Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

w połowie roboty

Przenosiny bloga (nowy adres, treść ta sama)

sczachor

dachowkaodwagi1

Po prawie trzynastu latach nieprzerwanego działania postanowiłem przenieść swojego bloga pod inny adres internetowy. Treść pozostanie ta sama.

Nowy adres: https://profesorskiegadanie.blogspot.com/

 Wiem, że to ryzykowna ale przy moich dość przeciętnych umiejętnościach  (nie znam języka html) nie potrafię na dotychczasowej platformie poprawić estetyki bloga i nie radzę sobie z reklamami. Zatem będę wygaszał wpisy w tym miejscu a cała aktywność przenoszę pod wskazany wyżej adres. 

Zapraszam tu: https://profesorskiegadanie.blogspot.com/

Mój blog wiele razy się zmieniał, dojrzewał. teraz kolejny krok. Zmienia się adres ale treść się nie zmienia. Nie zmienia się także wolna licencja, na której udostępniam publikowane treści. 

Fenomen uniwersytetów trzeciego wieku

sczachor

landartW tym roku akademickim odwiedziłem i odwiedzę osiem uniwersytetów trzeciego wieku z wykładami (trzy wizyty jeszcze przede mną): w Olsztynie (trzy różne), Olsztynku, Barczewie, Kętrzynie, Nidzicy i Ostródzie. Jak się dowiedziałem, w naszym województwie obecnie istnieją aż 33 uniwersytety trzeciego wieku! Są nie tylko w miastach i miasteczkach ale i gminach wiejskich (np. Purda). Powstają od kilkunastu lat bardzo lokalnie i dla ich prowadzenia powstają różne fundacje i stowarzyszenia (czasem działają zupełnie nieformalnie, przynajmniej na początku).

Skąd taki fenomen tych społecznych instytucji edukacyjnych? Przecież na emeryturze niczego już nie trzeba. Nie jest potrzebne nowe wykształcenie by zdobyć lepszą pracę. Wiedza dla własnej ciekawości. I by razem spędzić czas. Bo bez wątpienia człowiek jest istotą społeczną. Moim zdaniem uniwersytety i akademie trzeciego wieku są przykładem efektów funkcjonowania społeczeństwa wiedzy. Wykształceni ludzie chcą być aktywni cały czas. I chcą się uczyć zupełnie nowych rzeczy (nie dla pieniędzy). Wydaje mi się, że tak duża liczba uniwersytetów trzeciego wieku jest spowodowana dużą liczbą osób wykształconych oraz naturalną potrzebą człowieka dążenia do wiedzy. Drugim powodem jest to, że poszukujemy nowych, społecznych form bycia ze sobą. Już nie jesteśmy społeczeństwem agrarnym – w Europie ponad 75% populacji mieszka w miastach. A i ci co na wsi, to też nie wszyscy zajmują się uprawą ziemi. Dawne tradycje wspólnej pracy na polu, darcia pierza, międlenia lnu, łuskania fasoli czy młócenia zboża cepami zimą w stodole, są już nieadekwatne. Dlatego poszukujemy nowych form. Wzrasta rola bibliotek, domów kultury. Ale i to nie zaspokaja wszystkich potrzeb. Powstają więc i uniwersytety trzeciego wieku. Ludzie aktywni spotykają się, jeżdżą na wycieczki, dyskutują, robią coś dla innych.

Uniwersytety trzeciego wieku są elementem nowej, edukacyjnej rzeczywistości i przykładem społecznego samoorganizowania się dla edukacji ustawicznej. Powstają także uniwersytety drugiego wieku (każdego wieku) i lokalne kawiarnie naukowe, bo ludzie dorośli też chcą spotykać się i poznawać świat. Są jeszcze za młodzi na uniwersytety trzeciego wieku, za starzy do szkoły (już je pokończyli, ze studiami włącznie). Ostatnio tradycyjne uniwersytety otwierają swoje ławy także dla studentów 35+, 40+, 50 + itd. To jest powolne dostrzeganie społecznych potrzeb. Istnieją także inne społeczne organizacje, takie jak na przykład Uniwersytet Dzieci, które swoją edukacyjną aktywność adresują do dzieci i młodzieży. Popularne są różne festiwale i pikniki naukowe czy uniwersytety młodego odkrywcy. Zdawałoby się po co? Przecież są szkoły….

Zarówno uniwersytety trzeciego wieku jak i kawiarnie naukowe, lokalne towarzystwa naukowe i kulturalne czy uniwersytety dzieci, są dowodem na ważne procesy, zachodzące w naszych społecznościach. Coś bez wątpienia ważnego i przełomowego się dzieje. Być może to jeden z efektów trzeciej rewolucji technologicznej, być może jakaś inna a głęboka przyczyna, wymuszająca ogromne zmiany. 

A w tym nowym, wyłaniającym się krajobrazie społecznym i edukacyjnym, uniwersytety muszą odnaleźć swoje miejsce. I w pełni świadomie realizować swoją trzecią misję (poza badaniami naukowymi i tradycyjną dydaktyką dla „normalnych” studentów). Ja w każdym razie nad czymś takim teraz rozmyślam i planuję: oferta uniwersytety dla małych miasteczek i istniejących tak uniwersytetów trzeciego wieku i kawiarni naukowych, we współpracy z młodzieżą licealną. Bo ma to być międzypokoleniowa kawiarnia naukowa w cittaslow. Projekt będzie składamy w ramach programu Power. O efektach i koncepcji tych działań napiszę niebawem.

Na załączonym wyżej zdjęciu land art we francuskim arboretum. Czynienie świata piękniejszym. Uniwersytety trzeciego wieku też są przykładem aktywności, która świat czyni piękniejszym i... mądrzejszym. Warto do tego dzieła przyłożyć swoją rękę i poświęcić trochę czasu. 

Cittaslow. Dlatego maluję słoiki i butelki.

sczachor

butelka_z_reszlaSkończył się zimowy relaks z malowaniem butelek i słoików (rozpoczynają się zajęcia w kolejnym semestrze). Przy malowaniu odpoczywałem i rozmyślałem. Teraz mam co rozdawać. Dzisiaj trzy słoiczki z owadami trafiły w ręce Francuzów, przebywających na uczelni, a wieczorem niedźwiedziówka trafi do rąk Krzysztofa Łozińskiego. Słoiczki mają charakter użytkowy, jako kuchenne lub niekuchenne pojemniki na przyprawy lub drobiazgi. Albo dobre myśli (tak symbolicznie).

Malowane słoiczki i butelki, które ułatwiają rozmowę, są zagajeniem. I drobnym, rękodzielniczym prezentem. Niepotrzebne nikomu opakowania po konsumpcyjnej zawartości. Nic, tylko wyrzucić do śmieci. Nie wyrzucam. Nie jestem w stanie pomalować wszystkiego, co sam w konsumpcji produkuję. A do tego zbieram jeszcze te, wyrzucone przez innych, do lasu, do jeziora. Zbierając czynię świat piękiejszym, a dla bezkręgowców bezpieczniejszym. Szukanie sensu w niepotrzebnym. Z pozoru niepotrzebnym i zbędnym. Ba, czasem zawadzającym.

Nie sprzedaję swoich malowideł na szkle. Rozdaję... lub przekazuję na aukcje w szlachetnym celu. Waluta wymienialna za życzliwy uśmiech, przyjaźń lub dobre uczynki. Czasem zostawiam w urokliwych miejscach. Lepsze to niż pisanie na ścianie "tu byłem"...

Po raz kolejny czuję się w obowiązku wytłumaczyć, dlaczego maluję stare butelki i słoiki. Jestem biologiem i ekologiem, pracuję na Wydziale Biologii i Biotechnologii. Butelki i słoiki maluję od dawna. Inspiracją jest rodzima przyroda z warmińskiego i mazurskiego krajobrazu (a w tle recykling i reusing oraz spotkania międzyludzkie w nowej rzeczywistości i przestrzeni miejskiej). Maluję także polne kamienie i stare dachówki. Sztuka łączy, zarówno w czasie malowania w postaci spontanicznych plenerów w parkach i na trawniku, jak i w czasie wernisażu (spotykamy się, bo jest okazja… a jak już jesteśmy razem… to rozmawiamy). Załączona ilustracja pochodzi z pleneru w Reszlu (lato 2017). Malowałem w kawiarni. Butelka już tam została. Teraz planujemy (Artystyczna Rezerwa Twórcza) zorganizować plener letni w Barczewie. To będzie kolejny plener i spotkanie w cittaslow. Można się spotkać z ludźmi i rozmawiać, także o przyrodzie, o etnografii i otaczających nas krajobrazach. I o ewolucji człowieka w trzeciej rewolucji technologicznej.

Każdy człowiek potrzebuje choć odrobiny filozofii, wiedzy i odrobiny sztuki. Bo potrzebuje sensu i piękna. Każdy człowiek jest twórcą, nawet lepiąc pierogi czy sprzątając mieszkanie. A przynajmniej chce być twórcą. Wybieram proste formy i tani materiał, który znaleźć można wszędzie. Przy wspólnym malowaniu mówić można ale nie trzeba. Ciszy nie trzeba zabijać słowem. Można milczeć. Słów jest zbyt dużo. Mało kto ich słucha. A niektóre są takie mądre, że nawet mówiący ich nie rozumie... Milczenie jest więc ulgą.

Przy malowaniu spotykam się z ludźmi, by w prostej czynności przywracać sens i znaczenie rzeczom pozornie bezwartościowym. I ludziom. Nie tylko słowem przekazujemy treści. Wspólne malowanie to jest slow science na prowincji (oprócz nadmiaru śmieci czyli pustych już opakowań cierpimy w nauce na nadmiar zbędnej i pustej treści – wyrabianie normy i punktów – niedawno przeczytałem propozycję, by ograniczyć liczbę publikacji: mniej a lepiej).

Dla niektórych słowo prowincja, podwórko stygmatyzuje i ośmiesza. Jest czymś wstydliwym. Dla niego podwórko ma sens jako sposób pełniejszego bycia ze sobą bez zbytniego nadęcia i dworskiej oficjalności. To to styl życia, związanego z lokalnością i z trzecią rewolucją technologiczną. A na podwórku zawsze znajdą się kamienie. Albo butelki, na strychu słoiki a pod płotem stare dachówki. 

Tym razem malowałem sam, w zaciszu domowym. Myślami jednak byłem wśród ludzi. Myślałem o spotkaniach i wręczaniu szklanych prezentów. Ekonomia dzielenie się. Wiosną planuję pomalować trochę dachówek. Dwie przywiozłem specjalnie na tę okazję z Francji. Wędrują, jak idee – z miejsca na miejsce. A przy okazji kumulują w sobie treść i historie. Warto je opowiedzieć.

Naukowiec malujący stare butelki może się wydawać niepoważny. Dlatego wyjaśniam po raz kolejny,. Dlaczego. Dlaczego maluję. 

Czy mózg społeczny dalej ewoluuje? Rzecz o znajomych z portali społecznościowych.

sczachor

Znajomi_na_facebookuDo działania sprowokowały mnie dwie informacje z dwóch różnych książek. A może nawet kilku. W każdym razie skłoniły mnie nie tylko do rozważań, jak wpływają współczesne nowe media na funkcjonowanie mózgu (co w nim zmieniają?), ale i do szybkiego eksperymentu.

A zaczęło się od tego, iż naukowcy już dawno zauważali pewien paradoks. Przez lata uważaliśmy powiększający się mózg za skorelowany z rosnącą inteligencją. Uważaliśmy, że większy mózg to większa inteligencja (dlatego jeszcze kilkadziesiąt lat temu uważaliśmy, że mężczyźni są inteligentniejsi od kobiet bo mają większe mózgu, średnio-statystycznie - teraz wiemy, że to nie jest prawda), zatem w ewolucji powiększający się mózg hominidów (człowiekowatych) świadczył o selekcji na coraz większą inteligencję. Mądrzejsi i inteligentniejsi wygrywali z mniej inteligentnymi. Wydawało się proste i oczywiste...

Wielkość mózgu łatwo można sprawdzić po skamieniałych czaszkach naszych przodków. Ale jak zmierzyć inteligencję? Szukano dowodów pośrednich, na przykład takich jak sztuka czy narzędzia. I to pojawił się problem. Narzędzia kamienne wytwarzali już nasi przodkowie, najpewniej nawet australopiteki, na pewno Homo habilis i Homo erectus. Na przestrzeni dziejów widać jak narzędzia stawały się coraz bardziej złożone. Możliwe, że były jeszcze inne wytwory i narzędzia, ale te wykonane z części organicznych się nie zachowały. Przynajmniej te najdawniejsze. Pozostaje więc tylko analiza kamieni łupanych. I tu rzecz zaskakująca. Przez ponad milion lat pięściaki były identyczne, o takim samym poziomie złożoności… gdy w tym czasie mózg szybko rósł. Jak wytłumaczyć ten paradoks? Mózg ewolucyjnie rósł a nie było widać przyrostu inteligencji?

Dobór naturalny nie działa tak, że cecha może się przydać dopiero za ileś tam pokoleń. Przydatna musi być tu i teraz i musi zwiększać przeżycie. Jedną z ciekawszych koncepcji jest hipoteza polskich uczonych (Konrad Fijałkowski, Tadeusz Bielecki – o książce Homo przypadkiem sapiens napiszę niebawem). Duży mózg był preadaptacją, rozwijał się jako zabezpieczenie przed udarem cieplnym u gatunku polującego „na zmęczenie” zwierzyny (polowanie na zagonienie). Selekcja naturalna na coraz większy mózg dotyczyła więc innej adaptacji, a wynikła z tego inteligencja pojawiła się niejako przypadkiem.

Drugą ciekawą interpretację zaproponował Robin Dunbar w postaci teorii mózgu społecznego. Otóż uczony ten twierdził (i poparł to badaniami oraz licznymi sensownymi argumentami), że ewolucyjny wzrost mózgu u przodków człowieka i rodzaju Homo związany był z życiem społecznym i utrzymywaniem kontaktów w grupie. Większy mózg to możliwość nawiązania liczniejszych relacji i kontaktu, a tym samym umożliwienie funkcjonowania większej grupie. Liczniejsza horda to lepsza obrona przed drapieżnikami i łatwiejsze zdobywanie pokarmu. Dunbar w kilku książkach przedstawił różnorodne dowody na kształtowanie się społecznego mózgu. Wskazał, że nasze społeczne umiejętności ukształtowały się dziesiątki tysięcy lat temu, w grupach do 150 osobników. Tyle znajomych "pomieści” nasz mózg. Także i teraz, w wielu XXI.

W „Potędze mózgu” (czytaj więcej ). Znalazłem takie zdanie „większość kont użytkowników Facebooka zawiera listę znajomych liczącą 100-250 osób, jak niedawno wykazały badania przeprowadzone na grupie 1 miliona osób.” Dalej autor pisze, że regularni użytkownicy Facebooka nie posiadali większych sieci społecznych niż przypadkowi użytkownicy Facebooka. „Dwa inne badania przeprowadzone online, w ramach których analizowano wiadomości wymieniane za pomącą e-maili oraz Twittera, także wykazały, że typowo grupy osiągały rozmiary od 100 do 250 osobników.” Dunbar tłumaczy to tym, że mózg ukształtowany został tysiące lat temu w innych warunkach i teraz nie ma dodatkowych mocy przerobowych do obsłużenia większej liczby kontaktów  (”ograniczona przestrzeń w naszych umysłach przeznaczona na przyjaciół”).

Niemniej czytając o ewolucji mózgu społecznego nasunęła mi się na myśl, że w zasadzie portale społecznościowe są tak popularne bo dobrze zaspokajają nasze odwieczne potrzeby kontaktu społecznego, nawet na odległość i czasem tylko w myśli. Tak było już dawniej, a teraz mamy dodatkowe narzędzia.

I tu pojawił się drugi impuls. „Dla osoby cierpiącej obecnie na amnezję smartfon może się jednak stać nie tyle uzupełnieniem, ile substytutem, protezą hipokampu.” („Eksperyment. Opowieść o mrocznej godzinie w dziejach medycyny” Luka Dittricha ). Skoro telefon z fotografiami i kontaktami jest swoistą „protezą pamięci”, to czy smartfonowo-komputerowa pamięć zewnętrzna (pozamózgowa) nie zmienia i nie rozszerza naszych możliwości w kontaktowaniu się i tworzeniu większych niż kiedyś sieci społecznych? Już nie tylko za pomocą neuronów w mózgu ale z wykorzystaniem „neuronów” sztucznych i pozamózgowych?

Po pierwsze chciałem sprawdzić czy spostrzeżenie Dunbara o 100-250 znajomych na Facebooku znajduje potwierdzenie. Nauka ma to do siebie, że wszystko można sprawdzić (jest weryfikowalne). Można zweryfikować własnym eksperymentem lub w publikacjach (czyli to, co zrobili inni). Jeśli eksperyment jest złożony, to szybciej dotrzemy do publikacji innych (np. istnienie Ameryki szybciej sprawdzimy wyszukując publikacje i zdjęcia niż samodzielną podróżą.)

Nie mam na razie szansy na eksperyment na próbie miliona użytkowników. Ale zapytałem znajomych w grupie Facebookowej Superbelfrzy (153 członków, w tym 17 moich wirtulanych znajomych). W ciągu kilku dni odpowiedziało blisko 50 osób, a więc jedna trzecia. Jedna z osób pomogła mi i założyła ankietę na googlu (mogłem się więc czegoś przy okazji nauczyć). Odpowiedziały także osoby, których nie znam ani z widzenia, ani najpewniej nie zauważyłem w tej grupie. Zupełnie nieznajomi. A mimo to możemy wspołdziałać i współpracować. Współpracować tak jak znajomi w grupie społecznej czy zawodowej. 

Pierwsza ważna uwaga. Próba jest mała i nie wiem czy można uznać za reprezentatywną. W każdym razie znacznie mniej niż 1 milion. Zatem do uzyskanych wyników podchodzę bardzo ostrożnie. Chcę tylko pokazać, że można samemu sprawdzać, eksperymentować, analizować (w tym sensie każdy od zaraz może być naukowcem). Wtedy pojawia się pole do dyskusji i lepszego rozumienia danego zagadnienia. Po takim eksperymentowaniu chętniej szuka się dodatkowej literatury i publikacji.

W rupie 48 Superbelfrów sytuacja okazała się złożona (zobacz górny wykres kołowy) i niezbyt podobna do opisywanej przez Dunbara. Na pewno osoby w tej grupie miały znacznie więcej znajomych na Facebooku. W przedziale 100-250 zaledwie 6 osób (na 48). W przedziale 250-400 znajomych było 10 osób, a na przykład w przedziale powyżej 500 – aż 17 osób. Inną kwestią jest to, co oznacza „znajomy” na Facebooku. Łatwo zauważyć różne style i różne podejście: jedni ograniczają inni są bardziej otwarci i zależy im na dużej licznie znajomych. Po prostu portale społecznościowe pełnią różną funkcję, nie tylko towarzyską ale i medialno-upowszechnieniową, są swoistą grupą kontaktu, także zawodowego. Nauczyciele mają grupy z uczniami, istnieją także grupy typowo zawodowo-biznesowe. Media społecznościowe tworzą nową rzeczywistość i wymykają się dawnym schematom. Różne cele, różne style. Ale na pewno jest to komunikacja jakiej nie doświadczali nasi przodkowie (w skali i sposobie). Nasza osobista, mózgowa, pamięć wspomagana jest pamięcią komputera i smarfronu. Tak, jak dla ludzi z amnezją smarfony są protezą uszkodzonego mózgu, tak dla ludzi „normalnych”… są wzmocnieniem funkcji społecznych. Dlatego możemy tworzyć znacznie szersze sieci społeczne. Podobnie tak jak pięściak, włócznia czy łuk znacznie wydłużyły ramię Homo sapiens. Mógł dotrzeć z uderzeniem tam, gdzie jego krótkie ramię nie sięgało.

Zastanawiało mnie także to, w ilu grupach funkcjonują ankietowani Superbelrzy. Tu również było duże zróżnicowanie, od kilku grup, przez kilkanaście do powyżej 20 (dolny wykres kołowy). Liczebność w grupach (udało się przeanalizować 111 grup): najwięcej było grup małych (do 50 osób) oraz bardzo dużych, powyżej 500 osób. Tu chyba wyraźnie widać różne funkcje i cele. W małych grupach wszyscy się znają, w dużej mierze także w realu, duże to bardziej media społecznościowe, swoiste „gazety tematyczne” niż grupy społeczne sensu stricte.

Zaciekawiony tymi rezultatami poszukałem w sieci innych opracowań o zbliżonej tematyce. I tak przy okazji dotarłem do innych jeszcze badań Dunbara i jego zespołu. Ale to już opowieść na inną okazję.

 liczebnoc_w_grupie

Warmiobook, czyli studencki projekt uwalniania książek

sczachor

23844531_2025733111007122_4932595216587654527_n1Na wykładach można mówić, przedstawiać fakty, liczby, przykłady. Jednakże metoda podająca jest niewystarczająca. Kiedy się czegoś doświadcza, to łatwiej zrozumieć i zapamiętać. Wiedzę można stopniować: wiem, rozumiem, działam. Żeby zrozumieć, to trzeba najpierw wiedzieć. Ale samo "wiedzenie" nie oznacza jeszcze zrozumienia. Żeby działać, to trzeba wiedzieć i rozumieć. Ale można wiedzieć i rozumieć a nie potrafić działać czyli zastosować w praktyce swojej wiedzy, wyniesionej ze szkoły czy uniwersytetu.

Ochrona środowiska (w tym rozwój zrównoważony) dotyczy każdego z nas. Czy jednak wiedza o przyczynach degradacji środowiska przekłada się na rozumienie współzależnych zjawisk i procesów oraz podejmowanych działań? Ostatnio dużo mówi się o smogu. Ale czy wiemy skąd się bierze i co można zrobić, by zapobiegać tym nieprzyjemnym skutkom?

Z powyższych powodów staram się możliwie często realizować ze studentami różne projekty, wpisane w program zajęć. Jest to także okazja by uczyć się pracy w zespole. Przykładem jest projekt uruchomienia półek bookcrossingowych (Warmiobook), zrealizowany wspólnie ze studentami kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze. Semestr się skończył, zajęcia także. Teraz projekt będzie żył swoim życiem. Okaże się, na ile udało się go "pchnąć" by toczył się dalej. Czy i jaki wywarł wpływ na samych studentów oraz inne osoby, które włączyły się do działań lub tylko o nich usłyszały?

I jeszcze jeden motyw. Biblioteki to nie tylko magazyn książek, to także miejsce spotkań. Wartością istniejących bibliotek jest nie tylko zgromadzony księgozbiór, ale także bliskość tych miejsc. Czyli możliwość dotarcia. Z żalem można obserwować likwidowanie bibliotek osiedlowych czy wiejskich (podobno ze względów finansowych i tego, że wiedza dostępna jest już w internecie). Jednym z motywów studenckiej akcji bookcrossingowej był... brak biblioteki na osiedlu. Skoro nie ma biblioteki, to niech będzie choćby półka z uwolnionymi książkami, na przykład w piekarni, restauracji czy innym obiekcie. Chyba z podobnych przyczyn powstają półki bookcrossingowe w wielu małych miejscownikach. Tych inicjatyw jest na prawdę dużo. 

Żyjemy w społeczeństwie bogatym i konsumpcyjnym. Dużo zużywamy i dużo wyrzucamy. Książki są tylko przykładem jak można wykorzystać rzeczy już "niepotrzebne". Oraz jak można  się dzielić wiedzą i zasobami z innymi. Nie musimy mieć wszystkiego na własność by się tym cieszyć.  Owszem, jeszcze z niektórych półek książki i czasopisma szybko znikają. Zapewne przywłaszczane przez "czyścicieli". Ale osób potrafiących się dzielić systematycznie przybywa. Moim zdaniem świadczy to o rosnącej dojrzałości obywatelskiej (współodpowiedzialności za przestrzeń i przyrodę wokół nas). I powolnej zmianie patrzenia na świat wokół nas - umiejętność dzielenia się, ograniczania zużycia surowców przez wspólne korzystanie z dóbr. 

Mija drugi miesiąc studenckiej akcji Warmiobook pod hasłem "Nie samym chlebem człowiek żyje". Jakie są dotychczasowe rezultaty akcji? Po pierwsze odwiedziliśmy i opisaliśmy kilka istniejących już półek bookcrossingowych, dołączyły do nas inne osoby, które zaangażowały się w zbiórkę książek i opiekę nad powstałymi półkami. Uruchomiliśmy nowe półki bookcrossingowe w następujących miejscach: Restauracja i Pensjonat "Złoty Strug" w Pluskach, Restauracja Cudne Manowce w Olsztynie, Federacja Organizacji Socjalnych w Olsztynie, Bar Przy Ratuszu w Barczewie, Pub Nowy Andergrand w Olsztynie, Bar CoRazTo (Olsztyn ul. Burskiego 18). A  jutro odbędzie się uroczyste otwarcie kolejnej półki w siedzibie Radia Olsztyn (ul Radiowa).

Naszymi książkami zasililiśmy istniejące już wcześniej półki: Biblioteka Uniwersytecka UWM w Olsztynie, Półka "pod Sambą", ul. Gałczyńskiego 1, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie (Stary Ratusz). Biblioteka w Lidzbarku Welskim. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy naszego bloga odwiedziło łącznie 4854 razy. Na blogu opublikowaliśmy 81 tekstów. Nasz facebookowy fanpage polubiło 263 osoby. O naszej akcji mówiono już w Radiu Olsztyn, Radiu UWM FM, pisano w Gazecie Wyborczej, Gazecie Olsztyńskiej. W naszym katalogu regionalnych półek bookcrossingowych przybyło kilka nowych pozycji. Zdobyliśmy też sponsorów naszej akcji - to Wydział Biologii i Biotechnologii oraz Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, którzy przekazali fundusze na promocję naszej akcji w postaci plakatów, wklejek i zakładek do książek oraz dyplomów. Naszym największym sukcesem jest zebranie blisko 600 książek, którymi już dzielimy się z "głodnymi książki" czytelnikami, które już są na naszych półkach. Powstają nowe półki, będziemy o nich pisać.

Cały projekt to zaledwie kilka osób. Na początek. 

Zajęcia się skończyły, oceny wystawione, wpis do USOSa dokonany. Ale projekt trwa. Pozostała wiedzxa i doświadcznie. Ale może zostanie jeszcze coś więcej.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci