Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

studenci

Dlaczego studenci nie ściągali, chociaż mogli?

sczachor

sciagiStudentem byłem dawno, teraz jestem po drugiej stronie katedry. Ale dzięki własnym dzieciom i dzieciom znajomych możemy czasem zobaczyć studencki punkt widzenia. I taki studencki punkt widzenia mocno mnie ostatnio zaskoczył. Działo się to na trudnym kolokwium czy jakimś egzaminie. W pewnym momencie wykładowca wyszedł z sali. Studenci zostali sami. I nikt nie ściągał, chociaż było to możliwe. Wbrew obiegowym stereotypom o młodzieży. Czy ta młodzież była wyjątkowa i nietypowa?

Dlaczego nie ściągali, chociaż mogli? Najwyraźniej chcieli sprawdzić co rzeczywiście potrafią, co zapamiętali (uczyli się dla siebie nie dla ocen, więc po co samego siebie oszukiwać i lukrować rzeczywistość?). Bardzo dojrzała postawa. Nie żaden wyścig szczurów, oszukiwanie i walka o dyplomy, oceny itd. Być może takich dojrzałych studentów jest więcej niż myślimy.

Ale wróćmy do sytuacji opisywanej. Co sprawiło, że byli dojrzałymi ludźmi? Czy to uczelnia (akurat Uniwersytet Warszawski), wydział, kierunek tworzy dobre warunki do rozwoju osobowości i nabierania mądrych postaw życiowych? A może specyficzny kierunek studiów sprawił, że przyszli sami mądrzy i dobrze ukształtowani? Na ile wynika więc z klimatu uczelni a na ile ukształtowanych charakterów w domu rodzinnym?

Dla mnie pytanie zasadnicze: jak tworzyć taki klimat do dobrego rozwoju młodych ludzi? Ile drobne kanty, plagiaty, oszukiwania samych wykładowców tworzą klimat demoralizujący i kształtujący przyzwolenie do ściągania (wyścigu szczurów wszelkimi metodami)? Zły przykład demoralizuje, a studenci więcej widzą i rozumieją, niż nam się wydaje (podobno najbardziej demoralizują szczytne ideały, słowa poparte złym przykładem). Pamiętam to z czasów studenckich...

No cóż, chciałbym mieć takich studentów. A może mam? Dobro się nie afiszuje. To oszukujący "kujoni" są widoczni i uwierający ze swoim cwaniactwem i kombinowaniem (potem zapewne zostaje, nawet u posłów z lewymi delegacjami na samochód). Porządni i solidni są mniej widoczni... bo wydają się czymś normalnym i nie zwracamy na to uwagi?

I jak tworzyć na uczelni warunki do rozwoju dobrych cech charakteru? Przecież nie samymi informacjami absolwent potem żyje. Kompetencje społeczne też są ważne. Pytanie dobre na adwent :).

ps. Na zdjęciu ściągi z mojej uczelni, leżały na parapecie... Z całą pewnością nie byli to moi studenci (treść ściąg na to wskazuje). Ale przecież to tylko mały wycinek rzeczywistości.

Dlaczego chruściki są potrzebne światu?

sczachor

10606184_10204152473445435_1053726848173522273_nNa zaproszenie pani Ewy Romanow-Pękal z kwidzyńskiego Stowarzyszenia Eko-Inicjatywa (www.ekokwidzyn.pl) uczestniczyłem w spotkaniu edukatorów, którzy pracują nad publikacją - zbiorem scenariuszy zajęć z zakresu szeroko pojętej edukacji ekologicznej. Szukali osoby, która zainspirowałaby edukatorów do innowacyjnego, niestandardowego i twórczego spojrzenia na edukację przyrodniczą/ekologiczną. Wstępnie pani Ewa Romanow-Pękal zaproponowała mi wykład oraz zajęcia warsztatowe pt. Dlaczego chruściki są potrzebne światu? Spodobało mi się takie prowokacyjne podejście i z radością podjąłem się tego wyzwania. I przypmniały mi się refleksje z sierpniowej konferencji w Centrum Nauki Kopernik "Pokazać - Przekazać" oraz dyskusji panelowej „Naukowa podróż – czyli o przenikaniu przez ściany klas”.

Spotkanie odbyło się w uroczym w Młynie Klekotki, niedaleko Morąga. Ale najpierw kilka słów ogólnego wprowadzenia. Redukcjonizm i fragmentacja wiedzy zaowocowały ogromnym postępem cywilizacyjnym, ale i wielością coraz bardziej szczegółowych i wąskich dyscyplin (rosnąca specjalizacja: biologia, zoologia, entomologia, trichopterologia). W szkole wydzielono osobne przedmioty. Ale pojawia się problem jak integrować tę poszufladkowaną wiedzę. Od dawna środowiska nauczycielskie wskazują na niedomagania syntezy i ponownego składania w całość. Bo świat wokół nas jest spójną całością (mechanizmem).

A skoro świat jest spójną całością, to można za pomocą chruścików opowiedzieć o całym świecie i prawach przyrody. Dlatego chruściki są potrzebne światu. Ale ta grupa owadów wodnych jest tylko przykładem. Równie dobrze można to zrobić za pomocą dowolnej grupy organizmów czy zjawisk przyrodniczych. Nauka jest jak hologram, w każdym okruchu widać całość, choć niewyraźnie. Im więcej tych kawałków, tym wyraźniejszy obraz całości. Edukacja to mnożenie doświadczeń i przykładów by coraz wyraźniej i pełniej widzieć obraz całości. Spotkanie w Młynie Klekotki było bardzo inspirujące dla mnie, wydobyło wcześniejsze refleksje i przemyślenia oraz dostarczyło nowych pomysłów. Odświeżyłem ponadto znajomość języka rosyjskiego. I poznałem urokliwe miejsce.

W dyskusji sporo miejsca poświęciłem edukacji pozaformalnej. Być może różnego typu centra nauki, zielone szkoły oraz przewoźne eksperymentatoria będą sensownym i systemowym wsparciem powszechnej edukacji. Przynajmniej w odniesieniu do nauk przyrodniczych. Ale wróćmy do dnia codziennego w oświacie. Ostatnia reforma jest jedną z prób wychodzenia z przerostu analizy nad syntezą wiedzy: wydzielono w ramach gimnazjum przyrodę, integrującą dziedziny nauk ścisłych (chemię, fizykę, biologię, geografię). Niemniej nauczyciele mocno podkreślają niezadowolenie z braku korelacji międzyprzedmiotowej. U polskich uczniów wiedza jest mocno poszufladkowana i nie rzadkie jest zdziwienie ucznia, że te same pojęcia, zjawiska opisywane są przez fizykę i chemię lub biologię. To poszufladkowanie wiedzy widoczne jest także na uniwersytetach. Tę specjalizację widać także w sposobie uczenia przyrody (gimnazjum), bo łatwo poznać po wiedzy ucznia (zasób informacji i sposób myślenia), czy ten przedmiot nauczał geograf, biolog, fizyk czy chemik. Tak mówią nauczyciele. I chyba wiedzą co mówią. Jest to bezwład przeszłości, bo na studiach ci nauczyciele studiowali bądź fizykę, bądź chemię, biologię bądź geografię. Nawet po wielu latach trudno im jest odejść od dyscyplinowego poszufladkowania wiedzy (pomijając niesymetryczność posiadanej wiedzy i konieczność uzupełniania). W czasie spotkania w Klekotkach wielokrotnie padały postulaty by wprowadzić obowiązkowe kształcenie ekologczne dla studentów innych kierunków. Bo potem absowlenci wchodzą na rynek pracy i nie bardzo rozumieją zależności w przyrodzie: projektują niefunkcjonalne drogi i miasta, projektują złe urządzenia. 

Nauczyciele wyedukowani w starym systemie muszą inaczej kształcić swoich uczniów. I to jest swoista bariera a przynajmniej trudność. Na domiar złego zrezygnowano z kształcenia nauczycielskiego – nie ma już kierunków pedagogicznych na biologii, fizyce, chemii – są tylko kursy pedagogiczne dla chętnych (na dodatek odpłatne). Instytucjonalnie nie przykładamy wagi do kształcenia kadr nauczycielskich. Wydaje się, że każdy może być nauczycielem. Skutki widać w przeciętnej szkole, powszechnym narzekaniu i nieufności co do systemu edukacji. W Warszawie i inych dużych miastach wyrazem tej nieufności jest rozwój nauczania domowego (tak jak dawniej, z udziałem guwernantek). Na dodatek nauczyciele są coraz bardziej ubezwłasnowolnieni, niesamodzielni – mają tylko realizować odgórny program i podręczniki. Jak robotnik przy taśmie fabrycznej. Ale tak to można tylko uczyć wiadomości nie zaś rozumienia. Przekazujemy naukę jako produkt a nie proces. A powinno byc odwrotnie.

Trudność w szybkiej syntezie zaobserwować można na wszelkich konferencjach naukowych czy dyskusjach panelowych: dobrze analizujemy (czepiamy się szczegółów), słabiej syntetyzujemy czy uogólniamy, słabiej znajdujemy ogólne podobieństwa między jednostokowymi zjawiskami, informacjami. Nie potrafimy znaleźć wspolnych elementów i zawzięcie się kłócimy, obstając przy swoich koncepcjach i nie potrafimy znaleźć kompromisu. Przy braku czasu na uporządkowanie i przemyślenie pojawiają się kłopoty z szybkim podsumowaniem dyskusji w grupach, zarówno z utrzymaniem czasu wyznaczonego na relację i podsumowanie jak i samodyscypliny w klarownym myśleniu. Zamiast podsumowania tego, co się rzeczywiście wydarzyło, paneliści wygłaszają z góry i wcześniej przygotowane mądre myśli. Bo boją się, że nie potrafią dokonać syntezy. A żeby ładnie i mądrze wyglądało, to się wcześniej przygotowują. Przynoszą gotowce… tak jak uczeń na klasówkę.

Jest to dobre zilustrowanie problemu, z jakim szkoła musi się zmierzyć. Przecież dyskutanci (nauczyciele, edukatorzy, naukowcy itd.) wyrośli w starym systemie, nastawionym głównie na analizę i redukcjonizm, w systemie klasowo-lekcyjnym. Na dodatek w systemie korporacyjnej rywalizacji i uczenia się dla ocen. Często z podsumowaniami lepiej radzą sobie popularyzatorzy niż rasowi naukowcy. Kompetencje, nabyte w pracy we współczesnych mediach, okazują się bardzo przydatne do szybkiej i czasowo poprawnej syntezy dyskusji w grupie (zwłaszcza, gdy któś pracuje w radiu lub telewizji i przyzwyczajony jest do bezwzględnego rygoru czasowego). Wskazuje to na potrzebę integrowania różnych kompetencji, nie tylko integrowanie różnych dziedzin nauk ścisłych (fizyka, matematyka, biologia, chemia, geografia) ale także integrowania kompetencji twardych (wiedza faktograficzna) z umiejętnościami komunikacji i pracy zespołowej (kompetencje miękkie). Nawet wśród naukowców widoczne są braki w umiejętności adekwatnej do sytuacji i odbiorców komunikacji. Potrafią zazwyczaj operować jedynie swoim, żargonowym językiem, adresowanym do innych specjalistów tej samej dyscypliny naukowej.

10703663_10204152503766193_1749510943906405715_nMetoda projektu częściej stosowana w praktyce szkolnej (ale i na uniwersytecie!) wydaje się dobrym narzędziem w przedmiotach przyrodniczych, niejako jest naturalna dla tych dziedzin (obserwacja i eksperyment, wdrażanie do nauki jako procesu poznawczego). Metoda projektu (w świecie akademickim jest modna pod nazwą PBL) może dobrze integrować także i inne kompetencje poprzez ćwiczenie „opowiadania, relacjonowania” różnym odbiorcom. Nie tylko rozwiązywanie testów (w tym testów kompetencyjnych), czy pisanie prac klasowych, ale także pisanie raportów, sprawozdań, wystąpienia ustne, blogi itd. – czyli różne formy komunikacji w nowych mediach (w tym formy krótkie, wymagające zwięzłych podsumować i krótkich komunikatów), ze zróżnicowanym odbiorcą a nie tylko nauczycielem (oceniającym sędzią). Blogi i relacje na mini konferencjach czy piknikach naukowych, olimpiadach, konkursach mogą takie kompetencje skutecznie rozwijać. Wystarczy tylko tworzyć sprzyjające okoliczności.

Korzystając z szerokiego, pozauniwersyteckiego doświadczenia staram się coraz mocniej wdrażać swoich studentów do tych „dziwacznych” form wypowiedzi: krótkie eseje na blogu, Facebooku, opracowanie notatki prasowej jako uzupełnienie standardowych raportów (sprawozdań) z ćwiczeń itd. Bo wiem, że jest to niezwykle potrzebne. W czasopismach branżowych a nawet naukowych coraz więcej jest np. infografik. Chciałbym, aby moi studenci potrafili posługiwać się także i takimi formami wypowiedzi, zwłaszcza wypowiedzi syntetycznych. Nie ma więc pytania czy integrować ale jak integrować... pofragmentowaną i izolowaną w mentalnych szufladach wiedzę. I nie tylko raz, ale i wielokrotnie: spirala nieustannych procesów od ogółu do szczegółu (analiza) i od szczegółu do ogółu (synteza). Na każdym poziomie kształcenia. Mimo różnych niedostatków systemowych i ograniczeń w danej szkole, zawsze jest jakaś możliwość integrowania. Nie trzeba więc czekać na rewolucje i dekonstrucje obecnego systemu, można działać od zaraz w konkretnym miejscu. Tu i teraz. W szkolnej edukacji integrowanie wiedzy powinno następować wielokrotnie, jak wchodzenie po spiralnych schodach, coraz wyżej, ale ciągle pozornie pojawianie się w tym samym miejscu (ale zawsze coraz wyżej). To nie jest ta sama analiza (bo coraz dokładniej) ani ta sama synteza. Wiedza nie jest sumą informacji ale ma postać całościowego, spójnego, koherentnego systemu. Edukacja polega między innymi na kolejnych dezintegracjach pozytywnych – rearanżacji i budowaniu nowego systemu wiedzy (indywidualnego) z wykorzystaniem starych faktów i informacji, ale w nieco innych relacjach i konfiguracjach.

Proces ważniejszy jest niż produkt. Tak jak wędka (i umiejętność łowienia) zamiast ryby. Dlatego wpis ten ukazuje się w tym samym czasie, gdy mam wykład dla studentów biotechnologii. Pisanie na blogu traktuję także jako mniwykłady w ramach edukacji pozaformalnej. 

Więcej zdjęć z Młynu Klekotki i warsztatów dla edukatorów.

P.s. A dlaczego chruściki potrzebne są światu? By poznać i zrozumieć otaczającą nas przyrodę ... i siebie samych, by się zachwycać pięknem natury i by o tym opowiadać.

Mądrość jest jak ubranie

sczachor

969331_10200735206535898_728700720_n1

Mądrość jest jak ubranie. Można je zakładać wielokrotnie.

Ćwiczenie w krótkich formach wypowiedzi jest jednym ze sposobów uczenia się myślenia syntetycznego, uogólniania. Szkoła uczy nas dobrze analizy, dzielenia na "niepodzielne" atomy (części) i poznawanie tych części. Gorzej jest z ponowną syntezą, uogólnianiem, poszukiwaniem analogii i podobieństw między wieloma zjawiskami czy elementami. W rezultacie wiedza jest mocno poszufladkowana, pofragmentowana i bardziej jest zbiorem wiadomości niż spójnych systemem.

Przysłowia są krótkimi formami, swoistą syntezą. Dlatego pozwoliłem sobie jedno z nich przytoczyć. Dlaczego ilustracją są kredki na trawie (epizod z pleneru malarskiego)? Rozwój umiejętności artystycznych bardzo sprzyja myśleniu. Zauważono na przykład, że dzieci, które śpiewają lepiej radzą sobie z geometrią. Zresztą związek talentów muzycznych i matematycznych dostrzeżono już dawno. U progu nowego roku szkolnego warto pomyśleć o wszechstronnym rozwoju. O tym, żeby cały mózg pracował, a nie tylko jego fragmenty. 

Żeby móc ubranie zakładać wielokrotnie, trzeba o nie dbać, także o czystość (estetykę). I wiedzieć, gdzie wsi w szafie. Jeśli wiedza indywidulna jest spójnym systemem (ciągle przebudowywanym, rearanżowanych w pozytywnych dezintegracjach), to poszczególne wiadomości i fakty łatwo w głowie odnaleźć lub... samodzielnie wykreować. Jeśli się rozumie zjawisko, to można wywnioskować wiele faktów, tak jak wyprowadzić wiele równań fizycznych czy matematycznych (gdy się rozumie). Mądrość można wykorzystywać wielokrotnie jeśli jest dobrze "poukładana"w głowie, jeśli wiedza jest spójnym systemem a nie odklepywaniem zapamiętanych faktów.

Formatowanie studentów do bezmyślnej odtwórczości

sczachor

"Moi studenci w ciągu roku muszą napisać kilka tekstów - komentarzy do lektur. Takie ćwiczenia mają ich nauczyć unikania prostych błędów, są przygotowaniem do pracy rocznej. W ubiegłym roku w pierwszych miesiącach zajęć dostałam same teksty odtwórcze, streszczenia. Odsyłałam je i prosiłam o komentarz. Dopiero po jakimś czasie przyszła do mnie delegacja studentów z pytaniem, czy oni naprawdę w swoich pracach mogą napisać to, co myślą. Po tych wszystkich testach, rozwiązywaniu zadań pod klucz, obecnej maturze nie wierzyli w to, że ktoś naprawdę jest zainteresowany ich zdaniem na temat jakiejś lektury. Zetknęłam się z czymś takim po raz pierwszy, ale obawiam się, że następne roczniki będą tresowane w szkole w podobny sposób. Współczułam im, szkoła formatuje uczniów pod klucz i zabrania formułowania własnego zdania." Cały tekst

Ale takie formatowanie odbywa się nie tylko w szkołe lecz i na uczelniach. I to nie tylko teraz. Dawniej też tak było. Teraz może tylko bardziej razi, jako mocno nieadekwatne do rzeczywistości...

Pracy po tym faktycznie nikt nie znajdzie ?

sczachor

W dyskusjach o szansach na pracę dla absolwentów często pojawiają się różne opinie po jakich kierunkach praca jest a po jakich nie ma. Wiele w tym mitów. Bo nie ważne gdzie studiujesz, ważne kogo spotykasz. I ważne to, czy wiesz czego w życiu chcesz.

Powyższy komiksowy rysunek jest dobrą ilustracją. Samo pójście na "dobrą" uczelnię i "dobry" kierunek niczego nie gwarantuje. Samo się nie zrobi, trzeba popracować, poszukać. Samemu zadbać o swój rozwój.

Można konia przyprowadzić do wodopoju ale nie można zmusić go, by pił.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci