Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

varia

Sam sobie jesteś gazetą, radiem i telewizją

sczachor

Przez dziesiątki tysięcy lat spotkanie ze światem innych oraz opowieści działy się przy ognisku. Człowiek opowiadał o tym, co przeżył, zobaczył, co przemyślał i jednoczesnie spotykał się z opowieściami innych. Przez najwyżej kilkaset lat częściowo stał się biernym odbiorcą: ktoś dla niego relacjonował w gazecie, radiu, telewizji, internecie.

Teraz, w globalne i informatycznej wiosce, ponownie można opowiadać, relacjonować, spotykać się. Ponownie nabywamy łatwość w wypowiadaniu się. Każdy z nas może być swoją gazetą, radiem i telewizją. Monitor komputera podłączonego do internetu na powrót umożliwia tworzenie swoich własnych pleniom, z osobami rozproszonymi po całym świecie.

Spotkanie z kulturą Maorysów było dla mnie dużym przeżyciem. Inspiracją, której jeszcze nie umiem wypowiedzieć ani aparatem fotograficznym, ani tekstem.

Jutro 9. urodziny polskiej Wikipedii. Taki mały symbol zmieniającego się świata, uświadamiający, że każdy może współtworzyć, opowiadać o świecie na różne sposoby. Wikipedia nie jest ani pierwszą ani jedyną taką możliwością. Jest tylko widocznym symbolem tych głębokich zmian.

Coraz bardziej intryguje mnie pytanie, jak te procesy wpłyną na kształt uniwersytetów? Może na powrót, tak jak dawniej, studenci w znacznie większym stopniu staną się współtwórcami (a nie tylko biernymi uczniami)? Oby jak najszybciej i jak najpełniej! 

Pani Henryka Krzywonos na dzień bloga

sczachor

Podobno dzisiaj jest dzień bloga. Wypadałoby polecić 5 innych blogów. Temat wymagałby głębszej refleksji. Noszę się z napisaniem czegoś o wikipedyzacji i zguglowaniu prasy codziennej jako wyrazie zmian cywilizacyjnych. Pilne zadania w pracy uniemożliwiają staranne spisanie kłębiących się myśli - nadrobię to w terminie późniejszym.

Blogowanie przybiera coraz to inną formę, już nie tylko słowną, ale i z uwzględnieniem innych multimediów. Nie tylko słowo pisane ale i obrazy czy nawet krótkie filmiki. Te nowe formy całkowicie zmieniają nasz sposób wypowiadania się. Ale nie wystarczy pisać czy mówić. Ważne jest to, co ma się do powiedzenia i czy jest się słuchanym.

Na dzisiaj polecam spontaniczną wypowiedź pani Henryki Krzywonos (blogi mogą być pisane, fotografowane, nakręcane itd.). Słowa Pani Henryki wypowiedziane były prostym językiem, w niesprzyjającej atmosferze, pośród gwizdów, a przecież trafne. To zaledwie kilka godzin temu a już upowszechnione właśnie na blogach i portalach społecznościowych. Pani Henryka jest po prostu słuchana, czytana, oglądana. Nie forma więc z ą i ę a to, czy ma się coś istotnego do powiedzenia jest ważna.

W obronie niszczonych ideologicznie cmentarzy

sczachor

Poszukiwania genealogiczne i odtwarzanie historii rodziny skłoniły mnie do refleksji. W Olsztynie od kilku lat niektórzy politycy próbują zlikwidować pomnik dłuta Dunikowskiego, który dawniej nazywał się "Wdzęczności Armii Radzieckiej". Argument jest prosty: armia czerwona zdobyła Olsztyn i go spaliła, mordując wielu cywili. Czy można stawiać pommniki okupantom, ktrórzy spalili nam miasto? Logika wydaje się prosta, przynajmniej z wyborczego i politycznego względu. Podobnie jest z cmentarzem w Ossowie i mogiłami żołnierzy armi czerwonej, przecież bolszewikom nie będziemy stawiali pomników!? Lub inaczej, czy warto odnawiać "poniemieckie cmentarze"?

Ale jeśli poznać bardziej historię chociaż jednej rodziny, interpretacja może się zmienić. Część mojej rodziny pochodzi z Kresów. Po 17 września 1939 r. wielu starciło życie, wielu wywieziono do Kazachtanu i na Syberię, rozdzielając rodziny. Próbowano zmieniać im obywatelstwo, wynarodowić. Mój dziadek uciekł z obozu sowieckiego i z Połocka wracał pieszo. Potem się ukrywał. Inni krewni z Łagrów trafili do armii Andersa. Inni do Ludowego Wojska Polskiego (zostali na cmentarzach w różnych zakątach Europy). Często decydował przypadek, do którego wojska się dostali i na jakim cmentarzu spoczęli. Jeszcze inni zostali wcieleni do armii czerwonej. Jeden z tych ostatnich leży na cmentarzu wojennym w Braniewie. Rodzina, dawniej z ZSRR a teraz z Litwy, nie od razu mogła odwiedzać groby swoich najbliższych.

Dla populistycznych polityków są to tylko cmentarze "sowieckie" lub "hitleroskie", gdzie leżą barbarzyńcy, gwałciciele i podpalacze. A czy jest tak naprawdę? Przecież leżą tam także ofiary i nasi najbliżsi. Tam leżą po prostu ludzie, ofiary wojny.

Na Warmii i Mazurach sporo jest cmentarzy z pierwszej wojny światowej. Obok siebie leżą żołnierze wojsk pruskich i rosyjskich. Pojednanie polsko-niemieckie skutkuje także dbałością o pozostałe na tej ziemi cmentarze. Na naszej ziemi, a więc teraz my jesteśmy tu gospodarzamia a nie barbarzyńcami-okupantami. Tam nie leżą już "odwieczni wrogowie", tam leżą po prostu ludzie. A jak się głębiej wgryźć w historię, to są tam także nasi bliscy. Pod Grunwaldem - wbrem prostackiej ideologii - w wojskach zakonnych stanęło wielu Mazowszan. Byli po prostu lennikami, osadnikami. Najpewniej moi przodkowie z Mazowsza byli po jednej i po drugiej stronie.

Katastrofa pod Smoleńskiem trochę nas zbliżyła do Rosjan. Może mniej ideologicznie będziemy patrzyli na mniej lub bardziej zapomniane cmentarze? Może przy okazji odzyskamy pamięć i dostrzeżemy, że na cmentarzach leżą po prostu ludzie. A tych cmentarzy jest wokół nas sporo, z różnych epok i różnych wojen.

Wgłębiając się w genealogię i koligacje rodzinne, swoich krewnych odnajduję także w USA, Brazylii, Białorusi, Litwie. A nowa fala emigracji rzuciła także do Wielkiej Brytanii. Z krewnymi trzeba korespondować w kilku językach. Co nas łączy? Może coraz bardziej uświadamiana sobie historia i tożsamość europejska. A na pewno pamięć o wspólnych przodkach i ich śladach w rodzinnych albumach oraz cmentarzach. I łączy nas oczywiście internet :).

Obowiązkowa etykieta na UWM

sczachor

W olsztyńskiej prasie rozgorzała dyskusja nad nową propozycją edukacyjną UWM. Władze uczelni, za pośrednictwem Gazety Wyborczej i Gazety Olsztyńskiej, poinformowały o wprowadzeniu obowiązkowego przedmiotu dla wszystkich studentów (na razie „dziennych”). Ma to być wykład w liczbie 4 h zatytułowany „etykieta”, a dotyczyć ma zasad dobrego wychowania.

Podzielam zdanie, że uniwersytet oprócz kształcenia zawodowego powinien dbać także o sylwetkę absolwenta, w tym także jego dobre wychowanie. Byłbym dumny, gdyby zarówno studenci i absolwenci jak i pracownicy UWM byli wzorem dobrego wychowania, a przynajmniej powyżej średniej przeciętnej.  Wątpię jednak, aby wprowadzenie  4 godzin obowiązkowego wykładu było dobrym rozwiązaniem.

Po pierwsze uniwersytet powinien stwarzać możliwości rozwoju. A więc przede wszystkim powinna się zwiększać liczba godzin i przedmiotów do wyboru, a nie z obowiązkowej siatki godzin. Zatem jestem jak najbardziej za różnymi przedmiotami fakultatywnymi, nawet z wiązania krawatów czy używania sztućców przy stole. Byle były to zajęcia do wybory dla studenta!  Narzucanie przedmiotów ogranicza wybór, ogranicza możliwości świadomego wyboru i ogranicza szanse rozwoju studenta. Bowiem ma mniejsze szanse na odpowiedzialne i samodzielne wybory, także dotyczące rozwoju samego siebie.  Uniwersytet przestaje  być uniwersytetem a staje się wiejską szkółką. Na naszym UWM zbyt mało jest zajęć do rzeczywistego wyboru (czasem tylko fakultatywność jest na papierze) a za dużo jednakowych i obowiązkowych zajęć dla wszystkich. Etykieta – jako przedmiot fakultatywny np. w ramach bloku zajęć humanistycznych, byłby dobrą propozycją.

Po drugie dobrego wychowania nie uczy się na wykładach. Czy są jacyś palacze, którzy nie wiedzą, że palenie tytoniu szkodzi? Chyba ani jednego. A mimo to palenie jest plagą. Podobnie będzie ze „skutecznością” wykładów z etykiety. Jestem zwolennikiem nauczania poprzez działanie, poprzez uczestnictwo a nie „gadanie”. UWM powinien przede wszystkim stwarzać naszym studentom szanse do rozwoju, i to wszechstronnego rozwoju.  I nie tylko poprzez programowe zajęcia, ale także przez  koła naukowe, kluby, zespoły, stowarzyszenia. Zespół tańca, chór, kółko teatralne szybciej i lepiej nauczą kultury osobistej niż obowiązkowe wykłady.

Po trzecie dobre wychowanie to otwarcie na drugiego człowieka, to sposób na niekonfliktowe współżycie w społeczeństwie, a nie same zasady dla zasad, sama sztuczna, dworska etykieta.  Dobre wychowanie więc zależy od kontekstu i różnych, konkretnych sytuacji. To nie tylko pukanie do drzwi, mówienie „dzień dobry” czy umiejętność tańca towarzyskiego. Dobre wychowanie to sfera dotykająca empatii i odnoszenia się do drugiego człowieka (nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe). W dużym stopniu uwarunkowane jest kulturowo. Nie można więc stosować sztywnych, podręcznikowych reguł. Bo przecież inaczej zachowamy się przy wspólnym posiłku z np. Arabami. Czy oni są źle wychowani (bo np. jedzą palcami)? A może tylko wychowani w innej kulturze? Dobre wychowanie to otwarcie także na inne kultury, aby swoim zapatrzeniem na siebie nie urażać innych.

Dobre wychowanie, etykieta, to sposób bycia a nie faryzejskie zasady. Wbrew władzom rektorskim, komunikowanie nowego przedmiotu w prasie, wypadło niezbyt taktownie. Bo jeśli student lub przyszły student przeczyta w gazecie, że UWM wprowadza obowiązkowa etykietę dlatego, że część studentów jest źle wychowana, to jak się poczuje? A jakby poczuli się pracownicy, gdyby zorganizowano dla nich obowiązkowe szkolenie z etykiety? I to jest niegrzeczność z naszej, uniwersyteckiej strony. Dziennikarze skracają wypowiedzi, przez co czasem powstaje niezamierzony kontekst. Tak wyszło i z uniwersytecką etykietą. Przekaz medialny żyje swoim życie i teraz trzeba będzie użyć więcej słów i dłuższych dyskusji, aby tę niezamierzoną niezręczność załagodzić.

St. Cz.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci