplarnianych).

W czasie Nocy Biologów, 13. stycznia w piątek (piątek trzynastego uważany jest w naszej kulturze za datę pechową - ale bez obaw, przesądami zajmują się etnografowie i tylko tak nas to „kreci”), podążając za zmierzchnicą tupią główką można będzie wykonać różne edukacyjne zadania, a na koniec zdobyć nagrody. Również edukacyjne. Pojawią się także wiedźmy. Może od ich pocałunku człowiek zamieni się w żabę? A może tylko będzie okazja do zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. Najlepiej przyjść i samemu sprawdzić. Empirycznie, doświadczanie, samodzielnie. 

1280pxAcherontia_atropos_MHNT_dos1Zmierzchnica jest największym motylem europejskim: rozpiętość skrzydeł wynosi 10–14 cm, gąsienice dorastają do 13 cm i ważą do 10 g. Zmierzchnica – jak sam nazwa sugeruje - jest motylem nocnym czyli ćmą. Należy do rodziny zawisakowatych (Sphingidae). Motyle z tej rodziny zazwyczaj są dobrymi lotnikami, niektóre z nich mylimy z kolibrami, bo są duże i przy spijaniu nektaru zawisają w locie (sam kilkakrotnie odbierałem telefony z zapytaniem, czy to możliwe aby w Olsztynie żyły kolibry). Na grzbietowej stronie tułowia zmierzchnica trupia główka ma charakterystyczny rysunek, przypominjący ludzką czaszkę (zdjęcie wyżej). Człowiek ma od urodzenia wrodzoną umiejętność rozpoznawania twarzy. Nawet w chmurach czy plamach potrafimy dopatrzyć się ludzkiej twarzy. Albo oblicza potwora, demona czy jakieś zmory. Trupia głowa, która lata o zmierzchu i do tego piszczy. Nic dziwnego, że w kulturze ta ćma zajęła demonczne miejsce w mitach i wierzeniach.

Łacińska (naukowa - Acherontia atropos L.) nazwa omawianej ćmy wiąże się z mitologiczną rzeką Acheron oraz Mojrą o imieniu Atropos. Skojarzenia jak najbardziej uzasadnione w kontekście zachowania i wyglądu tego dużego motyla nocnego. Jak zapewne każdy wie motyle mają trąbki (zwijane w stanie spoczynku) i za ich pomocą spijają nektar z kwiatów, a czasem różne płyny z uszkodzonych drzew, gnijących i fermentujących owoców a nawet odchodów zwierząt. Ale zmierzchnica trupa główka za pomocą swojej trąbki potrafi wydawać dźwięk – w momencie zaniepokojenia piszczy, a głos jej podobny jest do głosu nietoperzy. Dźwięk jest słyszalny z daleka. Jest to wyjątkowa cecha u motyla. Okazuje się więc, że ćmy mogą wydawać dźwięki I to nie w postaci trzepotu skrzydeł.

Trupia główka - ćma co dźwięki wydaje. Czemu wydaje dźwięki? Jedni sądzą, że to sposób odstraszania napastników (drapiezników), inni że myli swoim dźwiękiem pszczoły, gdy im miód podpija w ulu. W Polsce zmierzchnica pojawiała się rzadko. Jej ojczyzną jest południowa Europa i Afryka. Czasem wiosną i wczesnym latem do nas zalatuje, nawet do Skandynawii. Potrafi więc przelecieć ponad tysiąc kilometrów (a nawet kilka tysięcy kilometrów). Składa jaja na liściach ziemniaka, pomidora, bielunia lub pokrzyku (prawie same trujące rośliny, co jej mroczność tylko podkreśla - zjada składniki dawniej wykorzystywane w maści czarownic do latania). Jesienią mogą pojawić się dorosłe osobniki drugiego pokolenia. Ale nie zostają u nas tylko lecą na południe, wracają do siebie. Co nie jest takie rzadkie u naszych motyli. Bo nie tylko ptaki na zimę od nas odlatują. Wraz z ocieplaniem się klimatu można spodziewać się przesuwania się na północ zasięgu występowania tego motyla oraz częstszych wizyt w naszym regionie. Już kilka lat temu udokumentowano obecność i rozwój zmierzchnicy trupiej główki pod Morągiem (w naszym regionie). Jej obecność jest jednym z wielu przyrodniczych znaków pokazujących ocieplenie klimatu. Jest wiec jak zwiastun kłopotów…

Dawniej, gdy się u nas pojawiała, wywoływała strach i sensację. Tak zanotował w swoim sztambuchu generał Joachim Jauch, (1684-1754) „1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z której dwie złapano, jedną pokazują w Kapitule Gneźnieńskiej, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, i pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak aksamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate i zęby wiewiórcze mająca etc.” Zamieszczony na samej górze rysunek jest bardzo niedokładny. Widać, że generał słyszał o niej głównie z opowieści (lub ogladał w stanie mocno zniszczonego, zasuszonego owada). Odnotowane skrzeczenie to był dźwięk wydawany na trąbce, wspomniana piana - to zapewne hemolimfa, którą czasem niektóre owady wyrzucają z ciała w celach obronnych. Wspomniane „zęby” to raczej czułki lub tylko wyobraźnia przestraszonego człowieka. Nazwa „szarańcza” wzięła się chyba z grozy, bo dawniej naloty szarańczy i w Polsce wyrządzały duże szkody. Możemy jeszcze złożyć na karb nieugruntowanej w tamtych czasach wiedzy biologicznej (entomologicznej).

Zmierzchnica trupia główka w wielu kulturach była kojarzona ze śmiercią. Jeszcze w XIX w. mieszkańcy Anglii uważali, że zmierzchnica trupia główka towarzyszy wiedźmom i szepcze im do ucha imiona ludzi, którzy wkrótce umrą. W czasie Nocy Biologów zmierzchnica co najwyżej szeptać będzie do ucha podpowiedzi w edukacyjnych zagadkach.

zmierzcnicanakorzeZmierzchnica występuje w lasach liściastych a dorosłe owady (stadium imago) spotkań można od kwietnia do lipca. Gąsienice żyją na różnych drzewach liściastych, np. na lipach, wierzbach, dębach, olchach. W atlasach zazwyczaj spotkamy motyla z rozłożonymi skrzydłami (tak jak na ilustracji wyżej). Żółte, jaskrawe kolory skrzydeł drugiej pary widoczne są znakomicie. Gruby brązowo-żółty odwłok przypomina ubarwienie szerszenia. Ta mimikra do żądlących owadów jest obroną przed potencjalnymi drapieżnikami. Bo który ptak czy mały ssak chciałby zjadać tak niebezpiecznego owada? Lepiej czmychnąć. Jeśli dodamy to tego dźwięk, to rzeczywiście zmierzchnica może odstraszać nie tylko ludzi.

Jednak w pozycji spoczynkowej (fotografia obok), gdy ćma siedzi na pniu drzewa, jej brązowe ubarwienie zlewa się z fakturą kory. W takiej pozycji zmierzchnica jest niewidoczna. Najlepszym zabezpieczeniem przed drapieżnikiem jest być niewidocznym. Dopiero, gdy ten podejdzie zbyt blisko lub zaatakuje, zmierzchnice sięgają po broń odstraszającą. Rozłożone skrzydła mają natomiast kontrastowe, żółto-czarne barwy, przypominające żądlące błonkówki (np. szerszenia) co motyl wykorzystuje do odstraszania drapieżników.

Czasami dorosłe zmierzchnice trupie główki spotkań można w ulach lub w dziuplach dziko żyjącej pszczoły miodnej. Co robi ta ćma w ulu pszczelim? Spija miód. Jednorazowo zjada od 6 do 10 gram miodu (objętość łyżki do zupy). A dzięki chemicznej mimikrze nie jest przez pszczoły zazwyczaj atakowana. Zdarza się jednak, że pszczoły rozpoznają dużo większego intruza, podkradającego miód, i zamurowują kitem pszczelim złodzieja (za duża, żeby po prostu wyrzucić z ula). Po takim unieruchomieniu zmierzchnica ginie uduszona. Zdziwiony pszczelarz może taka w swoim ulu spotkać.

Zmierzchnica nie oblatuje kwiatów by spijać nektar tak jak większość zawisaków. Spija oskołę, spływającą z drzew. Oskoła to staropolska nazwa soku brzozowego o słodkawym smaku. Napój ten o leczniczych właściwościach stosowany na obszarze całej Słowiańszczyzny jako eliksir zdrowia i urody.

Zmierzchnica jest gatunkiem ciepłolubnym. Jej naturalny obszar występowania znajduje się głównie w Afryce oraz Azji Mniejszej. Spotkać ją można w południowej Europie, w basenie Morza Śródziemnego. Motyl ten migruje w dużej liczbie na teren połnocnej Europy aż po koło podbiegunowe. Potrafi przemierzać w locie tysiące kilometrów, a fruwa dość szybko (jak na motyla).

Już dawniej zaobserwowano, że w zależności od temperatury (głównie w okresie przepoczwarczenia) pojawiają się różne formy barwne motyli (różnych gatunków). Podobnie jest i u zmierzchnicy - europejskie populacje różnią się więc ubarwieniem w poszczególnych latach (zmienność temperatur w okresie wegetacyjnym). To gradka dla entomologów-kolekcjonerów. Oczywiście dokumentować można fotograficznie, co jest sposobem bardziej przyjaznym dla przyrody niż dawniejsze nabijanie na szpileczkę i zasuszanie.

W sprzyjających warunkach pogodowych, gdy lato jest ciepłe i długie, nawet w północnej Europie gąsienice kończą cykl rozwojowy, ale nowe pokolenie motyla migruje z końcem lata na południe. Mróz dla nich jest zabójczy. U nas gąsienice zmierzchnicy żerują na zielonych częściami roślin rodzin z psiankowatych, np. ziemniaka, pomidora, psiance słodkogórz oraz na bieluniu, dyni czy pokrzyku wilczej jagodzie (rośliny dla człowieka w większości trujące). Zjadają także rośliny z rodzin werbenowatych i oliwkowatych. Same zaś atakowane są przez parazytoidy takie jak gąsieniczniko (Ichneumonidae) i rączycowate (Tachinidae). Zmienność ubarwienia oberwana jest nie tylko u osobników dorosłych ale i u gąsienic. Spotkać można osobniki zielonożółte z pasami ciemnoniebieskimi, a nawet czarnymi. Inne są z szarobrązowymi pasami, składającymi się z jaśniejszych i ciemniejszych kropek. Na końcu odwłoka gąsienica ma charakterystyczny wyrostek w kształcie wygiętego rogu , przypominającego literę "S". Mimo dużych rozmiarów oraz żarłoczności zmierzchnica nie jest u nas uważana za szkodnika. A to dlatego, że rzadko występuje i zazwyczaj pojedynczo.

Przed przepoczwarczeniem gąsienice zakopują się w glebie na głębokość do 25 cm. Tworzą ziemne kolebki poczwarkowe o jajowatym kształcie, wykonane z ziaren piasku i cząstek gleby, zlepionej wydzielinami. Przeobrażenie trwa około 30-45 dni i odbywa się pod koniec lata. Poczwarka jest bardzo duża, w kolorze ciemnobrązowym i z połyskiem. Można je spotkać w czasie jesiennej orki po uprawie ziemniaków. Teraz, gdy orka odbywa się za pomocą ciągników, raczej trudno taką poczwarkę zauważyć. Dawniej, gdy rolnik szedł za pługiem, ciągniętym przez konia, widział co w bruździe się znajduje. Miał więc szansę zobaczyć tę dużą i niezwykłą poczwarkę.

Ilustracje, od góry: rysunek  z pamiętnika Joachima Daniela Jaucha (1684-1754), fotografia autorstwa Archaeodontosaurus (Wikimedia Common), najniżej fotografia autorstwa Marcina Korczakowskiego.

Więcej o zmierzchnicy trupiej główce:

Żagnica zimowa na płocie

sczachor

15626418_961830757285281_4847435345519573044_o

Czy ważkę można spotkać w zimie? To zależy jaką. Imagines (czyli postacie dorosłe, ze skrzydłami) nie są aktywne w zimie. Dla organizmów zmiennocieplnych poruszanie się w niskiej temperaturze jest bardzo problematyczne. Więc fruwających ważek zimą nie zobaczymy w Polsce. Ale aktywne larwy w wodzie - jeśliby się komuś chciało poszukać - zawsze się znajdzie, i w rzekach i w jeziorach. Są aktywne tak jak wiele hydrobiontów. Zimą w wodzie życie kwitnie.

Kolega odonatolog, Grzegorz Tończyk, zamieścił na Facebooku powyższe zdjęcie, wraz z podpisem „Żagnica zimowa - obrazek z płotu kompostowni przy Grupowej Oczyszczalni Ścieków w Łodzi - nie ma odpoczywania - ważka może być wszędzie.” Tak więc zimową ważkę można spotkać, tyle że na płocie.

Malowanie na płocie kojarzy się zazwyczaj z brzydkimi wyrazami lub paskudnymi bazgrołami. Ale może być inaczej, nie tylko pięknie ale i edukacyjnie. Ponieważ miałem trudności z szybkim zidentyfikowaniem, kolega mi pomógł. Na płocie namalowany jest samiec ważki żagnicy sinej (zwanej także żagnicą większą) - Aeshna cyanea. Jest oczywiście żagnica jesienna (zwana także żagnicą mniejszą) - Aeshna mixta. Ale zimowej jako takiej nie ma.

Wróćmy do ważki uwidocznionej na łódzkim płocie. Żagnica sina osiąga długość 7-8 cm. Żagnice są dużymi ważkami. Dymorfizm płciowy widoczny jest w ubarwieniu, dlatego można powiedzieć, ża namalowany jest samiec. Dorosłe owady pojawiają się od połowy czerwca, ale nad zbiornikami wodnymi widuje się je dopiero w sierpniu i we wrześniu. W korzystnych warunkach pogodowych można je spotkać nawet w październiku i listopadzie. Ale w grudniu (i to pod koniec) to jeszcze chyba nikt nie widział. Chyba, że na płocie… namalowaną.

Aeshna cyanea zasiedla małe zbiorniki wodne: oczka śródleśne, zbiorniki powyrobiskowe na żwirowniach. Pojawia się także nad większymi zbiornikami: stawy rybne, bagienne jeziorka, jeziora. Jest jedną z pospolitszych wazek Polski.

W czasie Nocy Biologów w Olsztynie, w dniu 13 stycznia 2017 r. będzie możliwość namalowania lokalnej bioróżnorodności, na przykład ważki. Tyle że na starych dachówkach lub polnych kamieniach. Zapraszam.

Osy w Tramp-ku (z dygresją do stanu wojennego)

sczachor

osa_dachowa1Tramp to ”człowiek lubiący się włóczyć; wagabunda, obieżyświat, włóczęga, włóczykij”. Ale to także nazwa spotkań turystycznych, odbywających się w Olsztynie w Pubie Sowa. W zdrobnieniu - trampek - to już nazwa popularnego, taniego obuwia. Obuwie dla turysty i obieżyświata jest ważne, bo jak coś w nim uwiera, to wędrówka staje się boleścią.

Nie tylko gwóźdź czy kamień w bucie dokucza turyście. Dokuczają najróżniejsze owady, zarówno w marszu, gdy siądzie na trawie, jak i gdy spocznie w schronisku. Owady wadzą. Owady mogą nie tylko wadzić ale i stanowić atrakcję wędrówki. Bo można dostrzegać więcej i więcej spróbować zrozumieć. To turystyka z refleksją przyrodniczą.

Gdy idziesz, lub odpoczywasz, a coś Cię gryzie. I nie o sprawy duchowe tu chodzi, tylko o głodnych braci naszych mniejszych. Bo może to być refleksja nad tym, dlaczego gryzą, żądlą i szczypią. „Osy, szerszenie i pszczoły - żądlący sąsiedzi ze szlaku i z domu” to tytuł prezentacji, jaką przedstawię 13 grudnia na spotkaniu turystów Tramp. (zobacz szczegóły).

13 grudnia opowiem o owadach pasożytach co jawnie i skrycie piją naszą krew. Opowiem o ewolucji i pasożytnictwie, o tym czy bronić się czy przecierpieć i nie marnować energii. Tu pojawia się mała analogia społeczne (bo biologia ma duży kontekst filozoficzny i społeczny) z internetowym hejtem i analogowym plotkarstwem. Ignorować czy zwalczać? Bilans energetyczny (w przypadku biologii) i emocjonalny (w przypadku człowieka społecznego) może być różny. Nie zawsze walka jest lepsza.

Trudne jest życie pasożyta. Najczęściej ginie w nierównej walce z dużo większym żywicielem. A i czasem pasożyt staje się pożytecznym symbiontem. I to nie tylko w kontekście ewolucyjnym ale i bardzo krótkookresowym. Czyli jak pasożyta zmienić na symbionta? Biolodzy coraz częściej mówią o hologenomie i o tym, że korzystamy z cudzych genów w codziennym życiu.

Są jednak i takie owady, co nas żądlą w obronie własnej i obronie swojego potomstwa. Albo życia swoich sióstr. Skąd altruizm w świecie zwierzęcym, gdzie powinna być według nas nieustanna walka na kły i pazury, gdzie powinien być tylko egoizm? I nad tym od lat zastanawiają się biolodzy. W sumie turysta także może. Wędrować, podziwiać przenajróżniejsze uroki przyrody i rozważać życie w każdym jego wymiarze.

Ot chociażby nad czymś takim, że w dojrzałych ekosystemach mniej jest związków antagonistycznych a więcej protekcjonistycznych. Zło (pasożytnicze) organizm czasem zwycięża dobrem. Bilans jest ciekawy. I okazja do refleksji nad światem. Zwłaszcza w dniu 13 grudnia, rocznicy stanu wojennego.

Coś nas gryzie bo jest głodne i nas podjada lub się tylko broni. Albo przypadkiem. Jeśliś ciekawy to przyjdź na spotkanie lub poczytaj, np. artykuliki podlinkowane niżej.

Entomologiczne andrzejki

sczachor

wonnica_pimwkaMożna wróżyć z wosku, cyny, fusów, wnętrzności zwierząt, odgaszanych węgli, lotu ptaka, świńskiej lub krowiej łopatki czy nawet czerpiąc wodę przetakiem. A można i wróżyć sobie owadami. Tak przynajmniej było jakieś sto lat temu na Warmii, o czym można wyczytać w „Dorocznych zwyczajach i obrzędach Warmii” Jana Chłosty.

Otóż dziewczęta na wsi kopały dołek w ziemi i szukały chrząszczy. Jeśli znalazły błyszczącego - to oznaczało, że wybranek będzie wojskowym. Jeśli znalazły czarnego chrząszcza - to przyszły mąż miał być kominiarzem. A jeśli jasny (biały) to znaczyło że będzie młynarzem. Domyślam się, że błyszczący czy czarny to może być owad dorosły (imago). Zapewne jakieś chrząszcze epigeiczne, szukające schronienia. Może jakieś biegaczowate (Carabidae), może trzyszcze a może tylko żuki gnojarze. Białe to już najpewniej są larwy, żyjące w glebie.

Wróćmy jednak jeszcze do tych dawnych, wiejskich wróżb na Warmii. Jeśli „robak” (wszystko zależy jaką wiedzę zoologiczną miały warmińskie dziewczyny i czy potrafiły odróżnić owady od innych bezkręgowców) miał szorstką powierzchnię to znaczyło, że mąż będzie bogaty. A jeśli gładką - ubogim.

Pośród innych andrzejkowych wróżb z dawnej Warmii warto wspomnieć (za Janem Chłostą) o umieszczaniu w łóżku nasion lnu lub owsa. Dodatkowo dziewczęta wypowiadały przy tej czynności sentencje, aby we śnie pojawił się wybrany chłopak. Bo wróżbom trzeba dyskretnie pomóc (podpowiedzieć). Koło Biskupca natomiast w andrzejkowy czas dziewczęta kładły pod poduszkę męskie spodnie lub nieumytą łyżkę.

Andrzejkowe wróżby są dobrym pretekstem by się spotkać w sympatycznym gronie. Wróżby i zabawy towarzystwie nie muszą się sprawdzać. Wszak sami jesteśmy kowalami własnego losu.

A na zamieszczonym zdjęciu chrząszcz z rodziny kózkowatych, wonnica piżmówka, sfotografowana w czasie badań w Delcie Wisły, kilka lat temu.

Czytaj także: O chrząszczach, motylach i wróżbach andrzejkowych

Krok w kierunku rozwiązania zagadki ryżych Zygmuntów

sczachor

kowal_bezskrzydly

Kiedyś, gdy pisałem o kowalu bezskrzydłym (Ryże Zygmunty, środki odmładzające, synantropizacja i długi seks pod lipą) wspomniałem, że jedną z lokalnych nazw tego pluskwiaka jest określenie "ryże Zygmunty": "na Podlasiu mówią na te owady ryże zygmunty. Ryże – to pewnie od koloru, ale dlaczego Zygmunty? Może od imienia Zygmunt? Może od jakiegoś rudego Zygmunta nazwę wzięły? Ciekawa to byłaby historia."

Pierwsze skojarzenie było oczywiście z imieniem Zygmunt. Ale w książce, którą właśnie czytam (Joanna Wawrzeniuk, Magia ochronna Słowian we wczesnym średniowieczu na ziemiach polskich), znalazłem inne wyjaśnienie. Niezwykle ciekawe. Bo dotyczy bardzo starych praktyk magicznych i kultu ognia w domostwie. "Ogień niekiedy nazywano ludzkim imieniem Zygmunt (okolice Ropczyc)." Szacunek dla ognia wynikał z dawnych czasów. Ogień był wykorzystywany jako zabieg ochronny, apotropeion (w magii ochronnej). "Traktowano ogień jak kogoś bliskiego, co przejawiało się w formułach witania i żegnania ognia, np. witaj ogieńku święty/gościu/Jezusieńku/skarbiczku boży/Zygmuncie."

Być może kolor czerwony kojarzył się z ogniem. A ryże było powtórzeniem tylko ognistego koloru. Ryże Zygmunty miały więc jakiś związek z ogniem. Czy tylko kolor czy też może dawniej kryło się coś więcej i te owady wykorzystywane były w jakich zabiegach magii ochronnej? To na razie tylko luźna hipoteza. Być może kiedyś znajdę kolejny ślad etnograficzny, pozwalający rozwikłać te tajemnicę. 

Szczotecznica szarawka czyli o włochatym pięknie z lasu

sczachor

14720519_1791093964464066_2238146974936171502_nZazwyczaj gąsienice uważamy za brzydkie a motyle (stadium imago) za piękne. Ale w przypadku szczotecznicy szarawki jest chyba odwrotnie. Motyle (ćmy) są szarobure i nie zwracają na siebie większej uwagi. Natomiast gąsienice się przepięknie żółte i włochate. I jedno i drugie służy obronie. Szara barwa motyli ułatwia im ukrycie się na pniu drzew. W rejonach uprzemysłowionych, gdzie powietrze jest bardziej zapylone i zadymione (a więc wszystko przykryte kurzem i szarzyzną) wśród szczotecznicy przeważają osobniki szare. W środowisku czystym - forma bardziej jasna. Czyli tak, jak wyglądają pnie drzew. Fruwający dowód na darwinowskie przystosowanie się. Być niewidocznym, aby uniknąć zauważenia przez drapieżnika. Jak na ćmy przystało aktywne są w nocy. I tutaj owłosienie motyli dorosłych ułatwia ukrycie się przez echolokacją nietoperzy. Z kolei gąsienice są bardzo widoczne. Ale jednocześnie pokryte licznymi włoskami. Te gęste włoski „zniesmaczają” posiłek ewentualnym większym drapieżnikom (ptaki). Kolor jaskrawy działa ostrzegawczo - "jestem niesmaczny i trujący, poniechaj mnie".

Nie ma obrony uniwersalnej - na jednych działa, na innych nie. Przyroda jest niezwykle złożona. Każda potwora znajdzie swojego amatora...

Szczotecznica szarawka (Calliteara pudibunda syn. Dasychira pudibunda) jest motylem nocnym z rodziny brudnicowatych (Lymantriidae), okrytych złą sławą szkodników leśnych. Akurat szczotecznica szkodnikiem dużym nie jest, bo jak się za nadto rozmnoży to masowo choruje na krystalicę (choroba wirusowa - przegęszczenie ułatwia dyspersję patogenów, tak jak u ludzi).

Szczotecznica jest gatunkiem euroazjatyckim, występującym w całej Polsce (poza wyższymi położeniami górskimi). Zasiedla lasy liściaste, parki i ogrody miejskie, czyli miejsca gdzie znajdzie roślinę żywicielską (pokarm dla larw). Rozpiętość skrzydeł motyla waha się w granicach 40-65 mm, czyli jest sporawy. Wielkość uzależniona jest od odżywiania się gąsienicy. Bo owady w stadium imago nie rosną. Więc co się najedzą za młodu, to mają w dorosłości (w tłustych fałdach ciała). Niektóre gatunki nawet „zapominają” o jedzeniu a jedyną czynnością, której się oddają to rozmnażanie. Wspomnę tylko choćby o jętkach.

Wracając do dorosłych szczotecznic - samiec jest mniejszy, bardziej brązowy i ma grzebieniaste czułki (pomagają wychwycić feromony i odszukać samicę). Samica jest bardziej krępa i ma czułki nitkowate. Pierwsze pokolenie motyli pojawia się w maju i czerwcu. Czasami pojawia się drugie pokolenie - w sierpniu i wrześniu. Gąsienica odżywia się i rośnie do zimy. Zimuje w stadium poczwarki.

Samica składa na korze drzew liściastych (dęby, buki, leszczyna) łącznie do około 400 jaj. Wylęgające się gąsienice wędrują w kierunku gałęzi i odżywiają się liśćmi. „Nadgryzione”, uszkodzone liście opadają na ziemię. Po tym leśnicy poznają ich obecność (gdy są w większej liczbie - mowa oczywiście o motylach a nie liściach). W trakcie masowych pojawów (zwanych gradacją) można zaobserwować gąsienice pełznące po ziemi, poszukujące innych drzew. Zaniepokojone, młode gąsienice zasnuwają się przędzą, starsze - zwijają się i spadają na ziemię. Gdy mija zagrożenie szybko powracają do żerowania. Młodsze stadia gąsienic, tak jak u wszystkich bruzdnicowatych, dzięki bogatemu owłosieniu, mogą być przenoszone przez wiatr z jednego drzewa na drugie. Taka dodatkowa forma dyspersji (skrzydeł brak, a nóżki krótkie...).

Gąsienice są wielobarwne, na stronie grzbietowej mają cztery kępki żółtych włosków (nie licząc pojedynczych włosków, rozrzuconych po całym ciele). Z tyłu ciała gąsienicy widoczny jest pędzelek czerwonych włosków. Urody dodają czarne plamy na ciele. Piękne za młodu.

Fotografia autorstwa:  Jutta Bündgen

Osa saksońska co garnków nie lepi i obrywa za innych

sczachor

osa_saksonskaOwadów jest dużo, zarówno gatunków jak i osobników. Często je spotykamy lecz nie zawsze dostrzegamy. A jak już zobaczymy, to chcielibyśmy wiedzieć co widzimy. Wiedza to taka rzeczywistość rozszerzona - dzięki niej dostrzegamy więcej niż widzą nasze oczy. Bo umieszczamy w kontekście i w relacjach z innymi zjawiskami i obiektami. Dzięki własnej wiedzy widzimy więcej. A gdy sami nie wiemy zawsze można zapytać. Współczesna technika poszerza nam krąg osób, które możemy zapytać. Jeszcze nigdy w historii ludzkości tak nie było. Mobilny internet poszerzył nasze możliwości poznawcze i przyspieszył zadawania pytań oraz uzyskiwanie odpowiedzi.

Kilka dni temu dostałem taki list (oczywiście elektroniczny, papierowe już rzadko przychodzą):

„Panie profesorze, czy mógłby Pan zidentyfikować gniazdo, które jest na budynku w Garncarskiej Wiosce. Czy to gniazdo kopułki wysmukłej czy gliniarza naściennego? Krzysztof Margo Nidzicka Fundacja Rozwoju NIDA

Otoczenie gniazda os umożliwia oszacowanie jego wielkości. To nie jest oczywiście ani gniazdo kopułki ani gliniarza naściennego. Dwa wymienione gatunki są osami samotnymi, budują z gliny dzbanuszkowate baryłeczki, w których gromadzą pokarm i składają jajo. Rozumiem, że zarówno kopułka jak i gliniarz, przez charakter swojego gniazda (gliniana konstrukcja), znakomicie komponowałyby się z charakterem Garncarskiej Wioski. Ot takie małe garnki, wykonane przez owady (ale nie wypalane w piecu),

Gliniarz naścienny (i jemu podobne) to „osy” samotnice, lepią z gliny baryłeczki - komórki dla jednej larwy. A w środku zapas jedzenia. Gliniarz akurat poluje na pająki (czytaj więcej o gliniarzu: Trąba wodna i gliniarz naścienny czyli rozważania o wyciąganiu wniosków z jednostkowych obserwacji,  O gliniarzu, co nielegalnie wdziera się do naszych domów,  O gliniarzu naściennym co zasłon się czepia i do laptopów zagląda) Gliniarz jest gatunkiem obcym u nas. Podobne baryłeczki gliniane buduje nasza rodzima wolnica czarniawa (Auplopus carbonarius), także z rodziny nastecznikowatych (z tej samej rodziny jest gliniarz naścienny). Gliniane komórki lęgowe buduje ponadto inna osa - oska maczugoroga (Celonites abbreviatus). I oczywiście rodzime kopułki (chyba 7 gatunków w Polsce), w tym kopułka wysmukła. Jej gliniana baryłeczka ma wielkość około 1 cm. Na zdjęciu widać gniazdo osy społecznej, najpewniej osy saksońskiej. Gniazdo jest wykonane z „papieru”, fragmentów zeskrobanego drewna. Bardziej szczękodzieło niż rękodzieło.

Osa saksońska jest gatunkiem pospolitym w Europie Środkowej i często dość licznym, jest jak na osy stosunkowo łagodna. Ale to ona najczęściej „obrywa” za inne, bardziej uciążliwe i agresywne osy. Niemniej to osa saksońska kiedyś mnie użądliła. Akurat w grupie kilku osób (ze studentami) byliśmy na badaniach terenowych w planowanym Obszarze Natura 2000 - Swajnie. Gdzieś w okolicy rzeki Kirsny szliśmy przez zarastające drzewami podmokłe łąki. Zobaczyliśmy stojącą ambonę myśliwską. Znakomite miejsce by wspiąć się i z góry rzucić  okiem na całą okolicę. Wszedłem pierwszy. Kilka osób wchodzących po lekko spróchniałej, drewnianej drabince, wprawiło w kołysanie całą ambonę. Gdy znalazłem się na górze usłyszałem charakterystyczne brzęczenie, spojrzałem do góry i pod daszkiem zobaczyłem gniazdo os. Osy już rozdrażnione i fruwające w zaniepokojeniu. Schodziliśmy bardzo szybko. I teraz byłem na końcu (pierwsi będą ostatnimi). Bałem się jedynie, aby w panice ktoś nie skakał z ambony czy z drabiny. Obyło się bez strat, ot każdy średnio dostał po jednym użądleniu. Nie było zbyt bolesne. Atak sprowokowaliśmy nieumyślnym rozkołysaniem konstrukcji.

Osa saksońska (Dolihovespula saxonica, podrodzina Vespinae - osy właściwe) spotykana jest dość często, także w osiedlach ludzkich. Preferuje tereny w miarę otwarte. Buduje gniazda w bardziej dostępnych miejscach niż inne osy (z rodzaju Paravespula) i nigdy pod ziemią. Zazwyczaj gniazda zakłada na strychach lub pod okapami dachów (tak jak na załączonym zdjęciu z Wioski Garncarskiej), rzadziej na gałęziach na drzewie. Osy saksońskie nie przylatują do słodyczy (sok, bułki z lukrem itd.) więc nie są dla ludzi uciążliwe. Ale ich gniazda są najbardziej widoczne. Zatem w czasie „plagi os” to najczęściej „obrywa” osa saksońska i jej dobrze widoczne gniazda. Prawdziwi winowajcy (np. osa dachowa czy osa pospolita (O osie dachowej, co za moim oknem mieszka) mają bardziej ukryte gniazda i unikają ludzkich interwencji. Na dodatek osa saksońska jest mniej agresywna od innych os społecznych, nawet w pobliżu gniazda. Najmniej winna a najbardziej obrywa. Jej życie nie jest łatwe - można często spotkać zaczęte, małe gniazda, nie ukończone. Świadczy to o licznych, nieskutecznych próbach założenia gniazda. Albo gnie "królowa" albo się "rozmyśla" i wybiera inne miejsce.

Podobne gniazda buduje osa średnia (Dolichovespula media) - ale umiejscawia je w terenie zakrzewionym, w miejscach półcienistych, ukrytych i blisko wody, rzadziej w osiedlach ludzkich. Osa średnia jest bardziej czarna w ubarwieniu (ale na załączonym zdjęciu widzimy tylko gniazdo).

Osa saksońska - jest osą społeczną - spotkać ją można od maja do września, buduje gniazda kuliste, lekko gruszkowate, z otworem na spodzie. W trakcie rozbudowy przyjmuje kształt bardziej wydłużony. Jest raczej niewielkie 10-15 cm średnicy, rzadko większe niż 20-30 cm średnicy. Wewnątrz znajduje się 3-5 plastrów z komórkami dla larw. Tak jak wszystkie u wszystkich os larwy karmione są owadami, np. gąsienicami motyli lub owadami dorosłymi (likwiduje owady szkodliwe, powinniśmy więc osy saksońskie otaczać opieką). Podobnie do innych os, osa saksońska odcina ofierze głowę, potem odwłok, a z tułowia przeżuwa mięśnie ofiary i taką mięsną papką karmią swoje larwy. Beznogie larwy wiszą głową w dół. Przytrzymują się ścianek specjalnymi zadziorkami, potem gdy nieco urosną, naciskiem tylnej części ciała.

Robotnice mają wielkość 11-14 mm, „królowa” - 15-18 mm, samce 13-15 mm. Samce pojawiają się jesienią. W tym czasie pojawiają się także młode samice. Zimują zapłodnione samice - przyszłe królowe (matki założycielki nowych gniazd z osią społecznością).

Do osy saksońskiej bardzo podobna jest osa leśna (Dolichovespula syvestris), ale żyje głównie w lasach i gniazda sytuuje w innych miejscach. Podobna jest także osa norweska (Dolichovespula norvegica). Do osy saksońskiej podobna jest także osa żółtoplama (Pseudovespula adulterina), którą czasem można spotkać w gniazdach osy saksońskiej. Bo pasożytuje na osach z rodzaju Dolichovespula, w tym naszej saksońskiej. Osa żółtoplama (płodna samica) wnika do gniazda osy saksońskiej i zabija „królową” (samicę składającą jaja), czasem królowobójstwo wykonują robotnice osy żółtoplamej. Nowa królowa składa jaja w gnieździe osy saksońskiej, a osierocone robotnice osy saksońskiej karmią i „wychowują” obce potomstwo.

Ps. Osy społeczne mają w nazwach dużo elementów germańskich, nasza osa saksońska, osa norweska i osa niemiecka zwana także dachową (Paravespula germanica). Ciekawe dlaczego? Przecież występują w dużych obszarach Europy. Może za sprawą opisujących je naukowców o korzeniach niemieckich?

Źródła informacji o osie saksońskiej:

  • Bellmann H., Owady. Wyd. Multico, Warszawa 2007.
  • Bellmann H., Błonkówki, Wyd. Multico, Warszawa 2011.
  • Kozłowski M. Owady Polski. Wyd. Multico, Warszawa 2008.
  • Zahradnik J., Przewodnik - owady. Wyd. Multico, Warszawa 1996.

 osawioskagarncarska

Zadomka polna

sczachor

_DSC0285aCo się odwlecze to nie uciecze? Nieprawda, uciecze. Kilka miesięcy temu dostałem zdjęcia i zapytanie „co to jest? Czy są to karaluchy?”. Napisał ktoś, kto ma domek letniskowy i obawiał się, że zagnieździły się jakieś synantropijne karaluchy. Odłożyłem… i zapomniałem. Teraz nie mogę tego listu znaleźć. Zostały tylko zdjęcia i mgliste wspomnienia.

W powszechnej świadomości karaczany kojarzą się z brudem. Spośród karaczanów znamy przede wszystkim te, które spotykamy w domu. A więc prusaki, przybyszkę amerykańska czy karaczana wschodniego. A teraz różne gatunki egzotyczne, trzymane w insektariach jako zwierzątka domowe. Domowe prusaki nocą wychodzą i zjadają resztki organiczne. Ale na zdjęciu uwieczniony jest polski i warmińsko-mazurski karaluch (karaczan) - zadomka polna (Ectobius lapponicus). Nieco wielkością i w pokroju przypomina prusaka (Blattella germanica). A jeszcze bardziej swojego kuzyna - zadomkę leśną.

Zadomka polna jest naszym rodzimym karaczanem (owadem z rzędu karaczanów - Blattodea), żyje w zaroślach na skraju lasów. Jest gatunkiem pospolitym i zazwyczaj licznym, ale nie łatwo ją zobaczyć, bo jest płochliwa. Nie występuje w budynkach, w przeciwieństwie do prusaka (ten w Polsce poza budynkami nie występuje, tak jak przystało na gatunek synantropijny). Zadomka wbrew swej nazwie z domem nic nie ma wspólnego. Co najwyżej mieszka gdzieś za domem. Długość ciała wynosi 9-13 mm (samiec) i 6-11 mm (samica). Odznacza się zmiennym ubarwieniem ciała. Występuje od maja do września, w lasach, zaroślach, sadach i ogrodach. Samce przebywają na niskich roślinach - samice na ziemi (ty pójdziesz górą a ja doliną - chciałoby się zanucić). Gatunek pospolity ale nie tak łatwo go w przyrodzie zobaczyć. Nie występuje w budynkach. Są wszystkożerne.

A skoro żyje w zaroślach a nie w budynkach, to co zadomki robiły w domku letniskowym? Pierwszy etap synantropizacji (ewolucja)? Bardziej prawdopodobne, że przypadkiem się dostały. Nie są groźne. W domu nie przetrwają.

 

Czytaj także: O pluskwach i karaluchach z warmińsko-mazurskich pociągów, lasów i rzek 

Masło wiedźm czyli wiedźmy i czarownice z przyrodniczego punktu widzenia

sczachor

Tremella_mesenterica_a1_Jerzy_OpioaJak podaje Moszyński w „Kulturze ludowej Słowian” ćma zmierzchnica (Sphinx a więc jakiś zawisak) jest uważana z jednej strony za bardzo częste wcielenie duszy ludzkiej (lub po prostu za tę osobę), z drugiej zaś za wcieloną duszę wiedźmy lub zmory. Mamy więc jakiś entomologiczny i przyrodniczy aspekt poszukiwania genezy wiedźm. Nie wiem czy chodziło Moszyńskiemu o zmierzchnicę trupią główkę (O motylu co trąbi, ludzi straszy i miód pszczołom podbiera) czy dowolną ćmę z grupy zawisaków (albo jakąkolwiek dużą ćmę). Sama zmierzchnica trupia główka u nas rzadko się pojawiała. To motyl śródziemnomorski. Więc może w wierzeniach ludowych chodziło o ćmę w ogóle lub ćmę z rodziny zawisakowatych. Ewentualnie jest to kulturowe zapożyczenie, które do tradycji ludowej trafiło z książek poprzez kościół lub pański dwór.

Z kolei u Erazma Majewskiego (Słownik nazwisk zoologicznych i botanicznych z 1889 roku) pod polską nazwą „wiedźma” kryje się motyl Nymphalis velleda. Niestety nie mogę odszukać współczesnej, naukowej nazwy tego owada. Majewski użył chyba jakiegoś starszego synonimu. Natomiast pod nazwą „czarownica” kryła się u niego Circaea - roślina, zwana także czarnokwit, czarownik, czartawa, czartownik, czyrnidło, niewieście psiny.

Czartawa pospolita (Circaea lutetiana L.) to gatunek rośliny wieloletniej z rodziny wiesiołkowatych. Występuje w całej Europie, na znacznym obszarze Azji oraz w Afryce Północnej. W Polsce gatunek ten jest stosunkowo częsty i pospolity. U Majewskiego zapisana także pod nazwami: czarownica paryzka, czarownik, psiny niewieście (te psiny niewieście mocno mnie zastanawiają, co to znaczy i skąd się wzięło). W Rusińskim - czarnocvit, w chorwackim - vilenicka trawa, bahornica, carownik. Nie mogłem doszukać się wykorzystanie tejże rośliny w medycynie ludowej. Natomiast jako czarownik, czarnokwit, niewieście psiny wymieniana jest w „Zielniku czarodziejskim to jest zbiór przesądów o roślinach” Józefa Rostafińskiego z dopiskiem „Circe zamieniała nim ludzi w bestye rozmaite, w kamienie, drzewa i cokolwiek chciała”. Wskazywałoby to na zapożyczenie z kultury śródziemnomorskiej. Więcej doszukałem się w „Medycynie dawnej i współczesnej” Henryka Różańskiego (http://rozanski.li/1056/circaea-czartawa-w-ziololecznictwie-domowym/):  „W zielu czartawy występują flawonoidy (witeksyna, izowiteksyna, wicenina, orientyna w formie glikozydowej), leukoantocyjany, kwas synapinowy, cynamonowy, galusowy, kawowy i ferulowy. Surowcem jest ziele zbierane do jesieni, najlepiej w czasie kwitnienia i owocowania. Ziele z owocami zawiera więcej fitosteroli niż przed kwitnieniem. Herbatka z ziela czartawy działa odtruwająco i moczopędnie, nieznacznie wpływ na układ krążenia. W większych dawkach może mieć ochronny wpływ na wątrobę i rozkurczowy na drogi żółciowe, wreszcie żółciopędny. Prawdopodobnie poprawia też krążenie oczne i stabilizuje strukturę ścian naczyń krwionośnych. Napar nadaje się do codziennego picia zamiast herbaty, jest smaczny i zawiera antyoksydanty oraz wymiatacze wolnych rodników, substancje hamujące generalnie stany zapalne i rozkurczowe na mięśnie gładkie.(…) Dawki naparu z czartawy: zioło całkowicie bezpieczne, napar można pić szklankami. Wykazuje synergizm z głogiem, nawłocią, kaliną (kwiat i owoc), liściem i owocem borówki, diosminą, fiołkiem trójbarwnym, pokrzywą, wiesiołkiem, miłorzębem i glistnikiem.” Nie wiem czy te właściwości są potwierdzone medycznie i czy są to współczesne ustalenia czy też może pochodzą z przeszłości (utrwalone w tradycji ludowej). Bo przecież w każdym zielu coś się znajdzie, jeśli tylko poddać naukowej analizie. Mam na myśli różnorodne substancje biologicznie czynne. Można sądzić, że „magiczne” właściwości czartawy zawędrowały do nas wraz z literaturą starożytną (przez piśmienny kościół lub dwór). Mało prawdopodobne by była umocowana w dawnej tradycji prasłowiańskiej.

Znalazłem jeszcze grzyba o nazwie masło wiedźm. Tyle, że jest to tłumaczenie z języka angielskiego - witches’ butter. Zatem nazwa z wiedźmą powstała na Wyspach Brytyjskich a nie u nas. Niemniej chodzi o grzyba u nas występującego - trzęsaka pomarańczowożółtego (Tremella mesenterica Retz). W polskim piśmiennictwie gatunek ten występuje także pod nazwami: kisielec pomarańczowy, galaretowiec kruszkowy, galaretowiec pospolity, móżdżak kruszkowy, trzęsidło pomarańczowe, trzęsak pomarańczowy i trzęsak złotożółty. Nie jest trujący ale uważany za niejadalny. Nie odznacza się żadnym smakiem ani zapachem, jest galaretowatej konsystencji. Mało apetyczny. W naszej tradycji nie został powiązany z wiedźmami czy mocami nieczystymi.

W tradycji anglosaskiej, a co za tym idzie i w języku, więcej grzybów nosi nazwy diabelskie i czarownicze: witch’s hat - kapelusz czarownicy (wilgotnica czerniejąca Hygrocybe conica, grzyb lekko trujący, powoduje zaburzenia trawienne), destroying angel - niszczycielski anioł (muchomor jadowity - ten na pewno jest trujący), sevil’s urn - urna diabła. W jakimś stopniu można zaliczyć także dead man’s fingers (palce trupa, palce umarlaka - Palce umarlaka w Puszczy Białowieskiej). W polskie tradycji mamy tylko trującego „szatana” - borowika szatańskiego Rubroboletus satanas.

Dużo więcej demonów słowiańskich i prasłowiańskich kryje się w nazwach owadów takich jak wieszczki, wieszczyce, rusałki, świtezianki, topielice, żyrytwy itd. Dużo jest także w nazwach roślin (czarcie żebro itd.).

c.d.n. gdy powrócę do poszukiwań etnograficznych.

Fot. Jerzy Opioła, Wikimedia Commons https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tremella_mesenterica_a1.JPG

Zmrocznik przytuliak z Uroczyska Deresze

sczachor

DereszeWiele par oczu potrafi zobaczyć więcej niż jedna para, nawet specjalisty. Dlatego rozwija się nauka obywatelska. To znaczy - wykorzystanie wiedzy i aktywności tak zwanych wolontariuszy. Mogą oni być w wielu miejscach jednocześnie, obserwować, dokumentować i przesyłać dane do ośrodków naukowych. Z dużej liczby danych, nawet obarczonych niedokładnością czy drobnymi błędami, można wykonać bardzo ciekawe analizy. Sam jestem zaskoczony informacjami, jakie pojawiają się w komentarzach i w korespondencji, w nawiązaniu do opublikowanych na blogu krótkich informacji przyrodniczych. Mimo że nie jest to żadna zorganizowana akcja udało się zebrać sporo interesujących informacji o zasięgu występowania niektórych gatunków owadów i roślin - widać przesuwanie się granic zasięgów.

Przykładem niech będzie zdjęcie gąsienicy motyla, które wykonano w Uroczysku Deresze (okolice wsi Giławy na Warmii). Wystarczy zwykły aparat fotograficzny, zintegrowany z telefonem komórkowym. Gąsienica zwróciła uwagę swoim nietypowym wyglądem i ubarwieniem. Nie trudno było ją rozpoznać, wystarczyło sięgnąć do entomologicznych książek - to, że akurat gąsienica jakiegoś zawisaka, to było widać na pierwszy rzut oka. Wystarczyło sprawdzić którego. Osobiście nigdy tego gatunku w terenie nie widziałem - jedynie namalowałem na butelce, bo niezwykle urokliwy.

Na górnym zdjęciu (fot. Katarzyna Przedwojewska) gąsienica zmrocznika przytuliaka (Hyles gailii syn. Celerio galii), motyla (nocnego, czyli ćmy) z rodziny zawisakowatych (Sphingidae). Dolne zdjęcie, już z postacią dorosłą, także jakiś czas temu otrzymałem (od pani Magdy Markiewicz z Motylarni w Marcinkowie k. Mrągowa). Ale niestety zbyt długo leżało w „szufladzie”. Tym sposobem jednocześnie opisuję znaleziska larwy i imago rzadkiego gatunku.

Zmrocznik przytuliak (podobny do niego jest zmrocznik wilczomleczek, znacznie częstszy i łatwiejszy do zaobserwowania) jest gatunkiem holarktycznym, czyli o szerokim zasięgu występowania. Występuje w całej Polsce. Jest jednak gatunkiem stosunkowo rzadkim, dlatego nie często jest widywany. Gąsienice żerują na wierzbówce kiprzycy (Chamaenerion angustifolium) oraz na przytulii pospolitej (Galium mollugo) i przytulii właściwej (Galium verum). Nazwę gatunkową motyl wziął od rośliny, przytulią zwanej, a nie od przytulania. Jeśli już to przytula się roślina. A zmrocznik - bo to typowy motyl nocny, aktywny o zmroku. Poza wymienionymi roślinami gąsienice czasami żerują także na innych gatunkach roślin zielnych.

13427848_1176582589061317_5097959965885545915_nDorosłe motyle można spotkać od początku maja do początku lipca, a jeśli występuje drugie pokolenie to także w sierpniu i połowie września. Gąsienice spotkać można od lipca do października (uwzględniając drugie pokolenie). Gąsienice żerują o zmierzchu i za dnia, w nasłonecznionych miejscach: przy rowach przydrożnych, przy torach i na łąkach. Spotkać je zatem można na śródleśnych łąkach, zrębach, nasłonecznionych stokach, parkach, ogrodach oraz przy drogach i torowiskach.

Przepoczwarczenie następuje w czasie zimy, w oprzędach na ziemi lub płytko pod jej powierzchnią.

Motyle dorosłe (imagines) latają w słoneczne dni i o zmroku. Samce przylatują do samiczek także w godzinach popołudniowych (co odróżnia je od innych zawisaków z grupy sphinksów).

Bibliografia:

Buszko Jarosław, Atlas motyli Polski. Częśc II. Prządki, zawisaki, niedźwiedziówki, Warszawa 1997.

Heintze Jerzy, Motyle Polski, atlas, część pierwsza. Warszawa 1990

Zmrocznik przytuliak (wikipedia) https://pl.wikipedia.org/wiki/Zmrocznik_przytuliak

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci