Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

entomologia

O modliszce, co sesję zdjęciową w telewizji miała

sczachor

 23550202_10213194747016623_1885009330140447778_oOcieplenie klimatu sprzyja niektórym gatunkom. Przykładem jest modliszka, która od kilku lat coraz częściej jest widywana daleko na północ od swoich dawnych siedlisk. Nieodmiennie wzbudza zainteresowanie. Raz, że spotkanie nietypowe, dwa że owad piękny i niezwykły sam w sobie.W tym roku dostałem kilka informacji o spotkaniach z modliszką w północnej Polsce. Ale te zdjęcia są niezwykłej urody. Modliszka pozowała i... trafiła do telewizji. Gwiazda, jak nic.

Taki list dzisiaj dostałem:

Panie Profesorze

Przesyłam Panu zdjęcia (zatrzymane w kadrze) królowej owadów Modliszki, wykonane w dniu 1.10.2016 w Białymstoku przy ul. Kaszmirowej 23 przez moich znajomych. Zdjęcia zostały wykonane w przydomowym ogrodzie i były publikowane w TV.

Z poważaniem Jerzy Romańczuk

P.S. Życzę dalszej popularyzacji wiedzy przyrodniczej.

W związku z licznymi zapytaniami o biedronkę azjatycką

sczachor

13072830_10208273919639014_9030076166132735740_oSądząc po wzmożonym ruchu medialnym to mamy najazd obcych. Imigrantów. Mam na myśli szum wokół biedronki azjatyckiej. Gatunek niewątpliwie obcy w naszej faunie. Strach jednak jest zdecydowanie nadmierny. A wszystko najpewniej za sprawą tekstów w mediach, w tym internetowych. Taki gorący temat.

W Olsztynie biedronka azjatycka po raz pierwszy zaobserwowana była w 2010 roku (mogła być wcześniej, ale nikt znający się na rzeczy nie poinformował publicznie). Kilkakrotnie o niej pisałem. Ponieważ w ostatnich dniach często pytany jestem o tego uroczego owada, to niżej zebrałem w jednym miejscu linki z moimi opowieściami o biedronce azjatyckiej.

Najwyraźniej na blogu zamieszczam tekst o biedronce azjatyckiej raz na dwa lata. Wypadło, że i w tym roku powinienem. Ale zamiast kolejnego opowiadania z ukrytym morałem przypominam etnograficzną opowieść o biodrze i biedronce:

Miłej lektury.

 

Ps. na załączonym zdjęciu nie ma biedronki azjatyckiej.

O chruściku z Jeziora Czarnego. Edukacyjne i przyrodnicze opowieści dla całej rodziny.

sczachor

chruscik_edukacyjny1Zbliża się Europejska Noc Naukowców. Na tę okazję, wspólnie z pedagogiem i pisarką Anną Mikitą, przygotowałem coś specjalnego, odnoszącego się do chruścików. Wszystko zaczęło się nad olsztyńskim Jeziorem Czarnym, które nieco wylało i podtopiło pobliskie ławeczki. Tak narodziła się opowieść o chruściku, Bagieńcu z Jeziora Czarnego. Pomysł wykrystalizował się w czasie Tygodnia Bibliotek, gdy malowaliśmy mole książkowe na starych dachówkach w Bibliotece Uniwersyteckiej.

29 września 2017 r., po południu zapraszamy na wspólne (rodzinne) poznawanie przyrody i robienie zabawek z byle czego. W przyrodzie nie ma rzeczy niepotrzebnych. Wszystko się przyda. I z tych pozornie niepotrzebnych rzeczy można będzie sobie zrobić zabawkę – larwę chruścika z domkiem. Zabawka ze wszech miar edukacyjna. Nie dość, że przedstawia niezwykłego owada wodnego (takich zabawek nie znajdziecie w sklepie) , to jeszcze wykonana będzie z rzeczy recyklingowych. Pełna edukacja przyrodnicza i ekologiczna i to w formie zabawy.

Będzie także okazja do obserwacji żywych chruścików w akwarium oraz oglądania krótkich filmików z życiem chruścików. Do tego można będzie posłuchać bajki, nawiązującej do starej, japońskiej sztuki kamishibai (teatru ilustracji), o życiu chruścików i innych owadów. Będzie okazja zdobyć autograf pisarki Anny Mikity (warto zabrać ze sobą jedną z jej książek, np. „Bajki w zielonych sukienkach”). A późnym wieczorem pojawią się także Wiedźmuchy – mały akcent etnograficzny i estradowy. Ciekawe, czy przyniosą słynną już maść czarownic do latania rodem z Wimlanii?

Europejska Noc Naukowców to zabawa z głębokim edukacyjnym przesłaniem. Przykład wspólnych zabaw, nauczeństwa i edukacji pozaformalnej w przestrzeni publicznej. Pokażemy jak blisko domu obserwować przyrodę i jak z niczego można zrobić zabawkę edukacyjną oraz tworzyć opowieści o przyrodzie (wykorzystując mobilny internet). Troche nowoczesności także będzie.

Chruściki to owady, które w stadium larwalnym żyją w wodzie a dorosłe żyją na lądzie i prowadzą nocny tryb życia. Larwy budują przenośne domki lub sieci łowne. Są łatwe w obserwowaniu i występują wszędzie. Domki budują z przędzy jedwabnej, patyczków, części roślin, a także ze złota i drogich kamieni.

Zatem przybywajcie, duzi i mali.

bagieniec_mol_ksiazkowy_21

bagieniec_mol_ksiazkowy_3

Przeżyć spotkanie z modliszką !

sczachor

modliszkagizyckoSpotkanie z modliszką zwyczajną (Mantis religiosa L.) jest bez wątpienia przeżyciem. I mam na myśli nie jakiegoś owada, ale nasze emocje. Modliszkę znamy z książek i filmów, jako niezwykle sprawnego drapieżnika o dość niezwykłych zwyczajach (o tym piszę niżej). Dlatego spotkanie jej w bezpośrednim kontakcie wywołuje emocje. Rzadki owad, niezwykły i zazwyczaj widywany tylko w różnorodnych mediach (książki, telewizja, internet).

Pan Marek Holub z Giżycka spotkał modliszkę… i przeżył. Co by nie było spotkanie tak niezwykłego owada w północnej Polsce jest przeżyciem. Ale jak wszyscy wiemy, modliszki w czasie miłosnych amorów zjadają swojego partnera (samca). A skoro przeżył… to znaczy że nie został zjedzony. To oczywiście żart, bowiem modliszki mimo że są drapieżne, do nie atakują człowieka. Żart można pociągnąć dalej, skoro przeżył spotkanie z modliszką, to znaczy nie że miał z nią amorów. I dzięki temu przeżył powrót do domu (nie zginął z ręki partnerki).

Ostatnio dostaję sporo informacji i zdjęć modliszek, spotykanych w różnych miejscach Polski. Tak też dotarło do mnie zdjęcie z Giżycka (niższe zdjęcie zrobione w Kozienicach przysłał p. Krzysztof Główczyński). Kiedy trzy lata temu po raz pierwszy zamieściłem na swoim blogu zdjęcie z modliszką, spotkaną w Olsztynie (Modliszka w Olsztynie czyli zaskakujące skutki zmian klimatu), nie spodziewałem się kolejnych doniesień. Obserwacje wpisywane są w komentarzach. Najwyraźniej ten południowy gatunek szybko rozprzestrzenia się na północ. Jest jednym z wielu przykładów jak przyroda reaguje na ocieplenie klimatu. Z podobnych przyczyn świerk ma coraz gorsze warunki i dlatego zanika. Wymiana gatunków w lasach potrwa kilkaset lat. Duże skutki będą widoczne już po kilkudziesięciu. Sukcesja w lasach trwa znacznie dłużej (rośliny nie poruszają się a drzewa są długowieczne). Zwierzęta są szybsze w dyspersji.

Modliszka jest bardzo charakterystycznym owadem, łatwym do rozpoznania. Dlatego nawet amatorzy mogą wyśledzić to zwierzę. Co prawda do internetowych doniesień niespecjalistów zawsze należy odnosić się z pewną rezerwą (ktoś może świadomie tworzyć nieprawdziwą informację), to jednak liczba doniesień z różnych miejsc jest tak duża, że wyklucza pomyłki. Nie jest możliwe, aby wszystkie te informacje odnosiły się do owadów, które przypadkowo uciekły z hodowli. W najbliższej okolicy Olsztyna dotarła do mnie informacja o spotkaniu ostatnio modliszki w Nowej Wsi oraz Giżycku.

Modliszka zwyczajna jest gatunkiem wybitnie ciepłolubnym (preferuje suche i ciepłe stanowiska), w Polsce osiągała północną granicę swojego występowania (do niedawna stwierdzana jedynie w Kotlinie Sandomierskiej). Piszę w czasie przeszłym, bo skoro obserwowano ją koło Białegostoku, to być może jest i w krajach ościennych, na północ od nas. W Europie Środkowej modliszka występuje na silnie nasłonecznionych polanach i obrzeżach lasów z wrzosowiskami i murawami napiaskowymi. Zdjęcia, jakie do mnie docierają, najczęściej przedstawiają modliszkę na ścianie domu. Może ją tam najłatwiej zaobserwować? Ale może wybiera miejsca najbardziej nasłonecznione i wygrzane.

Modliszka jeszcze do niedawna była uznawana za gatunek silnie zagrożony wyginięciem w Polsce (kategoria EN), a jej nieliczne stanowiska położone były w Kotlinie Sandomierskiej. Obserwacje z ostatnich lat wskazują, że modliszka zwiększa obszar swojego występowania Grzegorz Łazarski, w notatce opublikowanej w 2016 roku, na łamach czasopisma „Chrońmy Przyrodę Ojczystą” wspomina o nowych stanowiskach tego gatunku na Wyżynie Małopolskiej. Ale podaje także informacje o obecności modliszki na Wyżynie Lubelskiej, w Karpatach, Wzniesieniach Południowomazowieckich, Niziny Śląskiej, Górach Świętokrzyskich, i dalej na północ: z okolic Warszawy, Puszczy Białowieskiej, Olsztyna, Białegostoku.

21175545_1536327209765275_289104030_nModliszka jest jednym z wielu gatunków owadów, które rozszerzają zasięgi swojego występowania na północ (niedawno pisałem o długoskrzydaku sierposzu). Jednym z powodów jest ocieplenie klimatu (ciepłe zimy sprzyjają przetrwaniu jaj modliszki). Specjaliści wskazują także na zwiększoną dostępność dogodnych siedlisk: zbiorowisk ekotonowych i otwartych, jak i wzrost powierzchni odłogów. Ocieplenie klimatu jest zagrożeniem dla jednych gatunków (wycofują się na północ) ale dla innym sprzyja.

Głównym zagrożeniem dla modliszki jest zalesianie odłogów i pól na ubogich glebach oraz wypalanie trwa. Swoją sławę modliszki zawdzięczają nie tylko charakterystycznemu wyglądowi, ale przede wszystkim przerażającemu zwyczajowi pożerania samca przez samicę podczas kopulacji.

Swoją nazwę zawdzięcza ułożeniu odnóży pierwszej pary – niczym modląca się mniszka. Zwłaszcza, że jako owad drapieżny, często zastyga w bezruchu, czekając na ofiarę. Niczym zagłębiona w głębokiej modlitwie i kontemplacji. A ona po prostu cierpliwie i w bezruchu czeka na ofiarę do zjedzenia. Poluje na owady i pająki, siedząc nieruchomo na niskich roślinach i czekając, aż ofiara przybliży się na tyle, żeby można było ją pochwycić parą przednich odnóży. Jedzonko samo przychodzi, nie trzeba za nim ganiać...

Modliszki znamy z ich drapieżnych zwyczajów oraz faktu zjadania samca po kopulacji (kopulacja trwa długo, czasem kilka godzin). Samce są zazwyczaj mniejsze od samic. Dlatego łatwo mogą paść ofiarą żarłocznej samicy. Do kanibalizmu częściej dochodzi w przypadku modliszek trzymanych w hodowli. W przyrodzie samcom łatwiej umknąć. Niemniej – jak twierdzą biolodzy – nawet po utracie głowy kopulacja trwa dalej. A nawet dekapitacja przyspiesza zaplemnienie. Zdawałoby się dziwny zwyczaj.

Płciowość jest w jakimś sensie rozrzutnością przyrody: bo rola samca sprowadza się zazwyczaj do zapłodnienia. Cały koszt wyprodukowania jaj (znacznie większe od plemników, a więc potrzebują więcej energii) spoczywa na samicach. W rezultacie za liczbę potomstwa odpowiada zaledwie połowa populacji. U gatunków dzieworodnych wszystkie osobniki produkują potomstwo. Czysty zysk? Ale w ewolucji pojawiło się rozmnażanie płciowe (kosztowne). Jakie są z niego korzyści? Zwiększona różnorodność i rekombinacja materiału genetycznego. Jest to szczególnie ważne w zmieniającym się środowisku. W tym przypadku mniej znaczy lepiej (a więc więcej).

Modliszka nie jest jedynym przypadkiem, gdy samica pożera samca po kopulacji (częste spotykane także u pająków). Spełnił swoją rolę i „nie jest potrzebny”. Ale jego biomasa może się przydać (swoiste alimenty). Zatem samiec bohatersko poświęca się dla swojego potomstwa (najedzona samica złoży więcej jaj). Inną formą energetycznej inwestycji samców w potomstwo jest opieka nad jajami lub młodymi. Te formy spotyka się u różnych gatunków zwierząt. Nie chcesz się opiekować potomstwem? To cię zje samica.

Jakieś skojarzenia i analogie? Jest powód do rozmów towarzyskich. Wiedza przyrodnicza się przydaje także w kontaktach społecznych.

 

O długoskrzydlaku sierposzu i nauce z wolontariatem

sczachor

dlugoskrzydla1W czasach kiedy naukowcy zajmują się zdobywanie punktów to naukowcy-wolontariusze zajmują się żmudnym zbieraniem danych podstawowych. Prace faunistyczne nie przynoszą „punktów”, dlatego w coraz większym stopniu publikowaniem takich materiałów zajmują się specjaliści z różnego typu towarzystw naukowych. Dla nich nauka jest hobby a nie źródłem utrzymania. Najlepiej jednak wtedy, gdy wolontariusze współpracują z ośrodkami akademickimi. Wiele danych, zebranych przez setki obserwatorów, poddawanych jest analizie statystycznej i profesjonalnej analizie. Z takich big data wychodzą bardzo ciekawe analizy, np. dotyczące zmiany zasięgów występowania gatunków. Część z nich to efekt zmian klimatu. Inne to ekspansja gatunków inwazyjnych.

Najszybciej wolontariusze uaktywnili się w ornitologii. Ptaki są wdzięcznym obiektem do obserwacji i stosunkowo łatwe do oznaczenia (rozpoznania). Wśród owadów najłatwiej oznaczać motyle dzienne i ważki, dlatego o tych grupach wiemy stosunkowo najwięcej. Oprócz łatwości przyżyciowego oznaczania potrzebna jest mądra współpraca. Naukowcy muszą przygotować wygodne i łatwo dostępne klucze do oznaczania oraz chcieć wykorzystać Internet z portalami społecznościowymi. Systematycznie się to rozwija. Ja sam myślę o przygotowaniu klucza do oznaczeń chruścików, na podstawie skrzydeł. Coraz więcej osób robi zdjęcia (ułatwia weryfikację). Jednak żeby wykorzystać takie dane potrzebny jest dobry klucz, bazujący na rysunku złożonych spoczynkowo skrzydeł. Pracy będzie bardzo dużo… a punktów wcale. Niemniej nauka nie może się rozwijać tylko ”dla punktów”. To tak jak w szkole uczenie się dla ocen….

Nie myślałem, że zamieszczane przeze mnie ciekawostki o wybranych gatunkach owadów, roślin, grzybów i glonów (Hildebrandtia rivularis) mogą być przydatne do takich analiz. Ale nie tylko w ten sposób utrwala się obserwacje (z datą i miejscem). Pod postami pojawiają się obserwacje innych osób (trafiają szukając informacji lub ze specjalistycznych forów. W ten niezamierzony sposób dokumentowane są dane o rozmieszczeniu charakterystycznych gatunków.

Pisałem kiedyś o długoskrzydaku  (zobacz także komunikat). Te moje dane zostały wykorzystane przez kolegów entomologów w publikacji. Zebrali setki różnych obserwacji, także od wolontariuszy-naukowców. I tak powstała bardzo ciekawa praca, z mapką… Podobnie wpis o modliszce na moim blogu przyczynia się do zbierania obserwacji o tym gatunku.

Formy komunikacji zmieniają się, także w nauce czyli między naukowcami. Może kiedyś również będą się liczyły do „algorytmu”. A naukę uprawiać mogą nie tylko naukowcy zawodowi (utrzymujący się z pracy naukowej) lecz także „amatorzy”, czyli hobbyści. Nie znaczy że mają mniejszą wiedzę. Nauka dla niech nie jest źródłem utrzymania i zarobkowania. Zatem nie mają „parcia na punkty”. Jest miejsce na działalność wielu regionalnych i branżowych towarzystw naukowych.

Ilustracje to fragment z publikacji, która ukazała się w Przeglądzie Przyrodniczym o dłogoskrzydlaku sierposzu.

dlugoskrzydlak_2

O karłątku leśnym z miejskiej łąki

sczachor

19702230_1583417945033116_574165480612398133_nW otaczającym nas krajobrazie ukrytych jest dużo różnorodnych śladów, zarówno zachodzących procesów naturalnych jak i wieloaspektowej działalności człowieka. Szukanie tych śladów i ich odczytywanie może być niezwykłą, wakacyjną przygodą.

Wystawa „Krajobrazy Warmii i Mazur”,  którą przygotowałem na Olsztyńskie Dni Nauki w 2014 r., była pokazywana m.in. w czasie Nocy Biologów 2017. Teraz znalazła się w bibliotece Planeta 11. Otwarciu wystawy towarzyszył spacer przyrodniczy (Wystawa Krajobrazy Warmii i Mazur w praktyce czyli przyrodniczy spacer wokół Planety 11).  Zamieszczony obok na fotografii motyl karłątek leśny (fot. Anna Skrzypińska) wiąże się z tym spacerem. Ale zanim opowiem o motylu najpierw słów kilka o przemianach krajobrazu.

Przy okazji wystawy miałem okazję odwiedzić tereny, które kiedyś nawiedzałem dość często. Sąsiadują z dawną Wyższą Szkołą Pedagogiczną w Olsztynie. Przychodziliśmy tu na zajęcia, prowadziliśmy czasem badania. Teren jest więc mi dobrze znany. Po latach niebytności dostrzegłem pewne zmiany.

Wiele tysięcy lat temu, gdy ustąpił lodowiec, obszar ten stanowił fragment tundry. Potem pojawili się ludzie, najpierw łowcy reniferów. W trwającym interglacjale i sukcesji ekologicznej tundra zmieniła się w las nizinny. Taki mniej więcej jak teraz widzimy w Puszczy Białowieskiej. Zupełnie inna bioróżnorodność. Ale wraz z zwiększeniem liczebności ludzi krajobraz coraz bardziej zmieniany był przez kulturę. W czasach początków Olsztyna był to krajobraz ekstensywnego rolnictwa.

Kolejna, duża zmiana różnorodności biologicznej i estetyki krajobrazu. W wieku XX wkroczyło miasto, zmieniona została także sieć wodna: zanikanie drobnych zbiorników okresowych krajobrazu polodowcowego i małych strumieni. Jeszcze na początki lat 80. XX w. widoczne były ślady małego źródełka, dającego początek małemu strumieniowi. Źródełko i strumień były w pamięci św. dr. W. Sępioła (badania prowadził nad antropogenicznymi zmianami zbiorników wodnych na Warmii i Mazurach) oraz w pozostającej jeszcze roślinności. Źródliskowy wysięk znajdował się poniżej ogrodzenia dawnej szkoły (Budowlanka). Ja sam ślady strumienia (koryta) widziałem jeszcze w jego końcowym biegu i ujściu do rzeki Łyny. Teraz nie ma już żadnych śladów.

19748551_1587030787987962_3523328499719148587_nPoniżej źródełka, nieopodal Planety 11 i Hotelu Relax, w dolinie strumienia od lat znajdują się dwa stałe zbiorniki wodne. Jak powstały? W części przez przegrodzenie doliny, w części najpewniej jako glinianka. Dawne miasto potrzebowało cegły. A do produkcji cegieł potrzebna jest glina. W krajobrazie polodowcowy jest jej dużo, wystarczy poszukać i wykopać. Potem powstałe zbiorniki i otaczające je tereny zielone stanowiły zielone tereny rekreacyjne dla powstałych osiedli i OSIR-u. Wypoczywali ludzie, na zawodach biegowych ćwiczyła młodzież. Po jakimś czasie pojawiła się ławka. Teraz jest ich nieco więcej.

Na obrzeżach pojawiła się roślinność krzewiasta i zaczęły rozrastać się drzewa. Często trawę koszono, ale zawsze można było spotkać sporo roślin i bezkręgowców, w stawach rozwijały się płazy i gniazdowały ptaki. Były ryby. Kilka lat temu jeden zbiorników kompletnie oczyszczono, usunięto prawie cała roślinność. Zabiegi te miały na celu usunięcie osoki aloesowate,. Po kilku latach ponownie zbiornik zarośnięty jest w całości osoką. Ale nie wszystkie gatunki roślin i zwierząt powróciły, bioróżnorodność jest wyraźnie mniejsza. Intencje działań były dobre… ale zabrakło trochę przyrodniczej wiedzy i znajomości procesów ekologicznych.

Od kilkudziesięciu lat krajobraz kształtowany jest przede wszystkich przez aktywność człowieka: inwestycje budowlane i sposób użytkowania zieleni. Teraz opisywany fragment jest to nieco zapomniany, taki dziki zakątek miasta. Ale w samym centrum. Pozytywnie zaskoczyła mnie wysoka, nieskoszona łąka kwietna. I kurka wodna z udanym lęgiem (gatunek ten gniazduje od wielu lat w tym samym miejscu). Zielona wyspa otoczona przez ruchliwe ulice i dużo betonu. Być może warto zasilać nasionami bioróżnorodność tej miejskiej łąki, by mądrze kształtować różnorodność biologiczną.

W czasie edukacyjnego spaceru pogoda była deszczowa, z małym i chwilowym przejaśnieniem. Mało widzieliśmy aktywnych owadów. Jednym z nich jest uwieczniony na zdjęciu karłątek leśny, samiec. Pora więc nieco więcej powiedzieć o naszym tytułowym bohaterze.

Karłątek leśny, zwanym także karłątkiem ceglastym (Thymelicus sylvestris), to motyl z rodziny powszelatkowatych (Hesperiidae). Jest gatunkiem pospolitym. Występuje w Europie, północnej Afryce i zachodniej Azji (aż po Iran) w strefie klimatu umiarkowanego, Ameryce Północnej. W Polsce spotkać go można w całym kraju. Zasiedla zakrzaczone łąki z wysokimi trawami, skraje lasów, śródleśne drogi, niewielkie polany. Rozwój trwa rok, występuje jedno pokolenie w roku. Dorosłe motyle obserwować można od połowy czerwca do końca lipca. Motylom do życia potrzebne są nie tylko kwitnące rośliny (nektar jako pokarm imagines) ale i rośliny żywicielskie dla gąsienic. Roślinami pokarmowymi gąsienic są różne gatunki traw (m.in. kłosówka wełnista, kłosówka miękka, kupkówka pospolita). Wykaszanie trawników kosami żyłkowymi prawie do samej ziemi powoduje, że nie mają gdzie rozwijać się gąsienice wielu gatunków motyli, w tym i karłątka leśnego. Trzeba dać czas motylom na rozwój.

W lipcu samica karłątka leśnego składa jaja na źdźbłach traw, w pochewce liściowej (do 30 jaj w jednej pochewce). Wylęg gąsienic z jaja odbywa się tego samego roku (od drugiej połowy lipca). Najpierw młodziutkie gąsienice zjadają osłonki jajowe (przyroda w swym funkcjonowaniu jest bardzo oszczędna, nic nie może się zmarnować), ale nie rozpoczynają żerowania na roślinach. Przędą wokół siebie jedwabne kokony i tak zimują, dodatkowo zabezpieczone pochewką liściową trawy. Wiosną rozchodzą się na różne strony i pojedynczo rozpoczynają żerowanie w rurkach ze zwiniętych liści traw. Są w ten sposób ukryte przed okiem drapieżników. Gąsienice są koloru zielonego, co utrudnia ich wypatrzenie w trawie.

Przepoczwarczenie, trwające 2-3 tygodnie, następuje w maju i czerwcu (czasem jeszcze na początku lipca), w luźnym oprzędzie, znajdującym się u podstawy rośliny żywicielskiej.

Karłatek leśny jest motylem o dziennej aktywności. Dorosłe większość czasu spędzają na wygrzewaniu się lub odpoczynku, z charakterystycznym, półotwartym układem skrzydeł. Tak jak ten na zdjęciu. Karłątki dobrze fruwają, manewrując między wysokimi trawami. I jak przystało na postać doskonalą (imago), za pomocą swojej rozwijanej trąbki, spijają nektar z kwiatów (zazwyczaj pożywiają się koło południa). Zaobserwowano jednocześnie, że poszczególne osobniki preferują kwiaty jednego gatunku. Kwiaty różnych gatunków roślin mają różną budowę a zatem nieco inaczej trzeba dostawać się do nektary. Preferowanie jednego gatunku (zazwyczaj najliczniejszego w danym miejscu) to oszczędność czasu na naukę spijania nektarów z kwiatów różnych gatunków. Ale karłątki zmieniają co jakiś czas preferowaną roślinę kwiatową, zwłaszcza gdy preferowanej wcześniej kwiatów jest mniej.

Na spacerze spotkaliśmy samca (widać to po charakterystycznej kresce na skrzydeł). Samce karłątków leśnych są terytorialne. Siedząc na wyższych źdźbłach trawy, kontrolują teren. Podrywają się do lotu, gdy zobaczą innego motyla i go ścigają. Samce przeganiają a samiczki starają się skłonić do amorów.

Karłątki leśne są motylami osiadłymi. Większość osobników spędza całe życie w jednym miejscu. Tylko nieliczne migrują dalej ( większość osobników w ciągu dnia przemieszcza się na odległość 20 m, nieliczne do 280 m). Dlatego jeśli wyginą na wspomnianym terenie koło Relaxu i Planety 11, bardzo trudno będzie w naturalny sposób odrodzić tę populację. Jak wspomniałem stanowi teren ten swoistą zieloną wyspę na „ocenie” betonowego miasta. Naturalnymi korytarzami mogłyby być przydrożne trawniki – ale te zazwyczaj są często i nisko koszone.

Kiedy będzie ładna pogoda, poszukaj trawnika lub jeszcze lepiej miejskiej łąki. Siądź w trawie i obserwuj. Teraz nastał czas karłątków. Ale i wiele innych gatunków roślin i zwierząt zobaczysz. Rozejrzyj się wokół i spróbuj rozpoznać ślady różnorodnych procesów, tych wielkoskalowych i tych bardzo lokalnych. Nawet w środku miasta świat przyrodniczy może być bardzo ciekawy. 

Przed lub po wyprawie zajdź do biblioteki by uzupełnić swoją wiedzę i lepiej zrozumieć, to co się widziało. W Planecie 11 jest dodatkowo wystawa, z QR Kodami, kierującymi do przyrodniczych opowieści. 

19731934_1587030624654645_4057878511529878320_n

Strasznica co się do nogi przytula i ćmoka udaje

sczachor

zawisak_borowiecCzasem dostaję zaskakujące prośby o identyfikację różnych owadów, prośby o porady względem owadów czy innych bezkręgowców. Takie prace domowe w ramach nauczeństwa. Zdjęcie i opis strasznicy pani Anny Nowakowskiej zamieszczam, bo jest niezwykle urokliwy.

„Poznałam strasznicę. Wyszła spod samochodowego fotela, pełniącego obowiązki leżaka pod sosną. Ale cichutka była i zobaczyłam ją dopiero, gdy połaskotała mnie w nogę. Czyli sekwencja była taka: łaskotanie - wzdrygnięcie - i (w tym miejscu u pań pojawia się wrzask AAAAAA!!!!) wybałuszenie gał. Ja na nią. Ona na mnie. WTF? - pomyślałam. Spierniczaj z mojej nogi, powiedziałam. Spojrzała hardo. Wzięłam patyczek i ją lekko teges. Leciutko. Ale dalej trwała na mojej gołej łydce, pokazała mi tylko jakiś gest. To mogło być wzruszenie ramion. Albo demonstracja zbyt krótkich skrzydeł, niegotowych do lotu. Była okropnie, przerażająco, nie do opisania straszna, ta strasznica. Wyglądem części głowowej przypominała miniaturową sowę albo i gorzej, hybrydę sowy i nietoperza. Miała około 5 cm długości i dość krępe ciało, zakończone w okolicy domniemanego zadka ostro, jak u skorpiona. Szara, ozdobiona kilkoma jasnymi kropkami. Do tego jakieś niekompletne, cherlawe skrzydła (chyba). No i tak sobie siedziałyśmy. Aż polazła z powrotem pod fotel. Zaraz przyjedzie Bożenka i na nim usiądzie. Zobaczymy, co się wydarzy. (…) To już po "uzyskaniu" tych wielkich skrzydeł. I nie mówcie, że nie jest taka straszna, dopóki wam skrycie nie usiądzie na łydce."

Wywołany do tablicy przez Małgorzatę Sobiesiak pomysłałem, że to zmrocznik przytuliak (tu opowieść o takim przytuliaku).  Nazwa na dodatek była bardzo a propos przytulania się włochatej istoty do nogi. Ale po dokładniejszej analizie zdjęcia, zmieniłem zdanie. To niewątpliwie jest zawisak borowiec (Sphinx pinastri syn. Hyloicus pinastri) – gatunek motyla z rodziny zawisakowatych (Sphingidae). Na dodatek można zidentyfiokowac płeć. To była samiczka.

Jak przystało na ćmę za dnia była niemrawa. Zawisak borowiec to duży motyl, włochaty (włoski na ciele ułatwiają motylom wygłuszyć dźwięki nietoperzy, a przez to być niewidocznymi dla tych owadożerców), więc i zdziwienie budzić może.

Strach ma wielkie oczy. Podobnie reagowali ludzie i dawniej, czego przykładem jest rysunek i opis zmierzchnicy trupiej główki, pochodzący z połowy XVIII wieku a wykonany przez generała Joachima Jaucha, (1684-1754) „1749: Taka Szarańcza padła na milę od Kalisza, z którey dwie złapano, y jednę serwują w Kapitule Gneźnieńzskiey, a drugą OO. Reformaci w Kaliszu, tę gdy wzięto w rękę skrzeczała jako Gacek, y pianę żółtą z pyska toczyła, cała była kosmata, jak axamit, Śmierć na piersiach, nogi dwie kosmate y zęby wiewiórcze mająca etc.” (więcej: O motylu co trąbi, ludzi straszy i miód pszczołom podbiera).  Ale teraz zamiast rysować  niecodziennego zwierza w sztambuchu można szybko zrobić zdjęcie telefonem komórkowym, wrzucić na Facebooka i po kilkudziesięciu minutach ktoś zidentyfikuje.

Zawisak borowiec to stosunkowo najbardziej szaroburo ubarwiony zawisak z naszych krajowych zawisakowatych. Rozpiętość skrzydeł dochodzi do 7,5-8,5 cm. Dorosłe motyle spotkać można wieczorami w czerwcu i lipcu, głównie w borach. Za dnia przesiadują w ukryciu a ubarwienie skrzydeł ułatwia im skryć się na drzewach (barwa skrzydeł upodobania motyla do podłoża). Zawisak borowiec jest gatunkiem palearktycznym (czyli występuje Europie, Azji i Ameryce Północnej), w Polsce występuje w całym kraju, miejscami jest pospolity.

Gąsienice są nieowłosione, duże, zielone lub brązowe z żółtymi i czerwonymi paskami na grzbiecie, z i czerwonymi oczami. Na ósmym segmencie gąsienica ma haczykowaty wyrostek w postaci rogu. Można je spotkać w sierpniu i październiku, intensywnie żerujące na igłach sosny, czasem świerka, jodły i modrzewia. Przy większej liczebności mogą wyrządzać szkody i dlatego zawisak borowiec uważany jest za szkodnika leśnego.

Zawisak borowiec ma ciekawe, dawne ludowe nazwy: cmok (to chyba nawiązanie do starosłowiańskiego demona), siwiotek, sośniarka, zawisak, zmierzchnica siwiotek, zmierzchnica żałobnica, zmierzchnik borowiec, żałobnik. Cmok (ćmok) to z jednej strony nawiązanie no słowa ćma (dawni Słowianie duszę ludzką najczęściej wyobrażali sobie pod postacią ćmy lub innego owada), a z drugiej nawiązanie do nazw demonów słowiańskich: ćmoka i ćmucha.

Ćmok w etnografii przetrwał na Wielkoposlce. Skrzydlaty demon straszy już tylko w opowieściach. Ćmuch zamieszkiwał w pobliżu jezior, bagien i stawów. Kształtem przypominał żabę. Więc nie bardzo pasuje do zawisaka borowca. Inne nazwy naszej bohaterki (bo na zdjęciu przecież samiczka) odnoszą się do rośliny żywicielskiej (sośniarka), koloru dorosłego owada (siwotek), pory lotu (zmierzchnica), sposobu spijania nektaru z kwiatów (zawisak) czy jakiejś żałoby (żałobnik). Albo od koloru albo w jakimś związku z cmokiem…

Pamięć z dawnych czasów nie przetrwała. Trzeba więc na nowo tworzyć opowieści o żałobnym cmoku siwotku, który wychodząc zza fotela, łaskocze po nogach i o strach niewiasty przyprawia. Teraz byśmy chętniej nazwę cmok wywodzili od cmokania, czyli całowania... Czy pocałunek ćmy jest przyjemny?

O chruściku z Jeziora Czarnego i molu książkowym - gatunek nowy dla nauki

sczachor

bagieniec_mol_ksiazkowy_2Wcześniej pisałem o pochodzeniu chochlika (linki na końcu tekstu), wskazując na ewolucyjne pochodzenie od chruścików (Trichoptera). A teraz, przygotowując się do pierwszego Warmińsko-Mazurskiego Molariusza wpadłem na ślad mola książkowego. Dokładniej to odszukała go Anna Mikita, nad Jeziorem Czarnym, kilka osobników siedziało na ławeczce i czytało coś (zobaczysz te chruściki-mole książkowe, gdy dokładniej wpatrzysz się w zdjęcie, zamieszczone obok). Budowa domku i siedlisko wskazuje na bagiennika żółtorogiego (Limnephilus flavicornis). Niżej jest zdjęcie rekonstrukcji, wykonanej także przez Annę Mikitę. Tak, jak go zapamiętała w czasie niespodziewanego spotkania na ławeczce, w parku nad Jeziorem Czarnym w Olsztynie.

Więcej o filogenezie i ekologii tegoż mola książkowego, wywodzącego się z rzędu chruścików będzie w czasie malowania dachówek na dachu biblioteki (12 maja 2017 Biblioteki inspirują czyli Molariusz Warmińsko-Mazurski).

Mól to owad, co do tego nie ma większych wątpliwości. Na to datek to owad z rzędu motyli (Lepidoptera) a te są bliskimi kuzynami chruścików. Wspólnie z motylami chruściki należą do odzianoskrzydłych (Amphiesmenoptera) jedna mają łuseczki na skrzydłach (Lepidoptera) inne włoski (Trichoptera), stąd włoskoskrzydłe i łuskoskrzydłe. Niedawno odkrytym jest rząd Tarachoptera, spokrewniony z chruścikami i motylami. To oczywiście inna opowieść (niebawem napiszę).

Chruściki są spokrewnione z motylami, mól to motyl, nocny czyli ćma (o pochodzeniu słowa ćma czytaj tu: Napójka łąkowa czyli ciemna strona warmińskiego Wójtowa). Nie powinno więc dziwić odnalezienie nowego gatunku moli książkowych pośród owadów, wywodzących się z chruścików.

Wróćmy to moli co są motylami. Najbardziej z molami książkowymi związane są te z rodziny molowatych (Tineidae)., liczacej łącznie około. 3 tys. gatunków. Najbardziej znane są dwa gatunki: mól kożusznik. mól futrzany (Tinea pellionella) – larwy żerują na futrach, materiałach wełnianych i w pierzu, oraz mól ubraniowy czyli mól włosienniczek (Tineola bisselliella), uważany za szkodnika, niszczącego ubrania. Jego gąsienice żyją w rurkowatych osłonkach, które składają się z resztek pożywienia i wydzieliny gruczołów przędnych *w czym bardzo przypominają larwy chruścikow, budujace domki). Żywią się tkaninami wełnianymi i wyrobami futrzarskimi. Pokarmem innych molowatych są także grzyby i nasiona. Są i takie, co plastik jedzą i są nadzieja na zaradzeniu zaśmiecenia świata torebkami foliowymi.

Mole ksiązkowe są detrytusożerne jak nic, w symbiozie z bakteriami i grzybami trawią nie tylko celuloze ale i inne niesrawialne dla zwierząt produkty organizcnze (i nie tylko) – potrzebują tylko wilgoci. Z nich to wywodzi się mól książkowy bagieniec (bagiennik) żółtorogi. Lektura wciąga jak bagno (znaczy dobra literatura a nie jakieś hejtowe zapaskudzanie papieru i internetu). A żółotorogi? Bo ma brzydką manierę zaginania kartek w książkach. Preferuje stare i pożółkłe, stąd te zagięte rogi są żółte. Wszystko więc jasne - bagieniec żółtorogi z Jeziora Czarnego jest kolejnym gatunkiem mola książkowego z tworzącego się Warmińsko-mazurskiego Molariusza.

Przyłapane zostały na ławeczce, nad Jeziorem Czarnym. Preferują literaturę szuwarowo-bagienną i hydrobiologiczną, marynistyczną kiepsko trawią, ale sięgają w chwilach głodu. Ponoć gatunek ten przedkłada literaturę faktu nad literaturę fikcji. Ale to nie jest pewne. Lubią czytać w przestrzeni publicznej. W parkach, nad wodą, na ławeczce, na kocyku. Widywany także w bibliotekach, zwłaszcza w czasie deszczu. To nawiązanie do zwyczajów dziko żyjących przodków. Chruściki dorosłe latają (są aktywne) także w czasie deszczu (dlatego korzystają z nich, jako bazy pokarmowej, nietoperze w czasie deszczowej aury).

Wyjątkowy i nowo odkryty gatunek mola książkowego. Więcej na jego temat można będzie posłuchać w trakcie malowania dachówek, w piątek 12 maja 2017. A wstępna rekonstrukcja na fotografii nizej: 

bagieniec_mol_ksiazkowy_1

Tymczasem polecam lekturę o chochliku:

 

ps. ninijeszy tekst przeznaczony jest jedynie dla ludzi inteligentnych i z poczuciem humoru. Innym może zaszkodzić (skutki ubczne trudne do przewidzenia).

Napójka łąkowa czyli ciemna strona warmińskiego Wójtowa

sczachor

napjka_akowaJedno zdjęcie z warmińskiego ogródka, wykonane telefonem z damskiej torebki, uruchomiło serię niezwykle intrygujących zdarzeń. Dostrzeganie szczegółów jest efektem edukacji i wiedzy. Człowiek głupi, ciemny i o ubogim zasobie wiedzy – w tym przypadku przyrodniczej – niewiele widzi, niewiele dostrzega. Mowa o lokalnej bioróżnorodności i aktywności społecznej. Ale po kolei.

Najpierw było zdjęcie z podpisem „gość w ogródku”. Niby zwykły robal, kto by tam na robale zwracał uwagę. A jednak, przyrodnicza wrażliwość na lokalną specyfikę czyni wiele dobrego. Pozwala dostrzegać piękno, w tym przypadku urodziwej, włochatej gąsienicy.

Co prawda zdjęcie nie jest najlepsze, bo nie widać wszystkich szczegółów, ale wydaje się, że jest to gąsienica napójki łąkowej, motyla o ciekawym behawiorze. Niby nic wielkiego, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś zidentyfikował. Ale to dopiero początek historii.

Jeżeli to kolejna ciekawa ćma to może powinniśmy być "wioską ciem". Wójtowo – wieś jak wieś. Podolsztyńska, stare siedliska o bogatej historii, otoczone nowymi domami. Co ją może wyróżniać? Kapitał ludzki. Bo przyroda jest taka jak i gdzie indziej. Ale nie wszyscy potrafią patrzeć i dostrzegać.

Tak, to kolejna ćma i interesujący gatunek, o którym można interesująco opowiadać. Wcześniej był to zawisak tawulec (przeczytaj: A zawisak to ćma czy motyl?). Zdjęcie zrobione telefonem, zaowocowało krótką opowieścią na blogu. A potem spotkaniem w stylu śniadanie na trawie i malowaniem kamieni. Na jednym kamieniu namalowałem właśnie tego wójtowskiego zawisaka. Motyl, który stał się jednym z pretekstów do spotkania na wiejskim placu, rozmów o przyrodzie i urokliwie prowincjonalnym byciu ze sobą. Niby nic wielkiego. (Jak malowaliśmy kamienie oraz śniadanie na trawie). Ale takie spotkania rozwijają się w wartościowe inicjatywy społeczne.

A tymczasem w Wójtowie, na wspomnianym placu wiejskim, postawią starą budkę telefoniczną. Że nie mam sensu, bo przecież wszyscy i tak korzystają z telefonów komórkowych? Ale w tej budce będą… książki. Taka nietypowa, wiejska półka bookcrossingowa. Kolejny powód by się spotykać i robić coś razem. A co ma wspólnego półka bookcrossingowa z ćmą napójką łąkową? Otóż w toczącej się rozmowie, do następujących ustaleń doszliśmy. Już za niecały tydzień, w ramach Tygodnia Bibliotek, będziemy na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie malowali na starych dachówkach mole książkowe (Biblioteki inspirują czyli Molariusz Warmińsko-Mazurski). Dojadą także dachówki ze starego siedliska w Wójtowie. I namaluję na jednej właśnie napójkę łąkową – jako warmińskiego mola książkowego. A potem, dachówka z Biblioteki Uniwersyteckiej pojedzie do Wójtowa i ozdobi tę bookcrossingową, wiejską budkę telefoniczną. Inspirujący Tydzień Bibliotek i lokalna bioróżnorodność. By edukować, poznawać i więcej dostrzegać tego, co się dzieje wokół nas. Książki uczą tak samo jak spotkania i dyskusje.

Skoro pojawiła się kolejna interesująca ćma, to może ćmy Wójtowa jako wyróżnik tej miejscowości? Czyli ciemna strona (od ćmy a nie od ciemności) warmińskiego Wójtowa. Tytuł jest już więc rozwikłany. Teraz pora na opowieść o samej napójce, ćmie o aluzyjnej nazwie.

Barczatka napójka czyli napójka łąkówka (Euthrix potatoria syn. Philudoria potatoria) to motyl nocny z rodziny barczatkowatych. Co w niej niezwykłego? Gąsienice tego gatunku piją stosunkowo duże ilości wody w postaci kropel rosy i deszczu, zbierających się na liściach rośliny pokarmowej. Stąd jej nazwa – napójka. Od picia rosy. Ćma co w młodości rosę pije. Nieco romantycznie.

Barczatka napójka (napójka łąkowa) występuje na terenach podmokłych, w pobliżu jezior, rzek i torfowisk. Gąsienice żerują na ostrych trawach, trzcinie i pałce wodnej. Spotkać je można od września do czerwca, z przerwą na sen zimowy. Na wiosnę, po przezimowaniu, gąsienice budują nisko nad ziemią, przyczepione do źdźbeł traw lub pni drzew, białawe oprzędy, w których następuje przepoczwarczenie. Dorosłe motyle (stadium imago) obserwować można od końca czerwca do połowy sierpnia. Jak typowe ćmy prowadzą nocny tryb życia. Rozpiętość skrzydeł od 46 do 54 mm. Brzeg skrzydeł jest lekko falisty. Samiec ma skrzydła żółto-pomarańczowe z odcieniami brązu (można go rozpoznać po dużych, grzebykowatych czułkach i ciemniejszej barwie skrzydeł). Samica jest nieco większa i nieco jaśniejsza w ubarwieniu: od jasnożółtego do żółtobrunatnego. Charakterystyczne dla tego motyla są dwie białe plamki w ciemnej obwódce, znajdujące się na górnej stronie skrzydeł pierwszej pary. Na zewnętrznej części tylnego skrzydła znajduje się przyciemnienie.

Gatunek obecny w całej Europie od Półwyspu Iberyjskiego po Ural. W Polsce gatunek występuje na całym obszarze kraju. Niezbyt rzadki, można się go spodziewać w wielu miejscach. Ale teraz mamy udokumentowane występowanie w Wójtowie. Czyli jest o czym opowiadać.

Teraz pora na wyjaśnienie słowa ćma. Ma ono kilka znaczeń (współczesnych i dawniejszych): 1. Ćma to motyl nocny, 2. to także duża ilość, chmara, 3. ciemność, mrok, a nawet 4. brzydka pogoda, mżawka, zawierucha (lokalnie i gwarowo). Etymolodzy wskazują, że słowo ćma wywodzi się ze starosłowiańskiego tma, oznaczającego ciemność, mrok, a to z kolei pochodzi ze praindoeuropejskiego tem – ciemny, w znaczeniu wielkie mnóstwo, chmara, mrowie. Tuman to kalka z języka tureckiego – dziesięć tysięcy. W języku rosyjskim tuman czyli mgła, pochodzić może od dużej ilości a może od ćmić – osłabiać widoczność, przyciemniać, przesłaniać (tak dużo, że aż nie widać?). Ćmić to także pobolewać, mdlić. Ta mroczna chmara tępy ból przynosi… Zatem ćma zapewne bierze swoje znaczenie od mroku lub od dużej liczby. Dużo ich w nocy przylatuje do światła, zwłaszcza na terenach pierwotnych i o dobrze zachowanej przyrodzie. Nasi przodkowie widywali duże ilości motyli nocnych. Możliwe więc, że jest słowem bardzo starym, jeszcze wywodzącym się z języka praindoeuropejskiego, gdzie mrok i duża ilość znaczyło to samo.

I jeszcze jedno znaczenie, o którym chcę wspomnieć w nawiązaniu do Warmińsko-Mazurskiego Molariusza i malowania dachówek: ćma to ćmuk, ćmok, upiór. W Bestiariusz Słowiańskim Ćmok to nazwa potwora, pochodzącego z dawnych wieków. Pamięć o nim przetrwała najdłużej na Wielkopolsce. Ten starosłowiański demon miał skrzydła, albo jak nietoperz albo jak ćma (zatarło się w pamięci). Może i sama Ćma była kiedyś nazwą nocnego demona, bestii mitologicznej. Ćmok lub Ćma funkcjonowały w opowieściach naszych przodków, w kulturze oralnej (mówionej). Nie przetrwał do czasów słowa pisanego i bibliotek (bo nikt nie spisał, na utrwalił na malowanym obrazie). Zostały tylko niewyraźne, ćmawe ślady. Dlatego w czasie Tygodnia Bibliotek, malując mole książkowe, namalujemy także ćmę napójkę łąkową. Przy okazji opowiadając różne historie i pijąc, jeśli nie rosę to chociaż kawę czy herbatę, na tarasach Biblioteki Uniwersyteckiej.

I tak powstanie pierwszy Warmińsko-Mazurski Molariusz. A jedna z dachówek zawędruje do Wójtowa, by tworzyć ciem-ną stronę (historię) warmińskiej wsi. Ciemna historia czyli lokalna historia ciem. Z warmińskiego Wójtowa. A wszystko za sprawą spostrzegawczości i telefonu z damskiej torebki.

Fot. Beata Jakubiak.

Źródła:

Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Barczatka_nap%C3%B3jka

Heintze J., Motyle Polski – atlas – część pierwsza. Wyd. II uzupełnione, WSiP, Warszawa, 1990.

Malmor I., Słownik etymologiczny języka polskiego, ParkEdukacja, Warszawa, 2010.

Brucken A., Słownik etymologiczny języka polskiego. PiW, Warszawa, 1974.

Zych P., Vargas W., Bestiariusz słowiański – rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, BOSZ, Olszanica 2015.

Powstał pierwszy, pełnometrażowy film o chruścikach

sczachor

17884460_1355115637868602_1141244278273557648_nPrzed chwilą obejrzałem przedpremierowo (i roboczo) pierwszy polski film o chruścikach. Nosi tytuł „Żywot chruścika / Life of the Caddis”. Pierwszy, publiczny pokaz odbędzie się w Sandomierzu w końcu kwietnia, w czasie Festiwalu Filmów Niezwykłych, następny odbędzie się na Węgrzech w Gödöllő, w czasie Festiwalu Filmów Przyrodniczych, a w czerwcu - w Łodzi na Międzynarodowym Festiwal Filmów Przyrodniczych im. Wł. Puchalskiego.

Będę zabiegał by film pokazać także w Olsztynie, np. w czasie Dnia Chruścika (jak co roku 11 grudnia).

„Tytułowy chruścik, spokrewniony z motylami, wydaje się pospolity i dobrze znany. Tymczasem jest on fenomenem ewolucyjnym, jednym z najbardziej niezwykłych stworzeń na Ziemi – wyróżnia go genetyczny zapis poszerzenia organizmu o domek. Żyje w rzekach, rozlewiskach, strumieniach. Jest naturalnym czujnikiem czystości ich wód. Wrażliwa kamera stopniowo odsłania niedostrzegalne na co dzień, kruche piękno świata chruścików. Ten film to przynosząca ukojenie podróż w głąb natury, ku misterium życia.”

źródło: fanpage dotyczący filmu: https://www.facebook.com/zywot.chruscika/

W 2013 roku powstał inny film ,,Dzień chruścika", w ramach serii ,,Dzika Polska. Wpłyń na wodę"! Można go wyszukać i obejrzeć w sieci. 

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci