Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

varia

Szlakiem tradycji, wiedźm, bab i czarownic

sczachor

Pogłębiona turystyka wymaga wiedzy, zarówno etnograficznej jak i historycznej. Wiedza pozwala dostrzegać więcej niż zobaczą oczy i nos wywącha. Pozwala zobaczyć nie tylko mury, miejsca, ale także odtwarzać zjawiska i procesy, które te miejsca kształtowały. Pogłębiona turystyka dotyczy również dziedzictwa niematerialnego. Od jakiegoś czasu na niniejszym blogu relacjonuję swoje etnograficzne wędrówki w poszukiwaniu wiedźm i czarownic. W nazwach roślin i odkrywanych dawnych zwyczajach odszukać można okruchy dawnych światów. Dzisiaj dotarłem aż do Scytów. Jesteście ciekawi? To czytajcie.

Na Mazowieckim Szlaku Tradycji wyczytać można także o radomskich czarownicach (czyt. Radomskie czarownice). Jak można wyczytać „czarownicom przypisywano wiele występków. Według chłopów miały powodować choroby, impotencję, utratę płodności, opętania, otrucie, wreszcie śmierć. Z kolei na zwierzęta zsyłały pomór i niepłodność, a także odbierały krowom mleko. Wiedźmy wywoływały nieurodzaj, sprowadzały deszcz i grad, klęski żywiołowe i plagi szkodników. Oskarżenia dotyczyły też kanibalizmu, profanacji hostii i mszy świętej oraz konszachtów z diabłem. Czarownice działały za pomocą szerokiego wachlarza czarów wykorzystując słowne zaklęcia, zadawanie uroku spojrzeniem i gestem oraz wykonywanie magicznych czynności przy pomocy ziół i różnych przedmiotów.” Potwierdza wcześniejsze moje ustalenia, że czarownice i wiedźmy (przynajmniej w wieku XIX i XX) traktowane były synonimicznie. I że uosabiały złe moce a przynajmniej miały konszachty z siłami nieczystymi.

Wiedźmy, czarownice i czarownicy (jako pojęcia) związani są z określoną wizją świata, zakorzenioną w czasach szamańskich. Trochę w formie zmienionej dotarło do naszych czasów. Najogólniej rzecz ujmując za przyczynę choroby uważano działanie rzuconego uroku czy ingerencję demonicznej siły. Tak jak współczesny lekarz rozpoznaje (diagnozuje) zarówno samą chorobę jak i jej przyczynę, tak kiedyś w myśleniu szamańskim i magicznym także najpierw szukano przyczyny. Czyli kto i jaki urok rzucił. Leczenie sprowadzało się to zneutralizowaniu tego uroku czy działania złej siły. Do rozpoznawania, odgadywania przyczyny potrzebne było wróżenie. Stąd w leczeniu pojawiają się różnorodne wątki z wróżbitami. Moje przypuszczenia wczesnej publikowane na tym blogu, że słowo wiedźma wywodzić się może z wieszczki i wróżenia jest prawdopodobne.

W swoich etnograficznym poszukiwaniu trafiłem na książkę Juliana Tolko-Hryncewicza pt. „Zarys lecznictwa ludowego na Rusi południowej”, wydanej w 1893 roku. Ciekawym elementem w tej książce jest to, że pojawia się płeć męska. Zatem są i czarownicy, wróżbici jak i znachorzy, a nie tylko same „baby” - znachorki, wiedźmy i czarownice. Zamieszczone urywki pochodzą z tejże książki. Jeszcze w wieku XIX na Rusi wierzono w nadprzyrodzone (magiczne) wpływy na zdrowie. Jedni (czarodzieje i wróżbici) przy pomocy złego ducha szkodzili zdrowiu ludzi (mogli za opłatą zdrowie przywracać - można powiedzieć, że to prekursorzy szantażystów i mafijnych wymuszeń haraczu), inni (znachorzy i baby) spełniając rolę lekarzy i przy pomocy Boga oraz świętych pomagajli ludziom.

czarodzieje

Często odwołujemy się do dawnego wykorzystywania ziół. Tyle tylko, ze wtedy inaczej je wykorzystywano. To znaczy uważano, że inaczej działają. Poszukiwano podobieństwa (np. korzenia, łodygi, liści) do chorego narządu lub podobieństwa koloru. I wierzono, że poprzez siły magiczne one leczą. Czyli inne było teoretyczne podłoże poszukiwania ziół i interpretacji ich działania. Z tego bogactwa tradycji od wielu lat korzystamy sprawdzając zioła już pod innym katem - zawartości związków biologicznie czynnych i ich działania na organizm.

wrozbita

Wróćmy do książki Tolk-Hryncewicza. Pierwsza kategoria są czarodzieje i wróżbici. W mniemaniu ludu ruskiego czynili zło. Ale jak widać nie brakowało chętnych b się do nich po rade udawać. Miłość najwyraźniej od dawna zaślepia….

Wróżbita wróży z kart (to chyba stosunkowo nowy nabytek) jak i z rak czy nasion np. bobu. Ale najwyraźniej głównym zajęciem wróżbitów było leczenie chorób. Nieodłącznym elementem jest przecież odgadniecie choroby - rozpoznanie przyczyny. Do tego różne sposoby wróżenia są niezbędne. I jak wynika z przytoczonego fragmentu Tolko-Hryncewicz dopatruje się analogii ze zwyczajami starożytnych Scytów. Zatem geneza wiedźm byłaby bardzo stara. Z całą pewnością i nazwy i wyobrażenia zmieniały się przez wieki i kultury, niemniej sporo chyba jeszcze pozostało. W sam raz do odkrywania na szlaku kultur nie tylko mazowieckich.

znachorzy

Najpopularniejszym określeniem ludzi leczących byli znachorzy i znachorki. Zatem od bardzo dawna istniał w kulturze ludowej podział na szkodliwe czarownice i pożyteczne znachorki czy inne baby. Jak widać z zamieszczonego fragmentu kategoria pomocnych bab jest równa od znachorek do pomagających jedynie w porodzie. I znajdujemy takim niezwykle interesujący fragment o wied’mach czyli wiedźmach. Jeśli dobrze rozumiem sens zamieszczonego tam zdania to wiedźmy byłyby kategorią znachorem (a wiec leczące) jednak pozostające w stosunkach ze złymi mocami, ponadto oprócz leczenia zajmowały się czynieniem zła (szkodzeniem ludziom). Czyli tak jak czarownicy.

baby_wiedzmy

Ale i znachorzy rozpoczynają leczenie od praktyk magiczno-wieszczących. Diagnoza poprzez rozpoznanie uroku. A kto rzucił urok? Możliwe, że jakaś wiedźma-czarownica. Pławienie czarownic byłoby więc jakimś sposobem leczenia chorób. Magiczny kozioł ofiarny, ludyczne odreagowanie i znalezienie winnego. korzeniami sięga epoki kamienia łupanego i szamanizmu. Ale jeśli dobrze się przyjrzeć naszej współczesnej rzeczywistości... to to ludyczne zabobony dość często dostają się do ław sejmowych i rządowych...

znachor2

dziedziczenie_czarw

Nie ma Ojczyzny bez miłości i ochrony przyrody ojczystej

sczachor

14591640_10209729895157492_4395132419957597248_n

"Nie ma Ojczyzny bez miłości i ochrony przyrody ojczystej, więc ucząc kochać i szanować przyrodę krzewimy miłość Ojczyzny"

prof. Adam Wodziczko, 1932 rok.

A ja mam taką propozycję, przynajmniej na jeden dzień. Zrecykluj swoje śmieci i porządnie wynieś do śmietnika, włóż do odpowiedniego  pojemnika (nie zostawia w torbie przed). Jeśli palisz, to nie wyrzucaj petów przez okno. A jeśli żujesz gumę, to nie rzucaj jej na chodnik. Będzie choć trochę piękniej i estetyczniej. Jeśli masz piec w domu to nie pal śmieciami i nie zanieczyszczaj powietrza. Zostaw trochę liści na trawniki, dla dżdżownic i jeży. Przejdź się choć jednego dnia pieszo, samochód zostaw w garażu. I powietrze będzie czystsze i Ty fizycznie sprawniejszy.

Cóż po wielkich słowach jednego dnia, cóż po ostentacyjnym machaniu flagami… gdy na co dzień będziesz szpecił piękno Twej ojczyzny, zatruwał powietrze i niszczył przyrodę?

Bardziej od capstrzyków i apeli odpowiada mi patriotyzm dnia codziennego, z szacunkiem do przyrody włącznie. 

O rozumieniu słów, soku z tulipanów, włosach Wenery i ukropku czyli herbacie

sczachor

W moim ulubionym programie radiowym usłyszałem mądre słowa: „Nie wystarczy znać słowa, trzeba rozumieć ich znaczenie”. Znaczenie słów zależne jest od kontekstu, w którym są umieszczone (w wypowiedzi) i w którym są usłyszane. Kontekst zależy od mówiącego (kodującego) jaki i od słuchającego (odkodowującego). Kontekstów może być dużo, nawet intonacja głosu może zmienić sens i znaczenie pojedynczego słowa. Ale i różne subkultury (czy grupy zawodowe) mają swoje rozumienie słów (swój żargon). Cukiernik inaczej zrozumie „zrobić loda” niż młodzież na ulicy.

Kultura i język się zmieniają, zatem w różnych czasach te same słowa mogą mieć różne znaczenie, różne rozumienie. Dzisiejszy kontekst tych samych słów (nie znaczy, że tych samych desygnatów) zmienia się. Nauka stara się uczynić język (naukowy) precyzyjnym. Dlatego podawane są definicje czyli jak w danym tekście rozumiane jest konkretne słowo. Metodologia naukowa doszła do tego po wiekach dyskusji i zbędnych kłótni (nieporozumień). W życiu codziennym rzadko uzmysławiamy sobie, że nie wystarczy znać słowa. Zapominamy, że równie ważne jest ich rozumienie. Na tym polega wykształcenie, żeby używać z sensem i rozumieniem. Jeśli przysłuchać się dyskusjom polityków i celebrytów w mediach, można odnieść wrażenie, że rozumienie słów jest na bardzo niskim poziomie - używane są dowolnie i często w złym kontekście. Tyle tytułem wstępu (może trochę za długiego).

Kilka razy pisałem o tajemniczym soku z tulipanów. Dalej jest dla mnie zagadką, do czego był używany: czy jako lekarstwo, czy dodatek smakowy do deserów czy jako trucizna. Zapomniany eksperyment dawnych poszukiwań. Szukając śladów innych soków kwiatowych trafiłem także na inne, zapomniane już soki z fiołków, dziewanny i syrop kapilarowy. Ten ostatni przypomniał mi moje dawne poszukiwania źródeł herbaty z mlekiem czyli bawarki.

Syropy kwiatowe zachowywały zapach kwiatów, co wykorzystywane było w gastronomii. Ale miały także właściwości lecznicze (domniemane czy rzeczywiste). Konkurentem konserwowania cukrem były nalewki (konserwowanie alkoholem). A że dawniej cukier był drogi to syropy robione na bazie miodu. Samo zdrowie.

Syrop kapilarowy dawniej robiono z rośliny, paproci zwanej niekropień, z których niekropień właściwy (Adiantum capillus-veneris) zwany jest właśnie włosami Wenery. Niekropień właściwy, andantium rozwichrzone to gatunek szeroko rozprzestrzeniony na świecie. Występuje w zachodniej Azji, w południowej Europie, Afryce. W Polsce czasami był i jest uprawiany jako roślina doniczkowa (rośnie w półcieniu), czasami dziko rośnie jako efemerofit.

W starych książkach wyczytać można, że niekropień „kwitnie od maja do sierpnia i liścia nie roni”. Niekropień to paproć. Jakżeż może kwitnąć? Kwiat to współcześnie dobrze zdefiniowane pojęcie biologiczne, znane uczniom szkoły podstawowej (czyli praktycznie wszystkim). Na zdjęciu obok paproć niekropień właściwy..andantium "Liści nie roni", to znaczy najpewniej, że nie zrzuca liści na zimę. Ale co znaczy kwitnie? Czy że w tym czasie rośnie czy że wydaje zarodniki? „Właściwości lekarskie Kapiloru każdemu są wiadome: robią z niego syrop, na piersi pomagający” (w rozumieniu przeziębień chyba, zapalenia oskrzeli czy coś podobnego). Do dzisiaj przekonanie o leczniczych właściwościach włosów Wenery nie przetrwały. Dlaczego dawniej uważano, że ma właściwości lecznicze? Być może to przeżytek dawnego myślenia magicznego, przywiązywania znaczenia do nazwy i domniemanego powiązania z demonami, siłami duchowymi i magią. Wieloletnia praktyka a najpewniej weryfikacja naukowa i medyczna nie potwierdziła przypuszczenia o wartościowych leczniczych właściwościach syropy z niekropienia (syropu kapilarowego). Być może podobnie było z syropem z tulipanów. Ani w medycynie ani w gastronomii nie przetrwała tradycja używania. Ludzkość eksperymentuje z wieloma gatunkami. O niektórych zapominamy, do innych ponownie wracamy.

Andantium wymieniane jest jedynie jako jeden ze składników przeciwłupieżowy płynu tonizującego o nazwie Derforforante. Można także znaleźć informacje o właściwościach włosów Wenery: ściągające, antyseptyczne, łagodzące ból, powstrzymujące powstawaniu łupieżu, antyoksydant. A zastosowanie znajduje obecnie w kosmetyce, gdzie stosowany jest przy schorzeniach skóry głowy takich jak łupież i łojotok. 

Ale dlaczego piszę o soku kapilorowym, gdy w tytule jest herbata z mlekiem czyli bawarka? Bo niektórzy wywnioskowali, że bawarka pochodzi od Bawarii, powołując się na zapis z XIX książki: „Bavaroise czyli bawarska herbata, Xiążęta barwascy w Paryżu u Prokopa kazali sobie dawać herbatę z sokiem kapilarowym. Przyjęty i u nas ten napój, zwłaszcza podczas Małachowskiego sejmu. Lepiej wszakże robili i robią ci, którzy zamiast obcych listków, opłacanych drogo, w potrzebie rumianku, szałwii, mięty, dziewanny, bratków, betoniki, melisy, Weroniki, róży, poziomek suszonych itp.” (dzieło Łukasza Gołębiowskiego z 1830 r. "Domy i dwory"). Z tego fragmentu, wyrwanego z kontekstu, rzeczywiście można pomyśleć, że bawarska herbata to może bawarka (herbata z mlekiem). Ale w tej samej książce, kilka wersów wyżej opisana jest herbata z mlekiem. Skoro więc autor wymienia osobno bawarkę jako herbatę z mlekiem i bawarską herbatę jako herbatę z syropem kapilarowym, to są ro różne rzeczy i różne napoje. Na dodatek opis owej bawarskiej herbaty wskazuje, że jest to herbata bez mleka ale za to z syropem roślinnym - herbata z syropem kapilarowym tak jak z innymi ziołowymi, na przeziębienie szykowanymi. Teraz już z fiołków (bratków), dziewanny zazwyczaj nie pijamy. Ale herbatę z lipą jak najbardziej. Bavaroise (herbata bawarska) wymieniona jest obok herbaty, kawy, czekolady, grogu i innych napitków czy nawet lodów. Nie jest więc synonimem herbaty ani jej odmianą. Dalej w cytowanej książce jest o herbacie pijanej z mlekiem (ale ani razu nie pada stwierdzenie, że jest to bawarka). Z innych źródeł wiemy, że zwyczaj pijania herbaty z mlekiem do Polski przyszedł z Wielkiej Brytanii, a nie Francji.

slownik_Doroszewskiego

Kiedyś znalazłem w książce kucharskiej wzmiankę, że bawarka miała także nazwę ukropek. Maria Disslowa, w książce kucharskiej z 1935 r., opisuje ukropek (bawarka) jako napój sporządzony z połowy szklanki śmietanki i połowy szklanki wrzącej wody oraz kawałka cukru (wtedy powszechny w użyciu był cukier w głowach, więc się go najczęściej w kawałku brało do ust i popijało – zbyt długo trzeba byłoby czekać na rozpuszczenie w filiżance z herbatą ). Ale sam przepis wskazuje na fakt, iż pierwotnie bawarka (ukropek) nie była sporządzana na bazie herbaty. Ukropek oznacza także i współcześnie regionalną zupę (woda, śmietana, czosnek i omaszczone słoniną).

Słowo ukropek przypomniało mi się gdy dotarłem do wzmianki o ukropku jako herbacie (fragment zamieszczony u góry). Dawniej jako chiński ukropek czyli herbata. Może dlatego, że gorący napój? Może dlatego, że wcześniej takich gorących i zaparzanych płynów nie zwykliśmy pijać (za wyjątkiem może leczniczych ziół)? W każdym razie wzmacnia to przypuszczenie, że bawarka, czyli herbata z mlekiem, pochodzi od ukropu, ukropka czyli może oznaczało białą warkę (wrzątek, ukrop) lub rozbawiane (rozcieńczane) mleka gorąca wodą lub gorącą herbata.

Więcej na ten temat, we wcześniejszych tekstach:

Dziady i Halloween czyli kołtun, kołdun, kałdun i kałdunia - co mają ze sobą wspólnego i z wiedźmami?

sczachor

pierogiW rozważaniach nad ty co rodzime a tym co obce bój toczymy: czy obchodzić Dziady czy Halloween. Czy może Dzień Zaduszny i Wszystkich Świętych? I co jest zabawą, zwyczajem kulturowym a co jest wiarą i czymś poważniejszym?

W języku jak w genach, sporo zachowało się dawnej historii. Słowa zmieniają się nieco - tak jak geny, czasem zmieniają funkcje i relacje z innymi elementami. Lepiej rozumiejmy słowa jeśli potrafimy je umieścić w dawnym kontekście. Tak jak gatunki w ekosystemie.

Przeszukując encyklopedie w różnych językach w poszukiwaniu źródłosłowu czarownic i wiedźm - natknąłem się w języku rosyjskim na колдун, (kołdun - zamawiacz, zaklinacz, przepowiadacz) i колдунья (чаровница) — kołdunia jako synonim czarownicy - kobiety uprawiającej magię (kołdostwo - колдовство). Zabrzmiało znajomo. Ale co kołdunia i kołdun (rodzaj męski) ma wspólnego z kołdunami-pierożkami czy dawnym kołtunem na głowie?

Jak dobrze poszukać, to się związki znajduje. Kołdun, kołdunia, kołdostwo odnoszą się do czarów i osób je wykonujących. Jedno z wielu słów w Słowiańszczyźnie. Te akurat obecne u Słowian Wschodnich. "Колдовство́ (чародейство, ведовство, волхование волшба, волшебство занятие магией как ремеслом, при котором колдун заявляет о контакте сосверхъестественными силами (демонами, духами предков, природы и другими)" (za rosyjskojęzyczną Wikipedią).

Czarownica po rosyjsku to ведьма, колдунья w wierzeniach ludowych to kobieta umiejąca czarować, rzucać czary, zaklęcia, ale także волшебница (od słowa wołchw), колдун, чароде́йка, чародейка. W potocznym znaczeniu i w przenośni wiedźma w rosyjskim także oznacza kobietę starą i brzydką (bo zło zawsze jest brzydnie i odpychające, w naszym języku podobnie). W języku rosyjskim etymologia słowa kołdostwo jest niejasna, ale przypuszcza się, że pierwotnie oznaczało tyle co zamawiać (заговаривать), natomiast kołdun, kołdunia oznaczałoby: zaklinacz, zamawiacz (заклинатель, заговариватель). Inni autorzy wywodzą z zapomnianego już, staroruskiego słowa кълдъ (колд) „колдун, волшебник“ „говорящий“».- oznaczającego wołchwa. Andrzej Szyjewski w Religii Słowian (Wyd. WAM, Kraków 2003) wspomina także o określeniu kudieśnik, którym posługiwano się na północy Rusi, a oznaczającego czarownika, osobę rzucająca czary oraz wróżąca. Zatem kołdun, kołdunia oznaczałoby wróżbitę, zaklinacza, czarownika (słowami wpływającego na świat demoniczny by zmieniać rzeczywistość, by na nią wpływać).

Prawdopodobnie pojęcia kołdun i kołdostwo u wschodnich Słowian sformułowało się pod wpływem wyobrażeń o wołchwach, żercach, „kapłanach” pogańskich, którzy mogli prorokować, wieszczyć oraz zaklinać przyrodę i dychy. Wołchować oznaczało mówić niejasno (Слово волховать — «говорить сбивчиво, неясно»). Z kolei Rosjanie słowo czary wywodzą z indoeuropejskiego rdzenia, oznaczającego czynić (Устаревшее «чары», «колдовство, волшебство», восходит к др.-рус. Чаръ («колдовство, заклинание») > ст.-слав.*čarъ, которое в свою очередь восходит к индоевропейскому глаголу *kuer («делать»).).

Jeszcze na moment powrócę do wiedźmy, które to słowo do polskiego trafiło ze wschodu. Wiedma (wiedźma) to ta, co umie, zna, wie: «Ведовство» произошло от глагола «ведать», которое является исконно русским словом общеславянского происхождения (др.-рус. вѣдѣти, ст.-слав. Вѣдѣти «знать, уметь»).

Ale wróćmy do określenia kołdun, kołdunia. Skojarzenie pierwsze jest z brzuchem, kałdunem. W słowniku etymologicznym języka polskiego (A. Brucner) takie znajdujemy objaśnienie: Kałdun - trzewia, brzuch, wnętrzności, „żagle kałdoni wiatr - w znaczeniu nadyma, rozdyma. Zatem kałdun to ciepłe wnętrzności i duży brzuch. Tak używamy na co dzień. Ale i myśliwi używają kałduna na określenie wnętrzności upolowanej zwierzyny. We współczesnym słowniku języka polskiego kałdun posolicie (i rubasznie) oznacza duży brzuch, a w gwarze łowieckiej ciepłe wnętrzności zwierzyny łownej.

Co wspólnego może mieć brzuch i wnętrzności z kołdunem jako zamawiaczem, wróżbitą? Ano to, że dawniej Słowianie (i nie tylko Słowianie) wróżyli z wnętrzności zwierząt ofiarnych. I w tym przypadku to określenie kałdun na duży brzuch lub wnętrzności (zwłaszcza ciepłe czyli świeżo wydobyte) wzięłoby się od wieszczenia i wieszczącego kołduna, a nie odwrotnie. Chyba, żeby jednak…

Z kolei kołduny (w szczególności litewskie) to pękate pierożki z mięsem. Ciepłe i pękate. Na zdjęciu akurat zwykłe pierogi (ale za to z makiem, także dawniej uwazanym za magiczny), inaczej ulepione. Kołduny wschodniosłowiańskie inaczej są lepione, inną techniką stąd inny mają kształt.

I pora na kołtun… na głowie. Ale jeśli głębiej sięgniemy to kołtun oznaczał coś więcej niż tylko pozlepiane włosy (często za sprawą wszawicy). Kołtun to efekt działania czarów i rzuconego uroku. Kołtun w definicji słownikowej to po pierwsze zbity kłąb brudnych włosów na głowie, powstający w przypadkach szczególnych zaniedbań higienicznych, połączony zwykle z wszawicą. Po drugie w rozumieniu potocznym i zazwyczaj używane w liczbie mnogiej, kołtuny to brudne, rozczochrane włosy oraz coś skłębionego, zmierzwionego. W ujęciu medycznym (za Wikipedią) „kołtun (łac. Plica polonica– kołtun polski, Plica neuropathica, ang. Polish plait), zwany także gwoźdźcem, goźdźcem lub pliką – sklejony łojem i wydzieliną wysiękową (np. z powodu wszawicy) pęk włosów na głowie, powstały na skutek braku higieny lub niekorzystania ze szczotki bądź grzebienia. Powstawaniu kołtuna sprzyjało także powszechne wśród chłopstwa noszenie czapki”. Niezbyt chwalebna dla Polaków to definicja. W XVIII i XIX wieku uważano kołtun za chorobę, która miała przybyć na ziemie polskie ze wschodu. Ale jak się przekonamy kołtunienie włosów było znane i praktykowane wśród Germanów. A współcześnie kołtun nazywany … dredami. Też celowo i dla urody wykonywane.

Niekiedy kołtun był zapuszczany celowo poprzez intensywne pocieranie włosów i niszczenie przez to ich struktury, co powoduje ich spilśnienie – w tym wypadku nie ma to związku z zaniedbaniami higienicznymi. (…) Takie właśnie celowo hodowane kołtuny noszono na Pińszczyźnie i Mazowszu jeszcze na początku XIX w.” Etnograficznie zachowane zwyczaje przyczyniły się do powstania medycznego określenia z Polską w nazwie.

Można się teraz zastanowić po co celowo hodowano i noszono kołtun? Czy dla urody, tak jak współcześnie nosimy dredy? Czy też miało to związek z jakimiś praktykami magicznymi? Chyba to drugie: „Stare przesądy medyczne zabraniały obcinania kołtunów z obawy przed negatywnym wpływem na zdrowie (zaburzenia psychiczne, ślepota). Noszenie kołtuna miało chronić przed chorobami i diabłem. Najdłuższy zachowany kołtun znajduje się w Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzi z XIX w. i po rozwinięciu ma 1,5 m długości.” Kołtun znany był plemionom germańskim, żyjącym nad Renem i w Bawarii. Najwyraźniej we Wschodniej Słowiańszczyźnie dłużej te zwyczaje przetrwały. Nazwa kołtun pochodzi od rosyjskiego kiełtania (kołysanie). Kołtuny nazywano także skrzatami, goźdźcem, gośćcem (czy ma to coś wspólnego z guślarzem i gusłami?), wieszczycą, dobrodziejem, kołtkami, kraczycami. MNiezwykle ciekawy jest związek ze skrzatami i wieszczycą. Pierwsze to demony domowe, zmitologizowane duchami przodków - a więc jest jakiś związek z tytułowymi Dziadami. Wieszczyce - jako jedno z określeń kołtuna na głowie - kojarzą się z wieszczeniem i… kołduniami (wieszczkami-czarownicami).

A związek z wszawica i brudem? Ci co nosili dredy wiedzą, że pielęgnacja spilśnionych włosów jest dużo trudniejsza - nie da się wszy gęstym grzebieniem wyczesać ani innych zabiegów zrobić. Stąd może wtórnie kołtun skojarzono z brudem i wszawicą. W każdym razie walka z zabobonnym kołtunem w XIX wieku była zawzięta i żmudna - ludzi z kołtunem nie wpuszczano do urzędów, trafiających do szpitala od razu nożyczkami kołtuna pozbawiano.

W dawnych wierzeniach w jakiś sposób  kołtun miał chronić przed chorobą czy złym. W jednej z książek znalazłem opis, że kołtun to taki demon, co jak wejdzie w człowieka, to trzeba jeść, tyle ile on zapragnie. Stąd może jakiś związek z brzuchem i kałdunem? Współcześnie powiemy - pogardliwie kołtun o człowieku zacofanym, ograniczonym intelektualnie; obskurant. Zapewne to ślad zwalczania zabobonów, związanych z noszeniem kołtuna.

O sprowadzenie kołtuna (mody na kołtuna, wierzenia w ten zabobon) obwiniano Tatarów i Żydów, ale przecież wcześniej znano i u plemion germańskich. Raczej jest więc to pozostałość po dawnych czasach pogańskich i jakichś zabiegach magicznych, przed złem chroniących, a przynajmniej przed chorobą. O sprowadzanie kołtuna podejrzewano też złe duchy i czarownice. Tu więc dochodzimy do jakiegoś związku kołtuna z czaronicami czyli kołduniami. Ale wiele dawnych informacji, zapisanych w różnych miejscach, wskazuje, że kołtun umyślnie hodowano - „skrapiano włosy lepkimi substancjami, winem, wywarem z mchu, no i przede wszystkim unikano grzebienia. Nie należy włosów czesać przez kilka tygodni, włożyć między nie wosku z paschy i włosy wydobyte z woreczka, a głowę zmyć albo skropić barwinkiem - zalecał przepis na hodowanie kołtuna, a kmiecie powtarzali rymowankę: "Kołtonie, kołtonie, wloześ mi na głowe, dopóki tam siedzis, to będę mioł zdrowi". [źródło].

Pierwotna funkcja magiczna (szamańska) kołtuna uległa zapomnieniu. Być może uważano, że kołtun to wyciąganie choroby z człowieka (wierzono, że mieszkają w nas różne robaki, choroby wywołujące - można powiedzieć że jakiś prekursor teorii hologenomu :) ). Być może był elementem odczyniania od uroków, wykonywanych przez kołdunie-czarownice? Albo też że przez owe kołdunie-czarownice czy czarowników był wywołany. Jako rzucony urok. Kołtun to bestia w człowieku mieszkająca, której „czego się zechce, trzeba jej dać, aby szkody nie uczyniła”.

Gdy w kulturze zapomnieniu uległa funkcja magiczna, skupiono się na zwalczaniu tejże choroby „Występował tak powszechnie, że w jego zwalczaniu wyspecjalizowała się oddzielna grupa znachorów, "gościarzy". Po odmówieniu modlitw skrapiali włosy cierpiącego barwinkiem moczonym w winie lub myli głowę grochowianką i chmielem moczonym w wodzie. Inni wosku święconego kawałek wkładają we włosy, poczem zazwyczaj w kilka dni gościec się zwija”. A może od dawna znachorzy leczyli z chorób i urocków, których zewnętrznym, widocznym objawem był kołtun?

W pomrokach dziejów i języka gnie etymologia kołtuna i kołduna. Czy kołtun wywoływały złe wiedźmy-kołdunie czy też raczej one jako znachorki-szeptuchy leczyły? I nad tym można się zadumać, jedząc ciepłe kołduny w rosole (w czasie listopadowego zimna dobrze coś ciepłego zjeść), w czasie Dnia Zadusznych czy Dziadów ostatnio Halloween nazywanymi. Jeśli zagłębić się w historię i etnografię Indoeuropejczyków, to Halloween bliskie jest naszym Dziadom. Trochę więc bezsensowne jest publiczne piętnowanie zabaw halloweenowych - są bardziej nasze niż się wydaje (ale to dłuższa opowieść). Czym innym jest jednak zabawa, inspirowana poplkulturą, czym innym wiara i Wszystkich Świętych. Choć w kulturze i tak się splatają. Jak geny w genotypie czy gatunki w ekosystemie.

Zbadaj to sam – rzecz o odkrzesłowieniu uczniów w szkole

sczachor

ba1b7eb9b8ad142948e3b9dce300b4c6_LBez paniki –nie zamierzam zabierać krzeseł ze szkoły ani namawiać do wyrzucania ławek i krzeseł z polskich szkół. Jadę do Piły  (tam mnie jeszcze nie było) by dowiedzieć się co to jest Krajna (nie ma błędu nie o krainę chodzi), poznać projekt adoptowania małych rzek  oraz zobaczyć jak się robi lapbook. Do piły jadę z wykładem. Jednym słowem praktycznie i namacalnie uczyć się i uczyć. Jak na nauczeństwo przystało.

A o co chodzi z tymi krzesłami? To porównanie odnosi się do edukacji przyrodniczej poza murami szkoły i edukacji pozaformalnej. Czyli tego, co się dzieje w czasach coraz wyraźniej materializującej się trzeciej rewolucji technologicznej.

Szkoła musi się zmieniać nie dlatego, że coś źle zostało zaprojektowane, ale dlatego że zmienia się świat, w którym funkcjonujemy. Obecnie żyjemy na początku trzeciej rewolucji technologicznej i coraz bardziej odczuwamy znaczące rozproszenie i decentralizację, zarówno pozyskiwania energii jak i produkcji. Głębokie zmiany dotyczą także funkcjonowania społeczeństwa. Coraz większe znaczenie ma kapitał ludzki i innowacyjność, a mniejsze surowce i stare, konwencjonalne źródła energii.

Szkoła powinna się zmieniać (w sensie edukacja), ale nie każda zmiana jest dobra i nie każda zmiana jest pożądana. Szkoła powinna uczyć do świata, który się staje a nie świata, który kiedyś funkcjonował. Do tych zmian społecznych i gospodarczych dostosowuje się system edukacji (powinien by edukacja nie była archaiczna i niewydolna). Nowego znaczenia nabiera edukacja przez całe życie, edukacja rozproszona,  edukacja w małych porcjach i poza murami szkoły. I do tych zadań musimy budować nową przestrzeń edukacyjną – rozumianą szerzej niż tylko tradycyjną szkołę z epoki przemysłowej (druga rewolucja technologiczna). Rozproszenie kontaktów i wiedzy w internecie wymaga nowych kompetencji od współczesnego człowieka.

Trzecia rewolucja technologiczna ułatwia kontakty wielu do tej pory rozproszonym grupom ludzi (buduje nowe więzi). Na to nakładają się zmiany klimatu i wynikające z tego wyzwania dla współczesnych społeczeństw: szybkiego dostosowywania się do zmian w wielu wymiarach (tworzenie wspólnoty w nowych czasach). Jak przygotować do świata, którego jeszcze nie ma i dopiero się staje?

W sensie pedagogicznym nauczyciel powinien przyjmować rolę nie tyle mentora ale i ignoranta (wiem, że dużo nie wiem). Świat się tak szybko zmienia, że wszyscy musimy uczyć się przez całe życie. Wspólnie możemy odkrywać nowy świat i. Odkrzesłowienie szkoły oznacza uznać, że świat jest ciekawy a prawdziwe odkrywanie sprawia przyjemność. I odkrywać wspólnie z uczniami. System szkolny powinien w większym stopniu niż do tej pory skupić się na pokazywaniu nauki nie tylko jako produktu ale także jako procesu (skąd się bierze wiedza, skąd się biorą treści w książkach i dlaczego bywają różnie przedstawiane). Nie tylko skupiać się na budowaniu programów nauczania i siatki godzin a bardziej na daniu większej swobody nauczycielowi. Większej wolności i zaufania.

Najważniejsze w szkole, by nauczyciel czuł się dobrze (bo kapitał ludzki ważniejszy jest od infrastruktury). I sam był zaciekawiony odkrywaniem. Nauczeństwo, to neologizm dla zjawiska obserwowanego w edukacji, rodzącego się w czasie trzeciej rewolucji technologicznej. Termin nauczeństwo, nauczeń powstał analogicznie do prosumpcji, połączenie w jedno procesów nauczania i uczenia się.

Przykładem zmian jest podwórko, na którym kiedyś dzieci i młodzież sami rozwijali kompetencje społeczne, odbywał się rozwój ruchowy, poznawanie techniki i przyrody. Teraz musimy stworzyć przestrzeń edukacyjną w różnych miejscach (pikniki naukowe, centra nauki, "dzień pustej klasy”, trawnik w mieście itd.).

Wiedza jest systemem całościowym, w jednej głowie wszystko się nie zmieści dlatego kształcenie encyklopedyczne nie jest już efektywne. Ważniejsze by nauczyć metody poznawania świata (zdobywania wiedzy). Może się to odbywać w środowisku lokalnym i w odniesieniu do lokalnego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Nie wszyscy to samo, w tym samym czasie i w taki sam sposób.

Jednym słowem edukacyjne wagary :). czasem wyjść poza mury szkoły, fizycznie i mentalnie. By zobaczyć i współpracować. Ale edukacja to nasza wspólna sprawa i nie można nauczycieli i szkół pozostawiać samych z tym problemem. Wszyscy jesteśmy nauczycielami... a w zasadzie nauczniami.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci