Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

varia

O soku z leśnych tulipanów i soku kapilarowym

sczachor

13152846_1020502474663940_1556861764_nCzłowieka stworzyła ciekawość poznawcza i gotowanie. Dzięki obróbce termicznej różnych pokarmów Homo sapiens zdobył nowe siedliska i nowe kontynenty, wygrał w konkurencji z innymi gatunkami i przetrwał niekorzystne warunki. Zaciekawionych tym tematem odsyłam do książki Richarda Wranghama „Walka i ogień - jak gotowanie stworzyło człowieka”. Ciekawość poznawcza, obserwacje świata w najbliższym otoczeniu oraz eksperymenty przez tysiąclecia budowały wiedzę ludzką i… tradycję kulinarną. Zarówno zmiany klimatyczne jak i wędrówki ludzi powodowały spotkania z nową przyrodą. Nie wszystko da się zjeść ze względu na trujące substancje. Ale sposoby gotowania, kiszenia, i przetwarzania nawet z niejadalnego tworzyły wartościowy pokarm. Jak i lekarstwa na różne dolegliwości.

Człowiek obserwował zwierzęta - to co jedzą i czego unikają (pierwowzór królika doświadczalnego). I eksperymentował na sobie. Dziedzictwo kulinarne i medyczne to tysiące udanych i nieudanych prób. Bezimienni bohaterowie ponieśli różną ofiarę, od niestrawności, złego samopoczucia aż do śmierci.

Eksperymentowaliśmy i udamawialiśmy kolejne gatunki roślin i zwierząt. O wielu już zapomnieliśmy. A teraz na powrót odtwarzamy dawne dziedzictwo kulinarne i medyczne, udoskonalając przepisy i odmiany uprawianych roślin. Mnie od jakiegoś czasu intrygują leśne tulipany. A to za sprawą notatki sporządzonej przez kucharza w Drogoszach: „zerwij leśne tulipany skoro tylko się pojawią, zalej je wrzątkiem, odstaw na 36 godzin, po czym wyciśnij z nich sok. Weź trzy kwaterki miodu, gotuj tak długo, aż się wyklaruje, odszumuj. Wlej do tak przygotowanego miodu cztery lub pięć kwaterek soku, dobrze zagotuj, ostudź.”

Pierwszą niespodzianką było to, że rośliny te ciągle u nas występują (zobacz informacje 1, 2,). Najnowsza informacja dotyczy Kocka k. Lubartowa z południowo-wschodniej Polski. Tulipany rosną dziko na terenie parku przylegającego do tamtejszego pałacu (fot. Agnieszka Szelech, nadesłała Edyta Wyrembska).

Drugą niespodzianką jest fakt, że w tulipanach stwierdzono tulipinę, trujący alkaloid. Zanotowano przypadki zatruć zwierząt gospodarskich, które zjadły tulipana ogrodowego (Tulipa gesneriana). Natomiast lekarze podkreślają, że tulipina, zawarta w tulipanach ogrodowych „działa toksycznie na rdzeń przedłużony oraz zakończenia nerwów czuciowych a także pobudzająco na wydzielanie gruczołów, podobnie jak akonityna. Poza tym wywołuje ciężkie uszkodzenia serca. Zatrucia mogą się zdarzyć wskutek pomylenia cebulek tulipana z cebulą jadalną (cebule tulipanów mają jednak inny kształt, zwykle są mniejsze i nie mają charakterystycznego zapachu cebuli). Możliwe są także przypadki zjadania kwiatów przez dzieci.”

Do czego więc drogoszowskiemu kucharzowi z czasów Prus Wschodnich potrzebny by ten sok z leśnych tulipanów (w zasadzie miodowy syrop)? Jako lekarstwo, trucizna czy aromatyczny dodatek do jakichś dań? Trucizny roślinne wykorzystywane były od dawna, np. akonityna w okresie renesansu była często stosowaną trucizną i zyskała miano arszeniku roślinnego. Gdyby jednak miała to być trucizna, to kucharz nie robiłby zapisków w księgach rachunkowych - bo łatwo byłoby znaleźć sprawcę. Pozostaje lekarstwo albo dodatek do dań.

W starych księgach kucharskich, z XIX wieku, można znaleźć przepisy na syropy z wiśni, malin - co nas nie dziwi, ale i syropy kwiatowe z róży, fiołków, jaśminu, przyrządzane na bazie cukru (ale wcześniej może miód był głównym „dosładzaczem”?). Syropy kwiatowe zachowywały zapach i smak. W tamtych czasach nie znano syntetycznych barwników czy aromatów, tak obficie obecnie dodawanych do żywności. Może więc próbowano z różnymi innymi roślinami, w tym z tulipanami? Tylko do czego używano syropów? Do herbaty, napojów zimnych czy też do innych dań?

Przy okazji poszukiwań historii bawarki (herbaty z mlekiem) natknąłem się na inny syrop roślinny, wytwarzany z paproci zwanej niekropień właściwy, złotowłos, andiantum rozwichrzone lub włosy Wenery (Adiantum capillus-veneris). Łacińska nazwa adiantum oznacza niezwilżalny, nie podlegający zamoczeniu. Ta ostatnia nazwa (włosy Wenery) jest dosłownym tłumaczeniem nazwy łacińskiej i zapewne zawiera w sobie etnograficzny przekaz z dawnych wieków.

Niekropień jest szeroko rozprzestrzeniony na świecie: w zachodniej Azji, w południowej Europie, Afryce i w obydwu Amerykach. W Polsce uprawiany jako roślina doniczkowa, czasami dziko rośnie jako efemerofit (gatunek obcy stosunkowo niedawno zawleczony). Może był uważany za roślinę leczniczą więc niekropeń był sprowadzany i uprawiany? O dawnych legendach i „mocach magicznych” z miłością związanych (wszak to włosy Wenery!) czy leczniczych już zapomnieliśmy. Została tylko roślina doniczkowa.

W gazetach z połowy XIX w., wydawanych w Warszawie, można było przeczytać ogłoszenia o sprzedaży soku malinowego, wiśniowego, porzeczkowego, berberysowego, orsadowego (syrop orszadowy to słodki syrop z migdałów ziemnych, cukru i różanej lub pomarańczowej wody kwiatowej, pierwotnie wytwarzany był z mieszanki jęczmienia i migdałów) i… kapilerowego (chodzi oczywiście o syrop kapilarowy, z paproci niekropień), przy informacji o tortach, pastylkach odrobaczających i innych leczniczych miksturach. Współcześnie udało mi się odszukać jedynie takie informacje o właściwościach złotowłosa: ściągające, antyseptyczne, łagodzące ból, powstrzymujące powstawaniu łupieżu , antyoksydant oraz zastosowanie w kosmetyce: przy schorzeniach skóry głowy takich jak łupież i łojotok. A przecież dużo wcześnie pito herbatę z syropem kapilarowym (Herbata z sokiem kapilarowym, kuksaj i bawarka) przez co niesłusznie niektórzy wyciągnęli wniosek, że bawarka nazwę swą wzięła od książąt bawarskich, pijących herbatę z sokiem kapilarowym.

W średniowiecznej księdze z XV w., znanej pod nazwą Manuskrypt Voynicha, jest wymieniony wyżej opisywany niekropień. Udało się rozpoznać po rysunku (tak jak i fiołek trójbarwny). Zatem od dawna niekropień był w zainteresowaniu zielarzy, alchemików czy innych poszukiwaczy wiedzy wszelakiej.

Tulipinę znamy jako trujący alkaloid. Ale podobny alkaloid występuje w wawrzynie, używanym w kuchni jako listek laurowy, listek bobkowy. Czyli wszystko to kwestia ilości. Liść laurowy może być stosowany przy zaburzeniach ukrwienia, kaszlu, schorzeniach skóry, przy chorobach reumatycznych (zastosowanie zewnętrzne - nacieranie nalewką). Kąpiel z dodatkiem olejku wawrzynowego jest pobudzająca. W gastronomii suszone liście są używane jako przyprawa, np. jako dodatek do bigosu, gulaszu, mięsa itd. W większych ilościach liść laurowy jest toksyczny. Liście odstraszają szkodniki (wkładane są do szaf, gdzie przechowuje się żywność). Znajduje też zastosowanie w perfumerii.

Być może dawniej eksperymentowano z syropem z leśnych tulipanów. Być może walory smakowe nie były tak rewelacyjne lub skutki medyczne nie tak zadowalające (lub pojawiły się lekarstwa przemysłowe, łatwo dostępne) albo też roślina była trudno dostępna. W każdym razie przepis został zapomniany.

Na razie zagadka pozostaje nierozwiązana do czego kucharz w Drogoszach używał soku z leśnych tulipanów. Czy jako lekarstwo (na co?), czy jako dodatek do dań.

Przełomowe odkrycie w nauce – szklarniowe jajka

sczachor

jajkazeszklarniS.Cz. W państwa zespole odnotowaliście ogromny sukces, udało się wam zrobić to, o czym wielu wcześniej, na całym świecie marzyło. Dokonaliście tego w Olsztynie. Dlaczego chce pan pozostać anonimowy?

Profesor X. Wyniki naszych badań godzą w interes dużych koncernów i zagranicznego biznesu – obawiam się kłopotów i szykanowania.

S.Cz. Wiele się mówi ostatnio o zanieczyszczeniu środowiska związkami biologicznie czynnymi, negatywnie wpływającymi na nasze zdrowie. Skutki widoczne są w rozprzestrzenianiu się chorób cywilizacyjnych, takich jak cukrzyca, ADHD, otyłość.

Profesor X.

Chemioterapeutyki są grupą związków chemicznych aktywnych biologicznie. Znajdują zastosowanie zarówno w medycynie, jak i w weterynarii. W organizmach ludzi i zwierząt podlegają metabolizmowi, często nie są jednak metabolizowane w całości. Część wydostaje się z organizmu np. z potem, moczem czy kałem. W ten sposób trafiają do środowiska. Chemioterapeutyki z lekarstw i środków antykoncepcyjnych dostają się do wody i negatywnie wpływają na ryby. Skutki widoczne są wszędzie. Poza lekami jest dużo środków ochrony roślin. One też są obecne w środowisku, przez co niekorzystnie wpływają na życie człowieka.

Metabolity leków także charakteryzują się aktywnością biologiczną, niektóre z nich zachowują ją przez długi czas po wydaleniu z organizmu. W ostatnich latach coraz większy wpływ na zanieczyszczenie środowiska mają antybiotyki. Leczymy nimi ludzi, ale i zwierzęta. Bardzo często stosujemy  je profilaktycznie. To są bardzo duże dawki, dostające się do środowiska. Przykładem może być oksytetracyklina, której 21% podanej dawki wydalanej jest w postaci niezmienionej.  Trafiają do osadów pościekowych i na kompost a te stosowane są do nawadniania gruntów i nawożenia pól uprawnych. Antybiotyki wykorzystywane w weterynarii wydalane przez zwierzęta trafiają do gleby wraz z gnojowicą lub obornikiem, następnie mogą przenikać do wód gruntowych, rzek i jezior.

S.Cz. Jednak pańskie odkrycie dotyczy czegoś innego. Opracowaliście niezwykła metodę pozyskiwania ekologicznie czystych i zdrowych jaj kurzych.

Profesor X. Dużo różnych antybiotyków dociera do nas za pośrednictwem pokarmu. Są to zarówno rośliny rosnące na gruntach z obornikiem z hodowli zwierząt (wraz z chemioterapeutykami), jak i same zwierzęta, których mięso nafaszerowane jest dużą ilością związków biologicznie czynnych.  Podobnie jak kurze jaja, nawet z hodowli z wolnym wybiegiem – bo kury jedzą skażoną paszę, o czym nawet rolnicy nie wiedzą.

S.Cz. Opracowaliście państwo niezwykła metodę uprawy kurzych jak na krzakach pomidorów. To jakieś GMO (Organizmy Modyfikowane Genetycznie)

Profesor X.To nie jest żadne GMO! Wykorzystaliśmy zapomniany dorobek Miczurina, a nie jakieś zachodnie szkodliwe nowinki. Polska nauka wstaje z kolan! Z sukcesem wykorzystaliśmy nasz dawny dorobek. Miczurin opracowywał metody całkowitego przekształcania przyrody przez człowieka. W jego niedocenionej teorii możliwe było przekazywanie cech osobników silniejszych na słabsze, dzięki czemu odpowiedni dobór miał gwarantować tworzenie coraz to bardziej doskonałych gatunków. Zaczęliśmy od pomidorów odpornych na różne wirusy. Opublikowaliśmy nasze wyniki w międzynarodowych czasopismach. Nie spodobało się to amerykańskim koncernom, produkującym pomidory GMO. Jednak nawiązaliśmy współpracę z instytutem wojskowym i wykorzystaliśmy dodatkowo broń elektoromagnetyczną. Wojskowi chcieli testować ją na zwierzętach. Myśmy wykorzystali do udoskonalenia metody Miczurina. Te prace były ścisłe tajne.

Wnieśliśmy znaczący wkład w rozwój miczurinizmu, który głosił możliwości wszystkiego, w tym całkowitego panowania człowieka nad przyroda. I mamy rezultaty. Nasze kurze jajka rosną na krzakach pomidorów. Dowodem jest załączone zdjęcie. Wcześniejsze wyniki badań opublikowaliśmy w ubiegłym roku w książce  „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”.

S.Cz. Czy państwa produkt – te niezwykłe jajka, trafią niebawem na rynek i mogą się znaleźć na świątecznym (wielkanocnym) stole?

Profesor X.Metodami Miczurinowskimi oraz wykorzystując rozważania prof. Macieja Giertycha na temat dewolucji, skrzyżowaliśmy kurę polskiej rasy z rośliną i jajka rosną teraz w szklarni. Wybraliśmy pomidory bo zawierają dużo solaniny, co chroni przed chorobami. Nasze szklarniowe jajka nie zawierają chemioterapeutyków. Można je polecać nawet wegetarianom i weganom, bo przecież rosną na roślinach. Nie zabija się więc żadnych zwierząt. Eksperymentalną partię naszych jajek wypuściliśmy już na rynek, by sprawdzić, czy klienci odróżnią je od normalnych. Wyglądają prawie tak samo – są tylko mniej regularnego kształtu. Nad ta cechą musimy jeszcze popracować. Także na końcu naszego szklarniowego jajka widać małe znamię. To miejsce przyczepienia do rośliny. My je trochę zamalowaliśmy, by klienci się nie zorientowali. Do tej pory nie było reklamacji. Wnioskujemy z tego, że nawet smakowo są takie same.

S.Cz. A jak poradziliście sobie ze skorupką?

Profesor X. Glebę w szklarni, gdzie rosną jajko-rośliny, intensywnie wapnujemy. Wapno czerpią rośliny prosto z gleby.

S.Cz. Czy opatentujecie państwo swoje odkrycia?

Profesor X. Na razie miejsce naszych eksperymentalnych szklarni jest tajne. To z obawy przed międzynarodowymi koncernami lansującymi GMO. Już próbują nas ośmieszyć i wykupić prawa patentowe, by zamknąć je w sejfie i uniemożliwić wdrożenia. Ale nie damy się. Polska nauka wstaje z kolan.

 

Z ostatniej chwili - to był oczywiście primaaprilisowy żart, szczegółowe wyjaśnienia są tutaj

Spokojnych Świąt Wielkiej Nocy (2016)

sczachor

800px17thcentury_unknown_painters__The_Resurrection_of_Christ__WGA23478

Spokojnych Świąt Wielkiej Nocy i optymizmu, płynącego ze Zmartwychwstania. A przy okazji odpoczynku od internetu i budujących rozmów przy świątecznym stole oraz refleksyjnych spacerów pośród zabytków kultury i niezwykłości przyrody w wiosennych sztach.

 

Ilustracja: By Unknown Icon Painter, Bulgarian (4th quarter 17th century) - Web Gallery of Art: Image Info about artwork, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15501963

Debata o systemie oświaty, szumnie zapowiadana ale mocno kulejąca

sczachor

„Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra zmiana” to tytuł ogólnopolskiej debaty o systemie oświaty, uruchomionej przez Ministra Edukacji Narodowej. „Blisko 2 tys. ekspertów pracujących w ramach 16 grup tematycznych i 16 debat wojewódzkich z udziałem rodziców, uczniów, nauczycieli i samorządowców. Lokalne spotkania i rozmowy na temat oświaty. To plany na najbliższe miesiące. Całość działań podsumujemy w czerwcu.  Chcemy, aby o edukacji dyskutowała cała Polska.” Ja w tym przedsięwzięciu uczestniczę, w roli eksperta. A przynajmniej próbuję.

Ambitnie, przynajmniej w deklaracjach. A jak jest w realizacji? Debata nad edukacją jest pilnie potrzebna – to pewne. Powinna sią zacząć od zwerbalizowania (lub przedyskutowania) wizji do czego jest nam potrzebna edukacja. Jaka ma być szkoła, czy zapewniająca opiekę nad dziećmi i młodzieżą czy zapewniająca przygotowanie zawodowe, itd. Dopiero z takich podstaw (przyjętych w narodowym konsensusie) wynikać mogą systemowe rozwiązania organizacyjne. Coraz bardziej odnoszę jednak wrażenie, że jest to debata zastępcza i pozorowana.  Że jej celem jest znalezienie jakiegoś uzasadniania dla ogłoszonych w wyborach: odroczenia obowiązku szkolnego i likwidacji gimnazjów.  Jest decyzja a teraz szuka się jakiegoś uzasadnienia merytorycznego (bo decyzje wzięte zostały z sufitu i bez żadnego przemyślenia). Zupełnie postawione na głowie.

debata_gimnazjaZ braku ram do dyskusji (bo nawet nie ma informacji czy zlikwidują gimnazja czy nie, ile lat w szkole podstawowej itd.) oraz braku moderacji, sami nauczyciele próbują coś zaproponować. Pojawiła się na przykład ankieta co do liczby lat w poszczególnych etapach kształcenia. Ale nie można np. gimnazjum traktować niezależnie od całościowego systemu edukacji. Głosowanie bez wizji jest absurdalne (zamieszczam przykładowe wyniki ankiety). Bo na przykład co będzie, jak przegłosujemy 8 lat szkoły podstawowej, 3 lata w gimnazjum i 4 w liceum? Ile lat nasza młodzież spędzi w szkole i jak będzie to się miało do tego co na świecie robią inni? Polska edukacja stanie się zupełnie niekompatybilna w świecie globalnym. Pełna izolacja kulturowa i edukacyjna.  

Debata o szkole i systemie edukacji jest  zaniedbana od wielu lat. Edukacja pozostawiona jest sama sobie i ciągle niedoinwestowana. W zmieniającym się świecie potrzeba zmian. Potrzeba więc namysłu i szerokiej, ogólnonarodowej dyskusji. Na spokojnie i z wyważeniem, bez partyjnej doraźności. Dlatego zgodziłem się włączyć w debatę nad „dobrą zmianą w edukacji” i dołączyłem do grona ekspertów. Edukacja jest ważna i nie można marnować żadnej szansy. Mój początkowy sceptycyzm (Dobra zmiana w edukacji... zmiana tak, ale czy na pewno dobra?) niestety znajduje potwierdzenie. Jest to atrapa a nie debata, taki listek figowy - bo albo wynika z ogromnego dyletanctwa albo cynizmu: „piszcie co chcecie, a my zrobimy swoje, my mamy listek figowy, że niby te zmiany wynikają z debaty.”

LiceumdebataSzkoła nie jest bytem samym dla siebie, edukacja nie ogranicza się tylko do szkoły, o czym najczęściej zapominamy (szkoda, że także zapomniało Ministerstwo Edukacji Narodowej). Zatem powinna być to debata o systemie edukacji  a nie tylko o szkołach. Czy szkoła ma być instytucją przygotowującą do rynku pracy czy raczej inicjacją kulturową a może gwarantującą utrzymanie wspólnoty narodowej (wspólna płaszczyzna kulturowa)? To zupełnie różne funkcje i wraz z wyborem inaczej dostosowywane będą szczegółowe rozwiązania. Np., więcej przedmiotów i kompetencji przyrodniczych (rozumieć świat i innowacyjną gospodarkę) czy więcej przedmiotów i aktywności, zapewniających wspólny (jeden) kanon kulturowy (narodowy).

Czy szkoły mają być postrzegane jako instytucje, chroniące przed rozpadem społecznym i rodzinnym? W takim modelu edukacyjnym następuje podział odpowiedzialności pomiędzy szkołami i innymi organizacjami społecznymi oraz instytucjami zajmującymi się dalszą edukacją. Zmianom musiałoby podlegać sposób zarządzania szkolnictwem a władza powinna być zdecentralizowana. A może szkoły mają być organizacjami skupionymi na nauczaniu? Przy takim wyborze szkolnictwo budowane będzie bardziej na wiedzy niż na więzach społecznych. Będzie skupiać się na zapewnieniu wysokiej jakości kształcenia, eksperymentach itd. Ale na edukację można spojrzeć jeszcze inaczej: jak na uczące się sieci i społeczeństwo sieciowe. "Niezadowolenie ze zinstytucjonalizowanego systemu i zróżnicowany popyt na wiedzę doprowadzi do opuszczenia szkół na korzyść licznych uczących sieci". Dzieci będą socjalizowane i uczone przez zróżnicowanych kulturowo, religijnie i społecznie aktorów życia edukacyjnego w szerokim sensie. Niektóre z nich będą działały lokalnie, inne ponadnarodowo. Możemy jeszcze inaczej wybrać dalszy rozwój systemu edukacji w Polsce. Możemy działać tak, aby na rynku edukacji pojawili się nowi dostawcy wiedzy (już tak się dzieje w obszarze edukacji pozafromalnej, pozalekcyjnej, np. centra nauki). To tylko mały przykład dyskusji, jakie toczą się ale niestety w wąskich grupach ekspertów od dydaktyki i społeczeństwa.

W różnych niszowych gremiach dyskutuje się nad przyszłością edukacji Niestety nie jest to debata ogólnonarodowa. Obecna debata ministerialna również nie podejmuje spraw najważniejszych, strategicznych.

Wróćmy jeszcze do globalnych refleksji nad edukacją. W jednym ze scenariuszy dyskusji o przyszłości szkoły we współczesnym świecie mówi się na przykład o edukacji jako fabryce komponentów. Systemem edukacji  „zorganizowany na wzór nowoczesnej fabryki, w której następuje proces «formatowania» jednostek, tak aby zdolne były do przyswojenia pewnych określonych kompetencji oraz wykonywania pewnych, zaplanowanych odgórnie przez ekspertów, zadań”. Rezultat takiej edukacji jest mało dopasowany do rzeczywistości. „Uczniowie uczą się, tak naprawdę nie wiedząc, po co ani dlaczego. Uczą się, bo tak trzeba, bo eksperci, którzy tworzą podstawy programowe, wiedzą lepiej. Cechą charakterystyczną tego scenariusza jest stosowana retoryka pozoru, zarówno w treściach, jak i w praktykach metodycznych, co sprzyja ukrytemu celowi edukacji, jakim jest utrzymanie społeczeństwa w ryzach. Państwo bardzo aktywnie modeluje treści i metody. Jest to scenariusz nowoczesnej fabryki, która nowoczesnością usypia rodziców. W ten sposób pozornie realizowane są cele utylitarne (skoro wszyscy jesteśmy równi, uczymy się tego samego, daje to poczucie bezpieczeństwa)”.  Nad wszystkim czuwa nauczyciel, kontroler i dozorca, który jest zobowiązany do przekazania pełnego zasobu wiedzy teoretycznej oraz przygotowania do testów lub inaczej opracowanych egzaminów kontrolnych. A nauczyciela pilnuje kuratorium i ministerstwo.

Inną propozycją, dyskutowaną w środowisku ekspertów, jest edukacja w postaci „in­stant”, czyli „łatwej, kompleksowej i szybkiej w obsłudze (jak produkty «3 w 1»)”. W tym podejściu celem edukacji jest przede wszystkim dostarczenie wiedzy i informacji pozwalających szybko i skutecznie wykształcić określone kompetencje przydatne na rynku pracy. Rola nauczyciela w tej wizji jest ograniczona do odpowiadania na potrzeby zgłaszane przez ucznia (dostawca pakietu wiedzy). Nie ma tu miejsca na głębszą interakcję z nauczycielem i innymi uczestnikami procesu edukacyjnego. Kolejną możliwą propozycją jest „mozaika możliwości”. Scenariusz ten odzwierciedla pluralizm wartości propagowanych w systemie edukacji. Taki system pozwala odnajdywać indywidualną metodę kształcenia. Jest to  „szkoła”, zawierająca w sobie edukację formalną, nie­formalną i pozaformalną, najczęściej w perspektywie uczenia się przez całe życie. Jeszcze inny scenariusz, nazwany "wspólnotą ideałów” wskazuje, że najważniejsze jest „kształcenie człowieka do bycia odpowiedzialnym i świadomym członkiem wspólnoty obywateli. Jest to scenariusz rozwoju edukacji w społeczeństwie solidarnym, integrującym się (w świetle wyzwań globalnych), w którym dba się o równość szans edukacyjnych”  Nauczyciel jest tu mentorem, przewodnikiem młodzieży. W takim modelu zawód  nauczyciela traktowany jest jako prestiżowy.

W propozycji ministerialnej debaty (Debata Oświatowa Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana)  nie ma śladu takich dyskusji. Tak jakby wszystko był jasne i oczywiste. Wynika raczej z nieświadomości problemów edukacyjnych, tych krótkoterminowych jak i strategicznych. Nauczyciele dołączyli w dobrej wierze i pełni zapału. Ale już na samym początku widać rozczarowanie i poirytowanie. Bo nie mam określonych ram. Jak opracowywać podstawę programową, jeśli nie wiadomo ile nauki będzie w szkole podstawowej (6 czy 8) czy będzie gimnazjum czy nie oraz ile lat edukacji w liceum czy szkołach zawodowych i technikach. Jaki system edukacji np. przyrodnicze 4 + 4  czy 3 + 3  + 3? To są podstawowe pytania a zaproszeni do debaty nauczyciele tego nie wiedzą. Sami maja wymyślać różne  alternatywne i wykluczające się koncepcje? Do czerwca na pewno nie zdążą.

Jak ma coś z tej debaty konstruktywnego wynikać, jeśli nie znamy ram, koncepcji i na dodatek brakuje moderatora? To tak jakby kazać projektantowi projektować meble do domu, ale projektant nie wie jakie to mieszkanie, ile ma powierzchni, jaki rozkład. A na dodatek zlecającego nie ma i nie odbiera telefonów.

Sprawą zasadniczą jest koncepcja nauczania (np. zintegrowane – przyroda, potem rozbicie na przedmiotu a potem ponowna integracja), drugą ważną sprawą jest to ile lat w poszczególnych szkołach: podstawowa, gimnazjum, liceum. Tym informacyjni nie mamy, więc nie wiemy o czym dyskutujemy. W końcu brakuje moderatora, bo ważne pytania nie znajdują odpowiedzi. Tyle naszego co sobie popiszemy bez łady i składu a i tak zrobią co chcą. Jesteśmy tylko listkiem figowym, że niby to szeroka debata. Albo to jest nieudolność albo totalne lekceważenie.

Przykładowe głosy z dyskusji na dedykowanym portalu

Mam pytanie. Czy Ktoś ze strony Ministerialnej to czyta, bo pojawiło się kilka pytań formalnych i …cisza.”

„Jestem nauczycielem biologii w szkole ponadgimnazjalnej (Liceum Ogólnokształcące i Technikum). Od kilku dni czytam Państwa wypowiedzi w sprawie naszej pracy nad podstawą programową z biologii. Ja również mam wiele pytań, które do dziś są bez odpowiedzi – Jakie w przyszłości będą typy szkół (czy będą gimnazja)? Ile lat będzie trwało kształcenie w danym typie szkoły? Ile godzin przypadnie w szkole ponadgimnazjalnej na nauczanie biologii? Czy biologia nauczana będzie dalej w zakresie podstawowym i rozszerzonym? … i jeszcze wiele, wiele innych pytań. Mam jednak nadzieję, że zanim przystąpimy do naszej pracy wszystkie te pojawiające się wątpliwości zostaną nam wyjaśnione. Myślę, że każdemu z nas zależy, żeby przygotowana podstawa programowa była dobrze opracowana bo to na niej opieramy się ucząc innych biologii, ale żeby ją dobrze przygotować, musimy znać odpowiedzi na pytania o dalsze losy biologii w szkole.”

„nasze dyskusje, mają rolę gdybań, pobożnych życzeń etc.. Zgadzam się z Państwem. Dopóki Ministerstwo nie przedstawi swoich propozycji w sprawie organizacji nauczania, nie bardzo mamy o czym rozmawiać.”

 

Co zastajemy na wstępie, jako wprowadzenie do tej szerokiej w zamierzeniach debaty?

"WSKAZANIA REDAKCYJNE DO PRAC NAD PODSTAWĄ PROGRAMOWĄ

Struktura dokumentu

Proponujemy rozpoczęcie naszych prac nad zmianami programowymi w polskiej szkole od namysłu nad sprawą fundamentalną. Jest nią rola, jaką w osobowym rozwoju młodego człowieka i w jego przyszłej orientacji w świecie winna pełnić szkoła i każdy z nauczanych w niej przedmiotów. Zapomnijmy na chwilę o tym, czego uczymy, aby od nowa przemyśleć to, czego uczyć powinniśmy.

Na początek sfomułujmy CELE KSZTAŁCENIA, wskazujące na potencjalne wychowawcze znaczenie każdego z nauczanych przedmiotów szkolnych, określające rolę każdego z nich w osobowym rozwoju ucznia i w jego dobrym rozeznaniu otaczającego go świata.

Na uzgodnionych celach oprzyjmy dobór TREŚCI NAUCZANIA. Pod pojęciem tym rozumiemy sformułowane zagadnienia danej dyscypliny wiedzy, o ustalonej szczegółowości, obejmujące tematy jednej lub wielu jednostek lekcyjnych. Właściwie dobrany zestaw treści nauczania wprowadza ucznia w obszar narodowej kultury. Zawiera pojęcia niezbędne dla rozumienia podstawowych praw naukowych rządzących naszym światem. Ułatwia sprawny odbiór i rozumienie informacji płynących z przestrzeni pozaszkolnej. Należy sobie zdawać sprawę z faktu, że prawidłowość dokonanego przez nas doboru treści nauczania określi w przyszłości poziom wykształcenia polskiego społeczeństwa. Treści nauczania szkolnego w połączeniu z nabywanym w szkole i poza szkołą doświadczeniem budują bowiem WIEDZĘ UCZNIA.

Na koniec znajdźmy dla zdobywanej przez ucznia wiedzy pola jej praktycznego stosowania, objęte wspólną nazwą ZASTOSOWANIE WIEDZY. Wiedza wykorzystywana w praktyce jest tu urealniana i ugruntowywana, co zwiększa jej asymilację. Zapis tego punktu winien nastąpić w formie stanowiącej zbiór pożądanych umiejętności uczniów. Będzie zatem przypominał aktualną postać podstawy programowej zwaną „efekty kształcenia”, a jednak, nie będzie z nią tożsamy.

Wyjaśnienie

Obecna forma podstawy programowej kształcenia ogólnego ograniczona jest do „efektów kształcenia”. Kształcenie nieujawniające nauczanych treści (niepoznawcze) i stawiające za cel uzyskanie mierzalnych efektów kształcenia, ukierunkowuje pracę szkoły na trening uczniowskich umiejętności potwierdzany punktacją egzaminów testowych. Nie pozostawia przestrzeni dla kształcenia intelektu i łatwo zabija w uczniach rzecz cenną – ciekawość poznawczą. Deprecjonuje nauczycielski zawód.

Nauczanie postrzegane przez pryzmat celów edukacyjnych, urzeczywistniane przekazem starannie dobranych treści nauczania (konfrontowanych z doświadczeniem uczniów) i zwieńczone stosowaniem zdobytej wiedzy w praktyce, odpowiada wieloletnim doświadczeniom i osiągnięciom nauk pedagogicznych."

Wybór formy zapisu podstawy programowej – redukcjonizm treści bądź ich staranny dobór – może stanowić odzwierciedlenie filozofii projektowanych zmian oświatowych.

Polska ma sens. I Koziołek Matołek także.

sczachor

Czasami zaskakująca jest mądrość ludzi prostych i dzieci. Bez zbędnych ozdobników, bez patetycznego nadpęcia. Jedynie istota sprawy. Bo czy Koziołek Matołek może być bohaterem i wzorem? Jakaś postać z bajki i dziecięcych kreskówek? Wydaje się głupkowaty. Ale świat widzimy przez pryzmat swojego wnętrza, swoich wartości. Niektórzy potrafią dostrzec wartość tam, gdzie inni wzruszają jedynie ramionami.

Sam pomysł portalu „Polska ma sens” ogromnie mi się podoba. A list Kasi mocno mnie poruszył. I zaimponował. „Polska Ma Sens” – to portal społeczno-publicystyczny, który pragnie skupić wokół siebie mądry entuzjazm ludzi twórczo zmieniających świat na lepsze. Redakcja nie boi się opisu zjawisk negatywnych, ale pielęgnuje myślenie pozytywne i walczy z czarnym postrzeganiem świata i Polski.

Każdy chyba ma coś wartościowego do powiedzenia. Coś sensownego. Warto próbować. Patriotyzm nienawistny jest toksyczny, niszczy i „patriotę” nienawidzącego i jego otoczenie. Jest toksyczny. Wolę patriotyzm dnia codziennego i zwykłych działań. Wolę Koziołka Matołka. A w zasadzie dostrzeżenie w nim uniwersalnych wartości.

koziolekmatolekrys

Najbardziej w życiu cenię sobie Koziołka Matołka.

Jest on moim bohaterem, od którego wiele się można nauczyć. Koziołek jest inteligentny i mądry, ale wcale nie wywyższa się z tym wobec obcych i przyjaciół. Jest skromny i uczynny, chętnie każdemu pomoże w potrzebie. Zawsze w trudnej sytuacji potrafi znaleźć dobrą radę i podać pomocną dłoń. On zawsze znajdzie dla Ciebie czas i chętnie Cię wysłucha. Dzięki takim jak on życie w naszej Ojczyźnie ma dla mnie sens.

Czasami zdarzają mu się głupie pomyłki, ale nikt przecież nie jest doskonały. Nasza Pani w klasie też – chociaż jest bardzo mądra – robi czasami błędy. Dlatego chciałabym, żeby go umieścić w galerii Portalu Polska ma Sens jako tego, który wzbudza w nas chęć do życia, energię do działania i nadzieję na lepsze jutro.

Wiem, że osoba Koziołka Matołka może u Państwa wzbudzić pewne wątpliwości, czy rzeczywiście zasługuje on na tak zaszczytne wyróżnienie, ale zanim postanowicie odrzucić jego kandydaturę, proszę pomyśleć, ile dobrego uczynił Koziołek tym wszystkim, którzy porzuceni przez innych znaleźli w nim oparcie. Dzięki niemu ja sama odnalazłam sens życia i uczciwą drogę, która zaprowadziła mnie do szczęścia.

Trochę czasu mi zajęło narysowanie Koziołka Matołka po swojemu, pomagała mi w tym moja mama. Pozdrawiam,

Kasia Szewczyk

Źródło: http://polskamasens.pl/taka-polska-ma-sens-koziolek-matolek/

Najdłuższy maraton szycia celinek dla chłopców i dziewczynek

sczachor

szyjemy_celinkiMoja koleżanka ze studiów ma nowe hobby – szyje poduszki metodą patchworku. Wcześniej latała na paralotni, robiła decoupage. A teraz szyje poduszki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że szyje charytatywnie a wraz z koleżankami chce ustanowić rekord Polski.Chyba i ja nauczę się szyć. Może choć igłę będę im nawlekał?

Cześć. Czy już się chwaliłam , że mam nowe hobby: szyję poduszki patchworkowe celinki dla chorych i osieroconych dzieci. Kaśkę N. już wciągnęłam w szycie. Potrzebujemy Twojej pomocy w przekazaniu informacji w Olsztynie a naszej akcji . Pozdrawiam

Małgorzata Karmasz

I jak nie pomóc, tak szczytnej a zarazem babsko-szalonej akcji. Więc upowszechniam.

Kilka informacji o naszym szyciu:

Celina Jankowska z Elbląga, od której imienia wzięły nazwę poduszki, jest pomysłodawczynią akcji "szyjemy celinki dla chłopca i dziewczynki". Od 2004 roku szyją je głównie wolontariuszki z Elbląga i Gdańska, ale warsztaty organizowane były także w innych miastach Polski. Działalność nasza jest charytatywna, nie sprzedajemy naszych prac. Poduszki celinki szyjemy metodą patchworku. Wszystkie materiały kupujemy same, haftowane aplikacje krzyżykowe też są wykonywane charytatywnie. Spotykamy się na szycie kilka razy w roku. 12-13 lutego 2016 organizujemy w Elblągu 24 godzinny maraton szycia w celu ustanowienia rekordu Polski w szyciu celinek. W ten sposób chcemy zachęcić nowe osoby do współpracy z nami .Odbiorcami są dzieci będące pod opieką hospicjum oraz ich rodzeństwo, dzieci z domów dziecka a także osamotnione osoby starsze przebywające w domach opieki. Dotychczas uszyte poduszki otrzymały dzieci i osoby starsze w Elblągu, Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Toruniu itd. Potrzebujemy, by informacja o maratonie szycia - Rekord Polski pojawiła się w różnych miastach. Może ktoś do nas dołączy.

Ułożyłyśmy taką informację: Najdłuższy maraton szycia

Serdecznie zapraszamy Państwa na najdłuższy maraton szycia celinek dla chłopców i dziewczynek- Rekord Polski. Maraton odbędzie się w Szkole Podstawowej Nr 4 im. Henryka Sienkiewicza przy ul. Mickiewicza 41 w Elblągu od 12.02.2016 godz.17 do 13.02.2016 godz.17. W trakcie ustanawiania rekordu będziemy szyły poduszki tzw. celinki, które zostaną przekazane dla dzieci chorych i niepełnosprawnych oraz osób dorosłych. Jesteśmy pierwsze w Polsce, które podejmujemy się tego zadania. Na spotkaniu będą panie, które są z nami od dłuższego czasu i bardzo liczymy na te. które jeszcze z nami nie szyły. Zaprosiłyśmy panie z Wrocławia, Poznania, Ełku, Gdańska, Jegłownika. Czekamy na chętnych z maszynami do szycia z całego kraju, aby wspólnie być i szyć w tym wyjątkowym czasie. W tym ważnym dla nas przedsięwzięciu chcemy również uszyć 3000. poduszkę celinkę, bo na razie mamy na swoim koncie 2654 sztuk sfotografowanych prac. Na bieżąco informujemy i dyskutujemy na forum www.szyjemycelinki.pun.pl oraz na FB, można również napisać do nas. Na każdego maila odpowiemy szyjemycelinki@gmail.com  (....). Zapraszamy do albumu, aby zobaczyć, jak działamy od lat. https://picasaweb.google.com/105658013804024641735

Liczymy, że za Państwa pośrednictwem więcej osób przyłączy się do naszej akcji.

Małgorzata Karmasz

uznanie rekordu: http://biurorekordow.pl/najdluzszy-maraton-szycia-rekord-polski/

Jak to jest z tymi zwierzakami, że jedzą trawę, a co innego im z tego wychodzi?

sczachor

projektmanager

Zamieszczony wyżej tekst jest bardzo pouczający. Kilka kwestii jest bardzo ciekawych, społecznych i przyrodniczych. Przyroda mocno łączy się z kulturą. Albo przynajmniej my tak ten świat widzimy, jako przenikający się.

Po pierwsze podróż. Kiedyś pamiętam z dzieciństwa podróże w pociągu. Się rozmawiało. Na proste tematy. Ktoś wchodził, to od razu o czymś rozmowa się toczyła. Ktoś zagadywał, ktoś pytał, a dokąd, a czy nie wie pan/pani jak z przesiadką. Było to sympatyczne. W sumie, co innego robić w podróży jak prowadzić rozmowy? Przecież człowiek jest istotą społeczną. Teraz siedzimy w milczeniu, z nosami w książkach, gazetach, smartfonach, tabletach, ze słuchawkami na uszach, wyizolowani. Nie tylko a autobusie, ale i w pociągach siedzenia są tak ustawione, że utrudniają kontakt: jedno za drugim. Podobnie jest w samolocie. Tylko z sąsiadem można porozmawiać. Pogadać nie ma jak a i my nie chcemy. Prędzej na Facebooku z kimś z daleka niż z osobą tuż obok. Może to kwestia "przegęszczenia" i nadmiaru kontaktów społecznych? Kiedyś, na wsi to każdemu mówiło się dzień dobry, nawet jak daleko na polu, daleko od drogi, pracował. Dziś na chodniku co sekundę mijamy człowieka. Gdyby tak zatrzymać się i chwilę pogadać, to do pracy byśmy nie doszli. Znakomicie to uwidoczniono w filmie "Krokodyl Dandy" (czy jakoś tak - człowiek z australijskiego buszu pojawia się w Nowym Yorku).. 

Obecnie rzadkiej rozmawiamy ze sobą w podróżny (nie tylko z obcymi). A czy gdy zaczynamy rozmowę, to chcemy słuchać czy tylko komunikować? W zamieszczonej wyżej opowieści specjalista (w tym przypadku projekt manager) chciał się popisać swoją wiedzą. Chciał opowiadać o tym, na czym się zna zawodowo. W temacie, w którym jak mniemał, wie dużo. I że zabłyśnie, pouczy kogoś, w swoich oczach urośnie. Zwłaszcza przed dzieckiem (symbol człowieka małego, szarego, zwykłego). A tu niespodzianka, pycha została ukarana. Czasem "mali" mają dużo mądrego do powiedzenia. Monolog egocentryka się nie udał, wyszła porażka. Nie należy lekceważyć mądrości zwykłych ludzi, nawet dziecka. Zwłaszcza "głupich, dziecięcych pytań".

Lepiej wychodzą rozmowy, gdy jesteśmy ciekawi świata i jesteśmy empatycznie nastawieni do innych. Bo mówić to znaczy również słuchać. Tego jakoś nam bardzo brakuje, zarówno w podróży, przy przypadkowych spotkaniach, jak i w polityce czy dyskusjach internetowych. Wykrzyczeć swoje, pokonać, "dokopać", powymądrzać się. Ale czy to jest dyskusja?

Pora na elementy przyrodnicze. Bo jak to jest, że wymienione zwierzęta (krowa, koń, jeleń) odżywają się tym samym (roślinnością trawiastą), a ich odchody są takie różne? Wszystko zależy od kontekstu i tego "co w środku". Przecież podobnie jest z nami w życiu społecznym i naszych dyskusjach: patrzymy na te same fakty.. ale co innego widzimy i inne formułujemy wnioski, interpretacje, inne wygłaszamy tyrady w komentarzu do tego samego faktu. To samo widzimy a tak różne rzeczy wychodzą nam z ust (w sensie treści mówionych),

No dobra, a co z tymi zwierzętami i ich odchodami? Różnice są w przewodzie pokarmowym (to co w środku) i sposobie wykorzystywania. Różnice są w mikroflorze i organizmach "symbiotycznych". Jedzą to samo, ale nie to samo wykorzystują. Współpraca wiele zmienia. Inne jest po prostu "przetwarzanie".

Autyzm. Każdy jest wartością, każdy coś wnosi.

sczachor

pomocautysta

 Jestem pełen podziwu dla wytrwałości i wysiłku wielu matek. One się nie poddają. Kiedy innym opadają ręce one wciąż są aktywne. Kiedy Pani Sylwia Gruszka-Cott zapytała, czy można tę grafikę i problem udostępnić w mojej przestrzeni internetowej (bo to poza tematem), też miałem wątpliwości. Ale przemyślałem i zauważyłem sens.

Wielu ludzi ma różne deficyty, czasem w wyniku wad wrodzonych (choroby cywilizacyjne, zanieczyszczenie środowiska itd.), czasem w wyniku wypadku czy choroby, która przytrafia się w ciągu życia. Ale jeśli się głębiej zastanowić, to nie są dla nas ciężarem, tylko darem. Dzieci z autyzmem (jak i dorośli) mają trudności w nauce szkolnej. Inaczej funkcjonują. Ale podobno w Dolinie Krzemowej jest bardzo wielu "wielkich indywidualistów" (zespół Aspergera, najsłabsza forma autyzmu). Mają inne talenty, przydatne w gospodarce. Ta ich "inność" znakomicie przydaje się społeczeństwu. Podobnie jak wielka wrażliwość artystów.

W przypadku autyzmu, jak i wielu innych chorób, nie wystarczy poświęcenie i czas matki. Potrzebna jest rehabilitacja i bardzo specjalistyczne wsparcie edukacyjne. Wsparcie takich inicjatyw to nie jest filantropia lecz mądra inwestycja w kapitał ludzki. I nie tylko w odniesieniu do konkretnego dziecka, konkretnej rodziny.

Wielkie sprawy skłądają się z małych i drobnych działań. Pomagając sobie nawzajem budujemy więzi. A może zróbmy coś więcej niż udostępnienie tego apelu o pomocy? Może nie tylko 1% od podatku ale stale i częściej? Znam już kilka matek, które pomagając własnym dzieciom szyją poszewki dla szpitala czy organizują różne akcje charytatywne.  Może spróbujmy zrobić,  tym razem w Szczytnie, kilka spotkań w realu, przy malowaniu biutelek, kamieni, szyciu lalek, szalików, dzierganiu. Czymkolwiek, by siąść razem i coś zbożnego zrobić. A potem wystawić na licytację właśnie na taki cel. Komuś pomożemy a przy okazji spotkamy się. I pobędziemy ze sobą, jak przy darciu pierza czy łuskaniu fasoli. Można będzie porozmawiać.

Budowanie więzi społecznych to także dobra inwestycja w kapitał ludzi. Ja wiele nie potrafię, tylko malować butelki czy kamienie. Ale z chęcią nauczę się czegoś nowego. Z przyjemnością przyjadę do Szczytna.

Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia 2015

sczachor

 szopka

Na nadchodzące Święta Narodzenia Pańskiego przesyłam Wam życzenie spokojnych i pełnych refleksji dni. Odpocznijmy od komputerów, internetu i codziennych swarów. Podzielmy się opłatkiem i miłością (a nie lepszych i gorszych, którzy nieustanie się zwalczają). Niezależnie od pogody niech Święta Bożego Narodzenia 2015 będą dla nas wypełnione rodzinnymi rozmowami i radością.

I szczęśliwego, Nowego Roku (2016) !

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci