Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

entomologia

O chruściku z Jeziora Czarnego i molu książkowym - gatunek nowy dla nauki

sczachor

bagieniec_mol_ksiazkowy_2Wcześniej pisałem o pochodzeniu chochlika (linki na końcu tekstu), wskazując na ewolucyjne pochodzenie od chruścików (Trichoptera). A teraz, przygotowując się do pierwszego Warmińsko-Mazurskiego Molariusza wpadłem na ślad mola książkowego. Dokładniej to odszukała go Anna Mikita, nad Jeziorem Czarnym, kilka osobników siedziało na ławeczce i czytało coś (zobaczysz te chruściki-mole książkowe, gdy dokładniej wpatrzysz się w zdjęcie, zamieszczone obok). Budowa domku i siedlisko wskazuje na bagiennika żółtorogiego (Limnephilus flavicornis). Niżej jest zdjęcie rekonstrukcji, wykonanej także przez Annę Mikitę. Tak, jak go zapamiętała w czasie niespodziewanego spotkania na ławeczce, w parku nad Jeziorem Czarnym w Olsztynie.

Więcej o filogenezie i ekologii tegoż mola książkowego, wywodzącego się z rzędu chruścików będzie w czasie malowania dachówek na dachu biblioteki (12 maja 2017 Biblioteki inspirują czyli Molariusz Warmińsko-Mazurski).

Mól to owad, co do tego nie ma większych wątpliwości. Na to datek to owad z rzędu motyli (Lepidoptera) a te są bliskimi kuzynami chruścików. Wspólnie z motylami chruściki należą do odzianoskrzydłych (Amphiesmenoptera) jedna mają łuseczki na skrzydłach (Lepidoptera) inne włoski (Trichoptera), stąd włoskoskrzydłe i łuskoskrzydłe. Niedawno odkrytym jest rząd Tarachoptera, spokrewniony z chruścikami i motylami. To oczywiście inna opowieść (niebawem napiszę).

Chruściki są spokrewnione z motylami, mól to motyl, nocny czyli ćma (o pochodzeniu słowa ćma czytaj tu: Napójka łąkowa czyli ciemna strona warmińskiego Wójtowa). Nie powinno więc dziwić odnalezienie nowego gatunku moli książkowych pośród owadów, wywodzących się z chruścików.

Wróćmy to moli co są motylami. Najbardziej z molami książkowymi związane są te z rodziny molowatych (Tineidae)., liczacej łącznie około. 3 tys. gatunków. Najbardziej znane są dwa gatunki: mól kożusznik. mól futrzany (Tinea pellionella) – larwy żerują na futrach, materiałach wełnianych i w pierzu, oraz mól ubraniowy czyli mól włosienniczek (Tineola bisselliella), uważany za szkodnika, niszczącego ubrania. Jego gąsienice żyją w rurkowatych osłonkach, które składają się z resztek pożywienia i wydzieliny gruczołów przędnych *w czym bardzo przypominają larwy chruścikow, budujace domki). Żywią się tkaninami wełnianymi i wyrobami futrzarskimi. Pokarmem innych molowatych są także grzyby i nasiona. Są i takie, co plastik jedzą i są nadzieja na zaradzeniu zaśmiecenia świata torebkami foliowymi.

Mole ksiązkowe są detrytusożerne jak nic, w symbiozie z bakteriami i grzybami trawią nie tylko celuloze ale i inne niesrawialne dla zwierząt produkty organizcnze (i nie tylko) – potrzebują tylko wilgoci. Z nich to wywodzi się mól książkowy bagieniec (bagiennik) żółtorogi. Lektura wciąga jak bagno (znaczy dobra literatura a nie jakieś hejtowe zapaskudzanie papieru i internetu). A żółotorogi? Bo ma brzydką manierę zaginania kartek w książkach. Preferuje stare i pożółkłe, stąd te zagięte rogi są żółte. Wszystko więc jasne - bagieniec żółtorogi z Jeziora Czarnego jest kolejnym gatunkiem mola książkowego z tworzącego się Warmińsko-mazurskiego Molariusza.

Przyłapane zostały na ławeczce, nad Jeziorem Czarnym. Preferują literaturę szuwarowo-bagienną i hydrobiologiczną, marynistyczną kiepsko trawią, ale sięgają w chwilach głodu. Ponoć gatunek ten przedkłada literaturę faktu nad literaturę fikcji. Ale to nie jest pewne. Lubią czytać w przestrzeni publicznej. W parkach, nad wodą, na ławeczce, na kocyku. Widywany także w bibliotekach, zwłaszcza w czasie deszczu. To nawiązanie do zwyczajów dziko żyjących przodków. Chruściki dorosłe latają (są aktywne) także w czasie deszczu (dlatego korzystają z nich, jako bazy pokarmowej, nietoperze w czasie deszczowej aury).

Wyjątkowy i nowo odkryty gatunek mola książkowego. Więcej na jego temat można będzie posłuchać w trakcie malowania dachówek, w piątek 12 maja 2017. A wstępna rekonstrukcja na fotografii nizej: 

bagieniec_mol_ksiazkowy_1

Tymczasem polecam lekturę o chochliku:

 

ps. ninijeszy tekst przeznaczony jest jedynie dla ludzi inteligentnych i z poczuciem humoru. Innym może zaszkodzić (skutki ubczne trudne do przewidzenia).

Napójka łąkowa czyli ciemna strona warmińskiego Wójtowa

sczachor

napjka_akowaJedno zdjęcie z warmińskiego ogródka, wykonane telefonem z damskiej torebki, uruchomiło serię niezwykle intrygujących zdarzeń. Dostrzeganie szczegółów jest efektem edukacji i wiedzy. Człowiek głupi, ciemny i o ubogim zasobie wiedzy – w tym przypadku przyrodniczej – niewiele widzi, niewiele dostrzega. Mowa o lokalnej bioróżnorodności i aktywności społecznej. Ale po kolei.

Najpierw było zdjęcie z podpisem „gość w ogródku”. Niby zwykły robal, kto by tam na robale zwracał uwagę. A jednak, przyrodnicza wrażliwość na lokalną specyfikę czyni wiele dobrego. Pozwala dostrzegać piękno, w tym przypadku urodziwej, włochatej gąsienicy.

Co prawda zdjęcie nie jest najlepsze, bo nie widać wszystkich szczegółów, ale wydaje się, że jest to gąsienica napójki łąkowej, motyla o ciekawym behawiorze. Niby nic wielkiego, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś zidentyfikował. Ale to dopiero początek historii.

Jeżeli to kolejna ciekawa ćma to może powinniśmy być "wioską ciem". Wójtowo – wieś jak wieś. Podolsztyńska, stare siedliska o bogatej historii, otoczone nowymi domami. Co ją może wyróżniać? Kapitał ludzki. Bo przyroda jest taka jak i gdzie indziej. Ale nie wszyscy potrafią patrzeć i dostrzegać.

Tak, to kolejna ćma i interesujący gatunek, o którym można interesująco opowiadać. Wcześniej był to zawisak tawulec (przeczytaj: A zawisak to ćma czy motyl?). Zdjęcie zrobione telefonem, zaowocowało krótką opowieścią na blogu. A potem spotkaniem w stylu śniadanie na trawie i malowaniem kamieni. Na jednym kamieniu namalowałem właśnie tego wójtowskiego zawisaka. Motyl, który stał się jednym z pretekstów do spotkania na wiejskim placu, rozmów o przyrodzie i urokliwie prowincjonalnym byciu ze sobą. Niby nic wielkiego. (Jak malowaliśmy kamienie oraz śniadanie na trawie). Ale takie spotkania rozwijają się w wartościowe inicjatywy społeczne.

A tymczasem w Wójtowie, na wspomnianym placu wiejskim, postawią starą budkę telefoniczną. Że nie mam sensu, bo przecież wszyscy i tak korzystają z telefonów komórkowych? Ale w tej budce będą… książki. Taka nietypowa, wiejska półka bookcrossingowa. Kolejny powód by się spotykać i robić coś razem. A co ma wspólnego półka bookcrossingowa z ćmą napójką łąkową? Otóż w toczącej się rozmowie, do następujących ustaleń doszliśmy. Już za niecały tydzień, w ramach Tygodnia Bibliotek, będziemy na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie malowali na starych dachówkach mole książkowe (Biblioteki inspirują czyli Molariusz Warmińsko-Mazurski). Dojadą także dachówki ze starego siedliska w Wójtowie. I namaluję na jednej właśnie napójkę łąkową – jako warmińskiego mola książkowego. A potem, dachówka z Biblioteki Uniwersyteckiej pojedzie do Wójtowa i ozdobi tę bookcrossingową, wiejską budkę telefoniczną. Inspirujący Tydzień Bibliotek i lokalna bioróżnorodność. By edukować, poznawać i więcej dostrzegać tego, co się dzieje wokół nas. Książki uczą tak samo jak spotkania i dyskusje.

Skoro pojawiła się kolejna interesująca ćma, to może ćmy Wójtowa jako wyróżnik tej miejscowości? Czyli ciemna strona (od ćmy a nie od ciemności) warmińskiego Wójtowa. Tytuł jest już więc rozwikłany. Teraz pora na opowieść o samej napójce, ćmie o aluzyjnej nazwie.

Barczatka napójka czyli napójka łąkówka (Euthrix potatoria syn. Philudoria potatoria) to motyl nocny z rodziny barczatkowatych. Co w niej niezwykłego? Gąsienice tego gatunku piją stosunkowo duże ilości wody w postaci kropel rosy i deszczu, zbierających się na liściach rośliny pokarmowej. Stąd jej nazwa – napójka. Od picia rosy. Ćma co w młodości rosę pije. Nieco romantycznie.

Barczatka napójka (napójka łąkowa) występuje na terenach podmokłych, w pobliżu jezior, rzek i torfowisk. Gąsienice żerują na ostrych trawach, trzcinie i pałce wodnej. Spotkać je można od września do czerwca, z przerwą na sen zimowy. Na wiosnę, po przezimowaniu, gąsienice budują nisko nad ziemią, przyczepione do źdźbeł traw lub pni drzew, białawe oprzędy, w których następuje przepoczwarczenie. Dorosłe motyle (stadium imago) obserwować można od końca czerwca do połowy sierpnia. Jak typowe ćmy prowadzą nocny tryb życia. Rozpiętość skrzydeł od 46 do 54 mm. Brzeg skrzydeł jest lekko falisty. Samiec ma skrzydła żółto-pomarańczowe z odcieniami brązu (można go rozpoznać po dużych, grzebykowatych czułkach i ciemniejszej barwie skrzydeł). Samica jest nieco większa i nieco jaśniejsza w ubarwieniu: od jasnożółtego do żółtobrunatnego. Charakterystyczne dla tego motyla są dwie białe plamki w ciemnej obwódce, znajdujące się na górnej stronie skrzydeł pierwszej pary. Na zewnętrznej części tylnego skrzydła znajduje się przyciemnienie.

Gatunek obecny w całej Europie od Półwyspu Iberyjskiego po Ural. W Polsce gatunek występuje na całym obszarze kraju. Niezbyt rzadki, można się go spodziewać w wielu miejscach. Ale teraz mamy udokumentowane występowanie w Wójtowie. Czyli jest o czym opowiadać.

Teraz pora na wyjaśnienie słowa ćma. Ma ono kilka znaczeń (współczesnych i dawniejszych): 1. Ćma to motyl nocny, 2. to także duża ilość, chmara, 3. ciemność, mrok, a nawet 4. brzydka pogoda, mżawka, zawierucha (lokalnie i gwarowo). Etymolodzy wskazują, że słowo ćma wywodzi się ze starosłowiańskiego tma, oznaczającego ciemność, mrok, a to z kolei pochodzi ze praindoeuropejskiego tem – ciemny, w znaczeniu wielkie mnóstwo, chmara, mrowie. Tuman to kalka z języka tureckiego – dziesięć tysięcy. W języku rosyjskim tuman czyli mgła, pochodzić może od dużej ilości a może od ćmić – osłabiać widoczność, przyciemniać, przesłaniać (tak dużo, że aż nie widać?). Ćmić to także pobolewać, mdlić. Ta mroczna chmara tępy ból przynosi… Zatem ćma zapewne bierze swoje znaczenie od mroku lub od dużej liczby. Dużo ich w nocy przylatuje do światła, zwłaszcza na terenach pierwotnych i o dobrze zachowanej przyrodzie. Nasi przodkowie widywali duże ilości motyli nocnych. Możliwe więc, że jest słowem bardzo starym, jeszcze wywodzącym się z języka praindoeuropejskiego, gdzie mrok i duża ilość znaczyło to samo.

I jeszcze jedno znaczenie, o którym chcę wspomnieć w nawiązaniu do Warmińsko-Mazurskiego Molariusza i malowania dachówek: ćma to ćmuk, ćmok, upiór. W Bestiariusz Słowiańskim Ćmok to nazwa potwora, pochodzącego z dawnych wieków. Pamięć o nim przetrwała najdłużej na Wielkopolsce. Ten starosłowiański demon miał skrzydła, albo jak nietoperz albo jak ćma (zatarło się w pamięci). Może i sama Ćma była kiedyś nazwą nocnego demona, bestii mitologicznej. Ćmok lub Ćma funkcjonowały w opowieściach naszych przodków, w kulturze oralnej (mówionej). Nie przetrwał do czasów słowa pisanego i bibliotek (bo nikt nie spisał, na utrwalił na malowanym obrazie). Zostały tylko niewyraźne, ćmawe ślady. Dlatego w czasie Tygodnia Bibliotek, malując mole książkowe, namalujemy także ćmę napójkę łąkową. Przy okazji opowiadając różne historie i pijąc, jeśli nie rosę to chociaż kawę czy herbatę, na tarasach Biblioteki Uniwersyteckiej.

I tak powstanie pierwszy Warmińsko-Mazurski Molariusz. A jedna z dachówek zawędruje do Wójtowa, by tworzyć ciem-ną stronę (historię) warmińskiej wsi. Ciemna historia czyli lokalna historia ciem. Z warmińskiego Wójtowa. A wszystko za sprawą spostrzegawczości i telefonu z damskiej torebki.

Fot. Beata Jakubiak.

Źródła:

Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Barczatka_nap%C3%B3jka

Heintze J., Motyle Polski – atlas – część pierwsza. Wyd. II uzupełnione, WSiP, Warszawa, 1990.

Malmor I., Słownik etymologiczny języka polskiego, ParkEdukacja, Warszawa, 2010.

Brucken A., Słownik etymologiczny języka polskiego. PiW, Warszawa, 1974.

Zych P., Vargas W., Bestiariusz słowiański – rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, BOSZ, Olszanica 2015.

Powstał pierwszy, pełnometrażowy film o chruścikach

sczachor

17884460_1355115637868602_1141244278273557648_nPrzed chwilą obejrzałem przedpremierowo (i roboczo) pierwszy polski film o chruścikach. Nosi tytuł „Żywot chruścika / Life of the Caddis”. Pierwszy, publiczny pokaz odbędzie się w Sandomierzu w końcu kwietnia, w czasie Festiwalu Filmów Niezwykłych, następny odbędzie się na Węgrzech w Gödöllő, w czasie Festiwalu Filmów Przyrodniczych, a w czerwcu - w Łodzi na Międzynarodowym Festiwal Filmów Przyrodniczych im. Wł. Puchalskiego.

Będę zabiegał by film pokazać także w Olsztynie, np. w czasie Dnia Chruścika (jak co roku 11 grudnia).

„Tytułowy chruścik, spokrewniony z motylami, wydaje się pospolity i dobrze znany. Tymczasem jest on fenomenem ewolucyjnym, jednym z najbardziej niezwykłych stworzeń na Ziemi – wyróżnia go genetyczny zapis poszerzenia organizmu o domek. Żyje w rzekach, rozlewiskach, strumieniach. Jest naturalnym czujnikiem czystości ich wód. Wrażliwa kamera stopniowo odsłania niedostrzegalne na co dzień, kruche piękno świata chruścików. Ten film to przynosząca ukojenie podróż w głąb natury, ku misterium życia.”

źródło: fanpage dotyczący filmu: https://www.facebook.com/zywot.chruscika/

W 2013 roku powstał inny film ,,Dzień chruścika", w ramach serii ,,Dzika Polska. Wpłyń na wodę"! Można go wyszukać i obejrzeć w sieci. 

Komiks edukacyjny z Cecylią i chruścikiem

sczachor

chruscikcalyEdukacja przyrodnicza  z wykorzystaniem komiksów i bajek bywa różna. Najczęściej w warstwie merytorycznej (naukowej) z licznymi uproszczeniami i błędami, Czasem z informacji mocno przestarzałymi czy infantylnymi. Wszystko dlatego, że przyrodnicy nie potrafią rysować a artyści mają braki w wiedzy przyrodniczej. Potrzebna albo dobra współpraca albo wszechstronne wykształcenie.

Pod koniec 2016 roku ukazał się bardzo dobry komiks edukacyjny o życiu ważek. Bohaterem jest ważka Ophiogomphus cecylia. W komiksie występuje pod imieniem Cecylia. Dobrze oddaje nazwę łacińską a jednocześnie jest przyjazna dla przeciętnego oglądacza komiksów. Dużo szczegółów z biologii ważek i życia bezkręgowców, z odrobiną dowcipu. ładne artystycznie rysunku a jednocześnie poprawne merytorycznie. Z dużą przyjemnością przejrzałem i polecam. Mam nadzieję że tego typu opracowań, przybliżających życie bezkręgowców będzie więcej.

Komiks wydało Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu w ramach projektu unijnego "Inwentaryzacje przyrodnicze kluczem do edukacji ekologicznej i ochrony bioróżnorodności w województwie opolskim". Autorami scenariusza są: Michał Wolny i Piotra Zabłocki, rysunki wykonał Sławomir Kiełbus.

We wspomnianym komiksie znalazłem także  chruścika. Wygląda na larwę z rodziny Limnephilidae, ewentualnie może to być Odontocerum albicorne. Aktor trzeciego planu. Ale może ktoś kiedyś napisze bajkę o chruściku albo narysuje komiks edukacyjny. ładny i poprawny merytorycznie. Wiedza przyrodnicza przydaje się każdemu. Nie tylko do celów wydawniczych i kulturowych, ale także i dla jakości naszego życia... na co dzień. Co możemy zobaczyć za oknami, ze smogiem w mieście, zdewastowaną zielenią miejską i śmieciami w lesie...

img023

chruscik1

 

Zmierzchnica trupia główka i Noc Biologów 2017

sczachor

zmoraW nocy (a nawet w zimie) życie nie zamiera. Za to budzą się strachy. Strach najczęściej bierze się z niewiedzy. W czasie Nocy Biologów 2017 można będzie się wielu rzeczy dowiedzieć. Będzie także gra terenowa, której motywem przewodnim jest niezwykły motyl, który na swojej trąbce trąbi, nocą spija oskołę z drzew a znacznie rzadziej nektar z kwiatów jak koliber, czasem podkrada miód z pszczelego ula, straszy drapieżniki udając szerszenia a w dawnych wierzeniach uważano, że wróży śmierć i współpracuje z czarownicami.

Zmierzchnica trupia główka (Acherontia atropos L.) zwana jest także zmorą trupią-głową. Zmora, zwana także marą (stąd powiedzenie sen mara, Bóg wiara), w wierzeniach słowiańskich była istotą pół demoniczną, duszą człowieka żyjącego lub zmarłego, która nocą męczyła śpiących, wysysając z nich krew. Słowianie duszę ludzką najczęściej wyobrażali sobie pod postacią ćmy (owada), czasem ptaka. Nasi przodkowie na tego owada zwrócili uwagę już dawniej, może za sprawą plamy na tułowiu, przypominającą ludzką czaszkę? A może ze względu na niezwykłe zachowanie i tryb życia tego owada.

Zmierzchnica trupia główka jest gatunkiem południowym, dawniej rzadko do nas zalatującym ale obecnie widywanym nawet w północnej Polsce (i tu się rozwija) - co jest znakiem ocieplającego się klimatu. A przy okazji może jest zwiastunem złych konsekwencji ocieplającego się klimatu za sprawa działań samego człowieka (emisja gazów cieplarnianych).

W czasie Nocy Biologów, 13. stycznia w piątek (piątek trzynastego uważany jest w naszej kulturze za datę pechową - ale bez obaw, przesądami zajmują się etnografowie i tylko tak nas to „kreci”), podążając za zmierzchnicą tupią główką można będzie wykonać różne edukacyjne zadania, a na koniec zdobyć nagrody. Również edukacyjne. Pojawią się także wiedźmy. Może od ich pocałunku człowiek zamieni się w żabę? A może tylko będzie okazja do zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. Najlepiej przyjść i samemu sprawdzić. Empirycznie, doświadczanie, samodzielnie. 

1280pxAcherontia_atropos_MHNT_dos1Zmierzchnica jest największym motylem europejskim: rozpiętość skrzydeł wynosi 10–14 cm, gąsienice dorastają do 13 cm i ważą do 10 g. Zmierzchnica – jak sam nazwa sugeruje - jest motylem nocnym czyli ćmą. Należy do rodziny zawisakowatych (Sphingidae). Motyle z tej rodziny zazwyczaj są dobrymi lotnikami, niektóre z nich mylimy z kolibrami, bo są duże i przy spijaniu nektaru zawisają w locie (sam kilkakrotnie odbierałem telefony z zapytaniem, czy to możliwe aby w Olsztynie żyły kolibry). Na grzbietowej stronie tułowia zmierzchnica trupia główka ma charakterystyczny rysunek, przypominjący ludzką czaszkę (zdjęcie wyżej). Człowiek ma od urodzenia wrodzoną umiejętność rozpoznawania twarzy. Nawet w chmurach czy plamach potrafimy dopatrzyć się ludzkiej twarzy. Albo oblicza potwora, demona czy jakieś zmory. Trupia głowa, która lata o zmierzchu i do tego piszczy. Nic dziwnego, że w kulturze ta ćma zajęła demonczne miejsce w mitach i wierzeniach.

Łacińska (naukowa - Acherontia atropos L.) nazwa omawianej ćmy wiąże się z mitologiczną rzeką Acheron oraz Mojrą o imieniu Atropos. Skojarzenia jak najbardziej uzasadnione w kontekście zachowania i wyglądu tego dużego motyla nocnego. Jak zapewne każdy wie motyle mają trąbki (zwijane w stanie spoczynku) i za ich pomocą spijają nektar z kwiatów, a czasem różne płyny z uszkodzonych drzew, gnijących i fermentujących owoców a nawet odchodów zwierząt. Ale zmierzchnica trupa główka za pomocą swojej trąbki potrafi wydawać dźwięk – w momencie zaniepokojenia piszczy, a głos jej podobny jest do głosu nietoperzy. Dźwięk jest słyszalny z daleka. Jest to wyjątkowa cecha u motyla. Okazuje się więc, że ćmy mogą wydawać dźwięki I to nie w postaci trzepotu skrzydeł.

Trupia główka - ćma co dźwięki wydaje. Czemu wydaje dźwięki? Jedni sądzą, że to sposób odstraszania napastników (drapiezników), inni że myli swoim dźwiękiem pszczoły, gdy im miód podpija w ulu. W Polsce zmierzchnica pojawiała się rzadko. Jej ojczyzną jest południowa Europa i Afryka. Czasem wiosną i wczesnym latem do nas zalatuje, nawet do Skandynawii. Potrafi więc przelecieć ponad tysiąc kilometrów (a nawet kilka tysięcy kilometrów). Składa jaja na liściach ziemniaka, pomidora, bielunia lub pokrzyku (prawie same trujące rośliny, co jej mroczność tylko podkreśla - zjada składniki dawniej wykorzystywane w maści czarownic do latania). Jesienią mogą pojawić się dorosłe osobniki drugiego pokolenia. Ale nie zostają u nas tylko lecą na południe, wracają do siebie. Co nie jest takie rzadkie u naszych motyli. Bo nie tylko ptaki na zimę od nas odlatują. Wraz z ocieplaniem się klimatu można spodziewać się przesuwania się na północ zasięgu występowania tego motyla oraz częstszych wizyt w naszym regionie. Już kilka lat temu udokumentowano obecność i rozwój zmierzchnicy trupiej główki pod Morągiem (w naszym regionie). Jej obecność jest jednym z wielu przyrodniczych znaków pokazujących ocieplenie klimatu. Jest wiec jak zwiastun kłopotów…

Dawniej, gdy się u nas pojawiała, wywoływała strach i sensację. Tak zanotował w swoim sztambuchu generał Joachim Jauch, (1684-1754) „1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z której dwie złapano, jedną pokazują w Kapitule Gneźnieńskiej, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, i pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak aksamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate i zęby wiewiórcze mająca etc.” Zamieszczony na samej górze rysunek jest bardzo niedokładny. Widać, że generał słyszał o niej głównie z opowieści (lub ogladał w stanie mocno zniszczonego, zasuszonego owada). Odnotowane skrzeczenie to był dźwięk wydawany na trąbce, wspomniana piana - to zapewne hemolimfa, którą czasem niektóre owady wyrzucają z ciała w celach obronnych. Wspomniane „zęby” to raczej czułki lub tylko wyobraźnia przestraszonego człowieka. Nazwa „szarańcza” wzięła się chyba z grozy, bo dawniej naloty szarańczy i w Polsce wyrządzały duże szkody. Możemy jeszcze złożyć na karb nieugruntowanej w tamtych czasach wiedzy biologicznej (entomologicznej).

Zmierzchnica trupia główka w wielu kulturach była kojarzona ze śmiercią. Jeszcze w XIX w. mieszkańcy Anglii uważali, że zmierzchnica trupia główka towarzyszy wiedźmom i szepcze im do ucha imiona ludzi, którzy wkrótce umrą. W czasie Nocy Biologów zmierzchnica co najwyżej szeptać będzie do ucha podpowiedzi w edukacyjnych zagadkach.

zmierzcnicanakorzeZmierzchnica występuje w lasach liściastych a dorosłe owady (stadium imago) spotkań można od kwietnia do lipca. Gąsienice żyją na różnych drzewach liściastych, np. na lipach, wierzbach, dębach, olchach. W atlasach zazwyczaj spotkamy motyla z rozłożonymi skrzydłami (tak jak na ilustracji wyżej). Żółte, jaskrawe kolory skrzydeł drugiej pary widoczne są znakomicie. Gruby brązowo-żółty odwłok przypomina ubarwienie szerszenia. Ta mimikra do żądlących owadów jest obroną przed potencjalnymi drapieżnikami. Bo który ptak czy mały ssak chciałby zjadać tak niebezpiecznego owada? Lepiej czmychnąć. Jeśli dodamy to tego dźwięk, to rzeczywiście zmierzchnica może odstraszać nie tylko ludzi.

Jednak w pozycji spoczynkowej (fotografia obok), gdy ćma siedzi na pniu drzewa, jej brązowe ubarwienie zlewa się z fakturą kory. W takiej pozycji zmierzchnica jest niewidoczna. Najlepszym zabezpieczeniem przed drapieżnikiem jest być niewidocznym. Dopiero, gdy ten podejdzie zbyt blisko lub zaatakuje, zmierzchnice sięgają po broń odstraszającą. Rozłożone skrzydła mają natomiast kontrastowe, żółto-czarne barwy, przypominające żądlące błonkówki (np. szerszenia) co motyl wykorzystuje do odstraszania drapieżników.

Czasami dorosłe zmierzchnice trupie główki spotkań można w ulach lub w dziuplach dziko żyjącej pszczoły miodnej. Co robi ta ćma w ulu pszczelim? Spija miód. Jednorazowo zjada od 6 do 10 gram miodu (objętość łyżki do zupy). A dzięki chemicznej mimikrze nie jest przez pszczoły zazwyczaj atakowana. Zdarza się jednak, że pszczoły rozpoznają dużo większego intruza, podkradającego miód, i zamurowują kitem pszczelim złodzieja (za duża, żeby po prostu wyrzucić z ula). Po takim unieruchomieniu zmierzchnica ginie uduszona. Zdziwiony pszczelarz może taka w swoim ulu spotkać.

Zmierzchnica nie oblatuje kwiatów by spijać nektar tak jak większość zawisaków. Spija oskołę, spływającą z drzew. Oskoła to staropolska nazwa soku brzozowego o słodkawym smaku. Napój ten o leczniczych właściwościach stosowany na obszarze całej Słowiańszczyzny jako eliksir zdrowia i urody.

Zmierzchnica jest gatunkiem ciepłolubnym. Jej naturalny obszar występowania znajduje się głównie w Afryce oraz Azji Mniejszej. Spotkać ją można w południowej Europie, w basenie Morza Śródziemnego. Motyl ten migruje w dużej liczbie na teren połnocnej Europy aż po koło podbiegunowe. Potrafi przemierzać w locie tysiące kilometrów, a fruwa dość szybko (jak na motyla).

Już dawniej zaobserwowano, że w zależności od temperatury (głównie w okresie przepoczwarczenia) pojawiają się różne formy barwne motyli (różnych gatunków). Podobnie jest i u zmierzchnicy - europejskie populacje różnią się więc ubarwieniem w poszczególnych latach (zmienność temperatur w okresie wegetacyjnym). To gradka dla entomologów-kolekcjonerów. Oczywiście dokumentować można fotograficznie, co jest sposobem bardziej przyjaznym dla przyrody niż dawniejsze nabijanie na szpileczkę i zasuszanie.

W sprzyjających warunkach pogodowych, gdy lato jest ciepłe i długie, nawet w północnej Europie gąsienice kończą cykl rozwojowy, ale nowe pokolenie motyla migruje z końcem lata na południe. Mróz dla nich jest zabójczy. U nas gąsienice zmierzchnicy żerują na zielonych częściami roślin rodzin z psiankowatych, np. ziemniaka, pomidora, psiance słodkogórz oraz na bieluniu, dyni czy pokrzyku wilczej jagodzie (rośliny dla człowieka w większości trujące). Zjadają także rośliny z rodzin werbenowatych i oliwkowatych. Same zaś atakowane są przez parazytoidy takie jak gąsieniczniko (Ichneumonidae) i rączycowate (Tachinidae). Zmienność ubarwienia oberwana jest nie tylko u osobników dorosłych ale i u gąsienic. Spotkać można osobniki zielonożółte z pasami ciemnoniebieskimi, a nawet czarnymi. Inne są z szarobrązowymi pasami, składającymi się z jaśniejszych i ciemniejszych kropek. Na końcu odwłoka gąsienica ma charakterystyczny wyrostek w kształcie wygiętego rogu , przypominającego literę "S". Mimo dużych rozmiarów oraz żarłoczności zmierzchnica nie jest u nas uważana za szkodnika. A to dlatego, że rzadko występuje i zazwyczaj pojedynczo.

Przed przepoczwarczeniem gąsienice zakopują się w glebie na głębokość do 25 cm. Tworzą ziemne kolebki poczwarkowe o jajowatym kształcie, wykonane z ziaren piasku i cząstek gleby, zlepionej wydzielinami. Przeobrażenie trwa około 30-45 dni i odbywa się pod koniec lata. Poczwarka jest bardzo duża, w kolorze ciemnobrązowym i z połyskiem. Można je spotkać w czasie jesiennej orki po uprawie ziemniaków. Teraz, gdy orka odbywa się za pomocą ciągników, raczej trudno taką poczwarkę zauważyć. Dawniej, gdy rolnik szedł za pługiem, ciągniętym przez konia, widział co w bruździe się znajduje. Miał więc szansę zobaczyć tę dużą i niezwykłą poczwarkę.

Ilustracje, od góry: rysunek  z pamiętnika Joachima Daniela Jaucha (1684-1754), fotografia autorstwa Archaeodontosaurus (Wikimedia Common), najniżej fotografia autorstwa Marcina Korczakowskiego.

Więcej o zmierzchnicy trupiej główce:

Żagnica zimowa na płocie

sczachor

15626418_961830757285281_4847435345519573044_o

Czy ważkę można spotkać w zimie? To zależy jaką. Imagines (czyli postacie dorosłe, ze skrzydłami) nie są aktywne w zimie. Dla organizmów zmiennocieplnych poruszanie się w niskiej temperaturze jest bardzo problematyczne. Więc fruwających ważek zimą nie zobaczymy w Polsce. Ale aktywne larwy w wodzie - jeśliby się komuś chciało poszukać - zawsze się znajdzie, i w rzekach i w jeziorach. Są aktywne tak jak wiele hydrobiontów. Zimą w wodzie życie kwitnie.

Kolega odonatolog, Grzegorz Tończyk, zamieścił na Facebooku powyższe zdjęcie, wraz z podpisem „Żagnica zimowa - obrazek z płotu kompostowni przy Grupowej Oczyszczalni Ścieków w Łodzi - nie ma odpoczywania - ważka może być wszędzie.” Tak więc zimową ważkę można spotkać, tyle że na płocie.

Malowanie na płocie kojarzy się zazwyczaj z brzydkimi wyrazami lub paskudnymi bazgrołami. Ale może być inaczej, nie tylko pięknie ale i edukacyjnie. Ponieważ miałem trudności z szybkim zidentyfikowaniem, kolega mi pomógł. Na płocie namalowany jest samiec ważki żagnicy sinej (zwanej także żagnicą większą) - Aeshna cyanea. Jest oczywiście żagnica jesienna (zwana także żagnicą mniejszą) - Aeshna mixta. Ale zimowej jako takiej nie ma.

Wróćmy do ważki uwidocznionej na łódzkim płocie. Żagnica sina osiąga długość 7-8 cm. Żagnice są dużymi ważkami. Dymorfizm płciowy widoczny jest w ubarwieniu, dlatego można powiedzieć, ża namalowany jest samiec. Dorosłe owady pojawiają się od połowy czerwca, ale nad zbiornikami wodnymi widuje się je dopiero w sierpniu i we wrześniu. W korzystnych warunkach pogodowych można je spotkać nawet w październiku i listopadzie. Ale w grudniu (i to pod koniec) to jeszcze chyba nikt nie widział. Chyba, że na płocie… namalowaną.

Aeshna cyanea zasiedla małe zbiorniki wodne: oczka śródleśne, zbiorniki powyrobiskowe na żwirowniach. Pojawia się także nad większymi zbiornikami: stawy rybne, bagienne jeziorka, jeziora. Jest jedną z pospolitszych wazek Polski.

W czasie Nocy Biologów w Olsztynie, w dniu 13 stycznia 2017 r. będzie możliwość namalowania lokalnej bioróżnorodności, na przykład ważki. Tyle że na starych dachówkach lub polnych kamieniach. Zapraszam.

Osy w Tramp-ku (z dygresją do stanu wojennego)

sczachor

osa_dachowa1Tramp to ”człowiek lubiący się włóczyć; wagabunda, obieżyświat, włóczęga, włóczykij”. Ale to także nazwa spotkań turystycznych, odbywających się w Olsztynie w Pubie Sowa. W zdrobnieniu - trampek - to już nazwa popularnego, taniego obuwia. Obuwie dla turysty i obieżyświata jest ważne, bo jak coś w nim uwiera, to wędrówka staje się boleścią.

Nie tylko gwóźdź czy kamień w bucie dokucza turyście. Dokuczają najróżniejsze owady, zarówno w marszu, gdy siądzie na trawie, jak i gdy spocznie w schronisku. Owady wadzą. Owady mogą nie tylko wadzić ale i stanowić atrakcję wędrówki. Bo można dostrzegać więcej i więcej spróbować zrozumieć. To turystyka z refleksją przyrodniczą.

Gdy idziesz, lub odpoczywasz, a coś Cię gryzie. I nie o sprawy duchowe tu chodzi, tylko o głodnych braci naszych mniejszych. Bo może to być refleksja nad tym, dlaczego gryzą, żądlą i szczypią. „Osy, szerszenie i pszczoły - żądlący sąsiedzi ze szlaku i z domu” to tytuł prezentacji, jaką przedstawię 13 grudnia na spotkaniu turystów Tramp. (zobacz szczegóły).

13 grudnia opowiem o owadach pasożytach co jawnie i skrycie piją naszą krew. Opowiem o ewolucji i pasożytnictwie, o tym czy bronić się czy przecierpieć i nie marnować energii. Tu pojawia się mała analogia społeczne (bo biologia ma duży kontekst filozoficzny i społeczny) z internetowym hejtem i analogowym plotkarstwem. Ignorować czy zwalczać? Bilans energetyczny (w przypadku biologii) i emocjonalny (w przypadku człowieka społecznego) może być różny. Nie zawsze walka jest lepsza.

Trudne jest życie pasożyta. Najczęściej ginie w nierównej walce z dużo większym żywicielem. A i czasem pasożyt staje się pożytecznym symbiontem. I to nie tylko w kontekście ewolucyjnym ale i bardzo krótkookresowym. Czyli jak pasożyta zmienić na symbionta? Biolodzy coraz częściej mówią o hologenomie i o tym, że korzystamy z cudzych genów w codziennym życiu.

Są jednak i takie owady, co nas żądlą w obronie własnej i obronie swojego potomstwa. Albo życia swoich sióstr. Skąd altruizm w świecie zwierzęcym, gdzie powinna być według nas nieustanna walka na kły i pazury, gdzie powinien być tylko egoizm? I nad tym od lat zastanawiają się biolodzy. W sumie turysta także może. Wędrować, podziwiać przenajróżniejsze uroki przyrody i rozważać życie w każdym jego wymiarze.

Ot chociażby nad czymś takim, że w dojrzałych ekosystemach mniej jest związków antagonistycznych a więcej protekcjonistycznych. Zło (pasożytnicze) organizm czasem zwycięża dobrem. Bilans jest ciekawy. I okazja do refleksji nad światem. Zwłaszcza w dniu 13 grudnia, rocznicy stanu wojennego.

Coś nas gryzie bo jest głodne i nas podjada lub się tylko broni. Albo przypadkiem. Jeśliś ciekawy to przyjdź na spotkanie lub poczytaj, np. artykuliki podlinkowane niżej.

Entomologiczne andrzejki

sczachor

wonnica_pimwkaMożna wróżyć z wosku, cyny, fusów, wnętrzności zwierząt, odgaszanych węgli, lotu ptaka, świńskiej lub krowiej łopatki czy nawet czerpiąc wodę przetakiem. A można i wróżyć sobie owadami. Tak przynajmniej było jakieś sto lat temu na Warmii, o czym można wyczytać w „Dorocznych zwyczajach i obrzędach Warmii” Jana Chłosty.

Otóż dziewczęta na wsi kopały dołek w ziemi i szukały chrząszczy. Jeśli znalazły błyszczącego - to oznaczało, że wybranek będzie wojskowym. Jeśli znalazły czarnego chrząszcza - to przyszły mąż miał być kominiarzem. A jeśli jasny (biały) to znaczyło że będzie młynarzem. Domyślam się, że błyszczący czy czarny to może być owad dorosły (imago). Zapewne jakieś chrząszcze epigeiczne, szukające schronienia. Może jakieś biegaczowate (Carabidae), może trzyszcze a może tylko żuki gnojarze. Białe to już najpewniej są larwy, żyjące w glebie.

Wróćmy jednak jeszcze do tych dawnych, wiejskich wróżb na Warmii. Jeśli „robak” (wszystko zależy jaką wiedzę zoologiczną miały warmińskie dziewczyny i czy potrafiły odróżnić owady od innych bezkręgowców) miał szorstką powierzchnię to znaczyło, że mąż będzie bogaty. A jeśli gładką - ubogim.

Pośród innych andrzejkowych wróżb z dawnej Warmii warto wspomnieć (za Janem Chłostą) o umieszczaniu w łóżku nasion lnu lub owsa. Dodatkowo dziewczęta wypowiadały przy tej czynności sentencje, aby we śnie pojawił się wybrany chłopak. Bo wróżbom trzeba dyskretnie pomóc (podpowiedzieć). Koło Biskupca natomiast w andrzejkowy czas dziewczęta kładły pod poduszkę męskie spodnie lub nieumytą łyżkę.

Andrzejkowe wróżby są dobrym pretekstem by się spotkać w sympatycznym gronie. Wróżby i zabawy towarzystwie nie muszą się sprawdzać. Wszak sami jesteśmy kowalami własnego losu.

A na zamieszczonym zdjęciu chrząszcz z rodziny kózkowatych, wonnica piżmówka, sfotografowana w czasie badań w Delcie Wisły, kilka lat temu.

Czytaj także: O chrząszczach, motylach i wróżbach andrzejkowych

Krok w kierunku rozwiązania zagadki ryżych Zygmuntów

sczachor

kowal_bezskrzydly

Kiedyś, gdy pisałem o kowalu bezskrzydłym (Ryże Zygmunty, środki odmładzające, synantropizacja i długi seks pod lipą) wspomniałem, że jedną z lokalnych nazw tego pluskwiaka jest określenie "ryże Zygmunty": "na Podlasiu mówią na te owady ryże zygmunty. Ryże – to pewnie od koloru, ale dlaczego Zygmunty? Może od imienia Zygmunt? Może od jakiegoś rudego Zygmunta nazwę wzięły? Ciekawa to byłaby historia."

Pierwsze skojarzenie było oczywiście z imieniem Zygmunt. Ale w książce, którą właśnie czytam (Joanna Wawrzeniuk, Magia ochronna Słowian we wczesnym średniowieczu na ziemiach polskich), znalazłem inne wyjaśnienie. Niezwykle ciekawe. Bo dotyczy bardzo starych praktyk magicznych i kultu ognia w domostwie. "Ogień niekiedy nazywano ludzkim imieniem Zygmunt (okolice Ropczyc)." Szacunek dla ognia wynikał z dawnych czasów. Ogień był wykorzystywany jako zabieg ochronny, apotropeion (w magii ochronnej). "Traktowano ogień jak kogoś bliskiego, co przejawiało się w formułach witania i żegnania ognia, np. witaj ogieńku święty/gościu/Jezusieńku/skarbiczku boży/Zygmuncie."

Być może kolor czerwony kojarzył się z ogniem. A ryże było powtórzeniem tylko ognistego koloru. Ryże Zygmunty miały więc jakiś związek z ogniem. Czy tylko kolor czy też może dawniej kryło się coś więcej i te owady wykorzystywane były w jakich zabiegach magii ochronnej? To na razie tylko luźna hipoteza. Być może kiedyś znajdę kolejny ślad etnograficzny, pozwalający rozwikłać te tajemnicę. 

Szczotecznica szarawka czyli o włochatym pięknie z lasu

sczachor

14720519_1791093964464066_2238146974936171502_nZazwyczaj gąsienice uważamy za brzydkie a motyle (stadium imago) za piękne. Ale w przypadku szczotecznicy szarawki jest chyba odwrotnie. Motyle (ćmy) są szarobure i nie zwracają na siebie większej uwagi. Natomiast gąsienice się przepięknie żółte i włochate. I jedno i drugie służy obronie. Szara barwa motyli ułatwia im ukrycie się na pniu drzew. W rejonach uprzemysłowionych, gdzie powietrze jest bardziej zapylone i zadymione (a więc wszystko przykryte kurzem i szarzyzną) wśród szczotecznicy przeważają osobniki szare. W środowisku czystym - forma bardziej jasna. Czyli tak, jak wyglądają pnie drzew. Fruwający dowód na darwinowskie przystosowanie się. Być niewidocznym, aby uniknąć zauważenia przez drapieżnika. Jak na ćmy przystało aktywne są w nocy. I tutaj owłosienie motyli dorosłych ułatwia ukrycie się przez echolokacją nietoperzy. Z kolei gąsienice są bardzo widoczne. Ale jednocześnie pokryte licznymi włoskami. Te gęste włoski „zniesmaczają” posiłek ewentualnym większym drapieżnikom (ptaki). Kolor jaskrawy działa ostrzegawczo - "jestem niesmaczny i trujący, poniechaj mnie".

Nie ma obrony uniwersalnej - na jednych działa, na innych nie. Przyroda jest niezwykle złożona. Każda potwora znajdzie swojego amatora...

Szczotecznica szarawka (Calliteara pudibunda syn. Dasychira pudibunda) jest motylem nocnym z rodziny brudnicowatych (Lymantriidae), okrytych złą sławą szkodników leśnych. Akurat szczotecznica szkodnikiem dużym nie jest, bo jak się za nadto rozmnoży to masowo choruje na krystalicę (choroba wirusowa - przegęszczenie ułatwia dyspersję patogenów, tak jak u ludzi).

Szczotecznica jest gatunkiem euroazjatyckim, występującym w całej Polsce (poza wyższymi położeniami górskimi). Zasiedla lasy liściaste, parki i ogrody miejskie, czyli miejsca gdzie znajdzie roślinę żywicielską (pokarm dla larw). Rozpiętość skrzydeł motyla waha się w granicach 40-65 mm, czyli jest sporawy. Wielkość uzależniona jest od odżywiania się gąsienicy. Bo owady w stadium imago nie rosną. Więc co się najedzą za młodu, to mają w dorosłości (w tłustych fałdach ciała). Niektóre gatunki nawet „zapominają” o jedzeniu a jedyną czynnością, której się oddają to rozmnażanie. Wspomnę tylko choćby o jętkach.

Wracając do dorosłych szczotecznic - samiec jest mniejszy, bardziej brązowy i ma grzebieniaste czułki (pomagają wychwycić feromony i odszukać samicę). Samica jest bardziej krępa i ma czułki nitkowate. Pierwsze pokolenie motyli pojawia się w maju i czerwcu. Czasami pojawia się drugie pokolenie - w sierpniu i wrześniu. Gąsienica odżywia się i rośnie do zimy. Zimuje w stadium poczwarki.

Samica składa na korze drzew liściastych (dęby, buki, leszczyna) łącznie do około 400 jaj. Wylęgające się gąsienice wędrują w kierunku gałęzi i odżywiają się liśćmi. „Nadgryzione”, uszkodzone liście opadają na ziemię. Po tym leśnicy poznają ich obecność (gdy są w większej liczbie - mowa oczywiście o motylach a nie liściach). W trakcie masowych pojawów (zwanych gradacją) można zaobserwować gąsienice pełznące po ziemi, poszukujące innych drzew. Zaniepokojone, młode gąsienice zasnuwają się przędzą, starsze - zwijają się i spadają na ziemię. Gdy mija zagrożenie szybko powracają do żerowania. Młodsze stadia gąsienic, tak jak u wszystkich bruzdnicowatych, dzięki bogatemu owłosieniu, mogą być przenoszone przez wiatr z jednego drzewa na drugie. Taka dodatkowa forma dyspersji (skrzydeł brak, a nóżki krótkie...).

Gąsienice są wielobarwne, na stronie grzbietowej mają cztery kępki żółtych włosków (nie licząc pojedynczych włosków, rozrzuconych po całym ciele). Z tyłu ciała gąsienicy widoczny jest pędzelek czerwonych włosków. Urody dodają czarne plamy na ciele. Piękne za młodu.

Fotografia autorstwa:  Jutta Bündgen

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci