Menu

profesorskie gadanie

Pisanie i czytanie ułatwia myślenie. Pogawędki prowincjonalnego naukowca, biologa, entomologa i hydrobiologa. Wirtualny spacer z różnorodnymi przemyśleniami, w pogoni za nowoczesną technologią i nadążając za blaknącym kontaktem mistrz-uczeń. I o tym właśnie chciałbym opowiadać. Dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

varia

Tydzień cudów, czyli „Co tam, panie, w szkołach słychać?”

sczachor

szkoa2017Do początku nowego roku szkolnego został już prawie tydzień. Jak mówią w szkołach, będzie to tydzień cudów. Kiedy ludzie spotykają się to „plotkują”, co tam panie w polityce słychać. Albo co ta tam w edukacji/szkołach się dzieje.

Czytam internetowe wypowiedzi nauczycieli. Na przykład taką: "Uzupełniam etat dwoma godzinami w pobliskiej szkole, zaledwie 5 minut obok mnie. I teraz słuchajcie - jest tam 11 nauczycieli zatrudnionych na stale a aż 18 na dodatkowe godziny, uzupełnienie lub bez (Czyli ci ostatni nie pracują na części etatu. To resztę mają dorobić w Biedronce na kasie?). Ciekawe ile takich szkół funkcjonuje. To jest bardzo dobra zmiana." Jak widać „entuzjazm" nauczycieli, spowodowany zmianami, apodyktycznie wprowadzanymi przez ministrę Zalewską, jakże pięknie uśmiechniętą, jest „oszałamiający”. Ale może gdzie indziej jest lepiej? Są takie szkoły?

Inny nauczyciel napisał "U mnie do tego roku łączącą pracę w dwóch szkołach byłam tylko ja. Od września będzie jeszcze 10 nauczycieli. Tu dodatkowa ciekawostka, bo przy układaniu planu okazało się, że nie ma kto uczyć w poniedziałek, ponieważ jest za mało nauczycieli uczących na stałe". Jednym słowem dyrektorzy osiwieją a rodzice będą zaskoczeni. W zasadzie to jeszcze nikt nie wie jak ten szkolny wrzesień będzie wyglądał. Przynajmniej miesiąc zajmie jako-takie ogarnięcie „klęski żywiołowej”, A poza tym nauczyciele będą „robili swoje”, na ile im tylko warunki pozwolą. Jak co roku.

Jeszcze inny nauczyciel: „Mam koleżankę, anglistkę, która łączy godziny w dwóch szkołach i dwóch przedszkolach. Kiedyś wydawało mi się, że jestem rekordzistką, ponieważ łączyłam pracę w trzech szkołach ... Nie zazdroszczę jej.” Kolejny: „A ja właśnie rejestruję się na e-korepetytor, bo ... no nic nie wymyślę.” No tak, jeśli będzie się pracowało na części etatu to trzeba znaleźć jakieś dodatkowe zajęcie. Przed wieloma nauczycielami duże wyzwanie…

„W moim województwie, jak mówią nauczyciele, kurator naciskał na dyrektorów by nie zezwalali nauczycielom na uzupełnianie etatu w innej szkole. Chyba chodzi o to, żeby na papierze było, że nauczyciele mają pracę (a że na niepełnym etacie to inna inszość, w TVP tego nie pokażą). Przy takich okrojonych etatach i pensjach sami nauczyciele porezygnują z pracy. Ale wyjdzie na to, że nikt ich nie zwalniał… tylko dostali takie warunki, że sami się pozwalniali.”.

„U mnie było nas 13 osób, razem z dyrektorem, a teraz będzie 21.... Są wśród nich tacy, co pracują w czterech szkołach... organizacyjnie MASAKRA. I dla dyrektorów i dla nauczycieli.” Były kiedyś latające uniwersytety, będą latające szkoły.

„A to ja dziś miałem w tym temacie masakrę. Zrezygnowałem w maju z nauki w LO bo miałem mieć dodatkowe 6h w sąsiedniej podstawówce (takie były ustalenia między dyrektorami). W połowie lipca okazało się, że ten nowy dyrektor to w sumie jednak nie wie czy będzie chciał mnie zatrudnić i że dowiem się w połowie sierpnia. Nikt nie zadzwonił, to wyszło na to, że zrezygnowałem z LO, nie mam dodatkowych godzin w nowej SP no i zostało mi 19 h u mnie. No trudno, myślę, przynajmniej odpocznę i stanę się lepszym nauczycielem. Dziś o 9:30 miałem zdać laboratorium w tym LO ale o 9:15 dostaję telefon od dyrektorki z LO, że chemiczka, która miała wejść na moje miejsce, zrezygnowała sms-owo.... No i wiedząc w jakiej są sytuacji chciałem im pomóc (chodzi o 11 h), ale nie wiedziałem co na to mój nowy dyro w SP. Pojechałem, pogadałem no i warunkowo się zgodził. Ale zaznaczył, że mogę nie dać rady pociągnąć 30 h i żeby to się nie odbiło na jakości mojej pracy (ma rację bo wiem już jaka jest masakra po zeszłym roku). Dyrektorka z LO w jest w siódmym niebie, no może prawie, bo w piątek zrezygnował anglista, a dziś o 9:30 (czyli po rezygnacji chemiczki) zrezygnowała jeszcze fizyczka... Czaicie ten Armagedon?

A dyskusja tak się rozwija, jak to między „sąsiadkami”, przynajmniej w internecie można się wyżalić. Bo co innego można zrobić? „Mój nowy dyrektor, czyli z podstawówki, do której nasze gimnazjum przyłączają, powiedział, że ostatni tydzień sierpnia to będzie TYDZIEŃ CUDÓW. Cudem będzie ogarnąć, kto wreszcie gdzie i na ile godzin będzie zatrudniony. O planach lekcji już nie wspomnę.”

„No ja też mam 31h łącznie + gazeta + zlecenia. W szkole co chwilę ktoś odchodzi i dochodzi. Wersja planu nr 17 dziś powstała. Armagedon.” „U nas szukają ludzi do świetlicy, nie wiem jak to się wszystko ogarnie.”

„U mnie w miarę normalnie, ale byliśmy zespołem SP + gimnazjum”.

„U mnie do dzisiaj nie wiadomo ile kto ma godzin o planie zajęć nie wspomnę. Nadal nie mamy nikogo do biologii/przyrody ( 6 godz.), informatyki (8 godz.), historii/wos (6 godz.), chemii (2 godz.).”

Gruntownych zmian nie wprowadza się tak nagle, z roku na rok. Od ponad roku specjaliści ostrzegali, że będą kłopoty, bo tak nagle nie można przygotować zmian w złożonym organizmie (ani programów, ani podręczników ani zmian organizacyjnych). No ale jeśli zmiany byłyby konieczne i z przyczyn strukturalnym pociągałyby koszty… to należało przygotować działania osłonowe. Tego też nie ma a jest tylko prymitywna propaganda. Ciemny lud to kupi? Ale tych ciemniaków jakoś mało.

Po co to wszystko? Debata na temat struktury szkoł czy 6 + 3 + 3 (podstawówka, gimnazjum, liceum) czy 8 + 4 (podstawówka, liceum) jest w jakimś sensie nie na czasie. Rodem z XX wieku. Miałaby sens 50 czy 30 lat temu. Ale teraz, w drugiej dekadzie XXI wieku? Bo w aktualnej reformie nie są w ogóle poruszane sprawy najważniejsze dla polskiej edukacji. W zasadzie to nie jest reforma edukacji a zmiana organizacji szkół. Tylko tyle. Skoro te zmiany nie wniosą niczego nowego i edukacyjnie sensownego (tak jakby spierać się czy ulice miast oświetlać gazem czy naftą) to po co to całe zamieszanie, powodujące nie tylko bałagan ale i zmęczenie kadry pedagogicznej? Reforma całkiem nie na czasie na dodatek wprowadzona bez przemyślenia i przygotowania, co generuje duży chaos. Marnowanie kapitału ludzkiego, finansowego i społecznego. Karygodne marnotrawstwo.

Ktoś chce, żeby na złość babci odmrozić nam uszy? Nie tylko sobie ale i nam.

To co tam, panie, w szkole słychać? Będzie to często zadawanie pytanie przy nocnych Polaków rozmowach. A może z czasem zaczniemy głośno i szeroko rozmawiać o edukacji i potrzebnych zmianach. By dogonić XXI wieku i niezwykle szybko zmieniające się warunki funkcjonowania społeczeństw w epoce trzeciej rewolucji technologicznej.

Molariusz Warmińsko-Mazurski na Olsztyńskich Dniach Nauki i Sztuki

sczachor

18922097_1902078886484921_6999363679567141138_nW czasie zbliżających się Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki (27-28 września) prezentowana będzie m.in.  wystawa dachówek przed biblioteką. 8.00-22.00 (także w czasie Europejskiej Nocy Naukowców 29 września.  Wystawę dachówek z wyobrażeniami moli książkowych z entomologicznym podtekstem zobaczyć można będzie przed Biblioteką Uniwersytecką w Kortowie.

Wystawa to efekt kilku spotkań w przestrzeni publiczne i rozmów o dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym regionu.Najwięcej prezentowanych dachówek powstało w czasie Molariusza Warmińsko-Mazurskiego na dachu Biblioteki.

Spotkania z ludźmi inspirują. Nawet, jeśli odbywają się za pośrednictwem papierowych książek. Biblioteka jest takim urokliwym miejscem na spotkania z myślą ludzką, opowieściami i refleksjami. W ciszy i w gwarze. To pierwsze w czasie czytania, to drugie w czasie różnorodnych aktywizujących pikników naukowych. Zmienia się świat wokół nas i nośniki ludzkiej myśli. Dawno temu były to recytowane poezje, śpiewane pieśni i ballady, tańczone przedstawienia muzyce. Potem myśl na długo przylgnęła do zadrukowanego papieru. Biblioteki z książkami przez kilka stuleci były sercem uniwersytetów. Teraz nastał czas elektroniki i cyfryzacji ludzkiej myśli i kontaktów. Ale nawet i teraz biblioteki nie przestają być miejscem spotkań. Zmienia się wiele (nośniki) by pozostało cos niezmiennego (wymiana ludzkich myśli).

Dachówki zostały pomalowane 12. maja 2017 r. w czasie XIV Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek na tarasie Biblioteki Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie. Motywem przewodnim były … mole książkowe. Tak, jak sobie je wyobrażali malujący. Dachówki pochodzą z Mazur, z Kowalewa, powiat piski, Wapnika, Wójtowa. Jedna przyjechała aż z Umbrii (dar prof. Małgorzaty Chomicz). Przyjechała z dalekich Włoch, gdzie narodziła się idea wolnego życia cittaslow i gdzie powstawały pierwsze uniwersytety.

Do dachówek z molami napisane zostały opowieści - wszytskie do odszukania na blogu: https://gadajacedachowki.blogspot.com/  (można je będzie także przeczytać w czasie zwiedzania wystawy; link przez Kod QR oraz na ulotce i plakacie). Unikatowy katalog moli czyli Molariusz Wamińsko-Mazurski powstał 12. maja 2017 r. w czasie XIV Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek. Różnorodne wyobrażenia moli zostały malowane na dachówkach, zaś ich autorzy dzielili się miedzy sobą opowieściami, fraszkami i piosenkami, które się z każdym wyobrażeniem mola kojarzyły.

I tak wśród galerii moli książkowych znalazły się m.in.: Napójka Łąkowa (mól książkowy z Wójtowa, preferuje wolne lektury), Bagiennik z Jeziora Czarnego (mól książkowy preferujący literaturę hydrobiologiczną, czyta na ławkach w parku), Kortowski Mól (uniwersytecki robaczek szybujący po wiedzę), Smerfomól (złapany w sieć uzależnień od czytania literatury naukowej), Mól Pedagogiczny (śliczny i liryczny) i wiele innych.

Noc sprzyja rozwijaniu się wyobraźni. To jeden z kilku powodów, dla którego "mole książkowe", czyli miłośnicy dużej ilości przeczytanych przez siebie książek, nie mogą się oderwać od lektury, także po zmroku. Kolejnym czynnikiem, dla którego "pożeracze" książek lubią noc to tajemnice. A te najlepiej odkrywać pod osłoną nocy, kiedy właśnie ożywia się wyobraźnia a wszystkie zmysły intensywniej pracują. Jeśli lubisz czytać i rozwiązywać zagadki, biblioteka jest dla Ciebie prawdziwym królestwem. Nocą budzą się tu różnorodne żyjątka, które oprócz pożerania papieru, czy innych materiałów wchodzących w skład opraw (skóra, drewno), lubią także poczytać tekst. Zapraszamy do poszukiwań drewnojadów, motyli futrzastych i innych moli książkowych, które opowiedzą Wam swoją historię w Bibliotece Uniwersyteckiej UWM w Olsztynie. 

Wystawę uzupełniają inne dachówki, pomalowane w czasie różnorodnych spotkań edukacyjnych, m.in. w olsztyneckim skansenie, Dnia Roślin itd. Natomiast w czasei Europejskiej Nocy Naukowćów pajawi sie molowa gra z przygodami. Szukając dachówkowych moli, ykrytych w bibliotece rozwiązać będzie można przyrodnicza zagadkę, zebrać pamiątkowe pieczątki z owadami oraz... otrzymać nagrodę.

Zaprawszam pod koniec wrzesnia na Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki oraz Europejską Noc Naukowców. 

Ps. Do wiedzy garną sie także Wiedźmuchy z lasu... zapowiedziały, że przylecą...

Rewolucja czy ewolucja w szkole ?

sczachor

13781979_522155891313158_2504384944343925033_nPołowa sierpnia, ale nauczyciele powoli przygotowują się do pracy w szkole. Już od września. A tam spore zmiany. Dla rodziców także będzie (niemiła) niespodzianka...

Żyjemy w czasach nieustannej zmiany, w okresie dużej transformacji systemu edukacji w skali globalnej, a więc to nie tylko nasz, polski problem. Codziennej pracy edukacyjnej towarzyszą poszukiwania i zadawanie sobie pytania, co jest ważne. Dawny model szkoły przestał być wydolny dlatego, że zmieniło się społeczeństwo, gospodarka i otoczenie szkoły. Żyjemy w czasach trzeciej rewolucji technologicznej, a zachodzące zmiany są bardzo głębokie. W pewnym sensie w skali globalnej wymyślamy na nowo system edukacji, dostosowany do zupełnie nowych potrzeb i sytuacji.

W epoce trzeciej rewolucji technologicznej nauczyciel też musi się uczyć funkcjonowania w nowej rzeczywistości (i nie chodzi mi o koniunkturalne dostosowywanie się do „wiejących wiatrów”). Nie wynika to z jego braków w wykształceniu. Po prostu rzeczywistość jest zupełnie nowa i całe pokolenie musi się uczyć zupełnie nowych umiejętności. Na przykład posługiwania mobilnym internetem we własnym telefonie. Nierzadko sprawniejsi w tych czynnościach są uczniowie. W konsekwencji to nauczyciel uczy się od uczniów (a rodzic od własnych dzieci).

Tak dużo się zmieniło, że do opisu rzeczywistości potrzebujemy całkiem nowych słów. Nauczeństwo (analogicznie do prosumpcji – producent i konsument w jednym) to jednoczesne bycie nauczycielem i uczniem, dzielenie się własnym doświadczeniem i wiedzą z równoczesnym uczeniem się od własnych uczniów. Świat wokół nas tak szybko się zmienia (np. nowe technologie komputerowe), że nauczyciel nie ma możliwości nauczenia się tego wszystkiego w toku edukacji i przygotowania dydaktycznego na studiach. Nowa rzeczywistość w wielu aspektach stawia go w roli nieustannego ucznia.

Także i uniwersytet jako instytucja poszukuje swojego nowego miejsca i wypełniania misji społecznej (poza prowadzeniem badań i kształceniem studentów). Po zakończonym projekcie Uniwersytet Młodego Odkrywcy zostało w głowie sporo doświadczenia, refleksji i pomysłów na współpracę ze szkołami. Niebawem kolejne próby odkrywania nowego środowiska edukacyjnego i nowych narzędzi dydaktycznych.

Piszę sporo o koniecznych zmianach w szkole i systemie edukacji. Ale nie mam na myśli reformy „dobrej zmiany” ministry Zalewskiej. Bo ta reforma nie ma sensu. Po pierwsze nie wynika z analizy sytuacji i w ogóle nie odpowiada na cywilizacyjne potrzeby współczesności. Jest robiona na zasadzie „a właśnie że zrobię i co mi zrobicie” (poseł Jarosław Kaczyński publicznie zapewniał, że idą w przeciwnym kierunku). Zła zmiana na dodatek robiona w wielkim pospiechu. O niebezpieczeństwach takiej zmiany na łapu-capu eksperci trąbią już niemalże od dwóch lat. I niestety mieli rację. We wrześniu wielki finał. Będą zmarnowane pieniądze, energia i zapał wielu ludzi a nic sensownego nie powstanie. Tylko zgorzknienie, zmęczenie i zniechęcenie…

Reforma ministry Zalewskiej robiona jest na zasadzie sentymentu „kiedyś tak było”. To tak, jak wspominanie starego człowieka o swojej młodości… gdy kiedyś biegał za piłką na boisku. Jak uwierzy i spróbuje, to w najlepszym wypadku dostanie zadyszki i złamie sobie nogę. Młodość się już nie wróci.

Podobnie jest z edukacją, świat się niewyobrażalnie zmienił. Społeczne poparcie dla „deformy” (jak ją nazywają nauczyciele) wynikało najpewniej w części z poczucia niepewności w nowym świecie. Modernizacja Polski poszła dla wielu grup zbyt szybko, nie mogli się w nowym świecie odnaleźć. Stąd naturalny, mentalny powrót do „dawnych, dobrych czasów”.

Będzie więc ten szkolny wrzesień bardzo nerwowy dla nauczycieli. Pełen improwizacji, zwiększonych dojazdów do pracy, smutnego działania na przeczekanie. Może, gdy już społecznie uświadomimy sobie zaległości polskiej szkoły, to zaczniemy ogólnonarodową dyskusję nad edukacją?

Nauczycielu, oby Ci się chciało cudze dzieci uczyć...

Wcześniejsze teksty na ten temat

Dalie malowane na szkle cz. 2

sczachor

dalie2Jakkolwiek nie planowałem tego wcześniej, to ponownie włączę się z Olsztyńską Wystawę Dalii, (piąta edycja). Kolejna okazja na niezwykły plener wśród pachnących kwiatów, w szklarni i ogrodzie doświadczalnym UWM. W sympatycznym towarzystwie.

Przyroda malowana na szkle. Na starych butelkach, słoikach, na tym co „niepotrzebne”, co zawadza. Najważniejsze jest spotkanie i rozmowy. Malowanie jest tylko pretekstem. Można milczeć i nie zabijać ciszy banalnym słowem. Ale można mówić, opowiadać, skupiając się na prostaczych czynnościach.

Każdy może tworzyć, bo twórczość jest przyjemna, zwłaszcza w towarzystwie pogodnych ludzi. Tradycyjnie już, powstałe w czasie pleneru prace, wystawimy na wystawie w czasie Nocy Biologów, w styczniu 2018 roku. Zapraszam we wrześniu (9-10 września 2017). Przynieś ze sobą jakąś butelkę lub słoik. Albo abażur żyrandola lub lustro. Butelki i słoiki muszą być pozbawione etykiet. Farby będą. Ale tradycyjnie można przynieść kawałek własnego ciasta lub innego smakołyku.

9 września, w godzinach 11:00-16:00 odbędą się także inne artystyczne warsztaty. Poza „Daliami na szkle malowanymi, cz. 2” będzie także „Gipsowy dalii ślad” (poprowadzi artysta rzeźbiarz Dąbrówka Tyślewicz, adiunkt Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej), oraz warsztaty florystyczne pt. „Kompozycje z dalii” (grupa M.A.I.K.)

A jak ktoś chce, to może przyjść ze swoimi sztalugami i malować akwarelami na papierze, farbami akrylowymi czy olejnymi.

Więcej na ten temat:

 

Czym się różni nauka od zabobonów i niegroźnych rytuałów?

sczachor

15723580_10210356773229052_7772077242693420493_oMyślenie naukowe jaki i teorie spiskowe czy zabobony biorą swoje źródło w tym samym myśleniu racjonalnym, właściwym ludziom od zarania. Chcemy sensu i zrozumienia otaczającego nas świata i chcemy być sprawczy czyli mieć wpływ na ten świat.

Skąd się biorą teorie spiskowe i mity, jak rodzą się legendy? Profesor Bogusław Pawlikowski, antropolog, w artykule „Co praczłowiek miał na myśli” Tygodnik Powszechny, 4 czerwca 2017 r., nr 23 (3543) tak pisze o źródłach legend i rytuałów: „To efekt ostrego przyczynowo-skutkowego sposobu myślenia, który jest jednocześnie wadą i zaletą naszych umysłów. Czasami, choć nie możemy znaleźć przyczyn, wciąż ich poszukujemy, co prowadzi nas do błędnego przypisywania zależności przyczynowych czemuś, co tylko z sobą koreluje. Tak się rodzą rytuały – np., jeśli trener raz się ogolił i akurat jego drużyna wygrała mecz, to potem będzie się golił przed każdym meczem”.

Z jednego drzewa i krzyż i łopata.

Kontekst zmienia wiele w rozumieniu zjawiska. Nauka też od tego nie jest wolna. Statystycznie możemy doszukać się jakichś związków. Ale to nie jest równoznaczne ze znalezieniem przyczyn. O czym często zapominamy. Zależności statystyczne sugerują związek, ale go nie udowadniają.

Czym się różni nauka od zabobonów i teorii spiskowych? Tym, że ma dopracowaną metodologię i ma odwagę poddawania w wadliwość (wszystkiego, nawet własnych rezultatów). Nauka weryfikuje i nie spoczywa na laurach. Nawet jeśli błądzi.

Zamieszczone zdjęcie nie ma związku z niniejszym tekstem. Jest zabawne i tyle. Podobało mi się, to zamieściłem. Ale jak ktoś chce, to może jakiś związek, korelację czy inną zależność drobiazgo zbada i odkryje.

Strona www czy strona na Facebooku (fanpage)?

sczachor

17362407_10211048077151218_2753257845636583003_nPonieważ w ostatnim czasie uczestniczyłem w kilku grupach w dyskusji na temat tego, czy do promocji, np. nauki, lepsza będzie strona www czy fanpage na Facebooku, chciałbym podzielić się swoim doświadczeniem i przemyśleniami. Ułatwiam sobie sprawę, grupując argumenty w jednym miejscu.

W internetowej komunikacji uczestniczę już od blisko 20 lat. Redagowałem kilka biuletynów (newsletterów), w wersji papierowej i elektronicznej (rozsyłane pocztą elektroniczną), prowadziłem stronę www, kilka blogów, uczestniczyłem w listach dyskusyjnych, prowadzę kilka stron facebokowych (fanpage) i dyskutuję w kilku grupach na portalach społecznościowych. Znam problem z dwóch stron: odbiorcy i twórcy. Rozumiem więc (tak przynajmniej mi się wydaje) zarówno komfort odbiorcy jak i twórcy treści.

Różnicę między tworzeniem strony www a fanpage (czyli strony na FB) narysowałem i przedstawiam na załączonej ilustracji (schemacie), żeby łatwiej wyjaśnić istotę problemu. W dyskusji nad wyborem najbardziej optymalnego do własnych potrzeb rozwiązania, ważne jest zrozumienie jak działają różne elementy wirtualnej rzeczywistości. Istotne jest również to, że cały czas zmienia się internetowa komunikacja. Na przykład w ostatnim czasie więcej oglądanych jest treści w urządzeniach mobilnych (telefony, tablety) niż na komputerach stacjonarnych i laptopach.

A zatem strona www czy fanpage? Można wykorzystywać obie formy wiedząc, że inaczej funkcjonują zarówno od strony przygotowania jak i użytkowania.

Zaletą strony www jest jednolitość i dobre przejrzenie treści przed upublicznieniem: materiały spływają od autorów (z tym to chyba nie ma nadmiaru w żadnej instytucji czy grupie społecznej). Redakcja-administrator pełni rolę swoistej "cenzury prewencyjnej" by niczego niewłaściwego lub słabego nie wypuścić w świat. To dobre rozwiązanie do rzadko aktualizowanych treści. Działa jak czasopismo z redakcją i recenzjami przed opublikowaniem. Wadą jest wolne działanie i wąskim gardłem jest administrator (bo to on pracuje w plikach i umieszcza aktualizacje na serwerze). Kolejną zaletą strony www jest to, że każdy ma do niej dostęp. Musi tylko o takiej stronie wiedzieć, znać adres i zaglądać. I to już jest coraz większym problemem, bo funkcjonujemy w niesamowitym nadmiarze treści i różnorodnych ofert internetowych. I nie wystarczy, że użytkownik raz zajrzy. Musi chcieć zaglądać często. A zagląda często, gdy szuka aktualnych informacji o rozkładzie jazdy, pogodzie czy np. planie zajęć. Ewentualnie poszukuje ciekawych treści do poczytania. Te muszą pojawiać się więc często. Zatem nie wystarczy,żeby strona www była. Ważne czy jest czytana....

FP (fanpage na Fecebooku), jako element portalu społecznościowego działa inaczej. Znacznie łatwiej publikuje się treści z wielu miejsc (rozproszenie zarządzania), może być wielu adminów (administratorów z pełnymi uprawnieniami modyfikowania strony jak i kasowanie niepożądanych treści) i wielu redaktorów. Zawartość (treść) można kupić albo tworzyć samemu. Najbardziej funkcjonalna jest opcja, gdy wielu członków danej społeczności (np. naukowców, na fanpage popularyzującym wiedzę), jest autorami treści i aktywnie tworzy zawartość. Wymaga to wzajemnego zaufania i współpracy. To może być trudne.

Dodatkowo na FP mogą publikować dowolne osoby - ich treści ukazują się z boku (są znacznie mniej widoczne.) Administratorzy czuwają nad usuwaniem niestosownych komentarzy i treści (dlatego lepiej by było ich kilku, bo zawsze ktoś będzie on-line). Zaletą jest szybkość działania i wielość (różnorodność) treści. A to ważne dla portalu społecznościowego. Wadą fanpage jest to, że widoczny jest tylko dla użytkowników Facebooka. Ale jest to duża społeczność. Zaletą jest łatwość upowszechniania treści i szybkość docierania do dużej liczby użytkowników.

Jeśli fanpage (strona na Facebooku) tworzona jest w stylu strony www (jednoosobowo, z dużym filtrem redakcyjnym i starannym, a więc długim, ustalaniem treści) to ani nie ma zalet strony www (dostęp dla każdego użytkownika internetu) ani zalet społecznościowego fanpage (łatwość i szybkość upowszechniania treści, zwłaszcza krótkich).

Bardzo dobrym rozwiązaniem jest tworzenie jednocześnie typowej strony www i fanpage, łącznie z prowadzeniem bloga (samodzielnie lub zagregowanego ze stroną).

Moim zdaniem FP (fanpage) powinien tak działać, żeby nie dublować roli i funkcji strony www. Do tego potrzeba zaufania do siebie oraz powolnego stworzenia katalogu dobrych praktyk, czyli napisania co i jak umieszczać. I nie jako regulamin na początku ale jako coś powstającego w ciągłej dyskusji. Taka formuła jest lepsza dla pomysłu dojrzewającego w głowach społeczności, prowadzącej dana stronę, i ciągle poprawianego (doskonalonego).

Wymagane są więc społeczne kompetencje do pracy zespołowej (i to w rzeczywistości wirtualnej, co ma swoją specyfikę) jak i skutecznej komunikacji internetowej (trochę inna, niż ta w bezpośrednim kontakcie).

Nie wystarczy kupić samochód, trzeba jeszcze nim jeździć. Wtedy inwestycja staje się opłacalna. Stronę łatwo zaprojektować, zlecić wykonanie informatykowi i umieścić na serwerze. Znacznie trudniej systematycznie wypełnić ją treścią. I to treścią interesującą dla odbiorcy. W pewnym uproszczeniu dobra strona działa jak … dobre czasopismo – warto tam ciągle zaglądać.

Podobnie jest z fanpage (nie tylko na Facebooku ale i innych portalach społecznościowych). Tu również problemem jest zazwyczaj słaba aktywność i brak systematycznie zamieszczanych treści. Zespołowo lepiej jest tworzyć treść, bo wystarczy okazjonalna aktywność kilku, kilkunastu członków społeczności, aby zawsze coś nowego się pojawiał.

O pilnej potrzebie edukacji ekologicznej

sczachor

17426151_10211135397254166_988438414404595520_nWidok masowo wycinanych drzew jest przygnębiający podwójnie. Oprócz zniszczonej przyrody (i wynikających z tego zagrożeń dla zdrowia ludzi) ukazuje ogromne braki w wykształceniu (edukacji) w zakresie rozumienia procesów przyrodniczych i skutków w środowisku.

Duże zanieczyszczenia środowiska w latach ubiegłych spowodowały, że zainteresowanie tak zwaną ekologią było bardzo duże. W latach 90. XX w. społeczna wiedza o stanie środowiska i konsekwencjach była chyba większa. A działania edukacyjne i prośrodowiskowe były w Polsce znacznie intensywniejsze. W rezultacie podjęto szereg działań, które znacząco poprawiły stan środowiska wokół nas. Nie tylko wybudowano liczne oczyszczalnie ścieków ale i znacząco ograniczono emisje gazów i pyłów. Wydawało się, że mamy progres.

Na przełomie wieków można było w raportach napisać „W Polsce obserwuje się poprawę lub zmniejszenie tempa degradacji w wielu komponentach środowiska. Coraz większe zagrożenie dla środowiska stwarza już nie przemysł, lecz rosnąca indywidualna konsumpcja energii, paliw i przedmiotów jednorazowego użytku oraz rozwój motoryzacji?”

Niestety ostrzeżenia zostały zlekceważone. Znaliśmy zagrożenie ale go nie uniknęliśmy. Na powrót mówimy o smogu w miastach i dewastacji środowiska. Indywidualna i krótkowzroczna pazerność daleko wyprzedza myślenie o dobru wspólnym. Masowa wycinka drzew (część jest uzasadniona, większa część to efekt głupoty i pazerności) jest tego dobitnym przykładem. Ale jest jednocześnie wierzchołkiem góry lodowej. I wskazuje na bardzo pilną potrzebę edukacji ekologicznej.

Bo po co jest drzewo w mieście, kiedy liście spadają na dachy samochodów? Podnosi to koszty mycia i woskowania karoserii? Zapewne. Ale brak drzewa to także mniej tlenu, większe zapylenie, mniejsza wilgotności latem, wyższe temperatury w mieście i smog. Przekłada się to na stan zdrowia ludzi i szybsze zgony. Można przypomnieć stare przysłowie „kto nie wyda na kucharza, wyda na lekarza”, a parafrazując: kto nie wyda na środowisko przyrodnicze, wyda na lekarza i grabarza.

Jestem zatrwożony skalą ignorancji przyrodniczej i skalą krótkowzrocznego egoizmu. Po raz kolejny można zadać pytanie: jaki świat pozostawimy po sobie?

Straty dla gospodarki i straty indywidualnych ludzi na skutek gwałtownych zjawisk atmosferyczny (m.in. jako skutek globalnego ocieplenia klimatu) maja wymierny efekt. " Wysoki stopień zurbanizowania przestrzeni jest czynnikiem stymulującym powstawanie strat, zaś wysoki wskaźnik terenów zielonych – łagodzącym." (czytaj cały tekst). Trzeba znowu bić na alarm. Konieczna jest szeroko zakrojona edukacja ekologiczna i konieczne podniesienie poziomu wiedzy przyrodniczej.

"Okazuje się, że musimy działać, bo to, co już się wydarzyło w środowisku ma taki skutek, że nasze wnuki nie będą miały gdzie żyć i wypoczywać, czysty tlen będą kupować w puszkach, a przyrodę oglądać na starych fotografiach."(czytaj cały tekst).

Raduj się Europo, pokojem

sczachor

europa

O, radości, iskro bogów, kwiecie Elizejskich Pól,
Święta, na twym świętem progu staje nasz natchniony chór.
Jasność twoja wszystko zaćmi, złączy, co rozdzielił los.
Wszyscy ludzie będą braćmi tam, gdzie twój przemówi głos.} x2

Patrz, patrz, wielkie słońce światem biegnie, sypiąc złote skry.
Jak zwycięzca i bohater biegnij, bracie tak i ty.
Radość tryska z piersi Ziemi, radość pije cały świat.
Dziś wchodzimy, wstępujemy na radości złoty ślad.} x2

Ona w sercu, w zbożu, w śpiewie, ona w splocie ludzkich rąk.
Z niej najlichszy robak czerpie, w niej największy nieba krąg.
Wstańcie ludzie, wstańcie wszędzie, ja nowinę niosę wam:
Na gwiaździstym firmamencie bliska radość błyszczy nam.} x2

 

Juror to ma klawe życie

sczachor

pressO tym, że są jakieś kanały popularnonaukowe na YouTube, to coś wiedziałem. Ale raczej niewiele. Z niektórych czasem korzystałem (oglądałem). Ale dopiero, gdy pismo Press zaprosiło mnie do oceny kanałów popularnonaukowych na YouTube, to zobaczyłem całe bogactwo. Jedne lepsze, inne gorsze ale sporo bardzo dobrych. Oglądałem z przyjemnością.

Bycie jurorem ma tę zaleta, że się odkrywa świat nieznany. Niejako z konieczności. Bo jest praca domowa i trzeba odrobić. I tym sposobem dociera się do "nieznanych lądów". Nie lubię oceniać, bo zdaję sobie sprawę  z subiektywizmu. 

Kilka kanałów w moim odczuciu ma duże walory edukacyjne. I teraz się zastanawiam jak te kanały spopularyzować i wykorzystać edukacyjnie. To znaczy jako swoistą "lekturę uzupełniającą". Zwłaszcza te, które pokazują proste eksperymenty i sposoby aktywnego poznawania tajemnic świata.

 

Wspomniane kanały popularnonaukowe są elementem współczesnego środowiska edukacyjnego.  Także i z tego powodu warto je poznać i nauczyć się z nich korzystać. I zachęcać innych do tworzenia kolejnych. 

 

 

Właśnie znalazłem wiewiórkę w swoim samochodzie czyli o autyzmie i o tym, po co są łańcuszki szczęścia na Facebooku

sczachor

wiewirkaWłaśnie znalazłem wiewiórkę w swoim samochodzie. A przecież ja nie mam samochodu! W każdym razie mam problem bo ani tak, ani siak. Pokuta. Drugi raz mnie to spotkało.

Tak napisałem na swojej tablicy na Facebooku. Wybrałem wersję lajtową, inni wybierali bardziej odważne np., z brudnymi majtkami. Zrobiłem (wpis o wiewiórce), choć bez przekonania. Większość takich łańcuszków przerywam, to znaczy ignoruję. Ale ten dotyczył autyzmu, więc umieściłem (skoro dałem się złapać), coś od siebie dodałem, by jednocześnie zawrzeć ostrzeżenie dla innych, by nie lajkowali i nie komentowali (ten kto raz trafił na podobny, łatwo odczyta ostrzeżenie i ukrytą informację). Czyli zrobiłem, ale z małą, ostrzegawczą informacją.

Po kilkunastu godzinach zrozumiałem sens takich zabaw i gier. Jaki sens? To niezamierzone chyba poskramianie hejterów. I zawstydzanie ich. Edukacyjne i wychowawcze.

Hejtowanie jest powszechne, ogólnopolskie, a internet znakomicie ten proceder ułatwia. Kiedyś zwało się to plotkowaniem w maglu, w kolejce po mleko, w autobusie. „Taka niestety jest prawda”, to typowy zwrot, który pamiętam z tego analogowego hejtowania - czyli ordynarnego plotkowania o tych wielkich, którym zazdrościmy, i o sąsiadach - zaocznie, nie mają szansy się obronić, ani ripostować plotkarzom i obmawiaczom. A co ma wiewiórka do hejtowania? Te wpisy wyglądają na głupawe, prowokują do komentowania. No i znajomi komentują, najczęściej dowcipnie i życzliwie. Ale nie hejterzy. Ci po swojemu dostrzegają okazję i łatwy łup. I swoje dodają, złośliwie, z satysfakcją. Otrzymują w zamian prywatny komunikat o grze i konieczności umieszczenia tekstu na swojej tablicy (sam komunikat umieściłem na końcu niniejszego wpisu). Rzadko kiedy to robią, bo do tego trzeba dystansu. Dostrzegają, że ich złośliwy wpis był pudłem. Zamiast przyznać się do błędu lub włączyć się do gry (pokutnie), najczęściej milczą i udają, że nic nie było. Myślę, że tego typu łańcuszki są dobrym biczem na hejterów. Dowcip obnaża ich złe intencje i słabości charakteru. A przy okazji popularyzowana jest wiedza np. o autyzmie.

Autyści przyjmują świat i komunikaty dosłownie. Dlatego trzeba mówić do nich bez porównań, aluzji, dowcipu. Taka choroba. Skłonność do plotek, obmawiania i hejtu jest chorobą? Jeśli jest, to można się z tego wyleczyć. Z autyzmem nie jest tak łatwo. Mocno utrudnia życie. Warto więc wiedzieć czym jest autyzm i jakie sprawia kłopoty w życiu autysty. Bądźmy dla nich wyrozumiali i zrozummy ich sposób funkcjonowania.

A teraz rzeczony wpis, który wiąże się z wiewiórką w samochodzie. Pisownia oryginalna (bez polskich znaków)

ehe nie powinienes byl polubic ani komentowac mojego ostatniego statusu hahaha. Teraz musisz wybrac i umiescic jedna opcje z ponizszych i umiescic jako swoj status. Jest to gra z okazji roku swiadomosci na temat autyzmu. Nie psuj zabawy. Wybierz jedna z ponizszych pozycji i opublikuj jako swoj status.

1. Wlasnie znalazlem wiewiorke w swoim samochodzie.

2. Wlasnie zgodzilem sie wyswiadczyc usluge seksualna w zamian za anulowanie mandatu.

3. Nie mam czystych majtek na jutro, wiec mam zamiar przelozyc te na druga strone.

4. Moje hemoroidy oszalaly dzis wieczorem!

5. Chyba wlasnie przyjalem oferte matrymonialna przez internet!

6. Zdecydowalam przestac zakladac majtki.

7. Potwierdzone: Bede tata!

8. Wlasnie zdobylem udzial w najnowszej edycji "Mam talent"!

9. Zaakceptowano mnie do 'Randki w ciemno'.

10. Dostalem zywa malpke!!!

11. Wlasnie sie posikalem!

12. Powaznie mysle o implantach posladkow

13. Wlasnie wygralem w zdrapke 700 zl!

14. Wyprowadzamy sie do Oslo pod koniec tego roku!

15. Majonez z czekoladowymi kulkami Nesquick jest taki doooobry!

16. Dostalem sie do programu "Ugotowani"!

Opublikuj post bez zadnego wyjasnienia. Wybacz, tez musialem tak zrobic. Czekam na Twoj status. Ach, i nie zepsuj tego (Nie zdradz sekretu). I pamietaj to jest rok swiadomosci na temat autyzmu. Baw sie dobrze!

Ps. Kiedyś były to inne łańcuszki św. Antoniego, z tekstem pisanym ręcznie i wysyłaniem analogową pocztą pocztówek lub listów. Teraz mamy internet. Ale wspomniana zabawa przyczynia się do popularyzacji wiedzy o autyzmie. Bicz na hejterów to bonus.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci