Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

UWM

Studencie, nie bój się popełniać błędów

sczachor

kamishibaiSłowa te kieruję przede wszystkim do studentów, z którymi prowadzę zajęcia. Ale z uwagi na fakt, że żyjemy w czasach edukacji ustawicznej, kieruję je praktycznie do każdego. Wszyscy się ciągle uczymy, nie tylko w szkole czy na sformalizowanych kursach.

Dlaczego nie bać się popełniania błędów? Przecież błąd to coś niedobrego, niepoprawnego, niedoskonałego, coś za co obniżają ocenę, wypominają, czasem szydzą i wyśmiewają się. Same zło? Być może z tego strachu przed popełnieniem błędów boimy się wypowiedzieć, działać, spróbować czegoś nowego. A przecież uczymy się poprzez działanie, poprzez podejmowanie kolejnych prób. Zdobywamy w ten sposób doświadczenie i wiedzę głębszą niż tylko powierzchowną.

Aby to zilustrować posłużę się trzema przykładami. Pierwszy dotyczy dawnych czasów licealnych, a drugi jest współczesny i odnosi się do zamieszczonego zdjęcia.Trzeci najbardziej aktualny.

W czasach liceum nie wiedziałem, że jestem dyslektykiem. W pierwszej klasie na pierwszej pracy klasowej popełniłem kilka błędów. Otrzymałem ocenę niedostateczną. Przypomnę, że wtedy to była najniższa ocena, jedynek nie było. Wystraszyłem się swoich błędów (przy walnym udziale polonistki). Na kolejnych pracach klasowych starałem się jak naj mniej pisać. Po prostu bałem się pisać…. I moje wypracowania wychodziły marnie, brak ciekawej treści a do tego zawsze jakieś błędy w ortografii czy interpunkcji. Za sukces uznałem ocenę 3 z trzema minusami...  Kilkuletnia trauma. Dopiero na korepetycjach, u innej polonistki, nauczyłem się pisać jako tako. Chodzi o kompozycję (uwierzyłem w siebie, że dam rade... zdać do nastęnej klasy). A jeszcze inna polonistka, w kolejnych latach nauki, bardzo dyskretnie nauczyła mnie odwagi. Do tego stopnia, że na pracy klasowej pisałem wiersze jako element … wypracowania. Pełna odwaga wypowiedzi i otwarcie na świat. Jestem jej wdzięczny do dzisiaj. Za wydobycie odwagi i to, co w wypowiedziach młodego człowieka było najważniejsze, najciekawsze. Oczywiście, dyslektykiem pozostałem i błędy robię dalej. Ale błędy ortograficzne, literowe czy interpunkcyjne można poprawiać . Wymaga to tylko więcej pracy. Dysleksja to zaproszenie do cięższej pracy.

Strach przed popełnieniem błędu powoduje, że nic lub niewiele robimy. Wciskamy się w kąt życia a swoje talenty ukrywamy (nawet o nich nie wiedząc). To tak jakby pójść na urodziny i nie zjeść urodzinowego tortu… ze strachu, że być może zaszkodzi itd.

Minęło wiele lat. Czas studiów to dobry okres na naukę i poszukiwania, próbowania wielu różnych możliwości. Uczeń-student ma prawo czegoś nie wiedzieć czegoś nie umieć perfekcyjnie. Przecież dopiero się uczy. A jak ma kucharz nauczyć się gotowania, gdy praktycznie nie spróbuje? Ciągle czegoś nowego. Nawet jeśli na początku przypali, przesili, przesłodzi… to zdobywa doświadczenie. Wie już ile to jest szczypta soli. Nabiera wprawy manualnej i wyobraźni jak produkt będzie wyglądał finalnie. Błądzenie i popełnianie pomyłek jest elementem uczenia się. To w wyniku kolejnych prób, powtarzania dochodzimy do wprawy. Zatem spróbuj czegoś nowego. A ponieważ jest to nowe, to z oczywistych względów nie będzie jeszcze doskonałe.

Na zdjęciu moja próba z opowiadaniem bajki kamishibai. Od prawie roku próbuję i ćwiczę przed różną publicznością, w różnych warunkach. Za każdym razem dostrzegam swoje kolejne niedociągnięcia, braki (jak i to, co się udało). Teraz dostrzegam co i jak należy zmienić i czego jeszcze się nauczyć. Samo czytanie o kamishibai nie dałoby mi takiej głębszej wiedzy. Praktyczne działanie, własne próby i obserwacja rezultatów (jak i siebie samego w akcji) pozwala na pełniejsze zrozumienie. Pozwala na dostrzeżenie swoich słabych i mocnych stron. A przy kolejnym razie, dostrzegę swoje kolejne niedociągnięcia. Bo w miarę uzyskiwania doświadczenia i wprawy, dostrzega się znacznie więcej. Samokrytyka jest potrzebna, lecz trzeba trzymają ja na wodzy… nawet jeśli inni ochoczo w tym nam pomagają.

I przykład ostatni, sprzed kilku dni. Brałem udział jako wykładowca w e-konferencji (webinarium). Nigdy wczesniej tego nie robiłem (a wiem, że trzeba się tego nauczyć - takie czasy). Co prawda dwa razy uczestniczyłem jako bierny słuchacz w webinariach – czyli miałem jakieś mgliste wyobrażenie. Ale czym innym jest słuchać, a czym innym mówić i pokazywać. Przede wszystkim to kwestia techniczna – czy będę potrafił? Przygotowałem się i zrealizowałem. Potem mogłem odsłuchać się i zobaczyć jak to wypadło „z drugiej strony”. Dostrzegłem kilka problemów, o których nie pomyślałem wcześniej. Po pierwsze animacje w prezentacji nie zadziałały. Wniosek dla mnie, że trzeba inaczej przygotować samą prezentację. Po drugie wskaźnik za bardzo „latał” po ekranie (mogło to rozpraszać). Okazuje się także, że ważna jest kamera i mikrofon. Korzystanie z laptopa jest gorsze niż z komputera stacjonarnego… bo w laptopie mikrofon zbyt mocno zbiera dźwięki z klawiatury. Zatem nie należy pisać na czacie, gdy się jest prelegentem z włączonym mikrofonem. Itd., itp. Gdybym nie spróbował, to bym nie miał tego doświadczenia i tych refleksji. Na własnych błędach sporo się można nauczyć. Teraz przede mną kolejne wyzwanie – zorganizować webinarium lub e-konferencję jako organizator. Potrzebne będą kolejne umiejętności techniczne, nie widoczne dla uczestnika….

Zatem droga studentko i drogi studencie – nie bójcie się popełniania błędów! A w zasadzie powinienem napisać tak: nie bój się nowych wyzwań i próbowania nowych działań, mimo że wiąże się z niedoskonałością pierwszych prób, czasem topornością „dzieła” czy ujawnieniem się różnych braków. W procesie uczenia się, w poszukiwaniach, masz prawo do popełniania różnych błędów. Jeśli nie teraz, to kiedy? Teraz jest jeszcze nauka i ktoś, kto podpowie, skoryguje. Potem będzie praca i życie na serio. Z mniejszą wyrozumiałością otoczenia.

Śmiało. Zrób coś nowego. Studia to nie tylko uczenie się z książek i chodzenie na zajęcia. To okazja by poznać nowych ludzi. Nie ważne gdzie studiujesz, ważne kogo spotykasz. Dotyczy to także wyzwań i różnorodnych działań.

Niech strach przed błędami nie blokuje ci dostępu do wszelakiego eksperymentowania.

Muzeum Nauki cz. 6. Czy lepiej być brudnym czy głupim?

sczachor

Czy lepiej być brudnym czy głupim? Oczywiście, że głupim… bo nie widać. Tak anegdotycznie można zilustrować niewidoczność (nieuchwytność) wiedzy. Mają z tym problem nauczyciele na wszystkich poziomach: od przedszkola do doktora (studia doktoranckiej). Po prostu nie widać tego, co jest w głowie.

Wiedzę rozumianą jako wiadomości, umiejętności i rozumienie, oceniać można po efektach. Przypomina to trochę rozpoznawanie przedmiotów z zamkniętymi oczami, tylko po dotyku. Nic dziwnego, że o zabawne pomyłki nie trudno.

Jaką wartość mają badania naukowe? Setki naukowców przebywa w swoich laboratoriach, salach wykładowych, ba nawet kawiarniach. Cóż oni robią? Siedzą i myślą? A czy jest to jakikolwiek wysiłek? Nie machają kilofem, młotkiem czy łopatą, a więc z pozoru „nic nie robią”. Tylko czasem trud myślenia uwidacznia się na twarzy… ale raczej wtedy, gdy z myśleniem są jakieś kłopoty, na przykład na egzaminie czy klasówce.

Czy istnieje coś, czego gołym okiem nie widać? Społeczeństwa coraz więcej pieniędzy wydają na utrzymanie instytucji naukowych, na badania i eksperymenty. Czy warto i czy są jakieś wartościowe owoce tych działań? Wiedzy nie widać. Dostrzec możemy jedynie wytwory tej wiedzy. Ale nawet do zdawałoby się najprostszych wynalazków, teorii, koncepcji ludzkość dochodziła zbiorowym wysiłkiem przez stulecia. Korzystając na co dzień z różnorodnych urządzeń, korzystając z zasobów wiedzy i rozumienia świata wokół nas, najczęściej zapominany o tej mało widocznej pracy intelektualnej. Bo przecież na pierwszy rzut oka nie widać na ulicy, kto jest mądry, kto przeciętny a kto głupi. Co innego z czystością – brudnego dostrzeżemy od razu.

W ramach Olsztyńskich Dni Nauki w 2007 roku powstała czasowa wystawa, zatytułowana „Muzeum nauki”. Pisałem już o niej kilka razy. Przypominam, bo sprawa jest cały czas aktualna i warto do niej wracać. Nie było to muzeum techniki, ale właśnie muzeum nauki w szerokim słowa tego znaczeniu. Trudno jest udokumentować proces powstawiania wiedzy. Ale można zgromadzić wytwory tej wiedzy i w ten sposób opowiedzieć jak zmieniał się świat. Od astrolabium i tablicy astronomicznej Kopernika do telefonów komórkowych i nawigacji satelitarnej, od żarna i sierpa do roślin transgenicznych i kurnika z Internetem, od gęsiego pióra i inkaustu do komputerów.

Na wspomnianej wystawie przed dziesięciu laty zgromadzone zostały także przedmioty towarzyszące powstawaniu wiedzy w czasie różnorodnych dyskusji, konferencji, kongresów, seminariów. Drobne gadżety próbujące udokumentować to, co trudne jest do dostrzeżenia.

Społeczeństwo wiedzy to społeczeństwo, którego rozwój oparty jest o wiedzę. To znacznie więcej niż wąsko pojmowana gospodarka oparta na wiedzy. Także filozofia, humanistyka i sztuka wpływają na rozwój gospodarczy, pomimo że nie wytwarzają technicznych wynalazków. Ale znacząco wspomagają proces powstawania wynalazków. Być może tamta wystawa pozwoliła niektórym osobom zobaczyć to, co nieuchwytne, ulotne a jednocześnie niezwykłe. Sądzę jednak, że warto takie wystawy organizować częściej lub stworzyć stale działające Muzeum Nauki.

Niżej przypominam kilka opisów, które na tablicach towarzyszyły tamtej wystawie. Treść jest aktualna.

Sala wykładowa i konferencyjna

Kiedyś była tylko kreda i tablica. Potem pojawiły się pierwsze rzutniki pisma oraz epidiaskopy. Pierwsze foliogramy były przygotowywane ręcznie. Teraz w salach wykładowych i podczas konferencji królują rzutniki multimedialne i prezentacje komputerowe. Drewniane wskaźniki zastąpione zostały wskaźnikami laserowymi.

Pierwsze plakaty naukowe (postery) wykonywane były prostymi technikami graficznymi, z piórkiem kreślarskim, patyczkiem, tuszem, wzornikami do pisma, aerografem. Rapidograf i literki samoprzylepne wydawały się wielkim ułatwieniem pracy. Teraz cały plakat przygotowywany jest w komputerze, przenoszony do drukarni na płycie CD i drukowany w dowolnej liczbie egzemplarzy, nie tylko na papierze ale i różnorodnych tworzywach. Niebawem pojawią się pewnie plakaty umieszczane na „papierze”-ekranie ciekłokrystalicznym, będącym zarówno przekazem multimedialnym jak i interaktywnym.

Wszystkie te zmieniające się coraz szybciej gadżety technologiczne wspomagają jedynie warunki powstawania myśli. Bo te rodzą się w trakcie dyskusji osoby z osobą. Gadżety ułatwiają tylko komunikację i coraz sprawniejszy przekaz informacji. Istotne pozostaje jednak samo spotkanie i sama dyskusja, sam przepływ myśli z głowy do głowy.

W terenie i laboratorium

Niegdysiejszy szkicownik zastąpiły najpierw aparaty fotograficzne (analogowe). Teraz na wyposażeniu naukowca są aparaty cyfrowe, dyktafony, GPS-y, laptopy, palmtopy, telefony komórkowe i inne cuda „nafaszerowane” elektroniką. Z użycia zniknęły dyskietki pięciocalowe a bliskie wycofania są dyskietki 3,5 calowe [pisałem to w roku 2007 , teraz tych dyskietek już niema, a i płyty CD wychodza z uzycia...] . Obecnie królują płyty CD, DVD i przenośne nośniki pamięci. W szybkim tempie zmieniają się „gadżety” do spisywania myśli, które rodzą się w głowach naukowców. Mimo jednak ogromnego postępu technologicznego i licznych „gadżetów” – procesy myślowe dalej są nieuchwytne.

Gadżety konferencyjne

Naukowcy nie jeżdżą na konferencje i sympozja po kubki, koszulki czy na uroczyste kolacje. Głównym celem udziału w konferencji jest dyskusja i wymiana myśli, poszukiwanie naukowych inspiracji do dalszych badań. Naukowiec jeździ na kongresy aby przedstawić własne wyniki badań i poddać je obiektywnej dyskusji, jeździ aby zapoznać się z wynikami innych naukowców z całego świata. W końcu spotkać się z ludźmi z bardzo daleka i podyskutować. Nauka rozwija się poprzez dyskusje. Im więcej osób uczestniczy w tych dyskusjach, tym szybsza i głębsza jest wymiana myśli, a co za tym idzie postęp naukowy.

Po tych spotkaniach i rozmowach pozostają jedynie wtórne ślady: zdjęcia, programy, zaproszenia, streszczenia referatów oraz różnego typu gadżety konferencyjne takie jak: identyfikatory, okolicznościowe znaczki i koszulki, notatniki, okolicznościowe długopisy, kubki, maskotki itd. Myśli naukowców są dla nas niewidoczne. Jako ślad pozostają tylko drobiazgi konferencyjne. Identyfikatory ułatwiają odszukanie się osób w czasie konferencji, programy i streszczenia ułatwiają dotarcie do interesującego posteru czy referatu, kubeczki i koszulki z logo konferencji mają ułatwić zapamiętanie spotkania, adresu instytucji naukowej czy zespołu badawczego. Wszystko są to ślady spotkań i dyskusji naukowych. Nie są nimi samymi. Tak jak ślad stopy na piasku są tylko śladem obecności osoby, a nie nią samą.

Dyskusje odbywają się w trakcie różnorodnych seminariów, konferencji, zjazdów, posiedzeniach naukowych z obronami prac doktorskich i kolokwiami habilitacyjnymi. Ale dyskusja odległych osób odbywa się także za pomocą tradycyjnej korespondencji, publikacji naukowych drukowanych w specjalistycznych czasopismach (najczęściej międzynarodowych), książek i monografii. W ostatnich latach dyskusja uległa zintensyfikowaniu dzięki poczcie elektronicznej i Internetowi.

Muzeum Nauki, cz. 5. Kręta droga i muzeum przyrodnicze ciągle w marzeniach

sczachor

Gablota z wystawy W 2007 roku marzyło mi się profesjonalne muzeum przyrodnicze (w szerszym sensie muzeum nauki) w Olsztynie. Muzeum gromadzące zbiory dla celów naukowych, zarówno w postaci zwierząt i roślin czy banku nasion, które będą w przyszłości wykorzystywane do badań genetycznych, jak i zbiory gromadzące okazy do dalszych badań taksonomicznych, morfologicznych, anatomicznych itd. Wiele elementów tak rozumianego muzeum wtedy już było i obecnie też jest – rozproszona po wydziałach i katedrach oraz w zbiorach prywatnych i instytucjach pozaakademickich. Ale czasem bywa tak, że naukowy odchodzą na emeryturę a ich zbiory i kolekcje ulęgają powolnemu zniszczeniu i rozproszeniu.

Marzyło mi się muzeum, które oprócz celów naukowych miałoby funkcje popularyzatorskie i dydaktyczne, które w atrakcyjny i profesjonalny sposób ukazywałoby osiągnięcia równych dziedzin naukowych. Tak rozumiane muzeum byłoby kolejną atrakcją turystyczną Olsztyna oraz znakomitym elementem zaplecza badawczego. Jak już wspomniałem, wiele elementów już jest. I jestem przekonany, że środowisko akademickiego powoli, ale systematycznie w tym kierunku zmierza. Tak pisałem w 2007 roku. Chyba się pomyliłem. Potencjał cały czas jest, ale muzeum przyrodniczego nie widać. Wiele przyczyn się na to złożyło. Modne stały się inne kierunki działań naukowych. A prawdziwe muzeum przyrodnicze powstają na innych uniwersytetach. Może i w Olsztynie kiedyś pojawi się sprzyjająca okazja na tak rozumiane muzeum przyrodnicze.

Moja inicjatywa w 2007 roku, przy okazji V Olsztyńskich Dni Nauki, była tylko jednym z wielu, maleńkich kroczków. Bo nauka to działanie zespołowe i kumulatywne.Udaje się te przedsięwzięcia, które realizowane są przez wielu, czasem niezależnie od siebie, ale w jednym nurcie. 

Celem wystawy  „Muzeum Nauki” z 2007 roku, którą wtedy przygotowaliśmy, było to przypomnienie o istnieniu Archiwum i Muzeum Uniwersyteckiego, gromadzącego określone pamiątki po olsztyńskich naukowcach (ale pamiątki takie znajdują się także w Muzeum Warmii i Mazur). Nie można tworzyć wystawy z niczego. Pomysłem na wystawę było pokazanie procesów „naukowego myślenia”, poprzez zebranie różnorodnych drobiazgów, towarzyszących naukowcom w trakcie różnorodnych dyskusji, konferencji. Ważnym elementem było opowiadanie o tym, dlaczego naukowcy wyjeżdżają na konferencje, czasami bardzo daleko. Żmudne i czasochłonne badania w końcu przekładają się na wynalazki i udogodnienia w życiu codziennym. We współczesnym świecie nauka jest już świadomie wspierana jako zyskowny element rozwoju gospodarczego. Żyjemy w społeczeństwie, którego gospodarka oparta jest na szeroko rozumianej wiedzy. Choć czasem można odnieść wrażenie, że dominują w życiu codziennym irracjonalne teorie spiskowe i egzotyczne zabobony. 

Sama nazwa „Muzeum Nauki” może wzbudzać zdziwienie. Muzeum kojarzy się nam z muzeum techniki, muzeum historycznym, archeologicznym. Ale jak można pokazać naukę? Czyli co? Naukowców w ich pracy, w ich tajemniczym procesie odkrywania, wytwory ich pracy, zarówno te wytwory pomagające odkrywać, jak i te produkty finalnej, jakie znamy z życia codziennego. W sumie nie jest to żadna zbytnia nowinka, bo w Warszawie już od dawna istnieje Muzeum Ewolucji. A od kilku lat z sukcesem funkcjonuje Centrum Nauki Kopernik. Do dobrego muzeum potrzebne są eksponaty i opowieść. Sama opowieść ( i trochę gadżetów multimedialnych) nie wystarczy, jak i nie wystarczą same eksponaty, poukładane w gablotach. Zatem zbierajmy eksponaty (uchrońmy je prze zniszczeniem i wyrzuceniem na śmietnik) i wymyślajmy opowieści.

Olsztyn jest coraz bardziej miastem turystycznym. Tylko co w nim oglądać? Jeden zamek, starówkę, katedrę? Co jeszcze można zobaczyć, tak żeby zatrzymać się na dłużej? Olsztyn to miasto uniwersyteckie. Czy wiedza naukowa może być atrakcją do oglądania, zwiedzania? W 200 7 roki i obecnie twierdzę, że wiedza może być atrakcją turystyczną w szerokim rozumieniu. Sukcesy centrów nauki (Warszawa, Toruń, Gdańsk, Gdynia) są tego dobrym przykładem. A także duża frekwencja na różnego typu uniwersyteckich piknikach naukowych. 

Najsławniejszym naukowcem Olsztyna jest bez wapnienia Mikołaj Kopernik. Trochę pamiątek można zobaczyć w Muzeum Warmii i Mazur na zamku, obejrzeć dwa pomniki. I co dalej? W Planetarium (trochę niestety niepotrzebnie przez olsztyniaków zapomnianym) można zobaczyć „kamienie z nieba”. Niektóre „naukowo magiczne” miejsca wymagają odkrycia i wypromowania.

Środowisko akademickie w Olsztynie jest od ponad pół wieku (nie licząc seminarium). Czy nie ma po działalności naukowej żadnego śladu, dostrzegalnego dla turysty? Czy tylko nazwy ulic w Kortowie i na Brzezinach i kilka głazów oraz tablic pamiątkowych? Nie, śladów jest wiele. Warto je tylko wydobyć do społecznej świadomości i dobrze pokazać także i turystom. 

Nauka i naukowcy cieszą się dużym autorytetem w polskim społeczeństwie. Jeszcze. Wielu przeciętnych zjadaczy chleba chciałoby „podpatrzeć” naukowców w ich pracy, chociaż przez chwilę być współuczestnikiem odkryć, poszukiwań, chociaż przez chwilę poczuć klimat „badań i odkrywania”. Być może dlatego, że każdy z nas choć w maleńkiej części czuje się odkrywcą, poszukiwaczem i eksperymentatorem.

Śladów badań naukowych jest wiele. Trzeba umieć je tylko pokazać. Miejsca różnych eksperymentów, miejsca pracy itd. Wystarczy tylko mu o tym opowiedzieć w przystępny i zrozumiały sposób, a w tafli jeziora „zobaczy” więcej. Poczuje, że jest w „magicznym” miejscu, poczuje się współuczestnikiem.

To samo można powiedzieć o zwykłych konferencyjnych gadżetach. Nie są one przecież celem wyjazdów na konferencje naukowe. Są one tylko śladem, pamiątką, praktycznym gadżetem, ale przemijającym. Co i ile można wyczytać z okolicznościowego długopisu, programu czy zaproszenia? Potrzebna jest wypowiedź uczestników, „świadków”. I potrzebne są sprawne pióra, które spiszą w ciekawy sposób opowieści o ludziach, ich odkryciach, życiu i pasji. Samo zebranie naukowych drobiazgów to tylko pierwszy krok. Ogromnie przydatne byłyby wspomnienia. Te sukcesywnie drukować może prasa (ale nie tylko papierowa lecz i internetowa). Byłby to swoisty przewodnik „muzealny” w odcinkach i przypomnienie wybitnych profesorów, naukowców, związanych z Olsztynem. Część z nich jest już na emeryturze, o części pamiętają jeszcze znajomi, rodzina. Może pomogą ocalić od zapomnienia, osoby i myśli, które mniej lub bardziej zmieniły naszą rzeczywistość.

Mamy już dobre narzędzia do takich opowieści: escape-roomy, grywalizacje, questingi itd. W regionie powstają różnorodne wioski tematyczne. Może znajdą się kreatywni ludzie, którzy zaproponują podobne rozwiązania, wykorzystujące naukę i naukowców z Olsztyna oraz regionu.

Muzeum nauki, cz. 2. z dygresją do 8. marca (Dnia Kobiet) i podróży Odysa

sczachor

muzeum_naukiPrzypominam dyskusję sprzed 10 lat, w sprawie Muzeum Nauki, pokazując początki. Bo przez te lata dyskusja nie zamarła, przybierała różne formy, w tym „faktów dokonanych” czyli zrealizowanych przedsięwzięć, popularyzujących naukę (wiedzę). Warto co jakiś czas obejrzeć się za siebie i chwilę się zastanowić.

Drugim pretekstem jest zbliżający się Dzień Kobiet. 10 lat temu posłużyłem się tym przykładem, by uzmysłowić sens pikników naukowych, jako przedsięwzięć wcale nie jednodniowych i jednorazowych. Wtedy mieliśmy tylko Dni Nauki, zapoczątkowane w wielu uczelniach Polski z inicjatywy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na początku XXI wieku urodził się pomysł popularyzacji nauki i uczelni w formie pikników naukowych. Pomysł przerwał próbę czasu i znacząco się rozrósł.

Dla podkreślenie znaczenia kobiety, dla swoistego uhonorowania i wydobycia ważnej roli z cienia niedostrzegania, ustanowiono Dzień Kobiet. I nie chodzi o to, żeby kobiety szanować i zwracać na nie uwagę przez jeden dzień w roku. Sensem Dnia kobiet jest zwrócenie uwagi, przypomnienie. Podobnych „dni” wymyślono więcej, m.in. Dni Nauki. Dzień Nauki nie ma jeszcze ustalonego dnia w kalendarzu. Od początku XXI w. we wrześniu z inicjatywy ministerstwa, w wielu ośrodkach akademickich organizowane są pikniki naukowe. Podobne festiwale naukowe odbywają się także i w innych terminach. Częśc uczelni przeniosła te festiwale na maj i czerwiec. Ale powstały i inne, np. Noc Biologów w styczniu, czy mmiedzynarodowy Dzień Fascynujących Roślin (w maju). 

gazetauniwOtwarcie się Olsztyńsich Dni Nauki na inne środowiska (pozauczelniane) oraz media zaowocowało przekształceniem Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki (sztuka pojawiła się w trakcie by pełniej oddać charakter akademickiego pikniku) w imprezę widoczną i o dużej skali. Jedną z przyczyn tego sukcesu było traktowanie upowszechniania nauki jako ważnego i wartościowego elementu misji uniwersytetu. Gdzieś w tle przewijała się cały czas idea „muzeum nauki”, w szerokim sensie tego określenia. I dążność by upowszechnianie nauki w nowoczesnej formie nie trwała tylko przez trzy dni w roku, lecz by był to proces ciągły. Rok później, w 2008 roku,  udało się uzyskać grant europejski na Noc Naukowców („Olsztyn Science Days Researchers Night 2008”), będącą finałem Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki. Akronim też był znaczący: ODYSNight. Długa podróż do olsztyńskiego, nowoczesnego Muzeum Nauki, ciągle trwa.

achremczyk20091Można by zadać pytanie: dlaczego po ogromnych odkryciach naukowych i zastosowaniu ich w praktyce w wieku XX, dlaczego w wieku XXI określanym jako wiek gospodarki opartej na wiedzy i społeczeństwa informatycznego, w ogóle „emancypować” badania naukowe i poprzez Dzień Nauki zwracać na naukę uwagę społeczeństwa? Czyż wartość nauki nie jest widoczna i oczywista sama przez się? Czyż w społeczeństwie coraz lepiej wykształconym z rosnąca liczbą inżynierów, magistrów i doktorów warto jeszcze popularyzować badania naukowe? Czyż mało jest programów edukacyjnych w radio, telewizji, Internecie, czyż mało jest popularyzatorskich czasopism, aby jeszcze angażować w pokazywanie wyników badań samych naukowców i otwierać drzwi uniwersyteckich laboratoriów? Na wszystkie powyższe pytania można odpowiedzieć twierdząco: tak, trzeba, warto. Tym bardziej, że z radia i telewizji zniknęły programy popularnonaukowe. Być może uda się je przywrócić na nowo, pokazując jak ważna jest nauka i że jest ważną częścią kultury

Badania naukowe nie są wiedzą tajemną i zastrzeżoną. Wiedza naukowa jest dla wszystkich (a teraz rozwijany jest na duża skalę projekt Uniwersytetów Młodego Odkrywcy - w naszym województwie aż cztery projekty!). Co więcej, badania naukowe w Polsce są bardzo słabo finansowane – w porównaniu do innych krajów rozwiniętych. Tak było w 2007 roku i jest jeszcze obecnia (mimo widocznego postępu). Zarówno jeśli chodzi o dotacje z budżetu (a więc z kieszeni podatnika), jak i wsparcie z gospodarki. Jeśli Polska ma się liczyć we współczesnym świecie i gospodarce opartej na wiedzy, musimy więcej inwestować. Żeby inwestować, ogół społeczeństwa musi rozumieć istotę badań naukowych i szybko poznawać efekty. Jak na razie wydatki na naukę przegrywają z różnymi innymi „pilnymi” potrzebami. O finansowaniu badań naukowych decyduje po pierwsze podatnik (a więc przeciętny Kowalski), po drugie przemysł i gospodarka. Taki jest właśnie sens Olszyńskich Dni Nauki – popularyzacja osiągnięć i wspieranie wielu innych, standardowych działań Uniwersytetu.

Jednym z przykładów wartości badań naukowych jest „przewrót kopernikański” – opracowanie nie tylko nowego modelu kosmologicznego (opisanie ruchów planet), ale dogłębne przewartościowanie systemu myślowego i filozoficznego. Zdawałoby się, że jeden człowiek, związany z Olsztynem, Mikołaj Kopernik w zaciszu pracowni dokonał genialnego odkrycia. Odkrycia, które zmieniło obraz cywilizacji. To oczywiście uproszczony i skrócony obraz odkrycia naukowego. Bo o ile odkrycia dokonał jeden człowiek, to w potwierdzanie, sprawdzanie i uzasadnianie zaangażowanych było setki, a raczej tysiące innych.

Często w opinii potocznej przedstawiany jest obraz Kopernika, który z obawy przed Kościołem opóźniał wydanie swojego dzieła (ukazała się na łożu śmierci). Więcej w tym schemacie ideologii niż zrozumienia istoty badań naukowych. Kopernik dość szybko w szkicu opublikował zarys swojego heliocentrycznego pomysłu. W tym czasie jednak ukazało się duże i kompleksowe dzieło z systemem ptolemeuszowskim. Sam Kopernik uznał, że aby przekonać do swojego pomysłu, do swojej idei, musi dokładniej uzasadnić i dokonać wielu obserwacji i pomiarów, że musi opracować równie obszerne i kompleksowe dzieło (współcześnie przy silnej presji na "punkty" nie miałby szansy pracy na żadnej uczelni...). Sprawdzanie i uzupełnianie zajęło mu kilkadziesiąt lat życia. A i tego było za mało – w koncepcji Kopernika było i wiele wyjątków, wiele niewiadomych. Do pełnej weryfikacji i przyjęcia za obowiązująca teorię potrzeba było jeszcze kolejnych 150 lat, potrzeba było opracowania nowej metodologii naukowej, wynalezienia teleskopu, opracowania nowych technik badawczych, potrzeba było Galileusza, Keplera i wielu innych mało znanych poszukiwaczy prawdy naukowej. Aby „wstrzymać Słońce i ruszyć Ziemię” potrzeba było nie tylko geniuszu Kopernika, Galileusza, Keplera, potrzebny był wielowiekowy rozwój nauki przed Kopernikiem, jak i wiele tysięcy „osobogodzin” mało widowiskowego ślęczenia w laboratorium.

Sensem Dni Nauki (a od kilku lat Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki) i różnego typu festiwali naukowych (Europejska Noc Naukowców. Noc Biologów, Uniwersytetu Młodego Odkrywcy itd.) jest otwarcie „tajemniczych” laboratoriów naukowych i pokazanie owego żmudnego poszukiwania, sprawdzania, weryfikowania. Na jedno odkrycie, na jeden wynalazek przypada dziesiątki nieudanych prób, błądzenia, wiele nieudanych prototypów. Ale tak jak w dalekiej pielgrzymce, potrzebne są żmudne pojedyncze kroki, aby dojść do celu, tak i w badaniach naukowych potrzebne jest codzienna praca. Czyż nie jest intrygującym podejrzeć tą tajemniczą prace badawczą? A najlepiej samemu choć na krótko być współuczestnikiem? Odyseusz i jego długa podróż, może być dobrym symbolem poszukiwań naukowych. 

Warto przy okazji przypomnieć, że badania naukowe to nie tylko skomplikowane przyrządy, droga aparatura czy wymyślne laboratoria. W badaniach naukowych najważniejszy jest sposób myślenia – choć myślenia nie można zobaczyć (jedynie wytwory).

Czym jest nauka rozumiana jako proces badawczy? Jest sposobem poznawania świata, a więc tym, czym w mniejszym lub większym stopniu zajmują się wszyscy ludzie od zarania dziejów. Wszyscy poznajemy świat z czystej tylko ciekawości oraz z chęci uczynienia świata wygodniejszym, bezpieczniejszym. Wiedzę naukową można porównać do mapy – im lepsza wiedza (pełniejsza, dokładniejsza, bliższa rzeczywistości), tym łatwiej i szybciej trafić do wybranego celu, nie zbłądzić, uniknąć niebezpieczeństwa. Kiedy idziemy na spacer bez celu, dokładna mapa nie jest nam potrzebna. Kiedy jednak chcemy dotrzeć do określonego celu w szybkim czasie – im dokładniejsza mapa, tym lepiej. W gospodarce opartej na wiedzy „dokładne mapy” są nam niezwykle potrzebne i przynoszą nam wymierne korzyści ekonomiczne.

Badania naukowe są udoskonalonym, skodyfikowanymi i kontrolowanym „zwykłym” procesem ludzkiego poznania. Są jak traktor z wieloskibowym pługiem w porównaniu do sochy. Idea orki pozostaje ta sama, ale efektywność jest inna. A myślenie krytyczne i stosowanie metodologii naukowej przydaje się każdemu w życiu codziennym. Dlatego największą wartością kształcenia uniwersyteckiego jest wyposażenie absolwentów w kompetencje myślenia naukowego (krytycznego)

Wiedzę naukową porównać można do programu komputerowego – jako takiej nie widać. Kiedy komputer jest wyłączony lub program nie uruchomiony – trudno poznać wartość i przydatność takiego programu komputerowego. Gdy program działa (np. edytor tekstu, w którym piszę niniejszy artykuł) na ogół nie zdajemy sobie sprawy ile osób i jak długo pracowało i udoskonalało to narzędzie pracy. Nawet biblioteka – jeśli książki nie są czytane – jest tylko składem papieru. Poprzez swoją wirtualną nieuchwytność wiedza naukowa jest najczęściej niedoceniana, niedostrzegana. Widzimy jedynie nośniki i wytwory tej wiedzy.

Dni Nauki były i są więc takim włączeniem komputera i uruchamianiem programu, są otwieraniem zgromadzonych książek (przynajmniej żeby obejrzeć obrazki lub spis treści). Ale także nauką dla samych naukowców, nauką jak przystępnie opowiadać i pokazywać kulisy swojej pracy. Dni Nauki są jeszcze jednym elementem wypełniania misji uniwersytetu – upowszechniania i popularyzacji wiedzy naukowej.

Tak jak warto pamiętać o kobietach nie tylko 8. marca, tak warto uświadomić sobie, że mury uniwersyteckie dla społeczeństwa otwarte są nie tylko w jeden dzień w roku, a form „podglądania” naukowców przy ich pracy równie wiele.

Tak pisałem w 2007 roku. Jest to ciągle aktualne. Udało się wiele przedsięwzięć zrealizować. Dekada pisania o nauce zainspirowała do wiele osób, także do wymiernych działań. Teraz są oczywistą oczywistością. Ale końca tej intelektualnej podróży jeszcze nie widać. Dlatego warto pisać i dyskutować o nowoczesnym Muzeum Nauki. Jak miałoby wyglądać, jak funkcjonować i jak opowiadać o odkryciach, budując regionalny kapitał naukowy. Może coś w stylu Centrum Nauki Kopernik w Warszawie i rozwijaniu nowoczesnej edukacji pozaformalnej?

Ps. Zamieszczone ilustracje: skan z Gazety Uniwersyteckiej oraz z książki prof. Stanisława Achremczyka pt. „Nauk przemożnych perła. Uniwersytet Warmińsko- Mazurski w Olsztynie 1999-2009, ISBN 978-83-61602-62-0

Lumen czyli blog na wolnej licencji i dyspersja myśli

sczachor

lumenblog

Przygoda z Wikipedia pozwoliła mi poznać i zrozumieć publikowanie treści na wolnej licencji (creative commons). Od dawna stosuję w praktyce, m.in. na swoim blogu. Od kilku tygodni na portalu Lumen (portal szkolnictwa wyższego) czytać można wybrane moje wpisy blogowe http://www.lumenportal.pl/content/blog/270. Pytali o pozwolenie (choć w zasadzie nie musieli), udzieliłem, wskazując na licencję CC-BY. Wybierają te wpisy, które w jakimś stopniu dotyczą szkolnictwa wyższego. To już kolejny portal, który wybiera tematycznie mu bliskie artykuliki i upowszechnia na swoich łamach. Poza tematami edukacyjnymi, przyrodniczymi i społecznymi teraz będą i te, dotyczące uniwersytetu i szkolnictwa wyższego.

Wolna licencja ma tę zaletę, że piszesz w jednym miejscu a w kilku się pojawia. Wolna licencja ułatwia realizację misji uniwersyteckiej. Ułatwia dyspersję i rozprzestrzenianie się myśli. W pewnym sensie jest elementem współczesnego środowiska edukacyjnego. Środowiska, które staram się odkryć (przynajmniej dla siebie) i wykorzystać w codziennej praktyce.

Istota uniwersytetu nie ulega zmianie. W zasadzie dojrzała w starożytnej Grecji (przynajmniej tam została odnotowana w kulturze i utrwalona w piśmiennictwie). Polega na dialogu i poszukiwaniu prawdy: w jednym miejscu spotyka się kilka osób. Jest jeden lub więcej nauczycieli i co najmniej kilku uczniów. Rozmawiają, czasem nauczyciel mówi dłużej, dzieli się swoim doświadczeniem i przemyśleniami. Czasem uczniowie mówią dłużej. Wspólnie poszukują, dociekają prawdy przez rozmowę i słuchanie swoich argumentów. Najpierw nazywało się to Akademią, Gimnazjum, potem Liceum, a dzisiaj mówimy o Uniwersytecie. Mimo różnych nazw i sposobu organizacji istota sprowadzała się dialogu i wspólnoty nauczających i nauczanych.

Dawniej były to tylko spotkania tu i teraz oraz przekaz słowny. Wiedza gromadziła się w głowach (pamięci). Dialog i częste rozmowy utrwalały zapis pamięci. Potem pojawiło się pismo, nie tylko ułatwiło „zapamiętanie” treści i uniezależnienie się od biologicznego mózgu śmiertelnego człowieka. Pismo umożliwiło poszerzenie kręgu odbiorców jak i kręgu „spotykających” się dyskutantów. Druk - czyli szybkie powielenie pisma - jeszcze bardziej rozszerzyło krąg dyskutujących i współpracujących w tym dialogu mózgów. Przekraczając czas biologiczny i pokonując daleka przestrzeń. Wraz z tymi wynalazkami zmienił się i sam uniwersytet. Coraz ważniejszą częścią stała się biblioteka (a nie tylko mózgi żywych nauczycieli).

A teraz jest internet i nowe możliwości zorganizowania przestrzeni edukacyjnej uniwersytetu. Daleko, szybko, w zupełnie nowy sposób. Tradycyjny rytuał uniwersytecki jeszcze nie nadąża za możliwościami trzeciej rewolucji technologicznej. Istota się nie zmienia, ale zmieniła się forma i zakres dialogu uczestniczących w nim ludzi.

Moje już ponad 10-letnie eksperymenty z blogiem są poszukiwaniem i odkrywaniem tych nowych możliwości i sposobu komunikacji. Mimo że w nazwach i stroju uniwersytet mocno nawiązuje do Średniowiecza (togi, birety, katedry), to nie wygłaszamy swoich myśli zza katedry. Raczej zza monitora laptopa. Albo za pomocą bloga. Zupełnie nowy rodzaj „pisarstwa” (komunikacji) edukacyjno-naukowej. Jeszcze nie jest uwzględniony w ocenie dorobku. Ale odkrywanie właśnie polega na tym, że robi się coś nierutynowego. I ryzykuje poszukując. Bo poszukiwanie i odkrywanie nieodłącznie wiąże się z błędami, pomyłkami i ślepymi drogami. Potrzeba odwagi.

Teraz myślę jak sprytnie i sensownie połączyć np. wpisy blogowe, myślenie wizualne i portale społecznościowe z wykładem (czytaj Ile czasu potrzeba by przygotować wykład?). 

Na razie jest wirtualna kawiarnia z duża liczbą słuchaczy. Niektórzy nawet komentują.

Zapraszam na Noc Biologów w Olsztynie

sczachor

kotlogo4W najbliższy piątek 13 stycznia w Olsztynie, na UWM, odbędzie się szósta edycja Ogólnopolskiej Nocy Biologów. Wydział Biologii i Biotechnologii uczestniczy w tym festiwalu nauki od samego początku. W tym roku na uczestników czeka ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, wystaw, wycieczek, pokazów, dyskusji naukowych oraz edukacyjna gra terenowa. Na wszystkie zajęcia, odbywające się w godz. 8.00-23.00 wstęp jest wolny. Zajęcia są zróżnicowane, każdy znajdzie coś odpowiedniego: od przedszkola do seniora.

W Olsztynie spodziewamy się ponad 500 uczestników, zarówno zorganizowanych przyjazdów szkół jak i odwiedzin indywidualnych i rodzinnych. Z rezerwacji na niektóre zajęcia wynika, że jadą do nas uczniowie m.in. z Sierpca, Ciechanowa, Giżycka, Nidzicy, Pisza, Lidzbarka Warmińskiego, Morąga, Bartoszyc, Braniewa, Ostródy, Olsztyna, Lamkowa i Durąga.

Noc Biologów to nie tylko mądra rozrywka ale także edukacja i innowacyjność. Nie tylko pokazana zostanie wiedza przyrodnicza (nauka) w przystępnej i atrakcyjnej formie ale także pokażemy współpracę uniwersytetu z małymi i średnimi przedsiębiorstwami z regionu oraz innymi instytucjami, z którymi współpracuje Wydział Biologii i Biotechnologii. Nie zabraknie okazji do nieformalnych dyskusji i możliwości wstępnego nawiązania współpracy. Transfer wiedzy z uniwersytetu do gospodarki szeroko rozumianej jest faktem. W czasie Nocy Biologów można się będzie o tym przekonać .

Będą wykłady oraz zajęcia laboratoryjne (na niektóre trzeba się wcześniej zapisać, gdyż liczba miejsc jest ograniczona) z różnych dziedzin nauk biologicznych. Nie zabraknie także odrobiny humoru i przygody. Będzie edukacyjna gra z rozwiązywaniem tajemnic niezwykłego motyla nocnego – zmierzchnicy trupiej główki, będzie prapremiera żywej biblioteki popularnonaukowej, a wieczorem pojawią się nawet dwa pieczone dziki, Wiedźmuchy i można będzie samemu skosztować maści czarownic do latania. Jakieś pytania? Będzie okazja by bezpośrednio porozmawiać z naukowcami, bez stresu.

A gdy skończy się Noc Biologów, to Wydział Biologii i Biotechnologii zaprasza do innych form współpracy edukacyjnej, dla szkół oferujemy całoroczną akcję „Wypożycz sobie naukowca” oraz „Uniwersytet Młodego Odkrywcy”.

Początek XXI wieku przyniósł wiele niezwykłych odkryć biologicznych. Nauki biologiczne nie tylko zmieniają nasze codzienne życie ale i podręczniki do filozofii. Nic dziwnego, że biologią interesuje się niemalże każdy. Okazją do zajrzenia do biologicznych laboratoriów i pracowni naukowych jest Noc Biologów, po raz szósty organizowana w Olsztynie oraz 29 innych ośrodkach akademickich w Polsce. Oferta UWM w Olsztynie należy do najbogatszych i najciekawszych – ponad 110 różnych wykładów, warsztatów, laboratoriów, pokazów, wystaw, wycieczek, spotkań z naukowcami i nauką, od 8 rano do 23 w nocy.

Ostatnie lata przyniosły wiele niezwykłych odkryć. Zaczęto poznawać genomy wielu organizmów, w tym człowieka. Na coraz szerszą skalę są uprawiane rośliny modyfikowane genetycznie (GMO). Trwa spór o globalne zmiany klimatyczne i ich wpływ na różnorodność biologiczną. Pojawienie się nowych chorób, groźnych dla człowieka, wyzwoliło lawinowy rozwój nauk biomedycznych. Wyzwaniem staje się dalszy rozwój cywilizacyjny w zgodzie z możliwościami środowiska. Wiele wskazuje na to, że XXI stulecie będzie wiekiem biologii. Trudno się więc dziwić, że ta fascynująca dziedzina nauki przyciąga rzesze chętnych do zgłębiania jej tajemnic.

Noc Biologów to nie tylko popularyzacja nauki ale i wspólne odkrywanie nowych metod edukacji pozaformalnej i ustawicznej. To pełniejsze wypełnianie misji uniwersytetu w upowszechnianiu wiedzy i kształcenia kadr. Poza sprawdzonymi wcześniej warsztatami, wykładami i pokazami w tym roku pojawi się sporo nowości i eksperymentów edukacyjnych, np. żywa książka popularnonaukowa oraz edukacyjna gra terenowa. W Nocy Biologów wezmą udział instytucje i przedsiębiorstwa współpracujące z wydziałem (np. Mazurski Park Krajobrazowy, Nadleśnictwo Olsztynie, Warmińsko-Mazurski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli itd.). Wspólnie poszukujemy innowacji dla naszego regionu. Na bazie zdobytych doświadczeń od lutego do czerwca 2017 r.

Wydział Biologii i Biotechnologii zrealizuje zajęcia dla młodzieży szkolnej w ramach projektu Warmińsko-Mazurski Uniwersytet Młodego Odkrywcy. To pomysł na trwała współpracę edukacyjną ze szkołami z regionu. Tematem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i promocja wiedzy biologicznej w popularnonaukowej formie (edukacja pozaformalna) oraz budowanie kapitału naukowego w młodym pokoleniu. Zostaną pokazane w interesujący sposób i dostosowany do różnego poziomu odbiorców, różnorodne zagadnienia związane z biologią, biotechnologią i biogospodarką – od podstawowych informacji o bioróżnorodności na poziomie genetycznym, gatunkowym i ekosystemowym do zagadnień związanych z biologią molekularną, fizjologią, genetyką i neurobiologią. Jednym z celów akcji jest również zaszczepienie przekonania o znaczącej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi oraz pokazana będzie naukowa metoda poznawania świata.

Pokazy, warsztaty, wystawy, spotkania w formie „żywej książki” i zwiedzanie laboratoriów mają za zadanie przybliżenie specyfiki pracy naukowca (element budowania kapitału naukowego). Temu celowi służyć będą także spotkania w formie żywej książki. Noc Biologów 2017 w Olsztynie to przedsięwzięcie upowszechniające naukę, kierowane zarówno do dzieci, młodzieży szkolnej jak i do osób dorosłych miasta Olsztyna, regionu i województwa warmińsko-mazurskiego a także powiatów z północnego Mazowsza. Poza bezpośrednimi pokazami na terenie uczelni przekaz popularnonaukowy docierać będzie za pośrednictwem mediów: gazety, radia, telewizji i internetu, dzięki czemu znacznie rozszerzony będzie krąg odbiorców. Po prostu próbujemy odkryć szeroko rozumiane współczesne środowisko edukacyjne.

Bogata i ciekawa oferta programowa w ramach Nocy Biologów w latach 2012- 2016, przygotowana przez pracowników naukowych a także doktorantów i studentów UWM w Olsztynie, spotkała się z ogromnym odzewem ze strony społeczeństwa w mieście Olsztynie i całym województwie. Celem Nocy Biologów 2017 w Olsztynie jest upowszechnianie i popularyzacja wiedzy z zakresu nauk biologicznych i zastosowań biologii oraz popularyzacja instytucji naukowych, zajmujących się problematyką przyrodniczą. Przedsięwzięcie ma na celu zapoznanie z osiągnięciami nauk biologicznych, ich zastosowaniem w gospodarce i życiu codziennym a także zapoznanie ze specyfiką pracy naukowej oraz metodą naukową (stawianie hipotez, falsyfikacja, eksperymenty, wnioskowanie).

Noc Biologów ma na celu budowanie kapitału naukowego wśród mieszkańców Warmii i Mazur oraz przekazanie wiedzy przyrodniczej oraz wyników prowadzonych na UWM badań naukowych na różnych poziomach - od podstawowych wiadomości przyrodniczych do zagadnień problematycznych, nurtujących współczesną biologię i biotechnologię. Ważnym elementem jest budowanie kapitału naukowego u młodzieży m.in. poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami. W roku 2017 chcemy położyć nacisk na biogospodarkę w szerokim sensie, w tym na usługi ekosystemowe w tym skutki zmiana klimatu, różne formy terapii z wykorzystaniem metod biologicznych oraz wykorzystanie wyników nauki w gospodarce. Jednym z celów akcji jest zaszczepienie przekonania o kluczowej roli nauk przyrodniczych w egzystencji populacji ludzkiej na Ziemi a także znaczenie biogospodarki w rozwoju regionalnym w północno-wschodniej Polsce.

Poprzez Noc Biologów 2017 chcemy zapoznać społeczeństwo regionu z pracą badawczą, specjalistycznym sprzętem laboratoryjnym a także z osiągnięciami naukowymi wydziałów przyrodniczych UWM, głównie Wydziału Biologii i Biotechnologii. Popularyzacja wiedzy przyrodniczej odbywać się będzie z podkreśleniem wartości aplikacyjne tej wiedzy. Chcemy wzbudzać ciekawość oraz chęci do poznawania i rozumienia świata przyrodniczego, szczególnie u dzieci i młodzieży szkolnej w celu kształtowania poglądów, pozwalających na zrozumienie prawidłowości funkcjonowania przyrody oraz na niedestrukcyjne obcowanie ze światem żywym (biologicznym). Zamierzamy poprzez działania realizowane w czasie Nocy Biologów budować kapitał naukowy poprzez bezpośredni kontakt z naukowcami i laboratoriami.

Więcej informacji:

Festiwalowe budowanie kapitału naukowego na prowincji

sczachor

kopernikkapital

Udział w konferencji to okazja do wysłuchania wykładów i dyskusji z ludźmi spoza własnego kręgu znajomości. Niby wszystko można znaleźć w Internecie bez ruszania się z domu. Ale skoro tak, to dlaczego tak niewielu z tego korzysta? Po drugie, kiedy sami szukamy to podążamy znanymi sobie ścieżkami. Konferencja to spotkanie nieoczekiwanego i nieznanego. Podobnie rozmowa kuluarowa - jest otwarciem się na nowe.

Także i po tegorocznej konferencji Pokazać-Przekazać wróciłem mocno zainspirowany. Poczułem, że uczestniczyłem w czymś, co na prawdę zmienia polską edukację w szerokim sensie. Teraz przez kilka miesięcy będę próbował zmaterializować inspirację z Centrum Nauki Kopernik. Zaproszę do współudziału w kolejnych eksperymentach i w podróży w nieznane swoich studentów. Mam nadzieję, że się włączą (ja oczywiście będę namawiał).

Jednym z ciekawych wątków, jakie usłyszałem, dotyczą kapitału naukowego. Po raz pierwszy usłyszałem o kapitale naukowych na wykładzie dr Ilony Iłowieckiej-Tańskiej. Ważne jest to, kogo uczeń zna. W tym kontekście czy zna osobiście jakiegoś naukowca, np. w rodzinie, wśród sąsiadów. Bo czym innym jest osobiście znać a czym innym czerpać wiedzę ze stereotypów.

Różnorodne festiwale nauki i pikniki naukowe już na trwałe wrosły w krajobraz Polski i regionu. Jednak zbyt często traktowane są jako rozrywka, z przymrużeniem oka. Kto by tam poważny się w to angażował. Niby trzeba bo wypada… ale nie ma komu poważnie się zaangażować. Jakieś wybuchy, show, koncerty i spotkania z gwiazdami... A przecież najważniejszą wartością jest bezpośrednie spotkanie z nauką i naukowcem, odwiedzenie prawdziwego laboratorium. Jest to szczególnie ważne na prowincji, w naszym regionie. Bo ilu mamy pracujących naukowców, tak aby dzieci miały możliwość spotkać naukowca w realu? Chyba jedyną szansą są właśnie festiwale naukowe, takie na przykład jak Olsztyńskie Dni Nauki i sztuki, Europejska Noc Naukowców lub Noc Biologów. Oraz wszystkie inne mniejsze formy, z kawiarnią naukową, gościnnymi wykładami w szkołach, wizytami szkolnymi w laboratoriach UWM w czasie całego roku. To nie spektakularne „wybuchy” i sceniczne show z udziałem gwiazd przesądzają o wartościach pikników naukowych ale właśnie możliwość spotkania i "dotknięcia" prawdziwego naukowca.

Bo nie o rozrywkę, wybuchy, koncerty i spotkania ze sławnymi (z estrady) ludźmi chodzi. Najważniejszy jest bezpośredni kontakt z nauką i naukowcami. To jest ważny element budowania społecznego kapitału naukowego. Ten ostatni właśnie decyduje o tym, że sięgamy po książki lub po informacje w Internecie.

Centrum Nauki Kopernik jest także ośrodkiem naukowym (a nie tylko edukacyjnym). Współpracuje z innymi międzynarodowymi instytucjami w rozpoznawaniu i budowaniu kapitału naukowego na każdym etapie kształcenia. Profesor Louise Archer z Kings College twierdzi, że kluczowy wpływ na aspiracje zawodowe uczniów ma poziom ich kapitału naukowego. Wspomnianym wielokrotnie kapitałem naukowym są zasoby determinujące to, jak dzieci i młodzież myślą o sobie samych i nauce. Na tak rozumiany kapitał naukowy składa się:

  • alfabetyzm naukowy, czyli to, co wiedzą uczniowie o nauce,
  • przekonanie o własnych kompetencjach naukowych, czyli m.in. to, co myślą o sobie pod wpływem ocen i opinii nauczycieli,
  • codzienne i niecodzienne praktyki związane z nauką: odwiedzanie muzeów, ogrodów botanicznych, skansenów i centrów nauki, uczestnictwo w kołach zainteresowań, śledzenie wiadomości dotyczących nauki w Internecie,
  • to, kogo znają, czyli prywatna relacja z osobami zajmującymi się zawodowo nauką.

Pisząc o znaczeniu kawiarni naukowych i pikników naukowych mam na myśli właśnie ten ostatni aspekt. Według danych z Kings College dzieci, które mają w najbliższej rodzinie naukowca lub badacza, niemal dwukrotnie częściej wykazują wysokie aspiracje, jeśli chodzi o własną przyszłość naukową. Współczesna gospodarka potrzebuje naukowo aspirujących młodych ludzi. Brytyjczycy zrobili badania i dostrzegli potencjalny brak w przyszłości wystarczającej liczby chętnych do kariery naukowej w różnorodnych laboratoriach przemysłowych, uniwersytetach itd. A dostrzegając te lukę już teraz, 20-30 lat do przodu podejmują odpowiednie kroki. Podobnie myślą w Korei Południowej. Bo może zabraknąć ludzi, którzy wiedzą jak działa smartfon (nie chodzi o korzystanie lecz rozumienie i możliwość ulepszania). 

A jak jest u nas? Czy w ogóle dostrzegamy kapitał naukowy, budujący nowoczesną gospodarkę? Czy badamy poziom tego kapitału i podejmujemy wyprzedzające środki zaradcze?

Niezależnie od procesów globalnych i krajowych, na miejscu w Olsztynie oraz na Warmii i Mazurach, pozostaje robić to, co jesteśmy w stanie. Tu i teraz i siłami, jakimi się dysponuje. Kawiarnie naukowe, pikniki i festiwale naukowe nie są tak banalne i mało ważne jakby się wydawało. To nie tylko promocja uniwersytetu czy instytucji naukowych, to dobrze pojęta edukacja i kształcenie zawodowe szerokich mas społecznych. Zwłaszcza tych żyjących daleko od szosy i z niewielkimi szansami na awans społeczny (czy cywilizacyjny).

Nauczeństwo czyli niech MOOC będzie z wami

sczachor

Czachorowski_Gliwice_2015W tytule pojawił się neologizm, wyglądający na błąd językowy. I jeszcze słowo zbliżone do „moc”, co w zdaniu nawiązuje do Gwiezdnych Wojen. To symboliczne odniesienie do zupełnie nowej rzeczywistości, w której żyjemy. I nie do końca jeszcze sobie to uzmysłowiliśmy. A wpis będzie o nowych technologiach w edukacji czyli dlaczego szkoła musi się zmieniać.

Niezadowolenie z edukacji na każdym poziomie jest uzasadnione. Nie wynika ono z faktu, że mamy leniwych nauczycieli, głupich uczniów/studentów czy złe podręczniki. Świat się tak szybko zmienia, że stare wzorce szybko się dezaktualizują. Zmuszeni jesteśmy ciągle poszukiwać, ciągle dostosowywać i ciągle eksperymentować. Dlaczego eksperymentować? Bo nowe jest nowe i nikt jeszcze nie wie jak najlepiej dostosować system edukacji do nowej rzeczywistości. Trzecia rewolucja technologiczna odmienia nie tylko technologie ale i całe społeczeństwa.

Nie osiągniemy sukcesu (i zadowolenia z edukacji), gdy cofniemy się i przywrócimy stare wzorce (bo kiedyś było dobrze) dlatego, że nowe rozwiązania nie do końca nas satysfakcjonują. Eksperyment z gimnazjami (czyli wydłużeniem kształcenia ogólnego) częściowo się powiódł, częściowo nie. Prosta, automatyczna likwidacja gimnazjów niczego nie rozwiąże, a nawet zaszkodzi chaosem wynikającym z nagłych i nieprzemyślanych zmian. Trzeba zastanowić się i przedyskutować czego od edukacji oczekujemy i które elementy poprawić. I jak poprawić. Wydaje się, że sensownym jest zwiększenie efektywności kształcenia w zakresie nauk przyrodniczych i kreatywnych kompetencji. Czyli więcej eksperymentów i poszukiwań w szkole, na każdym poziomie. Przykład jeden z wielu.

Dawniej, gdy świat zmieniał się wolno lub bardzo wolno, kilka pokoleń żyło w takich samych warunkach, w takim samym świecie. Kolejne pokolenie przejmowało wzorce pokolenia rodziców i dziadków. W edukacji można było przygotować nauczyciela, który przekaże wiedzę całego pokolenia. Czyli nauczyciel sam długo się uczy, a potem idzie do szkoły i tę wiedzę przekazuje. Lepiej lub gorzej ale przekazuje. Teraz na oczach jednego pokolenia świat zmienia się kilkakrotnie. Trzecia rewolucja technologiczna dużo odmieniła. Owszem, jest jeszcze dużo wiedzy i kompetencji, które się nie dezaktualizują (są uniwersalne i ponadczasowe) i mogą być przekazywane dawną metodą. Ale postęp technologiczny jest tak szybki, że zmiany następują w ciągu jednego pokolenia. Wiele starych umiejętności staje się zupełnie zbędnych a do nowych nauczyciele się nie przygotowali. Muszą uczyć się razem z uczniami. Być jednocześnie uczniem i nauczycielem, czyli nauczniem. (zobacz np. Nauczeństwo czyli edukacja w formie prosumenckiej)

Jak uczyć posługiwania się nowymi technologiami gdy są one nowe i dla ucznia i dla nauczyciela? I nie chodzi tylko o drobne gadżety, zmienia się cały system edukacyjny od przedszkola do seniora. Kiedyś uczyliśmy się pisać stalówką i atramentem, potrzebowaliśmy bibuły, ołówka i temperówki. Teraz… musimy uczyć programowania z wykorzystaniem tabletów i smartfonów. 20 lat temu nie wiedzieliśmy co to są tablety czy telefony komórkowe. Dzisiejsze dzieci nie wiedzą co to jest bibuła, stalówka i obsadka.

Eksperymentują wszyscy. Dzisiaj jadę do Barczewa na drugie spotkanie kawiarni naukowej. W planach mam także uruchomienie podobnej inicjatywy w Olsztynku (wstępne rozmowy już się toczą). A niebawem zrealizuję przygotowane szkolenie dla przedsiębiorców w zakresie wykorzystania nowych technologii w biznesie i zarządzaniu rozproszonym. Uczę sam się ucząc i eksperymentując. By rozumieć rzeczywistość i by na bazie doświadczeń proponować zmiany (ulepszenia) w systemie edukacji. Rolą uniwersytetu jest tworzenie innowacyjności i transfer do społeczności lokalnej. Tak uważam.

Kolejny przykład, tym razem dotyczący MOOCy, czyli masowych otwartych kursów online. Zaczęło się w USA, gdy Uniwersytet Harvarda oraz Instytut Technologiczny w Massachusetts (czy muszę przypominać, że należą do najlepszych uczelni na świecie?), uruchomiły wspólną platformę z wykładami on-line. Uczelnie amerykańskie zainwestowały w projekt ponad 60 mln dolarów. Na razie wykłady są… są za darmo. W przyszłości może to być inwestycja dochodowa. Ale nie wiadomo, bo na razie trwa eksperyment. Większość studentów tych kursów on-line mieszka… poza USA. Czyli Amerykanie wydają pieniądze na edukację nie swoich obywateli. Czy ma to sens? Wielu studentów pochodzi z Ameryki Południowej i Azji Południowo-Wschodniej. Są i studenci z Polski. Może inni w ten sposób wybierają sobie imigrantów … najmądrzejszych?

Dzisiaj odkryłem, że podobne rozwiązanie pojawiło się i w Polsce (na razie w wersji beta). Copernicus College   "to miejsce, gdzie każdy może studiować za darmo, online, po polsku, u najlepszych polskich uczonych oraz młodych ambitnych naukowców. Copernicus College jest pierwszą polską platformą MOOC (masowych otwartych kursów online), czyli darmowym serwisem umożliwiającym studiowanie przez Internet.” Poza nagranymi wykładami w oferowanych kursach odszukać można artykuły naukowe, e-podręczniki, fragmenty książek, literaturę uzupełniającą czy zestawy ćwiczeń i testów (jako materiały uzupełniające). Czyli wszystko to, co pozwala samodzielnie zdobywać wiedzę… bez wychodzenia z domu. Na razie zakres tematyczny oferowanych kursów jest ograniczony. Ale należy spodziewać się, że będzie ich coraz więcej. Jednym słowem edukacja rozproszona i z wykorzystaniem nowej technologii rozwija się i do nas dociera. Copernicus College jest projektem non-profit, wszystkie materiały dostępne są za darmo dla wszystkich zarejestrowanych użytkowników.

To nie tylko początek rewolucji w nauczaniu, to jej rozwój i upowszechnianie. W pewnym sensie jest to demokratyzacja dostępu do nauki (i wiedzy) na skalę, jakiej w historii jeszcze nie doświadczyliśmy. O edukacji on-line słyszeliśmy od dawna. Teraz nabiera ona znaczącego przyspieszenia i nowych kształtów. A czy jesteśmy organizacyjnie na nią gotowi? Edukacja trafia pod strzechy, daleko na prowincję i daleko do krajów biednych czy zaniedbanych, na każdym kontynencie. Dlaczego amerykańskie uczelnie wyłożyły tak dużo pieniędzy w kształcenie on-line? Najlepszym studentom z całego świata oferują kontynuację nauki u siebie, już całkowicie w realu. Odkrywają talenty i… proponuję zrobienie u siebie doktoratu. Odkrywają.. tak jak kiedyś złoża ropy naftowej, węgla czy złota.

Trzecia rewolucja technologiczna bazuje nie na surowcach czy konwencjonalnych źródłach energii, ale na kapitale ludzkim. Odnawialne źródła energii mogą być rozproszone, dostępne dla każdego. Nie trzeba więc koncentrować produkcji w jednym miejscu, blisko surowców i elektrowni. Podobnie decentralizuje społeczeństwo internet (współpraca możliwa niezależnie od miejsca przebywania). Teraz ten efekt decentralizacji i rozproszenia dociera do edukacji. Nic dziwnego, że szkoła musi się zmieniać.

Także i na Harvardzie czy MIT panuje przekonanie, że edukacja to nie tylko chodzenie na wykłady, ale też fizyczna obecność w zróżnicowanej grupie studentów, w tradycyjnym środowisku edukacyjnym uniwersytetu. Bo w kampusie uniwersyteckim ważna jest nie tylko biblioteka, wykłady, ale i kontakty międzyludzkie, dyskusje, inicjatywy i wszystko to co możemy nazwać transferem horyzontalnym wiedzy. Studenci uczą się bo są razem i uczą się w obecności wykładowców. Uniwersytet i szkoła to nie tylko miejsce i budynki lecz środowisko edukacyjne. Tak jak w ogrodzie stworzyć dobre warunki, nawozić, podlewać a rośliny same pięknie wyrosną.

Bezpośrednie kontakt studenta z innymi studentami i z nauczycielem akademickim (oraz biznesowym otoczeniem uniwersytetu) zawsze był ceniony i stanowił o wartości uniwersytetu. Bezpośredniego kontaktu nie zastąpi internet i wykłady on-line. Czemu więc amerykańskie, wiodące uczelnie, a teraz i w Polsce Copernicus College, decydują się na takie eksperymenty? Twórcy tych projektów zapewniają, że nauka na miejscu przetrwa niezależnie od rozwoju wykładów internetowych. A zatem to nie zamiast ale w uzupełnieniu. Taki swoisty „abgrejt” (upgrade).

Uniwersytet jako miejsce spotkań pozostanie, nauka odbywa cię przecież w sieci społecznej (konektywizm). Ale te spotkania mogą mieć zupełnie inny charakter, także z wyjazdami do małych miejscowości i z wykładami kierowanymi do zupełnie innego studenta, kształcącego się przez całe życie małymi porcjami (edukacja ustawiczna przez całe życie).

MOOC to eksperyment, nikt jeszcze nie, co z tego wyjdzie za kilka-kilkanaście lat. Ale jeśli chce się być w czołówce to trzeba eksperymentować i poszukiwać. W przeciwnym razie zrobią to inni i wyprzedzą we współczesnej gospodarce opartej na wiedzy. Osobiście nie czekam na to, co zrobi mój uniwersytet i jakie przyjdą rozporządzenia z ministerstwa. Eksperymentuję, uczę się. A na razie jadę z wykładem do kawiarni naukowej w małym miasteczku cittaslow.

Może eksperyment się nie przyjmie a ja zmarnuję czas (i opóźnię swoją karierę zawodową, stracę finansowo itd.). Raczej te formy nie zastąpią tradycyjnej nauki. Ale nie chcę być biernym widzem zmian, jakie dokonują się w świecie. Żeby być profesjonalistą nie wystarczy czytać książki. Trzeba samemu doświadczać. Wtedy te wyczytywane z książek treści rozumie się pełnij. To tak jak czytać książkę kucharską – jeśli niewiele się dań spróbowało, to trudno zrozumieć, o czym napisano w tej książce kucharskiej.

 

Strasznie słaba Wasza strona ....

sczachor

Co jakiś czas mailem lub przez Facebooka docierają do nie różne zapytania, np. o rekrutację, kierunki studiów itd. Pytają dalsi lub bliżsi znajomi a nawet nieznajomi (bo gdzieś przypadkiem mój adres znaleźli). Nie zawsze potrafię doradzić, bo sam się nie zawsze orientuję. Czasem przed odpowiedzią szukam na naszych stronach uczelnianych czy wydziałowych stosownych informacji. O słabości informacyjnej jak i promocyjnej stron www mówię w odpowiednich gremiach od lat. Raczej bez rezultatu. Więc już machnąłem ręką - nie jestem Don Kichotem. Założyłem blog wydziałowy i kierunkowy i staram się radzić sobie sam, tak jak potrafię... Przynajmniej w zakresie promocji. Odnosiłem wrażenie, że może tylko mi się coś w głowie przewraca (i oczekuję Bóg wie czego), że może wszystko jest ok.

Dzisiaj  było kolejne zapytanie o rekrutację. Akurat "nie jestem w temacie" więc odesłałem do strony głównej i wydziałowej (odpowiedniego wydziału). Taki dostałem komentarz: "Strasznie słaba Wasza strona jest pod względem informacyjnym (...) chodzi mi o strony wydziałów. Ciekawe czy jak napiszę maila na podany adres wydziału to ktoś mi odpisze?". Narzekamy na brak studentów, przymierzamy się od lat, aby przyjmować studentów zagranicznych. Ale czy są strony angielskojęzyczne? Proszę sobie sprawdzić. Owszem, jest tu i ówdzie dużo wodotrysków, ale bardziej urzędniczych niż funkcjonalnych dla użytkownika z zewnątrz. Jak cię widza, takie kandydaci podejmują decyzje...

W sumie to szkoda "strzępić język", bo i tak jest to wołanie na puszczy.... Co prawda w Warszawie powstała ciekawa firma i strona Science PR  z mottem "Komunikacja, która wspiera rozwój nauki". Ale czy środowisko akademickie i naukowe dojrzało już do takich decyzji by zajmować się public relations w pełni profesjonalni? Komunikacja wspiera rozwój nie tylko nauki ale i uniwersytetu. Ale po pierwsze trzeba na prawdę chcieć się komunikować, po drugie ewaluować i usprawniać kanały informacyjne, dostosowując do wygody odbiorcy.

Budujemy kolejne hotele dla dzikich pszczół w Kortowie

sczachor

11068271_10205838621958094_3419890893164511886_nUrodziny warto godnie uczcić. A skoro są urodziny uniwersytetu to i świętowanie musi być jakieś niezwykłe. Uniwersytet to wspólnota uczących i nauczanych – a więc zrobić coś razem. Przy okazji będzie to nauka przez działanie. Nie tylko opowiadanie na wykładach ale wspólne działanie. Były dyskusje przy malowaniu niepotrzebnych i wyrzuconych butelek oraz słoików, było malowanie dachówek, rozpoczęło się malowanie kamieni… to teraz pora na lepienie z gliny. I wcale nie garnków tylko hoteli dla samotnych pszczół. Coś w stylu domu samotnej, owadziej matki. A skoro przy pracy będą i naukowcy i studenci, to dyskusja może być ciekawa.

Międzywydziałowy kierunek dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze uruchomiony został w październiku 2014 r., gdy naukę rozpoczęli pierwsi studenci. Pierwszego czerwca, w dniu święta uniwersytetu warto przypomnieć współpracę Wydziału Humanistycznego oraz Wydziału Biologii i Biotechnologii (przy wsparciu innych wydziałów). Właśnie tego dnia odbędzie się akcja studentów kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze, Instytutu Filozofii (Wydział Humanistyczny), Wydziału Biologii i Biotechnologii, Katedry Pszczelnictwa (Wydział Bioinżynierii Zwierząt), Centrum Badań nad Dziedzictwem Kulturowym i Przyrodniczym UWM w Olsztynie i ludzi dobrych intencji. A tych ostatnich nie brakuje, np. leśnik Piotr Różański zobowiązał się dostarczyć kłodę próchniejącego drewna. Co ma próchniejący pień do hoteli dla pszczół? To także siedlisko dla ginących a pożytecznych owadów. W mocno zmienionym przed człowiek środowisku budujemy wyspy siedliskowe, umożliwiające rozwój wielu gatunkom owadów i innych bezkręgowców.

W Kortowie jest już kilka konstrukcji nazywanych hotelami dla pszczół samotnic. Niebawem mój licencjat zakończy prace dyplomową, dotycząca efektywności wykorzystania „hoteli” przez samotne pszczoły. Ale tym razem we współpracy archeologów, filozofów, biologów i entomologów powstaną konstrukcje gliniano-słomiano-drewniane, nawiązujące do dawnej architektury i do historii regionu. Będzie dużo gliny, więc dodatkowe siedlisko dla nieco innych gatunków owadów.

Mocno zaakcentowany będzie interdyscyplinarny dialog humanistów i przyrodników. Na przykład próbujemy nawiązać do dawnych Prusów. Uczymy się dodatkowo starych technologii obróbki gliny. Jak już się nauczymy to z przyjemnością zorganizujemy podobne akcje – edukacyjne pikniki w różnych miejscach naszego regionu. Działania prospołeczne w połączeniu z nietypowa edukacją.

W czasie zabawy połączonej z pracą w glinie i słomie (ci, którzy zechcą pomóc, najlepiej gdy przyjdą w krótkich spodenkach) można będzie porozmawiać z filozofami, archeologami, biologami, entomologami, ekologami. Uczone rozmowy przy lepieniu z gliny. A prz wyrabianiu gliny peeling dla stóp.  Można dołączyć, zapraszam. 1 czerwca 2015 w godzinach 10:00 - 15:00, w Kortowie, przed Biblioteką Główną UWM.

 11168157_10205856968496746_4847414278391900767_n

A tak wyglądają naturalne, gliniaste skarpy na brzegu rzeki naturalnie płynącej (erozja nieuregulowanej rzeki). Tyle, że takich siedlisk prawie już nie ma. Za sprawą człowieka i jego zapędu do betonowania, prostowania, regulowania itd. To gdzie te biedne owady mają odchować potomstwo? Nasze gliniane hotele będą namiastką takich właśnie siedlisk. Utraconych siedlisk.

Dodatkowe informacje:

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci