Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

studenci

Ocenianie studentów

sczachor

Jak oceniać? Czy powiedział wszystko (co ja uważam za ważne*) czy też powiedział z sensem?

To pierwsze to nacisk na przerost wiedzy pamięciowej nad wiedzą funkcjonalną. Jest samochód, składa się z takich a takich części… ale czy jest sprawny, czy jeździ, czy jest wygodny? A w końcu czy potrafisz kierować samochodem? Co ci z wiedzy o śrubkach jak nie potrafisz uruchomić i pojechać? Fakt, bez wiedzy o śrubkach nie pojedziesz, nie poradzisz sobie w kłopocie i sytuacji niestandardowej.

Systemem oceniania nakłaniamy studentów do takiego lub innego modelu uczenia się i traktowanie jednych rzeczy za ważne, innych za mniej ważne.

Ja mam ciągle kłopoty z ocenianiem i ciągle mam wątpliwości. Nie jest to przyjemna czynność - oceniać innych - bo wiąże się z odpowiedzialnością...

* a skąd pewność, że moja wiedza jest wzorcem i najwłaściwszym punktem odniesienia? Wiem wszystko i najlepiej?

Finansjalizacja czyli czym się różni wartość rzeczy od ceny

sczachor

Są rzeczy ważne i mniej ważne. "Nie ucz dziecka jak być bogatym. Naucz go jak być szcześliwym, a będzie znało wartość różnych rzeczy, a nie ich cenę."

Uniwersytety - moim zdaniem - to nie tylko miejsce kształcenia zawodowego. Przede wszystkim to miejsce, gdzie powinniśmy uczyć studentów jak być szczęśliwymi. Do szczęścia potrzebne jest rozumenia świata wokół nas. A do rozumienia potrzebna wiedza.

Finansjalizacja, to postępująca zamiana relacji na transakcje (mylenie wartości rzeczy z inch cena). „Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza - mediaworkera, z naukowca - dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.” Więcej...

Jacek Żakowski

NEETs po studiach i rola wolontariatu

sczachor

NEETs (od angielskiech słów not in employment, education and training – nie pracują, nie kształcą się, nie dokształcają) jako zjawisko społeczne trafili do statystyk w roli indykatora poziomu życia i stanu społeczeństwa oraz gospodarki. Do bycia NEET predysponuje kilka czynników, m.in. słabe wykształcenie. Ale w wielu krajach pokolenie "nic" to również absolwenci uczelni wyższych: licencjaci i magistrowie. Wniosek z tego taki, że nie każdy dyplom to wykształcenie i że część uczelni i kierunków daje tylko produkt wyszktałceniopodobny...

Do innych czynników spychających w NEETs należy zamieszkanie na źle skomunikowanej prowincji, bycie imigrantem, niepełnosprawność, bycie dzieckiem bezrobotnych lub rozwiedzionych. Trudniej w takim środowisku się odnaleźć i odszukać swój sens życia. Bo pokolenie "nic" to nie tylko bezrobocie ale i swoista alienacja i brak perspektyw, apatia i brak motywacji.

Kolejnym ważnym czynnikiem spychającym w NETTs są ewentualne trudności w znalezieniu pierwszej pracy. Absolwenci z dyplomem pytani są o doświadczenie. A kiedy mieli zdobyć doświadczenie zawodowe, gdy się uczyli? Nierozwiązywalna kwadratura koła? Bynajmniej. Można zdobywać doświadczenie chociażby poprzez wolontariat. Na uniwersytecie koniecznie trzeba robić więcej niż tylko chodzić na zajęcia i pilnie odrabiać lekcje. Być może ważniejsza jest aktywność w klubach, zespołach muzycznych, kołach naukowych, dorabianie w barach i pracach dorywczych, udział w akcjach charytatywnych itd.

Ale zanim dojdę do przedświątecznych konkluzji jeszcze jedna refleksja i jeden obrazek. Wiele ciekawych reform padło bo... zabrakło przekonywania. Mówiono co należy zrobić, jak i kiedy.... ale nie dlaczego. Zabrakło stylu śp. ministra Jacka Kuronia. Podobnie w wielu przedsiębiorstwach: wydawanie poleceń i słabe rezultaty (nawet mobbing). Przyczynę tej niefunkcjonalności uświadomiłem sobie wczoraj, w rozmowie z panią poseł Beatą Bublewicz. Jako socjolog i bystry obserwator rzeczywistości naprowadziła mnie na małe "odkrycie" (w wartościowej dyskusji tworzy się rzeczy nowe, swoistą "wartość dodaną"). Otóż ogromnej liczbie ludzi brakuje doświadczenia wolontariatu i pracy społecznej. Wolontariusza nie można zmusić rozkazem ani służbowym poleceniem pod groźbą zabrania premii. Wolontariusza trzeba przekonać. Inaczej pójdzie sobie do domu... Pracodawca powinien umieć przekonywać, pokazywać cele i uzasadnianie. Ludzie potrzebują sensu do działania.

Tak więc doświadczenie zdobyte w wolontariacie jest niezwykle przydatne w życiu zawodowym. Uczy przekonywania ludzi i bardziej efektywnego zarządzania czy to małym przedsiębiorstwem czy dużymi reformami. Na dodatek daje doświadczenie zawodowe.

W tym sensie uczelnie powinny nie tylko namawiać do wolontariatu ale i tworzyć odpowiednie warunki. Nie zamęczać zbyt napiętym planem zajęć obowiązkowych. Musimy dać sposobność i czas naszym studentom na własny rozwój, na pracę w wolontariacie, na rozwijanie swoich zainteresowań, na swobodne poszukiwanie. Tylko wtedy będzie to dobre wykształcenie, gwarantujące nabycie ważnych (i niezbędnych!) kompetencji społecznych.

Dawne dziedziczenie zawodów zachowało się tylko w klasie kreatywnej: wśród lekarzy, prawników, naukowców, artystów. Czy nasz uniwersytet kształci przyszłe elity - klasę kreatywną? To pytanie warto sobie stawiać nieustannie. Bo jest to w gruncie rzeczy pytanie o jakość kształcenia i ewentualne zasilanie pokolenia NEETs.

Studencie, idą święta, pomóż innym ... i sobie :). Jest na pewno okazja włączyć się do licznych akcji charytatywnych, kulturalnych, społecznych itd.

Wołanie absolwentów z puszczy

sczachor

Porozjeżdzali się absolwenci po świecie, po miastach, wioskach i puszczach, i teraz czasem listy piszą. A jakże, elektroniczne i to z dzikiej puszczy: "założyłam blog. Całe dwa dni temu. jeszcze nie umiem go dobrze obsłużyć ale ... ". Rzeczony blog pisany jest ze środka Puszczy Kampinoskiej: http://mojapuszcza.blog.pl/

Byłem, widziałem, potwierdzam: zaskoczenie totalne. Tuż przy wielkiej Warszawie całkiem dzika i niedoceniana (nieodkryta) przyroda. Jakby zatrzymanie w czasie. Do tej pory były to badania drobne (z mojej strony), w odniesieniu do chruścików i innych owadów wodnych. I oczywiście za sprawą absolwentów, którzy tam - w puszczy - osiedli i gościnie zapraszają. Kolejni studenci i absowlenci pojechali na staże. Tak oto absolwenci, tęskniąc za Warmią i Mazurami, w puszczę "swojaków" ciagną. Mazowiecka puszczę.

List brzmi jak ponaglenie, aby wyniki badań nad chruścikami Puszczy Kampinoskiej wreszcie opublikować.... Zatem wpisuję do kolejki zadań pilnych i ważnych.

A Warmiaczkę w dalekiej puszczy pozdrawiam ciepło i nerwikowo.

Tiramisu, transplantacja i Tydzień Otwartej Edukacji

sczachor

W poniedziałek rano, o 8.45 rozpoczęło się seminarium licencjackie ze studentami biotechnologii. Była kawa i tiramisu. I tak rozpoczęliśmy Tydzień Otwartej Edukacji. Co ma do tego ciasto, herbata i kawa? Sporo, ale po kolei.

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej można przeczytać o apelu noblistów, aby Unia Europejska nie oszczędzała na nauce: "Wiedza nie zna granic, ryzykujemy utratę pokolenia utalentowanych naukowców w momencie, gdy Europa potrzebuje ich najbardziej." A wcześniej z wielu źródeł płynęły sygnały, że otwarta nauka i łatwy dostęp do wiedzy naukowej sprzyja kreatywności i innowacyjności gospodarczej. Zbyt restrykcyjne prawo autorskie może być hamulcem (a przede wszystkim nieznajomość tego prawa). Ale nawet w obrębie obowiązujących przepisów wiele można zrobić w ramach upowszechniania wiedzy. Nowoczesne technologie i internet ułatwiają to zadanie. Ale trzeba je praktycznie poznać, a nie tylko czytać o nich w gazetach lub słuchać na wykładzie. Od samego czytania książki kucharskiej nikt jeszcze kucharzem nie został. Trzeba spróbować, nawet jeśli na początku nawet woda się przypala :).

Dostęp do wiedzy demokratyzuje się i otwiera na niespotykaną dotąd skalę. Możemy być w tym aktywni. Nowoczesne technologie komunikacji sprzyjają wzrostowi wydajności oraz innowacyjności naukowej. Czy kawa i ciasto na tradycyjnym seminarium akademickim jest objawem innowacyjności? W pewnym sensie tak, bo jest to przełamywanie utartych schematów i rutyny "klasowo-lekcyjnej". Uczenie się nie musi być męczarnią. W poniedziałek rano wielu studentów przychodzi na zajęcia bez śniadania, a zaplecze socjalne jest jeszcze mizerne. Udostępnienie studentom czajnika elektrycznego nie jest wielkim wyczynem.... Zdobywanie wiedzy może być przyjemnością. A skromny poczęstunek jest próbą zbliżania do prawdziwych spotkań naukowych. Przerwa kawowa jest tam standardem. Tworzenie przyjaznej przestrzeni do dyskusji jest ważną umiejętnością i kompetencją społeczną. Ważną, nawet dla biotechnologów. Studenci uczą się więc "do rzeczwistości" a nie sztucznego, nieprawdziwego świata, gdzie udaje się przed sobą zainteresowanie...

Ruch otwartej nauki rozwija się (dlaczego miałby omijać Olsztyn i Wydział Biologii i Biotechnologii?). W szerszym kontekście nazywany jest ruchem na rzecz wolnej kultury. Wiedza i kultura traktowane są jako dobro wspólne i powinniśmy zapewniać możliwie szeroki i swobodny dostęp do treści wszelkiego rodzaju. Najczęściej studenci biorą w tym udział jako bierni odbiorcy... Ale mogą też aktywnie upowszechniać wiedzę. Dzielić się swoją fascynacją i radością odkrywania tajemnic świata (mniej lub bardziej molekularnego).

Na poniedziałkowym seminarium student biotechnologii wygłosił referat pt. "Transplantacja narządów wyzwaniem dla biotechnologii". W seminarium uczestniczyli nie tylko studenci "z grupy", ale i z innych grup oraz z innych wydziałów. To pierwszy krok ku upowszechnianiu wiedzy i ku autentycznym dyskusjom (na prawdę a nie tylko "na zaliczenie"). Zaczynamy w ramach seminarium licencjackiego... ale w planach są wystąpienia studentów, upowszechniające odkrycia biotechnologiczne, także poza murami uniwersytetu. I myślę, że nie tylko w formie referatów w liceach czy nawet w olsztyńskiej kawiarni naukowej, ale i w formie internetowej. Możliwości jest wiele. Wspólnie poszukamy.

Idea otwartej nauki (zdobywania wiedzy, poznawania świata) obejmuje różne projekty promujące otwarte modele komunikacji naukowej, wykraczającej poza wąskie ramy jednej dyscypliny czy jednego kraju. Dlaczego z innowacyjnością czekać do dyplomu i do opuszczenia murów uniwersytetu? Dlaczego nie zaczynać od zaraz?

A co z tym tiramisu? Upieczone zespołowo. Uczenia się pracy zespołowej można zacząć od pieczenia ciasta i zmywania naczyń. Potem można przygotowywać małe projekty, związane z otwartą edukacją, a potem.... zakładać własne biotechnologiczne przedsiębiorstwa. Nawet i "w garażu". Naszym bogactwem jest kapitał ludzki. O wiele cennniejszym nawet niż gaz łupkowy. Byleby nam ten kapitał się zbytnio nie ulatniał za granicę :).

Tydzień Otwartej Nauki jest dobrym pretekstem, aby uczynić kolejny, niewielki krok. To nic, że niewielki kroczek, ważne, że w dobrym kierunku!

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci