Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

varia

Czarodziejem (wiedźmą) może być każdy człowiek…

sczachor

czarodziejem_mozebyc_kazdyWiedźmy to te które wiedzą. Tak piszą współcześni propagatorzy (kreatorzy) czarostwa i czarownic. Główny argument opiera się na zbieżności słowa wiedźma i wiedza. „Czarownica to ta, która robi czary, wiedźma to ta, która wie. Czarownica zajmuje się magią, wiedźma to po prostu mądra kobieta.” Pięknie brzmi ale to współczesna kreacja, nie oparta na źródłach i przeszłości. Wymyślanie bytów od nowa. Może być z tego literatura piękna jak u Tolkiena czy Sapkowskiego. Byleby charakter gatunku literackiego był jasny.

Mnie jednak bardziej pociąga odszukiwanie dawnego znaczenia. Taka kulturowa podróż w czasie (wyżej fragment z książki o Huculszczyźnie). Do świata, którego już nie ma.

Słowo czarownica wywodzi się już wprost od czarowania (czynienia). A jak jest w języku angielskim? Witch. Nijak to nie jest podobne do knowledge (wicca, wicce kojarzy mi się z wizją, ale to tylko współczesne skojarzenia). Ale na analizy językowe nie będę się silił, bo za słabo znam język angielski i tamtejszą kulturę. W każdym razie, z tego co wyczytałem i przedstawiłem w poprzednich wpisach na temat wiedź, wynika, że wiedźmy i czarownice wśród Słowian były uosobieniem czegoś złego, demonów lub półdemonów (czasem ludzi) zło czyniących, szkodzący, przed którymi zabezpieczano się na różne sposoby. Na określenie osób pomagających, np. leczących lub zdejmujących złe czary, uroki (bo dawniej choroby rozumiano jako rzucenie uroku czy działanie demonów) w Słowiańszczyźnie używano innych słów: lekarz, wracz, szeptucha, prymywnik, znachor, uzdrowiciel.

Wywodzenie wiedźmy od wiedzy ma swoje uzasadnienie w praindoeuropejskim słowie veda - wiedza. Ale także odnoszące się do widzenia. Bo w jakimś sensie wiedza to to co widzimy. Niemniej z odnoszeniem się do przeszłości zawsze jest trudno. Zmienia się język - my z naszym rodakami ze średniowiecza mielibyśmy ogromne trudności w porozumieniu się. Nie tylko ze zrozumieniem słów ale i znaczenia tych słów. 

Trochę przydatnych informacji można odszukać w innych językach, korzystając z Wikipedii. Na przykład w rosyjskiej Wikipedii możemy wyczytać: "Ве́дьма (ст.-слав. вѣдьма — «та, что обладает ведовством, знанием» от ст.-слав. вѣдати — «знать, ведать»; также вештица, волшебница, колдунья, чаровница) — женщина, практикующая магию (колдовство), а также обладающая магическими способностями и знаниями. Слово «ведьма» имеет такжеругательное и саркастическое значение."  Tu wyraźnie wiedźma powiązana jest z wiedzą. Ciekawe są jednakże i inne określenia na wiedźmę, czarownicę, w tym wieszczyca. W rosyjskiej Wikipedii jest i hasło poświęcone męskiej „czarownicy” czyli czarownikowi. Jednym z określeń jest wiedun. Czyli męska wiedźma: "Колдун, чародей, ведун, маг, волшебник (первоначально заклинатель, заговариватель) — человек, практикующий магию для воздействия на людей или природу, либо для получения знания или мудрости посредством сверхъестественных явлений. По некоторым представлениям, он обладает особыми сверхъестественными силами от рождения либо вследствие договора с нечистой силой. Женщину, занимающуюся колдовством, на Руси во многих местах звали «ведьмой». Согласно судебным документам XV—XVIII веков, во время так называемой «охоты на ведьм», колдунов, как и ведьм, преследовали и казнили, в том числе, сжигали на кострах. Это происходило как в Западной Европе, так и в Русском государстве".  

W ukraińskiej Wikipedii jest podobnie, a propos wiedźmy. Więcej jest jednak uwagi poświęcone zabieraniu mleka krowom, słoniny świniom i jajek ptakom domowych. Jednym słowem szkodnica i zło czyniąca zwykłym ludziom. "Відьма — жінка з надприродними силами, які вона використовує, на думку загалу, на шкоду людям. Основними вмінням відьом в Україні вважалися: здатність до переверництва; вміння відбирати молоко у корів, вовну в овець, яйця в домашньої птиці та сало у свиней; позбавляти людей урожаю та робити їх вовкулаками; насилати хвороби; псувати продукти; відьма може також керувати погодою: наслати град, посуху, тощо. Навіть наснившись, відьма може призвести до прикрощів."

I jeszcze klika zdań, dotyczących etymologii słowa wiedźma (w ukraińskiej Wikipedii), z naciskiem nie tylko na wiedzę ale i przewidywanie czyli wróżenie, wieszczenie: "Слово «відьма» має давньоруський корінь «вѣдъ», що пов'язаний із значеннями «відати», «знати», «провидіти». В санскриті «veda» означає «священне знання». Тобто можна припустити, що в давнину слово відьма не мало однозначно осудливого значення, та означало жінок що зберігали таємне, сакральне знання. На правобережній Україні археологи знайшли глиняні фігурки жінок-«чародійок», які викликають «небесну воду»."

W białoruskiej Wikipedii tak napisano o wiedźmie: "Ведзьма — паводле народных уяўленняў, жанчына, якая служыла нячыстай сіле і нібыта валодала звышнатуральнымі здольнасцямі. Паводле павер'яў, ведзьма знешне не адрозніваецца ад звычайных жанчын, аднак можа патаемна насылаць хваробы, псаваць ураджай, шкодзіць жывёле і г.д."

Mitem jest jednak twierdzenie, że złe traktowanie wiedźm zaczęło się dopiero w czasach chrześcijańskich. Nasi słowiańscy, pogańscy jeszcze przodkowie, również negatywnie odnosili się do wiedźm i czarownic. Trudno współcześnie zrekonstruować te dawne wierzenia (i przyczyny prześladowań czarownic - ludzi uznanych za czarownice). Zastanawia tylko często powtarzanie się m.in. szkodzenia przez zabieranie mleka krowom (oprócz innego szkodzenia) i podmienianie dzieci. Powiązanie z bydłem mlecznym wskazywałoby na praindoeuropejskie korzenie i być może wiązało się w jakiś sposób ze złym bożkiem lub demonami, na usługach sił ciemności.

Arabski kupiec żydowskiego pochodzenia podróżujący w XII wieku przez Ruś  opisał rytuał pławienia czarownic przez miejscową społeczność, po którym dokonano spalenia wiedźm na stosie. To były dopiero początki chrześcijaństwa na Rusi i raczej stare zwyczaje mocno jeszcze były zakorzenione wśród ludu. Arabski kupiec odnotował zapewne pogańską, starszą tradycję karania za czary i świętokradztwo, mającej analogie u innych pogańskich ludów indoeuropejskich. Raczej chodziło ukaranie za zło (nieurodzaj, suszę, głód, choroby) lub za zło rytualne (dla zapewnienia pomyślności i w ramach pomocy dobremu bóstwu w walce z siłami zła). Ślady tych dawnych wierzeń zachowały się w zwyczajach Nocy Świętojańskiej, plecenia wianków z bylicy, palenia ogni itd., a więc odczynianiu, gdy czarownice miały największą moc działania.

Jeszcze w XIX wieku i na początku XX w zapomnianych zakątkach Słowiańszczyzny uważano, że każdy może być czarownikiem-czarownicą (cytat wyżej). Wierzono w moc słowa i wypowiadanych zaklęć. Dzięki którym można było komuś zaszkodzić. I dziś tak czynimy… tyle, że wypisując anonimowo oszczerstwa w Internecie, pisząc donosy do SB (dawniej) lub urzędu skarbowego (współcześnie) lub pracodawcy obmawianego....

I na koniec obszerny fragment artykułu Marcina Stańczuka pt. „Radomskie czarownice”  „Na radomskiej wsi do czasów współczesnych zachowały się relikty wiary w istnienie czarownic. Przed II wojną światową posądzano je o rzucanie uroków na ludzi, zwierzęta i rośliny, zabieranie krowom mleka oraz spowodowanie, że krowy dają mleko z krwią. Pojawiały się w ludzkiej postaci lub jako ropuchy. Kobieta chcąca stać się wiedźmą musiała poddać się rytuałowi podczas którego szła nad rzekę zarośniętą rokiciną [gatunek krzewiastej wierzby; rokita - s.cz.], kładła sobie skopek od mleka na głowie i wzywała diabła Rokitę oddając mu ciało i duszę. Czart zrywał kobiecie pojemnik z głowy, a wtedy zyskiwała ona umiejętność czarowania. Paradoksalnie włościanie bronili się przed wiedźmami dzięki stosowaniu czarów lub po prostu używali wobec nich przemocy, np. bili miotłą ropuchy próbujące wejść do domu, a potem rozpoznawali kobiety będące czarownicami po opuchniętej twarzy. [zważywszy na powszechną dawniej przemoc fizyczną wobec kobiet  - "jak chłop baby nie bije to jej wątroba gnije" - to nie trudno było znaleźć we wsi kobietę z siniakami pod okiem czy w innym miejscu. Gdy zbiegło się to z biciem ropuchy... to i czarownica się szybka znajdowała.. - s.cz.]. Chłopi, mimo odrazy i lęku, zwracali się do czarownic w przypadku cięższej choroby, zaginionej rzeczy, zamiaru zaszkodzenia wrogowi lub „zadania” komuś miłości. Zanim rozpętało się „polowanie na czarownice”, w średniowieczu [tu autor nie ma racji, polowanie na czarownice zaczęło się w oświeceniu i później, a więc po średniowieczu  - o tym napiszę innym razem s.cz.]  wiedźmy posiadały wyższy status społeczny. Wykorzystywano ich siłę w sprawach rangi państwowej. Wiedźma Kazi dawała rady czeskim wojom przed bitwą, a w 1209 roku przed wojskiem Władysława Laskonogiego podążała czarownica wróżąc o wyniku odsieczy oblężonej Lubuszy, czerpiąc wodę przetakiem. Kościół prawosławny nie tępił czarostwa w tak dużym stopniu, dlatego jeszcze w połowie XVII wieku wiedźmy magicznie wspierały wojsko kozackie Bohdana Chmielnickiego.” W tym ostatnim przypadku zapewne nie chodziło o tajną broń rzucania uroków co być może wróżenia, wieszczenia a tym samym pomoc w planowaniu wojny.Wspomniane przykłąde ze średniowiecza także wiążą się z wróżeniem, wieszczeniem.

Więcej na temat wiedź i czarownic (wcześniej już napisane):

Niżej fragmenty z Huculszczyzny W. Szuchiewicza

czary_przywizanie

czary_wdowa

wiedzma_z_podkowami

Wiedźma to ta co wie czy co wieszczy? (z dygresjami o zabobonach)

sczachor

W swoich etnograficznych poszukiwaniach odnalazłem dwa kolejne ślady (z Białorusi i Huculszczyzny), przemawiające za tym, że słowo wiedźma pochodzi od wróżenia i wieszczenia a nie od wiedzy. Współcześnie popularne są tłumaczenia typu „wiedźma to ta która wie” (czyli wywodzi się od wiedzy). Więcej w tym jednak współczesnej kreacji niż oparcia na wartościowych źródłach (współczesna interpretacja a nie poszukiwania etnograficzne). Bo o niewiaście można analogicznie powiedzieć, że to ta, która nie wie, a o dziewicy - ta, która się dziwi.

Aby sprawdzić, skąd się wzięło słowo wiedźma w języku polskim, sięgnąłem do „Słownika etymologicznego języka polskiego” Aleksandra Brücknera. Z hasła w tym słowniku wynika, że wiedźma, pochodzi od słowa wiedma, które to słowo popularne było zwłaszcza w wieku XVII i wywodzi się z rusińskiego wied’ma. Brückner wskazuje także na czeskie słowo wiedi, oznaczające niby wieszcze. Czyli wynikałoby, że wiedźma pochodzi bardziej od wieszczenia i wieszczki niż wprost od wiedzy. (więcej tu: O wiedźmach czyli ewolucji znaczeń i kontekście co zmienia znaczenie),

Kazimierz Moszyński w „Kulturze ludowej Słowian” opisuje ludzi, którzy zawodowo oddawali się magii szkodliwej. Wskazuje, że w kulturze ludowej wyraźnie odróżniano ludzi oddających się magii złej, szkodliwej, od ludzi parających się magią pożyteczną. Ta ostatnia w większości dotyczyła leczenia. Dawna medycyna o szamańskich korzeniach opierała się w większości na magii (zamawianiu, odczynianiu itd.), gdyż wierzono, że choroba to działanie złych demonów lub efekt rzucenia szkodliwego czaru (uroku). Leczenie polegało więc na odczynieniu czaru lub wypędzeniu złego demona (jeśli używano ziół to nie w takim rozumieniu jak obecnie). Granica między czarną a białą magią jest płynna, jako że w kulturze szamańskiej nie istnieje etyka. Taka filozofia Kalego.

Współcześnie idealizujemy i reinterpretujemy dawne, ludowe praktyki magiczne. Niech za przykład posłuży sposób leczenia skrofułów u Hucułów, pochodzący z początków XX wieku (Włodzimierz Szuchiewicz „Huculszczyzna”). „Skrofuły, żonwy, żowny (Scrophulosis). One pochodzą od żonwy, dzięcioła zielonego; jak tylko człowiek sięgnie do gniazda jego, powstaje smród, a od tego biorą się skrofuły.” W leczeniu skrofułów Huculi stosują następujące sposoby: „a. Parzą nad siarką białą wełnę i przykładają ją do szyi; b. Smarują rany krwią po menstruacyji porządnej dziewczyny [jak nie pomoże, molfar zawsze może powiedzieć, że najwyraźniej dziewczyna nie była porządna…]; c. Odgaszają węgle i tak zamawiają >>Chot’ jes żovnarynm, chot’ żowna wczynyłyste siy roweri (gniazdo); wczynyło sy 9, z dewjyt’ 8, … z dwóch odna.<< Tak 9 razy; po każdym 3. razie odmuchuje zamawiający chorego i mówi” >>Ne moim duchom ałe bożym!<<” Wg Słownika Języka Polskiego Skrofuły to „przewlekła gruźlica węzłów chłonnych (najczęściej szyi), występująca u dzieci żyjących w złych warunkach; skrofuloza; zołzy.” Czy huculski molfar, prymiwnyk (od przymawiać, mówić) tym magicznym sposobem wyleczy chorego?

Najdziwniejsze jest to, że i w wieku XXI różnego rodzaju szeptuchy-prymiwnyki (czasem z komputerem i nowym słownictwem o energii i biopolu itd.) naciągają ludzi i odciągają od medycyny konwencjonalnej. W niektórych przypadkach ze skutkiem tragicznym. Nie jest więc to tylko zabawa etnograficzna… W 1986 roku w USA działało ponad 10 tys. czarownic, zarejestrowanych i płacących podatek dochodowy. W tym samym czasie w Niemczech w ponad 800 punktach tajemnej wiedzy magicznej można było zamówić różnego typu magiczne usługi, w tym spowodowanie czyjejś choroby, uzdrowienie, wywołanie uczucia miłosnego itd. Ceny owych usług były wysokie, np. za rzucenie uroku, powodującego czyjąś chorobę, należało uiścić czarownicy 5 tys. marek (Zwoliński A., 2013. „Leksykon terapii alternatywnych”). Niedawno w Polsce głośno było o wiedźmie-znachorce, która wyłudziła kilkadziesiąt tysięcy złotych od kobiety, stawiając magiczną ochronę przed chorobą. I to wszystko w wieku XXI, wieku racjonalności, szalonego postępu techniki i powszechnej edukacji i niezwykle łatwego dostępu do informacji…

Wróćmy jednak do etnograficznych poszukiwań źródła słowa „wiedźma”. Moszyński wskazuje, że rozróżnienie na ludzi parających się dobrą i złą magią znajduje swoje odzwierciedlenie w nazwach tych profesji (i osób). „U Łużyczan (…) człowiek zajmujący się czarami na szkodę bliźnich, zwie się kuzłar, khodot wzgl. chódot; zaś ten, co się trudni magją z pożytkiem dla ludzi - mudry muż wzgl. mudry cłowjek. U Polaków mężczyźni i kobiety, oddający się praktykom szkodliwym, noszą pospolicie nazwę czarowników lub czarownic [Moszyński w wielu miejscach zamiennie używa słowa wiedźma i czarownica, tutaj ograniczył się tylko do czarownicy, być może dlatego, że wiedźma pochodzi ze wschodniej Słowiańszczyzny], a poza tem guślarzy, ciot [we współczesnej polszczyźnie zachowało się pejoratywne określenie „ty cioto” - ciekaw jestem, czy ma to związek z dawnym określeniem] etc.; natomiast oddający się zabiegom pożytecznym - znachorów, mądrych wróżów, lekarzy, doktorów itd. (zrzadka - także guślarzy).” Jedynie w przypadku guślarza widzimy podwójne zastosowanie dla czyniącego złą i dobrą magię - zapewne w zależności od kontekstu - komu to czynią (filozofia Kalego).

Najciekawszy fragment odnosi się do Białorusi „U Białorusinów czarownik - to caraunik [czarounik], veźmar itp., kyvdun [w jez. rosyjskim czarownica nazywana bywa kałdunem, kałdunicą], vałcheb [to chyba to samo co wołchw, a czy kyvdun to od czynienia krzywdy, zła? ] …, zaś znachor - znachar, saptun [szaptun’] etc.” Mamy więc wiedźmę rodzaju męskiego - weźmar, wiedźmiar, podobnie do literackiego wiedźmina u Sapkowskiego. I mamy szeptuchę rodzaju męskiego - szeptun. Współcześnie na Podlasiu mówi się o szeptuchach, kobietach. Widać dawniej znachorstwem przez zamawianie zajmowali się i mężczyźni. Podobny przykład znajdziemy u Hucułów (ale to nieco dalej przytoczę).

Jedynie w odniesieniu do Wielkorusinów (Rosjanie) Moszyński zaznacza, że różnica między czyniącymi dobrą i złą magię jest nieco mniej jasna. Z dawnego języka słowiańskiego zachowały się słowa lekarz i wracz (w języku rosyjskim). Współcześnie mające jednoznaczne znaczenie zawodowego lekarza i medycyny konwencjonalnej.

W Bułgarji rozróżnia lud na ogół czarowników (magijosnik, brodnik) od znachorów-wróżbitów-lekarzy (vrażelec) [tu kolejny przykład łączący magię z wieszczeniem]; podobnie u Serbochorwatów , u których z jednej strony występuje darovnik, cinjarica [czinjarica, czyniąca, bo czary można czynić i odczyniać], magjionik, vjestac [vjesztac, również odnoszący się do wieszczenia, w tym kontekście ktoś zły, źle czyniący, źle wieszczący], a z drugiej vracar [vraczar]. Na ogół „czarownicy” biorą swą nazwę od „czarowania”;, „czynienia” i „wiedzy” etc.; „znachorzy - również od „wiedzy”, ale też od „mówienia” wzgl. „szeptania.” Zasługuje poza tym na podkreślenie szczególnie ścisły związek znachorów z lekarzami i wróżbitami, a zaś czarowników z istotami demonicznymi.”

Mamy więc wskazanie, że nazwa zło czyniącego - jakkolwiek by nie nazwać - ma związek z demonami (półdemonami) i sugeruje związek etymologiczny ze słowem „wiedza”, ale Moszyński nie podał przykładu, do jakiego słowa by się to odnosiło. Ja przynajmniej w jego trzytomowym opracowaniu nie znalazłem. Białoruski weźmar kojarzy mi się z wiedźmą - oba słowa wschodniego pochodzenia. Być może weźmar wywodzi się od słowa wziąć? (coś zabiera, bierze?).

Pora na przykład z Huculszczyzny. Szuchniewicz przedstawia kilka różnych demonów, półdemonów i ludzi niezwykłych. W części te postacie zachodzą znaczeniowo na siebie, mimo, że różne są określenia (to szczegółowo opiszę następnym razem). Obok leśnych, niavek (mavek), rusałek (luzon), nicznyć, mamum, topielców, wiedź i upiorów (pisałem tu), molfarów, czynatarów, misziysznyków, wowkunów (wilkołaków), werchobludów, stocznyków wymienia wróżki i wróżbitów.

wrki„Wróżki - To kobiety, co wróżą z gwiazd, czy np. człowiek żyć będzie czy nie.” Jeśli wczytać się w opis wróżki to na myśl przychodzi wiedźma-czarownica (wzmacniałoby to hipotezę roboczą, że wschodniosłowiańska wiedźma od wieszczenia pochodzi). Jak zostać wróżką? Wystarczy się nie myć, jajko pod pachą nosić i wyrzec się Boga, przechodząc na służbę złych mocy. „Kobieta, co chce wróżką być, nie śmie przez 9 dni myć się, ani modlić się i przez ten czas ma nosić jajo w lewej pachwinie, przyczem musi się wyrzec Chrystusa i wiary w niego. Po 9 dniach wykłuje się z tego jaja diabełek, który będzie jej służył. (…) Wróżką nie rodzi się żadna kobieta.” Bo wróżką się zostaje, w odróżnieniu od innych postaci półdemonicznych.

Brak informacji jak zostać wróżbitą (wróży z fasoli i ziarna). Brak odniesienia do związków siłami zła i diabłem. Widać tylko o kobietach krążyły złe opowieści. Ciekawie to komentuje Paweł Zych i Witold Vargas w „Bestiatiuszu słowiańskim” - „W dawnych czasach dożywanie późnej starości przez mężczyzn nie było zjawiskiem nadzwyczajnym (wbrew obiegowym opiniom w średniowieczu mniej więcej co ósmy mężczyzna liczył sobie ponad sześćdziesiąt lat), natomiast u kobiet, dla których każdy poród był jak „rosyjska ruletka”, sędziwy wiek stanowił niespotykaną rzadkość. Starość u niewiasty uważano za coś nienaturalnego. Stąd zapewne pochodziło przekonanie, iż wiele istot demonicznych przybiera postać pomarszczonej i brzydkiej baby.” Jak widać seksizm ma głębokie, ludowe korzenie...

Dawniej wiedźm się bano i straszono się nawzajem, dzieci w szczególności (na przykład Baba Jaga). Dzisiaj stanowią rozrywkę, uliczny teatr, tak jak w kulturze ludowej dawniej chodzono z turoniem: dawny demon i magia zamieniona została na kulturowy obrzęd rozrywkowy (ze śladami jedynie dawnej symboliki).

c.d.n (bo temat niezwykle ciekawy i aktualny)

Orzechowa wiedźma i oczar

sczachor

1024pxHamamelis_japonica4Szukając w Internecie poprzez słowa kluczowe do różnych tworów kultury dotrzeć możemy. Ostatnio otrzymałem zdjęcie kwitnącej rośliny. Wyglądała niesamowicie, pięknie i tajemniczo. Jeszcze ciekawszy był podpis - „orzechowa wiedźma” A w zasadzie podpis brzmiał jeszcze bardziej dziwacznie: „Kwiaty gałęziastego zimy czerwona orzechowa wiedźma”,  „Delikatni żółci kwiaty czarownicy leszczyna”. Czyli coś z czarownicą. Do zdjęcia dołączone było zapytanie „co to jest”. Nazwa była niezwykła. Jednak parę lat temu sam konsultowałem się z botanikiem, w sprawie rośliny o podobnym wyglądzie. Dlatego pierwszym moim skojarzeniem był oczar. Ale skąd ta wiedźma? I to orzechowa? Wszystko chyba za sprawą automatycznego tłumaczenia przez komputer. Rzeczywiście w języku angielskim oczar ma nazwę z czarownicą-wiedźmą w tle.

Ale najpierw o samym oczarze. Może polska nazwa powstała od czarowania, czarownic i jednocześnie od oczarowania pięknem tego krzewu? Oczar (Hamamelis L.) to krzew lub małe drzewo z rodziny oczarowatych. W rodzaju oczar systematycy umieścili pięć gatunków i jednego mieszańca (takie mieszańce są częstsze w przyrodzie niż biolodzy w definicji gatunku przewidzieli). Oczar japoński i oczar omszony pochodzą z Azji wschodniej, natomiast pozostałe gatunki pochodzą z Ameryki Północnej. W Polsce oczar można spotkać w kolekcjach dendrologicznych, gdzie sadzone są jako rośliny ozdobne. Możliwe że Europejczycy spotkali się z oczarem po raz pierwszy w Wirginii (oczar wirginijski Hamamelis virginiana L.). Przybyszom z Europy przypominały leszczynę, lecz kwiaty miały niezwykłe. Stąd angielska nazwa witch-hazels (czarownica-leszczyna, leszczyna czarownicy). Inna nazwa to winterbloom (zimowy kwiat).

Kwitnąca leszczyna (zobacz naszą kwitnąca leszczynę) i to w nietypowej porze roku - to musiała być sprawka wiedźmy. Oczar ma liście pokrojem zbliżone do liści leszczyny. Na dodatek to krzew lub małe drzewo. Podobieństwo spore. A Europejczycy (zresztą to typowe dla wszystkich ludzi) przybywając do zupełnie nowych ekosystemów rośliny i zwierzęta nazywali w nawiązaniu do tego, co znali w ojczyźnie. Kwiaty oczaru pojawiają się jesienią (oczar wirginijski) lub wczesną wiosną, a nawet zimą. Roślina przepiękna, w czasie kwitnięcia. Ale za sprawą mechanicznego, komputerowego tłumaczenia pojawiają się zupełnie nowe zestawienia słowne i zupełnie nowe byty, w postaci orzechowej wiedźmy. Bez porównani nazwa „oczar” jest piękniejsza.

O oczarze wirginijskim zaczęło być głośno gdy w Internecie pojawiły się artykuły z informacjami o cudownych właściwościach tej rośliny. Oczar stał się składnikiem wielu kosmetyków oraz paraleków. Witches - czarownice są ostatnio popularne w kręgu anglosaskiej kultury. Przynajmniej od końca XX wieku. Z rozgraniczniem, na te dobre uprawiające białą magię i te złe, czyniące czarna magię. Nie wiem jak w kulturze anglosaskiej dawniej było, w naszej, słowiańskiej, od przedchrześcijańskich czasów czarownice-wiedźmy były złe i zło człowiekowi czyniły. Leczeniem (również magicznym) zajmowały się inne postacie, inaczej nazywane. Pod wpływem anglosaskiej kultury zmienia się także w rodzimej popkulturze obraz czarownicy. Całkowicie oderwany od dawnego dziedzictwa.

White witch and good witch are qualifying terms in English used to distinguish practitioners of folk magic for benevolent purposes (i.e. white magic) from practitioners of malevolent witchcraft or black magic. Related terms are "cunning-folk", "witch doctor", and the French devins-guérisseurs, "seer-healers".

Ilustracje:

 oczar11

Maść czarownic czyli jak w kulturze obłaskawiliśmy wiedźmy i je do dobrych działań skierowaliśmy

sczachor

14435073_1245047425515689_7094462183430988636_oNie ma tematów nienaukowych - są tylko metody naukowe i nienaukowe… zgłębiania dowolnego tematu, poznawania dowolnego zjawiska. Na Europejską Noc Naukowców przygotowałem wykład o maści czarownic do latania (Maść czarownic (do latania) z Wimlandii czyli o tym jak nauka wspiera lokalną przedsiębiorczość). Można będzie skosztować tej maści i wypróbować na miejscu.

Maść czarownic z tajemniczej Wimlandii nie jest wierną rekonstrukcją tej starożytnej i średniowiecznej (O tym jak maść do latania wynalazłem). Jest uwspółcześnionym i przetworzonym produktem, dostosowanym do potrzeb promocji lokalnej wytwórczości i potrzeb turystycznych. Jest efektem współpracy nauki z lokalną gospodarką. Wykład w czasie Europejskiej Nocy Naukowców 2016 jest etnograficznym i kulturowym poszukiwaniem, by lepiej zrozumieć co to jest wiedźma i czarownica. 

Przed wykładem o maści czarownic i tajemniczej Wimlandii odbędzie się krótki występ zespołu Wiedźmuchy (na zdjęciu). Tak o sobie piszą: „Wiedźmy - przede wszystkim, Czarownice, Babajędze, różnie o Nas mówią. Grupa artystyczna, estradowa. Nie jesteśmy okultystkami, po prostu dobrze się bawimy !” Są dowcipne i mają dystans do siebie „Jest nas 12 anonimowych cudownych kobiet z dystansem do siebie. Między nami są przedszkolanki, pedagog, wykładowca akademicki, lekarz, bizneswomen i jedna dziewica - kogoś trzeba zepsuć.” Grupa istnieje od czerwca 2016 r. Panie występy już w Rusi, Reszlu, Nidzicy, Biesalu, Gietrzwałdzie.

A ja tymczasem wracam do rozważań o wiedźmach. Są co najmniej dwa obrazy wiedźmy (i czarownicy), dawny, gdzieś do końca XIX wieku, i współczesny, tak od połowy XX wieku. Jedno słowo - dwa desygnaty. Być może i dawniej ten sam wyobrażeniowo-demoniczny desygnat miał wiele określeń w różnych czasach, kulturach. Stąd tak dużo południc, rusałek, wiedźm, czarownic etc..

Mała dygresja. Współcześnie występują wiedźmy w dawnym, złym znaczeniu. Inne mają jedynie nazwy: hejter, plotkarz, intrygant itd. (bo słowem złym szkodzą ludziom. Ale to temat na inną opowieść). Słowo pozostało a desygnat się zmienił. Zaś desygnat zyskał nowe określenie (hejterka. Intryganta -  nie zawitkami i magicznymi formułami, a wypisywaniem złych rzeczy, potwarzami, obmowami, szkodzą ludziom.)

Zatrzymajmy się tylko przy wiedźmach. W danych etnograficznych w naszej kulturze wiedźma jest synonimem (lub określeniem bardzo bliskoznacznym) czarownicy. Dawniej miało znaczenie półdemona złego i szkodzącego lub osoby ludzkiej, złej, szkodzącej, brzydkiej. Wywodzi się z czasów szamańskich i swoistego traktowania rzeczywistości materialnej poprzeplatanej z duchową. Współcześnie złe demony zostały w dużym stopniu obłaskawione i usympatycznione. Przykładem mogą być krasnoludki, rusałki itd. Z dawnego kultu poprzez literaturę trafiają w nowej roli ponownie do codziennej kultury. Może dlatego, że dawna rzeczywistość odeszła w niepamięć. Dawne strachy i trudy życia przestały istnieć. Nie chodzimy nocą przez las czy nieoświetlone pola. Nie jesteśmy uzależnieni od mleczności krowy. Dawne, rzeczywiste troski i strachy zniknęły, zostały słowa i szczątkowe wyobrażenia. Przez kulturę fantazji zagospodarowane zostały do nowej roli. Czarownice poprzez telewizyjne kreskówki stały się sympatyczne i miłe. A skoro nie szkodzą, to trzeba znaleźć dla nich nowe zajęcie. Już nie szkodliwe czary a... np. zielarstwo i coaching. Czy nawet rozrywka. Tak jaki kiedyś stało się z turoniem, lajkonikiem czy innymi ludowymi zabawami. Nastąpiło przejście od kultu i praktyk kultowych do kultury i rytuału na poły rozrywkowego (forma oderwana pd pierwotnej treści). Od wierzeń do zwyczaju, od szamańskich praktyk do przygodnej rozrywki. Relikty, choć zmodyfikowane, dawnej kultury i wyobrażeń o świecie.

W literaturze fantazji wielokrotnie wykorzystywane są dawne wierzenia, zwyczaje, rytuały. Odpowiednio zmienione i rozwinięte tworzą bardzo rozbudowane światy. Taki Tolkien czy Sapkowski i tysiące innych. Wszystko dobrze, gdy odróżniamy literaturę i sztukę od rzeczywistości. Czytając książki przygodowe o rycerzach czy Indianach, jako dzieci bawimy się w rycerzy i Indian. Kiedyś na podwórku, dzisiaj wykorzystując gry komputerowe. Modne są historyczne grupy rekonstrukcyjne (te bazują na prawdziwej wiedzy) ale i grupy rekonstruujące (odtwarzające w realu) świat fantazji literatury: różne Disneylandy z Kaczorem Donaldem jak i wioski Hobbitów. W tej grupie mieszczą się różnego rodzaju czarownice i zabawy w Halloween. Ale są i zjawiska pomieszane. Np. kreowanie fantastycznego neopogaństwa typu wiccianie i tworzenie (wymyślanie) czarostwa (nowe słowo). Niby w nawiązaniu do przeszłości. Ale z przeszłością wiele nie ma wspólnego. Taka twórcza interpretacja i bardzo dowolna. Tak jak pisanie, że wiedźmy to te, które wiedzą. Wiedzą o ziołach i o leczeniu itd. Jeśli traktować jako nowe zjawisko kulturowe - to jak najbardziej. Można tworzyć wszystko. Ale udowadnianie, że ma to kontynuację z pradziejów… to już mieszanie pojęć i jest w sprzeczności z faktami. Chyba wynika z ignorancji. Albo jest myleniem fantazji z rzeczywistością. Tolkien stworzył swój świat, bardzo kompletny. Ale od początku do końca jest to literatura. Dobra literatura.

Przejrzałem sporo materiałów etnograficznych, szukając ludowego rozumienia słowa wiedźma i ludowego, dawnego rozumienia takiej istoty. Znalazłem tylko określenie istoty półdeminicznej lub ludzkiej, złej i szkodzącej człowiekowi. Na ludzi leczących (jakkolwiek) lud miał inne określenia: znachorzy, babki, szeptuchy itd. Mimo, że często takowe leczenie mocno przesiąknięte było i jest magią czy praktykami szamańskimi. Wiedźmy stały się sympatyczne dopiero w drugiej połowie XX wieku. Współcześnie stanowią hybrydę różnych elementów kultury i kreacji rozrywkowych: spiczastą czapkę, różdżkę, miotłę na której latają, zioła którymi leczą.

Kazimierz Moszyński w swojej trzytomowej „Kulturze ludowej Słowian” (kolejne tomy wydane w latach: 1929, 1934, 1939) pisze o magii, złej, dobrej i mieszanej. W badaniach etnograficznych odnotowano, że osoby zajmujące się „dobrą magią”, pomaganiem człowiekowi, uzdrawianiem itd. określane są nazwami: znachor, szeptucha i ani razu nie pojawia się wiedźma czy czarownica. Wiedźmy w dawnej kulturze miały więc jednoznacznie złe znaczenie, istot szkodzących człowiekowi, przed którymi należało się chronić. Moszyński w swoim dziele „Kultura ludowa Słowian” pod pojęciem "demonologia" rozumiał wszystkie, oprócz bóstw, mityczne istoty człekokształtne. Zaznaczył, że jest to kontinuum, tak jak nie ma jasnej granicy pomiędzy bóstwami a demonami, tak nie ma jej również pomiędzy demonami a ludźmi. Tę przestrzeń, dzielącą demony od ludzi, wypełniają istoty półdemoniczne: wiedźmy, zmory, płanetniki i upiory. Półdemony, w podejściu Moszyńskiego, z reguły pozostają w ścisłym związku z określonymi ludźmi czy z ich duszami. Każda wiedźma, latająca nocną porą w postaci ptaka, ćmy itd., by wyżerać płód z łona istot ciężarnych, jest według wierzeń ludu (spisanych przez Moszyńskiego) konkretną, jakąś kobietą, z imienia czy nazwiska w danej chwili nieznaną, ale niezawodnie istniejącą w jakimś miejscu na Ziemi między żywymi (czy umarłymi) ludźmi i dającą się odszukać. Gdzieś istnieje można ją odszukać, wykryć i coś tam zrobić by ukarać za wyrządzane zło (choroby, pożary, susze itd.) lub zapobiec dalszemu złu. Ludowe samosądy licznie są udokumentowane w kronikach.

Ale wróćmy do Moszyńskiego:. „Podobnie zmora to określony człowiek żywy, zwykle miejscowa dziewczyna, w której ciele znajduje się demon, czy płanetnik; upiór, tylko ten nie jest określonym człowiekiem żywym lub jego duszą, ani nie jest duszą określonego człowieka zmarłego, lecz żywym trupem jakiejś danej osoby. Ogólnie jednak biorąc, istoty półdemoniczne mimo cech odróżniających je od demonów posiadają z nimi wiele wspólnego, nie ma więc sensu zdecydowanie ich rozgraniczać”. Czasem (w dawnym rozumieniu) wiedźmy to konkretne osoby, znane z imienia i nazwiska. Być może to logika swoistego gatunku literackich opowieści. A czy my, współcześnie, w opowieściach nie wstawiamy osób z nazwiskami, by nadać im więcej realizmu i wiarygodności. Mówimy, że szwagier widział, znajomy znajomego zna tę sprawę, bo widział itd.?

W demonologii ludowej Słowian Moszyński wyróżnił także i wiedźmy, jakkolwiek traktował je zamiennie z czarownicami. Tak więc przynajmniej w końcu XIX wieku wiedźmy i czarownice traktowany były jako te same istoty półdemoniczne. W zasadzie postać półdemonicznych wiedźm jest ludzka i tylko niektóre występują pod postaciami zwierząt lub innych zjawisk (np. świecąca kula), a i to czasowo.

Tak sobie dawny lud słowiański wyobrażał wiedźmy o ludzkiej postaci (wg materiałów zebranych przez Moszyńskiegoi): „Plamy ciemnosine na ustach i całym ciele zdradzać mają wiedźmę, a po silnym znaku w kształcie nożyc rozpoznaje się upiora.” (upiora umieściłem, bo wg Hucułów upiór to męska postać wiedźmy - Ażebym nie urzekł czyli wiedźmy huculskie, Część 3. Poszukiwanie genezy wiedźm). W opisie postaci półdemonicznych i demonicznych „najczęściej ognistość kojarzona jest z wiedźmami, skrzydlatymi żmijami (latającymi w nocy i świecącymi jak ogień, albo nawet miotającymi za siebie iskry naokół, zapalając snopy, plewy itp.) czy meteorytami ("rozzłoszczony odmieniec lecąc po niebie iskry z siebie wypuszcza")”. Z kolei „zrośnięte brwi utożsamiane są z obrazem dwuskrzydłej zmierzchnicy (Sphinx), zaś ćma jest uważana z jednej strony za bardzo częste wcielenie duszy ludzkiej (lub po prostu za tę osobę), z drugiej zaś - za wcieloną duszę wiedzmy lub zmory. Podobnie jak zbyt obfite brwi, tak i ich zupełny brak piętnuje demoniczność upośledzonej przez niego człekokształtnej istoty ("niedobry jest, kto nie ma brwi - to już nie człowiek"). O brak brwi posądza się demony leśne i upiory”. 

Wiedźmom lub czarownikom przypisywane są oczy czerwone (poza tym - ludziom złym). Natomiast w dawnych słowiańskich wierzeniach praktycznie nie występował motyw rogów na głowie : „motyw rogów dzięki znacznemu rozpowszechnieniu wśród słowiańskiego ludu chrześcijańsko-kościelnej koncepcji szatana czy diabła przeniknął do demonologii wiejskiej jako cecha demoniczna. Pierwotnie nie był on zupełnie znany Słowianom, a i dziś oprócz czorta, żaden prawie demon słowiański nie jest rogaty.” Według Moszyńskiego w demonologii Słowiańskiej długie sutki przypisuje się prawie wyłącznie demonom wodnym oraz demonom w rodzaju dziwożonek czy boginek. Czasami spotyka się podania, w których mowa jest o żelaznych piersiach, co cechowało demony strzegące pól i ogrodów, albo służące jako postrach dzieci (Baba Jaga, żelazna baba). Jakiś daleki związek ma to z wiedźmami. Kamienne palce przypisywane są wodnikom, czarownicom i czarownikom (podłamywane podczas wzajemnych walk i kłótni). Spiczasta czapka używana była przez czarty, a przypominająca wątek ostrej głowy demonów. Motyw ten kojarzony jest przede wszystkim z demonem "nocnego strzelca", prowadzącego "dzikie łowy". W dawnej kulturze Słowian wiedźmy spiczastych czapek nie miały. Mamy więc wyobrażenie jak na przełomie wieku XIX i XX lud słowiański wyobrażał sobie wiedźmę (a jak nie). Trudno powiedzieć czy było tak zawsze. Może niektóre opisowe cechy wędrowały od jednego półdemona do drugiego czy nawet demona. Kultura jest czymś żywym, umożliwiającym drobne modyfikacje lub większe zmiany, czego obecnie jesteśmy świadkami.

Przejdźmy teraz do relacji demonów w stosunku człowieka (we dawnych ludowych wyobrażeń). Dane zebrane przez Moszyńskiego są jednoznaczne: zdecydowanie szkodliwe dla ludzi są wszelkie istoty półdemoniczne (za wyjątkiem płanetników), a więc wiedźmy, zmory i upiory. Inne dane wskazują, że ten negatywny stosunek pochodzi z czasów pogańskich, przedchrześcijańskich. „Na ogół biorąc także stosunek demonów właściwych do ludzi jest mniej lub bardziej wrogi (jednak ta wrogość nie jest bezwzględna i przede wszystkim nie dotyczy osób bliżej z danym demonem związanych). Zresztą według wierzeń z różnych okolic niektóre istoty demoniczne są nawet dość życzliwe dla ogółu ludzi i tylko mszczą się na tych, co rozmyślnie lub mimowolnie im się narazili. Wiły na przykład często uchodzą za istoty dobroczynne (tylko gdy człowiek przestąpi ich koło taneczne, mszczą się, raniąc go strzałami). Poza tym nawet złośliwego demona można sobie ująć i zasłużyć na jego wdzięczność. Kiedy indziej można go znów zmusić do okazywania pewnych usług, na drodze fizycznego nad nim zwycięstwa albo za pomocą podstępu czy też magicznych zabiegów. Najzłośliwsze dla ludzi są - nie licząc półdemonów - demony chorób oraz czarty”. Zdaniem Moszyńskiego w kulturze ludowej Słowian spotkanie z demoniczną istotą lub jej napaść na człowieka przedstawia się w wyobraźni ludu daleko groźniej. Niekiedy już samo tylko zjawienie się demona wróżyło człowiekowi, który go ujrzał, śmierć albo nieszczęście (np. taki przesąd wiąże się z ujrzeniem wodnika). Tak więc rozmaite rodzaje chorób skóry, łamania w kościach, sine piętna na ciele itd. interpretowali Słowianie jako skutki uszczypnięć, dotknięć lub pobicia przez demoniczne istoty, pastwiące się nocą czy w południe nad śpiącym człowiekiem, albo pociągające go w topiel. Także wszelkie inne chorobliwe przypadłości, a już przede wszystkim obłęd, powodowane były ingerencjami demonów. Dlatego leczenie chorób uważane było za wypędzanie złych mocy. Jeśli były stosowane jakiekolwiek zioła, to ze względu na ich domniemaną moc magiczną a nie właściwości lecznicze, tak jak teraz rozumiemy. Dopiero późniejsza nauka sprawdzała wszystkie ludowe zioła, (magiczne, takiej jak chociażby arcydzięgiel, pokrzywa, ostrożeń warzywny). Niby skutek ten sam, ale zupełnie inna interpretacja. Tak więc łączenie we współczesnej kulturze wiedźm z ziołolecznictwem jest w pełni błędne z historycznego punktu widzenia. Jest po prostu twórczą i współczesną interpretacją, przetworzeniem i zaadoptowaniem dawnych elementów w zupełnie nowym kontekście i nowym znaczeniu.

Z opracowania Moszyńskiego wynika, że w dawnych wierzeniach najróżniejsze demony chciały ludzi opętać, porwać, albo w ten czy inny sposób uśmiercić, wabiąc do siebie na różne sposoby. Najczęściej uwodziły głosem (boginki, rusałki, demony wodne), rzadziej innymi sposobami w rodzaju rozwieszania chustek, wstążek i tym podobnych drobiazgów, na które jakoby mają się skusić młode nie doświadczone dziewczęta (tak kusić mają demony wodne) - mężczyzn uwodziły seksualnością urodziwych kobiet, kobiety bogactwem i urodą fatałaszków i biżuterii... "Niektóre demoniczne istoty przed zabiciem zwabionego czy też napotkanego człowieka zadają mu zagadki (w ten sposób zachowują się niekiedy południce zachodniosłowiańskie i rusałki oraz upiory ukraińskie). Zwykle o ile zagadki zostaną rozwiązane demon traci władzę nad człowiekiem (w przeciwnym razie dręczy go i uśmierca). Ten motyw sfinksa spotyka się także na zachodniej słowiańszczyźnie w zastosowaniu do dość łagodnych na ogół kraśniaków (w takim wypadku fantazja ludowa kładzie jednak nacisk tylko na pomyślne rozwiązanie, co ma być warunkiem otrzymania daru od pytającego).” Jednym słowem wiedza ocalić życie może. Zatem warto ćwiczyć się w rozwiązywaniu zagadek wszelakich i powiększać swoja wiedzę o świecie. 

Sporo ciekawych przypadków wabienia przez wiedźmy w ludzkiej, konkretnej postaci, znajdujemy w wierzeniach czy raczej baśniach Hucułów (spisanych sto lat temu) - następnym razem przytoczę, zazwyczaj dotyczyło to kobiet, starających się pozyskać miłość i zainteresowanie mężczyzn. Typowe zabiegi magiczne z czarowaniem włącznie. Magia rozumiana była dawniej jako działanie na rzeczywistość. Taka szamańska inżynieria: zrobić to i to, by osiągnąć taki a taki skutek.

„Różne są sposoby znęcania się demonów nad ludźmi, którzy dostali się w ich ręce. Demony domowe głaszcząc ofiarę, zdzierały z niej skórę. Demony leśne (dziwożony, niekiedy upiory, przede wszystkim jednak rusałki oraz nawki) dręczą przez łaskotanie, kończące się zwykle śmiercią schwytanego człowieka.” Inny sposób znęcania się demonów nad ludźmi (oraz zwierzętami) przedstawia duszenie ich, względnie gniecenie wtedy, gdy są pogrążeni we śnie. Takie duszenie czy też gniecenie (przedsiębrane niekiedy nawet w stosunku do przedmiotów martwych) cechuje przede wszystkim zmorę, która dlatego bywa nawet nazywana gniotkiem lub podobnie. Współcześnie koszmary nocne tłumaczymy przejedzeniem się na noc lub zjedzeniem czegoś niestrawnego. Skutek niby ten sam: męczenie się i koszmary senne - ale wyjaśnienie zupełnie inne. Tak na marginesie - nie istnieją obiektywne obserwacje (fakty) bez paradygmatu, bez teorii, umożliwiającej ich interpretację. 

Co jeszcze znajdziemy u Moszyńskiego? "Jeżdżenie na napotkanych przez siebie ludziach jak na koniach to już sprawka upiorów lub innych demonów, dzieje się to przez zaskoczenie ofiary, np. wskoczywszy im znienacka nocą na plecy czy ramiona. Ten motyw często jest tak ze utożsamiany z czartami i czarownicami wskakującymi nocą na wozy podróżnych. [czasem na parobków lub mężów - dotyczy oczywiście czarownic/wiedźm]  Posępny motyw wysysania krwi ze śpiących ludzi i ze zwierząt domowych, utożsamia się z nim upiory, czarownice i inne bliżej nieokreślone demony i półdemoniczne istoty. (...)Słyszy się także o wyżeraniu serca, względnie wątroby, pożeraniu noworodków, dzieci i ludzi dorosłych. Demony potrafią także ściąć ludziom głowę albo ją ukręcić. Czasami wywołując po prostu jej ból. O zabijanie strzałami oskarża się wiły. Według bardzo powszechnego przekonania ludów słowiańskich kobiety ciężarne i położnice są bardziej niż pozostali ludzie narażone na napaści demonów itp. czartów czy w ogóle nieokreślonych bliżej złych duchów, wiedźm, zmor, duchów zwanych senka i navak, boginek, południc, nawet kraśniaków etc. Nieraz spotkać się można także z porywaniem niemowląt, podmianą ich a także porywaniem dziewczyn i kobiet.”

O ile złośliwy stosunek demonów do ludzi znajduje wyraz w całym szeregu motywów, zwykle przy tym nadzwyczajnie rozpowszechnionych, o tyle stosunek przyjazny mniej jest opracowany przez ludową fantazję. Są jednak takie wątki które nadają demonom dobry charakter. Do nich należą: opiekowanie się dziećmi porzuconymi przez ludzi oraz niektóre formy zawierania z ludźmi miłosnych stosunków.

W dawnej kulturze ludowej przychylne dla ludzi bywały demony domowe: opiekowały się dobytkiem, pomnażały go, ostrzegły domowników przed grożącym nieszczęściem, pomagały im w pracy itp. Przyjazne bywały niekiedy nawet dziwożony. Ale wiedźm jako demonów domowych etnografia słowiańska nie odnotowała. Słowianie południowi przypisywali wiłom liczne cechy dodatnie, jak nauczanie ludzi znachorstwa, odkrywanie przed nimi wiedzy lekarskiej, wszelkiego rodzaju okazywanie pomocy. Mogłyby więc wiejskie znachorki czy szeptuchy swą wiedzę od demonów zdobywać (przynajmniej u południowych Słowian). Ale wiedźmy były synonimem zła i szkodzenia.. Jednym z najważniejszych wątków cechujących dodatnią działalność demonów, jest wspomniane już przed chwilą pomnażanie majątku i bogactwa. Wszędzie, gdzie istnieje żywa wiara w duchy czy demony domowe tam tym właśnie istotom przypisuje się pomnażanie dobytku. Pomagają nam demony także przy przędzeniu, pielęgnowaniu koni i śpiewie. Przykładem może być znany u nas Kłobuk.

Podsumowując: w dawnych wierzeniach, do początków XX wieku, wiedźmy i czarownice to były istoty półdemoniczne, złe i szkodzące człowiekowi. We współczesnej kulturze następuje powolna zmiana  - element wierzeń (sięgających korzeniami przedchrześcijańskiego szamaństwa) przechodzi w element kultury i zmienia swoją funkcję, na bardziej przyjazna człowiekowi. W miejsce magii pojawia się rozrywka. Być może dawniej taki sam proces zaszedł w przypadku wiejskiego chodzenia z Turoniem? Dawny demon zamieniony został w postać z rozrywkowego przedstawienia.

c.d.n... bo wyszukałem jeszcze sporo innych, etnograficznych ciekawostek, związanych z wiedźmami.

 

czytaj też: O wiedźmach czyli ewolucji znaczeń i kontekście co zmienia znaczenie

Ażebym nie urzekł czyli wiedźmy huculskie (Część 3. Poszukiwanie genezy wiedźm)

sczachor

huculszczyznaKontynuuję swoje poszukiwania genezy słowa wiedźma. Po Polesiu (Wiedźmy poleskie czyli skąd się wiedźma u nas wzięła) tym razem sięgam do Huculszczyzny. Zajrzałem do starej, etnograficznej książki Włodzimierza Szuchiewicza pt. „Huculszczyzna” tom IV., wydanej w 1908 roku, dobra i rzetelna praca etnograficzna. Treść jeszcze nie została skarżona współczesnym, medialnym (Hollywoodzkim) punktem widzenia i nowym kulturowym kreowaniem fantastycznych światów. A materiały z żywej pamięci pochodzą z wieku XIX. Zatem materiał wiarygodny i rzetelny. W rozdziale XX („O bogach ziemskich i ludziach niezwykłych") przeczytać można i o wiedźmach. W zasadzie zawarte fakty etnograficzne (to jak sobie Huculi wyobrażali wiedźmy i co o nich sądzili) potwierdzają wcześniej przytaczane (w poprzednich wpisach o wiedźmach) zdanie Moszyńskiego, że wiedźmy należały do kategorii półdemonów, z pogranicza świata ludzi i demonów.

Cóż więc Huculi myśleli o wiedźmach? „Wiedźma to kobieta, z której podczas snu ulatuje dusza, wychodząc tyłem przez otwarte okno, drzwi lub komin. [tu moja mała dygresja - pogańska Słowiańszczyzna wyobrażała sobie duszę jako coś fruwającego zazwyczaj jako ptaka, być może czasem także owada-ćmy. W odniesieniu do ptaków zrozumiały był szacunek dla bocianów i jaskółek] Dusza wiedźmy wygląda jak świecąca, przejrzysta kula, która toczy się ogrodami, polami, na miejsce swojego przeznaczenia; można ją widzieć, a pochwycić ją może tylko kobieta połami swej koszuli, a mężczyzna spodniami, a przechować można ułowioną duszę tylko w makutrze; [makutra kojarzy mi się z ucieraniem maku. Być może owa makutra do przechowywania duszy wiedźmy ma jakiś związek z makiem i poprzednio przytaczanymi informacjami z Polesia, gdzie mak związany był z odczynianiem przeciw wiedźmom i zwany był wiedunem] gdyby przy tem ta kula pękła, umiera równocześnie kobieta, z której dusza uleciała. Gdyby kto pochwycił taką duszę, a ciału nadał inne położenie, jak to było, gdy ona z niego wyleciała, albo gdyby kto wziął ciało z miejsca, gdzie ta kobieta usnęła, ona nie ożyje, chociażby wypuścił ujętą duszę; trzeba poprzód położyć ciało na swoje miejsce i to w pierwotne położenie, wtedy dopiero wejdzie weń dusza i to tylko nocą, nigdy w dzień.”

No to mamy obraz wiedźmowej duszy. Pora coś więcej dowiedzieć się o samych wiedźmach: „Kobiety, co rodzą się wiedźmami, mają maleńki twardy ogon; są i bezogonowe wiedźmy, któremi stały się złe kobiety; te są wiedźmami od ludzi, a tamte od krów, owiec itp.”. Ewidentnie widać więc, że wiedźmy z zasady są złe. Mogą się takie urodzić. Być może ów ogon to medycznie udokumentowane przypadki urodzenia się ludzi z dłuższą kością ogonową. Jak każdy niecodzienny i „inny” przypadek w budowie anatomicznej budził strach i wymagał jakiegoś światopoglądowego uzasadnienia. 

Nocą siadają wiedźmy na kociubę [narzędzie do wygarniania węgli z pieca chlebowego albo pogrzebacz, rodzaj pogrzebacza służącego do rozgarniania żaru w piecu chlebowym, ale także rodzaj płaskiej szufli, służącej do wkładania i wyjmowania ciasta (bochenków chleba itd) z pieca chlebowego - jak widzimy nie tylko miotła służyła do latania] lub miotłę i wylatują zwyczajnie kominem na oznaczone miejsce, na jakiejś górze lub na miedzy, gdzie odbywają swe narady; tam rozdziela pomiędzy nie czart szczeć, ażeby miały czem ciąć ludzi.” W dalszej części jest wzmianka o cięciu, zatem pewnie tną ową szczecią. Mamy więc drugi sposób podróżowania, już nie tylko dusza ulatująca nocą ale i sama wiedźma może latać (na miotle lub kociubie). W każdym razie spotykają się z czartem, silą nieczystą i bezwarunkowo szkodzą ludziom. O żadnej wiedzy na temat ziołolecznictwa w świadomości Hucułów sprzed ponad wieku nie ma mowy. Pomocne to nam będzie do oddzielenie tego co było dawniej, od współczesnego tworzenia wizerunku wiedźm. Ale to inna oczywiście opowieść.Wróćmy do huculskich wiedźm (etnograficznych zapisków Szuchiewicza). „Wiedźmy nasyłają chorobę, lub szkodzą człowiekowi materyalnie, ogryzając np. las, skutkiem czego on usycha lub t.p. One czarują w miejscach, którędy bydło idzie do wody, nabierając gliny ze śladu bydlęcia, wyskubują mu włosy, udoją mleka, a urobiwszy z gliny, włosów i mleka maleńkie baryłeczki, przechowują je w drzewach świerkowych.” Szuchiewicz w przypisie zaznacza, że baryłeczki to poczwarki chrząszcza Monochamus sartor - żerdzianka krawiec, chrząszcz z rodziny kózkowatych, zasiedla bory iglaste. w Europie Środkowej gatunek współcześnie rzadki, larwy żyją pod korą i tam następuje przepoczwarczenie. Huculi mocno związani byli z lasem i drewnem, większość ich wyrobów była z drewna. Zapewne często tego chrząszcza spotykali. Jak widać przypisywali mu magiczne właściwości, efekt knucia wiedźm ale i dobry środek do pomnożenia bogactwa (o tym niżej). Może jakoś wiązało się to z opisywanym szkodzeniem w postaci „ogryzania lasu, skutkiem czego on usycha” ? Erazm Majecki w „Słowniku nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich” z 1894 roku dla wspomnianego chrząszcza takie podaje polskie nazwy: cierniorożec, żerdziak, żerdzianka. „Kto taką baryłeczkę znajdzie, daje ja swej krowie, a krowa daje wskutek tego dużo tłustego mleka. [zatem jakiś sposób na przechytrzenie wiedźmy lub wykorzystanie jest działań na swoja korzyść] Wiedźma wchodzi do stajni, a gdy nassie się mleka, wraca wypełniona kulą do domu, gdzie wydaje mleko używane, a sama wchodzi przez usta w ciało. Wiedźma od krów może nadoić mleka i z międlicy, przysiadłszy koło niej, jak do podoju i wetknąwszy nóż w międlicę.”

Zatem wiedźmy kradną mleko krowom, przylatując jako dusza, zatem niewidzialna lub trudno dostrzegalna dla ludzi. W wielu opowieściach etnograficznych wiedźmy albo kradną mleko krowom, albo sprawiają, że krowy mało mleka dają (przez co działają na szkodę ludzi). Chciałbym na ten aspekt zwrócić uwagę. Praindoeuropejczycy wiązani są z udomowieniem bydła i hodowlą. Całoroczne wykorzystanie mleka dawało duży zysk cywilizacyjny i populacyjny (uniezależniało od sezonowości rolniczych plonów i zapobiegało głodowi). Być może stąd taka duża estyma dla bydła (widoczna także u indyjskich Ariów), zarówno w postaci wierzeń jak i obaw przez „zabraniem” mleka, podstawy wyżywienia i gospodarki. Te wywody o mleku i wiedźmach wskazywałyby, że wiedźmy jako złe demony czy półdemony pochodzą z dawnej prasłowiańskiej (może nawet praindoeuropejskiej) tradycji. Błędne są więc niektóre współczesne wywody jakoby dawniej, w przedchrześcijańskiej Słowiańszczyźnie wiedźmy były „dobre” i miały wiedzę jak wykorzystywać zioła do leczenia ludzi, a dopiero w czasach chrześcijańskich niesłusznie i z niewiedzy zostały uznane za złe. Zanim przytoczę kolejny fragment z „Huculszczyzny” Szuchiewicza, jeszcze małe wyjaśnienie czym jest międlica (młode pokolenie wiedzieć raczej nie może, chyba, że ze skansenu). Międlica, to drewniany przyrząd do międlenia lnu lub konopi. Z krową i mlekiem nic nie ma wspólnego. Może tylko wygląd, stojącej międlicy jakoś przypominałby czworonoga?

Huculi wiedźmy i upiory podobnie traktowali Upiór to znów taki mężczyzna, jak wiedźma. Jedni są od koni, inni od rybołowstwa, od myślistwa itd. Upiór wie, która z kobiet jest wiedźmą, to też może przeszkodzić jej zamysłom; jeżeli znają się oboje, wtedy zamienia się upiór na konia, a wiedźma jedzie na nim.” Ot, siła złego na jednego (człowieka). Skoro wiedźma czy upiór szkodzi to i wiele różnych praktyk magicznych z ziołami i innymi odstraszaczami wiedź i czarownic wszelakich zachowało się w zwyczajach ludowych, spisanych przez dawnych etnografów. Na przykład miotła czy siekiera położona na progu lub przy progu, wtykanie pokrzywy lub bylicy w strzechę obory, czy zakładanie na rogi krowom, by odstraszyć wiedźmy. Być może i świętojańskie wianki były sposobem zabezpieczania się ludzi przed wiedźmami. Traktowanymi jako zło czające się na zdrowie i majętność ludzi.

Wróćmy do Huculszczyzny „Wiedźma, która nie ma gniewu do nikogo, przemawia wchodząc do izby lub do stajni: Tnę a nie utnę! - wtedy nic złego nie stanie się; jeżeli zaś powie bez powyższych słów: Joj, jakie to piękne! np. dziecko, oho, ono pewnie umrze!” Jeszcze ja pamiętam z dzieciństwa i młodości (współczesność, druga połowa XX wieku!) zwyczajowe zawiązywanie małemu dziecku w wózku czerwonej wstążki, by obronić przed urokiem. Może już nie w sferze świadomego kultu czy wierzeń ale przynajmniej zwyczajów kulturowych. A czyż my czasem nie mówimy, gdy nam ktoś coś dobrego życzy „nie dziękuję, by nie zapeszyć”? Ciekaw jestem czy przedmaturalne wiązanie sobie (na studniówkę) czerwonych podwiązek nie jest jakąś przetworzoną pozostałością po tych dawnych, archaicznych wierzeniach i zabezpieczaniem się przed urokiem wiedźm. Ciekawy wątek do poszukiwań. Ale wróćmy do Hucułów i ich wyobrażeniom wiedźm: „Dlatego też każdy człowiek, co nie chce być podejrzany o to, że jest wiedźmą czy upiorem, powinien przed wyrażeniem zdziwienia swego najpierw splunąć, potem powiedzieć: Ażebym nie urzekł! - i dopiero, gdy domownicy od powiedzą: Nie urzekniesz! - powiedzieć: Jakie to piękne! Lub podobnie.” Widać być uznanym za wiedźmę czy upiora nie należało do dobrego tonu. Groziło sąsiedzkimi restrykcjami. Czy to magicznymi, odwetowymi działaniami na szkodę czy… topieniem w rzece. Bo zapiski o wschodniosłowiańskim topieniu czarownic znamy z relacji arabskich już z XI czy XII wieku - nie mają więc genezy chrześcijańskiej a są rodem z przedchrześcijańskiej Słowiańszczyzny. Sam z dzieciństwa i z Mazowsza pamiętam z rozmów różnych ludzi takie zwroty "Ażebym nie urzekł" czy coś podobnego. Tak głęboko w codziennej kulturze wryły się dawne i już zapomniane zabobony, wierzenia, kultowe praktyki.

I na koniec jeszcze jeden fragment z Huculszczyzny sprzed ponad wieku „Jeżeli wiedźma lub upiór umrze, kładą ich ciało twarzą ku ziemi i tak, ażeby głową było zwrócone ku wschodowi, a ksiądz ma taki grób zapieczętować w nogach i głowie, ażeby wiedźma czy upiór nie mogły wyjść z groby.” Wierzenia i kultura - jeśli nie zostały spisane - nie zachowują się. Ale ostatnia wzmianka jest już śladem dla archeologów. Dysponując spisanymi wyobrażeniami (etnografia), można próbować interpretować znacznie starsze znaleziska archeologiczne, czy to dotyczące pochówku czy innych materialnych pozostałości. Żmudna to praca. Ale pasjonująca.

Dotychczasowe poszukiwania wskazują, że dawniej wiedźma traktowana była jako półdemon czyniący ludziom zło. I to pejoratywne traktowanie ma genezę bardzo starą, przedchrześcijańską. Współcześnie (koniec wieku XX i początek XXI) przypisujemy wiedźmom i czarownicom inne znaczenie, ale jest to już współczesna kreacja i wynika nie tyle z sięgania do źródeł lecz przetwarzania na współczesne potrzeby. O tym także napiszę. Niebawem.

c.d.n. będą kolejne informacje etnograficzne z Huculszczyzny i Słowiańszczyzny Wschodniej oraz Wołoszczyzny.

Czytaj także:

 wiedzmy_huculskie

O wiedźmach czyli ewolucji znaczeń i kontekście co zmienia znaczenie

sczachor

czarownicazakopaneW czasie Europejskiej Nocy Naukowców w Olsztynie, 30 września będę miał krótki wykład o maści czarownic do latania, jako… produkcie kulinarnym, wykorzystanym w promocji turystycznej regionu. Maść czarownic ma intrygować i zaciekawiać, ale ponieważ czasem rodzą się nieoczekiwane skojarzenia i opaczne rozumienie treści, czuję się w obowiązku napisać więcej i bardziej dokładnie. By nie mylić etnologii z okultyzmem.

Słowa zmieniają swoje znaczenie tak jak gatunki zmieniają nisze i przystosowania do środowiska. Ewolucja kulturowa podobna jest chyba do ewolucji biologicznej, struktura pozostaje (słowo) ale zmienia się funkcja. Takim słowem jest na przykład wiedźma (wiedźmy). We współczesnej kulturze słowo wiedźma nabrała zupełnie innego znaczenia niż kiedyś - obecnie oznacza kogoś dobrego, znającego się na ziołolecznictwie, bliskiego przyrodzie itd. I w takiej zmianie znaczenia (funkcji) nie ma nic złego ani dziwnego. To normalny proces. Gorzej jeśli współczesne znaczenie przenosimy w przeszłość i interpretujemy niezgodnie z kontekstem miejsca i czasu. Wtedy zaciera się różnica między literacką fantazją a nauką i powstają dziwaczne hybrydy gatunkowe.

Wiedźma nie jest jedynym i pierwszym słowem, które zmieniło znaczenie. Na przykład kobieta - kiedyś określenie pejoratywne, dzisiaj odbieramy zupełnie dostojnie. Czy inne słowo: dziwka/dziewka - kiedyś oznaczało po prostu dziewczynę, dzisiaj na pejoratywny kontekst. Niby też dziewczyna (lub kobieta) ale o określonej proweniencji. Sam, z dzieciństwa pamiętam, jak dziadek w swojej chachłackiej gwarze mówił do nas „nie ruchaj” (w znaczeniu nie ruszaj). Myśmy odbierali to jako wulgarne określenie seksualne, pod nosem się uśmiechając bo naruszone zostało tabu. Teraz owo słowo ponownie utraciło swoje pikantne znaczenie (dlatego piszę wprost, bez wykropkowań). Ważny jest kontekst wypowiedzi. Słowo pojawiające się w określonym kontekście zaczyna zmieniać swoje znaczenie np.: pedał, zrobić loda itd. Uczymy się znaczenia słów w kontekście, w jakim są używane i w dopełnieniu do mowy ciała. A nie tylko przez ich definicję.

Współczesne znaczenie słowa wiedźma wywodzone jest od wiedza, wiedzieć. Czyli wiedźma to kobieta która wie, ma wiedzę. I to w kontekście wiedzy dobrej, w tym znaczeniu znającej się na ziołach i leczeniu. Czasem jednak takie tłumaczenie, zgodnie ze współczesnym rozumieniem słów i bez wiedzy o przeszłości, może prowadzić na manowce. Bo równie dobrze niewiasta oznacza kobietę, która nie wie a dziewica - ta która się dziwi. Łatwo zostać dziewicą, wystarczy się zdziwić. Czasem dowcipna zabawa słowna może nabrać własnego życia.

Interpretacje etymologiczne i etnologiczne nie są łatwe (nie zapominając o entomologicznych), bowiem nie wszystkie ślady zostały utrwalone w piśmie, są one fragmentaryczne i trzeba sporego wysiłku by coś z mniejszą lub większą pewnością ustalić. Tak jak z odtwarzaniem dawnego życia na podstawie skamieniałości. I jak to w nauce bywa, argumentacje są różnorodne, hipotezy różne a ustalenia zmienne. Trzeba więc szukać w wielu źródłach. Proste googlanie jednego słowa nie pomoże. Nie jestem etymologiem (jestem entomologiem, słowa podobne ale znacznie zasadniczo różne), do poniższej analizy wykorzystałem jedynie podręczne książki z domowej biblioteczki i opracowania oraz umiejętności stosowania narzędzi naukowego myślenia.

Aby sprawdzić, skąd się wzięło słowo wiedźma w języku polskim, sięgnąłem do „Słownika etymologicznego języka polskiego” Aleksandra Brücknera (pierwsze wydanie w 1927, moje reprintowe z 1974 roku). Nie wszystko tam dla mnie jest jasne i nie wszystko potrafię poprawnie zrozumieć i odcyfrować specjalistyczny i skrótowy żargon słownikowy). Z hasła w tym słowniku wynika, że wiedźma, pochodzi od słowa wiedma, które to słowo popularne było zwłaszcza w wieku XVII i wywodzi się z rusińskiego wied’ma (nie rosyjskiego ale rusińskiego, czyli współcześnie przykładalibyśmy do Ukrainy i ewentualnie Białorusi). Brückner stawia znak zapytania czy aby to słowo nie jest czasem własne (czyli polskie). Wskazuje także na czeskie słowo wiedi oznaczające niby wieszcze. Czyli wynikałoby, że wiedźma pochodzi bardziej od wieszczenia i wieszczki niż wprost od wiedzy. Owszem, żeby wieszczyć (wróżyć) trzeba mieć jakąś określoną wiedzę, trzeba "widzieć". W każdym razie Brückner zasiał ziarno niepewności i zaciekawienia. Oczywiście w słowniku zawarte jest uogólnienie i brakuje danych wyjściowych, na których wspomniany autor oparł swoje wnioski i interpretacje. Teraz należałoby głębiej sięgnąć do języka rusińskiego (Łemkowie, Bojkowie, Ukraińcy), kultury i znaczeń by pełniej zrozumieć skąd się słowo wied’ma wzięło i co oznaczało w tamtej kulturze. Póki co nie mam takiej możliwości.

Według „Małego słownika języka polskiego” (PWN, Warszawa 1969, wydanie z 1989 r .) słowo wiedźma ma dwa znaczenia 1. wg dawnych wierzeń ludowych i w baśniach wiedźma to kobieta mająca związek ze złymi mocami, czarownica, zła wróżka 2. (pogardliwie) - kobieta zła i brzydka. Także używane w znaczeniu wyzwiska. Drugie źródło wskazuje na pejoratywne znaczenie wiedźmy, w odróżnieniu od współcześnie nadawanego znaczenia w popkulturze telewizyjnej (może po części za sprawą takich filmów jak Harry Potter). Z kolei „Słownik wyrazów bliskoznacznych” pod red. S. Skorupki (Warszawa 1990) dla słowa wiedźma jako bliskoznaczne podaje: czarownica, złośnica. Czyli też coś nieprzyjemnego.

Sięgając do starszych źródeł słownikowych odnajdujemy pejoratywne znacznie, ale we współczesnej kulturze już nabrało odcienia sympatii i akceptacji i swoistych konotacji "ekologicznych". Różny czas to i różne znaczenie. Bowiem inny jest kontekst historyczny, społeczny i kulturowy. Potem zajmę się rozważaniami, dlaczego nastąpiła zmiana znaczenia i odbioru.

„Słownik etymologiczny języka polskiego” Izabeli Malmor z 2010 roku wiedźmę umieszcza wśród wyrazów pochodnych od słowa wiedzieć, obok powiedzieć, świadek, świadomy, w zestawieniu wiadomość, wiedza, wiedźma. Podaje także fragment tekstu źródłowego „Kłodę baranią wiedma w kocieł wwaliła" (Jakub Żebrowski, XVII w.). Natomiast samo słowo wiedzieć definiuje tak: 1. Być świadomym czegoś, zdawać sobie z czegoś sprawę, orientować się w czymś., 2. mieć wiedzę, wiadomości o czymś, 3. Dawniej też „znać”. 4. staropolskie (XV w.) także potrafić, umieć, móc. Etymologię słowa wiedzieć wywodzi od praindoeuropejskiego widzieć - nastąpiło rozszerzenie znaczenia: widziałem kogoś, coś czyli wiem o kimś, czymś. Niemniej na podstawie tego słownika współczesne powiązanie wiedźmy z wiedzą wydaje się jak najbardziej uzasadnione i poprawne,. Ciekawy jest natomiast trop powiązania ze słowem widzieć co może jakoś łączyć się z wieszczyć.

Więcej światła na omawiane zagadnienie wnoszą książki etnograficzne odnoszące się do wierzeń ludowych i słowiańskich. Tam wyraźnie widać powiązanie wiedźmy z półdemonami czy istotami złymi, pośrednimi między ludźmi a demonami. Moszyński w swojej "Kulturze Ludowej Słowian" słowa wiedźma używa jako synonim czarownica. Czary i czarowanie rozumie ów autor (opierając się na bogatych badaniach etnograficznych z końca XIX i początków XX w.) jako praktyki magiczne wykonywane na szkodę bliźnich. Ludowe rozumienie czarownicy (a więc i wiedźmy) wiąże się ze złem, wyrządzanym ludziom. Dlatego jest jednoznacznie pejoratywne. O tym dokładniej napiszę kolejnym razem.

Na koniec mała dygresja, nawiązująca do współczesnego popkulturowego wiązania czarownic, wiedźm itd., ze średniowieczem i paleniem na stosie przez świętą inkwizycję. To część współczesnej, kulturowej „mitologii”. Pozwolę sobie przytoczyć obszerniejszy fragment sprzeczny z tymi wyobrażeniami „Proceder topienia i palenia czarownic na stosach przywędrował do Polski w epoce renesansu [a więc po okresie średniowiecza - S.Cz.] prosto z Niemiec, nigdy jednak nie przyjął nawet w dziesiątej części takich rozmiarów, jak u naszych zachodnich sąsiadów… Oskarżenia o czary wnosiły osoby prywatne i rozpatrywały je sądy świeckie (a nie kościelne, jak zwykło się uważać). Pierwszą czarownicę spalono w Polsce w Chwaliszewie koło Poznania w 1511 roku. Ostatni zaś proces o czary, bardzo zresztą głośny, odbył się w Doruchowie w 1775 roku, kiedy to spalono czternaście kobiet.” („Bestiariusz słowiański. Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach”, Paweł Zych, Witold Vargas, Wyd. Bosz, 2015 r.). To kolejny przykład tego, że współcześnie popularne poglądy czasem dalekie bywają od historyczny realiów (czyli w skrócie od tak zwanej prawdy).

Najwyraźniej w naszym potocznym rozumieniu za średniowiecze rozumiemy to co było kiedyś, dawno temu, w zupełnym oderwaniu od historycznych epok.

W naszym regionie przypomina mi się spalenie czarownicy w Reszlu, sprzed dwóch wieków. Ale warto zaznaczyć, że nie była to wtedy Polska tylko zabór pruski i protestantyzm (ani czas ani kontekst nie dotyczył więc świętej inkwizycji). Na dodatek kobieta była podpalaczką. Tak więc skazano ją w zasadzie za podpalenie. Nazwano czarownicą… bo było to słowo, określające kogoś złego, omotanego siłami nieczystymi. No bo kto normalny podpalałby domy w mieście? Akurat chyba zrobiła to z zazdrości na niewiernym kochanku. To oczywiście zupełnie inna opowieść.

Na ilustracji czarownica lub wiedźma na miotle (w każdym razie jakaś baba) z Zakopanego.

Do pełnego poznania skąd się wzięło słowo wiedźma i co kiedyś oznaczało potrzeba większej ilości danych i przejrzanych źródeł. Zachęcam do włączenia się w poszukiwania wiedźmy. Zajrzyj do biblioteki, poszukaj w internecie i podeślij (np. w komentarzach) swoje ustalenia. Nauka to dyskusja i falsyfikowanie hipotez w dialogu i eksperymentach empirycznych.

c.d.n. i będzie o wiedźmach, czarownicach, dziwożonach, Babie Jadze i innych wstrętnych babach, czyli o przechodzeniu pojęć z mitologii do kultury. Tak jak gatunków z ekosystemów do ekosystemów i innych środowisk. Teraz też pojęcia zmieniają znaczenie przechodząc z mitologii do kultury. Zwłaszcza popkultury telewizyjno-festiwalowej.

Najdłuższy maraton szycia - Rekord Polski

sczachor

celinkirekordpolski600x338

Kilka miesięcy temu pisałem o biciu rekordu w szyciu poszewek-celinek w Elblągu (Najdłuższy maraton szycia celinek dla chłopców i dziewczynek) a kilka dni temu otrzymałem taką oto wiadomości:

"(...), znalazłem przed chwilą artykuł na Pana stronie dotyczący Rekordu Polski na najdłuższy maraton szycia - (...) który w dniu wczorajszym [10 sierpnia - S.Cz.] został oficjalnie zweryfikowany i uznany jako Rekord Polski :) Chciałbym się zapytać czy byłaby możliwość umieszczenia w treści Pana artykułu linka http://biurorekordow.pl/najdluzszy-maraton-szycia-rekord-polski/ do naszego oficjalnego potwierdzenia tego rekordu? Byłbym bardzo wdzięczny za ten drobny gest.

Pozdrawiam

Paweł Chwalibóg

info@biurorekordow.pl"

Z wielką radością zamieściłem nie tylko link, ale i ponownie o inicjatywie niezwykłych elblążanek przypominam. 

(powyższa fotografia pochodzi ze strony Biura Rekordów)

 

O liczeniu, pastuchu i wódce co z dzielenia się bierze

sczachor

13730864_10208849035056540_8700703343739524092_oCzytam trzytomową "Kulturę ludową Słowian" Kazimierza Moszyńskiego. Cudowna podroż w przeszłość i odkrywanie wiedzy zapomnianej. Zaciekawił mnie na przykład rozdział o umiejętnościach liczenia dawnego ludu. Autor podaje przykłady zaokrąglania przy dzieleniu, by sobie ułatwić skomplikowane działania.

Określenia Małoruś Moszczyński odnosi chyba do Ukrainy (w granicach Rzeczypospolitej). To właśnie z wsi małoruskiej podaje zabawny (zabawny w dzisiejszych realiach) przykład radzenia sobie z dzieleniem. Oto wieś wynajmuje pastucha do opieki nad wspólnym, wioskowym bydłem. Pastuchowi powierzono łącznie 115 sztuk bydła, za co rzeczony pastuch zażądał 10 złotych*. Jak podzielić owe 10 złotych pomiędzy wieśniakami tak, aby każdy uiścił jednakową kwotę od każdej sztuki bydła? Tak chłopi rozumowali: gdyby było 100 sztuk bydła, to każdy z gospodarzy musiałby zapłacić po 10 groszy od sztuki rogacizny. Ale bydła jest więcej, zatem od sztuki należy się mniej. Składają się więc po 9 groszy od każdej sztuki bydła. Uzbierali kwotę 10 zł i 35 gr. Zgodnie z umową 10 zł wręczają pastuchowi a 35 groszy... wspólnie przepijają. Jednym słowem kreatywne rozwiązanie z odrobiną wspólnotowej przyjemności.

Nawet jak się czegoś nie potrafi to można znaleźć jakieś rozwiązanie. Kiedyś kalkulatorów nie było, a pisemne dzielenie dostępne było tylko podczas edukacji szkolnej. Wyszukują takich przykładów, bo przygotowuję się do debaty o myśleniu naukowym, która odbędzie sie w sierpniu w Centrum Nauki Kopernik. Czy człowiek myśli naukowo "z natury" czy jest to efekt edukacji i socjalizacji? I czy myślenie naukowe jest dostępne dla każdego? Pytanie zasadne, zważywszy na popularność najprzeróżniejszych teorii spiskowych i... licznych w życiu społecznym wykształconych ignorantów. Niby wykształcony, z dyplomami i fakultetami... a w wielu innych aspektach widoczna ignorancja i brak "zdrowego rozsądku". 

A  zamieszczone zdjęcie pochodzi z małego miasteczka, cittaslow. Takie zamknięcie może być tylko na prowincji. Tak na słowo honoru. Piękne.

* Pastuch mógłby chcieć opłaty liczonej od każdej sztuki, dla włościan byłoby to wygodne, bo łatwo znaliby kwotę, jaka mają zapłacić. Ale wtedy to pastuch musiałby umieć dobrze rachować. W sumie czy pasie kilka mniej lub więcej sztuk bydła to wysiłek i tak jednaki. Więc łatwiej mu określić całą kwotę, licząc od stada a nie od sztuki. Ponadto kwota jest "okrągła" i nie wymaga znajomości rachunków. Przerzucił problem na zleceniodawców.

Polskie szkoły zawodowe... czy ktoś wie o co chodzi?

sczachor

szkoy_zawodoweJuż za rok zmieni się bardzo dużo w szkolnictwie zawodowym... ale i w konsekwencji na uczelniach wyższych. Bo co oznaczają wyższe szkoły zawodowe, do których pójdzie młodzież po specjalnych, zawodowych maturach? Wczesny etap selekcji na ścieżkę zawodową i ogólną? Koleiny, z których trudno będzie wyjść? Społeczeństwo "roboli" i elit?

Równie tajemniczo brzmią słowa:

"Musimy tak dostosować nasz system kształcenia, by nie kształcić dla Anglików i Francuzów, tylko dla przedsiębiorców, którzy produkują tutaj - mówi Mateusz Morawiecki." (czytaj całość)

Czy w Polsce mamy jakiś specjalistyczny, wyjątkowy system gospodarczy, jakieś unikalne zawody? Takie, jakich nie ma w Europie i na świecie? Tak zaawansowane technologicznie czy może wręcz przeciwnie? Pielęgniarki i lekarze wyjeżdżają za granicę, bo tam jest jakaś inna opieka zdrowotna, inna medycyna? I do tej innej gospodarczej rzeczywistości uczą nasze szkoły... a nie na nasz rynek pracy? W Irlandii domy inaczej budują a we Francji hydraulika to inna rzeczywistość? Czy za słowami z kół rządowych kryje się jakaś konkretna treść czy to taki dobrozmianowe bicie piany? Czy ideologia nacjonalizmu dopadnie i polską edukację?

A to tylko pierwsza zapowiedź. Już niebawem pani minister ogłosi zmiany w całej edukacji szkolnej. Strach się bać, co tam wymyślili.... 

Nauczyciele, młodzieży i rodzice - cieszcie się wakacjami. To chyba ostatnie chwile normalności. Bo jak obecna pani minister ogłosiła zmiany w kształceniu sześciolatków, to kilkukrotnie zapewniała, że nie będzie zwolnień nauczycieli. Słowa te nie za bardzo pasowały do rzeczywistości... kilkanaście tysięcy nauczycieli jest zwolniona lub zostanie zwolniona do września. Kolejne zmiany, w tym te dotyczące kształcenia zawodowego, będą znacznie głębsze i poważniejsze. Skutki także.

ps. pan minister Morawiecki wobec Brexitu ma problem z głowy - nie będziemy już kształcić dla Anglików, może więc i cała reforma jest już nieaktualna? A w przypadku Francuzów może wystarczy zakaz nauczania języka francuskiego w szkołach? Bardzo ciekawych czasów dożyliśmy...

 

O soku z leśnych tulipanów i soku kapilarowym

sczachor

13152846_1020502474663940_1556861764_nCzłowieka stworzyła ciekawość poznawcza i gotowanie. Dzięki obróbce termicznej różnych pokarmów Homo sapiens zdobył nowe siedliska i nowe kontynenty, wygrał w konkurencji z innymi gatunkami i przetrwał niekorzystne warunki. Zaciekawionych tym tematem odsyłam do książki Richarda Wranghama „Walka i ogień - jak gotowanie stworzyło człowieka”. Ciekawość poznawcza, obserwacje świata w najbliższym otoczeniu oraz eksperymenty przez tysiąclecia budowały wiedzę ludzką i… tradycję kulinarną. Zarówno zmiany klimatyczne jak i wędrówki ludzi powodowały spotkania z nową przyrodą. Nie wszystko da się zjeść ze względu na trujące substancje. Ale sposoby gotowania, kiszenia, i przetwarzania nawet z niejadalnego tworzyły wartościowy pokarm. Jak i lekarstwa na różne dolegliwości.

Człowiek obserwował zwierzęta - to co jedzą i czego unikają (pierwowzór królika doświadczalnego). I eksperymentował na sobie. Dziedzictwo kulinarne i medyczne to tysiące udanych i nieudanych prób. Bezimienni bohaterowie ponieśli różną ofiarę, od niestrawności, złego samopoczucia aż do śmierci.

Eksperymentowaliśmy i udamawialiśmy kolejne gatunki roślin i zwierząt. O wielu już zapomnieliśmy. A teraz na powrót odtwarzamy dawne dziedzictwo kulinarne i medyczne, udoskonalając przepisy i odmiany uprawianych roślin. Mnie od jakiegoś czasu intrygują leśne tulipany. A to za sprawą notatki sporządzonej przez kucharza w Drogoszach: „zerwij leśne tulipany skoro tylko się pojawią, zalej je wrzątkiem, odstaw na 36 godzin, po czym wyciśnij z nich sok. Weź trzy kwaterki miodu, gotuj tak długo, aż się wyklaruje, odszumuj. Wlej do tak przygotowanego miodu cztery lub pięć kwaterek soku, dobrze zagotuj, ostudź.”

Pierwszą niespodzianką było to, że rośliny te ciągle u nas występują (zobacz informacje 1, 2,). Najnowsza informacja dotyczy Kocka k. Lubartowa z południowo-wschodniej Polski. Tulipany rosną dziko na terenie parku przylegającego do tamtejszego pałacu (fot. Agnieszka Szelech, nadesłała Edyta Wyrembska).

Drugą niespodzianką jest fakt, że w tulipanach stwierdzono tulipinę, trujący alkaloid. Zanotowano przypadki zatruć zwierząt gospodarskich, które zjadły tulipana ogrodowego (Tulipa gesneriana). Natomiast lekarze podkreślają, że tulipina, zawarta w tulipanach ogrodowych „działa toksycznie na rdzeń przedłużony oraz zakończenia nerwów czuciowych a także pobudzająco na wydzielanie gruczołów, podobnie jak akonityna. Poza tym wywołuje ciężkie uszkodzenia serca. Zatrucia mogą się zdarzyć wskutek pomylenia cebulek tulipana z cebulą jadalną (cebule tulipanów mają jednak inny kształt, zwykle są mniejsze i nie mają charakterystycznego zapachu cebuli). Możliwe są także przypadki zjadania kwiatów przez dzieci.”

Do czego więc drogoszowskiemu kucharzowi z czasów Prus Wschodnich potrzebny by ten sok z leśnych tulipanów (w zasadzie miodowy syrop)? Jako lekarstwo, trucizna czy aromatyczny dodatek do jakichś dań? Trucizny roślinne wykorzystywane były od dawna, np. akonityna w okresie renesansu była często stosowaną trucizną i zyskała miano arszeniku roślinnego. Gdyby jednak miała to być trucizna, to kucharz nie robiłby zapisków w księgach rachunkowych - bo łatwo byłoby znaleźć sprawcę. Pozostaje lekarstwo albo dodatek do dań.

W starych księgach kucharskich, z XIX wieku, można znaleźć przepisy na syropy z wiśni, malin - co nas nie dziwi, ale i syropy kwiatowe z róży, fiołków, jaśminu, przyrządzane na bazie cukru (ale wcześniej może miód był głównym „dosładzaczem”?). Syropy kwiatowe zachowywały zapach i smak. W tamtych czasach nie znano syntetycznych barwników czy aromatów, tak obficie obecnie dodawanych do żywności. Może więc próbowano z różnymi innymi roślinami, w tym z tulipanami? Tylko do czego używano syropów? Do herbaty, napojów zimnych czy też do innych dań?

Przy okazji poszukiwań historii bawarki (herbaty z mlekiem) natknąłem się na inny syrop roślinny, wytwarzany z paproci zwanej niekropień właściwy, złotowłos, andiantum rozwichrzone lub włosy Wenery (Adiantum capillus-veneris). Łacińska nazwa adiantum oznacza niezwilżalny, nie podlegający zamoczeniu. Ta ostatnia nazwa (włosy Wenery) jest dosłownym tłumaczeniem nazwy łacińskiej i zapewne zawiera w sobie etnograficzny przekaz z dawnych wieków.

Niekropień jest szeroko rozprzestrzeniony na świecie: w zachodniej Azji, w południowej Europie, Afryce i w obydwu Amerykach. W Polsce uprawiany jako roślina doniczkowa, czasami dziko rośnie jako efemerofit (gatunek obcy stosunkowo niedawno zawleczony). Może był uważany za roślinę leczniczą więc niekropeń był sprowadzany i uprawiany? O dawnych legendach i „mocach magicznych” z miłością związanych (wszak to włosy Wenery!) czy leczniczych już zapomnieliśmy. Została tylko roślina doniczkowa.

W gazetach z połowy XIX w., wydawanych w Warszawie, można było przeczytać ogłoszenia o sprzedaży soku malinowego, wiśniowego, porzeczkowego, berberysowego, orsadowego (syrop orszadowy to słodki syrop z migdałów ziemnych, cukru i różanej lub pomarańczowej wody kwiatowej, pierwotnie wytwarzany był z mieszanki jęczmienia i migdałów) i… kapilerowego (chodzi oczywiście o syrop kapilarowy, z paproci niekropień), przy informacji o tortach, pastylkach odrobaczających i innych leczniczych miksturach. Współcześnie udało mi się odszukać jedynie takie informacje o właściwościach złotowłosa: ściągające, antyseptyczne, łagodzące ból, powstrzymujące powstawaniu łupieżu , antyoksydant oraz zastosowanie w kosmetyce: przy schorzeniach skóry głowy takich jak łupież i łojotok. A przecież dużo wcześnie pito herbatę z syropem kapilarowym (Herbata z sokiem kapilarowym, kuksaj i bawarka) przez co niesłusznie niektórzy wyciągnęli wniosek, że bawarka nazwę swą wzięła od książąt bawarskich, pijących herbatę z sokiem kapilarowym.

W średniowiecznej księdze z XV w., znanej pod nazwą Manuskrypt Voynicha, jest wymieniony wyżej opisywany niekropień. Udało się rozpoznać po rysunku (tak jak i fiołek trójbarwny). Zatem od dawna niekropień był w zainteresowaniu zielarzy, alchemików czy innych poszukiwaczy wiedzy wszelakiej.

Tulipinę znamy jako trujący alkaloid. Ale podobny alkaloid występuje w wawrzynie, używanym w kuchni jako listek laurowy, listek bobkowy. Czyli wszystko to kwestia ilości. Liść laurowy może być stosowany przy zaburzeniach ukrwienia, kaszlu, schorzeniach skóry, przy chorobach reumatycznych (zastosowanie zewnętrzne - nacieranie nalewką). Kąpiel z dodatkiem olejku wawrzynowego jest pobudzająca. W gastronomii suszone liście są używane jako przyprawa, np. jako dodatek do bigosu, gulaszu, mięsa itd. W większych ilościach liść laurowy jest toksyczny. Liście odstraszają szkodniki (wkładane są do szaf, gdzie przechowuje się żywność). Znajduje też zastosowanie w perfumerii.

Być może dawniej eksperymentowano z syropem z leśnych tulipanów. Być może walory smakowe nie były tak rewelacyjne lub skutki medyczne nie tak zadowalające (lub pojawiły się lekarstwa przemysłowe, łatwo dostępne) albo też roślina była trudno dostępna. W każdym razie przepis został zapomniany.

Na razie zagadka pozostaje nierozwiązana do czego kucharz w Drogoszach używał soku z leśnych tulipanów. Czy jako lekarstwo (na co?), czy jako dodatek do dań.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci