Menu

profesorskie gadanie

Nowy adres bloga https:profesorskiegadanie.blogspot.com

z podróży

Wakacyjne rozmyślania aż do zdarcia butów

sczachor

butyMyśli się głową, a chodzi nogami. To dlaczego przy rozmyślaniach miałyby zedrzeć się buty?

Wakacje i urlop to okres, gdy mamy więcej czasu dla siebie, gdy możemy zwolnić. Podróż, ta daleka czy bliska, gdy spacerujemy, chodzimy, czekamy na stacji czy lotnisku na kolejny transport, pozwala się wyciszyć od zgiełku codzienności i rytmu pracy. W tej ciszy zaczynamy słyszeć swoje myśli. Chodzenie i ruch pozwala więc myśleć. I snuć refleksje w wyciszeniu podróży. Pozwala także patrzeć na świat nieco inaczej niż na codzień. Może z większą otwartością?

Tak więc wędrówki sprzyjają myśleniu. A jeśli idzie się daleko, to i buty można zedrzeć.

Podróż to także czas by odpocząć od.. komputera i internetu. Odciąć mózg od nadmiaru bodźców. W tej bodźcowej ciszy zaczynamy rozmyślać i tworzyć.

Trwa moja wakacyjna podróż. I rozmyślania. I Tobie tego życzę.

Kaczki na wodzie – tu zaszła zmiana

sczachor

kaczkinawodzie

Małe, senne miasteczko, jakieś ogródeczki na obrzeżach. Na płytkiej rzeczce kaczki brodzą. Widok taki jak zawsze? Niesamowity znak czasu, małe miasteczko i kaczki na rzece... Co w tym dziwnego? Ano to, że są to dzikie kaczki krzyżówki a nie hodowlane (udomowione). Zniknęły chlewiki i kurniki a puste miejsce zajmuje dzika zwierzyna. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wielkie zmiany się dokonują w przyrodzie i kulturze wokół nas.

Barczewo. Obrzeża miasteczka, jeszcze w zabudowie widać komórki, chlewiki, stare kurniku, gołębniki (ale gołębi już nie hodujemy na rosół ani na ofiarę). Ale są puste. Nikt już świnek nie hoduje, ani królików, ani kur, kaczek czy gęsi. Nawet warzywniaki zmieniają się w ogródki rekreacyjne. Kiedyś każdą zwierzynę byśmy upolowali (kłusowali) i zjedli. Znikają zwierzęta hodowlane nie tylko z małych miasteczek ale i ze wsi. Nie słychać porykiwania krów, piania kogutów, gęsi się nie pasą ma łące. Co najwyżej łabędzie i żurawie. Nikt nie wypasa bydła po rowach i miedzach. Prędzej sarnę spotkać można. W wyniku synurbizacji coraz to inne gatunki zwierząt pojawiają się w mieście. Nie polujemy, więc zmniejsza się dystans ucieczki – zwierzęta nie traktują człowieka już jako drapieżnika, groźnego myśliwego.

Jesteśmy bogaci, syci i najedzeni. To widać. Także i po naszej tuszy: zbyt mało ruchu, zbyt dużo kalorycznego jedzenia.

 

Ps. Zdjęcie zrobione w czasie  Fotospaceru po Barczewie realizowanego w ramach projektu: Panasonic Lumix: Fotograficzne Perły Polski (czytaj więcej)

Wzgórze czarownic pośród bagien czyli o energii odnawialnej i produkcie regionalnym

sczachor

czarownicagilawyW piękny majowy czas miałem okazję odwiedzić Garbno. Jadąc pociągiem widziałem rozległe pola kwitnącego rzepaku. Wielkie monokultury z różnymi uprawami, a w krajobrazie wiatraki. Energia odnawialna zakorzenia się w naszym regionie. Żałuję, że zdjęć nie zrobiłem, bo widok z okien pociągu był przepiękny. W tym krajobrazie wielkich pól z rzadko porozrzucanymi zadrzewieniami, rzeczkami i zbiornikami wodnymi, wiatraki wprowadzają mozaikę siedliskową. I w gruncie rzeczy ładnie wyglądają, wkomponowując się w antropogeniczny krajobraz. Tuż pod wiatrakiem nie ma upraw, są po prostu ugory… z dużą ilością chwastów. Czyli dużą różnorodnością biologiczną kwitnących roślin i korzystających z tych roślin owadów. I to ekologa, entomologa, przyrodnika cieszy. Kusi, żeby zbadać dokładniej. Może i niebawem się wybiorę. Po badaniach nad różnorodnością biologiczną upraw wierzby (dla celów energetycznych – energia z biomasy) teraz przydałoby się sprawdzić jak farmy wiatrowe wpływają na bioróżnorodność.

Ale tymczasem wybrałem się do Garbna w zupełnie innym celu, z wykładem popularnonaukowym o racjonalnym gospodarowaniu energią i wodą – przyjaznym dla kieszeni, jakości życia i dla środowiska przyrodniczego. Inaczej mówiąc - ekologia z perspektywy gospodarstwa domowego. A jednocześnie nawiązanie do dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego regionu. Na zaproszenie Koła Gospodyń Wiejskich „Baby z Babieńca” wybrałem się do Garbna, do świetlicy wiejskiej. W spotkaniu uczestniczyła także młodzież gimnazjalna.

Zmieniły się nasze wsie, wypiękniały. Pamiętam takie wsie sprzed 30-20-15 lat. Zapyziałe, szare odrapane, z beznadzieją i tanim winem owocowym. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Ale pozostało duże bezrobocie, migracja zarobkowa, wyludnienie. Pamiętam ten region z dzieciństwa i wyjazdów wakacyjnych.

garbnowykladZaproszenie do Garbna przyjąłem z sentymentem. Usłyszałem z ust starszych osób piękny zaśpiew wileński. Jakbym wrócił do dzieciństwa. Temu środowisku jestem coś winien. Znam ten region przygraniczny, zamierający, kiedyś z rozpitymi PGRami, teraz wyludniający się i zamierający. Szansę upatruję w turystyce i energii odnawialnej. Bo energia odnawialna daje prace tu na miejscu a pieniądze nie są drenowane na Śląsk (energia elektryczna z węgla kamiennego). Z kolei turystyka opiera się na dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym, na aktywnym wypoczynku i dziedzictwie kulinarnym, na rękodziele (w tym sztuce niebanalnej i profesjonalnej) itd. W nawiązaniu do przeszłości jechałem z pomysłem… maści do latania. Brzmi bajkowo, ale za tym się kryje pomysł na produkt regionalny.

W Garbnie, nad rzeką Guber i prawobrzeżnym dopływem – Strugą Rawą, w 1328 roku powstała strażnica (zamek krzyżacki), przy zamku powstała osada, oficjalnie lokowana na sześciu włókach 11 lat później. Dawniej wieś nazywała się Lamgarben a swoją nazwę wzięła z języka dawnych Prusów. Garbis to wzgórze, natomiast lame oznacza bagna, moczary, teren podmokły (taki na pewno był w dolinie Gubra i wpadającej do niej strugi). Można byłoby więc pierwotną nazwę Laumygarbis, a od XV w Lamegarben, tłumaczyć ze staropruskiego jako Bagienne Wzgórze, Wzgórze Pośród Bagien (terenów podmokłych). Ale można także inaczej wywodzić nazwę, ze słowa laume, oznaczającego czarownicę. Laumygarbis oznaczałoby Wzgórze Czarownic. Łącząc obie interpretacje wymyśliłem Wzgórze Czarownic Pośród Bagien. A jedną z dygresji, w nawiązaniu do dawnego wykorzystania „chwastów” w życiu codziennym, było wspomnienie o maści do latania. Do produkcji owej maści używano m.in. bylicy pospolitej i tłuszczu z gęsi. Mamy więc pomysł na lokalny produkt kulinarny i etnograficzną zabawę w jednym. A z piór gęsich można zrobić… na przykład pióra do kaligrafii. Kolejny element lokalnej układanki i oferty turystycznej.

Fantazjuję z tą maścią do latania i etnograficznymi opowieściami? Obok Garbna są Tołkiny, i jak przekonują genealodzy niemieccy z tej miejscowości wywodzi się ród Tolkiena (przez Saksonię trafił do Wielkiej Brytanii), autora Władcy Pierścieni. Kolejny powód by odwiedzić te okolice i to przez turystę międzynarodowego. A niedaleko jest i ... Smokowo. Garbno czyli Wzgórze Czarownic, Tołkiny z Tolkienem i Smokowo - same odloty. Maść do latania sama się narzuca. I przygoda, bazująca na kreatywności (kapitał ludzki), dziedzictwie kulturowym i dziedzictwie przyrodniczym.

Do Garbna na prelekcję przywiozłem swoją malowaną butelkę (motyw cykorii podróżnik) i malowany kamyk warmiński, z pleneru w Tumianach. Jako przykład rękodzieła. Panie z kół gospodyń wiejskich (z Garbna oraz z Babieńca) pokazały swoje rękodzielnicze prace, z papierowej wikliny, kwiaty z bibuły oraz kwiaty i choinki z kogucich piór. Te „baby” mają moc … tworzenia nie tylko rękodzieła ale i animacji życia społecznego. Sól tej ziemi. Zapomniane wioski ale z bogatą historią.

A propos Garbna to warto wspomnieć o mało znanej u nas postaci – Elisabet Boehm (1859-1943), z domu Steppuhn, z pobliskich Głowbit, która w 1880 została żoną Otto Boehma. Małżonkowie na stałe osiedli w Garbnie. Elisabet Boehm znana jest na terenie całych Niemiec jako założycielka Towarzystw Wiejskich Kobiet (Landwirtschaftlichen Hausfrauenverein), czyli jest prekursorką Kół Gospodyń Wiejskich i podobnych ruchów, także w USA. Można powiedzieć, że to miejscowa feministka, a więc w uproszczeniu „czarownica”. Uznaniem jej działań w ruchu kobiecym było przyznanie złotego łańcucha przez Uniwersytet w Królewcu oraz nadanie honorowego obywatela miasta Królewiec. W 1993 r. poczta niemiecka wypuściła znaczek z jej podobizną.

Okolica interesująca i piękna. Warto się wybrać. Następnym razem przyjadę rowerem. To znaczy rower zapakuję do pociągu, przyjadę do Korsz lub Tołkin, a dalej pozwiedzam w powolnym rytmie, w klimacie prowincji i cittaslow. By był czas na podziwianie lokalnego rękodzieła niebanalnych kobiet, zabytków z przeszłości i różnorodności biologicznej, kryjącej się w krajobrazie pojeziernym i cieniu turbin wiatrowych.

 kaligrafia1

Zamieszczone fotki, od góry:

  •  Czarownica z Giław, zdjęcie podczas Kiermasu Warmińskiego w Bałdach
  •  Zdjęcie z wykładu w Garbnie (tuż przed rozpoczęciem)
  •  Kaligrafia, pisanie gęsim piórem (Niebieskie Piórko 2015)

Więcej o maści do latania i bioróżnorodności w garnku.

http://czachorowski.blox.pl/2014/04/Bylica-piwo-pieczona-ges-i-masc-do-latania.html

http://czachorowski.blox.pl/2014/04/O-bylicy-plodnosci-przyprawach-kadzidle-i.html

http://ro.com.pl/wakacyjne-przygody-z-jadalnymi-chwastami-i-mascia-do-latania/01140687

 

Dzieci i emeryci na uniwersytecie

sczachor

warszawawydzialSobotni poranek w Warszawie, widok z akademika na Wydział Biologii UW. Tłumy dzieci z rodzicami wchodzą do budynku. Na początku zdziwienie - czego oni szukają na Wydziale Biologii, przecież na studentów nie wyglądają? Potem szybka refleksja, przecież i u nas tak jest, zmienia się oblicze uniwersytetów. Jeszcze kilkanaście lat temu w sobotę i niedzielę można było spotkać tłumy studentów zaocznych. To była swoista "pożyczka PRLu". Nadrabiali zaległości, wcześniej nie mieli możliwości studiować, bo brakowało miejsc i nie mieli pieniędzy na studiowanie (ich rodzice). Jako dorośli i pracujący uzupełniali wiedzę i finansowali rozwój uczelni. Później w weekendy wielu dorosłych się pojawiało również, ale byli (i są) to słuchacze studiów podyplomowych. Kształcenie ustawiczne i uzupełnianie oraz aktualizowanie wiedzy.

Teraz w dniach wolnych od nauki dla "zwykłych" studentów na uniwersytecie pojawiają się dzieci i młodzież. Czasem także... emeryci, bo jak grzyby po deszczy wyrastają uniwersytety trzeciego wieku. Powstaje taki teraz w Barczewie. Niemalże każde już miasteczko ma swój uniwersytet trzeciego wieku. Bo ludzie chcą się kształcić nie z powodów zawodowych ale z ciekawości i pędu do czystej wiedzy.

Zmienia się oblicze uniwersytetów, uczelnie wyższe dalej kształcą i upowszechniają wiedzę, ale zmieniają się studenci. To nie znaczy, że dziennych ("normalnych") studentów już nie będzie. Będą, ale zmieniają się proporcje i w tych samych murach uniwersyteckich pojawiają się przedstawiciele wszystkich pokoleń. Uniwersytety otwierają się na różne formy upowszechniania wiedzy i kształcenie ustawiczne. Uniwersytety próbują się do nowej rzeczywistości dostosować. Misja pozostaje ta sama, zmieniają się formy i społeczne oczekiwania.

Cittalsow - jakość zamiast ilości

sczachor

W idei cittaslow, powolnego życia w małym mieście, zawarte jest dążenie do podnoszenia jakości życia zamiast wydajności. W tym kontekście lepsza jest bezczynność niż wykonywanie pracy bzdurnej. Żyjemy w erze nadprodukcji rzeczy zbędnych, jednorazowych, śmieci w momencie powstania. Po co więc produkować śmietnik?

Żyjemy w epoce przyspieszonego przemijania. W sklepach trudno kupić latem odzież letnią czy buty – bo kolekcje letnie wyprzedano już wiosną, jako schodzące i likwidowane. Pośpiech tak duży, że kolekcje odzieży są wymieniane  z dużym wyprzężeniem. W rezultacie przemija (kolekcja) zanim nastanie (pora, do której była adresowana).

Wolniej – znaczy pełniej, dokładniej, głębiej. W czasie wakacyjnego wypoczynku jedziemy do dalekich egzotycznych krajów. Ale niczego nie poznajemy, to tylko surogat podróży. Siedzimy w jednolitych hotelach i jednakowych plażach. Odwiedzamy miejsca, które już znamy (ze zdjęć, z filmów). W rezultacie niczego nie poznajemy. Podróż to poznawanie zwłaszcza ludzi. Na to trzeba czasu. By posiedzieć, ponudzić się, czekać na spotkanie. Podróżowanie to stan ducha a nie pokonywana odległość. Po co wiec pracować po 14 godzin na dobę? By w czasie urlopu samolotem polecieć gdzież daleko nie odbywając tak w zasadzie w ogóle podróży?

Czasem wiec lepsza jest bezczynność czyż męczące wykonywanie bzdurnej pracy ku szybszemu przemijaniu. Jeszcze się nie nacieszymy, a już przemija... Cittaslow, to powrót do... miasta z ludźmi.

© profesorskie gadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci